poniedziałek, 29 czerwca 2026

iść w stronę słońca ... bez kaca.

 znów trochę o dramie.


goronc i parówa, i wspaniale.

Wszyscy pierdzą, że duchota i że w ogóle lato. noż ludzie, dopiero co była zima stulecia i chujowa wiosna. także...najwyższy czas na ukrop. tadam.

za karę za ten entuzjazm poparzyłam się kierownicą. i ostatnie dwie noce to jest masakra. okna w sypialnie na oścież, a tu gacki latają...i pajonki się skradają ale trudno, inaczej się udusimy. 

Prawie zemdlałam, gdy wsiadłam do auta, zanim klima schłodziła przestrzeń. tak to wygląda. w normie życia zawodowego. ale teraz nastał czas bez onego. 

*Piątek

W dzień zakończenia roku szkolnego

Do placówki wpadłam spóźniona...nie weszłam na scenę i nie kłaniałam się setkom, żeby zebrać należny mi hołdy bo...Zaspałam. Padłam o 6 nad ranem, gdy nieoczekiwanie przecież najpierw wstałam o 3iej...Naczelnik nie miał sumienia i serca mnie budzić,  gdy tak smacznie spałam. 

a kiedy się obudziłam stwierdziłam, że tak widocznie miało być, bo los sprzyja tchórzom takim jak ja.

A potem przeczytałam info od Magdy i rozczochrana bez makijaży, ubrana w jakieś letnie łachy z czapką czarną z daszkiem na głowie pojechałam. jak ostatnia wariatka, co to w filmach romantycznych biegnie na zatracenie ...na to spotkanie z ukochanym, i sią mijają...

wiadomo.

i znów się wyróżniałam w tych tłumach, zupełnie niechcący, bo przecież wszyscy ubrani na biało i galowo, tylko ja na Czarno, na luzie i w czapce :-)))))

że mnie moi uczniowie nie poznawali... 

i doświadczałam ambiwalentnego uczucia, że chcę być niewidzialna i widzialna jednocześnie.

Wystarczyło mi wzrusza, gdy sobie pomyślałam, że to wszystko Ostatni raz.

[wczoraj dostałam znów propozycję pracy w innej palcówce  🙈 wieść się niesie...więc mogę się jeszcze zdecydować hehe 😜placówka prywatna, warunki mogę dyktować, że godzin na przykład dwie 😂😂 i wolne na życzenie. nie no żartuję. ]

I gdy podeszła do mnie Marysia i się przytuliła i powiedziała szeptem

- niech pani nie odchodzi...

(noż kurwa gul mnie mało nie udusił. bo było coś takiego w tej prośbie)

i wtedy, żeby mi nie spłynął mejkap, którego nie miałam, poszłyśmy do pracowni i dałam jej wszystkie herbatki, które mi zostały, czyli dwa pudełka, Marysia nie mogła uwierzyć swojemu szczęściu i już całkiem się ogarnęła. 

- wiedziałam, że pani tak zrobi, powiedziała inna Panna Fajna, co to nazywała mnie Sigmą i Kocicą, obcinając mój strój i dając róże ale bez przytulasów...🙄

i tak dalej...nie będę przecież tu opowiadać każdego co się przytulał lub nie...

Pani Dorota, którą uwielbiam (wszystkie je tam uwielbiam) z portierni, otóż ona wymiękła, a potem przez nią szłam wzdłuż płota szkolnego i 

rozpadłam się trochę.

Zgarnęły mnie koleżanki na papierosa. i uspokoiły.

Mogłam jedynie wrócić do domu i zasnąć w hamaku. i tak zrobiłam, a i jeszcze po drodze kupiłam Naczelnikowi obiad, sama musiałam też coś zjeść, jako podkład do picia białego schłodzonego wina. bo zadziałam wedle magdzinej instrukcji i je wsadziłam do lodówki.

Gdy się ocknęłam na tym hamaku, było popołudnie, jeszcze chwilkę poczekaliśmy na oklapnięcie słonecznego żaru i  pojechaliśmy wreszcie nad morze. Nad morze do pustego jeszcze Orzechowa. Naczelnik mnie próbował naciągnąć na motur ale się nie dałam. Wszystko mnie napierdalało, całe moje ciało bolało od emocji...nie mówiąc już o wypitym winie.

o tej porze jest pięknie, niewiarygodnie cicho, szum fal rozbijających się o brzeg. spokój i dopalające się słońce.



woda w morzu była tak ciepła, no tak ciepła, że brodziłam w tych spodniach podciągniętych do samej dupy...i żałowałam, że nie mam stroju. serio. 

i taki piękny kicz w przybliżeniu, że aż nieostro. statek Wikingów mknie ku zachodowi.


Trzy mustangi spotkaliśmy na powrocie :-)



a potem  pospałam snem zdrowym okrągłe osiem godzin. 
także tak. 

**sobota
[I nastały dni bez dramy: sobota i niedziela].

W sobotę Od rana leję wodę z węża, z przodu domu. a po południu lałam tył ogrodu. oraz puszczałam prania kołder, poduch, kap, pościeli...wybebeszyłam całą szafę na dole, i  szuflady na górze, z pościeli i kołder w celu odświeżenia. Trzeba korzystać z tej piekielnej aury. że wszystko schnie piorunem. i za darmo.

A ja w zasadzie sobotni ukrop spędziłam na hamaku pod śliwą z książką w papierze, o haremie Witkacego. i też z mocno rozcieńczonym rizlingiem. tym samym co to go w piątek schłodziłam.
oraz rozłożyłam letni ekwipunek po ogrodzie, leżaki. stół z koziołków, stołki. 
naczelnik zabawiał wioskowe dzieci i gawiedź. no skoro lubi.

Za to w niedzielkę, otóż nie pospałam za bardzo, noc była gorąca i na górce nie da się. pomimo otwartych okien. a może dlatego, że już o 6ej ptasi jazgot wdzierał się do świadomości. 

oraz w domu za dużo robić  nie mogłam, bo wiadomo, że goronc😃puściłam więc 10 prań !!!tadam. 
[kurcze jeden punkt planu niezrealizowany pozostał, mianowicie rower elektryk.] 

Obok papierowej książki nurzałam się też w innych.

