Zaczepiam tu wszystkich porzadnickich, którzy są hamulcowymi wszystkiego co nowe, nietuzinkowe, krytykantami do spodu.
*
Góry nie są dla każdego. Na szczęście
Trekking po fiordach też. A nawet kamperowanie. Na szczęście.
W polskie Tatry czy Bieszczady czy inne juz się nie pcham od lat kilku. Dokładnie od 2019. Wkurza mnie masa ludzka. Wkurwia głupota, wrzask, hałas i syf jaki po sobie zostawia. Tlok. I okrucieństwo wobec koni. Nienawidzę popularnych kurortów. Deptakow. tego blichtru tandetnego. Halinek odpierdilonych jak" stróż w boże cialo" ja tego nienawidzę przez całe życie. I unikam jak mogę.
Schroniska, wysiłek, walka ze słabościami, flanelowa koszula w kratkę, gorąca herbata w termosie...rozmowy istotne. Książki.
A tymczasem
Wracamy i dopada mnie to okropne uczucie smutku i końca. To niepatriotyczne uczucie rozgoryczenia, że koniec przygody i poniewierki i powrót do zgnilego kraju.
Mogę się nadal odcinać od informacji i nie wchłaniać trucizny.
Nastrój mam raczej depresyjny. Bo.jak pomyślę o tych zdewocialych wasatych idiotkach które piszą że na księdzu salcesonie popełniono zbrodnie....japierdole.

