wtorek, 14 lipca 2026

booo

 nie ma mnie Tu, bo żrę czereśnie i jeżdżę na rowerze :-)



ten pan niepodzielnie króluje pod płotem.






a w ogrodzie to tak, 

jedno przekwita a drugie rozkwita i kwiatuje. Barwy zmieniają się na dominujące żółte, i pojedyncze fiolety. a następnie fiolety zdominują ogród. aktualnie kocimiętka. Gruchną lilije, prawie trzy metrowe drzewa, okolone czymś żółtym okrywowym. 

gdy patrzę z dołu na lilije drzewiaste, to taki widok

Wszystkie duże liście funkii w donicach wielkich ceramicznych, kwiatują we fioletowych kolorach a potem długi szpaler mięty i melisy zakwitnie ...


 A tymczasem leżę pod czereśnią, dosłownie, jej dolne gałęzie kładą się na trawie...




postanowiłam jednak nie robić powideł, bo wtedy bym musiała je wybebeszać i mogło by się okazać, że są robaczki tłuste i ruchliwe...więc po co mi to wiedzieć?
Także wolę nie mieć przetworów, niż zaprzestać pożerania czereśni
 [oj tam, ludzie się oszukują w znacznie poważniejszych sprawach].

 jutro potargam siatę do teatru oraz podzielę się z ptakami.


i nie ma mnie Tu, bo mam ciągle jakieś sprawy do załatwienia, na przykład Medycyna pracy...kurewa,

Gdyby ktoś mnie dziś spytał, co by mnie przekonało do rzucenia roboty wpisdu, Dziś na pierwszym miejscu byłaby medycyna pracy właśnie 😤😤😤

 Tak, ja wiem, że to co dwa lata ale czas w tej akurat sprawie leci jakoś szybciej ?!🙄🫤

Musiałam się zwlec o 6ej, a dziś akurat spało mi sie wyśmienicie. no czy to nie jest jakaś kpina??

Nieprzytomna zapomniałam, że mam nasikać do pojemnika 😩🙄choć go postawiłam na wysokości mojego wzroku, gdy akurat sikam ... hmmm.

No nic. 7.15 się zameldowałam w szpitalu. spóźniona. skruszona, bo bez sików. ale to nic nie szkodziło, jak się okazało. przede mną był wywiad, pobranie krwi, i okulista...a z psychologa i testów się wykręciłam, przekabacając pielęgniarkę, bardzo sympatyczną, że dopiero co miałam i że nie ma terminu, a więc bezterminowe są te ostatnie testy (co to mnie w tej szafie zamknęła psycholożka i dostałam ataku paniki).

Lekarz się nie przyczepił, więc oszczędziłam jakieś trzy godziny? a zmitrężyłam na badania i głównie siedzenia pod drzwiami cztery. skończyłam kryminał Piotrowskiego i zaczęłam ostatnią część z Lutą. 

Cukrzyca mi nie grozi. 

... największy tłum i kotłowanina pod gabinetem onkologii...

Potem pojechałam sobie na kawkę i crłasanta maślanego oraz do Castoramy. zakupiłam różności. do teatralnego gabinetu fajną stojącą lampę w typie szwedzkim, czarną. ziemię do kaktusów. nie kupiłam żaluzji, niestety. 

za to  

dywanik etniczny bawełniany. w typie : kilim. na podłogę lub na ścianę


[wersja dogórynogami]


i druga strona

skarpetki podziwiacie?


Tak, czas już na wiśnie, więc do końca tygodnia musimy je zerwać i wpakować do słoików.

*

Na starym moim rowerze jest siodełko całkiem wygodne ale nie pasuje do nowego, za to nakładka żelowa owszem 😃


poniedziałek, 13 lipca 2026

o rowerze.

 nooo soboto-niedziela nie poszła po mojej myśli w ogóle. ani ciut. ciut. w chałupie sajgon, jedynie taras zrobiony. zielenina nadal w nieładzie. a pałki z lidla nadal nie wszystkie wsadzone....i chyba dokupię jeszcze. 

W sobotę rano poganialiśmy po sklepach rowerowych. (potem tradycyjnie wet, więc Ciri jeździła z nami).

Siadałam na różnych rowerach, nawet na składaku, choć po "Wigrach, żywię niejaki niesentyment do tych odmian. rowerowych. ale składak elektryk był całkiem fajny i miał bardzo terenowe opony. W oko wpadł mi inny. Bardzo stylowy, czarny, surowy. nie było mojego rozmiaru czyli S i damki nie było, co nas zawiesiło w decyzji. cena też raczej zwalała z nóg. Dałam sobie czas. i Naczelnik znalazł w internetach model ten sam w rozmiarze S i już nie w samej czerni, tylko czarno-biały ale skoro 4tysie tańszy...no to wiadomo. warto zobaczyć i pewnie kupić. 

