niedziela, 24 maja 2026

Każdy holuje za sobą podwójną górę lodową.


zdjęcie z internetów

Dokładnie tak miała wyglądać nasza obora. letnia przestrzeń z kozą do rozpalania. koza jest, komin jest, tylko przestrzeni nadal nie ma...


Zapragnęłam nieco oswoić ten swój barok domowy (ale taka wylizana, prosta przestrzeń, to jest u mnie niemożliwa...nie poradzę, że lubię stare szafy, skrzynie, kołowrotki, kredensy, lny wygniecione, stoły drewniane, krzesła od czapy, kominek, kozę i fotele jak TU, że uprawiam synkretyzm w moim domu). Jednak podejmuję wyzwanie i dziś nieco odetchnę pracownie: przeniesiemy kolumny i adapter do sypialni.

*

Nie, nie przejmuję się, że zamiast fruwać po okolicy, po plaży, po lasach, po koncertach, imprezach...spędziłam Letni dzień w zagrodzie własnej domowej :-) mam takową zagrodę,  to spędzam. Proste. Miałam mieszkanko w mieście, i w ogóle w nim nie spędzałam. to był pokój z balkonem. dusiłam się. Ale i zapadałam w samotność od czasu do czasu. W kamienicy przy 76 metrach już spędzałam :-) i to nie sama, po pierwsze wprowadził się Naczelnik, i bardzo często mieliśmy gości. Ale i tak, gdy przychodziło lato fruwaliśmy w teren, żeby wyrwać się z miasta...w krzaki i piaski.

Dziś jest inaczej, bardzo dużo wolnego czasu spędzamy w obejściu. bo musimy, bo chcemy.

na przykład wczorajszy dzień letni. Tak lato wybuchło Nareszcie, że aż mnie to lato skosiło...

więc

przeleżałam go na tarasie :-) ze schłodzonym winem białym wytrawnym z miętą i cytryną, książką. zapachami bzu, mięty, melisy i rozgrzanego słońca. ze śpiewem ptaków. pięknie było. w gaciach cieniutkich, koszulce rozwleczonej i sote na gembie.

... pospałam też w największym szczytowym ukropie na tarasie.

Na spacer poszłyśmy z Ciri dopiero po 19ej, między innymi aleją bzów. boszsz co za zapach. nasze krzaki też już kwitną nareszcie. Tworzy się więc szpaler kwitnących bzów i drzewa pigwowego. 

Zjadłam pomidora i rzodkiewki na śniadanie. rzodkiewkami ze szklarni, bez oprysków obdarza nas sąsiad. za chwilkę będzie miał pomidory. Na obiad ugotowałam sobie cały pęczek szparagów i dwa młode ziemniaki. och co za królewski obiad. uwielbiam szparagi. niestety miska lodów też sie znalazła w menu....ekhm.

poleżałam w wannie pełnej magnezu. zajęłam się stopami. gdyż chodzę na bosaka. 

ale żeby nie było, aż tak sielankowo, bo nie umiem(!!!), to w tak zwanym międzyczasie, między wylegiwaniem się : wpadłam w zachwaszczone miejsca w ogrodzie i rwałam jak szalona, aż się dziury w rękawiczkach porobiły (tak, mam takie chaszcze w ogrodzie ale i chujowe rękawiczki)))

Poza tym co, no olejowałam stół tarasowy, i blaty w kuchni, drewno pije jak talala. robię to każdego słonecznego, suchego dnia. Wystawiłam kliwie na taras, kawę i cytrynę. Nadal szurałam w garderobie i torba wielka pełna ciuchów "na później" czeka, przygotowana do wywiezienia do teatralnej szafy. Odkurzyłam górkę i zajęłam się też artystycznymi rączkami, [cały czas słuchając Siembiedy].

Wyprodukowałam prawie Trzy nazbyt kolorowe glizdy, na odkopanej "bluzce? w kolorze kości słoniowej, mieszanki lnu i bawełny, zakupionej wieki temu w sklepie indyjskim. szeroka krótka, boki dłuższe. no fajna, szkoda, żeby leżała.

