No i doczołgałam się do piątku.
Pomimo przeciwności losu i zawziętości zimy. Jet lag pogodowy nie odpuszczał dobre cztery dni. Wracałam do domu zamarznięta, wchodziłam pod kołdrę i przesypiałam całe popołudnia. Wstawałam w nocy, ogarniałam się, piłam herbatę egipską daktylowo hibiskusową i dalej w piernaty. pisałam posty z podróży w tak zwanym międzyczasie. i srana. z doskoku. ostatnie dwa wejdą w łikend. Żyłam tym gorącym wyjazdem. gil mi się pałęta w głowie i czuję duży dyskomfort całego ciała. paluch a raczej stopa nadal zielona z wybroczynami więc jest drobny problem z obuwiem zimowym. ale raczej się nie rozłożę chorobowo. w domu rozpiździaj. ..
Człowiek się jednak przyzwyczaja do prawiewszystkiego... parkowanie w tym koszmarze już mi nie spędza snu z powiek. za to na naszym parkingu pod teatrem owszem życie można stracić pod własnym autem. aktualnie można i pod naszą chałupą. Wczoraj pizgało tym lodem cały dzień, dwa razy skrobałam auto całe pokryte lodową skorupą. Wracałam z teatru po nocy, trzydzieści na godzinę, na dojazdowej do wsi a i na usteckiej nie było za ciekawe.
Mrozy osiągające apogeum nie widzialne od dekad, obnażyły marność naszych teatralnych kaloryferów. Część z nich zaczęła być w ogóle zimna, część zapowietrzona...pourywane głowice. do tej pory nam to nie przeszkadzało. ale i system chyba coś się skiepścił od mrozów.
Rano przyjechała ekipa, wymieniła zawory, głowice, spuściła wodę, odpowietrzyła i ...chyba Zapomniała wpuścić gorącą wodę, bo gdy dotarłam ok 15ej to pizgało lodem nie tylko z nieba ale i od kaloryferów absolutnie wszystkich. kurwa ich kaloryferowa mać. fachowcy. Naprawili tak, że żaden nie działał. bogowie sztuki nas lubią, że nie spuścili mrozów do minus dwudziestu, bo by się jeszcze problem popękanych rur dołożył. budynek jest wiekowy.
Zawezwałam pogotowie ciepłownicze raz jeszcze ale jakaś monstrualna awaria w mieście ich zaabsorbowała i nie przyjechali do nocy. A czekałam życie narażając, bo odsuwałam w czasie wjazd do domu, tymczasem warunki pogodowe z godziny na godzinę się pogarszały oczywiście. Odwołałam zajęcia. włączyłam wszystkie farele...dziś zobaczymy co dalej.
No można siedzieć na farelu tyłkiem i próbować zgrabiałymi paluszkami trafiać w klawiaturę ALE spróbuj siąść na zimnej desce sedesowej. a siku się chce. ...bo herbata w ilościach hurtowych się leje w takich warunkach brzegowych.
także dzieje się. rejczel chujowo tej zimy.
Wszyscy się chwalą, to i ja a co tam : u nas było minus dwadzieścia pare...yyy i wiało, jak to na Pomorzu więc odczuwalna wiadomo minus sto !!!
Nagle a niespodziewanie okazało się, że niedocieplenie domu, zarzucone przez nas w czasie zarazy, się kiedyś zemści. no i doczekaliśmy się. Gdy nocami mróz nakurwiał do minus dwudziestu, to w domu tak w okolicach 19tu? i nawet niżej było miejscami. a i tak rachunek za prąd mnie zabije. więc nie rozkręcaliśmy zanadto kaloryferów na maksa. tylko w łazienkach było normalnie.
i po co mam sobie jeszcze dokładać osłabiającymi wieściami ze świata i kraju tutejszego ??
*
Całkiem niespodziewanie trafiłam, na "Cierń. T. Kingfisher, no Urrocza. w ogóle podoba mi się pisanie tej autorki. Bardzo.
W ostatnim czasie przeczytałam cztery tomy Szczukowskiej- Białys (Robaki w ścianie, Męczennicy na płótnie, Węże na ziemi, węże na niebie, Cienie nad stawem) dwa podczas urlopu. na leżaku i w trakcie wielogodzinnej jazdy autokarem do Luksoru. Zaczęłam "Ludzie z mgły. Janiszewskiej. "Przed wyruszeniem w drogę. Mortki oraz mielę sobie "Lunię i Modiglianiego. Zientek.
całkiem to przyjemne.
Mielę sobie w głowie też frazę : jestem już za stara na uczenie dzieci. nudzi mnie to. szkoda czasu. tak niewiele go zostało ...




























































