wtorek, 14 kwietnia 2026

historia jednego zdjęcia...bożego pomazańca amerykańskiego.

 Pomimo niezgody pewnych jednostek na oczywiste fakty, oczywistość oczywistą, że jeśli się dzieje coś ważnego, interesującego. Wszyscy reagują w imię zainteresowania, własnych przemyśleń czy zajęcia stanowiska, obrania czyjejś strony. czy zwykłej ludzkiej radości. więc pomimo kręgów na wodzie...a może właśnie dlatego, i ja zajmę stanowisko i napiszę, że jestem zbrzydzona. 

poziomem pełzającym, językiem prostackim a przecież amerykński to prosty język. brakiem ogłady, wiedzy, wykształcenia...🙈🙈🙈🤮

Po stokroć zbrzydzona tym starym dziadem amerykańskim, który podobnie, jak putin czy inny zjeb !!! dostał już obstrukcji totalnej. w związku z brakiem reakcji własnego społeczeństwa. przede wszystkim. 

CAŁY ŚWIAT A SZCZEGÓLNIE STARA DOBRA EUROPA SIĘ Z WAS ŚMIEJE amerykanie. i z waszego pomazańca bożego. serio. 

ja się oczywiście też śmieje, przez łzy, gdy patrzę na to zdjęcie i słyszę, że się bogonarodowa hameryka wstrząsnęła. no pewnie. Nie wstrząsnęła się na wywoływanie wojny, mordów, strzelaniny, groźb karalnych...ale na obrazę majestatu kiczowatego jezusika owszem?!

Ciekawe. ciekawy przypadek dla psychiatry zarówno pomazańca jak i narodu. 

i jak bronią swojego wyboru wyborczego znane blogerki, owego pomazańca? te same, które na niego głosowały. oraz te które głosować nie mogły, bo z pozycji innego kontynentu pienia pochwalne się niosły...ciekawam. bo na przykład pisdzielce mają z tym coraz większy problem.



poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Kolokazja, burak czy kartofel? jednak stara bulwa.

     Jak ja lubię takie krótkie tygodnie pracy, że ledwie trzy dni. i miałabym właśnie taką propozycję. Ostatnie lata pracowałam w zasadzie przez cztery dni. bardzo intensywne ale tylko cztery. Natomiast bym się nie pogniewała, gdyby proporcje się odwróciły, tak, że trzy dni w pracy a cztery odpoczynku. 

Także Naczelnik ostatnio zaproponował czeski film ;-)

 który okazał się czechosłowackim serialem komediowym "Pod jednym dachem. ubawiliśmy się bardzo. Poza tym u nas nadal zimno. co rano mrozicho na szybach. nie mam się w co ubrać. nie mam takiej kurtki niezimowej. ciepłej wystarczająco. Stary wieszak drewniany stojący, ugina się pod bezrękawnikami, płaszczykami, kurteczkami przeciwdeszczowymi i szalami, oraz chustami wełnianymi. ugina i kotłuje. i ciągle coś spada. ..🙈

Grzebię więc w garderobianych zbiorach i znajduję fajny płaszcz z grubego zielonego sztruksu na podpince z Tatoo. ma z dekadę albo i więcej ;-) okazuje sie być akuratnym. 

Sobota się nam udała pogodowo. 

Nareszcie pogrzebałam w ogródku. Zaczęłam prace porządkujące: wycinanie, starych, suchych badyli i traw. i jeszcze nie skończyłam. ale ma być coraz cieplej więc jest szansa, że do końca kwietnia się uda. Zajrzałam do zbunkrowanych w oborze, zabezpieczonych za zimę karp i cebul, jeszcze nie ruszyły, uff . powsadzam je w donice i skrzynie dopiero w maju, po tych przymrozkach, które co roku demolują nam drzewa. i krzewy. Tulipany ruszyły. i znalazłam piękny szczypiorek w donicy. pod oborą. w sam raz do twarożku.