Ale na wszelki wypadek, gdyby mnie poniosło, malowałam i filcowałam na plecach. nie od frontu. Fasada została nietknięta (na razie))

[metoda malowania połączona z filcowaniem]



no i poniosło mnie 🙄🫣a na swoją obronę mam to, że mi te mazaki akrylowe kolory narzuciły.

i muszę ją dziś skończyć !!! a nie porzucić, jak sukienkę w ptako-kwiaty. i torbę....
[zaczęłam już jakiś czas temu torbę białą bawełnianą filcować i czarną sukienkę, obie nie skończone...torba ma być cała zafilcowana, taki czelendż odstresowujący. więc sporo czasu upłynie zanim ją zobrazuję]


*

Książka w uchu i książka w papierze czyli cały dzień z książkami, bez włączenia obrazu ruchomego, ani jednaj minuty. to lubię. tak się właśnie dzieje latem.

Jestem zachwycona KUKŁAMI Siembiedy. w ogóle jego pomysłem na opowiadanie historii w historiach. Bonaszewski już mi w ogóle nie przeszkadza. 

W "Hyge"

najpierw przeczytałam to: 

Każdy holuje za sobą podwójną górę lodową” – czyli o tym, czego nie widać pod powierzchnią

i mnie bardzo zaintrygowało i zachęciło, do przeczytania recenzji:

Być może się wydarzyło to powieść Lu Min – chińskiej pisarki, której twórczość po raz pierwszy trafia do rąk polskich czytelników. To książka wymykająca się prostym definicjom. Z jednej strony przypomina reporterskie śledztwo, z drugiej staje się przejmującą opowieścią o samotności, zagubieniu w świecie, w którym coraz trudniej o prawdziwą bliskość. Autorka tworzy historię niezwykle aktualną i boleśnie prawdziwą.

Być może się wydarzyło to literatura wymagająca skupienia, ale niezwykle satysfakcjonująca. Lu Min stworzyła poruszający obraz współczesnego człowieka zagubionego w świecie pozornej komunikacji. To książka o ciszy, której nikt nie usłyszał, i o ludziach znikających, pozostawiających po sobie jedynie ślad w pamięci i sieci. Mądra, przejmująca i bardzo potrzebna powieść.

a recenzja, to przeczytania powieści.

może kogoś też zachęci.

a na konic pannaLucynka w piernatach, po całonocnych hulankach



dobrego Lata.

46 komentarzy:

  1. Lucynka! 😍 💝 💕 💖 Sama słodycz!!! 💖 💕 💝 😍
    Glizdy fantastyczne! I ten ogród i taras - bezcenne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lucynka jest słodka ale tylko na zdjęciu :-))))

      Usuń
    2. Łżesz! WSZYSTKIE koty są słodkie!

      Usuń
    3. A ponadto sprawdź Messenger 😊

      Usuń
    4. Frau nie dostałam od ciebie żadnego maila, a na messa nie moge sie zlogowac?? nie wiem co sie wyrabia.
      adres : teatralnaforma@gmail.com

      Usuń
    5. Wysłałam do Ciebie maila i przyszła informacja , że Twoja skrzynka go "odbiła". No to go skopiowałam na Messenger. Spróbuję jeszcze raz maila, tym razem z innego adresu.

      Usuń
    6. Wysłałam. Zobaczymy, może tym razem dojdzie.

      Usuń
    7. DOSZŁO :-)
      zaraz ci odpisze.

      Usuń
  2. Fajne te glizdy! Filcowania jeszcze nie próbowałam, podoba mi się :).
    Przy okazji porządków w szafie (z okazji wybuchnięcia lata) odkryłam spory zapas czarnej wełny merino i medytuję czy zrobić sweter cały na czarno (a kilka już mam, to po co mi kolejny czarny), czy urozmaicić jakimiś neonowymi elementami. Tak sobie patrzę na te glizdy i szukam natchnienia.
    Lucynka prawie jak moja Balbinka - lubię trikolorki :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ja lubię, choć one podobno bardzo są charakterne. w każdym razie Lucynda owszem jest.
      a pewnie zawsze można coś zamotać kolorowego.

      Usuń
    2. Charakterne są, owszem. Moja Balbinka jest najmniejsza w stadzie kocio-psim, ale pies owczarek niemiecki schodzi jej z drogi, bo ze dwa razy dostał od niej łapką po nosie, jak sobie za dużo pozwalał. Ewidentnie jej się boi.