[Rower elektryczny miejski SCOTT Passage 30 Slope, z systemem Boscha, mogłam go szarpnąć. czyli waga najniższa, jaką tego dnia targałam. były i takie, których nie oderwałam od podłoża. a nie tanie] 

Tak, dopiero teraz się przyłożyliśmy do rekonesansu rowerowego. bo w obliczu niefajnych ostatnich dwóch tygodni, kwestia zakupu roweru spadła do samego ogona zapotrzebowań. dwa tygodnie nie miałam na to czasu, głowy, serca i siły. 

Pan od roweru czarno-białego umówił się z nami w niedzielę, w jego sklepie. ale w innym mieście. nooo i urządziliśmy sobie wycieczkę krajoznawczą. całodniową, jak się okazało. 

W sobotę, gdy kładłam się spać jeszcze chciałam jechać po ten rower, ale w niedzielę, gdy się obudziłam miałam wątpliwości ...podzielał je ze mną samochód Naczelnika. Jednak Naczelnik mnie przekonał, że nie wykończymy psa Ciri tą wycieczką, że będziemy często stawać w lasach. Zebrałam się, wymyłam włosy, umalowałam i ...auto naczelnikowe odmówiło współpracy, ani nawet nie westchnął.

 Pomyślałam, że to znak, iż nigdzie jechać nie powinniśmy ale mój chłopak jest uparty i pożyczył auto od sąsiadów. i pojechaliśmy. na blacie było 27 stopni, skoda dostała kopa na trasie. bo lubi gdy ją ktoś wreszcie w terenie przegoni, lasy pachniały sosnami, ciepłem i latem.

Pan sprzedawca przemiły, pasjonat...gaduła i nas zagadał. mnie poległo po prawie 3 godzinach pobytu w sklepie...W całym moim życiu nie spędziłam tyle czasu w żadnym sklepie.

Oprócz wyjaśnień, przejażdżek, omawiania, tłumaczenia, ustawiania roweru pode mnie: kierownica, siodełko, pedały...tłumaczenia lewego panelu na kierownicy, przymierzania kasku, omawiania zapinki, wybierania pompki i wielu historii, pan nam zaproponował obiad w pięknych okolicznościach przyrody :-) w dodatku, że pojedziemy wszyscy na rowerach (Naczelnikowi pożyczy na wycieczkę jakiś sklepowy, niech sobie wybierze który chce) auto zostawimy pod sklepem, rozdziewiczymy mój rower...i jeszcze pogadamy. 

Musiałam mu wyjaśnić, że pies raczej na rowerze nie pojedzie...

Okazało się, że jeszcze potrzebne mi nowe siodełko, i koniecznie sakwa i ... 🙈sandałki?? kalesonki?? kurteczka ?? odblaskowe. ludzieeee nie dajmy się oszaleć. przecież. nie zamierzam się zapisywać do grupy rowerowej. ale sakwy owszem zakupię, bo rowerem zamierzam jeździć do teatru. 

I bylibyśmy nawet nadmiernie ukontentowani, stylem sprzedaży gospodarza na prawdę, bardzo przyjacielski, profesjonalny, gdyby nie 40 minutowe szukanie ładowarki do baterii, papierów...i kluczyka do schowka na baterie. którego nota bene nie znalazł... gdy mi już dupa odpadła od siedzenia, a łeb się zagotował na słońcu przed sklepem, zaproponowaliśmy, że niech dośle, gdy już znajdzie ten kluczyk, bo my już musimy wracać !!!  a pan na to, że on w ramach rekompensaty nam te obiady postawi w tej zajebistej knajpie. 

Powiem wam, że mi wkurw przeszedł, bo chłop na prawdę przejęty i sympatyczny i niespodziewany w realu ale skorzystać z zaproszenia już nie mogliśmy. Przed nami było kilka godzin jazdy, pies ze szwami, i pożyczone auto...obiad tez gdzieś szybki zjeść wypadało. więc pomknęliśmy.

trzeba było jeszcze auto wymyć i oczyścić przed oddaniem. We wsi zrobiłam rundkę, potem Naczelnik i sąsiad...i połowa wsi się cieszy, że kupiłam ten rower ;-)

Wróciłam wymiętolona, obolała i dziś jeszcze czuję ten wczorajszy dzień w kościach i mięśniach. a zwłaszcza boli mnie dupa. jeżdżenie bez nowego miększego siodełka wykluczone.

