![]() |
| zdjęcie z internetów |
Dokładnie tak miała wyglądać nasza obora. letnia przestrzeń z kozą do rozpalania. koza jest, komin jest, tylko przestrzeni nadal nie ma...
Zapragnęłam nieco oswoić ten swój barok domowy (ale taka wylizana, prosta przestrzeń, to jest u mnie niemożliwa...nie poradzę, że lubię stare szafy, skrzynie, kołowrotki, kredensy, lny wygniecione, stoły drewniane, krzesła od czapy, kominek, kozę i fotele jak TU, że uprawiam synkretyzm w moim domu). Jednak podejmuję wyzwanie i dziś nieco odetchnę pracownie: przeniesiemy kolumny i adapter do sypialni.
*
Nie, nie przejmuję się, że zamiast fruwać po okolicy, po plaży, po lasach, po koncertach, imprezach...spędziłam Letni dzień w zagrodzie własnej domowej :-) mam takową zagrodę, to spędzam. Proste. Miałam mieszkanko w mieście, i w ogóle w nim nie spędzałam. to był pokój z balkonem. dusiłam się. Ale i zapadałam w samotność od czasu do czasu. W kamienicy przy 76 metrach już spędzałam :-) i to nie sama, po pierwsze wprowadził się Naczelnik, i bardzo często mieliśmy gości. Ale i tak, gdy przychodziło lato fruwaliśmy w teren, żeby wyrwać się z miasta...w krzaki i piaski.
Dziś jest inaczej, bardzo dużo wolnego czasu spędzamy w obejściu. bo musimy, bo chcemy.
na przykład wczorajszy dzień letni. Tak lato wybuchło Nareszcie, że aż mnie to lato skosiło...
więc
przeleżałam go na tarasie :-) ze schłodzonym winem białym wytrawnym z miętą i cytryną, książką. zapachami bzu, mięty, melisy i rozgrzanego słońca. ze śpiewem ptaków. pięknie było. w gaciach cieniutkich, koszulce rozwleczonej i sote na gembie.
... pospałam też w największym szczytowym ukropie na tarasie.
Na spacer poszłyśmy z Ciri dopiero po 19ej, między innymi aleją bzów. boszsz co za zapach. nasze krzaki też już kwitną nareszcie. Tworzy się więc szpaler kwitnących bzów i drzewa pigwowego.
Zjadłam pomidora i rzodkiewki na śniadanie. rzodkiewkami ze szklarni, bez oprysków obdarza nas sąsiad. za chwilkę będzie miał pomidory. Na obiad ugotowałam sobie cały pęczek szparagów i dwa młode ziemniaki. och co za królewski obiad. uwielbiam szparagi. niestety miska lodów też sie znalazła w menu....ekhm.
poleżałam w wannie pełnej magnezu. zajęłam się stopami. gdyż chodzę na bosaka.
ale żeby nie było, aż tak sielankowo, bo nie umiem(!!!), to w tak zwanym międzyczasie, między wylegiwaniem się : wpadłam w zachwaszczone miejsca w ogrodzie i rwałam jak szalona, aż się dziury w rękawiczkach porobiły (tak, mam takie chaszcze w ogrodzie ale i chujowe rękawiczki)))
Poza tym co, no olejowałam stół tarasowy, i blaty w kuchni, drewno pije jak talala. robię to każdego słonecznego, suchego dnia. Wystawiłam kliwie na taras, kawę i cytrynę. Nadal szurałam w garderobie i torba wielka pełna ciuchów "na później" czeka, przygotowana do wywiezienia do teatralnej szafy. Odkurzyłam górkę i zajęłam się też artystycznymi rączkami, [cały czas słuchając Siembiedy].
Wyprodukowałam prawie Trzy nazbyt kolorowe glizdy, na odkopanej "bluzce? w kolorze kości słoniowej, mieszanki lnu i bawełny, zakupionej wieki temu w sklepie indyjskim. szeroka krótka, boki dłuższe. no fajna, szkoda, żeby leżała.
