piątek, 19 czerwca 2026

Dzień barbera.

 Stambuł poniedziałek, dzień wylotu...i wielu drobnych refleksji




Najpierw śniadanie widomo, długie, niespieszne, i smakołyki, jako bonus za całe pięć dni tłuczenia kroków tysiącami... w drugiej kolejności ja do pokoju i maseczki na twarz 
i żałuję, że nie do SPA. po niewczasie. A Naczelnik udał się do barbera. przyciął mu brodę i zrobił fryzurę. bo Naczelnik ma fajne włosy ale kręcone i nie łatwe do ogarnięcia nożycami, 
tymczasem pan się uwinął z dobrym efektem dla brody i włosów. 
Potem się spakowaliśmy i o 12 gdy się kończy doba hotelowa, walizki do przechowalni  a my w miasto. niespiesznie, żeby się nie spocić. a pożegnać z Bosforem. Lot mieliśmy dopiero o 21ej z czymś tam. więc cały dzień wydawałoby się do zwiedzania ale niestety nie do końca. Stambuł zamieszkuje 16 milionów ludzi.... a godziny szczytu mam wrażenie są cały czas. Taksówkę zmówiliśmy pod hotel na godzinę 17 tą (spóźniła się 15 minut) nie mieliśmy pojęcia ile będziemy jechać. w te stronę nocą jechaliśmy 40 minut, a teraz w korkach ?? dojechaliśmy w godzinę piętnaście. jak pisałam już lotnisko "Stambuł jest wielkie i ... te trzy godziny nam się przydały. serio. 
(Poza tym ja lubię bardzo sklepy bezcłowe))

a teraz już niechronologicznie:

Oto, historia ostatniego posiłku w Konstantynopolu. 
Zaplanowaliśmy go w tej samej knajpce w której spędziliśmy ostatni wieczór z winem. Pod samym naszym hotelem a na przeciwko sklepu z dywanami, kilimami, poduszkami ...

Naczelnik jadł jakieś mięso, ja niestety nie mając wyboru zjadłam krewetki z grzybami, bo knajpa akurat była taka sobie i droga. ale wino mieli przednie. a że byłam już obżarta bułą z rybami, którą zjadłam w egipskim bazarze(pięć buł w cenie miseczki z krewetkami) więc ich nie ofukałam za ceny z kosmosu: za krewetki w ilości mini. w zasadzie zdjęcie tego naczynia z krewetkami było większe od naczynia w realu. taka sytuacja. 
W częściach i dzielnicach bardzo turystycznych turcy niemożebnie, do granic naciągają turystów w każdym lokalu. Dlatego następnym razem pojedziemy w inną dzielnicę. 




W kieliszku z winem jak w soczewce skupia się akcja tego filmu z Kotem w roli głównej. 
którą obserwujemy przez ponad godzinę. Siedzimy na zewnątrz w cieniu ale przy ulicy, i to jest jednak bardzo dobre miejsce, bo dzieją się rzeczy ciekawe. Zazwyczaj biegaliśmy po mieście (choć my jednak robimy to w naszym tempie) to jednak nie pozwalamy sobie na zbyt długie obserwacje tego co wokół, Tym razem było inaczej i już w pierwszym rejsie promem do Azji daliśmy sobie czas na kontemplowanie wszystkiego, ludzi, krajobrazu zarówno na promie, jak i na nabrzeżu i w knajpce. 
A teraz patrzyliśmy na spektakl z kotem. 


zrobiłam mu zdjęcie, gdy był już zmęczony i wkurwiony.

