My już na niej nie jesteśmy . ..przeskoczyliśmy już mostem na następną wyspę do kempingu. Bo pierwszy był nieco za szybko od zejścia z promu.
A więc piątek na AndoØya.
Prom, jak pisałam był malutki, jak na potrzeby turystyczne i wychodzi na to, że każdy musi spędzić w kolejce minimum 5 godzin? A jak się nie załapiesz to i 9. Z noclegiem w porcie na płycie promiska. Nie rób tak jak my, że wjeżdżasz na pas I już masz pewność, że się załapiesz na następny prom, a jest noc i wolisz ją spędzić gdzie indziej. Opuścisz płytę a za 7 godzin, gdy wrócisz, to znów stajesz w kolejce ....I zabawa od początku. Ech.
Jeśli jedziesz autem osobowym, to możesz wynająć pokój za 600 koron za nocleg. Tak lokalsi robią interes. Nie ma się im co dziwić A należy być wdzięcznym. Bo inaczej śpisz na siedzeniu auta. Kampery są w dobrej sytuacji. pełna niezależność.
Opuszczamy więc wyspę Senje i w piątek w 7 dniu wyprawy jesteśmy już oficjalnie na Lofotach.
Pogoda się robi bardzo wietrzną, chmurzyska i temperatury w okolicach 15 stopni.
Na samym początku już jesteśmy zachwyceni.
Mamy pomysł, żeby skorzystać
![]() |
z Wycieczki morskiej w poszukiwaniu wielorybów. Ale nie jesteśmy gotowi na małą łódeczkę ribe na której trzeba być odpowiednio ubranym. Rejs trwa 3,5 godziny a dużą łódką 4 godziny. Cena też dość wysoka 700 złotych na łeb. Nie ma też pewności czy zapolujemy na wieloryba. i pogłaszczemy wieloryba.
No trudno, następnym razem.
I takie widoki, na trasie widokowej.
Wspinamy się i oglądamy sobie latarenki i domki z bliska
Miejsce kultu, gdzie miejscowa ludność SAMI składała ofiary z ryb, z halibuta.
A na koniec toaleta że ścianą widokową:-))
Otwarta
I zamknięta
No cudoffnie.
Poszukujemy kempingu. Pierwszy wygląda tak i można zaparkować nad samym oceanem.
Ma nawet kąpiele w gorących źródłach, to te zielone górki
Decydujemy się jednak jechać na inny kamping, trochę w głąb, dalej, gdzie woda w ilościach jakich chcesz i jak długo chcesz ale on już na kolejnej wyspie :-) więc przeskakujemy na kolejną.
Nie stajemy wprawdzie nad samym oceanem czy fiordem ale za to jest prawie pusty i ma fajną knajpkę. I fajny widok na fjord.
Niestety momentami leje. Wywlekamy ciuchy na chłodniejszą opcję. Bierzemy długie gorące prysznice, myjemy włosy, ubieramy się ładnie i idziemy na późny obiad. Naczelnik świętuje...jedząc łosia. Drań.
Ja rybę
Na koniec zostawiam wam kwiatki, wierzbownicę i moje ulubione osty.
A w sobotę to się dopiero działo ...


