Naczelnik planuje oddać swój rower do profesjonalnego przeglądu i będziemy śmigać razem, po okolicy. nie mam siły nawet zrobić zdjęć...i już zbieram się do teatru. 

blogger znów robi fakapy ostatni mój post się zawiesił. na amen. ech.


sobota, 11 lipca 2026

o tygodniu pod "zdechłym psem" i złym samopoczuciu...

 z tym Rodosem, to jest tak, że owszem cieszę się ale jednocześnie już czuję, jak mi się chłodnica gotuje. nie zamierzam już raczej uczestniczyć w wyjazdach sierpniowych na południe Europy do Azji lub Afryki... to jest czyste wariactwo a nawet szaleństwo. ... robić takie plany grożące wylewem, gdy rzekome ocieplenie klimatu miesza, pali, zalewa huraganuje. trzeba będzie wybierać pory chłodniejsze. do podróżowania. i zwiedzania. 

poza tym Minionki, nowe "Minionki i potfory, jak zwykle wspaniałe, a zwłaszcza, że to historia kina, a więc śmiałam się w kinie najgłośniej :-))

[szykuje się też nowy Shrek, co mnie bardzo cieszy. tak więc ewidentnie cieszą mnie głupoty]

Spanie na raty uniemożliwia mi robienie rzeczy kreatywnych. serio. serio. niech to się skończy. wracam do tabletek i melatoniny. koszmar jakiś konieczny do uregulowania. ale jednocześnie słucham swojego organizmu. chce spać, to proszę bardzo : przespałam cały piątek z przerwami na prace. i finał historii "Downtown Abby. 

w czwartek wypiłam w tym kinie kubeł kawy za darmo, i pewnie dlatego wypiłam, i cały dzień mnie muliło...a na noc się klasycznie wyrzygałam. i zasnęłam z bolącym żołądkiem i bolącą głową...w piątek czułam się jeszcze gorzej, zmiętolona i wykończona, jakby mnie coś brało. tfu tfu. 

i piątek przepadł w zasadzie. zjadłam jednego naleśnika i kilka czereśni. 

A czereśnie popekały...na drzewie ale nadal smaczne. czerwienieją. Ktoś kiedyś mroził czereśnie?? pamiętam, że ostatnimi czasy gdzieś czytałam o robieniu soku czereśniowego? proszę uniżenie o sposoby przerobu czereśni, bo ja ich nie przejem. rozdamy oczywiście ale i tak tony są na drzewie.

no i dochodzą wiśnie. może dziś je pozrywam i zasypie. i zrobię małosolne. i nieco ogarniemy ogród. i dom trzeba, bo mamy zaległe wizytacje :-) zdawna umówione.

To był zdecydowanie tydzień pod "zdechłym" psem i kotami. Ciri każdego dnia podróżowała do weta a koty na zmianę, Maniek na szczepienie i Lucyna osobno. Okazało się że PannaLucynka ostatni raz była szczepiona w 2022 roku🙄  no nie ma dramatu. ale raz na kilka lat trzeba. 

[zwłaszcza trzeba dla kontaktu z przychodnią, samochodem, bo Lucyna nie wytrzymuje ciśnienia i sra do transportera. co doprowadza do rozpaczy Naczelnika.]

Podobno od dziś upały. no czekam czekam 🫤😤z utęsknieniem, na razie mi zimno. i w domu i w teatrze marznę. chyba mnie coś serio bierze. jakaś taka rozdygotana jestem. i skupienia brak. 

i Murakami leży odłogiem. konsekwentnie słucham "Imienia róży przeplatanego z Piotrowskiego " Prawem matki. sporo przesypiam i muszę cofać.

i Duolingo nadal leży odłogiem... kurczak zdycha

.

.

.

Miałabym takie życzenie, żeby mieć miesiąc wakacji w domu i miesiąc wakacji na wyjazdach. cięgiem.


czwartek, 9 lipca 2026

opanować chaos.

 Mój informatyk powinien mnie pizdnąć w łeb. i nawet bym nie protestowała. 

[nie opiszę jednak tej klęski, bo nie jestem zadowoloną z siebie paniusią]

Kolejny raz to samo. tłumaczy mnie jedynie zmęczenie. i zawieszenie myśli gdzie indziej. Przestrasza świadomość, że kiedyś utracę wszystkie pliki...

*

W życiu moim przeginają czasowniki : porządkuję, zaczęłam, oglądam, praktykuję, szukam, siadam, medytuje, kupiłam, wyniosłam, zawaliłam...uciekłabym. czuję.

Coś się zmienia w pogodzie. ale nadal wieje. Słońce dziś od rana i Zapach lata nareszcie. może nie wszystko zgnije albo wpierdolą ślimory bez domów.

Szukam i zakupuję ramy i antyramy. do oprawy prac i zdjęć. zarówno w domu jak i teatrze. Porządkuje przestrzeń...to jest priorytet. wyciągam też zdjęcia oprawione do powieszenia. i prace. dawno temu skitrane tymczasowo. wiadomo. nigdy nie było dość czasu. 

