piątek, 27 marca 2026

o działaniu, chorowaniu i potomkach niepiśmiennych galicyjskich chłopów.

Najpierw o tym, że znów rozładowałam do samego dna thinkpada. co skutkuje odmową współpracy. całkowitą. że mój informatyk się musiał pofatygować wczoraj. ech. to już drugi raz. Poza tym ryję w garderobie. odkładam, decyduję. puszczam paprocha, a glonojada w pracowni. szykuję szkliwo do szkliwienia i wypału w łikend. wylazło słońce. jest nadzieja, że jutro puszczę Glonojada na zewnętrzne drzwi tarasowe. bo przyznam się, że kiepsko to wygląda, gdy słońce wyjdzie. 

Odezwała się we mnie silniejsza potrzeba porządków. układam sobie w głowie, rozwiewam wątpliwości. podejmuję decyzje i męczę się.

grzebię trochę głębiej, niż zwykle tej wiosny. i w głowie i w biblioteczkach i w garderobie. przygotowuje ciuchy i książki do wyniesienia. wyszarpuję przestrzeń. robię porządki. wynoszę do teatru. 

Miałam okropny sen. Sen we śnie. Śniłam, że śnię coś okropnego napad na nasz dom. Widziałam siebie, jak próbuje krzyczeć, i co się wydobywa z mojego gardła. okropieństwo.  czułam to przerażenie i strach. 

Poza tym co?

 trochę człowieka nie ma ... nie wisi nad blogiem z wiadomych powodów. zajęty jest człowiek na chorobowym(a tu wejść a wejść) wpadłam więc tylko na chwilkę wypowiedzieć się w pewnej kwestii. bo zarobiona jestem.

Ach ci popaprani amerykanie, popaprani amerykańscy republikanie. zwłaszcza. i ich prawicowe odpowiedniki w państwie tutejszym. tak samo niedouczone, i pazerne. niebezpieczne.

Z przyjemnością wetknę paluszka i pogrzebię w tej ranie.

jak oni to wszystko godzą?, jak im się prawa z lewą zgadza. banda hipokrytów. prawicowych: 

 z jednej strony czczą żydowskiego boga, z drugiej cechuje ich antysemityzm a z trzeciej ameryką żądzą Żydzi🙈tak !! widzę co napisałam. Facet z zaczeską - wespół w zespół z nataniachu, który okazał się mordercą, i stanie przed trybunałami, najfajniejszy i najbardziej topowy amerykanin, napadł na inne państwo i chuj. i jeszcze ma pretensje buc jeden, że go Europa nie poparła. a wojna w Ukrainie już go nie kręci. znudziła mu się. wygląda to jak zaplanowana akcja żydowsko putinowsko amerykańska : my napadniemy na Iran a wtedy Iran zablokuje dostawy i wtedy ty wołodia będziesz miał zniesione embargo...

(cena ropy u nas 8,80)

takie to teraz chłopaki sprytne światem rządzą. 

FUJ.

 i koniec na tym.

*

Mam "fajniejsze ? sprawy na głowie i w głowie. czytam i oglądam. nadrabiam zaległości. poza tym Glonojad żre brud z okien pracowni aż miło patrzeć. niestety od środka na razie. bo za zimno na otwieranie okien i ja chcę się wyleczyć, żeby za dwa tygodnie znów nie popaść w tarapaty.

**

Zaczęłam trzeci tom Piotrowskiego z komisarzem Brudnym. Nie, nie jest to lektura przyjemna, lekka i łatwa. twarde fakty, Pedofilia w sierocińcu prowadzonym przez siostry zakonne a używanym przez księży i biskupów, polityków, partyjniaków...zamiatanie pod dywan. mordy, okrucieństwo, gwałty, przemoc. ... Samrzol nawet obrazem nie doskakuje. do słowa. tnącego jak brzytwa.

Napina mnie to do bólu. napina mi mięśnie. wpędza w kiepski nastrój. 

włącza się sarkanie na świat.

poza tym prawie już poszedł nam pierwszy sezon "Pitta. 

Dużo śpię. 

***

co jest nie tak z rodzajem męskim? pytam się poważnie?? aż mnie nosi. 

*

czytam Murakamiego i czytam małymi kroczkami, nie jest to dla mnie lektura, od której się oderwać nie mogę. momentami mnie zaskakuje. myślesobie : naprawdę?? ale nadal ciekawość. trochę to też abstrakcyjne, inna kultura. miałam podobnie z "Małym życiem. ... zabierałam się jak pies do jeża, tyle traum, cierpienia...się zwaliło. 

(a może ja coś mam do skośnej narracji. jakiś gen mi się uaktywnia, skośnoantysemityzm? )

czwartek, 26 marca 2026

Siedem kotów.







 Historia dnia wczorajszego. 

