czwartek, 30 lipca 2026

Wuszka mnie zmusiła.

 Nie przesadzajmy z tymi ciuchami. Żadne tam szaleństwo.

 Gładkie, niemalże klasyczne, bo takie lny lubię. 

Natomiast bardzo mi podeszła bluzka bezrękawnik w cytryny. 





 I zachwycona jestem krótką marynarką szeroką. Poza tym dwie bluzki :biała z krótkim rękawem i ekri z nieco dłuższym. obie szerokie. Oraz kolejne czarne spodnie z niskim krokiem...🙈 przestrzeliłam z tymi spodniami. Za szerokie, za duże. cztery mnie by się zmieściły. drugi raz taka sytuacja ze spodniami. Trudno.
Spodnie pasiaste bawełniane dostałam dziś a przyleciały z Rzymu. Oraz szal w nieoczywistym kolorze ziemi z wiskozy. Biżu ceramiczna, zrobiona przeze mnie na jedwabnej wstążce i wisior z liźnięciem grantowego szkła na miedzi. boski, bo można go nosić krótko przy szyi. A na rękę szeroka koralikowa bransoleta. też prezent, w kolorach pasuje do spodni, i do marynarki i do wszystkiego co zabiorę. w zasadzie.

Pół walizki już sobie leży. dobieram sobie ciuchy w taki sposób, żeby łączyć w różnych zestawieniach.
nadal nie ma butów do pływania...karwafa.
*
Wczorajszy wieczór był bardzo burzliwy, głośny i wesoły. Przeciągnął się w noc. Rano było ciężko wstać...
Z większością spotkam sie na Rodos :-)

środa, 29 lipca 2026

Teatr, fryzjer i impreza.

Zakupiłam sporo lnianych ciuchów, fajnych od ulubionych marek. post się obsunie, bo chcę pokazać foty? e nie, następnym razem.

w sumie i tak mało zakupiłam, bym wyniosła z tego sklepu, gdyby finanse pozwalały ...uuu i jeszcze więcej. Miejsce jest:-) w mojej garderobie. Zrobiłam. 

no ale, że już kolekcje jesienne(😮😮😮) się pojawiły, to było TYLE różności  na wieszakach, że się pogubiłam. 

Swoją drogą ludzieee powariowaliście, jakie jesienne, ja jeszcze wakacji letnich nie zaczęłam na prawdę, bo przecież ten skisły lipiec się nie liczy.

postanowiła w obliczu zmian pogodowych i w ogóle różnych hipotez na przyszłe armagedony, Cieszyć się tym co mam. lepiej nie będzie. No ale jak tu się cieszyć tak do końca, skoro ciśnienie mieli, jak cholera a ogród gnije i hamak i taras zalewa ... ???

do tego różne nieszczęśliwe przypadki, które trzeba rozchodzić.

no mus rozchodzić w różny sposób, jogą, fizjo i ... plotami.

a wczoraj to odwiedziłam sąsiadkeOlę i jakoś tak wyszło, że obaliłyśmy jedno białe letnie wino...w ramach rozchodzenia. ofkorsss

ja dziś teatr, fryzjer i Impreza. w ramach rozchodzenia.

😎

ps

co ja napisałam, że fizjo się popłacze, nie no było całkiem odwrotnie, ja się popłakałam. i  w nagrodę dostałam śliczny wisior zakupiony na moście Karola w Pradze :-)



wtorek, 28 lipca 2026

O pająku, który miał więcej oleju w głowie ode mnie.



Ta ściana jest gotowa na przyjęcie zdjęć z przodkami, które to zdjęcia jeszcze oprawiam...tuż nad belką będą powieszone.

Skończyłam wczoraj ogar pracowni, i jestem z siebie dumna. i w pewnym sensie na ukończeniu ogar sypialni, bo na środku leży już walizka z częścią ciuchów wyjazdowych. Zaczęłam układać i wrzucać. Rozpoczęły się też tradycyjne poszukiwania butów do pływania...tym razem muszę je zabrać, gdyż plaże greckie na tej wyspie to głównie żwirownia. 

Przymieszam, paruję i planuję co powinnam sobie nabyć. ewentualnie. dziś przegląd koszulek, do wywalenia, do noszenia, do na wyjazd. i zaglądam do ulubionego włoskiego sklepu. zapewne coś mi w ręce wpadnie. potem masaż. ostatni przed wylotem. przyda się, spinka po ukąszeniu ogromna. fizjo się popłacze.

Na nowo ułożyłam plan tygodnia. 

[Gdy z 10 dni przed wylotem wypadają ci trzy. plany ulegają zmianie.]

i w ramach nowego planu wyszło, że 

Zmuszona byłam wczoraj skorzystać z centrum handlowego...i przeżyłam. Kartka była przygotowana więc siem jej trzymałam ale jak już byłam, to się przedzierałam przez te tłumy turystów ze wszystkich stron świata. dosłownie. u nas od 2 dni leje i wieje, więc na plaży nie poleżą. 

wszyscy w GH Jantar. Masakra. kino też pełne.

