sobota, 14 lutego 2026

Szukrak. słodko-gorzkie refleksje arabskie.

 bo oczywiście uwielbiam podróże, historia, to moja pasja, podobnie sztuka. i jestem ciekawa ludzi, ich kultury i zwyczajów. Poza tym przyroda to jest dopiero teatrum. Zachwyca mnie to. i nadal mam siły i ochotę również na wychodzenie ze strefy komfortu. 

W temacie hotelu i wyjazdu napisałam prawie wszystko. a wszystkiego co przychodzi mi do głowy i co przeżyłam, nie da rady napisać. Podobnie, jak historii Egiptu czy historii sztuki egipskiej. 

Najpierw hotel, który bardzo nam przypadł do gustu i też już sporo napisałam o nim, gdyż spędziliśmy tym razem, wyjątkowo dużo czasu nad basenem i na pięknej plaży. spacerując nad ranem i w nocy. jak nigdy. 

Cztery egipskie gwiazdki śmieje się Naczelnik ale rzeczywiście zupełnym przypadkiem go wybraliśmy i trafiliśmy na hotel z absolutnie zerową ilością krytycznych komentarzy i bardzo wysokimi notami, ocenami. Ma w naszym prywatnym rankingu drugie miejsce. po RIU. tym razem właścicielami jest belgijska rodzina. Klimat Three Corners Happy Life, obsługa, jedzenie, pokoje, czystość, plaża, basen i strefa dla dorosłych, strefa ciszy dają wysokie poczucie komfortu. 







karmiki, jedzenie i picie dla ptaszków a i tak łobuzy podjadają z talerzy

wystrój Lobby to zdublowany słynny złoty fotel tronowy znaleziony w grobowcu Tutanchamona.

[widać istotną zmianę w klimacie wizerunków, złamanie dotychczasowych zasad przedstawiania postaci. Faron i jego żona no i jeden bóg Aton, symbolizuje go słoneczko z promieniami na końcu których są rączki. czyli  Scena ta jest utrzymana w stylu amarnickim, charakteryzującym się realizmem i intymnością, wywodzącym się z czasów Echnatona.


Z pozycji leżaka dnia ostatniego
bo dzień ostatni w zasadzie spędziliśmy nad basenem. oraz oczywiście pakowanko i przedłużenie doby hotelowej za dwadzieścia dolców. ostatnim razem zrobiliśmy to samo. Wylot mieliśmy dopiero o 24ej a na lotnisko zabierali nas już ok 20. szaleństwo.
Lotnisko Marsa Alam nie jest moim ulubionym lotniskiem. ale tym razem było mniej tłoczno i czyściej. oraz mniej nerwowo a może ja się już przyzwyczaiłam... do pokrzykiwań. Yallah Yallah !!!
Tym razem tylko fafnaście kontroli zamiast fafdzięsięciu. samolot o czasie i bagaże doleciały razem z nami.
jest progres.




Pan sprzątający nam takie ładne łabądki wydziergał z ręczników za tłusty bakszysz.

Bakszysz.

na każdym kroku dajesz one dolar, powiedziałam naszemu Przewodnikowi, że Egipt powinien zmienić nazwę na Łandolar. zresztą szybko okazuje się, że to nie łandolar tylko zupełnie inna kwota ;-)

Nie jestem skąpa, ale bywa ciężko, zwłaszcza gdy Wywlekają najcięższe działa w postaci dzieci: biegnie przy nas mały chłopczyk (5lat)z całą garścią zakładek do książek z papirusa, i błaga, żeby kupić dziesięć za łandolar. Naczelnik po całym dniu ma dość. Oskubią cię do gołego, tłumaczy, jeśli tylko wyczują, że mogą. Daj mu pieniądz, mówię i biorę jedną zakładkę. innym razem chłopczyk nalega na kupno bransoletki, mam już kilka, nie chce ale piniądz daje...nie wiem, kto wytrzyma ten wzrok. ja nie wytrzymuję. wiem jestem Frajer. 

Piszą, że bogactwo Egiptu to Kanał Sueski i rolnictwo a dopiero na kolejnej pozycji turystyka. Gówno prawda. karmimy ich psy, koty, dzieci...kobiety, matki, ojców, kupujemy ten badziew turystyczny i tagujemy się robiąc im przyjemność. Czasem się zapominają i po wszystkim mówią: jak to dobrze, że wy Polacy przyjeżdżacie. ..no to mamy już łatkę frajerów. i Trudno. niech tak będzie. albo chłopak był prześmiewczy. nie wiem sama.