Znalazłam taką srebrną secesyjną zawieszkę. Prezent o którym zapomiałam. Miotało drzewami za oknem. Czego nie widać na zdjęciu. Ryłam nosem po podłodze z racji tego co wyprawia aura.
Udaliśmy się wozem czerwonym do apteki :))
 Oraz riserczowałam swetry własnej roboty. Dawno zrobione z owczej wełny. Runo na kołowrotku,  który stoi w moim domu,  własnoręcznie przędła moja babka Zofia. Sweter robiłam bardzo dawno i nie jest on dziełem sztuki sam w sobie ale dla mnie jest. I dziełem sztuki i pamiątką. Gdy przestanę w nim chodzić, zawiśnie na ścianie. 


Siedem kotów, jamnik i kuń.

Choć powinno być 6 kotów, dwa psy i coś. to coś siedzącego po prawej w rzędzie, bez ogona z wodogłowiem ?? chyba mnie tymczasowo wena opuściła.
a psy to pudel i jamnik.
i tu teraz tył swetra prezentuję na życzenie. całkiem czarny z warkoczem only.






środa, 25 marca 2026

Kronika wypadków miłosnych i wpadków pyfygryfluu

 taką cudowna książkę do angielskiego znalazłam.

i kubek już z jajcowym entouragem


dostałam ją w prezencie lata temu od chłopaka, wtedy kochanka i przyjaciela. i nauczyciela. w celu nauki angielskiego właśnie. i teraz z ochotą przeczytam. Alicję w oryginale :-)

*

Poukładane biurko bardzo mnie kręci, szkoda, że zaraz się znów zapełni...


taki mi się sylwestrowy kalendarz trafił

Nadal wciągam gila, w głowie dudni, kaszle i bolą mnie stawy pomimo żarcia tablet przeciwbólowych i zapalnych. kurewa. jak ja pojoguje w takim stanie??

[tymczasem pogoda fatalna, leje, wieje i zwyczajnie się cieszę, że siedzę w ciepłym domu.]

Przygryzam wargę, oglądam  i czytam...w łóżku głównie. "Ptaka nakręcacza zaledwie zaczęłam, bom jeszczem chorobowo zafaflana i łeb jeszcze nie ten. Za to z łatwością dooglądałam se "Zniknięcia" hehe dobry i rola oscarowa ciotki Gladys. niech będzie. uśmiałam się. zrozumiałam nareszcie początek gali oscarowej, i polecam. 

Znalazłam też serial BBC "Próba niewinności, na podstawie Agaty C. który znika z końcem marca, (canal+) więc rozpoczęłam. Pod naciskiem Naczelnika, późnym wieczorkiem, gdy już zamulam na kanapie, po tabsach wszelkich, rozpoczęliśmy The Pitta. bo ma bardzo wysokie noty. ja nie lubię już takich seriali...owszem byłam fanką  "Ostrego dyżuru ale już "doktora Hausa oglądałam z opóźnieniem i bez ekstazy św. Teresy, choć lud piał i wył z zachwytu. nie lubię się babrać w ludzkich flakach i mam przesyt na okoliczność kryminałów. 

Z drugiej strony miło jest popatrzeć na amerykański syf na sorze, i ten ich dobrobyt 😂😂w kraju ropą i biedą płynącym, gdzie korporacje kręcą wszystkim i wszystkimi, a systemu własnego ubezpieczenia nie rozumie nawet obywatel w wyższym wykształceniem a co dopiero ciemny amerykańsku lud. japrd gdyby ktoś mi powiedział dwadzieścia lat temu, że wpadnę w socjalistyczną retorykę apropo,s usa to bym się zdziwiła, no ale to był bardzo inny kraj wtedy.

*

Szkoda, że mam nadciśnienie... piłabymkawę na okrągło, mieloną ekspresem. zapach mi się rozpyla po chałupie. plus mleko owsiane. ale i tak gdy wieczorem zasypiam, to śni mi się zapach świeżo zmielonej kawy :-)

i gdy tak przebywam w piernatach głównie, oglądam, słucham (na tym etapie choroby)

to popatrzam na niedokończone dzieła plany domowe. remontowe. i widzę, że po pierwsze nowy taras potrzebny już za niedługo i wtedy zrobimy tarasik na dachu łazienki dolnej, że przez wielkie drzwiowe okno łazienki górnej będzie się wychodzić. w sumie teraz nie wiem po co? ale taki był plan. i może warto do niego wrócić. Były różne plany a życie zweryfikowało nasze nastawienie. tylko niezbędne roboty. a najlepiej fcale. za to podróże. i codzienne przyjemności. i emocje. oczywiście, że nie żałuję. trudno pracowni w oborze nie będzie..  ewentualnie na płot trzeba będzie zarobić ;-) jest wygoda w domu i o tym marzyłam. 

nie marzyłam o domu skarbonce i pułapce, żeby ładować kasę egen i egen. ale właśnie, żeby już nigdy tego nie robić. Ten nasz dom zaprojektowałam z myślą o powolnym życiu i delektowaniu się...ale zwolniłam tylko trochę. .. i na chwilę. a potem przyszła zaraza i mieniła wszystko, całe myślenie o życiu. doceniłam dom, dom z ogrodem w zarazie, to był luksus. ale odstąpiliśmy od kontynuowania remontów.