Z Ciri lepiej, codziennie jeździmy do weta na zastrzyki i zapalenie skóry opanowane a rana się goi. konsekwentnie. z Mańkiem też dobrze, przytył i się unormował. za to wrzeszczy, no wrzeszczy, jak nigdy.

My jednak jesteśmy koszmarnie zmęczeni.

uciekłabym stąd...

[i dlatego każdego ranka siadam na macie. praktykuję i medytuję. inaczej stupor i depresja]

Kupiłam nowe okulary. 

Wczoraj skończyliśmy drugi sezon serialu "Cztery pory roku, no na prawdę go polecam. 

zaczęłam "Siostry na zabój, że w Dublinie i że sama osobiście bym te mendę mężowską utłukła, i żeby konał w męczarniach. 

jakiś czas temu Zaczęłam dwa swetry?? no w każdym razie leży robota odłogiem. 

Odłogiem leży też filcowanie...

W kwestii ciuchów, szmat wszelakich potrzebuję konsekwencji. aktualnie mam zagwozdkę, bo bym wywaliła do teatru ale zaraz będę szukała wkurwiona na siebie, że wyniosłam. zawsze tak jest. a jednak czuję, że muszę wynieść. wali mi się na łeb już to wszystko. a ubrać się nie ma w co 😜

Strasznie zawaliłam duolingo. 🙈aż mi wstyd. muszę wskoczyć w koleiny.

Przed nami koncerty bardzo dobre, tuż przed wylotem na Rodos. i tego się trzymajmy. 


środa, 8 lipca 2026

Pod górkę.

 

Przespałam noc w prawdzie za krótko  ale zawsze to lepiej niż jej nie przespać.  Jak wczorajszej. Ciri ma rane na pół psa plus przyplątało się ostre zapalenie skóry...pomimo antybiotyku. Wet sie zdziwił. Dostała sterydy na świąd i ból...

Jestem zmęczona. Słucham "Imię róży, Eco. Nie wiem po co.  Bo Murakami leży. I kwiczy.

Dziś rano zaprotestował laptop. ...Piszę na tablecie, czego nie lubię. Dobrze, że informatyk na miejscu. 

Przestało lać. Ale nadal wieje. Miało być goronco, upalnie i w ogóle. A jest jak zwykle. Rzygam już tą pogodą. Jak nie zamrozi, to wysuszy, żeby na końcu wygnić, czyli historia wybijania kwiatków, owoców i warzyw w kraju tutejszym. 

[Podobnie jak rzygam, wprawdzie rzadko, zjebanym trollami. Pragnącymi mojej uwagi. No nie ma i nie będzie...chyba, że się nudzić zacznę, to wtedy wyeksponuję w odpowiedniej oprawie, te zapisujace się w mailch wypociny]. 

Nie mam nadal czasu na odpoczynek i na głupoty.  Ale widocznie nie czas jeszcze odstresować się jeszcze. W teatrze trzeci dzień warsztatów. W domu zaczęte wybebeszanie powolne. 

Podczytuje jednego bloga i myślę sobie, że grunt to być z siebie zadowoloną. I traktować siebie lajtowo i wszystko obracać w żart. Nawet własną głupotę. Mało tego zrobić z niej atut. Sublimować swój świat z pozycji bohaterki komedii romantycznych . Ale za to jest się szczęśliwym. Oh jaka ja jestem fajna. Wprawdzie zawsze coś spierdolę...

Jakoś mnie nie ciągnie do polityki i tej tutejszej i tej o szerszym zasięgu. I oby tak zostało. Bo to już nie jest trendy. To jest oznaką dziaderstwa. Trendy jest mieć na wszytko wywalone. 

Czas na jogę. I medytacje.


 


poniedziałek, 6 lipca 2026

Czas czereśni.

 


Gdybym mogła, to bym zrobiła zdjęcie, gdy leżę na trawie pod czereśniowym drzewem i zajadam się nimi z pozycji leżącej. to mój ukochany owoc. najlepszy. ale nie mogę, bo trawa jest mokra. podlewa nas co jakiś czas. 

niech znów wrócą upały, nie chcę się ścigać z procesem gnilnym.  

Czas czereśni, to zawsze dobry czas. a ja od wielu lat tylko częściowo spędzam go w domu.

Tymczasem wczoraj czyli w niedzielkę miałam poranny dyżur przy dwóch małolatach trzylatce :-) i dziewięciolatce. Trzylatka mnie doprowadziła do łez...ze śmiechu. urrrocza była do schrupania. w tym wieku, to najlepsze wydanie dzieci.

Rano praktykuję jogę w mojej sypialni. staram się codziennie siadać na macie, choćby tylko po to, żeby się rozciągnąć. Zabiegi na twarz funduje sobie raz na jakiś czas (też w domu) a kobido staram się raz w miesiącu. Masaż ciała raz w tygodniu. Nie, to nie jest ani luksus, ani obsesyjny strach przed starością czy obsesja dobrego wyglądu, jak mówią osoby, które wszystko spłycają. 

