piątek, 15 maja 2026

pomarzyć oraz mieć nadzieję, zdrowa sprawa.


po pierwsze ILE MOŻNA PŁACIĆ ZA GRZANIE ??? czyli jak długo jeszcze?? 

oraz wkurwia mnie spędzanie wieczorów na kanapie pod kocem, zamiast na tarasie, w hamaku, ogrodzie, na pustej plaży.

a dziś imprezka z przyjaciółkami w innej wsi była planowana w ogrodzie... no i leje.

*

 Pod wpływem różnych informacji, głównie od Li, wczoraj zamarzyłam o domu w Kalabrii. Naczelnik, jak zwykle sprowadził mnie na ziemię(nieudolnie): 

mamy dom wsamraz. sąsiadów, przyjaciół, zobowiązania, rodzinę...ciszę, spokój, morze pod nosem...podróżujemy sobie...i chcesz to zamienić na kłopoty i remonty w Kalabrii czy Toskanii, pośród starych włochów ultrakatolików. ??? 

(bo apartament w Toskanii też w cenie. niewygórowanej ;)

No przecież już raz dotarliśmy do prawdy, że domu wakacyjnego, w górach, w Chorwacji a teraz Toskanii, nie planujemy...gdyż wolimy po świecie latać. nie mieszkamy w zatłoczonym mieście, przez wyziewy którego nie widać gwiazd...

mamy ciągłe wakacje. wakacyjny klimat. spokój i ciszę. i  cywilizację pod nosem, bokiem i to na wysokim lewelu. 

ble ble ble

[no a góry, to już było minęło, jednak, nie powłóczę się po Orlej. teraz właśnie przyszedł czas na to co mnie zawsze nudziło, czyli krajobraz morski. i łażenie po plaży. czyli po płaskim.]

ALE myślę sobie ja, że za grzanie czyli prąd,  to już płacę w tysiącach od września do maja!!! i końca nie widać. Poza tym, nie ma Sycylii za zakrętem, Taorminy, Etny... 

do Rzymu DALEKO  🙈🫣

*

(Wczoraj przyszły kosmetyki. w nich dwie nowości do spróbowania. w tym maseczka na noc silnie nawilżająca. zobaczymy) Przespacerowałam się też po CH przy okazji spożywania posiłku, między jedną robotą a drugą. i zajrzałam do Sefory.  popróbowałam letnich podkładów. szukam lajnera i jakiegoś nowego cienia. zastanawiam się. jeszcze.. Zasiadłam na pysznej kawie z pistacją i cieście gruszkowym. wchłonęłam tak potężną dawkę cukru, że już nic nie zjadłam. do końca dnia. a była godzina 16ta. tylko piłam herbatę z sokiem z pigwy własnego wyrobu, w nowych filiżankach. no bo nabyłam dwie i miskę. jestem przetrącona. nie mam już gdzie stawiać garów. sama robię, dostaję ... ale nie umiem się opanować do reszty. Zaszłam też do Empiku, ostatnio dość często zachodzę. i już trzymałam w ręku książkę ze Sztuką w tytule...

się rozejrzałam po półkach, wystawkach i wszędzie stał Siembieda, i Piotrowski i... no omiotłam wzorkiem i pomyślałam, boszebosze ile ja czytam, nono. w Storylet na półce nie widać i podobnie w czytniku. ani półka, ani czytnik nie posiadają takiej spektakularnej objętości. 

obogowie. chałupa jest za mała. i za mało pojemna. regał na książki na dole potrzebny od zaraz


mam guza, spadł mi obraz na łeb w teatrze. 🫣tak się kończą przemeblowania w złym nastroju i po obżarstwie. wieczór na kanapie a właściwie noc. skończyliśmy drugi sezon Yellowstone. no dramatyczne zakończenie, gdybym oglądała w czasie rzeczywistym, to bym się wkurzyła. a tak, to wkurza mnie marnowanie czasu w ogrzewanym domu, podczas długich letnich nocy ?

