czwartek, 18 czerwca 2020

Dzień czynu.


Przywiozłam od sąsiadkioli wszystkie stare doniczki, teraz stoją przygotowane do czyszczenia, żeby wyglądały tak

 
Dziś wstałam z energią do działania.
Z mocnym postanowieniem poprawy. też. ale może zwyczajnie żarły mnie wyrzuty sumienia i poczucie winy.

 zielenina jest wsadzana w cosieda


 nawet w starą szafkę wpakowałam dynie.




Pić, pić krzyczały mi w nocy przez sen wszystkie niepodlane wczoraj rośliny w donicach.
Wczoraj nocą już  nie  chciało mi się podlewać cukinii, dyń i kabaczków na przeddomiu
ale i tych na tyłach w ogrodzie, powsadzanych w metalowe wanny, gary, ule, pojemniki, które podlewam zwyczajowo rano w pełnym słońcu.
Podlewanie rano w pełni słońca jest stratą wody i czasu, mnie uświadomiła przyjaciółka
w drodze powrotnej z jogi, tuż przez zakupami w bierdonce.
Wczoraj na przykład miałam energię tylko do czytania w hamaku,  książki J.Bator, którą muszę oddać za chwilę. Zresztą czeka kolejna(to jest ten moment rzadki, gdy pożyczam, bo ja nie mam ani jednej jej książki, o dziwo!? i o zgrozo oraz niebywałe to).

Drugim powodem zbyt wczesnego dziś przebudzenia była ULEWA, która przyszła o 7 rano.
 O dwudziestej czwartej, gdy nocą kończyłam relaksujący kieliszek wina czerwonego wytrawnego  na tarasie, przy blasku świec i księżyca, usłyszałam łomoty - grzmoty, coś ciężkiego się przewalało z kierunku morskiego.
Pomyślałam, że pewnie się chłopaki bawią na poligonie.
Nie spodziewałam się tak gwałtownej zmiany pogody.
Wyrwałam więc z łóżka, oblekłam kurtkę przeciwdeszczową i pognałam do ogrodu, ściągać hamaki.
oraz instrumenty bębnowe, które robią za stoliki w ogrodzie.
Przy okazji złapałam konewkę i dolałam deszczówkę tam, gdzie deszcz z nieba nie dosięga.
Dziwny to był widok:
 ja z konewką o 7 w rano w ulewnym deszczu podlewająca warzywka i kwiatki.
hmmmm
w zasadzie jakby złożyć do kupy fakty i mity, to nic już moich sąsiadów wsiowych dziwić nie powinno.



*
Soł dziś dzień czynu takiegosobie.
W skali ulubionych czynów akurat za takimi nie przepadam najbardziej.
No trudno.
Zjem sobie teraz śniadanko na tarasie miedzy deszczami: chleb taki bagietkowy, oliwa bazyliowa(samodzielnie robiona) papryka, pomidory, własna sałata. ha. i własna bazylia.
i druga kawa. arbuz.
a następnie ogar domu, rozpakowanie ostateczne kartonów w garażu. przycinanie trawy i wyrywanie chwastów.
Namalowanie długo noszonej, a nawet przenoszonej w głowie ryby.

ps
no i chyba się nie wyrobię, bo przychodzą do mnie koleżanki ...





8 komentarzy:

  1. Ostatnie zdanie brzmi, jak fajny plan😊

    OdpowiedzUsuń
  2. O rany! Az sie zmeczylam samym czytaniem. Jakas Ty pracowita, teatralno! :)))
    Ale masz za to najswiezsze ze swiezych warzywa, mniammm...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o taaak ponad tydzien sie opierdzielałam to czas na działanie )))

      Usuń
  3. Pięknie! Tu pada od kilku dni, ale zupełnie nieangielsko, tylko jak w Polsce kiedyś. Ulewnie, nawałniczo i z burzami, które to rzadkością są. Aż dostaję alerty pogodowe od tego na telefon. I ja się ciesze jak głupia na ten deszcz. :) Podoba mi się to zielsko wszędzie. To Twoje ogrodowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję i ja lubię, choć w wakacje planujemy je nieco uporządkować )))

      Usuń
  4. Wspaniale :) domyślam się, że wieczór miałaś udany. Doniczki się zapowiadają :)

    OdpowiedzUsuń

nie musisz Czytaczu ale możesz ....