Starożytni Grecy dbali o równowagę, harmonię : piękne ciało i piękny umysł a więc i zdrowa dusza.

Szukam spokoju. szukam równowagi. ale nie odpuszczam szaleństwa. a może to szaleństwo nie opuszcza mnie. 

Na powierzchnię moich wspomnień i relacji ciągle wypływają takie, które uporczywie usiłują przypomnieć dobre fajne historie. miejsca za którymi tęsknię i ludzi za którymi tęsknię. a nocami niewiemktórędy dostają się te mroczne. Wybudzają. 

Koncertowe spotkanie wczorajsze, to były cudowne Wspomnienia.

Tegoroczny Festiwal folkowy w Swołowie odbywał się w namiocie. niestety. bo jest to miejscówka wyjątkowa też ze względu na widoki...zapachy ...Koncert Adama Struga :-) zalał mnie falą wspomnień najpiękniejszych. i muzą do tańca i do różańca. a w sobotę były "Tęgie chłopy i afterpary do samego rana w gospodzie:-)




Siedziałyśmy we dwie z Kesi popijałyśmy wyjątkowe pyfko  Bałtycki dziad osiągalne tylko w Swołowie i nie mogłyśmy się nagadać. 
[Naczelnik pojechał z psiną do domu. po to żeby wrócić zaraz po koncercie a pajonczek się z kimś zagadał.] 
Potem wylądowaliśmy w pewnej wiejskiej chacie, zamiast w karczmie...





budynek bramny i wyjazd prosto na staw owalnicy.


Ochłodziło się. ale daliśmy radę do nocy na tarasie. z pasami i kotami. potem umówione kolejne spotkania. ja się cieszę na warsztaty. 


sobota, 4 lipca 2026

Zaakceptować. w lipcu.

Z czwartku na piątek Wieje i leje od nocy. 

i cały piątek właśnie taka chujnia pogodowa. znów ogarniamy taras z Naczelnikiem. wnosimy i zabezpieczamy. pomidory wyłażą z donic. pampasy połamało. 

dobry taki deszcz ulewny, bo już było go potrzeba. tylko po co przy okazji wichura?

niebezpieczne podmuchy?

w Orzechowie plaża znikła była. była.

Nie tylko u nas taka sytuacja. czytam z ogromnym zaciekawieniem blog Li i o jej domu w Kalabrii. i tam też nieciekawie. choć i tak bym chciała mieć dom w Kalabrii :-)

[chyba namówię Naczelnika na podróż do Włoch we wrześniu, może kamperem? aż do samej Sycylii. zamiast Bałkanów. on się owszem stawia, bo woli Bałkany.]

W czwartek Włączyłam wypał i jest to pierwszy rozruch pieca po pracach remontowych. pierwszy wypał na biskwit. ale ważniejszy będzie ten o szkliwieniu. a on jeszcze przede mną. i się przekonam czy sama dam radę zaprogramować ten piec czy jednak ściągam specjalistę. 

W piątek Poszłam do pracowni a tu alarm wyje i znów piec stanął ...wentylator padł i być może piec znów się przegrzał, bo tak pokazuje error 5 ALBO zawołam profesjonalny serwis. dosyć tego. wkurw mnie prawie nie udusił. 

Wczoraj znów telefon w sprawie propozycji pracy, w placówce średniej. stawka podwójna za godzinę. godzin kilka. jeden dzień w tygodniu, urlop na życzenie...zero rad szkoleniowych...niech tylko się zgodzę...pod samym teatrem, ot wyskoczę w czasie teatru, i pogadam o historii... 

No coraz ciekawiej się robi. 

*

Niektóre wydarzenia mają ogromną siłę rażenia...napisała pani Tablica o. jest ona dla mnie bezapelacyjnym drogowskazem, jako psychoterapeutka i z ciekawością czytam zarówno jej wpisy, jak i komentarze. 

i tak sobe też coś przypominam, niekoniecznie od niej, może z innych źródeł, że wszyscy mamy jakieś okoliczności i incydenty i coś nas gniecie. i nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo się wżarło. i zżera.

Ja natomiast cały czas o tym samym, cały czas !! jakby ktoś nie wiedział, to ścierpieć nie mogę Narzucania Jedynie Słusznej Drogi i Myślenia. Serio. reakcje mam zapewne niewspółmierne do przewinień ale nie odpuszczę. nigdy. nie umiem.

i nie oczekuje ani wybaczenia, ani zrozumienia. choć dobrze by było, gdyby wszyscy byli świadomi siebie i swoich pokaleczeń😜:

...a psychoanalityczny będzie próbował zrozumieć (często nieświadome) powody takiego zachowania, uczucia z tym związane, wzorce z dzieciństwa, może nawet próbować to zrozumieć jako nieświadomie prowokowane zachowanie innych – np. obronę przed bliskością i tak dalej. Sednem tu jest zrozumienie dynamiki i symboliki świata wewnętrznego.