Kot sklepowy sobie siedział spokojnie na dywanikach przed sklepem z dywanami, poduchami ...ble ble ble i Pozował do zdjęć. A tym bardziej, że tuż za kotem stały koty, jak widać. Każdy absolutnie, każdy turysta robił mu zdjęcie i okey, chyba tak ten kot zarabiał na michę żarcia. i dobrze. widać, że najedzony i raczej szczęśliwy marzył o drzemaniu a nie zabawianiu turystów. Gdy kolejna i kolejna i kolejna osoba usiłowała go pogłaskać najpierw się uchylał, potem uciekał zmieniając miejsca, żeby na koniec już zdecydowanie napierdalać te łapska, które po niego sięgały. i doskonale go rozumiem. człowieki to nie mają odrobiny empatii w sobie. Kibicowaliśmy kotu. i mieliśmy niezły ubaw patrząc jak sobie radzi z namolami i jakie miny miały paniusie, i panowie, gdy oberwali łapą i pazurem. 

Koty w Stambule...ech owszem bardzo dużo ich i widać, że karmią ale nie sterylizują i nie leczą. więcej nic nie powiem bo zdołowana jestem. 

Zaplanowaliśmy sobie spacery po Bazarach, niespieszne. Grand Bazar to studnia bez dna. w każdą stronę i na zewnątrz też.
 

Bardzo przyjemny street food : buła z pieczoną na ogniu rybką i warzywami bardzo dobra i syta.





po męczących bazarach poszliśmy do portu ostatni raz spojrzeć na miasto, statki, promy i Bosfor.




No i na koniec główne wejście do Grand Bazaru oraz stoisko ze złotem. jprd co za stylówa iście bizantyjska.

Podsumowania.

Kasowo wyprawa wyszła całkiem droga, niestety, bo tam kasa leci ... wypływa i wylatuje, jak z rozdartych spodni.
Gdy jedziesz Pierwszy raz do Bizancjum, to bardzo bezpieczny i dobry wybór, ta dzielnica Sultanahmet. na prawdę. 
Znajdują się w niej Wszystkie najważniejsze atrakcje turystyczne; pałace, meczety, cysterny, ogrody, mosty, place...wułala. Poza tym jest tam mnogość hoteli i jest w czym wybierać. no i wszędzie blisko w zasięgu spaceru. a nawet wzroku. To jest ważne!! bo miasto jest ogromne a tramwaje, autobusy owszem skomunikowane i częste ale po pierwsze korki, i w sercu każdego dnia miasto jest kompletnie zatkane...i męczące. Dojazdy zabierają cenny czas i pieniądze.  ...czasem zabraknie kasy na karcie. Karta istambulska komunikacyjna, to jest absolutny sztos. płacisz nią za wszystkie środki lokomocji, autobusy, których należy unikać, tramwaje, promy...wygodne to bardzo. Jedna wystarczy na dwie osoby.

Bilety wstępu. Drogie wchuj, chyba najdroższe do tej pory. kilka stów na dwie osoby dlatego warto szukać możliwości wstępu za darmo. a są takie, nam się udało do Cysterny. Na przykład meczety są za darmo i można też sobie urządzić rejs po meczetach. Warto też szukać atrakcji mniej płatnych a identycznych w efektach : zamiast słynnej widokowej Wieży Galata, wybrać te kolejkę którą My jechaliśmy na punkt widokowy miasta. Wicie ludzie, wydatki płyną w Satmbule wartko, jak woda w klozecie...warto umieć mądrze się przygotować, bo popłyniecie. filmy naprowadzające na YT dostępne, można się przygotować.

Knajpy, no w tej akurat dzielnicy też drogo. bardzo. i nie ma reguły bo i w miejscach topowych turystycznie i w bocznych uliczkach też się zdarza. ale wystarczy wsiąść na prom  i popłynąć do innej dzielnicy, azjatyckiej na przykład i wtedy knajpy tańsze...choć wszystko zależy położenia, w Kadikoy owszem trzeba uważać przy porcie, naganiacze i drogo a już dalej klimatycznie i dużo taniej.
[Na winiecie jedna z takich knajpek]

Kiedy najlepiej jechać ze względu na temperatury(miasto!!!) no chyba jednak ciut wcześniej, czyli w maju? ale i ten czerwiec nie był taki najgorszy.