Nie chciałam wchodzić do fabryki alabastru, bo wiedziałam co nas tam czeka więc zostaliśmy po pokazie na zewnątrz ale gupia zapytałam przewodnika, gdzie się możemy dobrej kawy napić, nigdzie po drodze się nie udało. no Oczywiście, że w fabryce nam zrobią ZA DARMO...i chciał nie chciał się tam znaleźliśmy. obogowie, pomyślałam znów wyjdę z kolejnym alabastrowym kotem🙈

No i zrobili, aż trzech ich robiło te malutką kawkę z cukrem, pyszną zresztą. Gdy dziękowałam, wszyscy trzej zasyczeli BAKSZYSZSZSZSZ...nie wiem ile nas ta kawa kosztowała. a wyszliśmy tym razem z ... krzyżem egipskim, kluczem do świata zmarłych, całkiem sporym. i alabastrowym. 

już wisi na ścianie.🙄

Innym razem z kolei było raczej śmiesznie, po buggach, gdy nas przymuszono do pokazu herbat, smarowideł i perfum. Targował się z Naczelnikiem, młody chłopak i dwoił się i troił, aż nas zmęczył ... daj mu ile chce, za ten krem i herbaty, tylko niech już nie biega po kolejne rzeczy ZA DARMO. Zawyłam wreszcie:

-  On: kup ten krem Kleopatry, tę większą butelkę, bo się opłaca, 

- Naczelnik: nie chce tej większej, biorę mniejszą,

- On: dorzucę ci jeszcze ozdobne pudełko ZA DARMO,

- N: nie chce pustego pudełka, nie mam miejsca w walizce,

- On: dam ci jeszcze ozdobną (pustą) butelkę ZA DARMO,

- N: po co mi ta pusta butelka, ja nie będę woził pustych butelek do Polski, nie mamy miejsca w walizce i samolot sięspierdoli (i tu pokazał wymownie jak w Marsa Alam samolot się wznosi a następnie sięspierdla pod wpływem ciężaru)) no upłakaliśmy się wszyscy troje ale dziad nie odpuścił. 

- On: dodam piękną reklamówkę z wizerunkiem mojego dziadka(a na reklamówce maska Tutanchamona 😂

... i tak można  wnieskończoność. wyszliśmy z herbatami, mazidłem w mniejszej butelce (punkt dla nas) ale za więcej kasy, niż planowaliśmy, bez drugiej butelki szklanej. za to z pudelkiem ozdobnym. punkt dla niego. 😅

Naczelnik w efekcie ...zazwyczaj, choć bywają wyjątki, utarguje a biegają za nim hordy niewiedziećczemu. zazwyczaj też ucina sobie długą pogawędkę ze sprzedającymi:

- Ile za ta piękną czapkę? zakrzyknie zaczepnie od progu,

- OO panie, to piękna czapka z egipskiej bawełny, ręczna robota, nie ma takiej drugiej, unikat,

- to ile, bo dla mnie to tyle ...

- nie nooo ręczna robota, egipska bawełna, taniej niż w lidlu...

i się zaczyna, ja zazwyczaj opuszczam lokal z rozmazanym makijażem. upłakana. 

Nasz Przewodnik też był niezły, zaczęło się już na lotnisku, gdy w autokarze po przylocie, chodził, nachylał się i szeptał do uszka : drobne chcesz? pewnie już wtedy przyuważył ten zegarek ale przyatakował na pustyni, przed buggmi:

- ile dałeś za ten zegarek, pyta Naczelnika?

- lubię ten zegarek i nie będę go sprzedawał,

- ale możesz sobie kupić w Polsce lepszy,

- ale ja jestem z tego zadowolony...

 i cisnął do końca, i choć to on chciał kupić, to nadal cisnął nas. ale lekcje należało pobierać na żywo.

Generalnie nie przeszkadza mi wychodzenie na frajerkę i bycie skubaną. wliczam to w koszty wyjazdu do tej biedy. inaczej wszystko co tam jadłam stanęło by mi w gardle.

[wydaliśmy tam na miejscu prawie drugie tyle co za pakiet podstawowy: na wycieczki tylko dwie i na wciskane nam różności. i na bakszysz.] 

