Po takiej mocnej wyprawie dwudziestogodzinnej, do Luksoru, dzień następny musiał być dniem kompletnego rozprężenia i laby. do południa więc leżakowanie przy basenie odprawialiśmy. chłopaki wybrali się na ryby ale coś nie pykło. i ostatecznie nie połynęli ale się busem przejechali :-)
Opaliłam się tym razem na prawdę mocno. ale też zmniejszyłam drastycznie filtr z 50 na 20.
w sklepie hotelowym szukałam kremu z mniejszym filtrem i nie miałam okularów korekcyjnych, więc mi się przewidziało(kompletna głupota)) że jest napisane na tubce -20 postanowiłam dowcipnie zagadać.
Na to pan sprzedający mnie spuentował czystą polszczyzną: chyba u Was😂
na co Naczelnik czujnie odpowiedział : u nas -27 ;-)
Pogadaliśmy sobie z tym młodym człowiekiem, uczył się naszego języka z YT i jest wielkim fanem polskiej muzy i filmów: Furioza.
nie on jeden i nie on pierwszy. lubimy sobie pogadać z tutejszymi. jesteśmy ich ciekawi.
Piękne czasy co.
Dałam odpocząć zmaltretowanej nodze i po lanczu zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy przez pustynię do znanego nam już Portu Ghalibu. na zakupy i do knajpek, oraz oglądać zachód słońca.









Też lubimy rozmawiać z miejscowymi:-) W Egipcie okazywało się, że każdy kocha PL, był w PL i ma dziewczynę w PL:-D
OdpowiedzUsuńŁadny ten Port Galib, podobno to takie miejsce de lux;-) Mnie podobało się w El Gounie. Zdjęcia epickie...