poniedziałek, 24 czerwca 2013

343

nie, nie jestem smutna
tylko trochę zafrasowana, bym rzekła,
z rzygiem dopełzłam prawie do końca awansu zawodowego
w papierowej materii. jutro jeszcze jakieś poprawki i potem tylko wyrzucić z siebie ten belferski bełkot.
***
a dzień spędzony w Orzechowie był:
siedzimy na plaży w pełnym słońcu, w cieciu chmur, w cieniu zwalonych drzew
 pierzaste kształty na niebie układają się w co podpowiada wyobraźnia.
leżę za parawanem, erna szaleje w morzu z patolem w zębiskach
a potem biegnie i otrzepuje cielsko nade mną tak, że mam tony zimnego błocka na sobie, na kocu, na ręczniku, we włosach, w paszczy... taki zdrowy piling morski mi funduje co chwila. z miłości.

i oto mamy lato.

Lato zaczęte zwyczajowo kabaretowym maratonem w dolinie charlotty.

2 komentarze:

  1. ha !!!!i skąd ja wiedziałam żeś to TY i Erna twa !!!!!!pozdrawiam gorąco !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. to sie widziałyśmy))) w Orzechowie?

    t.

    OdpowiedzUsuń

nie musisz Czytaczu ale możesz ....