Karmię psy, gdy zatrzymujemy się w drodze do Luksoru. wiem, że nie mogę ruszyć prowiantu na drogę, bo nie dam razy spojrzeć tym psom w oczy. Na powrocie w nocy wychodzę z bułkami z autokaru ale psów nie ma. Za to patrzy na mnie dziewczynka, i pokazuje czy mam jedzenie. wracam do autokaru, zabieram wszystko co mam, robi to jeszcze kilka osób z naszego autokaru. 

psy i koty i ...dzieci karmią turyści z wszystkich autokarów, na okrągło. 

Możesz tam jechać drogi czytelniku ale oblecz się w grubą skórę. ogranicz swoją wrażliwość. i wytłumacz sobie, że bez nas turystów oni by ... także nie bądź skąpy. Wyściub nosa z hotelu. zobacz jak żyją ludzie poza hotelem, na pustyni, pogadaj z miejscowymi. KONIECZNIE kup pamiątki. daj jeść psom i kotom. że o dzieciach nie wspomnę, bo chyba nie muszę. nie uciekaj wzrokiem, nie wzdrygaj się, że znów czeka cię ścieżka zdrowia. 

Doceń co masz. 

podziękuj allachowi. kura jego allachowa mać. 

ps

Naczelnik postanowił uczyć się arabskiego.  Już w hotelu, znalazł sobie kanał i zaczął a potem podczas kolacji zagadał kelnera...ale się chłop przejął i ucieszył.  

no i to by było na tyle. oraz do następnego razu.


piątek, 13 lutego 2026

o tym, że biało i rozrywkowo :-)

 ścieka mi to co napadało w nocy. i pada aktualnie. bo temperatura zerowa, grunt przemrożony, opady były i są oraz będą...więc dziś w trzynasty piątek, jest ślisko i niebezpiecznie. a ja muszę do dentysty. na przegląd i ogląd...na razie. a potem do teatru.

biało jest i dość rozrywkowo. no nudy nie ma ale może to i lepsze od ciągłego lania. toż to można popaść w obłęd. Gdy tak patrzę na Skandynawię czy Irlandię. U jednych pól roku ciemności u drugich leje, depresja by mnie zżarła w obu przypadkach. z kopytami. to już lepsza ta nasza słowiańska różnorodność [już tylko czasami chcę spierdalać. gdzieindziej. gdy robi się ekstremalnie].

Wczoraj pączkowałam dwa razy z czekoladą i różą. zdecydowanie wybieram różę. to były pączki z renomowanej piekarni i ich poziom satysfakcjonował. a róża była lekko kwaskowa więc cudownie równoważyła smak. ech. 

co jutro? to nie wiem. ale trzeba się gdzieś wybrać :-) na dobrą kolację. mejbi.

*

To zdjęcie miło być z cyklu chodzę po wodzie, oczywiście mieliśmy w planach inne ujęcie...

Na sobie mam czarną lnianą sukienkę bez rękawów z plecami odkrytymi do pasa, i rozporkiem do tyłka, spodnie lniane i klapki czarne. a na to narzucony cieniusieńki, jak mgiełka sweterek z Wysp Zielonego Przylądka w pięknym kolorze cyjan, między turkusowym a malachitowym.

Czarny odcień(gdyż taki kolor na ziemi nie występuje) oraz ewentualnie czarny, to brak koloru. podobnie jak biały, to wszystkie kolory :-)

tak więc Czarny, to zdecydowania mój odcień. Lubię i jest mi w nim do twarzy. a także, to bardzo elegancki odcień. wielofunkcyjny. uniwersalny i bardzo wygodny. niebrudzący. co ważne. 

 Dużo lnów letnich w tym odcieniu posiadam. i akurat na polskie lato są w sam raz. a i tu w Afryce wiele szat ma ciemne kolory. wbrew twierdzeniu, że latem tylko jasne pastelowe kolory. jak pierdzą niektórzy, niektóre znawczynie mody. 

Zbliża się ostatni post afrykański, który już gotowy przebiera nuszkami, żeby wyskoczyć z poczekalni. i do następnego wyjazdu. może szybciej niż myślę...może na jesieni?? przecież zima jest chujowa a jesień depresyjna w kraju tutejszym. A w Egipcie nie ma tłumów, temperatura 24-28 stopni, Morze Czerwone 24 stopnie. także. chyba reflektuję. 

a ja póki co nie popadam w żadne czarne dupy. nie daje się. i wreszcie wracam na jogę. jak pomyślę, że od września, będę miała siły i czas chodzić nawet codziennie... obogowie egipscy. i jeździć WSZĘDZIE poza sezonem.