(fragment wyrwany z kontekstu, ważny dla mnie)

*

właśnie Kończę "Ciemno prawie noc. i trochę się identyfikuję z siostrą ...

poza tym zmieliła mnie ta książka emocjonalnie. chyba najbardziej ze wszystkich książek Bator. 

Ciri lepiej, goi się ta wielka rana, każdego dnia wizyty u weta i dwa zastrzyki, dziś ostatnia. i przechodzimy na tabletki. 

Maniek nadal wkurwiający.

Szybko zleciał ten tydzień, te 5 dni. w zasadzie załatwiłam wszystko co planowałam, w poniedziałek idę do laba z krwią. byłam u nowej doktorki. 

Wykupuję miarowo pałki w Lidlu.

Dziś z uwagi na pogodę posprzątam kuchnię i lodówkę. włączę pranie, widomo. 

 i będą przede wszystkim zabiegi na twarz i relaks. jutro koncert i ploty z przyjaciółką.

ps

Wczoraj obchodzono 4 lipca w Redzikowie. Naczelnik był jako strażak, i powiadam wam babki i babkowie było więcej organizatorów i amerykanów, niż chętnych do świętowania razem z nimi. Nie do pomyślenia te kilka lat temu, gdy bazę zakładano a i pewnie jeszcze zanim trump został prezydentem też nie do pomyślenia. 

poza tym ciągle nie wierzę, że już lipiec.

czwartek, 2 lipca 2026

Kurwamina.

APTEJD

nigdy o nic nie proszę, sama pomagam, gdy tylko mogę ale teraz podpisuje się pod postem Li

Fundacja https://czlowiekdlazwierzat.org/  potrzebuje wsparcia.

*

a więc w domu jest smutno i w powietrzu wisi Troska. o Ciri i o Mańka, kota, który tymczasem wyprowadził się z domu do sąsiada, bo panicznie boi się tego co się stało z Ciri. pamięta swoją operację zaledwie pół roku temu. i pamięta ten zapach, który teraz gęstnieje w naszej chałupie. straszy go lampa na głowie psa. Dziś przyjechał zamówiony przez nas donat, czyli taki miękki pompowany erzac lampy, żeby pies miał wygodniej i lepiej. i żeby nie straszyć kota Mańka. wczoraj wyciągałam go spod palet u sąsiada, cały dzień nie jadł. pokręcił się trochę po sypialni i znów wybył na noc. 

Natomiast ja się wyspałam. w związku z tym.

 Wczorajsze popołudnie miałam ciężkie, pospałam jeszcze z dwie godziny i to bardzo mocnym głębokim snem ze snami. Dziś znów sny. o zagrożeniu obcymi. pracowni,  działaniach plastycznych i jakiejś gwiezdnej wojnie na niebie...coś przedziwnego. i niepokojącego.

a przecież nie oglądam programów informacyjnych, nie czytam art w prasie i kompie, nie uczestniczę. zajmuje się sobą i swoimi problemami. 

*

- masz trolla, zagadał Naczelnik po przeczytaniu komentarza pod postem o moturach. 

- zawsze mam jakiegoś trolla. odpowiedziałam. niektóre trole wpuszczam, żeby się społeczeństwo orientowało, że nadal są frustraci obok nas. otóż są typy i typiary, które mojej stylówy znieść nie mogą i nie mają odrobiny dystansu. i tak wegetują z tym kijem w dupie.

będąc w typie "jak katole i pisdziole o kościole". taki typ sobie obstalowałam na podorędziu i mnie to satysfakcjonuje. oraz go nie znoszę, nad wyraz mnie irytuje : wszystko musi być na poważnie, aż by się chciało zakrzyknąć: tylko się nie zesrajcie 

typiary i typki porządnickie, tfu ich mać.

Zrobiłabym blokadę już dawno, ponieważ nie interesuje mnie co trollownia ma do powiedzenia, ale blogger ześwirował, i różne odpierdala akcje. moje posty uaktualnia po dwóch dniach, w tym nie chce zalogować wielu blogerów. więc wpuszczam anonimy...ale pod kontrolą. 

 Nadal słucham "Ciemno prawie noc i  jestem zachwycona. Śmieje mnie i ściska mi gardło. Przeraża. i przypomina kraj tutejszy, jego degrengoladę, chujowiznę małych, zapyziałych  miasteczek...zaprzaństwo wieśniaków, zabobony i okrucieństwo względem zwierząt. 

[więc jak słucham dziadersów, że kiedyś to było fajnie, to mi się siekiera w kieszeni otwiera.]

