taka sytuacja i taki gość
ale od początku ...
Nie wiem, kiedy to opublikuję, i kiedy blogger to wyniesie z niebytu, bo na razie publikuje o Stambule. z poślizgiem.
ale sobie piszę na bieżąco też.
Jest ranek piątkowy. trzeci dzień od powrotu. a ja się czuję jakby minęły tygodnie. taki zapierdol.
W każdym razie kaszel powoli przechodzi. za to zmęczenie sięga zenitu. a tydzień będzie jednak 5 dniowy, jak zwykle. Najbardziej mnie męczy planowanie imprezy plenerowej, bo oto mamy szekspirowską zagwozdkę z cyklu : będzie padać czy nie będzie ??
Wbrew wszystkim przepowiedniom tutejszych pogodynek, że będzie armageddon w sobotę. jednak postanowiliśmy utrzymać wersję plenerową. i decyzja zostanie podjęta w razie W. w sobotę właśnie. ale mnie jednak to napięcie wykańcza...dziś się obudziłam o 3.45 ... oczywiście od powrotu nie wypiłam ani jednej melatoniny. czas jednak wracać do tradycji i nawyków.
Lało dwa dni cięgiem ... taras zalany, dywan na tarasie...pranie wyłazi z 2 koszy, bo nie mam siły i nie ma gdzie wieszać. dom pachnie? wilgocią. chwasty się mnożą i ślimory bez domów. MJ zrobiła porządki z tymi chwastami. na szczęście. a tu się jeszcze gości spodziewamy ...
no nie jest łatwo.
Wet zdiagnozował u Ciri niedoczynność tarczycy. i kolejne tablety. na lodówce wisi rozpiska tabletek dla Mańka i teraz dołączy Ciri.
Planujemy operację w końcówce czerwca, zaraz po zakończeniu roku szkolnego.
Nie wyjedziemy nigdzie, muszę Odpocząć, uporządkować sprawy psów, kotów, swoje. domu. ogrodu...badania. muszę mieć ten tydzień dla siebie. kobido. joga, relax, masaże.
Zresztą już zaczynam myśleć o wakacjach i wyprawach inaczej. przestawiam łeb.
Bez placówki możemy wyjechać na dwa tygodnie we wrześniu. nie musimy upychać wszystkiego w lipcu-sierpniu. możemy szukać okazji, i ładować akumulatory w obrzydliwym listopadzie. Oczywiście, że nadal zamierzam korzystać z okazji świątecznych i siedmiu dni wolnego, za jeden dzień urlopu.
na razie Rodos w sierpniu🙄 ...opłacony.
*
Akurat tego jednego dnia czyli w sobotę nie padało więc plener się odbył i nawet udał. a teraz już spokój i fistaszki. i goście ... bo goście nam przyjechali w piątek na noc, jakieś 12 godzin wcześniej czyli w piątek na noc, zamiast w sobotę ok 12ej. Wszystkie plany poszły się bujać. Po ciężkim i długim dniu, wpadliśmy w konkret w kwestii ogaru domu, przygotowania pościeli, odkurzania a Naczelnik zakupów.
Wróciłam więc w sobotę po 6 godzinach imprezy plenerowej i padłam, pospałam sobie do wieczora. Motory w liczbie trzech sztuk : jeden żółty, drugi pomarańczowy i ten trzeci czarny 🫣pojechały w trasę, korzystając z okienka pogodowego. nad morze narobić hałasu. Zamieniali się motorami :-) testowali interkomy. jedli rybę z frytami.
a potem posiedzieliśmy w noc. z gościami motocyklistami.
W niedzielkę jednak głównie odpoczywałam. Odsypiałam stres i tygodniowy zasuw i ogólne zmęczenie. ale nie odespałam jeszcze. Otuchy dodaje fakt, że najbardziej pracochłonne rzeczy mam już za sobą.
Skończyłam "Gambita, Siembiedy. Świetny, świetna historia. z półki moich ulubionych historycznie. zobaczyłam też wreszcie film na który czekałam czyli Bob Dylan w wykonie Szalameta. i uważam osobiście, że to jest Oskar. i szkoda i wstyd dla akademii.
Dwa dni minęły jak z bicza, trzasnął. Szkoda tylko, że chłopaki nie mogli też pojeździć wczoraj(niedziela), gdyż oczywiście tradycyjnie lało. A dziś poniedziałek z rana machał im komitet pożegnalny w postaci sąsiadów, nas, psa Ciri i kotów :-) i wyjechali, w bardzo fatalną pogodę. ale z drogą na południe mają wyjechać ze strefy deszczu i wiatru.
*
Na pytanie do eduministry : Co z kadrami nauczycielskimi, których nie ma i nie będzie ?
eduministra odpowiedziała, że MY mamy zachęcać młodych do tego zawodu
OBUCHACHA paduam byłam.
a podwyżek nie będzie, bo niedajbuk przekroczymy progi i to co zarobimy będziemy musieli oddać, to po co?
Upewniałam się czy ona zupełnie trzeźwa była?




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
nie musisz Czytaczu ale możesz ....