Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 października 2026

2.Zchody na zachodniej Rodos. Kamiros

 czas kończyć wycieczkę po Zachodniej Rodos.


... i szukaliśmy winiarni, żeby spróbować i kupić flaszki do domu. W jednym z miasteczek, była profesjonalna i całkiem spora ale już zamknięta. więc zasiedliśmy w mniejszej i też było sympatycznie. Próbowałam różnych win, Pani lała szczodrze...hehe. dawała smakowite własnoręcznie dziergane przegryzki a to oliwki a to sery a to prosciutto...ale najpiękniejsze było to, że trafiłam na Malwazję, nieco zmieszaną ale jednak. kupiliśmy jedno czerwone bardzo kwalitne wino i kilka białych. Przyjaciele też, nooo pani była zadowolona. 
Naczelnik dostał znów w nagrodę bimber...japierdykam. 


no i pognaliśmy niespiesznie na zachód słońca w Pompejach. bardzo też zadowoleni 🫣

KAMIROS o zachodzie słońca smakuje najlepiej. TU.










Po zwiedzaniu zjechaliśmy serpentynami nad morze i obserwowaliśmy, jak czerwona kula znika na naszych oczach. za wyspą :-) najpierw a potem za horyzontem.
a potem w aucie śpiewał Zorba :-) gdy wracaliśmy do hotelu.
Następnego ostatniego już dnia, mieliśmy zaplanowaną motorówę i opłynięcie wyspy.





cdn czyli część ostatnia.

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Los Muchachos. czyli wjazd na Rysy ponad chmurami.

 NA DACHU ŚWIATA. przynajmniej dla mnie. 

ZDJECIA NA WINIECIE I WSZYSTKIE TU ZAMIESZCZONE ROBIŁAM JA I NACZELNIK.

Będą zdjęcia głównie. bo co tu pisać. Piękno samo w sobie się broni. a opisy często bywają kiczowate. po prostu Zaglądaliśmy z zewnątrz do Caldery w której już byliśmy wewnątrz. i wędrowaliśmy ponad chmurami...

Nie opisałam tego wjazdu wcześniej, bo wymagany był osobny post, żeby wrzucić jak najwięcej zdjęć. Otóż zebraliśmy się w piątek po pysznym śniadaniu, wysoko w góry i było jeszcze bardziej niesamowicie, niż w przypadku curwas peligrosas, bo owszem i curwas peligrosas i wysokość prawie 2500 npm. 

Także łał. panowie i panie. 

Opisałam już drugą połowę tego dnia i wrażeń, podczas karnawału w stolicy: Proxima Parda w Santa Cruz De La Palma. a teraz pierwsza połowa czyli wjazd na ichne Rysy. i zjazd. oba curwas peligrosas, że japierdolę. momentami było grubo.




Na szczytach caldery znajdują się obserwatoria astronomiczne, obfitują, bo jest brak zanieczyszczenia światłem 
więc niebo przepiękne, pełne gwiazd wiszących nisko...można "spać w takich miejscach i nocą się gapić.



poniżej ułożenie tych ośmiokątów lustrzanych odbija obraz nieba ale i ziemi





Oczywiście udało się zajrzeć do caldery ale nie udało się czegokolwiek zobaczyć. Chmury piętrzyły się, jak fale Oceanu Atlantyckiego. piękne to było, choć wiało nieprzyzwoicie. i bałam się, że nas spizga z tego murku,  co go widać za mną (i w zbliżeniu na winiecie).




wysokość szczytu prawie, jak nasz Rysy prawda? i podobno po słowackiej stronie można też prawie autem wjechać...osobiście nie wiem, właziłam jakbókprzykazał po naszej.




widzimy z tej wysokości wszystkie wyspy pozostałe, choć na wprost głownie Teneryfę. chyba.






okropne ujęcie bez nużek...no ale chmury i perspektywa były ważniejsze:-)

Jak sie wjechało, to trzeba było zjechać. no zjazd był równie atrakcyjny, z wieloma zatrzymaniami po drodze aż do samego Santa Cruz De La Palma na karnawał :-)


**
To już ostatni, zapomniany przeze mnie post z wyprawy kanaryjskiej, na drugą wyspę: La Palme. wrzucam więc po prawej stornie bloga, wszystkie w kolejności adekwatnej do kolejności zdarzeń, nie czasu pisania. czym rozpoczynam i dokańczam zapis wypraw zeszłorocznych. a było ich siedem. a państw sześć. 

czwartek, 21 sierpnia 2025

Witajcie w Macedonii.