Hotel o wdzięcznej artystycznej nazwie Dosso Dossi and SPA  polecam ze względu na położenie, jak i śniadania. i pokoje owszem czyste, i obsługa miła, i cisza choć pokój od ulicy, żadnej imprezowni w okolicy. ale pokój maleńki...trochę za maleńki. Po prawdzie, to mieliśmy wybór, albo większy z dużym tarasem, i widokiem na dupemariana w stadium rozkładu albo maleńki z balkonem ale z widokiem na kawałek klimatycznej uliczki. 
Trzeba było wybrać większy ;-)

Wygodne buty. nooo upłakaliśmy się nie raz nie dwa na widok ruskich bab, które KOŚLAWO poruszały się w szpilkach po chodnikach. wyjeżdżały z laczków pod górkę...tylko ruskie idiotki tak mogą 🙈się ubrać.
Największy minus Stambułu to ruskie, tfu.

Jak widać wycieczka do Istanbułu jest łatwa do zorganizowania samemu. Trochę informacji samodzielnie zdobytych ale dostępnych na blogach, na YT i heja.
Polecam.

Być może ciąg dalszy jeszcze nastąpi, jak  mi się coś przypomni.

ps
chyba napisze poradnik podróżnika. 

środa, 17 czerwca 2026

białe noce czerwcowe.

Ja jestem noc czerwcowa królowa jaśminowa

Został ostatni post wyjazdowy i podsumowanie, to sobie zostawiam na jego napisanie, taki czas, kiedy będę miała trochę czasu. Gdyż nie mam żadnych notatek. 

Natenczas natomiast 🫣czasu nie mam. normalna robota. Łikendowo też się zapowiada : w piątek służbowa integracyjna impreza alko w knajpie :-) w sobotę nocny spektakl. Kupała wszak, więc na nocny spektakl jedziemy nad okoliczne jezioro... wić wianki i skakać przez ognisko.  i kiedy tu ogarniać rzeczywistość, ogród, dom i kosze z praniem ??

U nas białe noce, serio prawie się nie różnią od tych norweskich na Lofotach i w Laponii. o 22iej jasno ...o 23 jasno i o 24ej i o 4ej nad ranem... może dziś zdjęcie zrobię, to dołożę do tego posta. 

Poza tym wczoraj byłam w placówce od 9ej do 18ej i miałam poważny kryzys. Wyszłam tuż przed zakończeniem rady (co za bełkot momentami) bo zmęczona byłam choć całe dwie godziny słuchałam Janiszewskiej "W szponach. 

Pakuje się, składam swoje rzeczy, książki, albumy, przygotowuje kwiaty, które zabieram. pakuje skrzynki...

apdejcik.

środowym wczorajszym wieczorem spacerując po ogrodzie, zobaczyłam jak nagle 😮zielenina wystrzeliła. No takich krzaków melisy to ja nie pamiętam, lilije już dwumetrowe...

Wsadzałam specjalne obręcze, żeby się kwiaty nie kładły i nie łamały. Dziś jeszcze dokupię, bo gigantomania w moim ogrodzie kwitnie. jest ciepło i dużo wilgoci. to zapewne dlatego. Wszystko kwitnie i rośnie, jak na kompoście :-))

Skończyłam "W szponach. Janiszewskiej a zaczęłam "Wkluczoną ale zamieniłam na "Uwikłaną, bo Stambuł ;-) no i jednocześnie słucham "Wyrobiska. duetu Sobczak, Przydryga ale lektor mi nie leży.



wtorek, 16 czerwca 2026

O miniętym tygodniu i Panu Harley Davidsonie.

taka sytuacja i taki gość 

ale od początku ...

Nie wiem, kiedy to opublikuję, i kiedy blogger to wyniesie z niebytu, bo na razie publikuje o Stambule. z poślizgiem.

ale sobie piszę na bieżąco też.

