[I nawet kanapa nie dotarła, na dobicie chujowej pointy dechą. bo jakżeby inaczej, przecież. poza tym nie mogę zlokalizować jednej słuchawki, no diabeł ogonem i był problem, dopóki się nie wyładowała druga.]
... także ostatni raz zamawiam coś dużego na allegro, dziad okazał się zwykłym ujem a nawet chujem. i należy dziadydze obsmarować nawtykać w komentarzach. ja zaś już nigdy czegoś takiego nie zrobię.
i Trudno. w poniedziałek zamówię w agatameble albo innej miejscówce. albo przełożę na nowy rok. to tylko zmiana daty. dosyć tego zamęczania głowy i serca dla spraw służbowych. Drugi to chuj w ostatnich miesiącach, niestety. ważny dla mnie projekt w teatrze przez nieodpowiedzialnego człowieka, poległ. i przesunął się w czasie.
w każdym razie dosyć też przejmowania się pierdoletami. cusz to znaczy wobec wieczności. nie dziś, nie wczoraj, to jutro :-)
Zjadam przeterminowane tabletki szczęścia(ktoś wie czy xanax przeterminowany, to niebezpieczne? termin się skończył w sierpniu) i raczej działają, bo mnie wycisza, odcina lęki i ogólnie jednak cieszy. bo się zrobiło za smutno i za nerwowo. za dużo tego złego. wielbłąda by powaliło no na prawdę. a tu Barbarella pisze o Fosydynie, no miło z jej strony, zaraz nabędę.
ale w czwartek, gdy nocą ciągaliśmy pianino po scenie, to i tablety szczęścia nie pomogły. bowiem przy pierwszym pślizgu na dywanie zaczęło nam zostawiać ślady... na mojej czarnej teatralnej scenie,😫 noż kura, jak się rzuciłam na kolana z wrzaskiem.
Napchaliśmy więcej dywaników. i poszłooo bez śladów. Wczoraj wybrzmiał ostatni akord, czyli koncert świąteczny połączony z dobrym cateringiem.
i też nie obyło się bez errorów. najpierw źle poinformowana publiczność przybyła dobrą godzinę za wcześnie. ... potem okazało się, że zaginęła chochla do barszczu czerwonego i trzeba było ekspresowo jechać do sklepu, potem koncert trwał ociupinke za długo... seniorzy ordynarnie pakowali pierogi do reklamówek a na samym końcu Miska się niechcący naćpała jednym żelkiem holenderskim...i siedziałam z dwoma dziadami po nocy, żeby kobita doszła do siebie. Te dziady, to oczywiście moi aktorzy całkiem już dorośli.
pierniki specjalnie dla mnie wypieczone :-) i pierożek wydziergany będzie wisiał na lodówce, bo to magnez jest.I nie ma tak dobrze, że się atmosfera słodkopierdzącoświateczna sama zrobi. żeby jedni mieli miło, świątecznie, magicznie i pysznie... to drudzy muszą się natrudzić.
i tak w czwartek i piątek było bardzo hardcorowo. niebieski kurczak całkowicie opadł z euforii.
Więc czwartkowy dzień wiadomo napierdalał do imentu. na autopilocie. Najpierw srana placówka. i sprawdzenie ostateczne czy z 400 uczniów nikogo nie pominęłam w ocenie proponowanej. ale już pisanina od rodzicieli w sprawie tych propozycji pozostała bez mojej reakcji. wymieniłyśmy się rytualnie prezentami z koleżankami. i wybieg. do hurtowni targać różności pod ten catering. nocą odbył się szlif ostateczny teatru, choć lampki, i wystroje powoli kompletowaliśmy dwa tygodnie. pozostały stoły bankietowe, piano wiadomo.
Wczorajszym rankiem nacięłam z moich świerków gałęzie pachnące. pogalopowałam po słodycze i cytrusy. dawaj też opisywać faktury. bo spod tej rosnącej kupy, tylko grzywka mi wystawała.
Prezent dla MJ zakupiłam. a przy okazji sobie golfik z wełny w kolorze ciemnego wina. i kosmetyki dojechały. oraz prezent naczelnikowy. Naczelnik zamówił nam parownicę...
no cusz. kolejny sprzęt, który czyści, pierze, tańczy, śpiewa i wiersze deklamuje.
Dziś odpoczywam jeszcze, leżę z kawą, dojadam wczorajszą uroczystą kolację, sałatki z truskawkami, orzechami, malutkie kanapeczki, tatara z łososia, na obiad będzie pyszny barszcze czerwony z malutkimi uszkami i pierogi ze szpinakiem. za chwilę jadę do teatru po barszcz i sałatkę warzywną oraz wstawiam piec: od tygodnia suszą się misy z niebieskiej gliny. dziś je wypalam.
Popołudniu zaczynamy odgruzowywać dom, nadal w korytarzu stoją kartony z gliną, i ze szkliwem, puste kartony po strażackich ustrojstwach i cała masa rzeczy powyciąganych z różnych kątów, przy porządkach. poza tym trzeba uporządkować formy gipsowe i posprzątać po ceramicznych dramatach, jedna misa się rozsypała... kurewa.
w ogarnianiu dopomoże parownica, mam nadzieję.
A kto to powiedział, że prezenty dopiero pod choinką, takie bajdy się skończyły dawno temu. dostałam na prawdę fajne drobiazgi od przyjaciół i koleżanek.
no długo by wymieniać, może jutro...



Boszszsz... co za cudowne zdjecie tytulowe! No uwielbiam, bardzo mnie usmiechnelo w ten ponury dzien.