Pomimo nadal chujowego samopoczucia już widzę, że zaraz odleżyn dostanę. także z bólem serca to pisze ale dobrze, że się pogoda zrąbała, bo pewnie mycie okien bym jutro wymyśliła...a podobno ma się ta aura zrąbać jeszcze bardziej. że śnieg, zima i kambek na święta akurat. no to niech mnie ktoś zabije, bo ja nie wiem, jak się ubrać (a kożuchy wyprane i pochowane), żeby znów w choroby nie popaść. stan w którym aktualnie jestem nabyłam dlatego, że przemarzłam w piątek a przemarzłam, bo nie ubrałam bielizny termicznej pod dżinsy...i w wiosennym płaszczyku paradowałam dni kilka. 

dziś od rana już zestawiam kwiatki i donice z pędzlami na podłogę w pracowni. kwiatki do mycia. pod prysznicem. i zniesienia na dół. przygotowuje okna w pracowni dla Glonojada. niech se chłopak w środku popaprochuje trochę. na zewnątrz chyba przed świętami się nie uda skoro leje, zima nadciąga i w ogóle. no trudno. 

wtorek, 24 marca 2026

pomiędzy fortepianami i gilami.

 Tablety uspokoiły już po pierwszym zażyciu objawy, kaszel, bóle!!, zwłaszcza ból głowy(to jest parszywe coś)silny antybiotyk muli strasznie, więc nie łykam go z rana. po tych wszystkich tabsach podsypiałam wieczorem i przespałam całą noc spokojnie bez przebudzeń. no niestety malinki, czosnki...węgiel nie wystarczyły. męczyłam się dwa dni. i po co. jest taki moment, że natura nie wystarcza. no i trzeba się doleczyć. niewątpliwie, leczenie odbywa się też w spokoju, w odpoczynku. robieniu rzeczy przyjemnych. koniec z szarżami dotychczasowymi. 

(gdy tylko lepiej się poczuję poszukam u sąsiada perliczkowych piórek :-)

Jak już pisałam skanuję i śledzę pojawianie się w strimingu oscarowych produkcji. i tak są już te, które zamierzam sobie w czasie chorowania zobaczyć : Grzesznicy, Zniknięcia(HBO)które zaczęłam jakiś czas przez oscarami. 

Wczoraj, jednak wciągnął mnie "Chopin(canal+) tak, wciągnął i nie żałuję, choć po prawdzie myślałam, że zasnę i będzie po sprawie. Film., owszem mnie dotknął. pomimo takichsobie recenzji polecam. nie ma to jak ludzki Szopen. z krwi i kości. i odpluwania krwią. i świetny Kulm. i pomysł Kwiecińskiego na nową biografię prawie prawie... ale jednak niedosyt. pozostaje. choć daleki ten Kulm od dotychczasowych sztywnych wizerunków.

"Chopin, Chopin!" pozostawia ostatecznie poczucie niedosytu i braku spójnej myśli przewodniej. Kwieciński podrzuca ciekawe tropy, bawi się wizerunkiem swojego bohatera, ale wszystkie punkty zapalne szybko wracają na bezpieczną drogę konwencjonalnej biografii. Najjaśniejszym punktem pozostaje interpretacja Kulma, sytuująca go w chopinowskim uniwersum po jasnej stronie mocy. 

Kolejny raz się przekonałam, że tylko głupcy oceniają film po okładce i recenzji: nie pójdę, bo mi się już nie podoba...to jest szersze zjawisko pogardy i sztucznego "wyróżniania się": nie oglądam seriali w Netfix bo to rozrywka dla idiotów, [za to wciągam nosem książki ... głównie Mroza 😂 och ach🧐 żarcik.

no trochę się natrząsam z takiego wizerunku, natomiast bożeuchowaj z osób, które czytają, zamiast oglądać.]  


Skoro już mam tyle wolnego a efekty widać gołym okiem, znaczy nie będę już zdychać, jak przez dwa dni łikendu, bo się w tempie poprawia, to postanowiłam teraz właśnie delektować się, mam nadzieję 800 stronami "Kroniki ptaka nakręcacza".



nie takie już zimne te nuszki:-)

A Naczelnik ma to:

Zerwane ścięgno w palcu ręki (prostownika lub zginacza) objawia się nagłym bólem, obrzękiem oraz niemożnością wyprostowania lub zgięcia palca. Leczenie zazwyczaj wymaga unieruchomienia (np. szyna Stacka) na 6–8 tygodni, a przy całkowitym zerwaniu – operacyjnego zszycia ścięgna. Niezbędna jest konsultacja lekarska i rehabilitacja.

Szyna Stacka powoduje u mnie skojarzenia z bohaterką "Fortepianu, genialnego filmu.

ps
 i o myślach i planach na koniec. otóż wykrakałam sobie, że na jogę moją wrócę w kwietniu. dopiero. i w pola systematycznie ruszę też dopiero w kwietniu...


poniedziałek, 23 marca 2026

Maligna.

 nie jest łatwo zrobić zdjęcia nocnego nieba nawet przez szybę dużego okna na całą ścianę od podłogi do sufitu. 