Skończyłam "Złorzecze alee za dużo nie pamiętam, muszę spokojnie wrócić, do tej słuchanki.

Zaczęłam "Drogę do piekła. Piotrowskiego. Idzie mi dobrze, głównie na hamaku. 
No i zobaczyłam film, chyba "Wszystkie jasne miejsca...na którym też ryczałam ale przecież o to chodziło. żeby się wyryczeć do samego dna. tak mam, gdy jest mi smutno. to się jeszcze dobijam. 
dobrnęliśmy do końca Roosta. szkoda.

Zgubił mi się jeszcze jeden kadr z piątku : na powrocie z Orzechowa, po upalnym dniu, takie cuda wianki, jak mleczna mgła


**** Niedziela.

W Trzeci dzień czyli niedzielke już świętowałam z sąsiadami. Zakończenia i początki - początek wakacji:-)

Rano o 8ej zwlekam Naczelnika, żeby jednak wykosił trawkę pod stół biesiadny, bo chce się spotkać z sąsiadami, u nas (kombinowałam, żeby u nich, bo nam się sprzątać nie chciało)) i posiedzieć do nocy, żeby sprawdzić, jak nabyte solarne pałeczki zaświecają. i powiem wam, że owszem zaświecają cudownie.
Siedzieliśmy pod śliwą, wygodnie, jedliśmy tylkoo owoce, lekkie przekąski, nawet za bardzo słodkiego nam się nie chciało. na szczęście sąsiadkaOla przyniosła takie małe cudne kanapeczki. Naczelnik zrobił lemoniadę. Nasza lodówka zapierdala przez ostatni tydzień, jak gupia, produkując lód. dopiero o 22giej zaczęło być fajnie, to posiedzieliśmy do pierwszej.



no i piliśmy szampana z Barcelony i likier bananowy z wysp Kanaryjskich.
bardzo przyjemne rozmowy, i bardzo przyjemne plany nam się krystalizują.


Spod śliwy, po wyjściu gości robiłam zdjęcia w nocy. Rano, jak widać w pełnym słońcu nie da się siedzieć, ani wisieć ale po 14ej jest już piękny cień. 




ja wiem, że te zdjęcia fatalne są ale klimat chciałam zatrzymać. I solarne pałeczki. także dziś dokupię duuużo sztuk. pięknie się prezentują w żywopłocie z melisy.


Naczelnik- ilona(od dziś taka ksywa), nieoczekiwanie wpadł na "świetny pomysł, żeby polecieć w końcówce lipca na kilka dni tanim lotem do Splitu. szkoda tylko, że okoliczności dla mnie nie do zaakceptowania. Bardzo bym chciała. ale chyba z kimś innym polecę. spanie na kanapie w lokalu pełnym dzieci i jednej naburmuszonej baby!? never. poza tym pracuję.

🙄sobie grabi konsekwentnie. 


sobota, 27 czerwca 2026

Wzrusz,

 Ja dziś nie piszę, 

dziś pozwolę sobie udokumentować, to co pisali do mnie inni. 

Rozczuliła mnie koleżanka polonistka, która obdarowała mnie na odchodne pięknymi prezentami...książką, szklanym tulipanem i limerykami...

Niewiarygodne, jakimi ścieżkami przyjdzie do nas dobre słowo i uśmiech i tęsknota i wsparcie.





Oczywiście, że się poryczałam

Wczoraj Rano, kiedy okazało się, że zaspałam i postanowiłam zmaltretowana, że nie pójdę do placówki...bo to zaspanie, to znak zapewne, przeczytałam widomości od Magdy, gdyż nie mogła się dodzwonić, bo miałam telefon w trybie samolotowym... od zeszłego wieczora teatralnego :


"Teatralno, myślę o Tobie od rana. Pomyślałam, że Ci to napiszę, bo widzę, że Ci trudno, że to ważne i mocne doświadczenie i chciałabym być dla Ciebie wsparciem, bo jesteś mi bliska.

 Zatem: Teatru ja wiem, że Ty to wiesz bo jesteś przecież dojrzałym i mądrym człowiekiem, ale czasem, jak każdy, potrzebujemy usłyszeć coś z boku, bo w środku dzieje się w danej chwili tak dużo, że trudno w tym natłoku o wyselekcjonowanie i zobaczenie czegoś w szerszym spectrum. 

Ten dzisiejszy poranek, ten apel, te kwiatki, te oczy, tych dzieci, te przytulaski, te słowa, te wypowiedziane i te przemilczane, te ich i te Twoje ... wszystko to niesie zapewne wiele złożonych emocji... jakiś smutek, jakiś lęk, jakiś żal.... i słusznie kurna bo to duża rzecz taka zmiana, ale tak mi przyszło do głowy, że warto przypomnieć, że ten moment jest nie tylko o tym co się dzieje dziś, ale o tym wszystkim co było. że oprocz tego, że dziś może być smutno i ze niepokój o to "jak to będzie dalej" .... to jest to też chwila w której stoisz i widzisz dekady całe, w których dałaś z siebie tak bardzo wiele. 

 Dekady całe, w których wiele razy byłaś zapewne dla kogoś wsparciem, uśmiechem, nadzieją , iskierką - bo jestem pewna że byłaś. wiesz, że szkoła dla młodego człowieka zwykle bywa polem minowym, a Ty oprócz tego, że uczyłaś i to pewnie często bardzo skutecznie, to miałaś serce i uśmiech i poczucie humoru dla tych dzieciaków. i teraz to co chcę Ci powiedzieć .... to jest tez moment dumy i satysfakcji z tej części Twego życia zawodowego, które czyniłaś do tego miejsca. 

Tej części należy się szacunek i ukochanie - także od Ciebie samej dla Ciebie samej. To nie tylko rozstanie, pożegnanie , zamknięcie jakiegoś etapu, ale tez moment w którym człowiek odwraca sie myśli " Ej , ależ to był czas, lata, dekady - dałam z siebie tak wiele dobra- jestem z siebie DUMNA! , a teraz idę dalej" 

Bo wiesz Teatru... tancerz też na pewnym etapie przestaje tańczyć, staje sie np choreografem jak ma talent,  ja tez już nie latam po wagonach i innych gigantycznych instalacjach teatralnych - teraz gonię innych .... i tak się nam zmienia życie, wyzwania, zadania, na coś już nie mamy ochoty, na coś innego nie mamy siły, ale chcemy robić dalej inne rzeczy i żyć troszkę innym życiem .... doświadczaj dziś tych różnych uczuć. 

