Oczywiście, że zupa czosnkowa została skonsumowana w pierwszej kolejności zaraz po przekroczeniu granicy, gdyż czosnek jest największym pierdolcem Słowaków. Jak mogłam zapomnieć. Otóż gdy tylko pojawiliśmy sie na jarmarku postanowiliśmy zjeść langosza. Ja z samym serem, którego naprali po kokardy, Naczelnik dodatkowo ze śmietaną, boczkiem cebulką i serem czedar. On wepchnął całego, ja wymiękłam w połowie. Spry placek przypominaǰacy pizze z Ciasta drożdżowego smażonego w głębokim tłuszczu, z czosnkiem i czosnek jest w zasadzie wszędzie. W serze też. Pyszne ale za dużo.
I po langoszu już nie zjedliśmy nic więcej, nie dało się. Za to piliśmy całkiem sporo.
Skosztowaliśmy kilka rodzajów grzańców, najpierw apfelsztrudel, wiśniowe, i absolutny sztos poncz z tymiankiem, cytryną i rumem. Smakowało i grzało jak cholera.
I dalej o żarciu to będzie w obrazkach a głodnych uprasza sie aby nie oglądali
Strucla makowe i orzechowe i mak zawijany w cieniutkie placki ziemniaczane czyli (lokše).
No żal że nie mamy czterach żołądków.
Spacer nocny po starówce pełnej turystów z różnych stron świata. I świąteczna muzyka zewsząd łącznie z kolędami.
Ɓyło bardziej świątecznie niż na święta w domu. Polecam przed świętami i po świętach.




















Ojej, to ja bym tam zeszla z glodu, jako ze, jak wspomnialam pod poprzednim postem, moj organizm wzdraga sie przed czosnkiem, moze jestem wampirem? W kazdym razie nie ma tego w mojej kuchni, a i dzieci wiedza, ze kiedy nas zapraszaja, to nie tylko nie uzywaja do gotowania, ale nie powinny uzywac kilka dni przedtem. Zeby nie cuchnac, bo tez tego nie znosze.
OdpowiedzUsuńZe zdjec miasto wyglada na fajne, przyjazne i bezpieczne.
Ten czosnek to pomaga w zimie. Ale czuć go na każdym kroku. W kolejce w Tatrach MAŁO NIE PADLIŚMY jak sie Słowaki najadła...no ale lubią. E nie padła byś.
UsuńPadlabym plackiem, a przedtem nauragala smierdzielom. :)))
Usuń:-DD
UsuńKurcze, nie lubię grzańca, wiele lat się zmuszałam bo wszyscy pili😁
OdpowiedzUsuńPyszne te grzańce i bardzo różne poncze, wina. Grozi.
Usuńgrogi miało być.
UsuńNa szczęscie po śniadaniu! 😀uwielbiam i czeską, i slowacką kuchnię! krem czosnkowy❤️
OdpowiedzUsuńo tak w okresie zimowym ta kuchnia mi pasuje.
UsuńZnam Bratysławie głównie w letnich odslonach - Komenskeho Univerzita😊i mnóstwo komarów nad Dunajem😊
OdpowiedzUsuńŁadna starówka,również zima,jak widać.
pierwszy raz byłam w Bratysławie i chyba bym tam wróciła.
Usuń:)))) Dobrze, ze wam smakuje! Ja musialabym przetrwac o wlasnym wikcie ale mam choc w pamieci ich kuchnie (i knajpki) z dawnych lat. Ach te niedzielne wypady na Slowacje! Rowniez Austria byla dawniej blisko. :)))) I Praga! I Budapeszt! Tyle wspomnien, tyle smakow, fajnych ludzi...
OdpowiedzUsuńdo Wiednia z Bratysławy godzinka jazdy. Gdybym mieszkała na południu pewnie często bym bywała w Pradze, Wiedniu i Bratysławie na łikendy.
UsuńNo piknie tam! Czosnek lubię, ale z umiarem :). A grzańca w domu bym nie wypiła, ale w warunkach plenerowych jak najbardziej.
OdpowiedzUsuńgrzaniec dobry na rozgrzanie i to raczej slaby alkohol i smakowity, jak widać można smakować różnych grzańców, w sensie w różnych smakach. mnie ten tymiankowy bardzo podszedł.