 Z wielu zaproponowanych wycieczek, z kliku biur podróży, wybraliśmy dwie całodniowe: Kruja, Tirana, Macedonia. sami sobie pojechaliśmy do Durres i wynajęliśmy riba. I tyle. A inne atrakcje typu wąwozy, wyspy, rejsy, safari czy  rafting, odpadły. szkoda. ale taki mieliśmy klimat. Podobnie, jak w zeszłym roku byliśmy zmęczeni naszą wyprawą do Norwegii więc upał egipski był dla nas morderczy, tak teraz byliśmy zmęczeni całym cholernym lipcem ulew w domu. Z wyprawy na Północ Skandynawii i Lofoty, wróciliśmy chorzy, i chcieliśmy zwyczajnie odpocząć w słońcu.

*

A więc Macedonia w piątek.

Między Albanią a Macedonią oczywiście jest granica i trzeba stać w kolejce i okazywać paszport. wyjeżdżamy około 7ej, do pierwszego przystanku poza granicą nad jeziorem Ochrydzkim, łącznie z krótkim postojem na granicy jakieś trzy i pół godziny do czterech. Pospaliśmy, bo autokar całkiem dobrze wentylowany i miejsca leżące. 

Na dzień dobry w Macedonii śniadanie: placki w typie pankejksy do nich sos czosnkowy i aivar oraz zupa rybna. no miodzio powiem wam równie dobrej nie jadłam chyba. 


po drodze mijamy małe kościoły ? wbite w ściany skalne


Dojeżdżamy do Ochridy, gdzie czeka na nas łajba i rejs






temperatura dwadzieścia parę stopni i lekkie chmurki. Rewelacja, nic nam się do tyłków nie lepi. powiewa ciepły wiaterek. a przewodnik opowiadał bardzo ładnym polskim o historii Macedonii i o Skopje, ratowanym odbudowywanym przez wolontariuszy z Polski.

Trzęsienie ziemi w Skopju miało miejsce 26 lipca 1963 roku, w latach 60-tych XX wieku, dokładnie 26 lipca 1963 roku, niszcząc niemal 80% miasta i powodując śmierć ponad 1000 osób. Wstrząs o magnitudzie 6,1 z epicentrum bezpośrednio pod centrum miasta spowodował katastrofalne zniszczenia, a jego skutki były odczuwalne w całej dolinie Wardaru. Tragedia ta poruszyła cały świat, a Skopje odbudowano dzięki międzynarodowej solidarności.












Do pierwszej cerkiewki ? nie weszliśmy. Poszliśmy wyżej ponad nią. Ostatni raz ubrałam klapki...kurde nuszki mi wyjeżdżali z klapek. Szliśmy pod kątem. Tylko po to byśmy zaliczyli mały straganik z wiktuałami, srebrem... Nie było wody z Lichenia, to mnie obeszło. 
Ale był żółwik.
I piękne widoki.
Do następnej świątyni już weszliśmy. Zdjęć nie wolno było robić wiec nie ujrzycie wnętrza z ikonami i pozostałości po Świątyni z okresu rzymskiego. 
Przed kościołem małe forum z pozostałościami z okresu rzymskiego w postaci kolumnady, domostw, mozajek ...





Passiflora sobie rosła i owocowała





Ochrida jest pięknym miasteczkiem z małymi wąskimi uliczkami. Bulwarami i małymi knajpkami. Sklepikami. 


spędziliśmy tam bardzo miłe popołudnie. piwko, winko, jedzenie...
i powrót ale tym razem na granicy czekała nas kolejeczka. no zostawiam zdjęcie dla tych co to nie chcą unii.


Bardzo przyjemny kraj.

No i Przewodnik studiował w Polsce i kocha Wrocław :-)
cała powrotną drogę nam opowiadał nie o Macedonii, ale o Albańskiej mafii narkotykowej, która się wzięła stąd, że 6 kolesi wkręciło obywateli, rząd i ichny ZUS w piramidę finansową. 
i poszłoooo państwo wpizdu. 
Ratowali się interesem narkotykowym. biedulki.