poniedziałek, 4 maja 2026

Majowe klimaty. czyli nasze królestwo pod chmurką.

 I po majówce...ale na szczęście maj pozostał :-)


i tak to wyglądało przez całą majówkę poniekąd...

a wczoraj w dzień Konstytucji, słońce grzało niemiłosiernie, My kończyliśmy ogar domostwa, i jednocześnie pokładaliśmy się na tarasie ale do pewnego momentu, mianowicie do godziny dwunastej, wtedy słońce zaczyna operować bezpośrednio na tarasie i nie da się wytrzymać tego goronca. Z gośćmi więc zasiedliśmy w cieniu pod śliwą. gdzie było chłodno i przyjemnie. Rozstawiliśmy duży niebieski stół, a na nim ciasta, i deskę serów, nadziewanych papryczek, winogron, pomidorków koktailowych, ogórków...
Duży słój z kranikiem z wodą cytrynowo, miętowo miodową z lodem. i tak sobie gadaliśmy o sobie, o planach i o znajomych. o rzeczach przyjemnych i nieprzyjemnych. 
Ciri się narzucała z pieszczotami a koty kręciły w bezpiecznym oddaleniu albo spały na łóżku w sypialni. 


Gdy nadchodzi lato, dom zwiększa powierzchne mieszkalną, zyskujemy nowy pokój letni, bo żyjemy głownie na tarasie. no chyba, że mamy do czynienia z takim latem jak rok temu
 :-( żeby rozbić bezpośrednie operowanie słoneczne, na łóżko, zawiesiłam różowy len...cieniutki. ale muszę zamienić na biały. 

i tak z dnia na dzień niemalże wybuchnęło też kwiecie









martwię się o czereśnie i wiśnie, bo te przymrozki były a drzewa w pełni kwitnięcia

Wracając do tarasu, zazwyczaj wisi też mandala na krzaku jaśminu ale to po zakwitnięciu jaśminowych kwiatków, ją wieszamy.

w zeszłym roku


Z rzeczy świąteczno-imprezowych, ostatnio, to we Wrocku wzruszyło mnie, jak zwykle granie Hendrixa, ostatnie kadry z uniesionymi gitarami no ciary na dupie.


Gitarowy Rekord Świata to już we Wrocławiu tradycyjne święto muzyki i dobrej zabawy. W piątek 1 maja w Rynku po raz 24. w historii gitarzyści z całej Polski (i nie tylko) podjęli próbę pobicia rekordu w jednoczesnym graniu utworu „Hey Joe” Hendrixa.
(normalnie nauczę się grać ten jeden kawałek i pojedziemy za rok :-)

 Oraz niezwykle usatysfakcjonowała Unia z przepisami dotyczącymi ochrony praw zwierząt, no i nareszcie w kraju tutejszym porządek z tą bandą wieśniaków i okrutników zrobi Unia. Tylko martwię się o egzekwowanie tych praw. 



Jednak najprzyjemniej jest na tarasie wieczorem, po zachodzie słońca i nocą.

Słoik prawie pusty, deska serów zjedzona, napitki wypite, rozmowy niedokończone...nigdy nie ma dość czasu.
W nocy pokropiło, jakiś taki przelotny przeleciał, szybko schowaliśmy drewniany stół spod śliwy...niestety za krótko i za mało, i dziś znów trzeba lać z węża.

ale łikend mieliśmy piękny. 
za to mela się dziś nie spisała, spać poszłam za późno bo w okolicach 24ej, padłam owszem ale nie pospalam za długo. zaraz w gaciach podleję przeddomie, zaolejuję drewniany blat na tarasie i pójdę z Ciri na spacer. od jutra ma się znów ochłodzić.

niedziela, 3 maja 2026

LATO wybuchnęło na wiosnę.



Nareszcie...
i aż mnie zatkało wczoraj na plaży, bo lekką rączką w słońcu trzy dychy, jak nic.  
Plaża w Rowach jest spora i do tej pory była pusta... tymczasem objawili się ludzie opalający i pływający w zimnym Bałtyku. Zimą cały ten piach pod górkę i z górki, potem w kierunku morza. był pokryty lodem, Naczelnik ledwo wlazł czepiając się płota a potem malowniczo zjechał na dupie w woderach, prosto do morza.

We wsi odbywał się przełożony lany poniedziałek, dzieciarnia biegła na golasa taplając się w kurtynach wodnych i basenach. Sąsiady grillowały. motury jeździły, za głośno, w tym My. Ogólnie radocha. ale na moim tarasie cisza. grilla po zapachach czułam. że znów się mogłam zdrzemnąć w słońcu. 



 dyndały mi radośnie duże całkiem kolorowe kolczyki filcowane. podczas jazdy z otwartymi oknami w aucie a na motur musiałam je zdjąć. 