      Usuń
    3. o nie nie Lucynka bidulinka jest też najmniejsza w stadzie ale jest też na samym końcu łańcucha pokarmowego, pierwszy jest kot Maniek potem Ciri pies i ...na Lucynce wszyscy chcą sie wyżywać. ale im nie wychodzi.

      Usuń
  3. Zachwycają mnie Twoje filcowane glizdy z wełenkowymi ogonami, bardzo to efektowny zabieg :) Mnie niestety Siembiedy już brakuje, jego sposób narracji jest mi bliski. Lu Min poczytam, zachęciłaś/zaneciłaś. I Lucynka przepiękna, czorciczka. Pięknie masz u siebie i nie dziwię się, że lubisz swoje otoczenie. Przecież o to chodzi, że jak już obłożysz się tymi wszystkimi cudnymi piernatami, to dlaczego z nich uciekać :* kisses

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dość one Margo mocno ryzykowne kolorystyczni😂e no ale czasem można poszaleć.
      dziekuję Margo.

      Usuń
    2. oj tam ryzykowne, wyraziste :P

      Usuń
  4. Skandynawski styl zgrzebny bardzo w moim guście, aczkolwiek znając siebie z czasem jednak zaczęłoby mi brakować żywszych kolorów 😉

    U mnie też cały dzień bez tv, właściwie to wręcz bez info jakiegokolwiek, bo radio pobrzęczało chwilę, a potem zapuściłam sobie Yello, Oscara Bentona, Wodeckiego z Mitch&Mitch, Vayę con Dios i Billy'ego Idola i tak sobie leci 🤪 Mix masakryczny i od czapy, ale to właśnie ja 😄

    Legimi mnie podkurzyło, bo na kilkanaście książek Siembiedy w ofercie tylko "Gołoborze" dostępne w moim abonamencie 😡 Chyba trzeba coś dodatkowego wykupić, bo jak to tak?

    Napisałaś o piętach i odruchowo spojrzałam na swoje. No cóż... u mnie pięty, łokcie i kolana to ziemia niczyja 🤦‍♀️🤷‍♀️ A lato już tu jest! Ale mam fajny płyn do pięt Regenerum, taki w kulce, kupiłam w ub.r. w Rossmannie i widzę, że działa! Tylko muszę pamiętać, żeby stosować, a z tym to różnie... Ale jest szansa, że będę mogła w laczusiach już za chwilę pomykać 😉🙃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja napisałam "Vayę"?! 🤦‍♀️ Kiedy j. polski wejdzie za bardzo...

      Usuń
    2. nie z tym legimini to się zdziwiłam, ja kończę Kukły, to mój 5 Siembieda, jeszcze kilku zostało...
      ale pewnie inne plusy są. mam koleżankę, która ma kilka platform...a i tak czasem cos tam pierdzi, że nie ma co czytać :-))

      Usuń
    3. Ja mam abonament biblioteczny - cały rok za free, ale są pewne ograniczenia. Oczywiście pozycji dostępnych jest tyle, że życia by brakło, ale akurat tego co bym chciała nie mam dostępnego. Coś za coś 🤷‍♀️😄

      Usuń
    4. ale jak to zrobiłaś z tym abonamentem za free?? powiedz proszę.

      Usuń
    5. Pisałam Ci już, chyba rok temu 😂 Musisz zapytać w swojej bibliotece wojewódzkiej (jeśli macie), my mamy dolnośląską. W styczniu mają pulę darmowych kodów na województwo, tylko trzeba się osobiście z kartą biblioteczną zgłosić w wyznaczonym dniu. We W-wiu biblioteki publiczne też wydają takie kody na legimi i empik, ale chyba na 3 mce tylko. Trzeba się zgłosić osobiście (kiedyś można było mailem) no i rozchodzą się jak świeże bułeczki, więc... żadnej gwarancji że się człowiek załapie 🤷‍♀️ Popytaj w bibliotece 🙂

      Usuń
    6. a czy aj mam w ogóle swoją bibliotekę ??
      Mam za to Bibliotekarkę ;-)
      to spytam.
      dzięki.

