piątek, 14 sierpnia 2026

Wieśniacka wyspa Rodos.

Punkt widokowy na Wzgórzu św. Stefana: na miasto, północno-zachodni czubek wyspy, Morze Egejskie i wybrzeże tureckie.

A tymczasem Miasto Rodos.

zwiedzaliśmy w drugiej kolejności tego dnia.

(nadal środa)

mianowicie jednego dnia mieliśmy kilkanaście godzin zwiedzania dwóch miast. Także powiem Wam, że odebrano mi połowę przyjemności. bo złachałam się jak niewiemco. 

W mieście Rodos byliśmy drugi raz. Tym razem dłużej i z obiadem. 

i od obiadu zacznę.

Był.

:-)))))

nie no był całkiem dobry, kompletnie nieobiadowy, bo tylko sałatkę zamówiłam, z pitą. taka byłam zmenczona. ale za to sałatkę dla konia :-D

Gigantyczną. i jej nie zjadłam. szkoda, bo była pyszna z orzeszkami piniowymi i sosami... w życiu nie jadłam lepszej. serio. (wstydziłam się wziąć na wynos)


na wierzchu to jest pomidor, nie tatar🙄 

a Naczelnik wygrał konkurs i swój dostał za darmo. do tego zamówiliśmy karafkę białego wina i następnie zwiedzałam ten Rodos na bani, ten Rodos. ten. Niestety. 

Także dużo nie poopowiadam....tym razem.

 Najlepiej pamiętam to, co widzieliśmy przed obiadem ;-) otóż na wjeździe do Rodos od strony portu istnieje koczowisko Cyganów, znaczy oni mówią romskie...okropne miejsce do którego lepiej nie podchodzić, bo można w bańkę zarobić i wszystko ci zabiorą, jak naszej przewodniczce. ale jej oddali i portfel i pieniądze i telefon, bowiem się rozbeczała, rycząc wniebogłosy, że za co ona teraz piątkę dzieci wyżywi...i oddali Cygany wszystko, bo nie wiedzieli, że nie ma ani jednego...  i jeszcze dorzucili ;-)

[przytomna kobita. Kurde, że też ja tak nie potrafię. mnie to tylko całkiem łatwo oszwabić.] 

Takie porządne Cygany się okazali, poza swoją profesją. więc bez rasizmu tu proszę. 



o kolosie rodyjskim pisała nie będę bo to każdy wie.

 chraktrystyczne wiatraki



Włoskie klimaty.


W porcie obstrykaliśmy dwie kolumny po kolosie rodyjskim, który jak wiadomo stał ale krótko. I poszliśmy uliczkami bardzo ładnej starówki, i koło pałacu Joannitów a potem okupantów włoskich, który to rozbudowano dla Mussoliniego ale on nigdy w nim nie był.

Pałac Wielkiego Mistrza Zakonu Joannitów w Rodos to potężna, XIV-wieczna forteca i dawna siedziba władców zakonnych, położona w najwyższym punkcie średniowiecznego, wpisanego na listę UNESCO Starego Miasta. Zbudowany po zajęciu wyspy w 1309 roku, słynie z potężnych wież, monumentalnej bramy oraz wnętrz mieszczących dziś muzea historyczne.

a jak ktoś chce poczytać więcej i dogłębniej to KLIK 

Taki piękny potężny bajkowy a ja na tej bani będąc tylko jedno zasrane zdjęcie zrobiłam

o

🙈



widok ze Wzgórza św. Stefana. widowiskowy. i pachnący, bo tam wszędzie rośnie tymianek.

Na wzgórzu św. Stefana (znanym jako Monte Smith) w mieście Rodos znajduje się starożytny akropol. To ważne historyczne miejsce z czasów antycznych, hellenistycznego okresu III - II w pne.
Zwiedzanie zaczęliśmy od greckich korzeni i poszliśmy na ichni akropol, gdzie ostał się fragment świątyni Ateny...ale im się sypie.




Odeon. który wygląda jak teatr. na którym retoryki uczył się Cyceron i Juliusz Cezar.



[Gimnazjon - publiczny zespół obiektów sportowo-edukacyjnych w starożytnej Grecji. Służył do ćwiczeń fizycznych i biegów, a także do nauki i spotkań towarzyskich. Nazwa pochodzi od greckiego słowa gymnasion (od gymnos – nagi)]
 
stadion tuż obok...




a tak to wyglądało.