Nie zabieraj sobie tego. Jesteś wspaniałą osobą. Idziesz dalej, ale z szacunkiem i miłością do tego co było, z miłością i wdzięcznością do siebie samej za to co już zrobiłaś, a obie wiemy, że zrobiłaś tam w chuuuuuj dużo ważnych rzeczy. Utul to dziś. Utul SIEBIE. i daj sie do siebie przytulić innym. Dla nich to też zmiana. Przytulam Cię mocno, mocno, mocno i wspieram całym sercem. Serio . .....

p.s. wstaw przed wyjściem białe wino do lodówki ;)


a  wtedy ja 😭😭😭😭

i zerwałam się z łóżka, przetarłam twarz, nawet się nie pomalowałam, nałożyłam czapkę z daszkiem na rozczochrane włosy...ubrałam co mi w rence wpadło i pognałam do tej placówki ...

...

i też po ładowarkę co ją zostawiłam w klasie na biurku ;-)

piątek, 26 czerwca 2026

o tym, że nikt w czerwcu na rurze tańczył nie będzie.

a tym bardziej w lipcu. 

niech się te upały jednak nie kończą. wygląda, że lato spędzę w domu:-) w ogrodzie, nad morzem. to znaczy lipiec. i niech to będzie bardzo słoneczne lato. 

gdyż będziemy cięgiem mieli gości :-)) 

Wczoraj miałam ochotę w ciągu dnia marudzić i jęczeć, jak rozkapryszony bachor. Z powodu emocjonalnego kotła, oraz zmęczenia, nie mogę spać ... jestem wykończona od rana...po południu mam poważny kryzys...a  wieczorem spektakl. Pierwsze pół dnia spędzam w placówce(oczym później) i robię zakupy w biedrze. Drugie pół dnia spędzam w teatrze, ogarniam przestrzeń, bo przyjeżdżają do nas ludzie na gościnne występki. i trzeba powitać, ustawić światła, zrobić kawę...wesprzeć emocjonalnie. być miłym ...

a tu spać się chce, zmęczenie mieli, ciało się buntuje, goronc dopierdala oraz ...ZNÓW zginęły mi okulary. przeciwsłoneczne. dopierocokupione. i ładowarka chyba...noż kurwa. przekopaliśmy teatr. 

W pewnym momencie monty pajton, to był pikuś.

Szukamy tych moich okularów, na sali trwa próba. my już nerwowi, każdy zaczyna ulegać tej presji szukania. muzyk się drze, że dostaniemy paranoi przeze mnie, plastyczka kompulsywnie zagląda wszędzie, wszystko rozbebeszone, magda ryje w śmieciach, dosłownie, i krzyczy, że mamy się zamknąć, bo tam próba trwa, plastyczka z muzykiem ryją gdzie indziej...ja też po raz niewiemktóry ryję wszędzie, każde miejsce którego się dotknęłam...i nagle rozumiem, że muszę w tej sprawie zadzwonić. bo może panihania wzięła przez pomyłkę. 

 I rozumiem też, że nie wiem też, gdzie mam telefon 🙈

mówię więc plastyczce scenicznym szeptem :  czy nie widziała może mojego telefony(boję się magdy) a ona dostaje ataku nerwowego śmiechu. a magda mi dopierdala, że powinnam jednak brać jakieś tabletki. no nie wiem ale profilaktycznie się zgadzam.

Potem przychodzi bardzo dużo ludzi. okularów nadal nie ma. minę mam rozrzedzoną. z nerwów żrę czupsy. fuj.

[Niektórych to ja widzę po raz pierwszy w życiu w moim teatrze. i podejrzewam, że to się dziwnie rozwinie i być może źle skończy]

moje podejrzenia się potwierdzają. 

Nalazło sie tyle frików, że miałam dwa spektakle : 

przede mną siedział pan, który się cały czas ostentacyjne drapał? masował ? po głowie/głowę z uniesionymi rozczapierzonymi łokciami 😬 co mnie Rozpraszało. i zdumiewało. Za mną siedziały dwie panie miłośniczki opery...po każdej scenie klaskały ...ekhm. 😂obok też ktoś coś, a w pierwszym rzędzie pani ciągle marudziła, że jakoś nie słyszy. i ktoś ostentacyjnie ziewał. 

No z tej widowni bym kabaret zrobiła. z sukcesem. 

Spektakl się skończył, a okulary się nie znalazły.

Aktorki dostały kwiaty, dwa wina i lampę. 

Przeciskałam się pomiędzy widownią z tą dużą stojącą lampą, robiąc swój prywatny show : Uwaga ja z lampą !

Potem wszyscy pojechali. znów omiotłam wzrokiem gabinet, pracownię, kuchnie...i okularów nadal nie ma. 

ani ładowarki. już wcześniej zadzwoniłam do placówki czy przypadkiem tam nie zostawiłam. ale nie potrafili powiedzieć.

*

A w środę dostałam odcisków na tyłku, bo siedem godzin w placówce...prawie pustej. a wczoraj już zupełnie pustej. Wykańczające to. i przychylam się do modelu angielskiego, żeby solić kary pieniężne za coś takiego. oraz skrócić rok szkolny, że w czerwcu już wakacje, olewając frakcje rodziców " niech ktoś mi wychowa dziecko".  

(wynająć ludzi na półkolonie)) no cokolwiek, żeby zakończyć te farsę.

Bądźmy poważni. no na prawdę. ja nie będę robić fikołków na trawie. uczę historii i chcę zrealizować materiał. możemy malować przyrodę...możemy robić różne warsztaty i można właśnie teraz organizować wycieczki po radzie... ale jak nikogo nie ma w starszych rocznikach, bo maluchy owszem są... to po co i dlaczego. i dla kogo. i nic zaplanować nie można. a Proceder przekroczył granice absurdu. 

i ma znaczenie czy to jest początek czy koniec czerwca. ogromne. bo poziom zmęczenia rośnie...wprost proporcjonalnie do odległości do mety. i wszyscy już cienko pierdzą. i bredzą ze zmęczenia i gubią okulary.