Naczelnik mnie namawia, żebyśmy do przyjaciół na premierę pojechali moturem, bo to całkiem blisko...😬

**

Przy okazji planowania lotu do Konstantynopola, rozmawialiśmy z Naczelnikiem o Islandii, no ja myślałam, że w 6 dni to się jej nie zobaczy ale podobno tak. z Gdańska są loty do Rejkiawiku. No i mało brakowało a zamiast w Bizancjum wylądowalibyśmy w Rejkiawiku.  pozostało w najbliższych  planach :-) wynajem auta i ziuuu

ps

blogger mnie już osłabia do spodu. nie dość, że nie uaktualnia ani moich postów na zaprzyjaźnionych blogach, to oczywiście innych blogerów też. i ja nie mogę być na bieżąco. to jeszcze mi się zaplątują komentarze, właśnie znalazłam kilka i na nie odpowiedziałam, sprzed kilku postów...no i mój poprzedni post: Świat się wywala dogórynogami w ogóle nie wskoczył.

czwartek, 14 maja 2026

świat się wywala dogórynogami.

 Wczoraj widziałam występ standapera Niemca w Izraelu. który cisnął bez cenzury teksty w stylu, Wy Żydzi nie możecie nas przegonić w eksterminacji czy okupacji, choć bardzo się staracie...przecież wiadomo, że to my Niemcy jesteśmy mistrzami. i żarty z holocaustu opowiadał owszem inteligentnie, w Izraelu !!! a Żydzi się pokładali ze śmiechu. 

Obrażał i Niemców i Żydów. o lojte, co za czasy nastali. nieprawdopodobne.

proszę bardzo oto Mario, który piecze Żydów w Izraelu. jak brzmi nagłówek.

Podobno na tych właśnie tematach tabu, zrobił karierę. 

no.

*

Kolejny dzień z zimnem i deszczem. wczoraj i dziś to samo. Zimny maj. 

Czerwiec tymczasem jest już zapełniony po brzegi. w wyjazdy, imprezy, wizyty, koncerty, spektakle i już niczego nie wcisnę. do końca roku. plus szykujemy jednocześnie kolejny wyjazd nasz wakacyjny. kamperowy powoli.

Poza tym co? no czytam i siedzę godzinami w językach. wzięłam wersję próbną, bo szykuję się do płatnej subskrypcji Duolingo. i ucieszyłam się nawet, że nie ma tureckiego ... bo już byłam gotowa wskoczyć w czwarty język, na okoliczność wyjazdu. no sama sobie nie ufam. 

Odkryłam świetny serial : "Widow's Bay, to amerykański serial komediowo-horrorowy stworzony przez Katie Dippold dla Apple TV, z Matthew Rhysem, Kate O'Flynn i Kevinem Carrollem w rolach głównych. 

Polecam.

A Poszłam sobie na dobre ciasto gruszkowe i kawę do tchibo. w celu poprawienia nastroju. między robotami.

A co tam.





środa, 13 maja 2026

Bizancjum i nie ma odwrotu.

  w poniedziałek się dowiedziałam jaka jestem spięta u mojej fizjo. bolałooo

 Postanowiłam pojechać do teatru w wielkich ogrodniczkach z Pantuniestał. leżących w garderobie już niewiemile lat. dwie byśmy się zmieściły. temperatura rozpieszczała dwudziestomaczterema stopniami. jeszcze było przyjemnie...



Za to w środę od rana dramat w jednym akcie. grube dżinsy, bluza czarna z kapturem i płaszcz i jeszcze zmarzłam. w placówce miałam niezobowiązujacy dyżur. uczyłam się języków. słuchałam "Sobowtóra i piłam Cafe con leche. jadłam suszi. a potem szybciutko po chleb na zakwasie jeszcze ciepły i wchuj drogi oraz jazda po obiadek do knajpki i powrót do domku bardzo wcześnie, jak na mnie. 


Mijałam kwitnące pola rzepaku. że też mu się chce w taką zimnicę... kwitnąć.

(fote strzeliłam zza kierownicy)

a w domu hyc hyc pod kołderkę. jadłam i oglądałam Doris :-) i kolejne odcinki kryminału rodem z ponurej Walii. Skończyłam "Sobowtóra Siembiedy i jestem tym autorem coraz bardziej zadowolona. już mi Bonszewski nie przeszkadza. Zaczęłam dziś "Miejsce i imię ale jednak odstawię na lepszy czas i przeskoczę do "Upiora. 
a w międzyczasie pospałam też pod kołderką. i potem byłam zła, że mam jedno fajne wolne popołudnie i co? z powodu zimna wykorzystać nie można.

Tak więc leje i wieje i zimno. i kurewa kolejny raz pakuje taras...