Sezon na rybę został otwarty ale nie w Ustce tylko zupełnie gdzie indziej.


niestety mięcho :-(z ziemniakami :-) przepysznymi, jak z parownika.



a chałupa już prawie przygotowana na przybycie gości. ja znów leję z węża wodę w kwiatki. łażąc w piżamie po ogrodzie, uch jak ja to lubię :-) dopinamy zadania. pomiędzy odpoczynkiem, polegiwaniem na tarasie i na kanapie.
*
W uchu skończyłam już "Klątwę a szkoda. nie zaczynam albo przerywam lektury smutne, poważne, męczące. chcę być tu teraz zadowolona. radosna. optymistyczna.
Popatrzyliśmy sobie na Szkocję. razem ze Stevem Marshem tym razem wyprawa na Północ i promem na wyspy. a dopiero co wróciliśmy z nimi z Nowej Zelandii. oraz z rejsu transatlantykiem. 
No i nasza ulubiona para fińczyków z psem też wrzuciła nowy film. Juho Karhu i dr Sohvi, a kanał to Alluring Arctic

 Juho zajmuje się żeglarstwem i filmowaniem, a Sohvi, która jest pracownikiem naukowym (postdoctoral researcher) w Arktycznym Centrum Uniwersytetu Lapońskiego, dołącza do niego w podróżach, łącząc pasję do outdooru z pracą.

Fajne życie prowadzą obie pary. 
chyba bym w tym kierunku dryfowała w swoim życiu... coraz bardziej mnie pcha. i pcha. 



a conwersy oryginalne moje z lat 90 tych w bardzo dobrym stanie... jak zobaczyłam po ile chodzą, na Vintage stronach, to się chyba postaram odkopać, w archiwum teatralnym  te które tam pozostały :-))

sobota, 2 maja 2026

o majówce. ULOT owej głównie.

 

Ja bym w tę rzekomo słoneczną a nawet upalną majówkę, na przykład przykucnęła w piasku, w tych wydmowych szuwarach. z klasyczną papierową książką. oczywiście na pustej plaży. i kubkiem kawy z termosu. och. Aleczy tak się stanie? kto wie. Na razie tarasowa ta majówka.

*

naj sampierw chcę znów godbelsju Aśka, bo ten Gorzki, to był po prostu Najlepszy. Ludzie, jak ja się ubawiłam. a nawet prawie nie straciłam życia, powodując wypadek samochodowy. Smutno mi, że to koniec, choć obiecujący, co mnie pociesza i daje nadzieję...na potem. z rozpędu czytam "Klątwę. która totalnie w typie moich ulubionych bajek dla dorosłych czyli fikszyn, czary mary, magia, smoki, kruki i kury z diabłami. w spektrum Sapkowskiego. w typie Madsa Voortena. nooo jest zabawa. 

*

[pisane w piątek skoroświt, po zaledwie 5 godzinach snu]

Filcowałam w czwartek biżu i zrobiłam kolczyki oraz zaczęłam korale. wyrywam czas na to filcowanie. bo mnie odpręża. 

no i 

Gapa ze mnie, już następnego wieczoru czyli w czwartek, nie wzięłam melatoniny, ale udaję, że eksperymentuję🫣  i okazało się, że jednak error ze spaniem. Nie mam wyjścia, muszę brać ogni giorno. Zaczęłam naukę włoskiego :-) i tu jestem świeżak. całkowity. Rację ma każdy, kto pisze, że na duo ilość powtórzeń jest zabójcza, można skisnąć. ...z nudy, gdy się ćwiczy każdego dnia. no trudno. teraz już każdego dnia trzy języki albo choć dwa. a trzeci z doskoku [w zasadzie, gdy się zna hiszpański, to włoski wchodzi jak dobre wino]

[A po co mi włoski, to nie wiem, chyba się w snach proroczych snuje tęsknota za Rzymem. za kawą w Rzymie: un caffe, per favore.]

 Ja bym w tę rzekomo słoneczną a nawet upalną majówkę, na przykład przykucnęła w piasku, w tych wydmowych szuwarach. z klasyczną papierową książką. oczywiście na pustej plaży. i kubkiem kawy z termosu.  w planach motur...wyjazd nad morze...długi spacer z Ciri.

No i w planach było też dokańczanie ogaru ogrodu, tarasu i przygotowanie domu na przyjęcie gości jutrzejszych. 

