a ja nawet kieliszka wina nie wypiłam na te okoliczność, bo następnego dnia czekał mnie zryw o 5ej i dwunastogodzinna wycieczka do Bałtykarium z dzieciakami. ..
... i poszłam ubrana w te glizdy nieskończone, we wtorek do ludzi. i w spodnie lniane nadal i konwersy. no tym razem stópki mi się przegrzały. więc w czwartek nadal glizdy oraz sandały ale stópki w torbie. skitrane w razie co. w nowej szmacianej torbie niebieskiej z serii : Exlibris, od Pantuniestał. dawno zakupionej, trzeba było ją przetestować wreszcie. jest fajna i do pracy i na wyjazdy krótkie. i na plaże.
Tymczasem wróciła Margo marnotrawna z wysp i przywiozła skarpetki w jaszczury oraz słodkości kanaryjskie. goffi przede wszystkim. opowiadała o kameralności miasteczka, pięknej miejscówce nad oceanem z czarnym piaskiem plaży, z widokiem na góry. uciekinierach ze stałego lądu, osiedlających się i przenoszących życie na wyspę. I ja lubię te wyspy. w razie czego uczę się hiszpańskiego. znaczy odświeżam, uaktualniam. przypominam.
[już mi się ta rezygnacja zaczęła śnić po nocach, normalnie, umęczona byłam, i trochę przestała, po rzuceniu papierem w terminie( ajednak ciężko) jeszcze mi rozmowa została.]
Środa była i był czwartek.
Środa cieplejsza, czwartek też fajny ale Saharą bym tego nie nazwała. Tak zwany zapierdol kontynuuję. A w czwartek już zostałam zmuszona by iść i złożyć papier. i stało się....złożyłam Wypowiedzenie, po trzydziestu latach nauczania, wprawdzie bez rozmowy ta rezygnacja. booo uciekłam. jakoś mi było ciężko...wszystko na raz zrobić. ja nie mam do nikogo o nic żalu, było mi nawet spokojnie w te ostatnie lata ale...wiadomo. INNE Życie czeka :-)
Jakoś nie lubię ostatnio robić rzeczy, których nie lubię robić.
i mam nadzieję, że już tylko miesiąc został :-)
bo Wrzesień się zapełnia. Znajomi się odzywają...imprezy się namnażają...
W teatrze w tym tygodniu tylko trzy dni bezpośredniego siedzenia, sprawy inne pozateatralne były robione. rozmowy prowadzone i poszukiwania. niueudane.
*
Wspólnie skończyliśmy Yellowston. Ja skończyłam Siembiedy "Kołysankę, i z mety zaczęłam "Orient. nie słuchałam jednak za wiele bo dzień wczorajszy był napiętnowany wycieczką.
o tym jutro.
A dziś wstałam wcześnie, bo i padłam wcześnie. i plany mamy, że japierdykam, gdyż zagęszcza się przed wylotem. Ogród kwitnie strzępiastymi tulipanami, samowolnymi kępami orliczek we wszystkich kolorach. i miarowo Zarasta. a więc tak : pranie, pakowanie i kolacja wieczorem w dobrej knajpie. z przyjaciółmi. o niej też zapewne jutro fotorelacja jakaś. sama nie wiem w co najpierw ręce wsadzić. jeszcze powinnam pojechac na targi kwietne i zakupić kwiaty do pierdyliona donic...nie wiem czy znajdę czas. serio.
itako.
(zdjęcia orliczek wrzucę później jak już wstanę z łóżka).
i wstałam i zrobiłam obchód. otóż maj, to niewątpliwie najpiękniejszy miesiąc, wszystko kwitnie, buchnęło ciepłem, deszczem, powoli pękają pąki różanecznika, piwonii, w pełnej krasie fioletami buzuje bez, zakwitł nawet szczypiorek w donicy ;-)) zakwita wszystko co ma zakwitać a czereśnia ma pełno owoców...
















Kalendarz wrześniowy już zapełniony? a maj dopiero!
OdpowiedzUsuńPokazuj tulipany, boskie są!
Blogspot nadal robi pod górkę...
Wracałam ze cztery razy do poprzedniego wpisu, bo zaintrygowała mnie wzmianka o taplaniu się w depresji (czy jakoś tak) i nie mogłam rozkminić jakież Ty masz powody do depresji, zawsze taka tryskająca szczęściem i chęcią do życia, celebrująca chwile, zachwycona drobiazgami??? Niby wiem o rzucaniu roboty, ale byłam przekonana, że papiery dawno rzucone i rozmowy odbyte i już maniana, powiew wolności, samo szczęście i radość. Ja zamykam firmę, którą prowadziłam ponad 30 lat, różne były momenty, z górki i pod górkę, ale ostatnio raczej spokojnie, fajni ludzie, pracownicy i klienci, niby żal rzucać i jakoś ciężko tak jednym cięciem to zakończyć. Jedna dziewczyna pracowała u mnie niemal od początku, druga z 15 lat... Odkładałam to, bo jednak kawał życia a tu taki ostateczny krok, nic się nie cofnie, nie odwróci, no i w życiu wszystko sie zmieni. Tak że rozumiem te wewnętrzne rozterki i opory, chciałabym i boję się, a w każdym razie czuję cieżar tej ostatecznej decyzji. W jeden dzień wszystkim dałam wypowiedzenia, niby też wszyscy sie jakoś spodziewali, bo zapowiadałam od dawna że to nastąpi. Ale było jakoś ciężko w powietrzu. A potem poczułam ulgę i teraz myślę już tylko o planach na tę wolność. Więc niech nam się układa jak najlepiej :).
OdpowiedzUsuńGratuluję odwagi ze złożeniem wypowiedzenia! Wielki krok i oby było tylko lepiej. :)
OdpowiedzUsuń