Otwarłam ogromne okno łazienkowe zamontowane pod skosem, więc łatwo nie było, odwróciłam dogórynogami i puściłam Glonojada, który ...

spadł dwukrotnie. na szczęście nie na mój łeb. i na szczęście nic sobie nie zrobił :-)

Poskarżyłam się Naczelnikowi telefonicznie, gdyż całą sobotę w zasadzie spędził poza domem. Najpierw wiele godzin ogarniali symulowany pożar z rannymi. a następnie robił duże zakupy. I co? i jak zwykle to była Moja wina. 

Założyłam wyprane ściereczki do czyszczenia naodwyrtkę, specjalnie, bo chciałam być cwana i niestety, okazało się, że to ma znaczenie  a cwaniactwo nie popłaca, bo można dostać robotem w łeb. 

ech.

A wczoraj byliśmy w innej wsi. u dawno nie widzianych przyjaciół. w mojej ulubionej wsi skansenie :-) już teraz na prawdę skansenie. Zagrodzie, z dużym domem, budynkiem bramnym, obórkami, otwartą przestrzenią na pola, uratowanym psem...

Niestety nie zrobiłam żadnego zdjęcia, bo akurat miałam co innego do przeżycia. Najpierw siedzieliśmy na dużym tarasie, potem, gdy już było nam zimno, weszliśmy do domu i grzaliśmy się przy kozie. pięknej skandynawskiej kozie. herbacie malinowej, tarcie upieczonej przez Ke...

do tematu tej zagrody z pewnością wrócę.

** part two

najpierw o świecie pełnym paradoksów i pisdzielskiej antylogice


a następnie o wyborach na Wegrach


i ich skutkach dla uchodzców


Rzut oka na wybory na Węgrzech, mnie uspokoił. bo po Fico i Babisu, to miałam lekką  zadyszkę. Bardzo ładne zdjęcia w TVN24, które mi przypomniały Nasze kluczowe wybory(nie te ostatnie, które wybrały barachło)

 i które niech będą dla naszych Przyszłych kluczowych wyborów, Drogowskazem.

i na pohybel kolokazjom tutejszym. 

[a nie miałam pomysłu na tytuł, więc skorzystałam z wiecznie, jak lenin, żyjącego modelu obywatelki antysemitki. Tfu]

Oraz ciekawe czy dwa złodziejskie Zera się już posrały w gacie, pakując walizy...i czy kierunek białoruś czy usa?? 

do 😂😂😂😂😂 amerykańskiego pomazańca bożego. jprd upłakałam się, gdy zobaczyłam średniowiecz w całej okazałości. na bogonarodowopisdzielskim blogu.

ps

niebo na naprawdę się staram nie używać inwektyw. i nie nurzać w knajackim języku noooo ale się czasem nie da.

sobota, 11 kwietnia 2026

o zdychającej kulturze ....

... zapierdolu.

*

Yesterday

 it was awesome.

Today...

... owszem, nie do końca. 

Naczelnik mnie obudził o siódmej razem ze śmieciarą. spałam całkiem dobrze, jak na trzy lampki wina, które było czerwone, wytrawne w typie portugalskim albo Georgia. i wchodziło gładko. bajdełej. za gładko. by the way.

No więc niespodzianki, same niespodzianki czyli kolejne odchodzenia i zmienianie placówek się szykuje. Ucieczki na urlopy zdrowotne, z zamiarem nie powracania nigdy. Szukanie lepszego miejsca. W naszym gronie modne stały się małe wiejskie szkoły. gdzie 15 osób w klasie, dzieci i rodzice, którym się jeszcze w dupach nie poprzewracało. i dyrektorzy bez chorych ambicji.

Placówki z tradycjami, osiągnięciami stały się passe. już nikogo nie bawią konkursy, olimpiady, uroczystości ku czci czy inne dupersznity pod publiczkę. Liczy się wygoda, robota za kasę i spędzanie czasu wolnego od roboty, jak kto chce. z kim chce. 

oraz święty spokój. 


