Na winiecie oraz jako pierwsze pójdą zdjęcia Bratysławy robione przez nas z obiektu na moście zwanego UFO.
[Most SNP(Słowackiego Powstania Narodowego) – most nad Dunajem w Bratysławie z charakterystycznym pylonem, zwieńczony położonym na wysokości ponad 84 metrów „latającym spodkiem”, w którym znajduje się restauracja ze 130 miejscami siedzącymi. Wewnątrz lewego filaru pylonu umieszczono windę, w prawym filarze znajdują się schody ewakuacyjne. Powstał w latach 1967 - 1972]
Przeszliśmy się tym mostem a po drodze sporo już zwiedziliśmy, miedzy innymi zamek, który widać za nami. a położony również na wzniesieniu ale takich widoków to z niego nie ma. most ma dwa poziomy, dla pieszych i rowerów znajduje się poniżej poziomu aut, i cały się trzęsie...widać z niego cumujące jednostki w tym hotelowe, mieliśmy przez chwilę pomysł, żeby w takim hotelu spać. ale to może latem.
poniżej nasze wariacje foto w temacie UFO. nie zdjęłam kolejki po bilety i koszmarnej windy, na 10 osób. no ale jakoś dałam radę.
odbitka w szybach centrum handlowego
Zawsze ale to zawsze relacjonuje ciekawe toalety. najwięcej ich w Norwegii wiadomo ale i ta w UFO całkiem fajna z portretem witkacowskim zwielokrotnionym, vułala
a tu męska zdjęta przez Naczelnika
a poniżej widoki na Bratysławę z zewnątrz, aż nam łby urywało, tak pizgało, że musiałam se ten łeb rękawiczkami trzymać, co widać na pierwszym zdjęciu :-))
Widoki z góry powalające zwłaszcza, gdy pogoda dopisze a nam dopisała że hoho
i widać przycumowane jednostki na nabrzeżu w tym hotelowe
tu patrzę w stronę Wiednia
Naczelnik miał teorię, że widać Wiedeń z tego pylona... no widać, że nie widać :-)
z góry zobaczyliśmy to co już zwiedzaliśmy, przeszliśmy i to gdzie zmierzaliśmy oraz bardzo blisko mostu Naczelnik zlokalizował wielkie centrum handlowe w którym szukaliśmy pewnej marki sportowej... ja ryłam w przecenach...ale krótko...i bez efektu.
Wejście na jarmark świąteczny w ciągu dnia od drugiej strony, przez bardzo fajną kolorową bramę udaliśmy się na drugie śniadanko i wspomaganie rozgrzewającym grogiem wiśniowym, tym razem. Naczelnik zjadł kiełbasę o której marzył wieczorem a której już by nie wcisnął...ja z ochotą zjadłam rohalika z makiem. na którego miałam ochotę również dnia poprzedniego, ale jak widomo plany zrujnował nam langosz.
Pierwszym co widzimy, gdy wychodzimy z hoteliku Le Petite jest Pałac Prezydencki a następnie po skręcie w prawo, rozpościera się ten widok placu, z pięknie oplatanym świecidełkami drzewem, i kościołem, do którego oczywiście weszliśmy
a następnie maszerujemy cały czas pod górkę do Zamku. i Parlamentu, który znajduje się obok.
Zamek i widoki na Dunaj i Bratysławę.
nowoczesny budynek Parlamentu w tle za rzeźbąWejście na zamkowe wzgórze, nie było jakieś wykańczające, całkiem przyjemny spacer pod górkę w mroźny słoneczny piękny dzień. przez mosty nad ulicami z widokiem na Katedrę i dalej na most SNP z UFO.
a tu już schodzimy ze wzgórza zamkowego do Katedry i w stronę mostu
do Katedry królewskiej prowadzi droga królewska, bo mamy zaprezentowany cały poczet 22 władców i władczyń, którzy byli w niej koronowani, od bitwy pod Mohaczem, wygranej przez Turków co wiązało się z przeniesieniem miejsca koronacji, ze względów bezpieczeństwa. [W XVI wieku Bratysława (ówczesna
Pressburg/Pozsony) należała do Królestwa Węgier, a po zdobyciu Budy przez Turków (w 1541 roku) stała się nawet stolicą Królestwa Węgier (do 1867) oraz miastem koronacji węgierskich królów, wchodząc w skład dominium Habsburgów.]
no i wnętrza Katedry św. Marcina [Szent Márton-dóm, Koronázó templom lub Szent Márton Székesegyház) – największy i najważniejszy kościół w stolicy Słowacji Bratysławie, położony w centrum miasta, tuż przy ruchliwej ulicy Staromiejskiej. Przez 300 lat była kościołem koronacyjnym monarchów węgierskich.]
bo jestem fanką katedr i mnie kręcą, dlatego zdjęć sporo, a to i tak się musiałam trzepać po łapkach, bo detali cała masa...się pchała w obiektyw.
