no więc szykujemy się na koncert
juhu.
Ubieram się w kropki.
i dziś też się ubieram w kropki.
SZALEŃSTWO w kropki ogarnęło świat.
O CELEBROWANIU ŻYCIA I ŚWIATA...
no więc szykujemy się na koncert
juhu.
Ubieram się w kropki.
i dziś też się ubieram w kropki.
SZALEŃSTWO w kropki ogarnęło świat.
O tymże wpadliśmy wczoraj w uniwersum dreptania po plaży, wyjazdów nad morze, do lasu i na kolacje. albo zupełnie bez kolacji.
Wracałam do domu, po siedmiu godzinach tyrania w placówce, zmęczona psychicznie. ale rozochocona fizycznie do skorzystania ze słońca. które jest każdego dnia a niebo usiane gwiazdami wisi nad moją głową nocami. i pewnie dlatego każdej nocy mrozi. i każdego ranka szyby pokrywa lód.
.. wyszła nam kolacja w Meduzie usteckiej, choć planowaliśmy tylko rybę z frytami na nabrzeżu...ale okazałosie za wcześnie. Sezon jeszcze nie otwarty.
Rzecz w tym, że fascynują mnie kury, koguty, i perlice sąsiada. są wdzięcznymi obiektami do malowania. i bazując na zdjęciach będę mogła je uwieczniać akwarelkami.
Jednak zdecydowanie najpiękniejsze do malowania i lepienia są perlice.
towarzystwo było zamknięte w kojcu, przy kurniku, z naszego powodu. normalnie łażą i grzebią robale na dużej przestrzeni.
*
Całą sobotę porządkowaliśmy ogród od strony tarasu. ustawiałam donice pod ścianą łazienki. żeby w maju po napełnieniu ich świeżą ziemią, zasadzić w nich kwiaty. jednoroczne. i umieścić zakopcowaną w skrzyni na zimę, róże. Odkryłam, że mój wielki bukszpan, nie przeżył ataku ćmy...więc Naczelnik ściął go z żalem, bo ćma, zrobiła z niego rzeszoto... ściął też Naczelnik, zerwany przez śnieg ogromny stary bluszcz, który rozpościerał się na całej ścianie i dachu obory. a teraz leży na środku podwórka. Szkoda, bo zaczął wreszcie po 19 latach kwitnąć. ale zmieciony przez śnieg i lód spadł i zmiażdżył kwiaty. połamał hortensje.
Dokończyliśmy wycinanie traw. ale jeszcze nie skończyłam tematu... porządkowania finalnego ogrodu. czyli grabienia każdego okruszka i oporządzania grządek do samej ziemi. Wszędzie leżały suche stosy traw, zeszłorocznych ziół, bukszpan i bluszcz do spalenia.
Pojechaliśmy do wsi obok po cztery wory ziemi z glizdami :-) w okazyjnej cenie. znajomy pan profesor właśnie się szykował do erazmusa - wylotu do Malagi ze swoimi uczniami, na praktyki, Niektórzy mają na prawdę fajnie : Trzy tygodnie w Andaluzji...
W domu standard łikendowy jednak nie nastąpił, za wyjątkiem prania. wieczorem byliśmy zmęczeni. Odłożyliśmy rytualne ogar chałupy na niedzielę. zwłaszcza, że zapowiadano zachmurzenie i opady.
*
Tymczasem opady nie wystąpiły, wiatru nie było a dzień wczorajszy był przyjemny i w sam raz do dokończenia ogrodowych porządków.
Więc stosy do spalenia znikły. ogród został zagrabiony. jeszcze jakieś ostatki dopieszczające nam zostały. nie ma powodu do rozpaczy, wegetacja u nas powolna. z powodu nocnych przymrozków. zaledwie pączki na wiśni, czereśni a z ziemi wyłazi głównie zielenina (liście zimowitów, tulipanów) gdzieniegdzie plamy żółte, fioletowe...czyli w całej okazałości żonkile. i inne takie małe różne w tym krokusiki. i takie żółte okrywowe kwiatuszki. Nadal króluje w naszym ogrodzie kwiat lutowy: Ciemiernik. który też swoje przeżył i późno się wydobył spod lodu. Piękne te ciemierniki. fioletowe, białe, limonkowe.