Otóż czasem bywa zaskakująco. 

na przykład Wczoraj. dzień był zaplanowany inaczej niż finalnie wyszło. a wyszło tak, że Naczelnik wrócił z zawodów strzeleckich z medalami, i pucharem i dyplomami, za pudło w kilku kategoriach. Duma. i potem miał się zajmować ogrodem i obiadem... oraz mieliśmy zobaczyć film na który czekaliśmy czyli "Peaky Blinders: The Immortal Man. ale nam nie wyszło. 

Przebierając się w ciuchy robocze Naczelnikowi coś kliknęło w czwartym palcu lewej ręki i ...rach ciach palec smętnie zawisł i nie chciał się wyprostować, pojawił się ból i zaczął puchnąć. no a potem jedna przychodnia z chirurgiem, gdzie lekarz wyszedł dwie godziny wcześniej z pracy, pozostał więc już tylko SOR. kilka godzin na SORZe, prześwietlenie i diagnoza, że się prostowacz zerwał. i sześć tygodni w unieruchomieniu. w szynie. bo inaczej palec już tak smętnie będzie zwisał do końca życia... co utrudni kila spraw, pisanie na maszynie, jeżdżenie motorem. dłubanie w nosie. i rozśmieszy otoczenie.

ech. los parszywy..

Cały dzień więc przespałam. dosłownie, skończyłam tego strasznego Piotrowskiego i natychmiast zaczęłam następnego "Sfora, a tu od początku jazda bez trzymanki... dzień był w malignie. czytanie uchem, zasypianie, budzenie się, czytanie, zasypianie...sok z malin. smarki. łóżko. dreszcze. ból głowy. odwołanie fizjo.

Nadal jednak kicham, smarkam i kaszle oraz mam stan podgorączkowy. i boli mnie brzuch. dziś wbijam do lekarza. nie chcę mi się jutro do placówki w takim stanie dygać. zdechnę po drodze. łeb mi wybuchnie. jeszcze ludzi pozarażam. I poszłam i dostałam tydzień zwolnienia.

amen.

niedziela, 22 marca 2026

porządki.

dlaczego kocham filmy SF ?

*


 Śniadania nie zjadłam, wczoraj...

choć sąsiad przyniósł aż dwadzieścia jajeczek od młodych kur, malutkich. i kilka od perliczek. spałam do 16ej, słuchałam nowego kryminału, wstrząsającego momentami. "Piętno. Piotrowskiego. czasem przesuwam kasetę... takie są straszne sytuacje.

Porządkowałam papiery, z pozycji łóżkowej, przeniosłam zapiski do nowego kalendarza, nanosiłam terminy, plany, i płaciłam rachunki. Naczelnik zrobił zakupy, dokumentował akcję Drony pod remizą a potem wycinał, karczował, ogarniał i palił. ogród zaczął wyglądać. ale jeszcze mu daleko do ideału. tak jak wiośnie w krainie tutejszej, nadal nocami spory mróz. 

Zwlekłam się, i nie wyszłam do ogrodu, jak miałam w planach,  tylko słaniając zajęłam się domem, górką. Glonojad oporządził 5 okien połaciowych, dał radę pod skosem. poprałam zwyczajowo. pogadałam z przyjaciółką o gilu. ból gardła towarzyszył mi cały dzień. ale dziś już dużo lepiej z gardłem, za to gil się rozkręca.

 Zobaczyliśmy sobie ciąg dalszy wyprawy transatlantykiem Szkota i Ewezubek na pustyni. i poszłam w bety dość wcześnie znów się straszyć kryminałem. może dziś wyjdę na słoneczko??

Obiadałam zupę pomidorową z kluseczkami domowymi. więcej rzadkiego niż kluseczek, dużo piłam na to gardło. Za to kolacja była bardziej wysublimowana : tortelinii ze szpinakiem i fetą a na nie malutkie jajeczko sadzone z miękkim żółtkiem. dużo czosnku podsmażonego i wszystko posypane rzeżuchą. pycha. 

Na śniadanie dziś zjadłam gotowane na miękko jajeczka od perliczek. zajajam się ostatnio. bez umiaru. może dlatego, że jajka od młodych kur mi bardziej smakują, już nie mówiąc o perlicach. puszczę paprocha, pranie już obraca się w pralce. zmienię pościel. poukładam gary w kredensie, poszły dwie zmywarki. kwiatki nadal czekają na przesadzanie, dosypanie ziemi i zasilanie. może dziś trochę zrobię. troszeczkę. jeszcze nie przesadzanie, bo to na tarasie muszę. 

Sprawia mi przyjemność porządkowanie domu. 

Właśnie teraz. gdy jeszcze zimno. lubię czysto, pachnąco, gdy brud nie załamuje światła w oknach. lubię puste wyolejowane blaty w kuchni, lubię zmianę dekoracji. czyste podłogi. świeżą pościel. kolorowe kapy. poukładane biurko. I właśnie na przednówku trzeba, bo potem nie ma na to czasu. szkoda czasu. potem plaże, spacery, wyjazdy, ogród... 