No i rezydujący tu znajomi, też się odzywają...przykro mi, ale odmawiam współpracy, za dużo już mamy poumawianych spotkań i imprez i dwa dni koncertów. i Matkajadwiga przyjeżdża i pakowanie i zakupy i sprzątanie... nie mam już tyle siły co kiedyś 😅😂

za to mam znacznie większą asertywność. 

[swoją drogą, dziwią mnie ludzie, których sto lat nie widzieliśmy i Koniecznie !!! chcą do nas na kawę przyjechać DZIŚ, a dzwonią też DZIŚ srana w dupie mając nasze plany...a może to ja jestem dziwna??]

*

Ręka jeszcze pobolewa i zielony siniak całkiem spory nadal widoczny, nie w pełni sprawna...no to jest jednak potężna dawka jadu, nawet jak na ludzkie warunki. sobie nie wyobrażam, co czują mniejsze zwierzątka, i mordowane osy, pszczoły...świat jest wyjątkowo chujowo pomyślany. 

Od piątku, po wytrzebieniu wszystkich osobników, ani widu, ani słychu tego sparszywiałego towarzystwa. Nie ma. nie latają, nie krążą, nie wlatują. nie czają sią. dotarłam rurą od odkurzacza we wszystkie zakątki. w rękawicach spawalniczych obrabiałam kosze z różnymi bambetlami, na przykład rzeczami do jogi, klockami, pasami...Dotarłam wszędzie i nie ma szans, że jakiś się uchował. Na tym wkurwie działałam i na strachu. 

A przyznam się, że w swojej głupocie RATOWAŁAM szerszeniowe osobniki śnięte, wędrujące po pracowni, po podłogach...wywalam za okno. pozwalając im być bardzo blisko, na przykład mojej twarzy. mam taki odruch ludzki, ratuję pszczoły, bąki, choćby nie wiem co. nawet osy.

Gdy jeden śnięty szerszeń spadł mi na spory parapet za oknem pracowni, Nagle wyskoczył pająk, zapewne uznając go za łatwą zdobycz, ale nawet nie dobiegł do szerszenia, tylko zawinął się w locie i spierdolił równie szybko, a nawet szybciej ... mądry pajączek.

poniedziałek, 27 lipca 2026

robota nie wre...

 i nadal w trakcie...



okna umyte. i od razu lepiej. widać.






Jak to ja napisałam, ketonal i do roboty ??
OBUCHACHA

Jeśli ktoś myśli, że zrobienie generalnego porządku w mojej malutkiej pracowni, to jest bułka z masłem pisofkejk, to jest pozbawiony wyobrażenia z czym mamy do czynienia :-) Nazbierało się. pamiątki z podróży. z teatralnych wyjazdów, scenografii, wykwity własne, ptaszki, kubki z pędzlami, formy do gliny, .. i jak to w pracowni, wszystko się przyda. 

[Nie jest to przypadek, że artyści mają osobne duże pracownie. a nie jedno pomieszczenie w domu. ja od początku myślałam o oborze. i w planach była obora. ale się zesrało. na razie.]

tymczasem każdego ptaszka otarłam z kurzu a szkło przemyłam pod prysznicem...jestem bohaterką.

[Poza tym chyba zrobiłam błąd, że akurat teraz w lipcu się zabrałam za te porządki. to jest robota na miesiące ...no nic. brnę w to dalej. już teraz muszę.] 

łikend w tym zakresie zmarnowany, bo rączka jednak osłabiała organizm (jedno okno i półki i belki dałam radę), ale jestem usprawiedliwiona, bo głównie spałam po lekach. i nie ma co tu bić piany. Niestety jeszcze nie wyjmę walizy i nie będę wrzucać ciuchów, sprawdzać czy odświeżać, i kojarzyć par wyjazdowych, bo nie mam miejsca na walizkę ... jeszcze w sypialni. na podłodze leżą pokotem antyramy i stoją podobrazia oraz sztalugi.

[już widzę, że chwasty zostawię dla MJ. przesadzanie kwiatów zrobimy razem. w następny łikend. chyba.]

no i muszę odstawić w cholerę te tabletki.  ręka wprawdzie jeszcze pobolewa i w dodatku swędzi. 🙈 a nawet Bardziej. ale nie wyobrażam sobie funkcjonowania w pracy i w tygodniu na prochach.

muli mnie i mało jadłam. 



*
Ostatnia prosta lipcowa. a niech to, jak szybko zleciało. Plany się poszły bujać w połowie... bo chyba przesadziłam. 
Przemeblowanie łba idzie mi.
Mam jedną najlepszą pracę, którą bardzo lubię. rozwija mnie i daje satysfakcję. 
Łapię się na tym, że w internetach nie czytam nauczycielskich przepychanek,  już mnie to nie dotyczy i nie obchodzi. Jeszcze tylko na koniec sierpnia duża impreza pożegnalna w mojej chałupie (dlatego też robię taki ogar:-) i szlus.