*
Wieczorem, kompletnie padnięci weszliśmy w uniwersum obrazu "Yellowstone. cztery odcinki. bo już się ledwo ruszaliśmy oboje. Co nam więc pozostało? jak nie zagryzanie japońskimi orzeszkami i figami, pięknych ruchomych obrazów. i kieliszek czerwonego wytrawnego na rozluźnienie.Wczoraj nadawałam o czwartej i pomyślałam, że
konieczny jest remont. muszę sobie uwić legowisko w pracowni...a następnie, zafundować dzwiękoodporną ścianę. która zamknie pracownię i odetnie mnie od chrapania Naczelnika. bo się mnie wykończy. Zresztą córunia tatunia też chrapie.
o 3.30 wzięłam tabletkę. Zeszłam na dół i oczywiście drzwi rozsuwane na górę otwarte na oścież a prosiłam, żeby zamykał koty na dole...raz bym chciała się wystarczająco wysapać. od kilku dni Maniek urządza koncerty pretensji, wyrzutów i ogólnie starczego gderania. mam dosyć.
[a potem ścina mnie w teatrze. a w placówce ledwo dźwigam tony hałasu.]
Kiedy będzie goronc ?
gdy jest gorąc a spać nie mogę, idę sobie na taras, albo wsuwam się w rozpostarty między śliwami hamak i tam zasypiam. jednym okiem obserwując wschód słońca. w mojej wsi jest cicho. i bezpiecznie. zresztą ludzie w Szwecji Norwegii w taki sposób śpią w lesie. na parkingach, podróżując.
gdy to zobaczyłam w Szwecji po raz pierwszy, pomyślałam sobie, że nigdy w życiu !! jeszcze by mi jakiś niedźwiedź tyłek odgryzł.
[a że Aśka ma obawy robalowe, to donoszę, iż : i ja na widok pająka truchleje, bardziej niż niedźwiedzia :-) ale To zdjęcie robiłam ja więc widziałam ten podróżny hamaczek z bliska i on jest na komary i robale zabezpieczony. Zwróć uwagę, że śpiących nie widać !!! powiadam ci a na niedźwiedzie owszem nie jest.]
A my tu dodatkowo schowani. wyizolowani.
[słuchawki z książką w ucho i drugie podejście. Zasnęłam o 6.]
wstałam o 9ej.
Pierwsze pół dnia miałam skutki uboczne tabletki a potem dopadł mnie silny ból głowy, skutek zmiany aury. Ciśnienie zaczęło mielić, późnym popołudniem. Z pięknej słonecznej pogody powoli zaczęła się robić znów gówniania. 🙈 bosze bosze
*
Nawiedził nas w piątek dzielnicowy. dawno nie był. teraz znam wszystkie ploty. na dzielni :-)
i przez niego nie dokończyłam roboty biurowej a takie miałam plany. muszę zapisywać na swojej tablicowej ścianie wszystko to co lęgnie mi się w głowie w temacie : do zrobienia. przemeblowania. pomalowania.
Ja tu sobie się izoluje w mojej wsi a tymczasem w słupku więcej ludzi gadających w obcych narzeczach, niż białego słupskiego człowieka. podobno. takie wieści. obok Ukraińców, przybywa tłumnie Ameryka łacińska do pracy. od kilku lat. i to się nazywa, że nie wypełniamy dyrektyw unijnych. i "polska dla polaków a przynajmniej only dla białych uchodźców, poszła się bujać. od ilu lat ja mogę mówić po hiszpańsku w szkole, niech no policzę. 🤔
*
Skończyłam "Bagno. i bez komentarza. oczywiście jestem w stu procentach z autorem a nawet żałuję, że nie znalazł się jakiś zakapturzony Sędzia i zrobił porządków w kraju tutejszym...