*

Blogowicze utyskują na to, że blogowanie upada. że znikają blogi, że ludzie idą dalej albo przestali odczuwać potrzebę pisania. Dla mnie To jest naturalne, zmiana jest naturalna. odchodzenie jest naturalne. przestawianie punktów ciężkości jest naturalne, rozczarowania są naturalne...u mnie dokładnie odwrotnie, ja odczuwam silną potrzebę pisania. z czasem coraz silniejszą. mam też więcej czasu na pisanie.

Całe życie obserwuję ludzi, zjawiska, tylko forma komentowania i analizowania mi się zmienia. oraz teraz bardziej analizuję siebie. niż innych. politykę jedynie omiatam wzrokiem. ale dziś znów prasówka. boszsz, jak ten czas pędzi :-DD przecież była dopieroco.

nie partycypuje, oglądam sobie Mansfield Park...znów. 

 Naczelnik na zawodach strzeleckich, sama planuję kolejny odcinek "Piekła kobiet na Canal+ i z uwagą śledzę pojawianie się w strimingu oscarowych produkcji.

[poza tym sobie rozkminiam sprawę toksyków. i dochodzę do niemiłych wniosków. choć się spodziewałam. i z bólem zarejestrowałam, że sobie nie wierzę... mojemu mózgu znaczy, bo błędnie rejestruje fakty]

Teraz poprzez wielkie okno górnej łazienki, można wyraźniej zobaczyć gwiazdy...tylko zdjęcie dobre ciężko zrobić... ech dziś ponowie próbę. 

Widok spektakularny nad głową niebo nocne :-)

i na koniec art. w Zwierciadle :

Jak usunąć z życia toksycznych ludzi, nie mówiąc ani słowa? 5 „cichych” zachowań, które ich odstraszają.

No i nie tylko toksyków odstraszają takie zachowania, w skrócie : 1. Przestań się tłumaczyć;2. Nie dziel się prywatnymi informacjami;3. Zdystansuj się;4. Stosuj taktykę ciszy;5. Skup się na sobie. (rozwinięcie w artykule).

Mnie też odstraszają takie praktyki. nie będę z tego robiła afery. nie zależy mi. [znam osoby dla których wszyscy ludzie są toksyczni a one same łatwe nie są]

za to tak praktykując można otrzymać i vice versa, oraz się obudzić w totalnej próżni, prawie kosmicznej :-)) jaka ładna klamra się zrobiła.

sobota, 21 marca 2026

Projekt Hail Mary. Premiera światowa.

 Na ten dzień czekało wielu fanów science fiction na całym świecie: 20 marca w kinach oficjalnie zadebiutował Projekt Hail Mary. Film z Ryanem Goslingiem w roli głównej.

pippip

Projekt Hail Mary to film sci-fi na podstawie książki Andy'ego Weira. Akcja została osadzona w niedalekiej przyszłości, a historia opowiada o astronaucie, który pewnego dnia budzi się ze śpiączki w kosmosie i przypomina sobie, że wysłano go na misję, od której zależy przetrwanie całej ludzkości.

pippip

 Przede wszystkim nie zapomniano, że to nie tylko prosta opowieść o ratowaniu naszej planety, ale i o pamięci (a raczej jej wadliwości). Kiedy szkolny nauczyciel Ryland Grace (Gosling) budzi się na statku kosmicznym jako jedyny żywy astronauta misji "Hail Mary", będzie musiał naprawdę się postarać, by przypomnieć sobie: a) kim jest, b) co tutaj robi, c) czy uda mu się w ogóle przeżyć. Jak pewnie większość z was już wie, nie będzie w tej niedoli sam. Na swojej drodze spotka kogoś (lub coś), kto/co sprawi nam tyle radości, co spielbergowski E.T. Tym samym dochodzi kolejna płaszczyzna: to także rzecz o przyjaźni; a raczej o dojrzewaniu do niej i odnajdywaniu osoby, za którą moglibyśmy oddać nawet i swoje życie. 

i wreszcie ja 

LUDZIE IDZCIE na ten Projekt.

zamiast czytać książkę.

pippip

Na okładce oryginału czytamy, że to "absolute page-turner" – tytuł rzekomo "kartkuje się sam". To nie do końca prawda. Ale nie zmienia to faktu, że adaptacja powieści wypada znacznie lepiej. Niby era blockbusterów mija, ale Ryan Gosling dwoi się i troi, byśmy uwierzyli, że świat – jak to w nich bywa – faktycznie ma się ku końcowi. Natomiast sam film Phila Lorda i Christophera Millera spełnia obietnicę z okładki książki i rzeczywiście "ogląda się sam". Czy tego chcemy czy nie, stopniowo wkręcamy się w tę historię, nawet jeśli ta bazuje na kliszach i raczej niezbyt oryginalnym punkcie wyjścia. 