Jest ranek piątkowy. trzeci dzień od powrotu. a ja się czuję jakby minęły tygodnie. taki zapierdol. 

W każdym razie kaszel powoli przechodzi. za to zmęczenie sięga zenitu. a tydzień będzie jednak 5 dniowy, jak zwykle. Najbardziej mnie męczy planowanie imprezy plenerowej, bo oto mamy szekspirowską zagwozdkę z cyklu : będzie padać czy nie będzie ?? 

Wbrew wszystkim przepowiedniom tutejszych pogodynek, że będzie armageddon w sobotę. jednak postanowiliśmy utrzymać wersję plenerową. i decyzja zostanie podjęta w razie W. w sobotę właśnie. ale mnie jednak to napięcie wykańcza...dziś się obudziłam o 3.45 ... oczywiście od powrotu nie wypiłam ani jednej melatoniny. czas jednak wracać do tradycji i nawyków. 

Lało dwa dni cięgiem ... taras zalany, dywan na tarasie...pranie wyłazi z 2 koszy, bo nie mam siły i nie ma gdzie wieszać. dom pachnie? wilgocią. chwasty się mnożą i ślimory bez domów. MJ zrobiła porządki z tymi chwastami. na szczęście. a tu się jeszcze gości spodziewamy ...

no nie jest łatwo.

Wet zdiagnozował u Ciri niedoczynność tarczycy. i kolejne tablety. na lodówce wisi rozpiska tabletek dla Mańka i teraz dołączy Ciri.

Planujemy operację w końcówce czerwca, zaraz po zakończeniu roku szkolnego. 

Nie wyjedziemy nigdzie, muszę Odpocząć, uporządkować sprawy psów, kotów, swoje. domu. ogrodu...badania. muszę mieć ten tydzień dla siebie. kobido. joga, relax, masaże.

Zresztą już zaczynam myśleć o wakacjach i wyprawach inaczej. przestawiam łeb.

Bez placówki możemy wyjechać na dwa tygodnie we wrześniu. nie musimy upychać wszystkiego w lipcu-sierpniu. możemy szukać okazji, i ładować akumulatory w obrzydliwym listopadzie. Oczywiście, że nadal zamierzam korzystać z okazji świątecznych i siedmiu dni wolnego, za jeden dzień urlopu. 

na razie Rodos w sierpniu🙄 ...opłacony.

*

Akurat tego jednego dnia czyli w sobotę nie padało więc plener się odbył i nawet udał. a teraz już spokój i fistaszki. i goście ... bo goście nam przyjechali w piątek na noc, jakieś 12 godzin wcześniej czyli w piątek na noc, zamiast w sobotę ok 12ej. Wszystkie plany poszły się bujać. Po ciężkim i długim dniu, wpadliśmy w konkret w kwestii ogaru domu, przygotowania pościeli, odkurzania a Naczelnik zakupów. 

Wróciłam więc w sobotę po 6 godzinach imprezy plenerowej i padłam, pospałam sobie do wieczora. Motory w liczbie trzech sztuk : jeden żółty, drugi pomarańczowy i ten trzeci czarny 🫣pojechały w trasę, korzystając z okienka pogodowego. nad morze narobić hałasu. Zamieniali się motorami :-) testowali interkomy. jedli rybę z frytami. 

a potem posiedzieliśmy w noc. z gościami motocyklistami.

W niedzielkę jednak głównie odpoczywałam. Odsypiałam stres i tygodniowy zasuw i ogólne zmęczenie. ale nie odespałam jeszcze. Otuchy dodaje fakt, że najbardziej pracochłonne rzeczy mam już za sobą.

Skończyłam "Gambita, Siembiedy. Świetny, świetna historia. z półki moich ulubionych historycznie.  zobaczyłam też wreszcie film na który czekałam czyli Bob Dylan w wykonie Szalameta. i uważam osobiście, że to jest Oskar. i szkoda i wstyd dla akademii.




