Lindos.
[Środa】
i w mylnym błędzie będzie każdy, kto myśli, że akropol, jest tylko jeden i niedajbuk, że jest to nazwa własna tego jednego najpiękniej zachowanego i najsłynniejszego i największego w Atenach. Każde greckie polis miało swój akropol. Akurat ten w uroczym Lindos, podobnie jak ten w Atenach, góruję nad miastem.
[i definicja dla niedowiarków : Słowo akropol (z greckiego akropolis, od akros – najwyższy i polis – miasto) oznacza dosłownie „górne miasto”. W starożytnej Grecji była to ufortyfikowana część miasta (cytadela) położona na wysokim wzgórzu, gdzie wznoszono najważniejsze świątynie i pałace. Miejsce schronienia w czasie wojen oraz religijne serce miasta. Pałace władców, skarbce oraz świątynie ku czci bóstw]
to tytułem wstępu.
Zwiedzanie Lindos rozpoczęliśmy od zdobycia Akropolu. dopóki jeszcze było tylko gorąco, czyli w okolicach 8.30.
Droga pustymi jeszcze uliczkami na akropol.
Wyspa Rodos jest głownie nagabywana przez turystów po wschodniej stronie. gdzie rzeczywiście znajdują się głownie miasta, atrakcje turystyczne. bo generalnie, to jest wsiowa wyspa, wieś na wsi i dwa miasta na krzyż, bo po co więcej, skoro wysepka mała, i w sam raz.
Poniosło nas normalnie i daliśmy się dugi raz zawlec do autokaru...do zwiedzania dwóch miast Lindos i Rodos. Jest tylko jeden plus dodatni takiej imprezy czyli wycieczki fakultatywnej, Przewodnik. mianowicie. oraz znajomi, reszta grupy, bo skoro nas tylko 20ka była, to owszem postanowiliśmy się integrować. wspierać, być ze sobą w przeróżnych konfiguracjach.
i już w Lindos tego pożałowałam.
To wyzwanie czyli wdrapanie się na wzgórze akropolu okazało się bułką z masłem. nie wszyscy się zdecydowali, a tymczasem o wiele większym wyzwaniem była marszruta do zatoki A. Quinna z laczka, w samo południe 🙈🤣kilka kilometrów w górę...
i lindyjskie wzgórze akropolskie w porównaniu z ateńskim było samą przyjemnością. więc jeśli nie dla zawartości, choć i ta ciekawa, to dla Widoków, trzeba. na prawdę trzeba i Warto. obowiązkowo trzeba pamiętać, że obuwie powinno być sportowe, nie żadne laczki, gdyż całe miasteczko jest wybrukowane chochlakami. i w związku z tym poślizgi niekontrolowane występują.
Najpierw widać fortyfikacje, joannicke, potem Propyleje, i ruinkę bizantyjską św. Jana a następnie pozostałości po świątyni Ateny z Lindos. i całą resztę wielokulturowości. aż do współczesności.
no więc atak szczytowy na pierwszy rzut, bo było jeszcze przyjemnie, słońce nie odbierało rozumu. bardzo się udał a za widoki można by dać się pokroić.
w tym widok na Zatokę św. Pawła, bo ten fanatyk szlajał się chyba po wszystkich wyspach Śródziemia...
malownicza, prawie okrągła i osłonięta zatoczka u podnóża akropolu w Lindos. Słynie z krystalicznie czystej, turkusowej wody, małej białej kaplicy oraz unikalnego kształtu przypominającego serce, gdy patrzy się na nią z góry. Według tradycji w 58 roku n.e. (lub 43 r.) przypłynął tu św. Paweł, aby schronić się przed burzą i głosić chrześcijaństwo. Widok na NomadoKLIK - rozwinięcie historii.
widok na Lindos od strony przyjazdu do miasteczka.
i odwrotnie z akropolu na platformę widokową.
Mieliśmy bardzo dobrego i zabawnego przewodnika Greka archeologa i jego przesympatyczną polską wersję kobiecą.