Ustawiam łeb odpowiednio. podejmuje decyzje. omijam politykę wielkim łukiem. wymiatam rytualny smutek. chodzę na badania. planuję badania rutynowe. Czytam ogromnie dużo.. cieszę się każdym dobrym czasem. momentem. buduję swój świat na uśmiechu, na przyjemnych doznaniach. ...

hehe ale mi się ulało słodkawo pastelowo, czego nienawidzę.  


Bożena Dykiel, umarła.

czwartek, 12 lutego 2026

o opowiadaniu historii. i o pączkowaniu.


Na winiecie zdjęcie, które zrobił mi Naczelnik w Egipcie. bardzo symboliczne, bo to ja we świecie z pyłem starożytnej historii unoszącym się wokół, na plaży pod napisem: Happy live,  o Wschodzie słońca i patrzę na wschód słońca ... piękne.

[O wschodzie a nie zachodzie słońca, to bardzo ważne, Egipcjanie porównywali cykl życia do jednego dnia...o zachodzie i dzień i życie chyli się ku końcowi. i miasto umarłych było dlatego po zachodniej stronie Nilu]

*

 Bardzo rzadko już wykładam historię i nawet historie sztuki, na zajęciach przede wszystkim Działamy. Oczywiście, że zawsze prowadzę lekcje, wprowadzam różne techniki, opowiadam o kolorach, filmie, teatrze. Rzutnik jest włączony bezprzerwy, bo albo coś pokazuję albo leci muzyka. Gwar i harmider panują zazwyczaj w mojej pracowni ale Wczoraj była Cisza ....i wczoraj po egipskich peregrynacjach mi podziękowali... za lekcje :-) 

Zazwyczaj tak się dzieje, gdy opowiadam historie. bo ja lubię opowiadać historie. i umiem. 

To było bardzo miłe. nie dość, że słuchali z zapartym tchem, to jeszcze docenili. jak to czasy się zmieniają 😂🤭oczywiście przeważnie na gorsze🫣 ... ale jedno się nie zmienia: studenty a nawet dzieci Zawsze docenią pasje i to, że człowiek ich traktuje poważnie oraz daje od siebie dużo. Bardzo też są ciekawi pasjonata, podróży i lubią historie. ja to nawet myślę bezczelnie, że wszyscy lubimy historie. tylko zależy, kto ją opowiada :-)) i jeśli ktoś oświadcza, że nie lubi to znaczy, że nie trafił na mnie 😅

i tego mi będzie brakowało.

**

ale potem jestem wyczerpana. wracam do teatru, i leżę wygodnie na kanapie i czytam biograficzną powieść o van Goszu ;-) ogarniam tylko listę obecności i myślę o kilku sprawach. idą ustalenia. rozmowy. Zasięgam informacji o głębokim czytaniu. Myślę, że uprawiam wszystkie formy czytania. 

W domu oglądamy trzy pierwsze odcinki "Ołowianych dzieci. historię znam. było wiele takich historii,  nie rusza mnie tak bardzo ale lubię dobrze zrobione miniseriale. no i obsada królewska. może być kolejna pozycja, która zrobi furorę na świecie.

a dziś planuję nadal trzymać kciuki za Roxy i możliwe, że zjem jednego pączka. nie wiem czy zdołam kupić do teatru i domu?? wszędzie będą kolejki. ale w drodze mijam fabrykę pączka z takimi wykonami paczkowymi, że klapki spadają. więc niewykluczone, iż postoję. w kolejce.


środa, 11 lutego 2026

tymczasem

 Trzymam kciuki od rana za Roxy bardzo mocno. i to jest mój lajtmotiv dnia dzisiejszego. śniła mi się bardzo ładnie. i mam pewność, że wszystko będzie dobrze. 

znów sypnęło śniegiem. ażeby to szlag. temperatura wczoraj w granicach zera, w końcu nie marznę. ale za to sypie. i ciekawe czy dziś będzie szklanka?? wolę nie wybiegać zanadto. i nie dostawać wysypki od stresa. 