Było więc wesoło, plotkarsko 

i smacznie: 

dwa razy sałatka, z burakiem

cztery razy łosoś w papilotach

dwa razy pizza







i takim sloganem zarzucę na koniec, że zdrowe i szczęśliwe społeczeństwo, to społeczeństwo niesfrustrowane, niezatyrane, wypoczęte i godnie zarabiające. w godnych warunkach. i właściwych proporcjach. potrafiące się bawić, Celebrować i Odpoczywać. reszta jest milczeniem.
Według mnie Celebracja i Równowaga są kluczowe. bo co z tego, że celebracja każdego dnia skoro może ją spierdolić, każdego dnia praca: nudna, wykańczająca, bez sensu, stresująca i w dodatku mało płatna. Mamy więc klasyczną nierównowagę i pół życia psu w paszczę **

ps
Naczelniku a pamiętasz co obiecałeś temu kelnerowi w Egipcie? 
jak tam twój arabski ?
ps
przyznam się acomitam, zobaczyłam se "Podlasie i mnie rozśmieszył. kolorystycznie obrazkowa przyjemna Cepeliada.. i nie wiem o co tyle hejtu?? doprawdy.

ps
ostatnio preferuję działanie: jak kuba bogu tak bóg kubie. botak.

** Duńczycy są uznawani za jeden z najszczęśliwszych narodów świata dzięki wysokiemu poziomowi zaufania społecznego, poczuciu bezpieczeństwa socjalnego oraz kulturze hygge, promującej celebrowanie codziennych chwil. Kluczowe są też wysokie zarobki, darmowa edukacja, elastyczność pracy (równowaga między życiem zawodowym a prywatnym) oraz skromność (tzw. Prawo Jante).


piątek, 10 kwietnia 2026

o chujowej wiosence. i filcowaniu.




i kolejne filcowane jajo skończyłam. bowiem filcowanie jest proste niesłychanie. a na jaju najlepiej uczyć się filcować :-) ptaszek, jak pisałam wyblakł więc muszę nowego wydziarać.

*

Kto dziś pamięta o katastrofie smoleńskiej, przyznać się?

[za wyjątkiem starychbab z wąsami, w garsonkach :-D co to plują z rozbryzgiem na Tuska]

a że każdy powód jest dobry a nawet kilka, oraz sposobów czczenia rocznic, to 

W rocznicę katastrofy smoleńskiej mam aż dwie imprezy: jedna kuleżanka ma urodziny i dziś będzie dobrymi ciastami obdzielać 🙈i druga kuleżanka ma urodziny i będziemy uprawiać obżarstwo i opilstwo. i szaleństwo. 

 Wczoraj miałam przesrane koncertowo. rzeczywiście położyłam się do wyra nazad, i budzik mnie wyszarpał o ósmej, nieprzytomną. wygniecioną...i już cały dzień byłam taka wygnieciona. nietomna. a w teatrze padłam na bitą godzinę na kanapie. no i  za co oni mi płacą, za spanie w pracy?  

Dziś za to się Wyspałam, to mogę siedzieć do nocy. postanowiłam definitywnie sen regulować tabletkami. nie ma co. wyspanie się jest kluczowe dla niezwariowania. Musk musi sobie poukładać to i owo. u mnie się kotłuje cały czas: domowe zmiany, prace, kluczowe Decyzje, kreatywne działania, planowanie podróży, zdrowie. Myślnie o przyszłości.
Zmiany kadrowe w pracy się szykują więc plotkowaliśmy wczoraj w tym temacie. bo dotyczą nas. przewidywaliśmy co się wydarzy. każda zmiana jest ciekawa ale czy dobra? 

**

Ogród mam nadal nieuprzątnięty, jak widać i pomiędzy suchotami zeszłorocznymi przeciskają się żonkile i ...jajca. 



udało mi się to jajo. kolory podobają bardzo. chyba zacznę używać.