Wciągnął mnie ten "Madison. jednak. tak emocjonalnie mną manipulował. cały czas gula w gardle. Nie, nie jest jakiś wyjątkowy, a nawet przewidywalny, kiczowaty. tylko traktuje o żałobie. i ma piękne krajobrazy Montany. Pykam te drugą Bennet. po odcinku. Skończyliśmy Pitta. nono.
a wieczorem już oglądaliśmy różne przewodniki po Stambule : co robić, czego nie robić, jak się przygotować, jak się nie dać oszukać ..gdzie dobrze zjeść, czy uliczne jedzenie jest bezpieczne, w jakiej dzielnicy sobie szukać hotelu. czy jeździć taxi czy lepiej uberem. w jakich okolicznościach możemy zostać oszukani...o transporcie publicznym i dostępie do internetu. Czyli kluczowe rady dla takich jak my. bo my sami sobie organizujemy ten wyjazd. i już widzę, że łatwo nie będzie ;-)
ale za to jak cudownie. bo Stambuł wart jest mszy.
no chyba, że Oslo?
No proszę i już łikend w zasadzie...najtrudniejsze trzy dni minęły. jeszcze tylko dziesięć takich trzydniówek, jprd🙈 myślałam, że mniej.
No dobra. Wytrzymam. Natenczas inwentaryzuje swoją pracownię. powoli wynoszę swoje rzeczy, w pierwszej kolejności drobne, i nie ciężkie. potem reszta: książki na których mi zależy... obrazy i kwiatki, gary. Naczelnik przyjedzie autem i już. jeśli będzie trzeba, to strażackim. ;-)
Moja szkoła wizualnie pięknieje z każdym dniem. to trzeba oddać nowej dyrekcji, że umie. Jak tylko przestanę uczęszczać do palcówki, to zmieszczę zdjęcia. teraz nie mogę, wiadomo. Zaraz zacznie się dochodzenie typiar i donosy :-))))
Zastanawialiśmy się w teatrze wczoraj, bo czwartek to dzień rozważań politycznych i życiowych, otóż, kto głosuje na konfederację ??
i jeden instruktor mówi, że jego uczniowie piątej klasy technikum. NA POWAŻNIE. Takie typki, co to twarz mają gładką, bez cienia myśli, czy refleksji. a że Ukraińcy prace zabierają, a że unia to i sro. że podatków płacić nie chcą i nigdy chorzy nie będą. popularny bełkot nie schodzi im z usteczek, wykrzywionych grymasem niezadowolenia. Najlepiej, gdyby nie trzeba było za dużo robić, bo nie umiom a pieniążki same wskakiwały na konto. No i ten instruktor im przemawia do rozsądku i tłumaczy i przekonuje i właściwe pytania zadaje. Ale nic nie skutkuje, bo nie może. Gdy typ nie ma musku i nie łączy kropek i nie wyciąga wniosków i nie ma elementarnej wiedzy a podatny jest na bajki i gusła to...nic nie poradzisz. i tak to społeczeństwo nam durnieje w tempie. z pewnością kolejne "reformy oświaty się do tego walnie przyczyniają.
Za chwilę usłyszę o żydach robiących macę z polskich płodów 🙈a hameryka, to kraj mlekiem i modem płynący. bo nie kumają, jakim nieogarem jest stara pomarszczona pomarańcza. albo co gorsza wyją bezmyślnie w internetowym chórze hejterów.
Czego tu wymagać od typów. którym się logicznie nie składa prawa z lewą. i nie potrafią nawet przeliterować słowa logika, nie mówiąc już o definicji. a zastosowanie, to jak lot na księżyc. nie dla każdego.
bajdełej Artemis wróciła uff.
**
Wracam wczoraj do domu bardzo późno, bo i placówka i teatr i na koniec masaż fizjo. a tu wita mnie Naczelnik tymi słowy, że koniec cukru i jedzenia na kanapie przed ekranem po 20ej. Chyba wszedł przypadkiem na wagę myślę sobie po cichutku 🫣
Oczywiście Naczelniku, mówię głośno, pełna zgoda też zaobserwowałam u siebie tendencje wagowo wzrostową a przecież nie zamierzam znów kupować nowych ciuchów, więc STOP.
Nie chcemy przecież wyglądać jak zapasieni amerykanie.
[nagle Naczelnik pyta, czy chcę wiedzieć co powiedział tramp, i już mam stracha]
Grzecznie poprosiłam o zgodę na zjedzenie jedynego ciepłego posiłku w postaci zupy jarzynowej cieniutkiej. bez zaciągania śmietaną i zasmażką, po dwudziestej.