Piąteczek pierwszomajowy:

 Naczelnik porządkuje garaż, doprowadza samochód do błysku szczoteczką do zębów. Ja Pilnuję, żeby proporce były niezachwiane: i ogar i odsap. i celebrowanie chwili 

II dolce far niente.

Nastąpiło więc wczoraj : Uroczyste Letnie Otwarcie Tarasu, czyli wywlekłam parownicę, wyczyściłam łóżko i fotele, oraz deski tarasowe. parapety. Wyniosłam materace na łóżko i kapy oraz dywan. Słońce i niedospanie mnie skosiło, a kiedy zaczęłam się przewracać, to sobie ucięłam bardzo przyjemne spanko na tarasie w słońcu. na wygodnym łóżku. Taka cudowna sielanka : pranie dyndało na sznurach, Naczelnik robił swoje, koty spały obok, pies się dotleniał towarzysząc swemu panu, No nareszcie :-)

Wieczorem jeszcze zajęłam się parowaniem kabiny prysznicowej, no i stwierdzam, że parownica to najlepiej wydany piniondz. na świecie. 

a kiedy poszliśmy pod prysznice, w wanny zmywając trud i pył bitewny, to z kubkiem herbaty, czy kieliszkiem wina, zasiedliśmy sobie z maseczką na twarzy przed ekranem i zobaczyliśmy CUDOWNY film na Netflix 


i po zażyciu meli padłam snem sprawiedliwym.

Dziś od rana leje w grządki, bo susza okropna. 

cdn...


czwartek, 30 kwietnia 2026

o tymże melatonina wymiata.

No zakupiłam te melatoninę 3mg, najniższą dawkowo i dziś spałam ponad siedem godzin, i nawet miałam sen ale jakiś chujowy. w każdym razie pamiętam, że prawy cycek mi jakoś oklapł i normalnie bym się obudziła z przerażeniem. ... a tymczasem nie, tymczasem dospałam i teraz brakuje mi czasu na pisanie srana. Wszystko ma swoje konsekwencje.

Zapomniałam napisać, że zaginioną słuchawkę znalazł sąsiad, gdy na niej usiadł w moim aucie obok kierowcy. także jest. oraz nie napisałam, że pojechaliśmy moim autem do Ustki, bo te małe pizdy co to nam tupią pod dachem i z pewnością już doprowadziły poddasze do ruiny, czyli ...kuny domowe poprzegryzały Naczelnikowemu ałtu kable. 

Obogowie 😤 tuż po remoncie generalnym. za grube pinionżki. Naczelnik zniósł to dzielnie. nie pałał rządzą mordu na stworzeniach boskich. za to sąsiad ma przejebane i to mocno. za historie, którymi nas raczył przy jedzeniu. chujek.

Dzień miałam wczorajszy dziwny, organizacyjnie, że między placówką a teatrem jeszcze zaparkowałam w domu i się trochę przespałam. 

W teatrze głównie filcuję sobie i wymyślam. obok była sobie praktyka jogi z medytacją. ja dobieram kolory, za ścianą grał chłopak pięknie na pianinie a ja w rytm uderzałam igłą...


Zdjęcie z partyzanta. czarna kieca jeszcze nie skończona. jeszcze muszę bardziej filcowanie wbić i dwa ptakokwiaty dorobić. na długich łodygach. na niej szeroka koszula lniana granatowa, czarny płaszczyk i buty pudełkowe..
 Apropo,s buty, wczoraj ubrałam takie smukłe zapinane na małym słupku i jak się w szkole poślizgnęłam, to się okazało, że w prawym obcasie nie ma fleka...no to koleżanka się zlitowała, gdy zobaczyła, że lekcję prowadzę w jednym bucie i drugiej skarpetce, i dała mi swoje dużo za duże klapki czarne. szurałam nimi potem nieśmiało i po schodach wejść nie mogłam do sekretariatu. taki to przygody.

Juhu, jutro wolne :-) jutro majówka, oraz podobno ma być o wiele cieplej. hmmm

ps

tak się szczerze ubawiłam słuchaniem "Spadku..., no żadne kremy plastry mi za chwilę nie pomogą. Na zmarszczki mimiczne.

I na koniec podziczona wiosennym słońcem  Lucynka


wspaniałego świętowania.

środa, 29 kwietnia 2026

o chrupkim placku.