*
Zawsze chciałam zobaczyć miasto Konstantynopol, Bizancjum na dwóch kontynentach rozkraczone : Hagie Sophię, Błękitny Meczet, pałace, Cieśninę Bosfor, morze Marmara... 
i zobaczę. Bilet kupiony, parking zaklepany. Lecimy Lotem. drogo bardzo ale bagaż w pakiecie. i się wczoraj zastanawialiśmy czy nam te bagaże w pakiecie wystarczą: podręczne plus dwie walizeczki 8kg,  na 6 dni??  i otóż nie wystarczą, w każdym razie nie mnie. a dokupienie bagażu 20kg wyniosło jedyne 250 zł :-( a żeby ich potrzaskało. ale co?  zakładam, że coś tam jeszcze zakupimy, baklawę, herbatę srutututu, magnesiki. i gdzie ja to wsadzę? mamy więc pakiet plus 20kg. Dziś rezerwujemy hotel. rozważamy dwie dzielnice : Fatih / Sultanahmet (Stare Miasto): Historyczne serce, gdzie znajduje się Hagia Sophia, Błękitny Meczet oraz Pałac Topkapi. lub Eminönü: Położona nad Złotym Rogiem, znana z Bazaru Egipskiego i portu promowego. 
Na szczęście hotele są tanie. i jedzenie też. Nastawiamy się na na uliczne. tym razem. 

ech, tyle bym chciała zobaczyć... i Cysterne Bazyliki i Bazary....
tym razem zwiedzamy europejską część Stambułu.


poniedziałek, 11 maja 2026

syrop z mniszka robi się tak



a syrop z mniszka lekarskiego robi się tak:
  • 400-500 rozwiniętych główek kwiatów mniszka (najlepiej w czystym miejscu).
  •  Kwiaty krótko opłucz pod bieżącą wodą, aby pozbyć się owadów.
  • Włóż do garnka, zalej 1 litrem wody, dodaj sok z 1-2 cytryn (opcjonalnie również pokrojoną cytrynę). Gotuj na małym ogniu przez ok. 1 godzinę.
  • Zostaw wywar na 24 godziny w chłodnym miejscu.
  • Przelej wywar przez gęstą gazę lub sito, mocno odciskając kwiaty.
  • Dosłódź i zgęść: Do powstałego soku dodaj 1 kg cukru (może być trzcinowy). Gotuj na małym ogniu, często mieszając, przez 1-3 godziny (aż nabierze konsystencji miodu).
  • Gorący syrop przelej do wyparzonych słoików i mocno zakręć. Można go pasteryzować.

  • Nareszcie zrealizowłam swoje wieloletnie odgrażanki, wczoraj narwałam kwiatków mniszkowych i zrobiłam ten syrop. znaczy zagotowałam i odstawiłam. obiecywałam sobie od lat. zwłaszcza, że mam mniszka po kokardy, nie kosimy, wyrywam tylko w grządkach a pasą się na nim owady aż miło patrzeć. Będę zażywała dwie łyżki dziennie na odporność, poza tym na kaszel i ból gardła.

    *
    TO był pracowity łikend. i samej kobiecie w domu z małym ogrodem i zwierzakami owszem ciężko. nie kosiłabym w ogóle, i nie wystawiała worków z odpadami... o czasie. 

    Przymrozki z soboty na niedzielę nie przyszły w nocy a tym bardziej nad ranem. ja jednak zawinęłam lilie drzewiaste we flizelinę(pożyczoną). Zresztą jechałam po nią do biedry. bo mi koleżanka uprzejmie doniosła telefonicznie, że jest w przecenie. niestety naszej w garażu i oborze nie znalazłam. w biedrze też nie znalazłam, za to znalazłam kubki, które bardzo mi się spodobały i kupiłam dwa z całej serii.

    górny do szkoły, dolny do teatru :-)

     Do biedry jechałam głównie po czarny płyn do prania ale też nie było więc kupiłam kapsułki. 
    oraz zupełnie nieoczekiwanie kfiatka

    ktoś wie co to za kwiatek, bo zapomniałam sprawdzić?

    w niedzielę wkopałam różę, opróżniłam już do spodu kosze z brudami, pranie dyndało dwa dni w ogrodzie, na okoliczność słońca i wiatru. Paproch zaiwaniał na górce.
     
