oraz zauważyłam pewną prawidłowość, że rano mi się chce a po południu już nie. że ja na tym rowerze jeżdżę wieczorkami to się dziwię. no na prawdę.
*
Wczoraj Wstałam bardzo wcześnie, bo padłam też wcześnie ale jakoś nie byłam szczególnie wyspana, zapomniałam melatoniny. a dziś pospałam, bo żazyłam. nadrabiałam zaległości blogowe, siedziałam na vinted dzięki Margo i sprawdzam jej kosmeksy i kosmeksy Estery...
kawę wypiłam sobie na tarasie, który się Odradza letnio, nie leje więc wszystko wniesione z powrotem i nieco go przemeblowałam. zerwałam czereśnie do teatru. po powrocie z pracy zjadam pierogi z truskawkami i zasypiam na tarasowym łożu. obogowie jakie to przyjemne. obudziło mnie przypiekanie słoneczne. wsiadam na rower i jadę w plener. nie za daleko.
jazda na rowerze polami...miedzami, ścieżkami...pomiędzy słońcem, ciepłem, latem i zapachami. zatrzymywanie się i siadanie w polu. tylko kwiatków nie zrywam. Zapachy oszałamiają. Rozważam zakup lewego lusterka.
Byłam ciekawa po przedwczorajszym testowaniu, czy będą zakwasy i jak tam mój kręgosłup. zakwasy niewielkie ale tyłek boli. choć naciągnęłam nakładkę żelową. wymiana siodełka jest konieczna też ze względu na mój kręgosłup. Dziś dygam do fizjo więc sobie porozmawiamy o tym. fryzura pod kaskiem się nie miętoli :-) nie ma co się przyklapywać, nosze proste długie włosy, normalnie po ściągnięciu sobie funkcjonują, jak zwykle. jedynie związywać ich nie mogę za wysoko, ale dziura na kitka jest. trochę niżej.
*
Zamykam przestrzenie.
dużą pracownię szkolną wywiozłam prawie w całości, jeszcze coś tam powinnam zabrać. rozlokowuje ją w teatrze i domu. kwiaty, książki i albumy malarskie w teatrze. przybory do malowania też. tylko blejtramy zabrałam do domu. Za dużo wszystkiego.
przymierzam się do zakupu znacznie dłuższej drewnianej dechy na żółty kaloryfer, żeby układać książki.
[Na środku sypialni leży kupa ciuchów nadających się tylko do pszoku. nadal ryję w walizkach. i na półkach garderoby, a co najważniejsze zmuszam Naczelnika]
Przede mą rozbebeszanie domowej pracowni do spodu. już zaczęłam. wywalania i mycia okien. ogarniania półek. przemeblowanie, przeglądanie farb... wywalanie wysuszonych, zaglądania w daty ważności. przeglądanie pędzli.
Wczoraj zobaczyłam sobie filmik o kamperze jednej kobietki potem drugiej kobietki...mają tam swoją przestrzeń, mieszkają w tych kamperach i same je zrobiły przerobiły z autobusów na przykład(szacun) oraz jeżdżą po świecie. prowadzą swoje kanały i tak żyją. przyjemnie.
[Obserwuję nowych ludzi, jak żyją pod prąd średniej krajowej. podoba mi się. nowa forma wobec "drobnomieszczaństwa". nowe pomysły. ekologia, szacunek, recykling, nieposiadanie... każdego dnia inny krajobraz za oknem :-]
Otwieranie przestrzeni.
Nie wiele nam potrzeba jednak. klamotów, ciuchów, rzeczy, mebli, płyt...domów, klatek.
serialowe "Siostry na zabój wciągam. dobre !!! ale ten chuj mnie wkurwia.
no i na hamaku się układam do Murakamiego.


Cudowny masz ten zakątek z hamakiem... uwaliłabym się tam i nikt by mnie nie przegonił xD
OdpowiedzUsuńJak czytam o Twoich licznych pracach porządkowych, to aż mi słabo... mnie też czeka taki solidny przegląd piwnicy, ale odwlekam to w nieskończoność :))
Co do kamperów to ja z kolei oglądam taki kanał, gdzie jedna para przez ponad 2 lata jeździła i żyła w kamperze, teraz budują mały domek, ale i tak bardzo miło wspominają tamten czas. Wszystko się zmienia! ;)
A jak zwierzaczki???
Spanie na tarasie brzmi błogo, ja jednak nie potrafię spać w plenerze czy w podróży w trakcie jazdy, czuję wtedy niepokój. Ale poleżeć pod czereśnią i słuchać ptaków owszem miło :). I też staram się żyć pod prąd średniej krajowej - ekologia, szacunek, nieposiadanie, minimalizm itd. Nadmiar rzeczy mnie męczy. Mogłabym żyć w ciagłej podróży, nie przywiązuję się, nie tęsknię, lubię zmiany. Mąż niestety przeciwnie, więc ciągle jakieś kompromisy...
OdpowiedzUsuń