 Wegański Placek ziemniaczany z grzybowym gulaszem a do tego sałatki, ja

Placek ziemniaczany z chrupiącymi brzegami, podany z kwaśną roślinną śmietaną i gruzińskim gulaszem czaszuszuli grzybów, pomidorów i papryki; do tego trzy wegańskie surówki (410 g)

chaczapuri, jak poprzednio z sadzonym jajkiem, ola

Słynny podłużny placek; sery typu twarogowego i sulguni; jajko z płynnym żółtkiem; masło; domowy sos typu salsa 

fisz end czips z bajerami, naczelnik

Klasyczne fish & chips: chrupiący filet z dorsza w lekkiej piwnej tempurze; frytki z ćwiartek ziemniaków, puree z groszku, domowy sos tatarski, sałatka ze świeżych warzyw z sosem

oraz pasta z krewetkami i wybornym sosem, serem parmezan, chili, i pietruszką, sąsiad

do tego dzbanek domowego czerwonego półwytrawnego i dzbanek lemoniady. uff. 



no więc wrzucam jak leci te zdjęcia bez obróbki

a tu ze strony Meduzy gruzińskie placki, pizzy


Owszem udało się wyskoczyć wczoraj do Meduzy i na spacerek nad morzem. z sąsiadami i Ciri. i było smacznie i rześko. pizgało zimnem jak diabli. a ja w ubranku prosto z placówki. 

Musiałam się przewietrzyć i napić. bo w placówce coraz lepiej...uczeń mnie nazwał per krowa. 
w sensie w odpowiedzi na pytanie, jak mam na nazwisko. co i tak nie jest jakimś najgorszym nazwaniem. bo niektóre obrywają per nienormalna, popierdolona...stara, gupia...
No ale oni mają papiery i co im zrobisz??  czekam na przybycie tych wybitnych jednostek, chronionych prawem i rodzicem oraz systemem, do pracy. Czekam na miny ich szefów 😂
a wcześniej  odurniałych rodzicieli🙈  
No nic, jeszcze dwa miechy i koniec tej upokarzającej sielanki. i nudów. 

wtorek, 28 kwietnia 2026

o zachodach słońca na wiosnę.


foto naczelnikowe , trochę nieostre ale za to kiczowate.

Naczelnik po nocach znów się nad morzem szwendał. i takie zachody słońca mi przesyłał. podczas gdy ja jeszcze zrażona zimnem mitrężyłam czas na kanapie...przy pierwszych dwóch odcinkach Margo co to nie ma kasy czyli jest spłukana. i podoba mi się. 

Potem się zakręciłam i nałożywszy dwa plastry na noc poszłam spać wcześniej i bez tabletki. no i nie wyspałam się jednak. ośmu godzin nie dałam rady, zaledwie sześć. ale za to w kwestii plastrów rano patrzę, nie ma zmarszczek, no cuda panie cuda. 

zamawiam te plastry. muszę do fry się zarejestrować ale to już w maju i przeciągnęłam cały kwiecień bez wizyty, odświeżając kolor samemu, tonerem vege. ha. kilka stów w kieszeni akurat na plastry)))

Taki był ten poniedziałek dziwny trochę. pełen myśli depresyjnych. i niewyspania. co skutkowało zmęczeniem wczesnym popołudniem i niechciejstwem w pracy. wymyśliłam kolejną rzecz w kwestii filcowania. i w zasadzie nic więcej nie zrobiłam. 

kuleżanka kazała łykać melatoninę. dziś zakupię. mam chwilę między lekcjami a radą, żeby wyskoczyć w miasto. muszę coś zjeść ciepłego. albo maka. albo zupę chińską wezmę ze sobą.  

zabieram do placówki tableta, bo dziś ta rada i jakieś pierdolenia nudne o egzaminach. czyli na spacer nad morze poszlajać się i zjeść dobrą kolację, nie pojedziemy po południu...

Wylazłam z kawą na taras i zaraz uciekłam, minus jeden ludzie, minus jeden kurewaaaa

ps

okulary się znalazły a słuchawka nie.

ps

już jakiś czas temu uszykowałam post o Naczelniku z racji jego urodzin baranowych, tylko muszę poczekać na lukę:-) czasową.


poniedziałek, 27 kwietnia 2026

o ogólnym przygnębieniu. i o heretykach.




To jest miejsce, gdzie nie muszę myśleć o niczym. Zwłaszcza przykrym, małym, płaskim i nieprzyjemnym. nie muszę też nic robić, tylko siedzieć się i gapić się, i słuchać szumu fal. lubię być sama. 

[wychodzi mi, że najwyższym szczęściem dziś jest dobre zdrowie. i dobre geny.]

*

Wczoraj był w miarę stabilny pogodowo nawet słoneczny ale jeszcze zimny. nie musiałam lać wody z węża, bo w nocy przeszła solidna ulewa. Odpoczywałam głównie. kiedyś trzeba. Doczytałam "Markiza. nie włączałam ani "Kawy na ławę... ani "Loży, za to na tableciku ciekawy choć nie powalający "Heretic. 