** 
ze spraw politycznych to papa mobile się wypiął na usa? no w każdym razie pogroził paluszkiem? i wreszcie nareszcie głowa rzekła coś sensownego. wpisanego w klimat chrześcijański. 
dobrego dnia i łikendu. gdybyśmy się nie zobaczyli ;-)

czwartek, 9 kwietnia 2026

o tym, że poszaleć.

 Poszłam w to pole wczoraj ale ...zmarzłam. jak pizgnęło za winklem. to wracałam szybciej, bo bez czapki byłam. taka gupia. ja.

W teatrze filcowłam kolejne jajko, na zamówienie fizjo. więc nie miałam już siły na kieckę. kiecka będzie miała kolej dziś. w placówce męcząco, bo po przerwie zawsze jest męcząco... Adzień był intensywny. i aura mnie przeczołgała, temperatur leciał na łeb na szyjkę ...coraz zimniej. i zimniej. finalnie Zmarzłam. dziś się przyglądam czy coś z tego🙈 będzie. łykam tablety na kaszel. nikt wczoraj nie czuł się dobrze w okolicy. 

Do domku dowlekłam się dopiero po 19ej. albo już. zobaczyliśmy eve zu back na pustyni. monitorowałam platformy i wskoczył nowy serial Oparty na bestsellerowej powieści o tym samym tytule autorstwa Janice Hadlow, film The Other Bennet Sister skupia się na Mary Bennet — pozornie zwyczajnej i pomijanej siostrze w powieści Jane Austen „Duma i uprzedzenie”. Świechna pisała. to skonsumowałam pierwszy odcinek. na razie toczka w toczke w zasadzie. ale ostatnio lubię takie.

padłam po 22iej i wstałam o 4ej...🙈🙈

więc czytam, komentuje i piszę a gdy się jaśniej zrobi, to w pole z piesą. a wieczorem padnę o 20ej i wstanę o ...drugiej ? 🙈🙈🙈

[o 6ej pójdę, zmęczę się, zjem jajeczniczkę na śniadanko, i jeszcze wyląduję w łóżku podsypiając do ósmej.]

muszę się jakoś naprawić, bo jutro jadziem do knajpy i na dyskotekę z dziewczynami. poszaleć. 


środa, 8 kwietnia 2026

o tym, że już bym gdzieś pojechała...

 

Winieta jest o tym, że już bym gdzieś pojechała... Patrzę z Bratysławy w kierunku Wiednia.

za długo w domu, i za intensywnie w domu zajmowałam się domem, w ubiegłym  miesiącu. Nie dla mnie siedzenie na dupie. dłubanie w literkach, papierach. sprzątanie do błysku. Nosi mnie. nawet nad morze nie pojechaliśmy....fukam.  

[może krótki wypad czterodniowy do Rzymu w maju?? albo gdziekolwiek ale w Hiszpanii]

ajakaś się dziś obudzam wkurwiona coś.

Nie oglądam info, nie słucham info i nie otwiera mi się żadna infostrona w lapku. przeto nie straszy mnie żaden stary pomarańczowy dziad z demencją, robiący w pieluchy. i fajnie. podobno dziś coś obiecywał. jakąś niecodzienną rozrywkę😜w nocy.

Ech, pomyśleć, że usa to było supermocarstwo, śmiech na sali. co z niego zostało. kpina, z idiotami zdemenciałymi u władzy. w ogóle stare zdemenciałe dziadygi będą nam tu świat urządzać. no ale te wszystkie nowe pokolenia zetek iksów i małpek bez rozumu, też nie lepsze. 

Oderwanie mnie wypełnia i przynosi ulgę. a tylko chwilowo się zapalam. 

apierdolę.