Ach jaka szkoda, że zobaczyłam ten film z Cielecką, był słaby, i odsunął moje czytanie pierwowzoru.

Pada deszcz...

środa, 1 lipca 2026

Był sobie pewien ważny czerwiec.


Wczoraj mnie jakaś gupota naszła z tym postem motorowym(z nerwów) a tymczasem chyba powinnam rozstać się z czerwcem, niezwykle ważnym czerwcem w moim życiu.

Bardzo dużo się działo emocjonalnie. Pożegnania, za którymi nie przepadam. zamykanie, domykanie 😁 i Wybuchnęło lato.

*

Teraz się zastanawiam, czy oprócz hamaka coś jeszcze moknie. bo od nocy pada. i dobrze. niech trochę popada, atmosfera się oczyści i nie będę musiała lać z węża. Sucho przeraźliwie. Udekorowałam ogród kolejnymi świecącymi pałkami. i jeszcze dokupię formę kuli, bo mi podeszły. wyjątkowo dobrze się nadają do naszego ogrodu. 

Z przodu wsadziłam na razie tylko trzy i już widzę, że jeszcze będą potrzebne, należy zapełniać sukcesywnie ale jednak szybko, bo powoli znikają z lidla. Jutro więc planuję rajd po sklepach, w celu dokonania zakupów różnych, plastycznych itepe to jeszcze zajrzę w inne miejsca. sklepy. jutro też robię wypał prac dzieci. 



Trawy ruszyły w czerwcu jak szalone, za to i kosaćce i orliczki przekwitły, ze ścięciem do zasuszonych bukietów czekam, aż się rozsieją. przekwitły też niezapominajki, ostatki przeżywa królowa piwonia a łubin już ma potężne kłosy. Nadchodzi czas czereśni. 

Zapomniałam już, jak cudownie jest być latem w domu. 

Ostatnimi czasy o tej porze już byliśmy w kamperze i na fjordach albo Lofotach. potem szybko szybko wszystko na raz, prania, ogar domu, jakieś coś zaczęte a nie skończone, Totalny brak czasu na dom i ogród, warsztaty art w teatrze, i mijał lipiec. i kolejny wyjazd i ...rada pedagogiczna i nagle wrzesień. 



 Nie śpię od 4,30, kiedy to kot Maniek rozdarł się okropnie i darł się tak długo, dopóki nie wstałam i nie zeszłam z nim na dół i nie nakarmiłam i wypuściłam do ogrodu. stare koty potrafią być nieźle pierdolnięte. Bał się zejść...bo Ciri i wygląda okropnie z lampą na głowie i śmierdzi okropnie wetem, operacją, sikami, bólem i krwią...Naczelnik śpi z nią na dole. psina kuleje  i nie może się ruszać, po schodach nie wejdzie. 
Jestem totalnie zdołowana. czekamy na wyniki histopato.



Nie mogę nigdzie namierzyć szmat do tych leżaków, no tak posprzątałam, że nie uświadczysz, aaa i one sobie mokną ale im się należy przepłukanie.

zdjęcia robiłam gdy tylko pałki zaczęły zaświecać. 

jest godzina 6:10 i przestało padać. 
i ptaki się obudziły. zdaje się, że daruję sobie dziś prace. będę zdołowana i nieprzytomna. oraz żeby ze mnie spadło, zajmę się ogrodem. wycinka konieczna. i wyrywanie chwastów i podwiązywanie krzaków malin. natenczas podwiązałam kilkumetrowe lilije.

Serialowo utknęliśmy w kolejnym sezonie Yellowstone. nie jest to mój ulubiony serial, z różnych względów. ale oglądam. czasem zamykam oczy. często onci tendencyjny. okrutny. ale Montana przepiękna. amerykanie gupi. Indianie biedni i wykorzystywani. oraz rodzina jest najważniejsza. i tradycja.

Tymczasem jedno i drugie jest przereklamowane. 

*
Plany. jakieś są a nawet sporo. bo nagle mi się przyplątała koleżanka z propozycją powrotu do teatru zaangażowanego, do sztuki inkluzywnej. ona chce grać. u mnie.
magda chce, żebym robiła monodram z ...
ja chcę stworzyć grupę kobiet lepiących gary i nie tylko. i pijących herbatę. kawę, wino, wódkę, do wyboru. Wolość Siostro !!!
i takie się dzieją plany.

Zobaczcie koniecznie "Cztery pory roku na Netflix. wszedł właśnie drugi sezon.

wtorek, 30 czerwca 2026

o lansowaniu się na moturze.

(zdjęcie z internetów)

no więc ja w ten deseń oscyluję...na razie mam tylko tyłek.