Ale na wszelki wypadek, gdyby mnie poniosło, malowałam i filcowałam na plecach. nie od frontu. Fasada została nietknięta (na razie))
[metoda malowania połączona z filcowaniem]
no i poniosło mnie 🙄🫣a na swoją obronę mam to, że mi te mazaki akrylowe kolory narzuciły.
*
Książka w uchu i książka w papierze czyli cały dzień z książkami, bez włączenia obrazu ruchomego, ani jednaj minuty. to lubię. tak się właśnie dzieje latem.
Jestem zachwycona KUKŁAMI Siembiedy. w ogóle jego pomysłem na opowiadanie historii w historiach. Bonaszewski już mi w ogóle nie przeszkadza.
W "Hyge"
najpierw przeczytałam to:
Każdy holuje za sobą podwójną górę lodową” – czyli o tym, czego nie widać pod powierzchnią
i mnie bardzo zaintrygowało i zachęciło, do przeczytania recenzji:
Być może się wydarzyło to powieść Lu Min – chińskiej pisarki, której twórczość po raz pierwszy trafia do rąk polskich czytelników. To książka wymykająca się prostym definicjom. Z jednej strony przypomina reporterskie śledztwo, z drugiej staje się przejmującą opowieścią o samotności, zagubieniu w świecie, w którym coraz trudniej o prawdziwą bliskość. Autorka tworzy historię niezwykle aktualną i boleśnie prawdziwą.
Być może się wydarzyło to literatura wymagająca skupienia, ale niezwykle satysfakcjonująca. Lu Min stworzyła poruszający obraz współczesnego człowieka zagubionego w świecie pozornej komunikacji. To książka o ciszy, której nikt nie usłyszał, i o ludziach znikających, pozostawiających po sobie jedynie ślad w pamięci i sieci. Mądra, przejmująca i bardzo potrzebna powieść.
a recenzja, to przeczytania powieści.
może kogoś też zachęci.
a na konic pannaLucynka w piernatach, po całonocnych hulankach
dobrego Lata.





Lucynka! 😍 💝 💕 💖 Sama słodycz!!! 💖 💕 💝 😍
OdpowiedzUsuńGlizdy fantastyczne! I ten ogród i taras - bezcenne...
Lucynka jest słodka ale tylko na zdjęciu :-))))
UsuńŁżesz! WSZYSTKIE koty są słodkie!
UsuńA ponadto sprawdź Messenger 😊
UsuńFrau nie dostałam od ciebie żadnego maila, a na messa nie moge sie zlogowac?? nie wiem co sie wyrabia.
Usuńadres : teatralnaforma@gmail.com
Wysłałam do Ciebie maila i przyszła informacja , że Twoja skrzynka go "odbiła". No to go skopiowałam na Messenger. Spróbuję jeszcze raz maila, tym razem z innego adresu.
UsuńWysłałam. Zobaczymy, może tym razem dojdzie.
UsuńDOSZŁO :-)
Usuńzaraz ci odpisze.
Fajne te glizdy! Filcowania jeszcze nie próbowałam, podoba mi się :).
OdpowiedzUsuńPrzy okazji porządków w szafie (z okazji wybuchnięcia lata) odkryłam spory zapas czarnej wełny merino i medytuję czy zrobić sweter cały na czarno (a kilka już mam, to po co mi kolejny czarny), czy urozmaicić jakimiś neonowymi elementami. Tak sobie patrzę na te glizdy i szukam natchnienia.
Lucynka prawie jak moja Balbinka - lubię trikolorki :).
i ja lubię, choć one podobno bardzo są charakterne. w każdym razie Lucynda owszem jest.
Usuńa pewnie zawsze można coś zamotać kolorowego.
Charakterne są, owszem. Moja Balbinka jest najmniejsza w stadzie kocio-psim, ale pies owczarek niemiecki schodzi jej z drogi, bo ze dwa razy dostał od niej łapką po nosie, jak sobie za dużo pozwalał. Ewidentnie jej się boi.
Usuńo nie nie Lucynka bidulinka jest też najmniejsza w stadzie ale jest też na samym końcu łańcucha pokarmowego, pierwszy jest kot Maniek potem Ciri pies i ...na Lucynce wszyscy chcą sie wyżywać. ale im nie wychodzi.