W "HereticuScott Beck i Bryan Woods – najlepiej znani jako scenarzyści "Cichego miejsca" – wykorzystują pewien dualizm jako punkt wyjścia do refleksji nad sensem wiary i jej miejscem we współczesnym świecie. mianowicie, są dwie możliwości: obserwuje nas wszechpotężny i żądny uwielbienia byt, który zna najbardziej wstydliwe sekrety każdego z nas, a swoje niezadowolenie wyraża za pomocą plag i kataklizmów. Albo jesteśmy nic nieznaczącym zbiorem atomów na wirującej w kosmosie skale. W obu przypadkach nasza egzystencja jawi się jako coś przerażającego. 

No sami se zobaczcie. recenzji nie będzie. ale pełna zgoda, że obie sytuacje Przerażające. zarówno te różne byty nazywane od tysiącleci imionami różnych bogów, mielące te same historie, mające nas podporządkować i kontrolować... albo przypadek, i pośmiertelna pustka 😮

ale za to wszystkie surowe prawa boskie oraz karmy i męki piekielne można sobie w buty wsadzić. 

Jak to zmienia perspektywę, prawda? 

Może czas już na te zmianę, i wzięcie pełnej odpowiedzialności. 

może wtedy, jako ludzkość przestaniemy się skupiać na dopierdoleniu wrogom po śmierci, i modłom, żeby sąsiada szlag trafił, Tylko na tym, jaki świat, jaką planetę zostawimy dla przyszłych pokoleń ile organizmów żywych i gatunków, znikających każdego dnia. ..

Poświęciłam też sporo czasu na Duolingo angielskiemu i hiszpańskiemu. na koniec jeden ocinek Yellowstone, więcej nie daje rady, dla mnie uniwersum dzikiego Zachodu, kowbojów i indian jest zazbyt wyczerpujące emocjonalnie.

*

Dziś inny niż zwykle. Od rana tarczyca i kolejka do usg. Czekałam na te wizytę z funduszu  ponad rok!!! 

Niesnaski w kolejce omijam bardzo zabawnym Gorzkim w uchu "Spadek po mojemu [dzięki Aśka]] poprawia mi nastrój każdym akapitem. wylewam pół kubka kawy na szczęście na podłogę a nie na sympatyczną panią siedzącą obok. sprzątam. czekam. godzinna obsuwa.  

Wracam do chałupy i zasiadam do śniadania: grzanki z pastą jajeczną. następnie do papierów. i następnie spacer z Ciri i wyjazd do Teatru. 

Ach, i żeby nie być dziadersem dowiedziałam się o co chodzi z tą akcją influencerską w celu pomocy dzieciom chorym na raka. i myślę, że to jest piękne ale strasznie mnie wkurwia, strasznie mnie wkurwia powtórzę, że stan państwa tutejszego zmusza ludzi do ratowania swoich i cudzych dzieci ... poprzez żebranie, ciągłe żebranie. kiedy to się skończy. kiedy skoczą się kolejki do lekarzy? i podejście do bezpłatnej obsługi zdrowia??

Narodzie, kiedy zdrowie i życie stanie się najważniejsze?

ps

zła jestem, od rana u mnie never endingstory, czyli szukam jednej słuchawki i okularów do czytania...🙈

                                                                                                                                                       

niedziela, 26 kwietnia 2026

o portowych zajawkach i barkach językowych.






już pisałam, że porty mnie kręcą a zwłaszcza portowe urządzenia.

*
i jakoś tak się mi nawiązało, jak to po przeczytaniu komentarzy, że na szczęście niektóre wsie muszą zostać, jak było, nienaruszone, na szczęście uczyniono z nich skanseny, na szczęście przeciw wieśniakom i chujowym miastowym chcącym burzyć, wycinać, parcelować ... 

 U naszych przyjaciół mieszkających w klasycznej wsi owalnicy, dom z tarasem patrzy na pole i las. nie mają jeszcze płotu. a w zeszłym roku grasowała wataha wilków... która wywlekała gospodarzom owce. narażony jest ich niewidomy pies. Natomiast ogromny budynek bramny odcina ich od hałasów ze wsi. a wieś jest skansenem więc sporo imprez mieszczuchy urządzają, bo połowę zagród stanowi muzeum. (na szczęście).