*

 Zaglądam do Kąckiej...męczy mnie. Nie wiem czy doczytam. może w czasie wakacji. pewnie dlatego, że Jestem zmęczona integracją. Integracja jest zdecydowanie przereklamowana. W jednej z klas jest chłopiec, który głównie wrzeszczy i jest wchuj męczący. Ja jestem wykończona po jednej godzinie w tej klasie. Pozostałe dzieci Znoszą go przez 6 siedem godzin dziennie. no czy to nie jest prosta droga do tego abyśmy wszyscy oszaleli ???Teoretycznie każdy powinien mieć równy dostęp do nauki wiedzy i warunki. Ale też warunki i dostęp wzajemnie się wykluczają. Pozostałe dzieci do nauki potrzebują spokoju i  ciszy.. . nie potrzebują też aby ktokolwiek im ubliżał. wyzywał.

[w piątek przed świętami redagowałam podanie koleżance, która kategorycznie żąda od szkoły aby jej syn nie został przydzielony do klasy integracyjnej]

Dziś niestety idę do placówki. i znów będę znudzona. może jakieś ploty chociaż? aferka? udręczenie? upodlenie? ktoś komuś dał w mordę. jakiś uczeń napadł na nauczyciela .. no nic, najpewniej słuchawki nauszy i kryminał Wolwowicz da mi jedyną rozrywkę.

Szczupaczyńska mi się skończyła buuu i delektowanie się skończyło. Bardzo mnie rozbawiała. to plotkowanie o wszystkich liczących się w Zakopanem (spotkania z młodym Witkacym czy starym Witkiewiczem i Janem Gwalbertem, Chramcem). Uchwycenie klimatu Zakopanego. istoty góralskiego temperamentu i ceprowego charakteru. wprawdzie dla mnie za bardzo po wierzchu no ale nie szkodzi. i różnice w polaczkach pomiędzy zaborami. ...

Smaków a smaczków nawtykali tam panowie. nawet w formie skondensowanej za bardzo. 

Poza tym leżąc na kanapie w pozycjach wyuzdanych zobaczyliśmy na jednej z wielu platform, sędzinę usa w postaci sztucznej inteligencji. i stłamszonego policjanta. dobre, bo przyszłością zalatuje. oraz trzeba się jakoś ratować, skoro tam ludzie to taborety.

a teraz z piernatów w trampki i kije i w pola. dobrego dnia.

wtorek, 7 kwietnia 2026

Okruchy. wielobarwne.

Do pracy wracam jutro. w środę. więc mam trochę czasu dla siebie. a życie Zaplanowane a jakże: spacer z kijami, czytanie profesorowej okiem i uchem, och bardzo przyjemnie i zabawnie mi profesorowa towarzyszy przez święta. 

[Wtrącenie świąteczne takie na serio, że nie lubię świątecznego obżarstwa. a nie unikniesz. bo to sałateczka, serniczek i babeczka i to i sro. ktoś namawia, sama sobie robisz dyspensę. a teraz zostałam z tym rozstrojem. i trzeba się będzie doprowadzać.]  

Wypad do weta. dokańczam spódnicę, wywleczoną z czeluści garderoby. układam pranie. parownica będzie odświeżała podłogę w kominkowym. ale ile z tego zrobię? nie cisnę. Wczoraj już miałam te plany a przespałam znów z dwie godziny przed spotkaniem, bo się gościliśmy. na wieczór. 

Kończymy dostępnego Pitta. Zostaliśmy, jak te głupki z dwoma odcinkami, które jeszcze nie weszły...nie lubię tego. 

bo Wczoraj było bardzo ciężko i niebezpiecznie, z przyczyn pogodowych. za oknem wyło i szarpało tak, że bałam się drzwi tarasowe otworzyć. serio. i bojałam się o prąd. Po południu awaria był już masowa. Całe Pomorze świecił na czerwono, Naczelnik cały dzień był w gotowości bojowej, gałęzie fruwają i łamią się drzewa. patrzymy z sąsiadami na morze w kamerkach a tu fale 3metrowe...bałam się też, że mi wino czerwone wyrwie z rączek, gdy szliśmy do sąsiadów. 