Zmarzłam przed kinem i zwłaszcza po seansie. wpadłam do CH Jantar na dziesięć minut przed reklamami, zakupiłam kanapkę w sabłeju, moi wjechali chwilę po mnie, zakupili cole, kawę, zestawy nachos. i poszliśmy oglądać reklamy...mieliśmy miejscówki premium. że Naczelnik, duży chłopak mógł wyciągnąć nuszki. czyli zrobiliśmy wszystko jak należy ;-)

i wbiło nas w te wygodne fotele, a ja się martwiłam, że mogę mieć kłopoty, po nieprzespanej nocy lub z powodu krótkiej obsady :-))

i wypiłam kawę. i po co? 

Uśmiałam się, popłakałam się ... i zachwyciły mnie zdjęcia i MUZA mnie zachwyciła i chyba po raz pierwszy nie było w multikinie dla mnie za głośno. Diuna wymagała zatyczek. 

pippip

Marketing robi swoje – nie dajmy sobie wmówić, że to największe wydarzenie hard science-fiction od czasu "Interstellar". Ale też nie ma co na siłę marudzić – trafiło nam się niezłe kino, które chce nam dostarczyć rozrywki na następne dwie i pół godziny. Zawsze mogło być gorzej, prawda? 

[...]

Bardzo często "Projekt Hail Mary" zmienia estetykę na teledyskową, co pozwala złapać nam oddech, kiedy fabuła zaczyna lawirować wokół upływu czasu w podróży, majsterkowania, wymyślania kolejnych planów lub rozwoju ekranowej przyjaźni. Muzyka z offu robi swoje i wprowadza wykalkulowany nastrój, raz dając nam przestrzeń do śmiechu, by za chwilę wprowadzić w bardziej kontemplacyjny stan. Niektórzy stwierdzą, że to tandetne zapychacze, natomiast cała reszta w pełni poczuje nastrój wprowadzany przez twórców. No i – na szczęście – całość nie jest deskrypcyjna niczym u Weira. Zamiast niepotrzebnej ilości słów, liczą się czyny oraz emocje, których znajdziemy tu zresztą całą masę. Zamiast lania wody, mamy co najwyżej wiadro łez. Naszych łez. 


* duże litery to recenzja Bliskie spotkania jednego Goslinga. w moim guście. z pełną zgodą. 

**

Dziś z powodu wczorajszego zmarznięcia obudził mnie o 6ej  ból gardła i jeszcze mam gila. także brałam ostatnio multiwitaminy, vit. c, piłam elektorlity. a wystarczyło się kiepsko ubrać. i jest jak zwykle. w tygodniu zimno, nocami mróz, to ja jestem zdrowa jak koń. a gdy nadciąga łikend i można pogrzebać w ziemi... towiadomo. 

ps

słuchawki się znalazły, leżały sobie na biurku moim w teatrze, jak gdyby nigdy nic...a ja dałabym sobie wszystko odciąć, że je miałam ze sobą w aucie. 

piątek, 20 marca 2026

o tym.że.znów. Equinox.

 i o tym że znów zgubiłam słuchawki, tym razem dwie...🙈






Wiosenne zmiany, ozdoby, przekwitają a wiosna nadal u nas zimna. Od dziś będzie inaczej. 


A za oknami sypialni dziś, słońce wreszcie. i relatywnie ciepło. Ptaszęta drą dzioby. Ostatnie noce mroziło, tej nocy nie mroziło, sprawdziłam organoleptycznie, gdy o drugiej szukałam słuchawek w aucie. i nie znalazłam 🙄 jeszcze. Uzależniłam się, to pewne. i teraz jest problem. jeśli nie znajdę mus mi kupić kolejne i to szybko. dziś. bo uwiędnę. nie podlewana dobrym, mądrym Słowem. 

 a my zostaliśmy zaproszeni przez przyjaciół na premierę filmu "Projekt Hail Mary”. i to będzie dziś. o jak się cieszę. 

[Uwielbiam książki sajensfikszyn i filmy, gdyż wiadomo, że świat podąża za nimi] 

Dziś na okoliczność Equinoxa postanowiłam sobie zrobić piątek bardzo przyjemny. oczyścić łeb w trakcie spaceru polami/bez słuchawek/ ugotować obiad, pastę, zakupiony ostatnio makaron. skroić cukinie i paprykę, posypać rzeżuchą. 

Ubrać się jeszcze bardziej, koniecznie w zakupione wczoraj Relaxy, uch nie posiadam się z radości. Nareszcie dostałam piękne, czarne i obłędnie wygodne. w trakcie poszukiwań wczorajszych za wiosennymi butami. Tej Wiosny też zamierzam chodzić w butach do tańca - jazzówki do tańca nowoczesnego. Trudno, już nie będę tańczyć jazzu...modern. już nie będę Piną. ani nawet Wycichowską ;-) Szkoda, żeby wisiały na kołku. 

Zakupiłam też kalendarze w Empiku. po taniości. oraz byłam dzielna i nie kupiłam żadnej książki w papierze, a już trzymałam biografię Konopnickiej...ech. 

Szymiczkową ściągam w pliku. podobnie jak wszystkie poprzednie. 

