APDEJT
Dotyczy hotelu, bo mnie Naczelnik sprawnie skorygował, w kwestii porównania do RIU na Wyspach Zielonego Przylądka. otóż tam był osobny hotel dla 16plus. do którego bez opaski nie weszłaś z innego RIU. a tu w La Palma Princess jedynie część wydzielona dla dorosłych bez dzieci. no i mocno zredagowałam tekst, jednak. dla zainteresowanych.
*
no kto by pomyślał, że mnie znów rozłoży...
Spadło na mnie nagle, nagle poczułam się chora, podziębiona, było mi zimno i miałam dreszcze...boo przemarzłam we wtorek i doprawiłam się w czwartek. i pozamiatane. długo nie czekałam. w zasadzie. Wczoraj wróciłam wcześniej, pochłonęłam tony wit. C i zakutana w pielesze zasnęłam na 2 godziny. Na noc zaaplikowałam teraflu zatoki, bo kaszel, kichanie i gil. mój ulubiony zestaw. normalnie. zapewne mnie dopadło bo złym człowiekiem jestem i wysyłam w kosmos dużo złej energii. to mi kosmos oddaje :-D
[jak słyszę, i czytam takie pierdolenia, to nawet mojemu nożowi w kieszeni cyce opadają]
i nie ma to nic wspólnego ze spadkiem wagi(przybrałam na wyjeździe a teraz spadam) nadal kiepską odpornością jednak, mimo probiotyków, oraz tym, że mnie zwyczajnie przepizgało.
a Przecież już swoje chorowanie zimowe odbębniłam, przeleżałam z zarazą cały tydzień lutego, przełaziłam dwa, potem dbałam o siebie, żeby mnie do samolotu wpuścili. Potem była Wyspa i nie było klimy. dużo dobrego ciepła i słońca, owszem w tym kabriolecie parę razy nas wyszarpało ale nic nam nie było. pomimo zmęczenia. i dużej ilości wina, które odstawiłam przecież pół roku wcześniej, Bo przygoda, bo wakacje, bo WYBITNIE dobre jedzenie. Jadłam na prawdę dobrze i dużo. byłam szczęśliwa i miałam dużo dobrych emocji. Jedzenie zapewne czyni nas odpornymi na sporo zaraz. Teraz nie jem za dużo, waga która przybrałam leci...to i odporność spadła. kalorie wyliczone a dieta urozmaicona i pomimo to. ech.
*
Hotel LA PALMA PRINCESS
Jedzenie w tym hotelu podobnie, jak warunki były zbliżone do naszej ulubionej sieci RIU z Wysp Zielonego Przylądka. dokładnie z wyspy Sal. ale tak sobie myślę, że nic jej nie przebije.
nie będę sie rozpisywać, że jedzenie było urozmaicone, pyszne, świetnie podane...i powiem tylko, że na koniec pojawiły się krewetki, wreszcie, nareszcie i że każdego dnia obok innych owoców jadłam banany w końcu, to bananowa wyspa.
i było dużo szparagów.
Hotelowe klimaty, bo serdecznie ten właśnie hotel polecam : La Palma Princess
widok z tarasu, gdzie głównie jedliśmy
a tu dwa ujęcia z dziedzińca, przed główną restauracją, widać z niego dokładnie krętą drogę, która pokonywaliśmy każdego dnia. Na zbliżeniu widać autobus. Tak wiem, że kadrowanie fatalne :-))
przyłapane na plotach podczas degustacji srana
Zarówno architektura, pokój, jak i widok, oraz miejsce posiłków, że na tarasie z pięknym widokiem na Ocean, wulkan i bananowce, wszystko było z wysokiej półki.