 Znalazłam fajny pomysł/projekt na sukienkę, bo na razie robię z niej filcowany poligon doświadczalny. Będą maki. duże maki. i może chabry. znów planuję ufilcować ptaka, bo ten stary bardzo już zblakł. 

Nadganiam zaległości i piszę. piję kawę. dużo herbaty, myślę sobie, że lubię wracać do domu. z każdej podróży i nawet krótkiego wypadu. Koty stęsknione. 

Pilnuję Duolingo. staram się być systematyczna. obowiązkowo codziennie przynajmniej jedna lekcja angielskiego. 

*

Jeszcze kilka zdjęć ze świątecznego wypadu:

Matkojadwigowa zielenina, zwłaszcza imponująca i kwitnąca, gdy przyjdzie czas, kolekcja kaktusów.





na fotelu siedzi moja lalka z NRDówka. druga dogorywa na działce. 

W Gdańsku byliśmy w sklepie motocyklowym imponującym, zakupiłam czarny kask i interkom. Gadamy z Naczelnikiem w hełmach na głowach. wyglądamy jak kosmici. w sklepie sobie popatrzyłam na stroje...na motorze też można wyglądać dobrze. modnie. szczupło i ...drogo. Ceny mnie wprawiają w zakłopotanie. ogromne.
ps
nie miałam aktywności czysto fizycznych i cierpię z tego powodu. układam grafik aktywności na kwiecień i maj. zakupuję lekcje praktyki. składam sobie obietnice ...

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

kto, ma taką matkę, jak ja? no kto ma.


Matka Jadwiga zrobiona do knajpy. 

W dalszym ciągu oglądają się za nią faceci, na ulicy, i na działce, oczywiście w zbliżonym wieku.
Nadal się przejmuje, że przytyła i obiecuje sobie, że się musi ruszać więcej. na wiosnę i żreć mnie słodyczy.
Nadal chodzi w szpilkach coby się nie działo. Na działkę takoż. Na obcasie ma nawet gumiaki. 
Nadal maluje paznokcie. Włosów nigdy nie farbowała. aktualnie pieprz i sól w oryginale. 
Nadal ma umiarkowany makijaż : szminka i podkład na twarz. 
[Usunęłam niekorzystne zdjęcie w kasku z poprzedniego posta, bo gdyby wiedziała, że je upubliczniłam, byłaby zła, żeby nie powiedzieć wkurwiona.]
Nadal chętnie pokazuje nogi...
Nadal czuje się kobietą...i lubi być kobietą. i chce być atrakcyjną kobietą. 
a ja za to lubię moją matkę.

Miejscem akcji jest moje miasto rodzinne, a dokładnie kompleks hotelowo-SPa, w starym młynie. Restauracja. jesteśmy umówieni a stolik zarezerwowany od dwóch tygodni. Przyjeżdżamy dość wcześnie zaledwie kilka godzin po uroczystym ale skromnym śniadaniu.





Zastawa i światło wprawdzie dupy nie urywa ale za to smacznie. smacznie i w dobrych cenach. oraz Ciri mile widziana. cała obsługa kelnerska ją przytulała. 

A popołudniem aura się zrobiła dość nieprzyjemna, że zagoniła nas do domu. niestety. ja padłam, jak długa na dwie godziny. a nocą, gdy wracaliśmy padał deszcz. i wyło. Przelot zajmuje nam dwie godziny a będzie jeszcze szybciej, gdy dokończą kaszubską ekspresówkę na ostatnim odcinku. 

[W sobotę wieczorem skupiałam się obok Szczupaczyńskiej na dokumentach filmowych : 

o Janie Englercie i o Krzysztofie Kieślowskim.] 