Nienawidzę marnowania czasu...i pustych przelotów. 

**

A za to w środę, po placówce pojechałam do domu i wsiadłam na motur. i ziuuuu na inną wieś. Naczelnik momentami zasuwał 120km/h i wiatr mi we włosach łopotał.

a tam duży dom i wielki odgród pachnący różami i rada pedagogiczna, to znaczy jedna frakcja. 

w tym przyjemnym, chłodnym ogrodzie siedziałyśmy do nocy. stół biesiadny się uginał, wino się w lodówce chłodziło. 

[Emocje buzowały. choć zmęczenie dominuje. ktoś odchodzi, ktoś zmienia miejsce a reszta zostaje.]

Najbardziej odpowiednia pointa wieczoru: jak lekarz i sędzia będą malować szpitale i sądy, to ja wtedy ewentualnie pomogę wymalować szkołę. 

😁

już teraz mi to lata.

do jakich absurdów i my za chwilę dojdziemy nooo, to właśnie cudownie pokazuje serial "Rooster 🤣🤣🤣 bo niektórzy już doszli.

Zakazane kroki, zakazane tańce, zakazane słowa, zakazane zwroty...japrd absurd goni absurd. no i poprawna politycznie głupota na uczelniach.

🙈🙈

a to już akurat występuje w kraju tutejszym. 

PS

Teraz się zastanawiam, co robić ? ponieważ nie mam się w co ubrać na to zakończenie roku, i nie mam okularów i nie śpię od trzeciej...

a jest fajna opcja, żeby rzucić wszystko wpizdu i pojechać nad morze 😃

środa, 24 czerwca 2026

o tym, że jestem w procesie.



w kontekście dnia wczorajszego. i bez komentarza.

*

.. jeszcze dwa dni

Przesiaduję w tej placówce chuj wie po co. no na prawdę.  

Jakaś ministerialna kretynka idąc za głosem rodzicieli, jak mniemam, zwłaszcza tych zapracowanych z pierwszej fazy rozwojowej dziecka. że nie ma co z dzieckiem zrobić, jak placówka nie działa. oraz jakie ci nauczyciele mają długie wakacje, to skandal i to hańba...otóż zabrała nam tydzień wakacji. 

Zamiast już brykać wakacyjnie, siedzimy w PUSTEJ placówce. dzieci i młodzież , która porusza się samodzielnie i chałupy nie spali, zaraz po radzie klasyfikacyjnej Wypierdala z placówki na zieloną trawkę i święty boże nie pomoże. 

Tak, jeszcze się trochę nawytrząsam edukacyjnie. bo ta edukacja jest tak kulawa i dodupy, że aż bym ją do księgi Ginesa wpisała, za konsekwencje : w rozpierdolu. i konsekwentne niezdecydowanie: Jak nie prawicowa propaganda ideologiczna z kościółkiem tutejszym na czele, to Ta druga strona serwująca serwilizm.

 czyli włażenie w dupę .... najczęściej rodzicom. służalczość i podporzadkowanie władzy. robienie ze szkół, które mają edukować placówek zabawowo opiekuńczych. 

więc w placówce ja się nadal pakuję i nosimy z uczniami te dobra wszelakie, blejtramy, kwiaty, albumy, gliniaki do kiszenia ogórków do mojego auta, gęsiego. przez ogródek. ja im mówię przy okazji, tym pięciu osobom na krzyż, że odchodzę, żeby mieć czyste sumienie. oni nie rozumieją, że jak to mnie nie będzie ? i ciągle dostaje pytanie: Dlaczego. 

więc nadal się biję z myślami czy udać się na zakończenie w piątek. czy nie udać?

Na razie się trzymam, ale jak pójdę w piątek, to pęknę.

Także drę papiery, znaczy dziś zamierzam drzeć testy z lat ubiegłych i różne inne fatałaszki papierowe. lub przywieść na rozpałkę dla sąsiada. Rozdaję książki. napisałam pismo w sprawie przelania moich pieniędzy z kasy zapomogowo-pożyczkowej, o których zapomniałam, na moje konto. no i jaka niespodzianka, bo się sporo uzbierało, sfinansowana wycieczka na wyspy greckie i jeszcze zostanie ;-))

Trwają pogaduchy i ploty. obstawiam też zwierzenia w ogródku. nadrabiamy zaległości towarzyskie...

to w sumie okazuje się dobry czas...kawkujemy. herbatukjemy. 

No i czytam, skończyłam Wolwowicz " Odpowiedz kryje sie w tobie.

a zaczęłam "Złorzecze. Lektury w sam raz na takie dni. niewymagające. 

W nadchodzące wakacyjne miesiące, nie mam wakacji tradycyjnych, tyram w teatrze. i pracowni ceramicznej zwłaszcza. bo mam pewien Plan. ale znajdę czas na hamak i czytanie Murakamiego. nareszcie.


Róże aktualnie dają czadu, zwłaszcza ta pnąca na tarasie. kwiaty pchają się do łazienki.

Wczoraj po placówce znów na hamak, i czytanie słuchanie. wizualnie Zaczęliśmy wreszcie "Roostera, razem. ech upłakałam się. w głos. Padłam wcześniej. także dziś pobudka o 5ej. Melatonina potrzebna od zaraz. a dziś to z pewnością tabletki. Nie wkurzam się, jest ciepło, jasno, ptaki śpiewają. koguty pieją. Piszę więc, nadrabiam zaległości blogowe a o 8ej idę podlewać donice. i na spacer z Ciri.

Apropo,s róż, czeka mnie dziś dosłownie i namacalnie różany orgazm. Setki odmian róż zobaczę i powącham na imprezie we wsi u kuleżanki. i chyba jednak pojedziemy motorem a potem mnie Naczelnik po nocy odbierze samochodem?

ps

jest opcja, że mnie jednak coś obudziło, na przykład koguty u sąsiada. Naczelnik zostawia na noc otwarte okno połaciowe nad schodami, od strony kurnika. Koguty to jednak nie jest najgłośniejszy budzik, piekło się zaczyna, gdy się perlice odpalą...

poniedziałek, 22 czerwca 2026

o tym, że po co komu empatia?