Ze zdjęć i filmów zrobiłam prezentację sztuki egipskiej dla studentów. dziś będę prezentować :-) oczywiście mówię, gadam, opowiadam, na ekranie lecą zdjęcia i filmy a ja opowiadam historie, potęguję napięcie, rozpływam się i trochę doprawiam dreszczykiem.

chyba będę miała chrypkę. 

Taką samą prezentację zrobię z naszych wypraw norweskich. zwłaszcza na Lofoty, za koło podbiegunowe. 

Wczoraj skończyliśmy podróż Jułana i Czarliego. i Naczelnik zaproponował Finlandię kamperem. ależ proszę bardzo.

ja zapragnęłam Svalbard.

To arktyczny archipelag należący do Norwegii, położony między jej północnym wybrzeżem a biegunem północnym. Największą i jedyną zamieszkaną wyspą jest SpitsbergenNa archipelagu żyje około 300 niedźwiedzi polarnych w samym regionie Svalbardu, a ponad 3000 w całym regionie Morza Barentsa. Liczba niedźwiedzi jest porównywalna lub wyższa niż liczba mieszkańców...i są główną atrakcją.

Tak więc układają się i powoli krystalizują plany letnie.  

w tym roku nie będzie tak pięknie, jak w zeszłym. Nie ma tylu możliwości czasowych. Tyle wolnego, no przynajmniej do czerwca.

czas podsumować rok ubiegły.

wtorek, 10 lutego 2026

Wieczór w Porcie Ghalib.

 Po takiej mocnej wyprawie dwudziestogodzinnej, do Luksoru, dzień następny musiał być dniem kompletnego rozprężenia i laby. do południa więc leżakowanie przy basenie odprawialiśmy. chłopaki wybrali się na ryby ale coś nie pykło. i ostatecznie nie połynęli ale się busem przejechali :-)

Opaliłam się tym razem na prawdę mocno. ale też zmniejszyłam drastycznie filtr z 50 na 20.

 w sklepie hotelowym szukałam kremu z mniejszym filtrem i nie miałam okularów korekcyjnych, więc mi się przewidziało(kompletna głupota)) że jest napisane na tubce -20 postanowiłam dowcipnie zagadać.

Na to pan sprzedający mnie spuentował czystą polszczyzną: chyba u Was😂 

na co Naczelnik czujnie odpowiedział : u nas -27 ;-)

Pogadaliśmy sobie z tym młodym człowiekiem, uczył się naszego języka z YT i jest wielkim fanem polskiej muzy i filmów: Furioza. 

nie on jeden i nie on pierwszy. lubimy sobie pogadać z tutejszymi. jesteśmy ich ciekawi.

Piękne czasy co.

Dałam odpocząć zmaltretowanej nodze i po lanczu zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy przez pustynię do znanego nam już Portu Ghalibu. na zakupy i do knajpek, oraz oglądać zachód słońca. 




polska knajpa Hakuna Matata. i drin o tej samej nazwie. och poprzednim razem nieźle tu zaimprezowaliśmy po dobrej kolacji. 





Zachód słońca nad pustynią




gdzieś za rogiem parkuje jacht Billa G. 


Wybrałam dwa kaszmirowe szale dla MJ i dla siebie. Kaszmir dość cienki ale przyjemnie otula. spełnił rolę też w te ostatnie mrozy w domu. dwa fajne afrykańskie breloki do torebek. krem z wielbłąda dla MJ. magnesy. wiadomo. 
drugi drin: biała rosja w italskiej knajpie mnie nieco przewrócił. i był kompletnym przeciwieństwem Hakuny...bardzo gorzki. 






Było sympatycznie ale wolałabym pojechać do Marsa Alam albo Abu Dabab. no trudno tak wyszło. wróciliśmy na kolację. 
a następny dzień miał być już tym ostatnim. 
niestety.

poniedziałek, 9 lutego 2026

:-)odsapnąć zeszły tydzień.

o sobie.

pisze czasem zbyt osobiście:

 Czy gdy przejdę na emeryturę, to będę tutaj nadal marnowała swój talent? czy napiszę książkę? ;-)) no oczywiście, że napiszę. taki jest plan. 

a jak nieskromnie ojoj.

fstyd mi. za tę nieskromność. och bardzo.  