    Padałam na tarasie w ciągu dnia, i podsypiałam w słońcu. albo z powodu mielenia się aury... chodziłam na spacery z Ciri, krótkie i długie. Wczoraj poszłyśmy w pola na ten długi ...na wieczór dopiero i spotkałyśmy dzika, potężnego odyńca, zresztą widziałam tylko, że był duży przez chwilę, mrugnięcie oka, nie patrzyłam i nie analizowałam, tylko odwrót i spierdalałyśmy obie, aż mi laczki spadali (ostatni raz poszłam w pola w crocsach). oraz panika gdzie w razie wu się ukryć na otwartym polu. dzik zdecydowania biegł wzdłuż torów w naszą stronę. .. 
    ale się rozmyślił. 
    tymczasem ja dostałam zadyszki. a potem sobie przyrzekłam, zadbać o zrujnowaną kondycję. 

    Narobiłam się w ten łikend, jak niewiemco. i w ogrodzie i w domu, także dziś pospałam z dziewięć godzin. Naczelnik wrócił w nocy. i uff piesa Ciri odetchnęła z ulgą, że nareszcie wszyscy w domu. Nazwoził Naczelnik prezentów, słodyczy moich ulubionych i słoików z wiktuałami. i gdzie ja to teraz postawie? he 

    **
    Dokończyłam "Odrzanie. i bardzo mi się podoba. mam taką konstatację, że posiadam już gruntowną wiedzę historyczną o drugiej wojnie i międzywojniu. faszerowano nią nasze pokolenie całe życie. no i studia. a teraz bardzo mnie kręcą osobiste historie. Do Odrzani jeszcze wrócę, teraz tylko napomknę o tym, że ja tak wrosłam w te Odrzanie, iż z zamku malborskiego całe życie byłam dumna... 
    Z pewnością przeczytam też inne polecane pozycje.
    Na razie zaczęłam kolejnego Siembiedę "Sobowtóra. no bardzo mi się podobają książki z historią sztuki w temacie wiodącym.

    Przed ekranem w sobotę zasiadłam po 20ej. bez sił już i zobaczyłam cudowny film, po którym zabraniam zasiadać przy stole w moim towarzystwie każdemu, kto będzie chciał zjeść ośmiornicę. 
    tak w zasadzie mam od 6 lat od "Czego nauczyła mnie ośmiornica.


    a wczoraj Zaczęłam też dobry serial "Under salt marsh z Kelly Reilly.  

    *
    Taka refleksja mi przyszła, apropo,s życia na emeryturze, że nie odkładam swoich pasji na emeryturę, no może tylko książki w papierze, niektóre :-) boję się, że nie dożyję albo nie zdążę albo zachoruję albo...znam kilka osób, które były pracoholikami i kiedy odeszły wreszcie na emeryturę, to szybko umarły. albo się rozchorowały. Także zapierdlalalam w tym życiu na kilka etatów 🤣zawodowo i niezawodowo, goniąc własny ogon i realizując się we wszystkich możliwych pasjach i kierunkach. i ciągle mam niedosyt ...

    ***
    a teraz z mańki, której nie tykam. no ale wczoraj była niedziela i jednym uchem słuchałam kawy na ławę.

    [jedną strąbabę w garsonce z wąsami dokumentnie popierdoliło z chrześcijańskiej nienawiści a nawet dwie a może i wszystkie trzy, które tam dyskutują? nie wiem. wiem, że już mało kto tam zagląda. jedna ma od dziesięciu lat 70 wejść :-))) ale co znamienne, że ani słowa o ziobrze.]

    ... no i ten ziobro złamas i pokraka tchórzliwa. spierdolił do usa. ciekawe co by pomarańczowy gupek powiedział, gdybyśmy przyjęli jakiegoś amerykańskiego złodzieja i potencjalnego kryminalistę ? jedyne co dobre, to spada pisdzielcom z tego powodu. no i zero nie ma pewności, że pomarszczona pomarańcza nie zmieni zdania.😂
    a takie tchórzliwe uciekanie całe życie to na zdrówko mu nie wyjdzie.

    poniedziałeczek 😃i całkiem przyjemny tydzienieczek się szykuje.

    sobota, 9 maja 2026

    śniadanie mistrzów.