Zazdroszczę im tego domu i obejścia i nie zazdroszczę jednocześnie :-) wiem ile roboty wymaga to wszystko, choćby utrzymanie trawnika (choć jestem zajadłą przeciwniczką koszenia i kosiarek, kurrewa żeby je chuj strzelił, a ich czas się zbliża)...a tu remontu początek i końca nie widać. ech. ale miejsce piękne. i dom piękny szachulcowy. ogromny. dwupiętrowy, w zasadzie cała zagroda. ośmiopokojowy na razie, plus wielka sień, kuchnia, łazienka. ogromny taras. obory. dobrze, że budynku bramnego utrzymywać nie muszą. ale tam to dopiero loft byłby cudowny.

No niektórym to się darzy. :-)

i dostają w spadku domy, pałace. Tyle szczęścia na raz, że nie wiedzą, co z nim zrobić. 



bluszcz ścięty leżał sobie na środku podwórka na podjeździe dla aut.



Naczelnikowi nie przeszkadza byle wiaterek. 
podróżuje motorem po okolicy, wyprawia się nad morze, do znajomych we wsiach okolicznych. Już za chwilę będę jeździła razem z nim. jak się tylko cieplej zrobi. 

Sobota była absolutną porażką. 
Mieliło mnie do spodu. niczego konkretnego robić nie mogłam dobrze. jedynie dobrze mi wyszła kąpiel magnezowa i maseczka na noc. 
Namówiłam wprawdzie sąsiada, żeby mi szafkę przeszkloną przytargał, gdyż szukam rozwiązań dodatkowych dla moich książek. dlatego prawie zakupiłam szafkę na kieliszki. Naczelnik wrócił ze strażackich imprez i stanowczo powiedział : nie podoba mi się. i szafkę dziś zapewne odniesie.
No nic poszukiwania będą trwały nadal. a książki wylądują na jego pianinku, bezużytecznym. 
Zobaczyłam po raz niewiemktóry "Gdzie jesteś Bernadett? i wzruszył mnie dokładnie tak samo, jak za pierwszym razem.


*
Zajrzałam do niejakiej Gosi ze Szkocji, kilka osób do niej zagląda i To przeczytałam...ostatnio ją cytuje. I powiem Wam, że oczekuję odpowiedzi na zupełnie serio zadane pytanie : czy ona tak na poważnie, czy beka? znaczy się stylizuje? 

nie, no ona fajna jest ale

No jednak nic z tego nie będzie, nie mogie, słuchać mowy polskiej niechlujnej z cyku : w S(Ł)upsku, supski, supskiem, chodzeM, robieM... fatalny akcent, jakieś zakrzyki...i takie różne podobne wykroczenia językowe. Już kurwy i chuje są dla mnie autentyczne bardziej. gdy emocjonalne i zwłaszcza poprawie wymawiane. Rozumiem konwencje, że bez blichtru :-) ale dla mnie za swojska ciona (choć niewątpliwie wygląda na sympatyczną), Za dużo wokół takich ludzi tutejszych, żebym się jeszcze prawdą czasu i ekranu miała dopieszczać. Że do rozpaczy mnie niechlujstwo językowe doprowadza, to sobie nie zafunduje dodatkowo. Ale wszystko inne okey, zapewne. Autentyzm (za)daleko posunięty. Nie, no musi być okey skoro ponad 400 subskrybentów, nie? ale ja to już taka jestem purystka językowa, analogowa do szpiku. są dla mnie bariery nie do przeskoczenia. 
Naczelnik ogląda swojaków Ślązaków kanały o detektorystach. i oni tak źle mówią i takie gupoty, zwłaszcza demaskujące luki we wiedzy, że się za nich wstydzę normalnie...i też nie mogę uczestniczyć. wystarczy, że czasem dobiegają do mnie odgłosy w kuchni... 
także Trudno. 


* w temacie celowa jest zamiana liter, że o barkach językowych zamiast brakach językowych. Już tłumaczę, otóż zlepiłam sprytnie dwa tematy, portowy i językowy.

także żadna przypadkowa literówka.

sobota, 25 kwietnia 2026

przy sobocie o piątku.


Wstałam dziś a tu pizga, że łeb urywa. Spodziewałam się, gdyż wczoraj przyszły alerty. ale się już przyzwyczaiłam, co łikend tak jest, prawie. No nic to, dziś więc w domu, w pracowni, z książką. z serialem, raczej bez spaceru. joga też w domu. i długa kąpiel magnezowa. choć się wczoraj nasłuchałam, że tak skokowo z tym magnezem, to nie bardzo i że lepiej codziennie. bo niedobory i nadużycia mają te same objawy.