Pierwszy dzień lata był.




międliło się bardzo. burza jakby wisiała nad nami ... słońce wyłaziło i chowało się ale duchota nie ustępowała. a
tu jeszcze pożar dwie wsie dalej. zakłady z dużą ilością środków wybuchowych. dosłownie. waliło tak, że byłam przekonana, iż to sztuczne ognie w Charlocie. Ewakuowano ludzi mieszkających w pobliżu. Ściągnięto wszystkie jednostki OSP z gminy i wiele pozostawało w gotowości bojowej, gdyby coś się jeszcze wydarzyło.

ale nie przeszkodziło mi to delektować się latem...

ani trochę. w sumie co mnie obchodzi jakiś pożar. 

ja byłam przebodźcowana i miałam lato i reset. w zasadzie to mam nadal.

Wisiałam pod śliwą, pachniało wszystkim kwieciem ogrodowym, które teraz kwitnie, zapachy dosłownie odurzają. czytałam. podlewałam kwiaty w donicach, przesadzałam i podwiązywałam. za dużo nie zrobiłam, bo jednak taki parny dzień wysysa energie.

Naczelnik cusz, był w pogotowiu. tyle powiem.

Pod wieczór ale zdecydowanie za wcześnie, pojechaliśmy nad morze, do Rowów z Ciri i dojechali do nas sąsiedzi. połaziliśmy,  (i tu niespodzianka) po wietrznej i chłodnej plaży, zjedliśmy lody i ...do domu, niestety. Słonce jeszcze nie zamierzało zachodzić.

nosi mnie w takie wieczory i dni.

A dziś zaczął się ostatni akt. Ostatni tydzień w placówce. Odrętwienie i niepokojące sny. Że nie widzę co za zakrętem, co się wydarzy, i brak kontroli. Do tej pory się toczyło utartym jednak torem...a teraz znów Rewolucja. zerwanie schematów. rytuał przejścia. i jakiś koniec. Nie pierwszy to raz. 

Zaczynam kolejne życie. za tydzień :-)






*

Przyglądam się ludziom, aż chyba za bardzo. i robię diagnozy dla siebie, nie dla nich.

Kręci mnie obserwacja i wyciąganie wniosków. Które zatrzymuję dla siebie ale czasem się  podzielę, na przykład dziś, gdyż sporo wisiałam pod śliwą w łikend.

[zapisuję te wnioski głównie ku pamięci i żeby nie pakować się w różne duszne sytuacje]

Ja wiem, że z wiekiem, to się wszystko kumuluje ale są jednak ludzie, którym się nic i nikt nie podoba. ... Nikt i Nic dosłownie. Przykro słuchać a najlepiej nie słychać, tylko politować się. Kiedy się tacy porobili? życie niespełnione, książę na białym koniu nie dojechał? społeczeństwo nie doskoczyło, nikt się nie poznał na talencie???

tacy ludzie mnie wysysają, wytrącają oręż z dłoni, denerwują i w dodatku najczęściej też są monotematyczni. 

Zauważam też, że niekoniecznie tacy Oni skromni i wycofani,

 uważają, że tembr ich głosu brzmi najmądrzej. obojętnie czy pisanego czy wygłaszanego. że każdą pracę mają chujową i nie płacą im geniuszom odpowiednio...że każda praca jest nieodpowiednia. dla nich arystokratów intelektu z urodzenia. 

i Oni właśnie najczęściej  nigdy nie wypowiadają się dobrze o innych NIGDY, bo chyba by im jęzor odpadł. Nigdy się nie zachwycają światem.  przyswajają tylko to co podobne, odrzucają wszystko co odmienne.

ktoś kiedyś napisał? że taka odmienność kręci. pociąga, której samemu się nie umie. niemoje życie. dlatego gawiedź kręcą celebryci :-)

mnie nie kręcą 

nie znam ich.

ja uważam nadal,

że opłaca się wychodzić ze strefy komfortu, ja bym powiedziała, że rutyny, przyzwyczajeń i urojonego bezpieczeństwa.

Tylko zastanawiam się po co mi ta empatia?  przez którą nie mogę powiedzieć co na prawdę myślę. bo jak powiem, to się objawi matrona z lublina ze swoim bełkotem)):

I właśnie zazdroszczę takim co to robią vivisekcję i nic nie czują.

Dlatego przestałam być kompatybilna. to znaczy jeszcze nie przestałam, pracuję nad tym. i teraz zamiast łazić po polach, po ogrodzie, wisieć na hamaku,  to ja się spuszczam w tym poście...nie wiem po co.

Życie mamy jedno, krótkie i nie czas na zastanawianie się co autor miał na myśli. 

Czas na hamak i spacer z Ciri.

*Zdjęcia ze spaceru i ogrodu.



niedziela, 21 czerwca 2026

o Dziewczynie z ... wodogłowiem.

osoby o słabym systemie nerwowym i niskim progu tolerancji oraz za dobrze wychowane lub po prostu z kijem w dupie...uprasza się o nieczytanie. dużo kurwów będzie.

A ci co się odważą, niech sobie włączą utwór "Dziewczyna o perłowych włosach"🤣🤣🤣


Taaak, to był dzień pełen wrażeń.

i chyba dawno nie byłam tak przebodzcowana. tak sobie wmawiam, bo to teraz takie modne w pewnych kręgach : 

och, nie krzycz, nie mów tak głośno, bo ja taka przebodzcowana jestem, nie mogę jutro przyjść do roboty, bo ja taka przebodzcowana jestem, nie idę na ten koncert, bo będę przebodzcowana ...wczoraj mnie tak przebodzcowało, że dziś nic nie mogę, tylko cierpieć..

No to postanowiłam też BYĆ PRZBODZCOWANA.

nie zostałam wczoraj na tańce i hulanki pospektaklowe, bo taka byłam przebodzcowana...

Spektakl fajny i warto było ryzykować jadąc w deszczu Ale tak mnie przebodźcował... bo i kukły, i szczudła i tańce z ogniem i muza za głośno w dodatku fatalnie zmiksowana i sceny ciągnące się w rytm utworu muzycznego... i przekaz podprogowy i powtarzalność, bo widowiska plenerowe są powtarzalne i wchuj tego. aż nadto do schematu przebodźcownia pasującego.