Na razie mam radosne wizje bez placówki. bo gdy mi coś nie pasuje, uwiera, to wizualizuje. cztery dni TYLKO w teatrze. dużo czasu dla siebie. Rozwój. życie twórcze tu i teraz, bez odkładania na potem. Podróże o każdej porze roku. Zero nudy, głupoty i stresu. 

obogowie oby do wakacji :-)

bardziej od pieniędzy cenię sobie jakość życia. 

Niedzielka była bardzo udana. nadgoniłam posty. pospałam popołudniowo. wszystko ogarnięte i wyprane. no i przede wszystkim SPA, długa kąpiel w wannie z magnezem i olejkami. wyolejowałam też włosy. nałożyłam maseczkę.

do tego powieść w uchu i kieliszek czerwonego wina w dłoni. Życie jest piękniejsze, gdy umiemy odpoczywać. a dziś fizjo i masaże. 

a potem oglądaliśmy sobie na applach Podróże z Evanem McGregorem i jego kumplem Czarlim. po naszych miejscach w Szwecji i Norwegii :-)






niedziela, 8 lutego 2026

Jezus Horus Teby. w procesji z Karnaku do Luksoru.


i pomknęliśmy tym autokarem do Karnaku. Wczesnym popołudniem. Temperatura i światło były wyjątkowo udane. turystów w sam raz. ciekawe, że ostatnim razem myślałam, iż zimą zwiedzających jest dużo więcej, otóż nieprawda. Zaskoczenie. wtedy temperatury były wyjątkowo miażdżące. i dlatego było ich mniej niż zwykle.

A tak to wszystko wyglądało w czasach świetności, procesje, które wyruszały ze świątyni luksorskiej do świątyni Amona w Karnaku, (raczej odwrotnie)) najpierw spławiano Nilem a potem słynną Aleją Sfinksów (albo odwrotnie))


złote barki obrzędowe z posągami bóstw, które widać na wizualizacji znajdują się w Karnaku



Święto Opet to kluczowa uroczystość religijna w starożytnym Egipcie (Nowe Państwo), podczas której posągi triady tebańskiej (Amona, Mut i Chonsu) podróżowały w procesji z Karnaku do świątyni w Luksorze. Procesja, odbywająca się corocznie w okresie wylewów Nilu, służyła odnowieniu boskiej siły faraona i potwierdzeniu jego boskiego pochodzenia.

Egiptolog Marina Escolano-Poveda podkreśliła znaczenie reliefu w Czerwonej Kaplicy Hatszepsut dla ukazania uroczystego charakteru święta: „Reliefy z wielkim wysiłkiem oddają majestatyczny charakter widowiska: wielu kapłanów podtrzymuje barki i posągi, podczas gdy tłum wznosi radosny wrzask grzechotek sistrum. Barki bogów doprowadzono do molo w Świątyni Luksorskiej i niesiono na ramionach kapłanów do świętego miejsca. Na zewnętrznych dziedzińcach odprawiano szereg ceremonii, po czym barki przenoszono do sanktuarium wewnętrznego, w towarzystwie wyłącznie wysokich rangą kapłanów i faraona. Po zakończeniu ceremonii barki wracały w dół rzeki do Karnaku”.

(w poprzednim poście umieściłam zdjęcia świątyni z dziś)


całe życie tłumaczę moim uczniom, że starożytny Rzym, Grecja czy Egipt właśnie to eksplozja koloru, do dziś pozostały nędzne resztki a i tak robią wrażenie.


  • dla porównania jeszcze raz stan na dziś
  • Wreszcie i My docieramy do Karnaku, przechodzimy przez kontrolę, smutny pan w szarym gajerku z lufą karabinu maszynowego wystającą spod marynary ciągle nam towarzyszy. 
  • [- Naczelniku, czy Ty nie masz wrażenia, że ten facet za nami łazi ?? pytam, gdy trzeci raz mi się pałęta pod nogami. i dzięki charakterystycznemu pypciowi przestaje zlewać z tłem.
  • - Owszem, a nawet z nami jeździ autokarem, odpowiada Naczelnik. kurtynka]
  • Kompleks świątynny Karnak jest największym zespołem sakralnym w Egipcie i na świecie, oddalony zaledwie kilka kilometrów od Luksoru. Karnak był centrum kultu boga Amona i składa się z wielu świątyń, kaplic i gigantycznej sali z potężnymi kolumnami. Niedawno odnawianymi co było dużym i głośnym przedsięwzięciem Egipcjan (Kolosy Memnona restaurowano przez 20 lat)



tylko tu ta Aleja Baranów, znaczy sfinksów z głowami baranów zamiast faraonów.