*

"Śmiały Bolesław. Cherezińskiej wchodzi dobrze. także już skończyłam, Niestety. i teraz będę czekała na tom 2. do usranej. choć myślę, że sagi o Władku Łokietku nie przeskoczy, i "Hardej. i "Sydonii. "Legionu jeszcze nie przeczytałam. mam mieszane uczucia. ale owszem spróbuję. Zaczęłam Śmielaka. Morze czarne.

Za to książki w papierze nadal czekają. w tym Murakami :-)) na długie listopadowe wieczory, chyba....podobnie, jak roboty na drutach. Nie wiem dlaczego, jakoś tak się utarło, że opasłe tomiska mus czytać latem na hamaku🙄może dlatego, że ciężkie.
Szkoda lata na książki w papierze czy kindlu. lepiej na rower. 
😜
Książki czytałam i czytam na wyjazdach. ostatnimi laty głównie z Kindla. zabieram go zawsze w podróż. nie ma wyjazdu bez lektury. żadnego. i obojętnie na jak długo. 
ale w podróży najważniejsze są emocje, przeżycia, fascynacje, widoki, interakcje.
Najwięcej książek czytałam gdy byłam, samotna. samotnością jedynaka.

[książka nie zastąpi interakcji z ludziami, i interakcji z przyrodą i kulturą, sztuką, historią...
czułości, piękna, przytulenia. Zapachu. dotyku.]

*

Rozmowa była długa. i rozbolała mnie głowa. z powodu jakości obciążenia. zawsze po takich rozmowach jestem rozbita.

**
"Bugonia, wczoraj została obejrzana i ... nie wiem co myśleć. jeszcze nie. 
a dziś robię kartkę do apteki i na zakupy. 

sobota, 25 lipca 2026

Apdejt do dnia wczorajszego.


widok na zrośniętą winobluszczem oborę przez umyte okna pracowni.

*

Tak sobie niefrasobliwie zakończyłam post wczorajszy. a tu bolesna historia się wydarzyła i mało zabawna.

i nie chcę robić dramy ale dzień wczorajszy nieco mnie Zaskoczył. bo inaczej to miało wyglądać. Szerszeń europejski wtoczył swój jad w przegub mojej lewej ręki, znienacka gdy ogarniałam pracownię. w domu. owszem kręcą się dziady, masowo zdychają same, albo łażą śnięte. miałam dla nich litość ale już nie mam. trup ścielił się gęsto, gdy już wróciłam do domu i zaobserwowałam, że wlatują do sypialni, jak do siebie. osiem sztuk zginęło od laczka. 

i nabyłam letką fobię. przy okazji. bo latają też szerszenie azjatyckie, olbrzymy. ich ukąszenie musi być jeszcze bardziej bolesne. 

a Naczelnik nie może zlokalizować gniazda, według mnie słabo się stara. 

Ból był tak silny, że po pierwsze, gdybym się nie wstydziła w poczekalni do lekarza, to bym wyła w głos i wrzeszczała, jak małe dziecko. Serio. przypomina przypalanie ogniem albo złamanie, po uderzeniu tępym narzędziem. ręka czerwona i spuchnięta do łokcia, a to tylko jeden strzał w nadgarstek, i nadgarstek w zasadzie sparaliżowany i palce też. promieniuje i wżera się w nerwy i ścięgna. a w domu żadnych tabletek przeciwbólowych. ludzie mnie wpuścili bez kolejki na wieść co mnie użarło. dostałam ketonal duo, inne tabletki na zapalenie co 12 godzin...maść ze sterydami, i żel z arniką...zastrzyku odmówiłam, gdy się potwierdziło, że nadal nie mam dużej reakcji uczuleniowej i alergii. 

Nie wyobrażam sobie pogryzienia w twarz, szyję czy większej ilości ukąszeń, bo widomo, że jeden dziad może uchlastać wiele razy. dodatkowo nie pomaga świadomość, że jedno ugryzienie może doprowadzić do zejścia, zgonu, wstrząsu anafilaktycznego. gdy ma się pecha.predyspozycje.

Całkowita zmiana planów. zero roboty jakiejkolwiek, bo ręka niesprawna. auto prowadziłam drugą ręką. poszłam wcześniej spać. i po piątku. a dzień był akurat taki piękny, że i rowerem mogłam jechać i nad morze...

Także Uważajcie ludzie. nie ma żartów.

*

Naczelnik za to pojechał zaraz po pracy a potem na noc na Mierzeję Wiślaną...zupełnie mu odwaliło. po bursztyn ofkorss. choć mówiłam mu, że wstrząs mnie dopadnie zaraz po jego wyjeździe. wrócił ok, 6ej. nie śpię więc od szóstej. 

Dziś dużo lepiej. ketonal i do roboty. zostało jedno okno, dwie półki i cały regał oraz trochę kartonów do ogarnięcia. zdejmuję wszystko z półek, oglądam zdjęcia, zmieniam oprawy.


