wtorek, 4 marca 2025

a tam kwitły migdałowce.

 Powroty są chujowe.


w niedzielę rano zjedliśmy śniadanie na kanapach niespieszne. bo nigdzie nie pędziliśmy. potem nastąpiło pakowanie. i kompulsywne ważenie, a tu na styk normalnie. potem odstawianie bagaży w ulewie. owszem i to nas zaskoczyło. przemokliśmy do suchej nitki. na koniec pyszny obiadek, kanapki, banany i ziuuu na lotnisko. popołudniem późnym. Odprawa. ja zadzwoniłam na dokładne przeszukanie, jak zwykle...

Lot nieopóźniony, za to pięciogodzinny. wedle czasu tutejszego wylądowaliśmy w Katowicach późną nocą w temperaturze 1,5 stopnia. a wylatywaliśmy, w temperaturze  2o. 

i całonocny powrót do domu. rozłożony na trzech kierowców. na szczęście byłam zapobiegliwa i miałam wczoraj jeszcze urlop. od wszystkiego. Ale już niestety koniec ferii. 

[Dziś do placówki i do teatru. :-( wstałam dość wcześnie i piję sobie kawkę w łóżku, pod oczami mam płatki a na opalonej twarzy maseczkę, zaraz się zbieram jest 7.10]

Podróż powrotna cięgiem trwała od 14 do 7 rano. Cały poniedziałek spałam prałam i używałam pozycji horyzontalnej. 

Przywiozłam sobie i innym: koszulki, jedna moja, jedna Naczelnika, firmę tę odkryłam ostatnim razem na Teneryfie, sweterek jak mgiełka w kolorze oceanu, wino białe lokalne, likier bananowy, kremy z aloesu, ciasteczka migdałowe. Magnesy na lodówkę, pierścionek z lawą wulkaniczną oraz bransoletki. no i szyszki. bo można.

i przywiozłam siebie głęboko nieodchudzoną, boję się stanąć na wagę.. teraz przez miesiąc będę gubić naddatek. 

zwierzęta nas oblazły stęsknione.  Ciri sika ze szczęścia. ...



spore naleciałości z Kuby, rozkręciły interes tytoniowy i w Santa Cruz odwiedziliśmy miejsce produkcji i Naczelnik zakupił dwa pudełka dobrych cygar. 



Ostatni zachód słońca i piekne ciągle kwitnace sterlicje. I ostatnie popołudnie na basenie ...




ps

w ogóle mnie nie interesują Oskary, kompletnie...ani nagrody ani prowadzący, ani zwłaszcza kreacje i cały ten dęty szmirowaty blichtr. za to Ściągamy sobie na dzisiejszy wieczór "Konklawe.