*

Nadal świętujemy ale w teorii. w praktyce dziś sobie oboje dygamy już w chałupie z robotą. planowałam w ogrodzie ale nie da się. Wieje, wyje, miesza...ech. wszystko lata. drzewa się kładą.


ps

odchudzanie mnie czeka. tyle cukru wchłonęłam, że masakra.

niedziela, 5 kwietnia 2026

a w piątek a w sobotę a w niedzielę. o Szczupaczyńskiej też.



no więc dziś ino tulipan ceramiczny i jedno jajo w piątek filcowane. na prezent. dla sąsiadów, bo się spotykamy w poniedziałek. po naszym powrocie. na biesiadę i ploty. drugi sąsiad jedzie na miesiąc szwendać się po Ameryce Południowej, zaraz po świętach. Patagonia, ech. zazdro. głownie, zazdro, że przeleci taki szmat drogi samolotem bez uszczerbku psychicznego na zdrowiu. ja zaś myślę o przepłynięciu. ale trochę mi się jednak pływanie kłinmerry nie do końca składa w całość. jak tak oglądamy Szkota. 

Piątek. o farbowaniu był.

farbowałam sobie włosy Sama. namówiona przez młodzież, co to sobie fjolety rzuca na łeb. zakupiłam ekologiczną farbę o zapachu mlecznej czekolady 😃Zmieszałam z odżywką i nałożyłam na pół godziny. teraz mam piękny odświeżony kolor. i lśniące włosy. do ośmiu myć. podobno. sprawdzać nie będę. raczej te jedną tubkę wykorzystam przy kolejny myciu. Finansowo, to jest po prosu dziesięciokrotnie nieporównywalne(cena jednej tubki do jednej wizyty u fry) no wiadomo, że do fry trzeba iść ale może nie raz w miesiącu. ale raz na półtora. albo dwa. Sprawdzam, jak się ta farba sprawdzi. Wiadomo, że ja korzystam tylko z fry i kosmetologii. no i fizjo. oraz żadne paznokcie żelowe, doklejane rzęsy i inne fanaberie 🫣😜 niemniej chciałbym minimalizować koszty. utrzymania wyglądu. bo mam inne fajniejsze pomysły na wydawanie kasy.

 W teatrze natomiast głównie się zajmowałam filcowaniem kiecki czarnej. oprócz jajka. się zafiksowałam na te kieckę, sprawdzam różne opcje filcowania i powoli już wiem, jak i na czym. 

Sobota. jest o podróży.

Wstałam za wcześnie. pranie się mieli. za chwilę pakuję kolejne. auto przygotowane. No to ziuu więc, w planach mamy zakupy po drodze, jeszcze zanim wylądujemy u MJ. konkretne i może ikea ale się boję...i musiałbym sama, gdyż zabierany Ciri tradycyjnie. to nie wiem czy oni we dwójkę tyle wytrzymają ;-) pod sklepem. 

Do MJ bierzemy gotowce, czyli obiad na dziś. smakołyki na jutro. ja pół torby sprzętu. widomo : tablecik, klawiaturę do pisania, kindle ze Szczupaczyńską i telefon z gadającą profesorową ustami Doroty Segdy.

i prezenty dla MJ. 

A tak Na marginesie. 

... marginesu nie będzie, przekładam.


Więc Dojechaliśmy.

 I zaraz się zabraliśmy za podgrzewanie pomidorówki.  Tym razem nie jedliśmy w podróży. Potem podjadaliśmy sałatkę warzywną i ciasto. Spienialiśmy mleko owsiane w nowym spieniaczu. Siedzieliśmy dość długo w noc. ...Ja chroniczne podczytywałam Szczupaczyńską w kindlu. Nie mogę sie oderwać.

Zimno i wietrzno, że łeb urywa w tej depresji żuławskiej. Jeszcze gorzej niż u nas. Z Ciri trzeba wychodzić ubierając sie, zjeżdżając windą. I koniecznie brać psa na smycz. Ojesooo. Co za udręka. 