No i skoro ta hameryka z powodu starej pomarańczy męczy nas w tym tygodniu, to włączyłam sobie serial "Madison z obsadą gwiazdorską Michelle Pfeiffer, Kurt Russell i pięknymi krajobrazami Montany. hmmm dupy mi nie urwało. ale brnę. taka jestem zawzięta.
ach, piąteczek.
ps
był taki moment w teatrze, że się wściekłam i zniosłam kolejne jajko filcowane...
i Dunom, najszczęśliwszym obywatelom w Europie. idę za ciosem i co mi wychodzi? och, wnioski niekoniecznie fajne dla otwartych lewicujących, intelektualistów. przeciwników narodowców. niestety. i w zasadzie unii europejskiej. też.
Duńczycy się słabo integrują. z przybyszami.
Jeśli chcesz mieszkać w Danii, to Ty się musisz dostosować i obojętnie czy na zmywaku robisz, czy jesteś światowej sławy programistą. Musisz przejść na ich kulturę i styl bycia.
Inaczej skazujesz się na życie w Bańce i focha. oraz na wydalenie. Po pierwsze Język(🙈) po drugie praca. i obowiązkowo Duński styl życia. och zupełnie nie w klimacie polskiego stylu życia. :-D może być ciężko. już nie mówiąc o przybyszach z innych stref kulturowych. Z Afryki. Azji. ..
Owszem mam znajomych, którzy nie uważają mieszkania w Danii za w pełni szczęśliwego...a Polacy stanowią największą grupę imigrantów. Zresztą gdzie stanowią? sztuczna rzekła:
Polacy stanowią jedną z największych grup imigrantów, a w niektórych przypadkach grupę dominującą, głównie w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Holandii, Norwegii i Irlandii.
[Dodałabym Islandię. i pewnie jeszcze gdzieś by się znalazło w pip rodaków. nie zawsze i nie wszędzie doskakujących do poziomu tubylców a potem mamy opinie...ech.]
Mają Duny restrykcyjną politykę migracyjną. i narrację antyuchodzczą najsilniejszą w Europie. Nigdy nie prowadziły polityki "otwartych drzwi, i dość narodowe podejście do tematu. I ta polityka się zaostrza. kontrolują wszystko, kwestie wyznaniowe, stroje, socjalizacje, rozbrajają getta:
Dania prowadzi jedną z najostrzejszych polityk migracyjnych w UE, dążąc do „zerowej liczby uchodźców”. Rząd premier Mette Frederiksen stawia na czasowe zezwolenia na pobyt, szybkie deportacje (również za przestępstwa), walkę z „gettyzacją” oraz potencjalne przeniesienie procedur azylowych poza Europę, co ma utrzymać spójność społeczną i państwo dobrobytu.
Ogólnie nie interesują ich jakoś szczególnie problemy światowe, owszem ekologia, to drugi najważniejszy temat, skupieni są na sobie. na utrzymaniu państwa dobrobytu, którym nie zamierzają się dzielić.
No i nie wychodzą z domów na demonstracje, jedynie masowo zareagowali w wiadomym temacie "HANDS off Greenland.
Jak by się tak zastanowić, to wszystkie państwa europejskie mają narodowe podejście do własnego kraju. nie jest ta nasza skisła prawica jakimś niechlubnym wyjątkiem. i niestety coś tak majaczy na horyzoncie prawicowa europejska przewałka. głównie z powodu liberalnego modelu imigracyjnego.
"Dania dla Duńczyków,
"Polska dla Polaków.
znajdź różnicę !?
No to przyglądałam się Dunom. i wychodzi mi, że generalnie, to wszystko jedno, która partia rządzi, są bardzo hermetyczni. a ich szczęście polega na ochronie ich kraju, stylu bycia i państwa dobrobytu:
Nastroje antyimigracyjne są na tyle silne, że nawet centrolewicowa Socjaldemokracja w trakcie kampanii obiecała utrzymanie dotychczasowej polityki imigracyjnej, która w trakcie poprzedniej kadencji zaowocowała przyjęciem ponad 100 ustaw ograniczających imigrację. To właśnie M. Frederiksen odpowiada za prawicowy zwrot tej partii w polityce imigracyjnej, będący reakcją na wzrost poparcia dla partii prawicowych. Dzięki temu wygrała ona ostatnie wybory i utworzyła mniejszościowy rząd.