    Kiedy czas mnie nie goni, celebruję śniadanie, śniadam niespiesznie i długo. dlatego tak bardzo lubię hotelowe klimaty. 
    Dziś pozazdrościłam Naczelnikowi hotelowego śniadania i zrobiłam sobie takie wiosenne: roszponka, pomidorki koktajlowe, winogrona, pestki, mozarelokowe kulki, truskawki, polane to wszystko krem balsamiczny na bazie fig i daktyli oraz krem owocowy mango, do tego jajko sadzone i dwie grzanki. 
    obok kawy stoją truskawki i winogrona do podgryzania. w czasie czytania, pisania. w łóżku. na tarasie jeszcze zimno. gadamy z Naczelnikiem telefonami. planuje sobie niespiesznie wolną sobotę. choć może pojadę do pracowni ceramicznej nanieść szkliwo i wrzucić wypał...a potem dopiero ogrodowe wyrywanki.

     

    Na zdjęciu śniadania załapały się moje krzywe gary, których produkcję  rozpoczęłam jakiś czas temu. miałam mieć talerze płaskie i głębokie i durszlaki i patery i misy...miseczki. No część mam ale cały czas niekompletne, robię przerwy w produkcji i oddaje w prezencie.. Każdy talerz, misa, miseczka są w innym kolorze. wreszcie kiedyś  skończę te kolekcje. gary są lepione moimi rączkami a także wylewane moimi raczkami :-) i szkliwone moimi rączkami.

    *
    Wczoraj był piątek, jaki lubię. u fryzjera, w kameralnym teatrze, z kameralną imprezą, wcześniej spacer z psem. ...potem obiad na kolację w postaci zupy ogórkowej (rano zjadam sobie tylko gotowany bobik) ugotowanej dla mnie przez paniąHanię. skoro Naczelnik wyjechał, to żebym nie umarła z głodu :-)
    no i spacer wieczorny z Ciri.  a potem lody na kanapie z dobrym filmem. 

    a na spacerze

    Spotkałam sąsiada, który wreszcie wrócił z Ameryki Południowej, przejechał i przeleciał cały kontynent w miesiąc, z ekipą kilku ... prawie siedemdziesięciolatków, on po piećdziesiątce, był najmłodszy w tym gronie. najstarszy siedemdziesiąt dwa lata. Można ? 
    kilkanaście razy lecieli samolotami, spali w różnych hotelach ale i w autobusach na długich trasach. takie kuszety autobusowe ...ludzie otwarci, pełni życia i ciekawi świata, rządni przygód. z fantazją, ech, lubię takich ludzi. Mają pomysł, spełniają marzenia, bo emerytury, i wreszcie mają czas na podróże i swoje życie. mają cały czas chrapkę na to życie. to lubię.

    Sasiad wlazł na Machu Picchu, to najlepiej zachowane, starożytne miasto Inków z XV wieku, położone w peruwiańskich Andach na wysokości ok. 2400 m n.p.m.
    i wlazł też na sam szczyt , bo to ten sąsiad co zdobył tysięczniki w Gruzji. 
    widział Patagonie i boskie Buenos...ludziee i bogowie.
    No to chyba mi się zaraz zapali grunt pod nogami ... i odpalą wrotki...
    Ja nie mam czasu pracować w obliczu tylu planów !!!

    Moje joginki ustawiają na jesieni fajną wyprawę. no nareszcie będę mogła skorzystać :-))

    *
    Słońce świeci od wczoraja. ale nadal zimno, że spałam dziś pod dwiema kołdrami i oczywiście włączonym grzaniu...a w nocy ma być przymrozek do minus czterech. kazano mi przykryć kwiatki. no nic oby do zimnej Zośki. a potem jakoś to będzie.
    oczywiście pranie już się kreci w pralce i zawiśnie na sznurach. słuchawki w uszy i na spacer nad morze...

    piątek, 8 maja 2026

    kafka na tarasie.



    Wczoraj filcowałam przed ekranem i złamałam igłę. 

    pierwszy naszyjnik, kiece i zaczęłam torbę. ha. popadam w obsesje ale tak już mam. jak mnie wciągnie to definitywnie, do urzygu. dopóki nie przestanie. w tym momencie na płasko.

    *

    że też akurat te chujowe prognozy się sprawdzają co do joty. miało być ochłodzenie od poniedziałkowego wieczora i Było. 