Pospałam dziś do 9ej. no ale padłam o trzeciej. Ponieważ po powrocie z teatru i zjedzeniu kolacji: jajko od kur szczęśliwych na miękko, posypane rzeżuchą, dwie kanapki z chrupiącego chleba posmarowane chrzanowym serkiem z rzodkiewką i ogórkiem. także po takiej wyżerce Padłam na kanapie i spałam do 24ej. no i klops. się znów popieprzyło.

a tymczasem sztuczna napisała: 20 marca o godzinie 15.46 nastąpi równonoc wiosenna. W tym momencie rozpocznie się Astronomiczna Wiosna. Słońce przejdzie wówczas przez tak zwany punkt Barana, czyli punkt równonocy wiosennej.

HURRRRA.

Apdejt.

Makaron pappardelle plus sos z oliwy, cukinii, papryki, czosnku, passaty pomidorowej. Z dodatkiem kremów balsamicznych z daktyli, fig i mango, posypane startym serem twardym i rzeżuchą.


czwartek, 19 marca 2026

o tym, że zarobiona byłam.

 i zaczytana. 

Skoczyłam Hoffmanową(szkoda, to lektura z serii, ze mogłaby się słuchać i słuchać ... choć jednak nie za wesoła) i podoba mi się klimat tej książki, sensacji w zasadzie ale z bardzo dobrym zakopiańskim tłem. (tła dla mnie nieco za mało i zdecydowanie za mało Witkacego). Przede wszystkim. sporo jest takich historii zakopiańskich i warto je w książkach przeróżnych wykorzystać. nie tylko biograficznych, czy artystycznych...

o książkach jutro napiszę osobno. 

A tydzień taki sobie, stałe problemy z nami i ze zwierzami. Tydzień w którym jesteśmy dwa razy u weterynarza, to nie jest dobry tydzień. ale bywały gorsze. i takie przed nami... 

Zaczęło się już w poniedziałek z kotemMańkiem, któremu stuknie 16 lat...w środę powtórka z usg. i najgorsze się nie sprawdziło ale możliw, że kot ma kłopoty neurologiczne oraz potrzebne echo serca ...stareńki jest. w środę do kolejnej wizyty dołączyła Ciri, jej problem się rozrósł, tłuszczak zawinął pod pachę, jest bardzo duży i w połowie kwietnia psisko ma zaplanowaną operację...

[ja sobie dziś podjadę do Empiku po kalendarz wreszcie. oraz po jedną książkę na pocieszenie. w lidlu garneczek zakupiłam, prześcieradło. oraz ekspress widziałam firmowy za 900 złotych...]

I zaoglądana byłam też, na odstres:

Podróże po Islandii perygrynujemy namiętnie. to nasz zaplanowany kierunek letnich wypraw. jest prom z Danii, płynie prawie trzy dni w jedną stronę, zahacza o Wyspy Owcze (omg to jest moje marzenie) ale cena z kamperem nas powaliła. może bez kampera? a najtaniej samolotem oczywiście. Teraz będziemy szukać wynajmu auta i hoteli, hosteli, i będziemy liczyć, jak Szkoci. odzywają się w nas Szkoci wobec rąbniętych Dunów. Serio ich przetrąciło z cenami. sama podróż w dwie strony promem z kamperem wyszła około sześciu dni i ponad dwadzieścia tysięcy...bez żarcia i drinów...Podróż bez Islandii 😂🙈😩😮

Dziś druga noc z rzędu z przymrozkiem solidnym...nie wiadomo, jak się ubrać. rano zimno po południu różnie, ostatnio słonecznie nawet. wyłazi zielenina na potęgę a tu nadal rozpierdol w ogrodzie. i zielenina piszczy z zimna nocami. 

cholera no szału temperaturowego nie ma pomimo zaklinania rzeczywistości kubkami z wiosennym dizajnem  ...


poniedziałek, 16 marca 2026

Targowisko próżności...

 Nie oglądam gali oscarowej od lat...kiedyś się jarałam, dziś niekoniecznie. zwłaszcza, że to nuda panie nuda...a najsmaczniejsze kąski potem, dnia następnego można w pigułce z szacunkiem dla własnego czasu, zobaczyć. poczytać. no i prowadzący, to jest też podstawa dobrej zabawy. gdy prowadził Ricky Gervais to było coś.

i dziś od rana sobie zobaczam, czytam Vogue. nie miałam faworyta bo też nie zobaczyłam wszystkich propozycji, ale tego, który zgarnął 6 statuetek owszem zobaczyłam. I bardzo nam się Podobała "Jedna bitwa po drugiej i fabuła, i obsada i postaci : bardzo dobra rola Szona Pena, od zawsze był moim aktorskim faworytem i buntownikiem. robi rzeczy ważne. nie tylko pławi się w blichtrze i sławie. od początku wojny w Ukrainie, jest tam i tym razem również napisano, że wybrał Ukrainę zamiast Oscarów....

i oczywiście Leonardo di. (Och, jak go uwielbiam w każdym filmie absolutnie). Doceniona wreszcie Jessie Buckley, zajebista  w "Hamnecie i nie tylko, też  "Pod ciemnymi gwiazdami. i u Kaufmana "Może pora z tym skończyć. i we "Wrednych liścikach i w ogóle. Zajebista. jej Uroda, i diabelski Temperament w moim guście.

