Jesienią staram się dostrzegać jakieś plusy, uroki życia, jesienią robię sobie dobrze, na przykład wczoraj zakupiliśmy spieniacz elektryczny do mleka, czarny i praktyczny, bo wyjmuje się ten dzbanek metalowy do mycia i w zmywarce też. Zjedliśmy dobre ciasto w knajpce, kupiłam dwie pary butów sportowych w dobrej cenie do biegania, skarpety, gadżety, odblaski, rękawiczki dresowe,
do kijów też się nadadzą... poszliśmy do kina na Jokera i na dobry obiad w wege barze.
A Joker mnie zachwycił. Wszystkie dobre filmy tej jesieni jeszcze przede mną.
Zaklepałam wejściówki na premierę w Teatrze Narodowym za dwa tygodnie, więc jedziemy do Warszawy spotkać się z przyjaciółmi, zaliczyć nowe knajpki, zobaczyć dobry spektakl i napić się w dobrym towarzystwie. Oraz żadna chujowa pogoda mi tego nie zepsuje.
Podobno na 1 listopada w stolicy zapowiadają śnieg.
*
A dziś nigdzie nie poszłam, bo pizga niewiarygodnie z ulewami. Już wczoraj późnym wieczorem padał deszcz zmieszany ze śniegiem, więc wtargałam agawę sprzed domu na korytarz i teraz ocieka
zalewając kapcie...
Chryzantemom mam nadzieję nie zaszkodzi. Dopiero mróz zmusi mnie do wtargania ich do domu.
Kot Lucynka kisi się na łóżku a kot Maniek niespokojnie pilnuje terenu.
Spadło na niego za dużo po śmierci Erny. Całe stada obcych kotów.
*
Zawieszam się nad istotą i zmienia mi się. Widzę to, dostrzegam i cieszy mnie ogromnie.
Nie chce mi się uczyć angielskiego ale rozumiem konieczność. Dlatego właśnie omiatam kąty z pajęczyn, żeby zrobić przestrzeń dla nauki. Oraz zdaje się, że joga przyjdzie do mnie, skoro ja nie mogę dojść do niej.
i dobrze.
Jeszcze nie poukładałam zajęć w teatrze i nie dokończyłam papierów.
ale to nie ucieknie. Czas sobie dałam do końca października czyli tego tygodnia.
Łapię równowagę na której mi zależy.
i już.
Boszszsz... ile Ty masz energii... Na mnie splynelo takie niechciejstwo, ze mialabym ochote tylko umarnac, tak bardzo mi sie nic nie chce. A tyle jest do zrobienia i to wlasnie mnie tak zniecheca. A zima przeraza.
OdpowiedzUsuńżebyś Ty widziała Pantero jak mi się nie chce...otóż, to codziennie kijkowanie mnie rano doprowadza do rozpaczy!!! a moja przyjaciółka stwierdziła, że mnie pojebało! zna mnie ponad dwadzieścia lat i była przekonana, że ja nie wytrzymam dwóch dni o tej 6, 7ej rano ...a tu już miesiąc pyknął jak chodzę dzień w dzień. Ale wszystkiemu winna sąsiadka Ola.
UsuńPrzeanalizowałam sobie w głowie, że albo się wysypiam hołdując przyzwyczajeniom i idę SAMA o 8 albo ...6,rano z Olą. Sama bym nie chodziła.
Fajnie, że istota zmienia się i poprawia Ci to humor:) I fajnie, że nie "zaległaś" nad tą istotą oraz energii Ci nie brakuje. Wypad do Warszawy na pewno się uda. Grunt to mieć optymistyczne podejście.
OdpowiedzUsuńA u nas jako tako pogodowo, ale robi się surowo. W ogrodzie połowę zrobiłam, połowę olałam. Nie ma pośpiechu- zmrozi, lepiej będzie wyłaziło.
A mnie egzystencjalnie nijako. Nie żeby humor siadł, ale takie tam mam przemyślenia na temat tych wszystkich upierdliwości, wymuszonych przez "tradycję".
Och, Jaskółko przykro mi. Ja na szczęście mam daleko do rodzinnych grobów...nie lubię tego święta, nie ruszamy się z domu. Dwa dni w chałupie spędzimy w ciepełku. Ewentualnie spacery torami do pobliskiego cmentarza autochtonów w lesie...jak aura pozwoli. Smutny ten listopad. Dlatego robię wszystko, że by nie popaść w zbytnią zadumę...ścisakm.
Usuń