z rana najazd,
- halo jesteście w domu, mówi słuchawka
- tak, mój głos słaby jak to po przebudzeniu
- no to wskakujemy do was na kawkę ... jak to śpicie o 11.30??
my z budowy wracamy całą rodziną, zaraz będziemy.
I się zaczęła ganianina, przepychanki, łapanie gaci w locie i zbieranie szkła
po wczorajszej imprezie, nie planowanej.
Klinujemy więc po przebudzeniu, piwko jedno, drugie ...
do zagrychy orzeszki, małosolne, tortilla, jabłka... bo wszak nie gotowi na gości.
Psy ganiają, dziecko rozrzuca kamyczki, topi się w konewce podlewając kwiatki,
a my w piżamach podejmujemy gości, normalnie rzymska impreza jakby.
Nagle niebo spochmurniało i goście pojechali .
I po tym piwku, tak błogo rozleniwieni, załatwieni pełgającym ciśnieniem poszliśmy spać.
i gówno z tego dnia
następnym razem powiem, że nas nie ma w domu.
ps
przepraszam za wszystkie wczorajsze obietnice
pokazania kotów...napisania maili, dzwonienia ...
nie mam siły. jutro.
O matko...to Wy też macie takie niezapowiedziane wizyty gościowe... czyli najazdy.Współczuję i współodczuwam:)
OdpowiedzUsuńodnoszę niejasne wrażenie, że ludziom (gościom) z miasta wydaje się, że wszyscy ci co to mieszkają na wsi, nic innego nie robią, tylko czekają na gości, nudząc się niemiłosiernie z dala od prawdziwego życia.
OdpowiedzUsuńchociaż zadzwonili;))
OdpowiedzUsuńNie lubie takich najazdow..goscie niby uprzedzaja dzwoniac, a za pol minuty stoja juz u progu domu..:/
OdpowiedzUsuńNA SZCZĘŚCIE LUBIMY BARRDZO TYCH GOŚCI I W SUMIE BYŁO BARDZO SYMPATYCZNIE)))) ZRESZTĄ, GDYBY NIE BYLI TO ONI....
OdpowiedzUsuńinni cmoknęli by klamkę, w tych kwestiach oporów nie mam. Też nie znoszę "gości znienacka"