A przecież, to było już na zakończenie dnia pełnego wrażeń, zwłaszcza jednego Wrażenia, które mnie wypełniło wszystkimi demonami i wrażeniami po kokardy, że więcej miejsca nie miałam.

Otóż to:

Dziewczynka robocop z wodogłowiem to ja 🙄

Naczelnik mi wczoraj machnął z zaskoczenia, to chujowe zdjęcie, na którym owszem motur się jedynie prezentuje dobrze.

[muszę schudnąć, jak nic, ale przecież nie urosnę, żeby mi się proporcje apropo,s wodogłowia zmieniły...kurewa pierwsza]

Kurtka specjalnie rozbudowana o wszelkie możliwe ochraniacze, także bary mam jak atletka, no i ciężka cholernie. i mi cycki plaszczy, bo widomo dopasować żadnej nie mogłam. Jak rozmiar S to się cycki nie mieściły, jak M to się nadal nie mieszczą ale pozostałe parametry już na styk (ochraniacze muszą być w odpowiednich miejscach). Podobnie ciężki jest beret na głowie, w dodatku za duży ale nie dałam się wkręcić w rozmiar S, przy którym owszem beret dopasowanie siedział ale ja wyglądam, takjakby jak chomik?😤

Nie, no po moim trupie. Żaden pan ze sklepu nie ośmielił się mieć uwag do mojego wyboru. taka jestem zołza asertywna. Wygląd ponad wszystko inne.

Do tego dojdą rozbudowane spodnie dżinsy czarne i buty w typie martensy. rękawiczki mam. I będzie już zupełnie odlotowo 🙈

a przecież ja nigdy nie chciałam być obcisłą Larą C.

[jprd na szczęście nikt ze znajomych mnie nie rozpozna].

Był bardzo gorący dzień i bezwietrzny, więc się wybraliśmy na popołudniowowieczorną przejażdżkę okolicznymi wsiami nad morze. No tym razem już nie panikowałam na zakrętach i nie waliłam Naczelnika w plecki. ... tak często. Zresztą cały czas gadaliśmy przez interkom. i gdy tylko się pojawiał na horyzoncie zakręt w Prawo, to już była panika i ściskanie Naczelnika kolanami, co zaowocowało napierdalawką tego lewego kolana. no skręt w lewo to jeszcze jakciemogę ale w prawo...jakiś dramat.

Przyzwyczaję się mam nadzieję....już się składam lepiej na tych zakrętach. Naczelnik tak mówi i może jednak kłamać, zna mnie i wie, że tylko czekam na pretekst, żeby się wymiksować. a wcześniej się muszę obrazić albo wystraszyć. także taką grę ze sobą prowadzimy. 

No to lecim tym tanim sentymentalizmem rodem z kiczowatych komedii romantycznych : 

że wiatr łopotał mi we włosach, Dosłownie, bo spływały mi malowniczo do pasa (wodogłowie nieco za duże, to mi przynajmniej twarzy nie ściska) i wyglądam, ekhm tajemniczo z włosem rozwianym za ciemną szybą imitującą okulary 😁

(nie szkodzi, że kiepsko widzę, przecież nie oto tu chooodzi.)

Przyjemna bryza owiewała głowę i resztę, gdyż kurtka nowoczesna przewiewna letnia jest(niechby tylko coś było nie kaman, kurewa 1400 złotych kosztowała). 

Niby widoki pienkne, bo zachodzące prawie słońce, Alee dla kogo piękne dla tego piękne, ja się JESZCZE NIE ROZGLĄDAM, jestem skoncentrowana na przyrządzie pokazującym prędkość, żeby napierdalać Naczelnika w plecy, że za szybko jedzie 😂😂😂

[taka zabawa. no skoro wychodzę ze swojej strefy komfortu, to niech coś z tego mam, prawda?]

Także bryza owszem ale, gdy prędkość się zwiększała, to już mi bardzo nieprzyjemnie huczało. ..a przecież wiatru nie było, to co się dzieje, gdy jest? Nie chcę wiedzieć. chyba globusa dostanę za każdym razem, gdy wiać będzie, żeby nie partycypować. 

O pani, to było dla mnie zdecydowanie za dużo tych działań na raz, bo i trzymanie, i skręcanie i kolanko i pilnowanie prędkościomierza, i rozglądanie się i wdychanie lata i pilnowanie, żeby się nie spierdolić. Kto by to ogarnął na trzeźwo?? pytamsie. 

Także chyba zignoruję przepisy ruchu drogowego i zacznę jeździć na wspomaganiu, tak jak na nartach. swego czasu i komu to przeszkadzało?

[no i zdecydowanie za dużo bodźców dźwiękowych. Naczelnik żałował, że się tym harleyem nie bujnęłam, jednocześnie chyba zapomniał, że mi opowiadał, iż on jednak bardziej telepie i huczy...czym mnie skutecznie zniechęcił]

 Jednak, gdy tak jadę z włosami do pasa, które łopocą na wietrze i opiętym tyłkiem w dżinsach oraz w tym berecie zasłaniającym twarz, to ...może ktoś się nabierze ;-))

A dziś mamy taki samu ukrop, jak wczoraj tylko mniej słońca, to sobie kwiaty powsadzam w donice, gdyż jeszcze doszły...i zamierzam wisieć na hamaku a pod wieczór jedziemy nad morze w nadziei na taki sam spektakularny zachód słońca, jaki był wczoraj.

W polityce tyle się dzieje, że mnie zatkało i do niczego się nie odniosę natenczas.

sobota, 20 czerwca 2026

WESOŁEGO przesilenia letniego :-) Midsommar.

 i zrobiło się Nagle tak duszno, prawie jak w placówce ostatnio, że dzień piątkowy poszedł na zmarnowanie. znaczy żadne prace ogrodowe nie wystąpiły.

Wstałam zbyt wcześnie i zajęłam się pisaniem posta. Wrzuciłam pranie pościeli, gdyż nareszcie aura sprzyja. a potem pojechałam z kotem do weta, wróciłam, zjadłam i ...padłam. że zaspałam na imprezę🙈

 Tak się mieliło w powietrzu i wisiało i dusiło, że normalnie, jak na złość.

Tańce były i owszem, także się poczułam trochę, jak w przedbiegach dnia przesilenia :-) i tylko tańczyć nie miałam siły za długo, bo duchota. Wino białe się lało i Jedzenie było obfite i przedobre, także zostaliśmy obdarowani na odchodne ciastami i nie tylko, na wynos.