Bowiem akropol rodyjski aktualnie posiada ruiny lub rekonstrukcje:  Świątynia Apollina: Częściowo odrestaurowana grecka świątynia z doryckimi kolumnami. Starożytny stadion: Dobrze zachowany kamienny stadion z III wieku p.n.e., na którym odbywały się igrzyska. 
Raczej Odeon, choć wygląda na teatr: Niewielki, zrekonstruowany  w którym dawniej szkoliły się chóry i odbywały występy. Natomiast wygląda, jak malutki grecki teatrzyk z okrągła orchestrą. ? (gdyż odeony były zazwyczaj zadaszone) i ja bym go tak zaklasyfikowała po wyglądzie ale skoro greccy archeolodzy i historycy piszą, że to Odeon, to wiedzą, że nie odbywały się tam żadne dionizje czyli nie wystawiano tragedii, komedii. dramatów satyrowych.

[Marmurowy odeon w Rodos (mieszczący zaledwie około 800 widzów) był częścią kompleksu tamtejszego gimnazjonu i służył głównie do mniejszych występów muzycznych, recytacji oraz ćwiczeń retorycznych. Z kolei wielkie antyczne święta ku czci Dionizosa (dionizje) w rejonie wyspy Rodos wiązały się z przestrzeniami o charakterze religijno-teatralnym – na przykład w starożytnym miasteczku Lindos na tej samej wyspie zlokalizowano teatr oraz sanktuarium powiązane bezpośrednio z kultem Dionizosa.]

Bardzo proszę nie ulegać internetowej dezinformacji, i ludzkiemu niechlujstwu, oraz niewiedzy : Odeon to nie jest Teatr !!!
 
Akropol. Świątynie i sanktuaria: Ruiny innych dawnych budowli kultowych poświęconych bogom. i rozrywkom cielesnym i kulturalnym.

No i średniowieczna starówka, na którą już nie miałam siły... a piękna, wpisana na liste UNESCO. 





No nic, To już drugie miejsce obliguje do powrotu na wyspę.

Widziałam pewnej nocy spadającą gwiazdę i pomyślałam życzenie, żeby tam wrócić :-)

Następną wycieczkę zrobiliśmy już po swojemu. Wynajęliśmy auto i objechaliśmy całą Zachodnią przepiękna część wyspy. o tym następnym razem. 

Tymczasem wróciliśmy wszyscy zmęczeni ponad siły, co jednak nie przeszkodziło gronu pedagogicznemu imprezować do pierwszej w nocy🤣🤣🤣

ale tego opisać nie mogę, nie powinnam ? 

no szkoda.

może później😜



czwartek, 13 sierpnia 2026

Szybki przerywnik o zaćmieniu.


nagle Naczelnik mnie obudził, bo odsypiam wyjazd :-D i mówi, że wypada jechać nad morze na Zaćmienie słońca. 

Pojechaliśmy z sąsiadami nad to morze, i z psem Ciri. patrzmy a tu na nasz pomysł wpadło tysiąc pińćset ludzi. pół słupska na te maleńką plażę i klify w Orzechowie przyjechało. impreza integracyjna normalnie, kocyki, piwko... Nawet państwo młodzi przyjechali sobie foty z zaćmieniem w tle strzelać. nakryłam ich na szykowaniu się


nie mieliśmy okularów i szkiełek, ale Naczelnik przygotował kamere obskure :-))



no i wuala coś tam było widać.

A potem mili ludzie dali nam duże czarne szkiełka i mogliśmy się napawać, słońce ostatecznie przybrało kształt cieniutkiego sierpunia. 

Niestety zdjęcia tego nie oddają. a szkoda.






a potem wróciliśmy do domu i oglądaliśmy Zajebisty trzeci sezon 1670 🤣🤣🤣



wtorek, 11 sierpnia 2026

Akropolis adieu czyli kiedy przenieśliście ten Akropol z Aten do Lindos??

 Lindos.

[Środa】

i w mylnym błędzie będzie każdy, kto myśli, że akropol, jest tylko jeden i niedajbuk, że jest to nazwa własna tego jednego najpiękniej zachowanego i najsłynniejszego i największego w Atenach. Każde greckie polis miało swój akropol. Akurat ten w uroczym Lindos, podobnie jak ten w Atenach, góruję nad miastem. 

[i definicja dla niedowiarków : Słowo akropol (z greckiego akropolis, od akros – najwyższy i polis – miasto) oznacza dosłownie „górne miasto”. W starożytnej Grecji była to ufortyfikowana część miasta (cytadela) położona na wysokim wzgórzu, gdzie wznoszono najważniejsze świątynie i pałace. Miejsce schronienia w czasie wojen oraz religijne serce miasta. Pałace władców, skarbce oraz świątynie ku czci bóstw]

to tytułem wstępu. 

Zwiedzanie Lindos rozpoczęliśmy od zdobycia Akropolu. dopóki jeszcze było tylko gorąco, czyli w okolicach 8.30.