Naczelnik pracował w duńskiej firmie i ma ich za nadętych bufonów, pogardzających innymi.
Ja sobie cenię ich dystans i prywatność. i oczywiście hygge. Natomiast to ich nie wychylanie się jest jakimś absurdem. prawo Jante ;-) 😂
i kitranie wypasionych aut po garażach oraz udawanie, że się jest biedniejszym niż się jest.
Z drugiej storny...to chyba o Danii mowa, w tej historii, że przylatuje amerykanin, rozgląda się i mówi : i to jest ten kraj najbogatszych ludzi?? i gdzie ci ludzie są?
- tu wszędzie dokoła, brzmi odpowiedź. :-)
Społeczeństwo idealne?
a Naczelnik mówi, że nie znalazł ani jednego Duna z którym by się chciał zaprzyjaźnić.
Bardzo ciekawe to przyglądanie się różnicom kulturowym i narodowym...i nie ma się co wstydzić. Duny się nie wstydzą, Duny są Dumne.
Takie rozkminy, o plusach i minusach mieszkania w obcym kraju. ale też o mitach i mitologii uprawianej po każdej ze stron :-) wszak nigdzie nie jest idealnie.
ps
wczoraj wizyta u weta z Mańkiem, który dostaje zastrzyki przeciwbólowe raz w tygodniu i do stałej dawki leków doszedł ten na serce...ech strość naszych zwierząt jest fatalna i przygnębiająca.
w ramach odstresu trampowego 🤮
[Tramp miał stwierdzić, że on myślał, iż jest lekarzem na tym fajnym zdjęciu. jprd zastanawiam się czy może być gorzej... i na jakim antypoziomie funkcjonują jego wyborcy].
*
Zobaczyliśmy sobie wczoraj wszystkie odcinki "Pod jednym dachem, do samiuśkiego końca. Śmiałam się w głos... no doskonały powrót do przeszłości. Przypomniało mi się, jak ja uwielbiłam czeskie kino.
ale po kolei:
Wróciłam do domu po siedmiogodzinnym tyraniu w placówce, gdzie w pionie trzyma mnie myśl, że jeszcze tylko maj i czerwiec. i finito, a wcześniej majówka- może w Berlinie? może w gdzieś w Polsce? i czerwcowy wypad do Istambułu. jednak. więc ... jakoś to będzie.
Wróciłam więc do domu i ugotowałam, z wielką przyjemnością, makaron z krewetkami.
Zrobiłam mój ulubiony sos na patelni: oliwa, odrobinę masła, czosnek, przyprawy całe bogactwo przypraw tureckich i bułgarskich na bazie papryki, kurkumy... łyżeczka daktylowego dżemu, przywiezionego z Tunezji (zastąpiłam tym miód) chlusty sosów z mango i fig, kilka kropel cytryny, i białe wino. NA tym smażę krewetki i następnie wrzucam ugotowany aldente makaron. trę twardy ser. sypie pietruszkę, pestki dyni. PYCHA.
Lubię gotować pyszne rzeczy z przyjemnością i dla przyjemności. do tego kieliszek białego wina. i kilka odcinków Chaluparzów :-) na kanapie.
o bogowieee co może być przyjemniejszego? a i potem, gdy nieco mi się makaron ułożył, to zjadłam jeszcze michę lodów...🙈
(tu akurat rzeknę FUCK)
Tak, to był Bardzo dobry wieczór a w zasadzie popołudnie. spędzone w domu. Jest tylko jeden skutek uboczny ...dziś trzeba kuchnie odgruzować. ekhm.
Planujemy, wzorem zeszłego roku, kilkudniowy wyjazd na koncert, ale rozważamy, zastanawiamy się czy w tym samym miejscu w Berlinie? czy może Paryż, Madryt... ja optuję za Paryżem a najbardziej za Madrytem.