Wprawdzie nie było śledzia (no jednak był śledz po naszemu) i truskawek (oo też były w cieście) :

W Szwecji zabawa zaraz się zacznie od tańców wokół słupa majowego, a potem odbędzie się impreza u znajomych, gdzie zajadać się będziemy śledziem, łososiem, quiche, młodymi ziemniakami i truskawkami, popijając wszystko piwem i sznapsem. Będzie też dużo śpiewu przy stole, zanim pogadamy (i potańczymy!) do białego rana. 

Och byłam i widziałam i tańczyłam i jadłam torty truskawkowe i śledzie i pozwolę sobie znów wrzucić zdjęcia 

Sztokholm 2025







gdybym tylko mogła jeździłabym co roku. serio. dawno tak dobrze się nie bawiłam tańcząc wokół słupa. 

Czytam już właściwie tylko "Mary miasta, Białys. bo "Uwikłaną z akcją w Stambule, gdzie zero Stambułu)) skończyłam. Dwa dni w szkole i po książce. Tak to ostatnio wygląda a w przyszłym ostatnim, niepotrzebnym tygodniu, to już nie wiem ile przeczytam...może dokończę te "Wykluczoną i "Wyrobisko. choć Wyrobisko cienkie. szkoda czasu. 

Przyszły tydzień się szykuje też ciekawy bardzo, bo w środku tygodnia jedziemy na alko imprezę z dziewczętami do innej wsi :-)) a w czwartek mam spektakl. a w piątek to już chyba nigdzie się nie wybieram...to znaczy wybieram do sklepu rowerowego po elektryka.

Na imprezie wczorajszej postanowiliśmy założyć Pracowniczy Klub Rowerowy. brzmi poważnie c,nie:-))

a potem zajmę się domem, ogrodem. teatrem. nie no nudy nie będzie, będzie fajnie:-)

*

W 2023 byliśmy pierwszy raz na Nocy Kupały, w sąsiedniej gminie nad jeziorem, przez kolejne lata nie jeździliśmy, bo byliśmy wyjechani, dziś się znów wybieramy.

,
2023 r. Noc Kupały nad jeziorem Obłęże. druga w nocy a ja nadymiona ale szczęśliwa.

*

Tak sobie troszkę zaglądnę totutotam. niechcący. i albo sprowokowana postem albo komentarzem. i zadziwia mnie doprawdy strzelanie focha coniektórych blogerek, że cytując skoro mnie nie czytacie i nie komentujecie a nawet napadacie...nie jestem dla was interesująca, a przecież jestem i pisarstwo moje jest premium, to zamknę bloga, wam na złość   🤣🤣🤣a macie.

i dla przykładu taki koncept : Zmieniłam status bloga na prywatny. Nie ma zaangażowania? To nie będzie treści premium. Nie jestem bezmyślną maszynką, tylko twórcą, który się ceni. Fajnie było dla Was pisać.

to był cytat.

I🙈 ja chyba coś mgliście pamiętam że kiedyś, ongiś, onegdaj byłam raz u tej pani i mi wystarczyło.

ale żeby aż tak się cenić, no to trzeba mieć nieliche kompleksy 😂😂

**

A tymczasem wiszę pod śliwą...


Wietrze kołdry, poduchy.

ach i "Wdowia zatoka" na applach to jest świetny serial.

A konkurs na najlepszy "Portret z wiankiem" wygrała Pani z brodą :-)

piątek, 19 czerwca 2026

Dzień barbera.

 Stambuł poniedziałek, dzień wylotu...i wielu drobnych refleksji




Najpierw śniadanie widomo, długie, niespieszne, i smakołyki, jako bonus za całe pięć dni tłuczenia kroków tysiącami... w drugiej kolejności ja do pokoju i maseczki na twarz 
i żałuję, że nie do SPA. po niewczasie. A Naczelnik udał się do barbera. przyciął mu brodę i zrobił fryzurę. bo Naczelnik ma fajne włosy ale kręcone i nie łatwe do ogarnięcia nożycami, 
tymczasem pan się uwinął z dobrym efektem dla brody i włosów. 
Potem się spakowaliśmy i o 12 gdy się kończy doba hotelowa, walizki do przechowalni  a my w miasto. niespiesznie, żeby się nie spocić. a pożegnać z Bosforem. Lot mieliśmy dopiero o 21ej z czymś tam. więc cały dzień wydawałoby się do zwiedzania ale niestety nie do końca. Stambuł zamieszkuje 16 milionów ludzi.... a godziny szczytu mam wrażenie są cały czas. Taksówkę zmówiliśmy pod hotel na godzinę 17 tą (spóźniła się 15 minut) nie mieliśmy pojęcia ile będziemy jechać. w te stronę nocą jechaliśmy 40 minut, a teraz w korkach ?? dojechaliśmy w godzinę piętnaście. jak pisałam już lotnisko "Stambuł jest wielkie i ... te trzy godziny nam się przydały. serio. 
(Poza tym ja lubię bardzo sklepy bezcłowe))

a teraz już niechronologicznie:

Oto, historia ostatniego posiłku w Konstantynopolu. 
Zaplanowaliśmy go w tej samej knajpce w której spędziliśmy ostatni wieczór z winem. Pod samym naszym hotelem a na przeciwko sklepu z dywanami, kilimami, poduszkami ...

Naczelnik jadł jakieś mięso, ja niestety nie mając wyboru zjadłam krewetki z grzybami, bo knajpa akurat była taka sobie i droga. ale wino mieli przednie. a że byłam już obżarta bułą z rybami, którą zjadłam w egipskim bazarze(pięć buł w cenie miseczki z krewetkami) więc ich nie ofukałam za ceny z kosmosu: za krewetki w ilości mini. w zasadzie zdjęcie tego naczynia z krewetkami było większe od naczynia w realu. taka sytuacja. 
W częściach i dzielnicach bardzo turystycznych turcy niemożebnie, do granic naciągają turystów w każdym lokalu. Dlatego następnym razem pojedziemy w inną dzielnicę. 