Przodki dostają nowe ramy
inne grafiki nowe passe partout
robota upierdliwa i powolna.


moja pierwsza i ostania wizyta w Wenecji. i tylko to jedno zjecie...ech.
(zawsze miałam do siebie pretensje o wygląd, figurę a ważyłam 45 kg. młodzi ludzie, to jednak idioci.
no i łaziłam bez stanika do czterdziestki  ;-)
*

Myślę o pracowni w sensie dołożenia drzwi na prowadnicy. na razie wisi kotara lniana, z grubego lnu...bardzo lubię industrial. uzyskałabym pomieszczenie do spania również. na materacach wprawdzie ale wyizolowane. Ja chciałam sobie spać na hamaku uwieszonym na belkach ale nie wszyscy lubią choć jedno drugiego nie wyklucza.

[i dlatego już teraz zakupię rolety takie same jak na dole i takie same, jakie zamawiam do teatru. bo jak to w pracowni są same okna i dużo światła.]

Konieczny jest remont górnej łazienki, ale obiecałam sobie, że tym razem sama wylepię umywalkę i kafle, więc jeszcze nie.

lipiec bez nikogo mi się marzy w teatrze. w zamian będę miała kawałek sierpnia. bo wszyscy na urlopach. to wtedy polepię. 

ps

zobaczyłam sobie wersję filmową "Inferno. dla scen końcowych z Hagia Sofia i Cysterną i dla Wenecji. Film jednak słaby, zresztą książka też nie powaliła. choc podoba mi się przesłanie. 

piątek, 24 lipca 2026

o czarnej Helenie.


Szkło wrociło ma miejsce. To stare okno nie jest otwierane wiec ciężko się je myje, można tylko od zewnątrz. 

Nigdy więcej nie zostanę na cały lipiec w kraju tutejszym. dochodzę do wniosku.
mam Dosyć tego lata. Serdecznie. huśtawki pogodowo-ciśnieniowej. prognoz. nie może być normalnie w kraju tutejszym czyli albo goronc albo leje. poza tym Tęsknię za Norwegią...

i rozkładania chałupy na czynniki pierwsze. też mam dosyć. znudziło mnie. mianowicie. i zmęczyło. proszejaciebie.

Gdybym nie pracowała w tym czasie, to co innego. ale pracuję, robię plany finansowe, naprawiam, maluje, planuję wiercenia i zapisuje w gabinecie na czarnej ścianie, kompletuję, oprawiam...i nadzoruje prace artystyczne. ufff. finał będzie w sierpniu, mam nadzieje. albo wrześniu. 
i chyba Przesadziłam. stan Rozgrzebania nie może dotyczyć Wszystkich frontów jednak.
za dużo na raz. kreatywnie ale za dużo tej kreatywności. ona też może zmęczyć, okazuje się. 
dodatkowo aura mieli mnie cały tydzień. zazwyczaj wracam i śpię czasem i dwie godziny w ciągu dnia. Wczoraj po masażu u fizjo spałam wyśmienicie. ulewy chodziły sobie punktowe. więc raczej mnie muliło.
a dziś Słonecznie od rana i prognozy łaskawe, więc mogłabym na rowerze pojechać.

Za to każdego dnia rano siadam na macie. do Teatru jadę dopiero na jedenastą więc mogę mieć doskonały początek dnia. 
i pomaga mi na kręgosłup. i wyrównuje olej w głowie. robię cały rytuał, otwieram okna w pustej pracowni, (którą wywlekłam do sypialni : sztalugi, blejtramy, farby, ... ) puszczam muzę do praktyki :-) palę trociki prosto w Afryki. patrzę na zieloność za oknami i na buddę.
...
a wczoraj z Przyjemnością zobaczyłam najnowszą Dulską w wykonaniu Kingi Preis, w reżyserii A. Glińskiej. 

Może jeszcze upchamy "Odyseje Nolana, przed wylotem do przeładowanego grafika. ???Chciałabym. 

No i rozpętała się afera o czarną Helenę trojańską...
zdziadziałych profesorów historii miedzy innymi. i różnej maści uprzedzonych znawców. bijących na alarm w kwestii białej rasy i nauki historii. przez młode umysły. Współczuje ogromnie rodzicom, których dzieci uczą się historii w hollyłudzkich filmów a jeśli ci rodzice są historykami, to zwyczajnie wstyd. i sromota. no chyba, że chodzi tylko o robienie rabanu i wylewaniu frustracji oraz zgniłych poglądów.

 Helena jest postacią z greckich mitów, nie jest postacią historyczną, ale oni wiedzą najlepiej, jak wyglądała. 🙈🙈🙈 mianowicie. no przecież.

[Niee no ludzkość nie wywodzi się z Afryki a gdzie tam, korzenie w tym australopiteka są z ... białego kosmosu. albo bliżej Germanii,] 

Polecam wypowiedź mojego ukochanego Kocura, profesora, wybitnego znawcę teatru greckiego, jego książki wielbię. choć to lektura naukowa. znamy się.