W uchu skończyłam "Śmierć na Wenecji... z profesorową Szczupaczyńską, drugi raz sobie z przyjemnością z rozpędu posłuchałam. Skończyłam "Smolarza. Piotrowskiego. i zaczęłam "Bagno. tak wiem, odwróciłam kolejność ale tęskniłam do Kosiora ;-) no i BAGNO od pierwszego słowa jest absolutnie świetne, gdyżbo jest rozliczeniem z pisdzielcami?
ps
Praca z ludźmi głupimi, usiłującymi niezręcznie manipulować innymi, do tego aroganckimi oraz z przerostem ego i ambicji, mającymi o własnej osobie zdanie za dobre... jest pracą wchuj męczącą. powiadam wam.
ps
ojesooo jak pięknie śpiewają ptaki stara.
Pomimo niezgody pewnych jednostek na oczywiste fakty, oczywistość oczywistą, że jeśli się dzieje coś ważnego, interesującego. Wszyscy reagują w imię zainteresowania, własnych przemyśleń czy zajęcia stanowiska, obrania czyjejś strony. czy zwykłej ludzkiej radości. więc pomimo kręgów na wodzie...a może właśnie dlatego, i ja zajmę stanowisko i napiszę, że jestem zbrzydzona.
poziomem pełzającym, językiem prostackim a przecież amerykński to prosty język. brakiem ogłady, wiedzy, wykształcenia...🙈🙈🙈🤮
Po stokroć zbrzydzona tym starym dziadem amerykańskim, który podobnie, jak putin czy inny zjeb !!! dostał już obstrukcji totalnej. w związku z brakiem reakcji własnego społeczeństwa. przede wszystkim.
CAŁY ŚWIAT A SZCZEGÓLNIE STARA DOBRA EUROPA SIĘ Z WAS ŚMIEJE amerykanie. i z waszego pomazańca bożego. serio.
ja się oczywiście też śmieje, przez łzy, gdy patrzę na to zdjęcie i słyszę, że się bogonarodowa hameryka wstrząsnęła. no pewnie. Nie wstrząsnęła się na wywoływanie wojny, mordów, strzelaniny, groźb karalnych...ale na obrazę majestatu kiczowatego jezusika owszem?!
Ciekawe. ciekawy przypadek dla psychiatry zarówno pomazańca jak i narodu.
i jak bronią swojego wyboru wyborczego znane blogerki, owego pomazańca? te same, które na niego głosowały. oraz te które głosować nie mogły, bo z pozycji innego kontynentu pienia pochwalne się niosły...ciekawam. bo na przykład pisdzielce mają z tym coraz większy problem.
Jak ja lubię takie krótkie tygodnie pracy, że ledwie trzy dni. i miałabym właśnie taką propozycję. Ostatnie lata pracowałam w zasadzie przez cztery dni. bardzo intensywne ale tylko cztery. Natomiast bym się nie pogniewała, gdyby proporcje się odwróciły, tak, że trzy dni w pracy a cztery odpoczynku.
Także Naczelnik ostatnio zaproponował czeski film ;-)
który okazał się czechosłowackim serialem komediowym "Pod jednym dachem. ubawiliśmy się bardzo. Poza tym u nas nadal zimno. co rano mrozicho na szybach. nie mam się w co ubrać. nie mam takiej kurtki niezimowej. ciepłej wystarczająco. Stary wieszak drewniany stojący, ugina się pod bezrękawnikami, płaszczykami, kurteczkami przeciwdeszczowymi i szalami, oraz chustami wełnianymi. ugina i kotłuje. i ciągle coś spada. ..🙈
Grzebię więc w garderobianych zbiorach i znajduję fajny płaszcz z grubego zielonego sztruksu na podpince z Tatoo. ma z dekadę albo i więcej ;-) okazuje sie być akuratnym.
Sobota się nam udała pogodowo.
Nareszcie pogrzebałam w ogródku. Zaczęłam prace porządkujące: wycinanie, starych, suchych badyli i traw. i jeszcze nie skończyłam. ale ma być coraz cieplej więc jest szansa, że do końca kwietnia się uda. Zajrzałam do zbunkrowanych w oborze, zabezpieczonych za zimę karp i cebul, jeszcze nie ruszyły, uff . powsadzam je w donice i skrzynie dopiero w maju, po tych przymrozkach, które co roku demolują nam drzewa. i krzewy. Tulipany ruszyły. i znalazłam piękny szczypiorek w donicy. pod oborą. w sam raz do twarożku.
