Jeszcze w matczyźnie jeden z uczestników wycieczki zarezerwował kolację w porcie Ghalib oddalonym od naszego hotelu zaledwie 15 km, w restauracji "Hakuna Matata. Byliśmy chętni. restaurację prowadzi polka i to są na prawdę gabaryty, głównie siedzi się na zewnątrz dosłownie w porcie. prawie z jachtem na plecach. Akurat mieliśmy do towarzystwa świetny koncert. Piliśmy pyszne driny. ja Hakunę Matatę dość oryginalną w smaku i bardzo sytą. Port podobnie, jak wszystkie miasta w Egipcie jest zamykany, a wjazd i wyjazd kontrolowany. Otóż na powrocie nasz wesoły bus darł ryja że Szakalaka i nawet niektórzy tańczyli (!) ale gdy zbliżaliśmy się do punktu policyjnego, wojskowego?? bo nie wiem, byliśmy jak myszki pod miotłą a potem, to znów śpiewy i tańce. a egipscy kierowcy jeżdżą jak popierdoleni. dosłownie. ja nie śpiewałam ja byłam za trzeźwa i przerażona.
To jedliśmy i piliśmy
W porcie Ghalib byliśmy też sami z Naczelnikiem, sami wędrowaliśmy jego wąskimi uliczkami, oblepionymi sklepikami i natrętnymi sklepikarzami. Tym razem wybraliśmy knajpkę tubylczą. Ale tylko piliśmy, Naczelnik soki, bo rano miał plany nurkowe, ja nareszcie porządną caipirinię. Wiadomo, jak to z tymi drinami hotelowymi jest, no pić się nie da. Chyba tylko raz sobie pozwoliłam, bo mi w miarę piniakolada wchodziła i się udoiłam piniakoladą. Wstyd. Jedynie piwo było smaczne. Natomiast moim osobistym dramatem okazało się wino (A FUJ) w smaku octowe, biały ocet. A czerwone jeszcze gorsze.
Ale cóż było robić przyzwyczaiłam się... z obrzydzeniem i piłam ten biały wywar z octu.
[Warto dodać, że mieliśmy tym razem własny alkohol, który trzeba było wypić dla zdrowotności. Żołądkowa gorzka i łycha. W związku z tym żadna zemsta nas nie zmieliła]
(zdjęcia z naszej hotelowej mariny, pomostu)W porcie robiliśmy zakupy, postawiliśmy na kolor i zapach : przyprawy na bogato, ogromne kadzidła, kawa, olejki do smarowania, drobne upominki i Naczelnik targował arafatki Wszystko trzeba targować. nie ma innej opcji, bo cię oskubią do gołego. Jednakowoż odechciewa się robienia jakichkolwiek zakupów. mnie targowanie żenuje, nie bawi. Ale po raz pierwszy w Luksorze się rozkręciłam. i stargowałam alabastrowego kota z 80 dolców na 20. i w ogóle gdybym miała czas i miejsce w walizce, to bym pobiła rekordy życiowe i zakupowe. taka to była wyjątkowa sytuacja [goronc tak na mnie działa i wkurw z nim związany].
(przepiękny kicz)
Zawsze myślałam, że tylko tak zwani "polscy poligloci" przesiadują w tych hotelach na pustyni i miałam rację. Cała obsługa hotelowa zmuszona jest dukać po polsku, rezydent biegle po polsku, wycieczki z przewodnikiem po polsku....poza utarte schematy i trasy nie wyskoczysz. no i te hotele do złudzenia mi przypominają ruskie getta na Cyprze. coś okropnego. Więcej nigdy w życiu do czegoś takiego nie pojadę... nawet dla towarzystwa, ja nie cygan wieszać się nie zamierzam. ale rozumiem, że to jest opcja dla polaków, którzy zapłacą tyle samo w matczyźnie...a przynajmniej zocha ze zdzichem trochę świata zobaczą, jakieś łuski z oczu spadną. może!?
[na lotnisku patrzyłam na cos tak niewyobrażalnie durnego, w wydaniu męskim i damskim, w wieku okołotrzydziestki, że nie wierzyłam własnym oczom i uszom]
Tylko jednego nie rozumiem, dlaczego tak tłumnie walą do tych "brudasów"???
[ no i trochę mi wstyd, gdy patrzę jak za przeproszeniem żrą...i czują się Lepsi. a jakże. są wrzaskliwi, jak nieprzymierzając ci mityczni fstrętni Niemcy]
Tak, w Egipcie jest syf. i brud. ale to my turyści powinniśmy po sobie sprzątać tony plastiku, leżące tam dosłownie wszędzie. Zakopywane na pustyni zaraz obok mumii. signum temporis panie, po starożytnych zostały miliony mumii a po współczesnych tony plastiku...
jeszcze większy kiczno i klika migawek z samego hotelu
Owszem wypoczęłam, polegiwałam w pięknych okolicznościach przyrody, czyli głównie na plaży w cieniu czytając, ale też w basenie, bawiłam się też przednio, jadłam dobrze, bo jedzenie było bardzo smaczne i bardzo różnorodne. Zwiedziłam Luxor, zespół świątynny w Karnaku i Miasto Umarłych głownie Dolinę Królów...ale to jest dopiero Początek.
Zamierzam tam wrócić poza utartymi szlakami itaki, tuja, korala czy innego molocha. robiącego przemiał. Bo okazało się, że można. DASIĘ. jeśli masz pieniądze Wszystko się da. Zarezerwować hotel w Luksorze, Aleksandrii czy Kairze, podróżowanie do Gizy, Sakkary do miasta kotów, nekropolii kotów w Bubastis, do Achmim nade wszystko. Zobaczyć porządnie Egipt Górny i Środowy i malaryczną Deltę. Jeszcze raz trafić na pustynię. spłynąć Nilem. W Egipcie interesuje mnie historia i historia sztuki. Zawodowo. i cóż wychodzi na to, że wszystkie ferie zimowe spędzamy w Egipcie :-))
Na zdjęciach oczywiście nurkujący Naczelnik. Nurkował w dwóch miejscach czyli widział dwie rafy z tej pozycji.. ale snurkował na trzech.
Dla mnie Odkryciem zupełnie niezwykłym było oglądanie rafy koralowej. Naczelnik nurkował a ja się odważyłam wsadzić łeb pod wodę. ....bogowie egipscy co za przeżycie. Inny niezwykły świat. Oniemiałam. Znów wyszłam poza strefę komfortu. kolejny raz jestem z siebie dumna. Podglądanie podwodnego świata jest Ekscytujące na równi z wykopaliskami, pałacami, świątyniami, sfinksami o baranich głowach i mumiami.
można było zobaczyć i dotknąć nie tylko ryb ale ogromnych, jak blat stołu żółwi, zobaczyć delfiny :-) ale i ...rekiny, na szczęście trzymały się dość głęboko.
tu snurkowałam ja,










