Strefa 16plus bez rodzin z dziećmi, to jest komfort nie do przecenienia. Cisza, śpiew ptaków i zero animatorów! tak było tu. Przejścia oddzielające naszą strefę były normalnie zamykane na kartę. w Riu, owszem nie były, bo RIU był osobnym hotelem dla dorosłych ;-)
Wszystkie baseny były częściami wspólnymi, czyli animatorzy darli ryje ale animatorzy dla dorosłych ... bo Sal to Zabawa, Taniec, Taniec Taniec. Na la Palmie w hotelu mieliśmy w naszej strefie kilka basenów do dyspozycji tylko dla 16plus, bary z alko i przekąskami. Ale większa część hotelowa była wspólna z rodzinami z dziećmi.
no i nie mieliśmy plaży. po tej stronie wyspy raczej dominowały klify. nie mogliśmy więc spędzać godzin nad Oceanem. Byłoby to marnowanie czasu, trzeba zwiedzać wyspę, chodzić po wulkanach, jeździć serpentynami...
urządzono więc sztuczną plażę z białym piaskiem, bo na wyspie tylko czarne plażeTu widać dobrze ten komfort basenowy z pozycji śniadania przy basenie, na wiklinowych kanapach, bo pod koniec pobytu tutaj lubiliśmy zaczynać dzień
dwa ujęcia z nadbasenu z podgrzewaną wodą na góry i na ocean późnym popołudniemMiejsca wspólne czyli plaża, boiska do siatkówki, nożnej, tenisa, skwery z jogą czy strefa SPA z masażami, siłownia...
[zdjęcia ze strony hotelu]Wszędzie czysto, superczysto, wszystko zadbane, na poziomie. nie mam żadnych uwag. i pomimo, że to jest na prawdę duży kompleks hotelowy, to było bardzo kameralnie i dużo ciszej niż na Sal. no ale Sal to też taniec i szaleństwo :-)
oraz odnoszę wrażenie, że jednak żaden hotel nigdy nie odbierze RIU palmy pierwszeństwa.
powiem więcej, żaden hotel nie ma startu. ale co kto lubi. Jedynie specyfika miejsca może wpływać na odbiór i wpływa, na Sal Taniec jest bogiem więc w hotelu też imprezy taneczne, tańce do rana, koncerty, występy. wszystko na poziomie.
W La Palma Princess dużo spokojniej, ALE za to wyspa znacznie ciekawsza. w hotelu siedzieliśmy dużo mniej. a i tak wszystkiego nie zobaczyliśmy.
[Na obie wyspy bym wróciła teraz zaraz, ale na La Palmę bardziej. pojechałabym za to na inną wyspę Zielonego Przylądka i tym razem rejsem katamaranem.]
Do pokoju z widokiem na zachody słońca musieliśmy dopłacić.
i nie żałujemy...
Ostatni i Pierwszy zachód słońca
i jeszcze kilka ujęć w dniu wyjazdu, kiedy to bardzo skiepściła się pogoda. Potem cały tydzień lało....no współczuję serdecznie tym którzy przyjechali w sobotoniedzielę, głównie dunom :-p Przez ich wysoki sezon na Kanary, w ostatni wieczór i ranek musieliśmy odstać w długiej kolejce do jadalni.Podsumowując, wybieramy zawsze hotele i części wydzielone dla 16plus, właśnie od wyjazdu na Sal. komfort odpoczynku jest nieporównywalnie większy. a jeśli chcesz poszaleć na zjeżdżalniach, to zawsze możesz. Owszem ceny są wyższe. ale coś za coś.
[mnie wystarczyło lecieć w samolocie z rodzinami polskimi przez 5 godzin]
Jeśli ktoś jest zainteresowany hotelem RIU na wyspie Sal, po prawej stronie bloga są zdjęcia i posty, i jest opis całej wyprawy a dokładnie TU hotel.
Jeszcze została mi do opisania nasza wyprawa na szczyt wulkanu.
ps
no więc leżę...i zdaje się tak spędzę łikend.
Ostatnio myślę intensywnie o tatuażu, chcę mandalę.