OdpowiedzUsuńZ ujami tak trzeba, a jesli kanapa pojawi sie pozniej, po swietach czy nowym roku, to niech sobie dziadyga ja odbiera, mam nadzieje, ze za nia jeszcze nie zaplacilas?
Cudowne Były, Ciri sie poczestowała...bez komentarza. Oraz nie zapłacilam ale wkurza mnie ze teraz musze ganiac po sklepach i szukać.
UsuńKanapa świnia! Uważaj z xanaxem, ale pewnie to wiesz. Dawno dawno temu (ze dwadziescia lat?) mialam przepisany jak zycie sie mi rozjebalo naprawdę poważnie i trzęsło mną cale noce. Ale potem poczytalam, poczytalam i odstawilam, bo to cholerstwo jest. Więc przez jakis czas jeszcze tylko doraźnie i na krótko (pamiętam, że nie mogłam np promem płynąć, siedzialam pod pokladem skulona w kłębek, trzymałam się stolika, a mna trzeslo, więc wtedy 1/4 tabletki zeby przezyc). Z przeterminowaniem to nie wiem.
OdpowiedzUsuńA tak w ogóle to widzę, że masz kumulację, a z kumulacji się wychodzi, byleby sobie podspodnie lęki obłaskawic.
Trzymaj sie kochana🙂
Innyglos
Uwazam stosuje tylko w czasie lotów. No i teraz gdy mi sie zawalilo.wszystko. kilka razy brałam zeby spać. Juz po wszystkim. Tersz spokojniej najgorsze sie przewaliło.
UsuńTaka nerwówka i wkurw totalny to także nasza tradycja narodowa.
OdpowiedzUsuńszefowa z byłej placówki nie cierpiała świat, wiec wszystkich na maksa wkurzyła, a na wspólną "wigilię" wkraczała z pytaniem: no co tak siedzicie, macie się dobrze bawić!
My prezentów sobie nie robimy pod drzewko wolimy na co dzień, choćby nowy ekspres do kawy:-)
Pierniki superowe!
Nievtyle swieta sa problemem i ppwodem mojego załmania co koniec roku i koniecznosc wydania kasy. Zawszextak jest. I to mnie doprowadza do ....wykańcza. a teraz jeszcze wyjeżdzamy wiec czas sie praktycznie skończył.
UsuńCiasteczka arcyzajefajne!
OdpowiedzUsuńCo do przeterminowanych leków, to mężowi mojej psiapsi lekarka powiedziała, że spokojnie można zażywać przeterminowane nawet o rok, bo te daty przydatności koncerny farmaceutyczne biorą z dupy, żeby się zabezpieczyć na wszelki wypadek.
Ewentualnie nie działają tak jak trzeba. Słabiej. Tak myślę.
UsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńo gustach sie anonimie nie dyskutuje.
Usuńmówimy o ciastkach i doprawdy trzeba być katopatologią, żeby z ciastek dramat robić
anonimie zostaw sobie swoje wyunrzenia dla siebie. Nie zamierzam czytac twoich kulawych diagnoz ani publikować zwłaszcza. Zajadle tu przyłazisz i zajadle w zaciekłej wulgarnej nienawiści patologicznej tu piszesz.
UsuńA ja się martwiłam, czy nowy materac dojedzie na czas do domu, bo terminy 3-4 tygodnie, a OM jeździł w korkach po całym SM i dostał… materac w domu już rośnie, a ja nie wiem, czy wyjdę na święta. Wczorajsze ekscesy nuszki nie pozwalają być optymistką- na dwoje babka wróżyła. Z tego powodu śnił
OdpowiedzUsuńMi się koszmar, spać nie mogę bo pilnuje nuszki. Szlag…
jesooo Roxy te moje dramaty, to jest farsa....ja wiem.
Usuńciężko mi, gdy myślę, że zostaniesz w tym szpitalu na święta...nic dziwnego, że koszmary sie śnią.
Wiesz to nawet nie chodzi że na święta tylko to są CAŁE 5 DNI bez konkretnego personelu, bo dyżury i bez rehabilitantów- to jest dramat. Ja święta mam jeszcze 6 to ewentualnie sobie odbiję, mnie dobija ta bezczynność- i nie daj buk jeśli nuszka się psuje a nie naprawia?
Usuńi beznadziejne pytanie: po co ??
Usuńtak, święta w sensie, nie że świętowanie ale że spotkanie i że to jednak własny dom, łóżko i przestrzeń w której kochani ludzie są.
Fortepian ma kółeczka, ale pianino chyba nie z tego co pamiętam...
OdpowiedzUsuńAno nie ma niestety ale to nie zmienia bo fortepian przesuwany po parkiecie zostawia rowy.
UsuńCiastka z cycami w deskę.
OdpowiedzUsuńNiech Ci Dagda błogosławi, jak co roku słońce zwyciężyło :D
Prawda że w deske. I mnie sie podobają. Dziekuje i wzajemnie.
UsuńZachwyciłam się piernikami na fb, a tu jeszcze powtarzam, cudo!
OdpowiedzUsuńTo pani i mnie przypadły do gustu bardzo a Ciri jqk przypadĺy ho ho mówi że smaczne były..
UsuńKoniecznie muszę mieć taką parownicę. Wtedy będę całymi dniami leżała na sofie i pachniała...;-)
OdpowiedzUsuńPierniki fantastyczne! Aż szkoda je chrupać:-)
Kochana no nie ma tak dobrze trzeba nią machać tą parownicą. Niestety.
Usuń