I w tej pianie z kieliszkiem wina, świecą i powieścią, bendom maseczki, nabyte ostatnio, zachęcona przez Esterę. gdyż na operacje plastyczne mnie nie stać. Zaplanowałam sobie wczoraj przy kolacji "Alfę z nadal piękną ale oraz mniej siebie przypominającą Charlize Theron. ..

a film owszem zobaczyłam, bo lubię takie ale skłaniam się ku opinii krytyków, że To kolejny typowy film prosto z taśmy produkcyjnej Netflixa. Alfa nie oferuje zbyt wiele nowości i świeżości w gatunku. Całość jest do bólu typowa i okraszona kliszami. Fabuła pozostawia wiele do życzenia, a osadzenie akcji w australijskiej dziczy choć powinno być intrygujące, to w rzeczywistości jest tylko wydmuszką i nie wykorzystuje w całości swojego potencjału.

a szkoda, bo australijska dzicz i krajobrazy powalają,

i pierwsze zdjęcia z norweskich gór.

*

Za to wczoraj to połaziłyśmy z Ciri. nie miałam zamiaru się szlajać niewiadomogdzie i za daleko, ubrałam się owszem raczej sportowo ale za to w długą spódnicę... gotowa po powrocie natychmiast do wyjazdu do pracy. Na otwartym polu zaczęło wiać...więc skręciłyśmy w wąwóz.



W małym wąwozie blisko domu, dawno nie byłam i gdy do niego wchodziłyśmy, to się zastanawiam dlaczego? bo tam tak pięknie z zawilcami i sarny można spotkać w stadzie...zresztą właściciele je dokarmiają zimą.

Po chwili już wiedziałam dlaczego, otóż wejście jest zakrzaczone jeżynami. długie wąsy wiją się po ziemi i czepiają ubrań, butów i skarpetek. a ja ubrana w sylwestrową spódnice Matkijadwigi i nowe skarpetki w groszki dla Angine de... klęłam na czym świat stoi, że mi się oczka porobią i dziury.



Trudno uwierzyć ale i nas dopada cywilizacja... te piękne pola, miejsca wieloletnich spacerów i biwakowania zostały rozparcelowane i będą budować domy...to bardzo przykre dla mnie. 






tu była kiedyś piękna łąka

tu była kiedyś piękna łąka z całym dobrodziejstwem kwiatostanu, ziół i traw. Lubiłam na niej leżeć. i gapić się w niebo. lubiłam zrywać kwiaty do letnich bukietów...zrywałam też owoce czarnego bzu. teraz mam własny bez. A łąkę zaorano pod uprawy. obecnie zaś sprzedano pod zabudowę. domu. i małej stadniny?

Zmienia się, niekoniecznie na lepsze. Umierają starzy właściciele a progenitura sprzedaje ziemię na potęgę, łasa na pieniądze... I my musimy pewne myśli przedsięwziąć. bo czas leci ... i albo stąd spierdlalać. albo. nie chce o tym myśleć na wyrost, nie chcę już decydować, czasem czas przynosi niespodziewane rozwiązania, ale też nie chcę się z ręką w nocniku obudzić...kiedyś. taka sytuacja z tymi zmianami. chujowymi. 

*

W teatrze wczoraj filcowałam sukienkę, to było drugie podejście dopiero, roboty jest dużo. bo i plan ambitny. jak zacznie już wyglądać jakoś to zamieszczę zajawkę. Siedziałyśmy więc we trzy w kuchni, dwie z nas filcowały. piłyśmy herbatę, gadałyśmy, jak szeptuchy. tylko jeszcze trzeba nam było pieśni białe śpiewać do kompletu. Za ścianą ekipa praktykowała jogę w zen. Mogłabym tak dzień w dzień. w domu jednak wolę coś innego. a jeszcze lepiej, gdym sobie siedziała sama z książką w uchu i filcowała. 

*

Zaczęliśmy drugi sezon Yellowstone. na drugim odcinku padliśmy oboje...

w uchu zaczęłam "Markiza. zobaczyłam sobie też dość długo wyczekiwany odcinek innej Benetonówny. szkoda, że tylko pół godziny. 

 ... i kontynuując fiksacje, przy szafie babki Antoniny w teatrze stanęły krzesła szkolne w ilości 5 sztuk. 

i one zostaną wyczyszczone, oparcia odmalowane na czarno, razem z metalowymi konstrukcjami. Finalnie wstawione do domu. styl skandynawski proszę państwa. mam już starą czarną tablicę. która zawiśnie na ścianie, bo na razie stoi na sztaludze. taki kącik szkolny, gdybym gwałtownie zatęskniła :-))))

ps
strasznie mnie mieli pogodowo, że książki udźwignąć nie mogę.

piątek, 24 kwietnia 2026

o drzwiach, którymi się nie wchodzi i o krzesłach na których się nie siada.