UsuńZachwycają mnie Twoje filcowane glizdy z wełenkowymi ogonami, bardzo to efektowny zabieg :) Mnie niestety Siembiedy już brakuje, jego sposób narracji jest mi bliski. Lu Min poczytam, zachęciłaś/zaneciłaś. I Lucynka przepiękna, czorciczka. Pięknie masz u siebie i nie dziwię się, że lubisz swoje otoczenie. Przecież o to chodzi, że jak już obłożysz się tymi wszystkimi cudnymi piernatami, to dlaczego z nich uciekać :* kisses
OdpowiedzUsuńdość one Margo mocno ryzykowne kolorystyczni😂e no ale czasem można poszaleć.
Usuńdziekuję Margo.
oj tam ryzykowne, wyraziste :P
Usuń:-))
UsuńSkandynawski styl zgrzebny bardzo w moim guście, aczkolwiek znając siebie z czasem jednak zaczęłoby mi brakować żywszych kolorów 😉
OdpowiedzUsuńU mnie też cały dzień bez tv, właściwie to wręcz bez info jakiegokolwiek, bo radio pobrzęczało chwilę, a potem zapuściłam sobie Yello, Oscara Bentona, Wodeckiego z Mitch&Mitch, Vayę con Dios i Billy'ego Idola i tak sobie leci 🤪 Mix masakryczny i od czapy, ale to właśnie ja 😄
Legimi mnie podkurzyło, bo na kilkanaście książek Siembiedy w ofercie tylko "Gołoborze" dostępne w moim abonamencie 😡 Chyba trzeba coś dodatkowego wykupić, bo jak to tak?
Napisałaś o piętach i odruchowo spojrzałam na swoje. No cóż... u mnie pięty, łokcie i kolana to ziemia niczyja 🤦♀️🤷♀️ A lato już tu jest! Ale mam fajny płyn do pięt Regenerum, taki w kulce, kupiłam w ub.r. w Rossmannie i widzę, że działa! Tylko muszę pamiętać, żeby stosować, a z tym to różnie... Ale jest szansa, że będę mogła w laczusiach już za chwilę pomykać 😉🙃
Czy ja napisałam "Vayę"?! 🤦♀️ Kiedy j. polski wejdzie za bardzo...
Usuńnie z tym legimini to się zdziwiłam, ja kończę Kukły, to mój 5 Siembieda, jeszcze kilku zostało...
Usuńale pewnie inne plusy są. mam koleżankę, która ma kilka platform...a i tak czasem cos tam pierdzi, że nie ma co czytać :-))
Ja mam abonament biblioteczny - cały rok za free, ale są pewne ograniczenia. Oczywiście pozycji dostępnych jest tyle, że życia by brakło, ale akurat tego co bym chciała nie mam dostępnego. Coś za coś 🤷♀️😄
Usuńale jak to zrobiłaś z tym abonamentem za free?? powiedz proszę.
UsuńPisałam Ci już, chyba rok temu 😂 Musisz zapytać w swojej bibliotece wojewódzkiej (jeśli macie), my mamy dolnośląską. W styczniu mają pulę darmowych kodów na województwo, tylko trzeba się osobiście z kartą biblioteczną zgłosić w wyznaczonym dniu. We W-wiu biblioteki publiczne też wydają takie kody na legimi i empik, ale chyba na 3 mce tylko. Trzeba się zgłosić osobiście (kiedyś można było mailem) no i rozchodzą się jak świeże bułeczki, więc... żadnej gwarancji że się człowiek załapie 🤷♀️ Popytaj w bibliotece 🙂
Usuńa czy aj mam w ogóle swoją bibliotekę ??
UsuńMam za to Bibliotekarkę ;-)
to spytam.
dzięki.
Niestety nowy Siembieda też jest z Bonaszewskim, więc trudno, trzeba się będzie przemęczyć (Reymont w fabule mnie zaciekawił).
OdpowiedzUsuńBonaszewski zaczyna mi sie podobać :-)
Usuńmówisz o Upiorze? oczywiście czytałam, no fabuła fajna ;-))) ach ten Rejmont z jego fobiami...