Droga pustymi jeszcze uliczkami na akropol.

Wyspa Rodos jest głownie nagabywana przez turystów po wschodniej stronie. gdzie rzeczywiście znajdują się głownie miasta, atrakcje turystyczne. bo generalnie, to jest wsiowa wyspa, wieś na wsi i dwa miasta na krzyż, bo po co więcej, skoro wysepka mała, i w sam raz. 

Poniosło nas normalnie i daliśmy się dugi raz zawlec do autokaru...do zwiedzania dwóch miast Lindos i Rodos. Jest tylko jeden plus dodatni takiej imprezy czyli wycieczki fakultatywnej, Przewodnik. mianowicie. oraz znajomi, reszta grupy, bo skoro nas tylko 20ka była, to owszem postanowiliśmy się integrować. wspierać, być ze sobą w przeróżnych konfiguracjach. 

i już w Lindos tego pożałowałam.



zbliżenie na płaskorzeźbę, którą można zobaczyć zaraz po wspięciu się po pierwszych schodach :

Płaskorzeźba łodzi na Akropolu w Lindos to wykuty w skale u podnóża hellenistycznych schodów z ok. 180 p.n.e. wizerunek burtowy rodiańskiej triremy (okrętu wojennego). Służył on jako baza pod zniszczony dziś posąg generała Hagesandra (syna Mikiona) dłuta wybitnego rzeźbiarza Pythokritosa (autora Nike z Samotraki). Pochodzi z okresu hellenistycznego (ok. 180–170 p.n.e.). Monumentalna podstawa (cokołu) pod znikły obecnie brązowy pomnik dowódcy Hagesandra, wzniesiony na cześć zwycięstwa morskiego.



wspinając się dla historii i dla widoków



Propyleje


malownicza ruina bizantyjskiego kościoła św. Jana (Agios Ioannis) z XII/XIII wieku, wzniesionego prawdopodobnie na miejscu wcześniejszej wczesnochrześcijańskiej bazyliki z VI wieku. Świątynia ta jest jednym z elementów pokazujących wielokulturową historię wzgórza, na którym antyczne greckie kolumny sąsiadują ze średniowiecznymi murami joannitów



Propyleje, schody z monumentalną bramą wejściową z IV wieku p.n.e. Pozostały tylko kolumny. Stanowią one ozdobny przedsionek z kolumnadą, który prowadził pielgrzymów na święty taras ze świątynią bogini Ateny Lindii.

To wyzwanie czyli wdrapanie się na wzgórze akropolu okazało się bułką z masłem. nie wszyscy się zdecydowali, a tymczasem o wiele większym wyzwaniem była marszruta do zatoki A. Quinna z laczka, w samo południe 🙈🤣kilka kilometrów w górę...

i lindyjskie wzgórze akropolskie w porównaniu z ateńskim było samą przyjemnością. więc jeśli nie dla zawartości, choć i ta ciekawa, to dla Widoków, trzeba. na prawdę trzeba i Warto. obowiązkowo trzeba pamiętać, że obuwie powinno być sportowe, nie żadne laczki, gdyż całe miasteczko jest wybrukowane chochlakami. i w związku z tym poślizgi niekontrolowane występują. 

Najpierw widać fortyfikacje, joannicke, potem Propyleje, i ruinkę bizantyjską św. Jana a następnie pozostałości po świątyni Ateny z Lindos. i całą resztę wielokulturowości. aż do współczesności. 













no więc atak szczytowy na pierwszy rzut, bo było jeszcze przyjemnie, słońce nie odbierało rozumu. bardzo się udał a za widoki można by dać się pokroić.

w tym widok na Zatokę św. Pawła, bo ten fanatyk szlajał się chyba po wszystkich wyspach Śródziemia...

malownicza, prawie okrągła i osłonięta zatoczka u podnóża akropolu w Lindos. Słynie z krystalicznie czystej, turkusowej wody, małej białej kaplicy oraz unikalnego kształtu przypominającego serce, gdy patrzy się na nią z góry. Według tradycji w 58 roku n.e. (lub 43 r.) przypłynął tu św. Paweł, aby schronić się przed burzą i głosić chrześcijaństwo. Widok na NomadoKLIK - rozwinięcie historii.




widok na Lindos od strony przyjazdu do miasteczka. 
i odwrotnie z akropolu na platformę widokową.

Mieliśmy bardzo dobrego i zabawnego przewodnika Greka archeologa i jego przesympatyczną polską wersję kobiecą. 