     Zimno, jak cholera i lało, jak cholera cały wtorek i środę i zimno było też w czwartek, choć już nie lało i jakby "coś drgnęło w rajstopach... ciepłoty ;-))  Akuratże leje, to dobrze. tak właściwie lało równo, metodycznie z góry na dół. a chwasty rosną jak popierdolone...

    mam nadzieję, że w łikend będzie można je wyrywać. te chwasty. 

    i że płotu nie przerosną, bo dźwigają się z niebytu w oczach. kwitnie też jabłoń. i piękna poniemiecka reneta.

    świat kwiatów i drzew od majówki ruszył z posad dopiero. konkretnie ruszył. choć noce bardzo zimne, i kto to widział, żeby przez kilka dni była Afryka a następnie w ciągu doby spadła napysk do 5 stopni nad ranem??? w placówce też zimno a tu od poniedziałku testy. rączęta przymarzną. 

    Okoliczności stały się bardzo sprzyjające więc skończyłam "Welewetkę...oraz  "Ciemność. M.M, Perr, taki cykl historii o tym, co się stanie i jak to się stanie gdy nasza rzeczywistość diametralnie się zmieni...czyli cykl Apokalipsa. wybitny nie jest i nigdy nie będzie ale można dla odświeżenia :-) i stwierdzam, zupełnie poważnie, że dzięki Naczelnikowi jesteśmy przygotowani. na ekstremalne wydarzenia i warunki. serio. raczej przeżyjemy wybuchy słoneczne i walkę o byt. przynajmniej pierwsze 72 godziny :-))

    Czytam pierwszy kryminał Yrsa Sigurðardóttir i jednocześnie "Odrzanie. Rokity.


    Oglądam kolejne odcinki "Margo jest spłukana. 

    i "Wichrowe wzgórza, w nowym wydaniu i ... nie wiem co o nich sądzić. ??? poza tym, że Hitklif nawet smaczny, żeby nie był nieco odpychający. choć z urody to on w typie Timothee Szalameta. no kanon męskiej urody się zmienił, już nie szerokie szczęki mocno osadzone zarośnięte a takie pyszczki wydłużone, takie szczurze troszkę i takie oczęta smutne...

    Oraz wczoraj zobaczyłam bardzo dobry film na HBO

    "Boska Sarah Bernhardt" (tytuł oryg. Sarah Bernhardt, la divine) to francuski film biograficzny z 2024 roku w reżyserii Guillaume'a Nicloux, poświęcony legendarnej aktorce przełomu XIX i XX wieku. W rolę "pierwszej celebrytki świata" wcieliła się Sandrine Kiberlain, a film przedstawia jej artystyczne triumf.

    kocham Sarę za miłość do Teatru i zwierząt.


    Zaparłam się i każdego dnia ryje angielski, wiadomo, ale i hiszpański i włoski. budzę się z włoskim na ustach :-)

     każdego dnia wszystkie trzy przerabiam po kilka lekcji.... aż wylądowałam na pierwszym miejscu w rankingu 😂

    **

    potwierdzam, że o 20ej jeszcze jasno a o piątej już jasno. także od rana kawka na tarasie i przekonanie, że w łikend znów ciepło powróci. wyłączyłam grzanie w chałupie. wybieram się na spacer z Ciri i do fryzjera.

    środa, 6 maja 2026

    Welewetka o Kaszubach. i przynależności.

    Ślązaki mają swoje "Kajś... Grzebałkowska popełniła "1945. wojna i pokój" i "Wojenka. O dzieciach, które dorosły bez ostrzeżenia" obie wzruszające. Natomiast KASZUBI doczekali się "Welewetki. Jak znikają Kaszuby." Stasi Budzisz. w wersji audio czyta Katarzyna Nowak. 

    *

    Mieszkam tu na terenie Kaszub, Słowińców od wielu dekad. Urodziłam się na terenach Ziem Odzyskanych(taaakie one odzyskane, że hej) Niemieckich. Dorastałam pośród Polaków, którzy zjechali ze wszystkich stron, autochtonów i Ukraińców, Łemków, oraz Żydów. przesiedleńców zza Buga. Dzieciństwo spędziłam w czyimś niemieckim domu. 

    W naszym domu mieszkała pani Grabowska, Niemka, która do końca życia nie nauczyła się mówić po polsku, państwo Raczyńscy herbu Nałęcz :-)) zapewne. Ukraińska rodzina przesiedlona po akcji Wisła...i rodzina zza Buga. co to nie mogła się obejść bez kur i świń. w ogródku. (masakra).  