Daleko tutejszym profesorom prowincjonalnym do takiego kalibru. oj daleko. mówię o uczelni tutejszej, w mieście tutejszym. gdzie wykładają tutejsze rasistowskie typy, mianowicie.

ps

no i Upierdolił mnie szerszeń...
i oblicze tego dnia się zmieniło. proszęjaciebie. mianowicie. napiszę gdy lewa ręka wróci do sprawności. 

czwartek, 23 lipca 2026

o stanie rozgrzebania. mianowicie.

 stan rozgrzebania wystąpił na wielu frontach.

Ogólnie cały dom jest w takim stanie a ogród zarasta. i wyrasta do nieba.



W pracowni poleciały z półki gliniaki z pędzlami, Wymyłam szkło kolorowe. i okno. na razie jedno. bo oczywiście wczoraj znów lało. ustawiłam szkło z powrotem w postaci witraża a z resztą klamotów, powinnam zrobić częściowy rozbrat. Hoja się wżarła we wszystko i nie mogę jej ruszyć. muszę ją zręcznie omijać i kwitnie jak popierdolona już trzeci miesiąc. Rozbebeszyłam cały dom na raz, jak to ja. i do wyjazdu koniecznam się uporać. przynajmniej z górką na błysk. a z dołem na czysto i wygodnie dla MJ.





a tymczasem trzeba mi się już szykować do wyjazdu na wyspę grecką. jak ten czas ucieka w tempie. dopiero co był początek lipca.
już robimy szczegółowe plany i zbieramy informacje : o wynajęciu auta, łajby, o plażach, o historii wyspy, o akropolach i Joannitach. o tym gdzie parkować a gdzie się nie pchać. w żadnym razie.
Zrobimy tak jak zwykle, wynajmiemy auto i objedziemy całą wyspę i jej zabytki i plaże. plan sprawdzony i skuteczny. 

Poza tym właśnie Teraz powinnam wyciągnąć walizkę, wrzucać ciuchy i ewentualnie planować zakupy. bo ostatni łikend, tuż przed wyjazdem, będzie bardzo ukulturalniony i imprezowy. właściwie ja już zacznę w środę imprezować :-)
w tygodniu fryzjer, dentysta. 

Wtorkowym popołudniem się przejaśniło. Środowym nastała ulewa. i taki to przeplataniec pogodowy całkiem do dupy.

w Poniedziałek Naczelnik odebrał rower i wrócił sobie miastem i ścieżką rowerową do domu. i nawet się nie zmęczył. Ja natomiast w swoim śmigaczu wymieniłam siodełko na kanapę i jest duuużo lepiej. wygodniej i tyłek nie boli. 

Zalaliśmy wiśnie wódką i spirytusem, zasypałam czereśnie cukrem. tym razem. i muszę jeszcze dopełnić słój, bo sama jestem ciekawa eksperymentu z czereśniową nalewką.
[robię sobie letnie driny: biały rizling, własny sok z czarnego bzu, woda gazowana i lód. 
albo białe wino, lód, woda i nalewka własna wiśniowa.]

Ciri nadal nosi koło ratunkowe, bo codziennie coś wymodzi. żeby się dostać do rany.

Wioska podsłuchuje nasze rozmowy intymne, gdy wyprowadzam ją rano lub po powrocie. (jeszcze nie chodzimy na długie spacery).
całuje ją Tysiące razy po pyszczku:

- Cirulinko a gdzie ty byłaś, przyznaj się ? gówno zjadłaś? !

*
Przeglądając Storytel, szukałam czegoś innego, niż mordy, Nowe Szwabie na wyspie królowej Moud, eksperymenty medyczne (pierwsza książka Piotrowskiego oparta na teorii spiskowej czyli "Kod Himmlera. taka sobie i raczej nie polecam). 
Szukałam czegoś do towarzystwa w trakcie mycia okien i porządków I wpadła mi nowa Grochola, książki bym nie wzięła do ręki, bo nie czytam Grocholi, część pierwszą zobaczyłam w wersji filmowej. Ale  ... no i wakacje som. i Stenka. 
"Nigdy w życiu. 20 lat później. w interpretacji Danuty Stenki. mianowicie. 
Główna bohaterka wkurwia ale parę razy się uśmiałam. mianowicie. szybko poszło. mianowicie.

a wczoraj na noc zaczęłam "Śmiałego, Cherezińskiej na którego czekałam. mianowicie.
 jakiś czas temu trzymałam go już w łapce w Empiku. ale się powstrzymałam. mianowicie.
i się doczekałam.
 
i już koniec tygodnia ....mianowicie. kurwa.

wtorek, 21 lipca 2026

o wielkim kinie Pointa.

 Uwielbiam zakładki do książek, ze Stambułu przywiozłam kilka.

te wystające nogi dostałam w prezencie:-)

Pociągnęłyście moje drogie temat adaptacji filmowych lepszych lub równie dobrych co oryginał literacki i padły przykłady filmów dla mnie ogromnie ważnych, które uwielbiam, w tym arcydzieła literackie i filmowe:

Przeminęło z wiatrem, Tańczący w wilkami, Zielona mila, Smażone zielone pomidory, Pożegnanie z Afryką, 

no i zamyśliłam się nad tematem i po drodze przychodziły mi kolejne... i jest ich całkiem sporo. zacznę od podwórka tutejszego, więc Trylogia Sienkiewicza, która dla mnie jest przykładem, jak z gówna (eksjuzemła)można jednak bat ukręcić a nawet film, który jest rewelacyjny. Wszystkie trzy. bajdełej. 

