niedziela, 1 lutego 2026

o bogowie egipscy co za kurewskie zimno.


Wysiadka z samolotu była ... bardzo bolesna. pięćdziesiąt stopni różnicy temperatur. w kraju tytejszym dwadzieścia na minusie. już w samolocie mnie z lekka chłodem owiało. i poczułam ucisk w płacie czołowym. i objawiła się gila. podobno to częste, nie wiem u mnie wystąpiło po raz pierwszy.

A potem już było tylko gorzej i gorzej...śmiałam się z Naczelnika, że bierze czapkę uszankę i rękawiczki...nooo mało mu z głowy nie zdarłam tej czapki...a rence sobie grzałam dwoma kawami late, w tym jedna z karmelem. zamiast rękawiczek. obogowie za co to?

*

Przywlekłam trochę suwenirów, dla nas i MJ i przyjaciół. dwa niezwykle przyjemne kaszmirowe szale, który to szal uratował mi tyłek, narzucony na kurtkę. oczywiście arafatkę, jakieś drobiazgi afrykańskie. breloki, łapacze wiatrów, biżu, bo lubię. ach no i klucz do zaświatów. ostatnim razem były to malutkie figurki bogów - amulety i niebieski alabastrowy kot. znów mnie uszczęśliwiono skorpionem. zdążyłam się pozbyć ...

i herbaty, i chałwa. 

** 

Siedziałam wieczorkiem przy wytwornej kolacji, smakowałam lokalne wiktuały, paliłam papierosa, piłam wino. i myślałam o kolejnym fikole w moim życiu. moim jedynym życiu jakie mam. fikoł jest pożądany. spędzanie zim tutejszych choćby w Egipcie. 

Wynajem domu na kilka miesięcy a w tym czasie jeżdżenie po świecie. ???

macać skarabeusze i całować się w świątyniach egipskich. 

nie by jedynie ładować akumulatory żeby wracać i zapierdalać dla mamony, etosu i dla chwały rodziny.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

nie musisz Czytaczu ale możesz ....