Grek raczył nas anegdotami w stylu : kiedy Grecy przenieśli Akropol z Aten do Lindos?? zapytał pewien anglojęzyczny turysta 🤣🤣
Przewodnik sarkał na stan wiedzy o własnym państwie młodych Greków a co dopiero turystów. ale miał dystans i z pewnością zapędy belferskie, bo w kółko robił nam jakieś zagadki z nagrodami, jedną z nich wygrał Naczelnik i dostał obiad w knajpie w nagrodę ;-)
Akropol w Lindos jest mieszanką, wszystkich, którzy postawili nogę na tej uroczej wyspie, mix widać gołym okiem i Grecy z fragmentem świątyni Ateny, której nie będą odbudowywać, bo się boją, że wypłukany piaskowiec się zawali. z murami obronnymi Joannitów, z rysem Rzymu w postaci ruinki bizantyjskiej, którą z kolei Turcy przerobili na meczet, a potem znów stała się cerkwią greko katolicką ...
Poniosło nas fakultatywnie, jak nic i nie tylko pożałowałam ale i się wkurwiłam, gdy po zejściu z akropolu się okazało, jak mało mamy czasu na kontemplowanie Lindos.
Lindos jest Przepiękne, i mogłabym/chciałabym w nim spędzić cały dzień, siedząc w wąskich uliczkach, w maleńkich knajpkach czy gubiąc się w wykwintnych galeryjkach... niestety autokar nie poczeka.
Ta wolność i swoboda w podejmowaniu decyzji i ilości czasu na delektowanie się w swoim tempie, jest niemożliwa w grupie zorganizowanej. a ja już chyba mam z tym problem. Owszem na leżaku przy basenie, owszem na plaży, przy snurkowaniu, czy nawet na motorówie, promie, statku, owszem wieczorkiem w knajpie...tańce, hulanki, swawole, to Tak. i śmichy chichy i plotkowanie a nawet tymczasowe aferki :-)) to jest bardzo przyjemne. choć na dłuższą metę męczące. bo się już odzwyczailiśmy. mianowicie.
Natomiast zwiedzanie grupowe już mi ciąży.
Za wiele nie zdążyliśmy posiedzieć i się ponapawać i się zgubić nie zdążyliśmy mianowicie. proszęjaciebie kawka w kawiarni w domu kapitańskim, frappe obowiązkowo, potem kilka uliczek i kilka galerii art.
i teraz muszę tam wrócić.
[kilka koleżanek jechało ponownie🙈 na szlajanie, zakupy zwłaszcza 🙈dwa dni późnej ale my byliśmy wykończeni inną wyprawą i ustawieni na następną]
Podczas powrotu, gdy to ciągnęliśmy się w ukropie na parking pod górkę, dopadła nas kolejna frajerska sytuacja, w stylu szczotki do butów na moście w Stambule :
pewna duża czarna pani o silnym uścisku z dredami, proponująca warkoczyki i różne zaplatanki na rękach, zagadała do nas znienacka po polsku: Cześć ! wyciągając rękę. Dobre wychowanie czasem się nie opłaca, mówię wam, Odruchowo podałam rękę a ta mnie scapiła i obwiązała jakimś barachłem z koralikami i następnie mocno trzymając zwabiła Naczelnika, który już wiedział co się świeci i wyjmował portfel...jego też obwiązała, Następnie przestrzegając, że to nie Woo doo, napluła i nadmuchała, nachuchała na te biżuterie, jakieś czary odprawiła, żebyśmy byli szczęśliwi, razem. i zażądała 14 ero 😬za trzy koraliki na sznurku...FUCK. żetakpowiem.
i jprd za 7 euro, to można pół litra pysznej oliwy w olejarni kupić.
mianowicie to zwykłe świństwo jest, tak wykorzystywać zmęczonego lezieniem pod górkę i gorącem kulturalnego człowieka turystę. i żeby to jeszcze ładne było, to bym w prezencie oddała. W dodatku nie wiadomo, co to się odjaniepawli w tym pluciem i chuchaniem, dla zdrowia i szczęścia.😜gdy oddam i rozdzielimy...proszęjaciebie.
No powiem wam, że straciłam serce zarówno do turków chujówczyścicieli butów na moście, jak i do czarnych murzynek z koralikami. ftu ich mać la puta madre.
[posty rozdrabniam, pisząc wrażenia i podróże w kolejności na bieżąco, ale publikacja z dużym opóźnieniem, bo czasu nie ma, i zdjęcia są problemem, gdyż mam taki zalew zdjęć, że się zdecydować nie mogę].
cdn.
(wszystkie zdjęcia moje lub Naczelnika)










































