  • Po przekroczeniu jednej z bram wejściowych nogi ugina z wrażenia Wielka Sala Kolumnowa (hypostylowa). Zajmując powierzchnię na tyle dużą, że zmieściłaby się w niej cała paryska katedra Notre Dame, Wielka Sala Hypostylowa jest w stanie zadziwić nawet najbardziej znudzonego obserwatora.
  • Położona w świątyni Amona-Ra, monumentalna budowla o powierzchni ok 5000m kwadr. sala o wymiarach ok.102 X 53, której strop opierał się na 134 kolumnach rozmieszczonych w 14 rzędach. o wysokości 21- 23 m. kolumny pokryte są reliefami, pismem, z kapitelami w kształcie otwartych i zamkniętych kwiatów lotosu. choć oczywiście może być i papirus. różnie podają. i może być palma... a ja się słabo orientuję w kolumnadzie egipskiej, która wydaje się być bardziej skomplikowana od greckiej.
  • Doczytałam to : Nawę główną podtrzymuje dwanaście ogromnych kolumn o wysokości 21 metrów (70 stóp). Mówi się, że wierzchołki ich otwartych kapiteli w kształcie kwiatów papirusu o średnicy 5,4 metra (18 stóp) mogłyby utrzymać 100 mężczyzn.
  • Kolumny te podtrzymują system architrawów i ogromnych okien z masywnymi kamiennymi kratami, osiągających łączną wysokość około 20 metrów (70 stóp), podobną do wysokości średniowiecznej katedry. Flankujące nawę główną 122 kolumny o wysokości 12 metrów (40 stóp) z kapitelami z papirusu o zamkniętych pąkach.

  • oczywiście kolumnada podtrzymuje belkowanie, ogromnego sufitu, tak tylko przypominam dla porządku :-)
  • kolumny było budowane w specyficzny sposób, otóż nakładano na siebie kręgi jeden na drugi a potem obrabiano. widać poniżej na tej skrajnie prawej.
  • tu są uchwycone kapitele z lotosem/papirusem rozkwitłym i w pąku.




  • tu się jakiś Wróblewski podpisał, z datą 1850. pod wizerunkiem Horusa, czyli sokoła.
  •  Raczej nie archeolog ale podróżnik ? a na pewno polski wandal. choć w XIX wieku robiono takie rzeczy w Egipcie, że cyce opadają. Robili to podróżnicy, legioniści, armia, ze wszystkich krajów ale najwięcej francuzi, i anglicy. masowo wywożono mumie, w dobrym tonie było przywieść sobie z wycieczki mumie i odwijać po fajfokloku w Londynie...a także palono mumiami w amerykańskich lokomotywach...napoleońska armia ćwiczyła celność na Sfinksie i urąbała mu twarz...
  • Pamiętajcie, że każdy bez wyjątku był w Egipcie mumifikowany przez tysiące lat a naród to liczny był też od zawsze. 
  • Zresztą oni mumifikowali wszystko co się ruszało. co i rusz się odkrywa nowe nekropolie, kotów, byków..

  • pod samym sufitem widać hieroglify odswierzone w intensywnych kolorach.

    Baranice.
  • głowa barana, ciało lwa a broda z faraona :-))


  • w tym miejscu się odpala taniec wokół skarabeusza siedem w jedną, siedem w drugą stronę dla szczęścia ale my nie mieliśmy czasu a naszym szczęściem było zwiedzanie.




    detale w postaci posagów, figur, figurek, hieroglifów powalają







    Część zdjęć zamieściłam w poprzednim postach, bo byłby to post nie do udźwignięcia wizualnie. Wracaliśmy po 16ej. miasto jest zamykane o 17 z tego co pamiętam. Jeszcze pod autokarem Naczelnik się targował o czapeczkę :-) bosze jaki ja mam polew, gdy on to robi. 
  • A gdyby ktoś chciał wiedzieć, jak oni te kolosy, kolumnady i świątynie wznosili, to widać na poniższym zdjęciu, że budowali rampy, które następnie rozbierano. jak rusztowania. także nie kosmici jednak ...


  • post był pisany kawałkami, co widać. no trudno.