Dwa dni minęły jak z bicza, trzasnął. Szkoda tylko, że chłopaki nie mogli też pojeździć wczoraj(niedziela), gdyż oczywiście tradycyjnie lało. A dziś poniedziałek z rana machał im komitet pożegnalny w postaci sąsiadów, nas, psa Ciri i kotów :-) i wyjechali, w bardzo fatalną pogodę. ale z drogą na południe mają wyjechać ze strefy deszczu i wiatru. 
Przed nimi 14 godzin drogi.

*

Na pytanie do eduministry : Co z kadrami nauczycielskimi, których nie ma i nie będzie ?

eduministra odpowiedziała, że MY mamy zachęcać młodych do tego zawodu

OBUCHACHA paduam byłam. 

a podwyżek nie będzie, bo niedajbuk przekroczymy progi i to co zarobimy będziemy musieli oddać, to po co?

Upewniałam się czy ona zupełnie trzeźwa była?


niedziela, 14 czerwca 2026

Bizancjum w Bizancjum. i znów rejs Bosforem.

 Dwa kontynenty !! teraz widać w tym panoramicznym ujęcie, w którym się statek też wydłużył :-))

Niedziela : prysznic, mycie włosów, odśwież, po śniadaniu i ruszamy do cysterny:

Saray lub Yerebatan Sarnıcı) – największa z kilkuset starożytnych cystern (sztucznych zbiorników na wodę), która wciąż znajduje się pod miastem Stambuł w Turcji w pobliżu Hagia Sofia.

a tu kolejka kilometrowa z zawijasem. oklapło mi wszystko na samą myśl, że będziemy tu kwitnąc w pełnym słońcu : 29 w cieniu, dobre trzy godziny. Skąd ci ludzie się biorą? 🙄

Potem się okazało, że wejście za darmo. więc wiadomo skąd. 

Kalkulujemy, że jednak za darmo się poświęcimy, co przy cenach atrakcji turystycznych w Stambule ma znaczenie. Dla nas europejczyków każda atrakcja w okolicach 200 złotych. 

No więc postanowione, że jednak stajemy i ...ku naszemu zdziwieniu kolejka znika w podziemiach w tempie 20 minut, idzie jak burza, dwadzieścia minut i jesteśmy pod ziemią. 


Zbiornik jest podziemną komnatą o wymiarach 143 × 65 m, zdolną pomieścić do 80–100 000 m³ wody. Prowadzą do niego 52-stopniowe schody. Sklepienie cysterny jest podparte 336 marmurowymi kolumnami ustawionymi w 12 rzędach po 28 kolumn, wysokimi na 9 m i odległymi od siebie o 4,8 m. Kolumny zostały przeniesione z innych rozbieranych bądź zrujnowanych budowli na co wskazują: różny rodzaj marmuru, z którego zostały wykonane, sposób ich obróbki i ich styl – 98 to kolumny korynckie, a pozostałe 238 reprezentują styl dorycki. Zbiornik jest otoczony ceglanym murem o grubości 4,8 m, pokrytym specjalnym rodzajem zaprawy dla odpowiedniej izolacji. Woda do cysterny była dostarczana akweduktami Bozdogan i Malovaz z odległego o 19 km od miasta Lasu Belgradzkiego.







Cysterna została wybudowana w VI wieku n.e. na rozkaz cesarza bizantyjskiego Justyniana I jako „pałac, który zapadł się pod ziemię”, na miejscu bazyliki św. Eliasza zniszczonej w 532 roku podczas powstania Nika. Jej głównym zadaniem było zaopatrywanie w wodę pałacu cesarskiego w wypadku wojny, gdyby woda z akweduktów została odcięta lub zatruta. Po zdobyciu miasta przez Turków w 1453 roku cysterna jeszcze przez jakiś czas pełniła swoją funkcję. Ze względu jednak na to, że najeźdźcy woleli świeżą wodę bezpośrednio z akweduktów i nie obawiali się oblężenia miasta, wkrótce uległa zapomnieniu, aż do połowy XVI wieku.