 Jazda na moturze nadal kręci mnie umiarkowanie. i nadal sobie robię bekę. ze swoich reakcji i wyglądu. nadal nie mam zaufania i mam wątpliwości. w końcu jestem osobą, która rozumie zagrożenie. i że nie ma opcji w zderzeniu z czymkolwiek i nie ma opcji, że nikt nie popełnia błędów. otóż każdy popełnia i każdemu się zdarzają wypadki. okazuje się, że każdy motocyklista miał jakieś przygody. czego ja sobie jednak absolutnie nie życzę. moje koleżanki ostentacyjnie pukają się w głowę.

[chociaż Naczelnik się stara, jak może. jednak zapierdalanie 120, to trochę przesada.]

 No nie wyobrażam sobie natenczas kilku godzin trasy. jeszcze nie. Naczelnik zapewne planuje wypady długie, długie trasy widokowe. Wyprawy: motorem przez pustynię gobbi, albo przez Montanę albo po norweskich fjordach albo...we dwoje.

 Na temat zlotów i klubów ma określone zdanie. że kicha. bo się trzeba podporządkować i jedzie się fatalnie i takie tam. zabawy dla lubiących zgrupowania. a przecież nie w tym celu się nabywa motur. a właśnie w tym celu, żeby się urwać i mieć wolność. koniecznie z wiatrem we włosach. samotnie lub we dwoje.

Pogoda do tras wszelakich krótkich tutejszych wymarzona. kurtka przewiewna, beret z bajerami takoż, jechałam też ostatnio w rękawiczkach i spoko. Teraz czas na motocyklowe obcisłe spodnie, żeby podkreślić pupę i wyglądać jak laska na zdjęciu, bo Oczywiście, że się da. Wyglądać jak Kobieta, nie karampuk i być bezpieczną(a ja cały czas się bałam, że jednak karampuk z wodogłowiem))

Wystarczy chcieć i mieć warunki. W tym ogromnym sklepie motocyklowym widziałam nawet body na motur, serio serio. Następnym razem przymierzę :-) jedyne 199 złotych. to poważny sklep jest z bogatą ofertą. Obeznaną i fachową obsługą.🙈😁


reklama sklepu no ludzie owszem da się jeździć bez kija w dupie i mieć fan i w ogóle robić Wrażenie ;-))

 Teraz tylko mieć figurę i kasę. nad figurą pracuję ale kasy, to mi szkoda. na szczęście obowiązuje mnie tylko wersja letnia. bo te stroje wchuj drogie są. 

[Zaraz i ja sobie strzelę sesję foto. bo wierzę wam kobiety, że wyglądam dobrze, Margo :-) i że każdy ma wodogłowie. taki luk. hehe. i tak to mi się w dupie poprzewracało z nudów.]

aha i jeszcze nie wiem jak się można ekscytować byciem plecakiem?? to zupełnie jakby się podniecać byciem pasażerem samochodu ;-))) jasne że jakbym złapała bakcyla, to zrobię prawo jazdy i sama będę ścigaczem.

Wszystko co tu napisałam, jest beką  z samej siebie, poza tym kłamstwem i konfabulacją.

🙈że też ja musze przybijać płętę deską.

*

Tymczasem ja się zamierzam lansować bardziej na rowerze. potrzebny mi ruch i wysiłek fizyczny inny niż ogar domu i ogrodu. i teatru.  dlatego postanowiłam jeździć do teatru na rowerze. cały lipiec. i może do końca września czy października się uda. oczywiście nie w każdą aurę i nie w każdy dzień. choć zamierzam też kupić kufer? na rower do wożenia torebki. i kask...co jest moim osobistym utrapieniem. no ale niech i tak będzie.

*

Skończyłam "Drogę do piekła. Piotrowskiego i podczytuję sobie o Wieniawie, Urbanka. choć ja już raczej wszystko o nim wiem...to jednak jakiś smaczek, może się nawinąć. Poza tym zaczęłam "Ciemno prawie noc. Bator. i płaczę ze śmiechu normalnie płaczę...

No i zobaczyliśmy sobie "Sprawiedliwość owiec. Film według mojej ukochanej serii książek.

 [„Sprawiedliwość owiec” (tyt. oryg. Glennkill) to bestsellerowa filozoficzna powieść kryminalna niemieckiej autorki Leonie Swann, wydana w 2005]

Uwielbiam Wszystkie dwie, bo jeszcze jest "Triumf owiec. Bałam się filmowego  rozczarowanka, ale nie było. Obsada wybitna w dubbingu zwłaszcza. Mieliśmy z Naczelnikiem fan w odgadywaniu, kto to mówi w wersji oryginalnej. 

Ukrop sklęsł ale i tak muszę dziś lać, niezależnie od prognoz, bo dwa dni nie lałam nigdzie ani w donice, ani ani i mi kwiaty padają, jednak. 

Rano zawiozłam dziś Ciri na operację i ...czekam na telefon od weta😶