Otwarłam ogromne okno łazienkowe zamontowane pod skosem, więc łatwo nie było, odwróciłam dogórynogami i puściłam Glonojada, który ...
spadł dwukrotnie. na szczęście nie na mój łeb. i na szczęście nic sobie nie zrobił :-)
Poskarżyłam się Naczelnikowi telefonicznie, gdyż całą sobotę w zasadzie spędził poza domem. Najpierw wiele godzin ogarniali symulowany pożar z rannymi. a następnie robił duże zakupy. I co? i jak zwykle to była Moja wina.
Założyłam wyprane ściereczki do czyszczenia naodwyrtkę, specjalnie, bo chciałam być cwana i niestety, okazało się, że to ma znaczenie a cwaniactwo nie popłaca, bo można dostać robotem w łeb.
ech.
A wczoraj byliśmy w innej wsi. u dawno nie widzianych przyjaciół. w mojej ulubionej wsi skansenie :-) już teraz na prawdę skansenie. Zagrodzie, z dużym domem, budynkiem bramnym, obórkami, otwartą przestrzenią na pola, uratowanym psem...
Niestety nie zrobiłam żadnego zdjęcia, bo akurat miałam co innego do przeżycia. Najpierw siedzieliśmy na dużym tarasie, potem, gdy już było nam zimno, weszliśmy do domu i grzaliśmy się przy kozie. pięknej skandynawskiej kozie. herbacie malinowej, tarcie upieczonej przez Ke...
do tematu tej zagrody z pewnością wrócę.
** part two
najpierw o świecie pełnym paradoksów i pisdzielskiej antylogice
i ich skutkach dla uchodzców
Rzut oka na wybory na Węgrzech, mnie uspokoił. bo po Fico i Babisu, to miałam lekką zadyszkę. Bardzo ładne zdjęcia w TVN24, które mi przypomniały Nasze kluczowe wybory(nie te ostatnie, które wybrały barachło)
i które niech będą dla naszych Przyszłych kluczowych wyborów, Drogowskazem.
i na pohybel kolokazjom tutejszym.
[a nie miałam pomysłu na tytuł, więc skorzystałam z wiecznie, jak lenin, żyjącego modelu obywatelki antysemitki. Tfu]
Oraz ciekawe czy dwa złodziejskie Zera się już posrały w gacie, pakując walizy...i czy kierunek białoruś czy usa??
do 😂😂😂😂😂 amerykańskiego pomazańca bożego. jprd upłakałam się, gdy zobaczyłam średniowiecz w całej okazałości. na bogonarodowopisdzielskim blogu.
ps
niebo na naprawdę się staram nie używać inwektyw. i nie nurzać w knajackim języku noooo ale się czasem nie da.
... zapierdolu.
*
Yesterday
it was awesome.
Today...
... owszem, nie do końca.
Naczelnik mnie obudził o siódmej razem ze śmieciarą. spałam całkiem dobrze, jak na trzy lampki wina, które było czerwone, wytrawne w typie portugalskim albo Georgia. i wchodziło gładko. bajdełej. za gładko. by the way.
No więc niespodzianki, same niespodzianki czyli kolejne odchodzenia i zmienianie placówek się szykuje. Ucieczki na urlopy zdrowotne, z zamiarem nie powracania nigdy. Szukanie lepszego miejsca. W naszym gronie modne stały się małe wiejskie szkoły. gdzie 15 osób w klasie, dzieci i rodzice, którym się jeszcze w dupach nie poprzewracało. i dyrektorzy bez chorych ambicji.
Placówki z tradycjami, osiągnięciami stały się passe. już nikogo nie bawią konkursy, olimpiady, uroczystości ku czci czy inne dupersznity pod publiczkę. Liczy się wygoda, robota za kasę i spędzanie czasu wolnego od roboty, jak kto chce. z kim chce.
oraz święty spokój.
Było więc wesoło, plotkarsko
i smacznie:
dwa razy sałatka, z burakiem
cztery razy łosoś w papilotach
dwa razy pizza