Jako podstawy dla dwóch kolumn w północno-zachodniej części cysterny użyto wcześniej wykutych bloków z płaskorzeźbą Meduzy. Badacze uważają, że obecność wyobrażenia Meduzy na podstawach kolumn jest czysto przypadkowa, a bloki te miały służyć wyłącznie jako podstawy kolumn. Według legendy, cesarz Justynian I Wielki (483–565) widząc kolumny z głową Meduzy kazał umieścić je w najdalszej części zbiornika i ustawić kapitelem w dół, aby mieć pewność, że zaleje je woda i nikt więcej ich nie zobaczy. Nie wiadomo skąd te bloki pochodzą, jednak dziś uznawane są za arcydzieła sztuki kamieniarskiej okresu rzymskiego.

Prawdopodobnie wiele z kolumn pochodzi ze świątyń pogańskich są one dobrze widoczne, w tym Meduzy.

 W 1987 roku cysternę udostępniono zwiedzającym. Obecnie miejsce to stanowi jedno z najbardziej atrakcyjnych i oryginalnych obiektów turystycznych Stambułu.

Szacuje się że w miesiącu bywa ok dwieście tysięcy turystów. 

Powiem szczerze, że robi Wrażenie. Jest podziemnym pałacem a nawet świątynią.





W Cysternie było przyjemnie chłodno  a potem wyszliśmy na słońce ... poszliśmy spacerem do ogrodów pałacu Topkapi i nabrzeżem do portu z którego mieliśmy popłynąć znów do dzielnicy azjatyckiej. 

Włosów bez mojego airwrapa nie ułożę, choćbym nadłożyła starań, czyli kołtun. a kołtun wzmożony, gdy wiało. ale meduza bardziej pasuje.

Naczelnik mi zrobił świetne zdjęcia tego dnia ale ta cholerna biała lniana bluzka za duża, skrojona dla kościotrupa, łapiąca wiatr i wydymająca się jak balon,  dodaje z 10kilogramów :-((



wódz narodu w pozie baletowej.


 tu można się kąpać w Bosforze. w tle Wyspy Książęce i kierunek Morze Marmara


a my hyc hyc i na prom, żeby stało sie wreszcie, to co musiało się stać czyli
Śniadanie w Europie a obiad w Azji.
Popłynęliśmy tym razem szybko, do Moda – zielonej i spokojnej część Kadıköy, położonej tuż nad brzegiem morza, pełnej modnych lokali i rzemieślniczych lodziarni.










Naczelnik wpatrzony w ....
Formułę 1.


zjedliśmy mule i takie placki ichne
i poszwendaliśmy się po straganach, małych galeryjkach art. knajpach.
Klimat fajnych europejskich dzielnic artystycznych. 



Nabrzeże bardzo przyjemne. widać, jak to blisko, w tle Hagia Sofia.



No i grzecznie podreptaliśmy do hotelu napawając się ostatnim zachodem słońca w Stambule. ale w pobliżu znaleźliśmy fajną knajpkę i w niej jeszcze spędziliśmy troszkę czasu...

cdn



sobota, 13 czerwca 2026

Kot w Bazarze.

Na winiecie od kilku dni był symbol Stambułu czyli kot. w poduchach w Wielkim Bazarze. 

[Obecnie jedna z dwóch Meduz w cysternie. bo o niej będzie następny post.]


Po prawej stronie bloga na wysokości tego posta już widnieje zaciągana wyprawa.

Po wczorajszym poście z wyprawy :  O PRZEWROTNOŚCI natury kobiecej

(linkuję, gdyby ktoś nie czytał))

dziś miałam napisać kolejny przedostatni a jutro ostatni  aleee

jestem padnięta. bo dzieje się.

więc napiszę jutro.