Ziemia obiecana. 

Chłopi. zwłaszcza ostatni.

Lalka. czekam na kolejne.

Rękopis znaleziony w Saragossie, Uwielbiam.

[ i właśnie sobie wyjęłam z księgozbioru kolejną książkę do stosiku pod łóżkiem, do której z radością wrócę czyli biografię autora Rękopisu ... Jana Potockiego, François Rosset, Dominique Triaire w tłumaczeniu Anny Wasilewskiej. I to ona też przełożyła przygody Alfonsa, wersja z 1810 (2025). ostatnie wydanie. bo jak widomo Potocki napisał go po francusku. Jak mnie takie typy kręcą, no. zdarza się, że autor bywa ciekawszy od swoich książek ;-) lub bywa wilkołakiem.]

No i filmy, dzięki którym już nie trzeba czytać książek :-) lub zachęcają do przeczytania.

Kultowe : Forrest Gump, Lśnienie, Podziemny krąg, Ojciec chrzestny, Czas apokalipsy, Lot nad kukułczym gniazdem, Dziecko Rosemary, Wybór Zofii, 

Mechaniczna pomarańcza, Piękny umysł, Co gryzie Gilberta Grape,a, Milczenie owiec, Skazani na Shawshank, Trainspotting, 

Na zachodzie bez zmian, Chłopiec w pasiastej piżamie, Wszystko za życie, Wielki Gatsby.

jeszcze dodam Godziny, którymi się karmię całe życie, Kroniki portowe, 

Harry Potter, 

Władca pierścienia...

[stosik pod łóżkiem składa się z książek przeczytanych, zaczętych, nieprzeczytanych, porzuconych i tych do których lubię zaglądać... miejsca nie ma już na szafkach nocnych, to zakupiłam stołeczek a rośnie, bo nie mam już miejsca w biblioteczkach]

...

Leje. 

Leje 

LEJE. na prawdę. zaczęło na poważnie wczorajszym popołudniem. 

a dodatkowo frustracje pogłębia syrena. będą dziś tak wyć cały dzień. bo dostałam alert cbd  to wiem.

Oboje z Naczelnikiem padliśmy wczoraj w tym deszczu na kilka godzin, ja w sypialni się tylko na chwilkę położyłam z czytadłem, a Naczelnik na dole też tylko na chwilkę sobie zrobił przerwę w oglądaniu...i obudziliśmy się ok 19ej. i szlag trafił plany.

Skończyliśmy Siostry... :-((

tyle powiem. 

a potem byłam tak wytrącona z przytomności umysłowej, że zasypałam czereśnie... bułką tartą...dziś pokazuje Naczelnikowi, że coś kupił ten cukier dziwny...to mi wyjaśnił na czym polega dziwność tego "cukru. Teraz będzie miał używanie. na wszelkich imprezach. 

corpus delicti. 

macie jakieś wtopy podobnego rodzaju ?


poniedziałek, 20 lipca 2026

o Przedsionku wakacji.

Sobota jeszcze była offline.

dlatego udało nam się skończyć pierwszy sezon "Sióstr na zabój. fantastico. 

i trzeba było zostawić i napawać się tym pięknym zakończeniem. ale mi się czereśni rwać nie chciało. i zaczęliśmy sezon drugi i się kurwa rozpętało... piekło i szatani :-)

nooo powiem wam, że nie można się oderwać za cholerę. czego też doświadczyliśmy w niedzielę. muza świetna. napięcie rośnie. 

Zrobiłam małosolne i już dziś zamierzam jeść :-) 

apropo,s mało zjadłam, ogólnie mnie z jedzenia wysadziło. nobo skoro mdli, to wiadomo. 

(w ciągu 2 tygodni 4 kilogramy, plan zakłada do wyjazdu minimum 8kg a wszystko idzie zgodnie z planem)

"Imię róży" w papierze a nawet uchu, tak, zdecydowanie Tak, niemniej film zdecydowanie bardziej Tak :-) Tak. może tytułem pierwszeństwa? a nie, po prostu był Znakomity. pod każdym względem, no i nie będąc dziadersem nie uważam, że literatura jest zawsze wyższa od obrazu. bo to gówno prawda. 

Tak się żachnęłam, że Literaturę trzeba czytać. i szkoda mojego życia na chłam. choć po prawdzie robię wszystko  a nawet więcej, żeby gonić, gonić i żeby litery przez większą część dnia ganiały po mojej głowie. wyobrażam sobie i wchłaniam wszystko, wiedzę, krajobrazy, mądrości ludowe, okropieństwa wojenne, mordy rytualne i zwyczajne mordy, płaczę ze śmiechu, wyjaśniam sobie siebie, zabawiam w psychologa a chciałabym się też delektować częściej : finezją i poezją. i tak zrobię.