UsuńWino z miętą i cytryną???
OdpowiedzUsuńTez latem obrazów używam mało
owszem, tak zwana wersja letnie.
UsuńNie przekonuje mnie
Usuńno popełniam zbrodnię na dobrym rizlingu, rozcieńczam go lodem, i dodaje mięty listeczek i sok z czarnego bzu...bo w upale ....wiesz, niebezpiecznie tak łoić ;-))
UsuńSkandal i bluźnierstwo!
Usuńnooo wiem.
UsuńWszystko masz piękne!
OdpowiedzUsuńTyle powiem.
ŻM
znaczy glizdy mogą być :-)
UsuńWłaśnie takie kolory w chałupie lubię jak Twoje filce. Dla mnie te czusciitkie, beżowe mieszkania są smutne, chociaż barok też wykluczam, bo nie lubię za dużo kurzolapkow.
OdpowiedzUsuńKolega z pracy tak się cieszył, że schudł 10 kilo na pudełkach, a to rak przełyku. Smutno mi.
gusty, guściki, gustowanie...
UsuńPodoba mi się wyrażenie "letnia przestrzeń" oraz jej wyobrażenie ze zdjęcia, bo gdy ją sobie próbuję wyobrazić u nas, to chyba musiałaby zająć całość działki, którą zajmujemy (wraz z domem). To samo mam, gdy oglądam czasopisma z inspiracjami do wykończenia wnętrz, bo naprawdę chciałbym zobaczyć, co by wymyślił architekt wnętrz, gdyby miał do dyspozycji naszą przestrzeń i to, co chcemy w niej upchać.
OdpowiedzUsuńLucynka wzbudza sympatię od pierwszego wejrzenia.
no cusz, znam ten ból...też nie miałam przestrzeni.
UsuńLucynka jest oszustką.
Panna Lucynka wie, jak odpoczywać!
OdpowiedzUsuńNo nie wiem z tym stylem, chyba wolę twój od skandynawskiego!
Królestwo za taras i ogród!
:-) dziękuję jotko, taaak wie, bo ona bidulinka Lucynka się jednak zamęcza nocami baaardzo....
UsuńJaki fajny pomysł z tymi glizdami!
OdpowiedzUsuńSobotę miałaś piękną i mam nadzieję, że niedzielkę również:-) Ja też się działeczkowałam, hamaczkowałam, popijałam mimozę, jadłam warzywa z grilla i trochę pobabciowałam:-) Pogoda się zrobiła jak rybie oko, więc wczoraj była powtórka i nawet trochę brązu złapałam. A wieczorkiem spacerkiem na referendum. W ogóle mam taki pomysł, żeby na lato się tam przenieść:-) Jest drewniany domek 35m², kuchnia, łazienka, trasik... I całe 4 ary terenu z trawką, kwiatami... I drzewa i zieleń wkoło I ptaszki śpiewają...
Lucynka jest po prostu do zamiziania:-)
Dobrego tygodnia!
oj to sie przenoś kochana, bo warto lato spędzać wśród kwiatów, zieleni, inaczej pachnie, jesli tylko możesz, sa warunki to pewnie, ze tak.
Usuńno my musimy trochę obroty zwiekszyć. mamy wyjazd, gości, w pracy jakaś masakra....
Zachwycam się kicią,absolutnie wyjątkowa! I ta blogość na mordce:))
OdpowiedzUsuńno wyjątkowa bardzo.
UsuńŚliczna ta Lucynka w piernatach :D Glizdy też fajne. Fakt, może poszalałaś z kolorami, ale sama bluzka jest tak bazowa, że wszystko pasuje ;)
OdpowiedzUsuńDobrze, że weekend tak miło spędziliście, mnie tak kręgosłup sieknął, że nie wiedziałam co się wokół mnie dzieje xD Ale już jakoś człapię do przodu.
no właśnie poszalałam no ale zawsze może wisieć na wieszaku w chałupie jako ozdoba :-))
Usuńi mnie kręgosłup sieka zawsze, gdy szkliwię, lub odkurzam...lub schylam się w ogrodzie...niestety znam te ból. współczuję.