UsuńLangosze są węgierskie, lubię je straszecznie. Dla mnie musi być klasyk: śmietana i żółty ser, ewentualnie czosnek, jeśli jest.
OdpowiedzUsuńdla mnie zdecydowanie za ciężkie. raczej już nie zjem :-)
UsuńNie lubię langoszy, jak i czesko-słowackiego jedzenia...za to Bratysława nocą cudna!
OdpowiedzUsuńjotka
i ja uważam że to jadło za wyjątkiem haluszków i czosnkowej za ciężkie i za dużo mięcha.
UsuńLangosza nie jadłam, na oko przypomina cebularz lubelski :D Czosnek lubię, ostatnio jednak nie mogę go jeść za dużo, odnoszę wrażenie, że ciśnienie mi po nim siada, a że nie mam go za dużo, gdyż jestem chodzącym trupem, to tego ... Bratysława piękna i smaczna w Twoim obiektywie :)
OdpowiedzUsuńcebularz nie brzmi dobrze. ciasto do langosza chyba delikatniejsze. ale nie wiem jak smakuje cebularz.
Usuńskoro siada ciśnienie powinnam go jeść dużo dużo.
Jak są zdjęcia żarcia to od razu jestem:)
OdpowiedzUsuńNie bez powodu słowacki jest podobny do serbskiego, bo i spożycie czosnku chyba na podobnym poziomie.
Wesołego Sylwestra życzę, ja w pracy, bo świętowania tego, że coraz bliżej do śmierci, nie znoszę!
też nie przepadam za sylwestrowa noca głównie z powodu idiotów napierdalających petardami i sztucznymi ogniami.
UsuńDla mnie grzance to tylko hot whiskey🔥
OdpowiedzUsuńInnyglos
no pani masz ty zdrowie :-)
UsuńWyglada wszystko pysznie i urodnie. Fajna ta wasza wyprawa. Oddech! Langosze kojarzę, jak Frau Be, z węgierską kuchnią. Ale chyba podobne im, drożdżowe, jedliśmy z różnymi serami, śmietaną, zrobione przez panią z Kobiet Wędrownych, chyba Gruzinkę, w Kuchni Konfliktu. Czosnek to tak sobie..raczej wprowadza nastrój nieprzysiadalny. Co do grzańców - w dobrym towarzystwie wszystko wypiję, niestety..:)
OdpowiedzUsuńA my moczymy się w solance...ha ha ha
Takie numery...panie!
ŻM
zazdroszczę tej solanki. szczerze. ja myślę o fajnym balijskim masażu ale już w domu. na nowy rok. po tej wyprawie muszę się zrelaksowac.
UsuńTeatru miałaś rację całkowitą, było przyjemnie i fajnie po prostu...solanka świetna...reset to potrzebny jest po wyprawie długiej, czego Ci z całego serca życzę:)))
Usuńsię zaczynam resetować właśnie :-))
Usuńwygląda smakowicie, relaks w pełni :)
OdpowiedzUsuńno nie do końca relaks, niestety. warunki drogowe lekko spędzają sen z oczu.
UsuńŻarcie żarciem .... ale mnie bardzo podobała się Bratysława. Też kiedyś nocą po niej wędrowałam. A w tej kawiarni na szczycie mostu byliście? Wtedy - z 12 lat temu - obracała się...
OdpowiedzUsuńbyliśmy w UFO ale ono się raczej nie obraca.
UsuńDobrego Nowego Roku 💗
OdpowiedzUsuńdziękuję i Wzajemnie.
UsuńJak pięknie! Świetliście, pysznie i romantycznie:-)
OdpowiedzUsuńLubię czosnek, jednak Słowacy czasem z nim przesadzają. Ale ich zupa czosnkowa jest pycha:-)
Słowacy zdecydowanie przesadzają z czosnkiem :-)
UsuńCudownie! I chyba Bratysława właśnie taka jest, cudowna!
OdpowiedzUsuńaż dziwne, że tak jakby turystycznie odrzucona a przecież na prawdę dorównuje Pradze i Wiedniowi, bo w Budapeszcie jakoś nie byłam.
Usuń