św Marcin na koniu według mnie ubrany po madziarsku
pierwszy władca koronowany w katedrze Maxymilian teraz dobrze widoczny museum art.
i ostatni obiekt do którego zmierzaliśmy, czyli niebieski kościółek. no cusz ...niebieski. do wewnątrz nie mogliśmy już wejść. niestety.
a droga nasza znów pod górkę, wyboista wiodła otóż do renomowanej knajpy restauracji, ze słowackim jadłem. bardzo popularnej i obleganej, także doszliśmy, zobaczyliśmy gigantyczną kolejkę oczekujących pod knajpą...i poszliśmy sobie szukać innej.
i dokładnie na przeciwko trafiliśmy do całkiem fajnej wyklejonej gazetami a dokładnie komunistyczną Prawdą.
też musieliśmy poczekać na miejsca.
moje bardzo sycące placuszki ziemniaczane w środku z oscypem i do tego peczene ziemniaczki, sos, surówka.
Naczelnik jakąś polewkę najpierw zjadł rozgrzewająca mięsną, a potem kaczkę, do tego taki jeden lokse, czyli placuszek ziemniaczany cieniutki z warzywem i oczywiście knedliczki.
kolejki do knajp to jest jednak sytuacja nie żadna wyjątkowa, proszę tu widać, jakie tłumy się kłębią
Na zakończenie dnia bardzo już przebodźcowani i najedzeni, z przelewającymi się wrażeniami, znów trafiliśmy na jarmarki. trzeba było zakupić pamiątki, czyli piękne ceramiczne magnesy i zakładki do książek. Nie mieliśmy już siły na jedzenie, ani szwendanie się, jedynie wypiliśmy grzańca na rozgrzewkę, zrobiliśmy prawie dwadzieścia tysięcy kroków. czułam podeszwy. powoli zamarzałam...ze zmęczenia. wiadomo.
Powrót do hotelu był bardzo przyjemny, gorący prysznic, łóżko, zdjęcia, książka, Naczelnik...
i pakowanko.
bo rano ziuuu w Tatry.
**
A w czasie rzeczywistym jest 10.40 niedziela 4 sty i nas aktualnie zasypało, podobno ma spaść do 70cm śniegu, nooo to jutro nie pojadę do teatru, zapodam telefonicznie urlop na życzenie. i przeczekam ten armagedon do środy. może posprzątają ten burdel. Natomiast pomimo strachu przed kotami siadają nam ptaki na tarasie więc po raz pierwszy dokarmiamy tej zimy. zostawiłam im dynie, jabłka i teraz sypię ziarna.
Naczelnik w gotowości bojowej,
nadal sypie...
Taaak, to było ciekawe dla mnie czytanie Twojego posta, bo mi net kuleje i zdecydował się nie wyświetlać zdjęć, więc częściowo odgrzebywałam możliwe z pamięci, a częściowo wyobraziłam sobie tak, jak opisałaś :D Na weryfikację wrócę tu jeszcze, jak mi net przyśle paczkę z grafiką! :D
OdpowiedzUsuńtak zwane ćwiczenie wyobraźni hehe
Usuńdosłał mi, ale muszę otwierać je bez opisów i to jest takie memo - dopasuj obrazek do tego, co czytałaś! :D
OdpowiedzUsuńależ masz gimnastykę :-D
Usuńtada, za trzecim razem wyświetlił mi się komplet!
OdpowiedzUsuńno jak to powiadają do trzech razy sztuka :-)
UsuńKościoły piękne, widoki piękne. Ale UFO to bym ominęła szerokim łukiem. Z zewnątrz przypomina mi szyb kopalniany, a do środka to w ogóle... mam bujną wyobraźnię połączoną z lękiem wysokości. Tak że tego typu atrakcje odpadają. Jedzonko natomiast mają w tych stronach na ogół bardzo dobre, zdarza mi się u nich jadać :).
OdpowiedzUsuńah to ja mam odwrotnie, mam klaustrofobie i w takich miejscach windy są moją zmorą.
UsuńOjojoj, moje klimaty, te uliczki, zamek i w ogóle!
OdpowiedzUsuńNiebo jak w Kalifornii i nawet UFO ciekawe.
Męska toaleta z widokiem, zapomniałabym o sikaniu!
no właśnie Jotko wycieczka w sam raz dla Was, żeby dobrze zwiedzić Bratysławę potrzeba kilku dni a nawet można łikendowo wyskoczyć.
UsuńCzy ja dobrze widze, ze mezczyzni w swojej toalecie siusiaja do... wiadra??? Za to widoki podczas siusiania warte ofiar :)))
OdpowiedzUsuńBardzo lubie miasta nadwodne, taka rzeka czy jezioro znacznie poprawia ich wyglad, a bulwary czynia je bardziej interesujacymi.
U nas tez nasypalo sniegu, wprawdzie mniej niz u Was, ale dla mnie i to jest za duzo. Jeszcze na dobre ta zima sie nie zaczela, a ja juz mam jej powyzej uszu.