W kieliszku z winem jak w soczewce skupia się akcja tego filmu z Kotem w roli głównej. 
którą obserwujemy przez ponad godzinę. Siedzimy na zewnątrz w cieniu ale przy ulicy, i to jest jednak bardzo dobre miejsce, bo dzieją się rzeczy ciekawe. Zazwyczaj biegaliśmy po mieście (choć my jednak robimy to w naszym tempie) to jednak nie pozwalamy sobie na zbyt długie obserwacje tego co wokół, Tym razem było inaczej i już w pierwszym rejsie promem do Azji daliśmy sobie czas na kontemplowanie wszystkiego, ludzi, krajobrazu zarówno na promie, jak i na nabrzeżu i w knajpce. 
A teraz patrzyliśmy na spektakl z kotem. 


zrobiłam mu zdjęcie, gdy był już zmęczony i wkurwiony.

Kot sklepowy sobie siedział spokojnie na dywanikach przed sklepem z dywanami, poduchami ...ble ble ble i Pozował do zdjęć. A tym bardziej, że tuż za kotem stały koty, jak widać. Każdy absolutnie, każdy turysta robił mu zdjęcie i okey, chyba tak ten kot zarabiał na michę żarcia. i dobrze. widać, że najedzony i raczej szczęśliwy marzył o drzemaniu a nie zabawianiu turystów. Gdy kolejna i kolejna i kolejna osoba usiłowała go pogłaskać najpierw się uchylał, potem uciekał zmieniając miejsca, żeby na koniec już zdecydowanie napierdalać te łapska, które po niego sięgały. i doskonale go rozumiem. człowieki to nie mają odrobiny empatii w sobie. Kibicowaliśmy kotu. i mieliśmy niezły ubaw patrząc jak sobie radzi z namolami i jakie miny miały paniusie, i panowie, gdy oberwali łapą i pazurem. 

Koty w Stambule...ech owszem bardzo dużo ich i widać, że karmią ale nie sterylizują i nie leczą. więcej nic nie powiem bo zdołowana jestem. 

Zaplanowaliśmy sobie spacery po Bazarach, niespieszne. Grand Bazar to studnia bez dna. w każdą stronę i na zewnątrz też.
 

Bardzo przyjemny street food : buła z pieczoną na ogniu rybką i warzywami bardzo dobra i syta.





po męczących bazarach poszliśmy do portu ostatni raz spojrzeć na miasto, statki, promy i Bosfor.




No i na koniec główne wejście do Grand Bazaru oraz stoisko ze złotem. jprd co za stylówa iście bizantyjska.

Podsumowania.

Kasowo wyprawa wyszła całkiem droga, niestety, bo tam kasa leci ... wypływa i wylatuje, jak z rozdartych spodni.
Gdy jedziesz Pierwszy raz do Bizancjum, to bardzo bezpieczny i dobry wybór, ta dzielnica Sultanahmet. na prawdę. 
Znajdują się w niej Wszystkie najważniejsze atrakcje turystyczne; pałace, meczety, cysterny, ogrody, mosty, place...wułala. Poza tym jest tam mnogość hoteli i jest w czym wybierać. no i wszędzie blisko w zasięgu spaceru. a nawet wzroku. To jest ważne!! bo miasto jest ogromne a tramwaje, autobusy owszem skomunikowane i częste ale po pierwsze korki, i w sercu każdego dnia miasto jest kompletnie zatkane...i męczące. Dojazdy zabierają cenny czas i pieniądze.  ...czasem zabraknie kasy na karcie. Karta istambulska komunikacyjna, to jest absolutny sztos. płacisz nią za wszystkie środki lokomocji, autobusy, których należy unikać, tramwaje, promy...wygodne to bardzo. Jedna wystarczy na dwie osoby.

Bilety wstępu. Drogie wchuj, chyba najdroższe do tej pory. kilka stów na dwie osoby dlatego warto szukać możliwości wstępu za darmo. a są takie, nam się udało do Cysterny. Na przykład meczety są za darmo i można też sobie urządzić rejs po meczetach. Warto też szukać atrakcji mniej płatnych a identycznych w efektach : zamiast słynnej widokowej Wieży Galata, wybrać te kolejkę którą My jechaliśmy na punkt widokowy miasta. Wicie ludzie, wydatki płyną w Satmbule wartko, jak woda w klozecie...warto umieć mądrze się przygotować, bo popłyniecie. filmy naprowadzające na YT dostępne, można się przygotować.

Knajpy, no w tej akurat dzielnicy też drogo. bardzo. i nie ma reguły bo i w miejscach topowych turystycznie i w bocznych uliczkach też się zdarza. ale wystarczy wsiąść na prom  i popłynąć do innej dzielnicy, azjatyckiej na przykład i wtedy knajpy tańsze...choć wszystko zależy położenia, w Kadikoy owszem trzeba uważać przy porcie, naganiacze i drogo a już dalej klimatycznie i dużo taniej.
[Na winiecie jedna z takich knajpek]

Kiedy najlepiej jechać ze względu na temperatury(miasto!!!) no chyba jednak ciut wcześniej, czyli w maju? ale i ten czerwiec nie był taki najgorszy.

Hotel o wdzięcznej artystycznej nazwie Dosso Dossi and SPA  polecam ze względu na położenie, jak i śniadania. i pokoje owszem czyste, i obsługa miła, i cisza choć pokój od ulicy, żadnej imprezowni w okolicy. ale pokój maleńki...trochę za maleńki. Po prawdzie, to mieliśmy wybór, albo większy z dużym tarasem, i widokiem na dupemariana w stadium rozkładu albo maleńki z balkonem ale z widokiem na kawałek klimatycznej uliczki. 
Trzeba było wybrać większy ;-)

Wygodne buty. nooo upłakaliśmy się nie raz nie dwa na widok ruskich bab, które KOŚLAWO poruszały się w szpilkach po chodnikach. wyjeżdżały z laczków pod górkę...tylko ruskie idiotki tak mogą 🙈się ubrać.
Największy minus Stambułu to ruskie, tfu.

Jak widać wycieczka do Istanbułu jest łatwa do zorganizowania samemu. Trochę informacji samodzielnie zdobytych ale dostępnych na blogach, na YT i heja.
Polecam.

Być może ciąg dalszy jeszcze nastąpi, jak  mi się coś przypomni.

ps
chyba napisze poradnik podróżnika.