A tera trochę cytatów, z Voga: 

Oscary, czyli ceremonia rozdania Nagród Akademii Filmowej, odbyła się w 2026 roku już po raz 98. Najważniejsze wydarzenie w świecie kina, które uważnie śledzi też branża mody, przypieczętowało tegoroczny sezon nagród. Największym zwycięzcą gali okazał się film Paula Thomasa Andersona, „Jedna bitwa po drugiej”, który zgarnął sześć statuetek. Oscara dla najlepszego aktora odebrał Michael B. Jordan, natomiast wśród aktorek pierwszoplanowych triumfowała Jessie Buckley.

Popatrzyłam na listę laureatów i 5 na 8 nagrodzonych mogę odhaczyć. 

  • Najlepszy film: „Jedna bitwa po drugiej”​
  • Najlepsza reżyseria: Paul Thomas Anderson, „Jedna bitwa po drugiej”
  • Najlepsza aktorka pierwszoplanowa: Jessie Buckley, „Hamnet”
  • Najlepszy aktor pierwszoplanowy: Michael B. Jordan, „Grzesznicy” NIE WIDZIAŁAM
  • Najlepsza aktorka drugoplanowa: Amy Madigan, „Zniknięcia”
  • Najlepszy aktor drugoplanowy: Sean Penn, „Jedna bitwa po drugiej”
  • Najlepszy scenariusz adaptowany: Paul Thomas Anderson, „Jedna bitwa po drugiej”
  • Najlepszy scenariusz oryginalny: Ryan Coogler, „Grzesznicy”
  • Najlepszy casting: „Jedna bitwa po drugiej”
  • Najlepsze zdjęcia: „Grzesznicy”
  • Najlepszy montaż: „Jedna bitwa po drugiej”
  • Najlepszy dźwięk: „F1: Film”
  • Najlepsze efekty specjalne: „Avatar: Ogień i popiół” NIE WIDZIAŁAM
  • Najlepsze kostiumy: „Frankenstein”
  • Najlepsza charakteryzacja: „Frankenstein”
  • Najlepsza scenografia: „Frankenstein”
  • Najlepsza muzyka: „Grzesznicy”
  • Najlepsza piosenka: „Golden”, „K-popowe łowczynie demonów” NIE WIDZIAŁAM
  • Najlepszy film międzynarodowy: „Wartość sentymentalna” (Norwegia) NIE WIDZIAŁAM
  • Najlepszy film dokumentalny: „Pan Nikt kontra Putin” NIE WIDZIAŁAM
  • Najlepszy film animowany:„K-popowe łowczynie demonów”
  • Najlepszy film krótkometrażowy: „The Singers” i „Two People Exchanging Saliva” NIE WIDZIAŁAM
  • Najlepszy dokumentalny film krótkometrażowy: „All the Empty Rooms” NIE WIDZIAŁAM

  • Najlepszy animowany film krótkometrażowy: „The Girl Who Cried Pearls” w reżyserii Macieja Szczerbowskiego NIE WIDZIAŁAM a to polski akcent z czego się cieszę, jak zwykle. a film jest przepiękny i warto go zobaczyć na dużym ekranie. jak "Piotrusia i wilka... 
Tytuł posta odnosi się do kreacji, pokazów i całej otoczki. i ja uwielbiam to targowisko próżności, To przecież święto filmu. lubię patrzeć na stroje, suknie i ogólnie trendy. i damskie i męskie. Toż to prawdziwy Teatr. i lubię plotki :-) 
[ale jak czytam, że aktorki się przygotowują pół roku do tej gali...odchudzanie, operacje plastyczne, kreacje...to mi smutno. tyle poświęcenia, żeby zaistnieć parę minut na czerwonym dywanie. hmmm dla mnie to bezwzględne marnowanie czasu. a mogłaby jedna z drugą coś dobrego dla świata zrobić.]
Oscarowe gale też nawiązują do ważnych wydarzeń i Oscary w pewien sposób porządkują nam to na co warto zwrócić uwagę, mówią kulturoznawcy. i ja się z tym zgadzam.
*
Niedzielka nam się udała pod każdym względem. mieliśmy gości. mieliśmy pyszne ciasto. i czytałam sobie i odpoczywałam i zobaczyliśmy naszych Fińczyków, gdy sobie wpadli do domku w lesie na łikendzik, zimą, temperatura -40 stopni... śnieg i skarpetki dla psa Nova. 
i Klangora z dwa odcinki.

A teraz zaczyna sie niespieszny poniedziałkowy ranek. jak zwykle. na spacery nie mam ochoty, jest znów bezsłonecznie, mglisto i dżdżysto i kapie. dziś masaż i Lidl 😀w planach. MJ wczoraj w rozmowie coś napomknęła o ekspresie do kawy...zobaczę co tam w Lidlu piszczy. na święta się do niej szykujmy i chyba pojedziemy w sobotę z rana prosto na obiad w dobrej knajpie do której MJ ma wołczer.

Muszę więcej spać i śnić.