Grek raczył nas anegdotami w stylu : kiedy Grecy przenieśli Akropol z Aten do Lindos?? zapytał pewien anglojęzyczny turysta 🤣🤣 

Przewodnik sarkał na stan wiedzy o własnym państwie młodych Greków a co dopiero turystów. ale miał dystans i z pewnością zapędy belferskie, bo w kółko robił nam jakieś zagadki z nagrodami, jedną z nich wygrał Naczelnik i dostał obiad w knajpie w nagrodę ;-) 

Akropol w Lindos jest mieszanką, wszystkich, którzy postawili nogę na tej uroczej wyspie, mix widać gołym okiem i Grecy z fragmentem świątyni Ateny, której nie będą odbudowywać, bo się boją, że wypłukany piaskowiec się zawali. z murami obronnymi Joannitów, z rysem Rzymu w postaci ruinki bizantyjskiej, którą z kolei Turcy przerobili na meczet, a potem znów stała się cerkwią greko katolicką ...


Poniosło nas fakultatywnie, jak nic i nie tylko pożałowałam ale i się wkurwiłam, gdy po zejściu z akropolu się okazało, jak mało mamy czasu na kontemplowanie Lindos.

Lindos jest Przepiękne, i mogłabym/chciałabym w nim spędzić cały dzień, siedząc w wąskich uliczkach, w maleńkich knajpkach czy gubiąc się w wykwintnych galeryjkach... niestety autokar nie poczeka.   

Ta wolność i swoboda w podejmowaniu decyzji i ilości czasu na delektowanie się w swoim tempie, jest niemożliwa w grupie zorganizowanej. a ja już chyba mam z tym problem. Owszem na leżaku przy basenie, owszem na plaży, przy snurkowaniu, czy nawet na motorówie, promie, statku, owszem wieczorkiem w knajpie...tańce, hulanki, swawole, to Tak. i śmichy chichy i plotkowanie a nawet tymczasowe aferki :-)) to jest bardzo przyjemne. choć na dłuższą metę męczące. bo się już odzwyczailiśmy. mianowicie.

Natomiast zwiedzanie grupowe już mi ciąży.



Owszem udało nam się napić kawy zmrożonej w domu kapitańskim i przejść wąskimi uliczkami ...
ale o zgubieniu się nie było mowy.









Za wiele nie zdążyliśmy posiedzieć i się ponapawać i się zgubić nie zdążyliśmy mianowicie. proszęjaciebie kawka w kawiarni w domu kapitańskim, frappe obowiązkowo, potem kilka uliczek i kilka galerii art. 

i teraz muszę tam wrócić. 

[kilka koleżanek jechało ponownie🙈 na szlajanie, zakupy zwłaszcza 🙈dwa dni późnej ale my byliśmy wykończeni inną wyprawą i ustawieni na następną]

Podczas powrotu, gdy to ciągnęliśmy się w ukropie na parking pod górkę, dopadła nas kolejna frajerska sytuacja, w stylu szczotki do butów na moście w Stambule :

pewna duża czarna pani o silnym uścisku z dredami, proponująca warkoczyki i różne zaplatanki na rękach, zagadała do nas znienacka po polsku: Cześć ! wyciągając rękę. Dobre wychowanie czasem się nie opłaca, mówię wam, Odruchowo podałam rękę a ta mnie scapiła i obwiązała jakimś barachłem z koralikami i następnie mocno trzymając zwabiła Naczelnika, który już wiedział co się świeci i wyjmował portfel...jego też obwiązała, Następnie przestrzegając, że to nie Woo doo, napluła i nadmuchała, nachuchała na te biżuterie, jakieś czary odprawiła, żebyśmy byli szczęśliwi, razem. i zażądała 14 ero 😬za trzy koraliki na sznurku...FUCK. żetakpowiem.

i jprd za 7 euro, to można pół litra pysznej oliwy w olejarni kupić.

mianowicie to zwykłe świństwo jest, tak wykorzystywać zmęczonego lezieniem pod górkę i gorącem kulturalnego człowieka turystę. i żeby to jeszcze ładne było, to bym w prezencie oddała. W dodatku nie wiadomo, co to się odjaniepawli w tym pluciem i chuchaniem, dla zdrowia i szczęścia.😜gdy oddam i rozdzielimy...proszęjaciebie.

No powiem wam, że straciłam serce zarówno do turków chujówczyścicieli butów na moście, jak i do czarnych murzynek z koralikami. ftu ich mać la puta madre.

[posty rozdrabniam, pisząc wrażenia i podróże w kolejności na bieżąco, ale publikacja z dużym opóźnieniem, bo czasu nie ma, i zdjęcia są problemem, gdyż mam taki zalew zdjęć, że się zdecydować nie mogę].

cdn.

(wszystkie zdjęcia moje lub Naczelnika)

apropos zdjęcia, to do tego nawiązuje ŻonaMietka w komentarzu, bo już zmieniłam winietę