      Usuń
  5. Niestety nowy Siembieda też jest z Bonaszewskim, więc trudno, trzeba się będzie przemęczyć (Reymont w fabule mnie zaciekawił).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bonaszewski zaczyna mi sie podobać :-)

      Usuń
    2. mówisz o Upiorze? oczywiście czytałam, no fabuła fajna ;-))) ach ten Rejmont z jego fobiami...

      Usuń
  6. Wino z miętą i cytryną???

    Tez latem obrazów używam mało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. owszem, tak zwana wersja letnie.

      Usuń
    2. no popełniam zbrodnię na dobrym rizlingu, rozcieńczam go lodem, i dodaje mięty listeczek i sok z czarnego bzu...bo w upale ....wiesz, niebezpiecznie tak łoić ;-))

      Usuń
    3. Skandal i bluźnierstwo!

      Usuń
  7. Wszystko masz piękne!
    Tyle powiem.
    ŻM

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie takie kolory w chałupie lubię jak Twoje filce. Dla mnie te czusciitkie, beżowe mieszkania są smutne, chociaż barok też wykluczam, bo nie lubię za dużo kurzolapkow.
    Kolega z pracy tak się cieszył, że schudł 10 kilo na pudełkach, a to rak przełyku. Smutno mi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Podoba mi się wyrażenie "letnia przestrzeń" oraz jej wyobrażenie ze zdjęcia, bo gdy ją sobie próbuję wyobrazić u nas, to chyba musiałaby zająć całość działki, którą zajmujemy (wraz z domem). To samo mam, gdy oglądam czasopisma z inspiracjami do wykończenia wnętrz, bo naprawdę chciałbym zobaczyć, co by wymyślił architekt wnętrz, gdyby miał do dyspozycji naszą przestrzeń i to, co chcemy w niej upchać.
    Lucynka wzbudza sympatię od pierwszego wejrzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no cusz, znam ten ból...też nie miałam przestrzeni.
      Lucynka jest oszustką.

      Usuń
  10. Panna Lucynka wie, jak odpoczywać!
    No nie wiem z tym stylem, chyba wolę twój od skandynawskiego!
    Królestwo za taras i ogród!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) dziękuję jotko, taaak wie, bo ona bidulinka Lucynka się jednak zamęcza nocami baaardzo....

      Usuń
  11. Jaki fajny pomysł z tymi glizdami!
    Sobotę miałaś piękną i mam nadzieję, że niedzielkę również:-) Ja też się działeczkowałam, hamaczkowałam, popijałam mimozę, jadłam warzywa z grilla i trochę pobabciowałam:-) Pogoda się zrobiła jak rybie oko, więc wczoraj była powtórka i nawet trochę brązu złapałam. A wieczorkiem spacerkiem na referendum. W ogóle mam taki pomysł, żeby na lato się tam przenieść:-) Jest drewniany domek 35m², kuchnia, łazienka, trasik... I całe 4 ary terenu z trawką, kwiatami... I drzewa i zieleń wkoło I ptaszki śpiewają...
    Lucynka jest po prostu do zamiziania:-)
    Dobrego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj to sie przenoś kochana, bo warto lato spędzać wśród kwiatów, zieleni, inaczej pachnie, jesli tylko możesz, sa warunki to pewnie, ze tak.
      no my musimy trochę obroty zwiekszyć. mamy wyjazd, gości, w pracy jakaś masakra....

      Usuń
  12. Zachwycam się kicią,absolutnie wyjątkowa! I ta blogość na mordce:))

    OdpowiedzUsuń
  13. Śliczna ta Lucynka w piernatach :D Glizdy też fajne. Fakt, może poszalałaś z kolorami, ale sama bluzka jest tak bazowa, że wszystko pasuje ;)
    Dobrze, że weekend tak miło spędziliście, mnie tak kręgosłup sieknął, że nie wiedziałam co się wokół mnie dzieje xD Ale już jakoś człapię do przodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie poszalałam no ale zawsze może wisieć na wieszaku w chałupie jako ozdoba :-))
      i mnie kręgosłup sieka zawsze, gdy szkliwię, lub odkurzam...lub schylam się w ogrodzie...niestety znam te ból. współczuję.

      Usuń

nie musisz Czytaczu ale możesz ....