Pantero BRAWO, otóż Naczelnik po wyjściu mi powiedział, że sikał do wiadra :-DDD i dlatego zrobił zdjęcie.
Usuńu nad katastrofa od rana pokazywali nas w tvn 24, i ekipę telwizyjną też zasypało w Zimowiskach...martwię się o prąd, ma sypać do 4,5 rano. a potem zobaczę czy dam rade do teatru wyjechać, jeśli nie, no to sorry taką mamy pogodę.
i mnie Bratysława urzekła i w ogóle nie odstaje od Pragi czy Wiednia.
Zawsze jak Czechy, lub Słowacja, to mi się przypomina genialny film Tajemnica zamku w Karpatach z 1981. I cała seria komedii niedzielnych w cyklu Z czego się śmieją nasi sąsiedzi. No i najukochańszy serial Chalupari (Pod jednym dachem). Takim byłam dzieckiem. :)
OdpowiedzUsuńo tak i ja lubię czeskie seriale nadal, o Homolkach :-DD
Usuńkurcze a filmu nie znam, musze poszukać.
Ja właśnie zapragnęłam w swoim szale poszukiwawczym obejrzeć co się da ponownie. :)
Usuń"Pod jednym dachem" są na YT, jakiś czas temu sobie wyszukałam 😃
Usuńnie no "Pod jednym dachem znam przecież :-) chodzi o " Tajemnica zamku w Karpatach
UsuńWspaniała wycieczka i świetne zdjecia. Miłego odpoczynku po wypoczynku :P
OdpowiedzUsuńdziękuję :-) gnuśniejemy od wczoraja w chałupie, bo nas zasypało i pewnie jutro tez nigdzie nie wyjadę, może wyjdę z psem na spacer chociaż. masakra.
UsuńJak zwykle piekne🤩 dolaczam się do ogółu- jak ty masz na to energię??? Bum musiał wziąć tydzień wolnego po takim urlopie 😆
OdpowiedzUsuńInnyglos
no i mam tydzień wolnego w zasadzie :-D
Usuńpo prawdzie, to już pisałam niejednokrotnie że mnie takie wyprawy mocno odstresowują, wietrza łeb i na nich odpoczywam bardzo. ja musze w ruchu odpoczywać. nie umiem inaczej.
od czwartku odpoczywam, czytam, piorę i układam po wyjeździe. tylko plan masażu poszedł wpizdu, bo nas dziś dokumentnie zasypało...
Zajefajnisty post! Ten most UFO, te bratysławskie budowle (sakralne i nieświęte), choinka w centrum handlowym, portret zwielokrotniony w wc, jednostki pływające, Wiedeń, którego nie widać, ten rohalik z makiem, Węgrzy z Turkami. Grzaniec, placuszki ziemniaczane oscypkiem, pieczone ziemniaczki i knedliczki to odrębna bajka, bajecznie piękna, w której chciałabym się znaleźć.
OdpowiedzUsuńi ja bym teraz jeszcze raz chciała, tymczasem SOS nadajemy krotkofalowka, bo ...toniemy w zaspach, zawiejach żnieżnych przykryci tonami śniegu.
UsuńKlozety eleganckie:) A cóż to za postać na rysunku za obudowa telefonu?
OdpowiedzUsuńWspomniano wyżej czeskie komedie, uwielbiałam i seriale z praktycznie tymi samymi aktorami 😀
klozety eleganckie, postać jest podarowana przez pewną artystkę, która ilustruje. dzięki temu nie pomylę telefonów.
Usuńczeskie komedie mogę tonami, pasjami i w ogóle :-))
A ten święty Marcin to trochę jak pan Michał nad Azją przed nawleczeniem tegoż na pal😀
OdpowiedzUsuńoooprosze nawet mi to do głowy nie wpadło :-D
Usuńale coś jest na rzeczy owszem. a tymczasem podpis brzmi : św michał okrywający swoim płaszczem żebraka 🙈
no kurewa, kiedyś to byli żebracy co nie 😂😂 sama bym go okryła i nie tylko.
To UFO to coś dla mnie, im wyżej tym lepiej! 😃 I co było koszmarnego w windzie na 10 osób?
OdpowiedzUsuńKościoły, katedry i inne budowle tego typu też mnie kręcą. Zawsze zachwyt nad dizajnem i sztuką budowlaną. Tyle lat, bez dzisiejszej technologi, a to nadal stoi pomimo wojen, trzęsień ziemi, huraganów etc. 🙂
koszmarnego było to, że winda wedle moich standardów powinna być na 5 osób max, żeby było czym oddychać. i szkoda, że w pylonie a nie zewnętrzna...
Usuństoi stoi aż przyjdą jeszcze kwaśniejsze deszcze, plastik zacznie spadac z nieba i sie rozleci...
Usuńa tak poważnie to zaczęły zabytki i rzeźby odczuwać w XIX wieku morowe powietrze a potem w XX wraz z rozwojem przemysłu poszłoooo szybko.