A teraz to się szykujemy do wczesnego, jak na nas śniadania. Potem do knajpy, na spacery, spotkania i działki. Ładny słoneczny dzień się zapowiada. 

Ps

Kto zgadnie w jakim sklepie w Gdańsku zabarłożyliśmy ?

piątek, 3 kwietnia 2026

o tymże niech się święci Jaryło. i vivat profesorowa Szczupaczyńska :-)

 

















Omiatanie, czyszczenie, spalanie, wietrzenie, palenie ognisk, robienie pisanek, porządki, za nami. jak tylko się zrobi cieplej, w misie metalowej spalę zeszłoroczne zioła, w domu odkadzam szałwią białą. albo kadzidłem z Omanu, lub afrykańskimi kadzidłami wywalając złego ...:-) a tak na prawdę, to zwyczajnie lubię takie zapachy. Jest klimat. 

Teraz jeszcze tylko cięcie wierzby, i wspólne biesiadowanie. nie robimy jakichś szaleństw jedzeniowych, zwłaszcza na śniadanie, gdyż niedzielę spędzimy w restauracji. itako. 

Dom przybrany, zawsze jest podobnie, choć zawsze dokładam coś nowego, innego i ciekawego. najlepiej, gdy sama coś wydziaram. zaraz na stole stanie wazon z wierzbowymi gałęziami. 

(stare wydmuszki w niebieskościach w kropki i ceramiczne jajko oraz wianki ) baranki przygotowanie czekają na czyste zewnętrzne parapety. no ale dalej zimno. więc niech czekają dalej...

*

Kwiecień się zaczyna chłodnym dystansem. patrzę na poprzednie i bywało różnie, ale ostatnio właśnie bardzo słonecznie. szkoda. w górach podobno praska śniegiem...😮

Przyszła Szczupaczyńska (moja osoba jest posiadaczka biletu...)) i jest fajnie. Tak to Zaszalałam podwójnie, bo ściągnęłam w dwóch wersjach : na kindle do czytania i audiobuk, który świetnie czyta Dorota Segda :-) a to z powodu mojej nieuwagi.  no ale kto bogatemu zabroni.

[oto wyższość świąt wielkiejnocy nad bożymnarodzeniem :-)) znaczy płacę i w dwie minuty mam plik na półce i dalej na kindle, i w telefon. Przy okazji zobaczyłam swoją zapchaną półkę na Woblinku. z fajnymi książkami.]

Wbrew postanowieniom jednak pochłaniamy kolejne odcinki Pitta.  nie czekając, aż skapie do końca. 

Powoli gramole się z piernatów, zakładam słuchawki ze Szczupaczyńską offkorss i działam. po południu teatr i dokańczanie filcowania.

**

O bańkach myślę sobie, jak najlepiej. to znaczy nie o wszystkich ;-)) trudno mi się wychodzi z mojej bańki. nie chcę i nie zamierzam. lubię swoje różne towarzystwa. i światy. Będzie mi bardzo brakowało Ludzi z placówki...gdy odejdę. jestem zwierzem nader towarzyskim. przyjacielskim. 

***

Świąteczne życzenia dla tych, którzy w ferworze przygotowań i spotkań już nie zajrzą do niedzieli: Życzę Wam wiosny, wiosny i jeszcze raz wiosny! Niech ta Wielkanoc będzie pełna kolorów, zapachu kwiatów i radosnych spotkań przy stole. Wiosennego nastroju, jajek w paski, zajączków z czekolady i pogody ducha nie tylko od święta!. Niech świąteczny czas napełni Wasze serca radością, a nadchodząca wiosna przyniesie nowe siły do realizacji marzeń. Smacznego jajka! 

oraz ja zamierzam pisać, czytać i odpoczywać. oraz spacerować. nie wiem jak tam z oglądaniem będzie. 

po wiosennej przerwie zaś ruszam z kijami. coby się nie działo. 


ach i jeszcze mam ostatnio alkowstręt.