Och, staram się unikać.

na przykład polityki. ale nie unikniesz do końca ...Naczelnik mi pewien film komentujący  pokazał i już się przestraszyłam. już mi się w sercu ciężej zrobiło a w nocy dusiły koszmary, że uciekać musimy...sąsiedzi po 70ce mówią : my nigdzie nie będziemy uciekać w razie czego. no ja będę. w razie czego. przede mną jeszcze sporo. życia. ja planuję żyć do setki. jak MJ.

[przesadziłam kliwie do starej ceramicznej donicy po agawie.]

Ponieważ zamierzam sobie ten przedsionek wakacji uczynić z całego mojego życia :-) zawodowego. a potem oczywiście wakacje. :-)) 

dlatego żadnych propozycji pracy w placówkach nie przyjmuję. nawet najbardziej intratnych. KONIEC to koniec. no chyba, że zatęsknię...ale wątpię. 

**

niedzielka srelka.

poniedzialek srałek

wtorek potworek

środa ...

no tak to sobie można zesraćprzesrać cały tydzień. grunt to nastawienie. wiadomo. a ja nastawienie mam wyśmienite.

Wielbię Lato za morze pod nosem :-) nad które mogę wyskakiwać każdego dnia, gdy gorąco, choć po prawdzie basen sąsiada jest bliżej. za możliwość zmiany pościeli co tydzień a nawet i codziennie, i że pościel pachnie latem. bo dynda na sznurach. aktualnie kosze z ubraniami opróżnione. 

W niedzielę słońce od rana i nie zamierza padać, za to wieje przyjemnie, to piorę dywany kilimowe wełniane. bieżniki wełniane. wschodnie klimaty dynadają na sznurach.

 W chałupie zmieniłam wystrój na letni rybny. 

Naczelnik się z wsiowymi motorzystami spiknął i pojechali do Śledziowej Zagrody i dalej w chaszcze. ja się nie wybrałam, ja miałam plan do wykonania i szlus. poza tym Ciri, wiadomo. jeszcze nie może zostawać sama... może tylko na rowerek wyskoczę. 

Zbierałam maliny i zrywałam czereśnie a w trakcie atakowała mnie Lucyna. niespiesznie sie powłóczyłam po domu i ogrodzie słuchając przygodowej powieści w stylu "Bezcennego, powiedzmy albo Knoxa ale dużo słabiej napisanej(na czas migreny wystarczająco).


a oto historia : O Lucynie w malinie. 
Zawsze gdy działamy w ogrodzie towarzyszy nam Lucynka i zachęca do zabawy czyli rzucania szyszkami, wiśniami, czereśniami, patykami...a ona wtedy łapie w locie. taka jest.

Rozgrzebałam pracownię do spodu. dawno tego nie robiłam, i utknęłam. zdaje się, że się przedłuży. Nie pojechałam ani nad morze, ani na rower. Zajęta byłam domem. i grzebaniem.

oglądałam zdjęcia i prace do oprawienia. Nie zapomniałam też odpocząć. lenić się. pospać po południu ... uch. co za komfort.

Wieczorkiem delektujemy się czyli wciągamy kilka odcinków "Sióstr na zabój. 

Dziś planuję pojechać do teatru na rowerze ale jakoś pogoda nie pewna... a teraz właśnie leje.

[no współczuję wczasowiczom nad morzem. tak zupełnie szczerze. jeśli prognozy się sprawdzą i rzeczywiście będzie lało cały tydzień...i mnie posypią się plany rowerowe.]


Nadal przy łóżku waruje stos książek ...




sobota, 18 lipca 2026

no i przyszło Rytualne zmielenie.


no więc Wczoraj mnie ukropiło. 

Wszyscy piszą na blogach i w komentarzach, że u nich ukrop... u nas nie było, do wczoraj. Wczoraj nastąpiło przegięcie. dzień zmarnowany w jakimś sensie. ale nie w konsekwencji upału jedynie, tylko głównie nadciagającego frontu. 

Rano okazało się, że nie mogę jechać na rowerku do teatru, bo cośtamcośtam. i dobrze się okazało. w życiu bym nie wróciła na tym rowerze, gdyż warunki brzegowe zrobiły się nieznośne : temperatura na blacie 35 stopni, duchota...że słabo się robiło, droga rowerowa to patelnia w pełnym słońcu, żadnego cienia, i nawet rower, który sami jeździ nie pomoże na omdlenia. zasłabnięcia.

W teatrze klima, więc daliśmy radę ale i tak słabo mi było. Nadciągał armagedon. i ja jako rasowa meteopatka miałam bigproblem. aż mnie mdliło, światłowstręt i ból głowy rozsadzał mi łeb. ledwo wróciłam autem. 

W chałupie na dole klima robi swoje, więc leżenie plackiem i czekanie na godzinę wyjazdu do weta. Bolący łeb nie pomaga na korek na usteckiej. wszyscy wiali znad morza. Zdjęli Ciri szwy ufff  a kot Maniek dostał swój comiesięczny zastrzyk przeciwbólowy. Powrót na wyścigi z ulewą i znów leżenie plackiem i nieruszanie się. Naczelnik zawiózł rower do remontu. Na powrocie zajechał do sąsiadów po ogórki na małosolne.