 No więc minął już czwartek a nawet środa. a dziś pobiegnie piątek. całkiem przyjemnie pobiegnie.

były całe tłumy, w placówce, na zakupach, w Empiku. na szybkim jedzonku. 

Wiele spotkań, opowieści, kolekcje kropek na ubraniach i skarpetach. wątpliwości. 

Decyzje wiszą w powietrzu: czy pojedziemy razem w majówkę. zostało niewiele czasu.  trzeba dziś. kawka w Krakowie, Beskid wyspowy...może Budapeszt. czy ja bym chciała 7 godzin w pendolino?

*

Każdy ma chyba jakieś zafiksowania. moim są drzwi i krzesła. gdybym tylko miała odpowiedni dom. ale nie mam. drzwi byłby takie właśnie, Tajemnicze, duże, z niesioną w powietrzu historią. drewniane, rzeźbione, wysokie, przekornikowane, z półokrągłym oknem, i kolorowe. w całym domu.



Upolowane w stodole krzesło jest podnoszone i ma sprężynę, można się wyginać przy biurku, stole. myślę o nim intensywnie. Naczelnik, jak zwykle kręci nosem. i ma rację...dwa piękne drewniane rzeźbione krzesła wywiozłam do teatru. gdyż krzeseł mamy nadmiar. kolejne dwa po babce Antoninie przygotowane do renowacji stoją w oborze. a następne drewniane na sprężynach z giętymi nóżkami stoją w kulisach teatralnych...i zapewne by się znalazły kolejne i kolejne. ciągle też dostajemy różne meble od ludzi.



cały czas pracuję nad swoim teatralnym miejscem. stylem mieszanym. ostatnio pojawiły się kwiaty, doniczki, i półka na kaloryferze.


Czasem myślę, że moim głównym życiowym zadaniem jest przynoszenie, wywożenie, renowacja, targanie, ustawianie, dopasowywanie, ratowanie, ... i ciągła Zmiana. 

*

Siedzę, w łóżku z kubkiem kawy na szafce, kotemLucynką przytuloną do lewej nogi na kołdrze. dziś jest łaskawa. pozwala się głaskać. czytam i piszę. Czytam w papierze. zasnęłam wczoraj na samej końcówce ostatniego Brudnego w odliczance. Piątki uwielbiam, podobnie jak poniedziałki. dopołudnia mam elastyczne. moje własne. A dzień dziś łaskawy pogodowo, więc będzie długi spacer. obiad w domu i drobne rzeczy.

Wczoraj postanowiliśmy odpocząć od Yellowstone, po pierwszej serii. zobaczyliśmy taki film o notorycznym złodzieju, który zakamuflował się w sklepie zabawkarskim przed policją.

*

Decyzja zapadła, Nie jedziemy na majówkę, odpoczywamy i nadrabiamy zaległości spotkań przyjacielskich. niestety będzie zimno więc w hamaku nie powiszę...no chyba, że się opatulę. chciałabym też skończyć ogród i powiesić parę rzeczy w domu. Naczelnik ma ciężki początek roku w pracy więc myśli o odsapie. Mówi, że przy wyjeździe będzie lekka nerwówka, bo zakupy, Jadwiga, sprzątanie...

Ja myślę, ale gdy zostaniemy też będzie gęsto :-) nie umiemy odpoczywać nic nie robiąc. w domu jest zawsze coś do roboty. i w obejściu. na przykład zamierzam wykorzystać parownicę w górnej łazience. i puszczać glonojada na połaciowych. o pracowni litościwie nie wspomnę.

Wczoraj wpadłam na szybkie zakupy obiadowe, miedzy placówką a teatrem. i wzięłam pierogi vegge z ziemniakiem i toffu, bardzo fajne oraz dwa kotlety buraczane do buły z musztardą i surówką. zjadłam w teatrze. a potem w domu. pierogi zostały na dziś. I dostałam opierdol, że świeże stoi w lodówce i czeka na zjedzenie więc chyba pierogi zamrożę. Tylko na lodówce zrobię przypinkę z aktualnymi mrożonkami, że są i do kiedy zjeść. bo się mnoży tam i miejsca brak. 

ps

cholerka nie mam jeszcze pita złożonego. do skarbówki. księgowa naczelnikowa coś czasu nie posiada...

ps

znam jedną taką starą w peruce, co bym ja gołymi rękoma udusiła. co za babsztyl. chamski, niewychowany, krzykliwy z wieczną pretensją i zwyczajnie tępy.