sobota, 10 lutego 2024
Koniec balu panno Lolu.
wtorek, 31 stycznia 2023
Polowania na różowe flamingi.
w górach nieco pizgało, za mną klasztor Machairas.
SZCZĘŚCIEm jest podróżowanie zimą w ciepłe miejsca. zwłaszcza zimą bezśnieżna, pizgającą deszczem, lodem, wiatrem, jak w kraju tutejszym. Przeszczęściem by było tu nigdy nie wracać, do tego pisdzielskiego dołka (gdzie nawet klimat się dopasowuje do chujowej atmosfery). Cypryjczycy owszem są podzieleni zdecydowanie konkretnie narodowo. A tymczasem linia podziałów polaczków znacznie głębsza i wielokierunkowa jest. Już naprawdę określenie ludzkość w obłędzie pasuje, jak ulał do narodu tutejszego. To tak na marginesie. Tam Ludzie są uśmiechnięci i otwarci, przyjaźni po obu stronach muru, choć z pewnością, to coś nieszczególnego wisi w powietrzu...
Trasa była dość długa, a objazd i zwiedzanie całej greckiej wyspy w siedem dni, to prawdziwe wyzwanie. Oczywiście nocowania każdego dnia w innym miejscu, a więc w zasadzie nie rozpakowywanie walizek. Nie każdy by mógł, nie każdy by chciał i odpoczywał. Nie każdy by umiał.
[sypnę teraz garść różnych przemyśleń i spostrzeżeń w temacie wyjazdowo-cypryjskim, bo nareszcie dorwałam się do kompa i mam dziś czas]
Nasi znajomi, przyjaciele i sąsiedzi dali radę ale to ludzie otwarci i bardzo ciekawi świata. No i przy kasie, jak to się mówi, bo kasa proszę państwa jest potrzebna owszem spora. ZAWSZE. W styczniu z pewnością jest taniej, zarówno hotele, jak i loty. Można sobie wybrać wersję "na ubogo": jeśli się ma czas i czatuje a to na samolot a to na dobrą ofertę lokalową. Wtedy też zakupy samodzielne w sklepach i samodzielne przygotowywanie posiłków. Można tez jeździć cypryjskimi przewoźnikami po okolicy i można siedzieć w jednym miejscu. I suma wyjazdu wyniesie duuużo taniej, niż w kraju tutejszym. Tanio, nie zawsze znaczy lepiej. Oraz wymaga samodzielnego wysiłku i znajomości języków. oraz dyspozycyjności.
My polecieliśmy inną opcją, przede wszystkim, żeby było dla nas Wygodnie, samodzielnie i żebyśmy mieli wolność wyboru: Przeloty tanimi liniami (i na dalsze odległości tym pekaesem nigdzie nie polecę więcej), hotele jednak, nie za tanie, ale i nie jakieś wybujałe, natomiast koniecznie ze śniadaniem. i koniecznie hotele.
Największe wrażenie zrobił na nas pierwszy hotel ROMAN w Pafos, znalazło się tam w wystroju całe Imperium Rzymskie:
nad łóżkiem greckie świntuszenie, ale kto by miał siłę o trzeciej nad ranem, po siedmiu godzinach w samolocie...
śniadanie na tarasie
śniadanie na tarasie przy basenie
Oczywiście to był KRÓL kiczu. ale imponujący.
Drugi hotel, równie imponujący, to Hotel Artystyczny w Larnace, można było się budzić u boku wielkich aktorów, artystów, Ragnara, Ojca chrzestnego, Elvisa, w klimatach afrykańskich, jak my ale i w objęciach Jurija Gagarina ...niestety.
Bardzo nowoczesny w wyposażeniu i wygodny.
Pozostałe hotele w normie. Z widokami na morze lub na góry (za wyjątkiem stolicy)).
**
Posiłki jedliśmy zawsze w różnych knajpkach, najczęściej takich w których jadają Lokalsi, dzięki czemu poznawaliśmy ichnie potrawy w najlepszej wersji i próbowaliśmy wszystkiego, co nam proponowano i nade wszystko wyrabiano miejscowo. W każdym miejscu halloumi smakowało nieco inaczej. Piliśmy ichnie lokalne wino z okolicznych winnic. Nie żałowaliśmy sobie tego wina, bo mogliśmy przywieźć tylko dwie butelki.
Wynajęliśmy auto, więc zjechaliśmy całą stronę grecką, unijną bez szemrania. Wyspa jest tak pięknie zróżnicowana, że warto było, każdego dnia budzić się i zasypiać z innym widokiem z okna.
Pogoda nam dopisała wyjątkowo, cały czas świeciło słońce i było przyjemnie ciepło do jego zachodu. Tak więc żadna klątwa nad nami nie wisiała. Kupowaliśmy sobie lokalne przysmaki na słodko. Dla przyjaciół drobne suweniry. Warto Po tureckiej stronie. Zakupiłam wreszcie upragnioną poduchę ręcznie tkaną, spodnie w takim samym klimacie. Po drodze w miasteczkach i wioskach górskich, kupiliśmylokalną oliwę i miód tymiankowy...
pees.
Ponieważ niektóre mówią o mnie kłamczucha to i czasami będę konfabulować, żeby choć raz utrafić w gusta i nie zawieść pokładanej nadziei. bo wiadomo, blog mam dodupy, piszę fatalnie, ściemniam z wiekiem )) ale uprzejmie donoszę, że żadnej ikony z tej teklowej dziury nie zabrałam, tak jak nie zabrałam, ani kamyczka z Grobowców Królów w Uppsali.
Takie same niedobre fluidy latały. masakra i czakra??