Ale wcześniej, jeszcze przed wetem Oczywiście nastąpiło ponowne ogarnianie ogrodu i tarasu, bo ulewa szła i burzysko było tuż tuż. burczało niedaleko. ciekawe ile razy będziemy tak zbierać i rozkładać te meble. i materace łóżkowe i hamaki. 

Na szczęście burzsko polazło w stronę morza i tam waliły pioruny. A ulewa doskonale oczyściła powietrze, ciężkie i lepkie. nie mogłam iść do obory po gliniak na te ogórki. tak lało.

i gdy tak leżeliśmy oboje na kanapie oglądając "Siostry na zabój, objawił się sąsiad i się rozsiadł na tarasie. 

[ech czasem nie mam ochoty na gości. zwłaszcza gdy jestem zmielona. preferuje też takich, którzy potrafią korzystać z telefonu] 

- zadzwoń po moją Żonę, zaordynował sąsiad. Na szczęście Żona właśnie kończyła obrabianie naprędce zbieranej czerwonej porzeczki i też była zmielona.  Pół wioski obierało krzaki i drzewa przed tym armagedonem. Ja czereśni nie zdążyłam zebrać a słoje stoją przygotowane. ech.

Panowie prowadzili dyskusję o polityce przy domowym bimbrze, zakąszając czereśniami :-) to co miałam robić, poszłam na górkę z tym dymiącym łbem i czytałam słuchając. 

a dziś rześko choć oczywiście nadal grubo ponad dwadzieścia stopni. i patrzę bezsilnie, jak ślimaki znów obżerają mi kwiatki.

ech. wzdycham.


** [temat rozwinę, gdyż mam powody]

W kraju tutejszym utarło się sarkanie i plucie na tych kierowców, którzy jeżdżą za szybko. 

a ja będę pod prąd. bo momentami balansuje na krawędzi wybuchu ...

Moja irytacja na wakacyjnych (i nie tylko wakacyjnych) kierowców bierze się stąd, że ja się PRZEZ NICH spieszę do pracy, bo nie wszyscy mamy wakacje i letni czill. biorę już poprawkę na korki na usteckiej, biorę poprawkę na kierowców błądzących, nie poganiam, puszczam...jestem cierpliwa i uprzejma etcetera, nie będę tu opisywać cywilizowanych zachowań. Ale nie zmierzam z powodu typów, wyjeżdżać do teatru dwie godziny przed czasem. mój czas się dla mnie liczy najbardziej.

[powiem więcej, zwisają mi ich wakacje, mnie ich wakacje utrudniają życie : tłok, kolejki, korki, zapchane parkingi, dramatyczne zwroty akcji, jeżdżenie pod prąd i co im zrobisz ?] 

Stąd też pomysł na jazdę rowerem. między innymi.

Ja tu piszę o popularnych ekstremalnych przypadkach (nie, to się nie wyklucza). nie mogę zdzierżyć na przykład takiej bezmyślnej krowy, za kierownicą, która jedzie 20 na godzinę, bo pisze esemesy !!?? a korek i irytacja kierowców za nią rośnie. zwłaszcza, że podwójna ciągła kasuje wszelkie możliwości. Otrąbiłam pizdę koncertowo. i po prawdzie, to powinnam wysiąść, jechała tak wolno, że na wkurwie bym ją dogoniła, i wywlec z tego auta za blond loczki i...spuścić wpierdol. 

i kiedyś to zrobię. 

a także nie popieram tych wyrywnych, tych którzy jadą 120 łamiąc wszelkie przepisy. wbrew pozorom powodują nie więcej niebezpiecznych sytuacji. Flegmy, ciapy, dziady w czapce z wąsem, i rozlelane lalunie obu płci za kierownicą, to jest już plaga. doprowadzająca do szczytującej irytacji. nie mówię tu o incydentalnych przypadkach, tylko o prawdziwej pladze. a trzepiące przydługimi rzęsami 50letnie paniusie zagubione, których urok już dawno przeminął a one tego nie zauważyły ...to jest doprawdy coraz częściej żenujący widok. podobnie jak zagubione, nie ogarniające, poirytowane Janusze. 

Bardzo mi odpowiada ruch płynny. eliminujący i bezdenne flegmy i wyrywne osiłki.

Tak, tak wiem i już słyszę, że każdy ma prawo jeździć ostrożnie...otóż nie ma prawa jeździć ostrożnie powodując jednocześnie sytuacje kryzysowe. korki, zatory, niebezpieczne sytuacje wymuszonego wyprzedzania ... bo nie każdy jedzie 2 km do następnej wiochy, czy na plaże, tylko przed nim trasa 800 km. Odrobina empatii, autorefleksji i wyobraźni pożądana. 

No to wylałam żółć. w sobotnie dopołudnie, pewnie dlatego, że łeb nadal ćmi. 

proszę się nie gniewać, proszę zrozumieć. albo i nie, jak tam chcecie.