    Potem, już Tu na Pomorzu najpierw mieszkałam w kamienicy, po pruskiej generalicji a teraz mieszkam w chałupie z XIX wieku, też po Niemcach, Słowińcach. Tutejszych mieszkańcach tych ziem, których wygnano, wysiedlono lub sami wyjechali przepędzeni polskim szowinizmem. i okrucieństwem. polacy potrafią być niezłymi chujkami. 

    Jestem człowiekiem zrodzonym z mezaliansu, mazowiecko- lubelskiego. Tymczasowości. Chodzę w obcych butach. I mam ogromny dystans do polskości. zwłaszcza do Kongresówki, choć od dziecka byłam indoktrynowana i zalewana falą komunistycznego nacjonalizmu. oraz wpajano mi, że polska to jeden naród, reszta nie istnieje i się nie liczy. 

    [rodzina babki Antoniny i dziadka Romana a więc od strony ojca przyjechała ze zniszczonej Warszawy, rodzina MatkiJadwigi czyli babka Zofia i dziadek Jan, przyjechała spod Puław]

    Kiedy się tu sprowadziłam, zaczęłam studiować historię Pomorza pilnie i wnikliwie. a kiedy polityka naszego państwa poszła w kierunku hołubienia "Małych ojczyzn", 

    Napisałam program swój autorski na Edukację Regionalną do szkoły. Wykładałam historię Pomorza, Słupska, Kaszubów i Słowińców. Legendy. Tradycje i wierzenia. tak wierzenia:-) obok katolicko ewangelickich. I komu to przeszkadzało?

    Wcześniej pisałam pracę magisterską o Teatrze Muzycznym Macieja Prusa i zaczęłam te historię, jak na historyka przystało, od podstaw, przeglądając i czytając zapiski pierwszych powojennych osadników. osobistych historii powojennych...Tego co tu sie działo Dziki Zachód by się nie powstydził. Jestem zdania, że nigdy nie zrozumiesz miasta, krainy, narodu jeśli nie znasz jego historii. 

    Ale czy ja jestem stąd? 

    Nie jestem, to pewne. Całe moje życie jakbym nie była osadzona i bardzo mnie taka historia przejmuje i interesuje. Powojenne losy Powstańców warszawskich opisywałam w swojej pierwszej pracy magisterskiej. Spotykalam tych ludzi i robiłam z nimi wywiady. 

    a więc Welewetka. Tej książki słucham z ogromnym wzruszeniem. Wiele wymienianych osób znam osobiście. ona jest bardzo potrzebna. 

    Ogromnie ją Polecam. Krew z krwi, tradycja, genealogia, rodzina, nazwiska, obyczaje, zwyczaje obrzędy Kaszubów i gusła. Tragiczna historia, polityka, Napisana z uwagą i czułością.  Uwielbiam.

    **

    W poniedziałek bardzo późno się wywlekłam z chałupy, w zasadzie mi ten łikend majowy w kwestii wolnego czasu, to znów dupy nie urwał.

    w poniedziałek już od rana dopadła mnie Praca koncepcyjna mi siadła na łeb i teraz przechodzę do najmniej fajnej części mojej roboty. Kiedy?, czy możecie?, czy artyści mają wolny termin....spinanie, dopinanie i w ogóle. dodatkowo okazało się, że tylko ten jeden termin jest możliwy. jak się okazało. a czas sobie zlatuje niesamowicie szybko. 

    No i z rozpędu w poniedziałek ubrałam się za lekko, w efekcie zmarzłam...i we wtorek kichałam. więc ubrałam się nieco cieplej do robót wszelakich. a Naczelnik włączył znów grzanie w domu. na zewnątrz pada od wczoraj. Niech pada. Pożary szaleją w okolicy. straszne to, cały czas wyje syrena. za każdym razem w innej wsi, z której ściągają OSP. w poniedziałek wyła w kilka wsiach jednocześnie : Naczelnik jechał prosto z zakupów co koń wyskoczy, żeby gasić młodnik leśny...

    Szykuje mi się tydzień z lekkimi przemeblowaniami. na przykład wtorek spędziłam w teatrze i na zakupach służbowych. zamiast w domu. za to dziś zalegam w domu. zaraz po placówce.

    a moim umysłem zawładnęła Welewetka...




    poniedziałek, 4 maja 2026

    Majowe klimaty. czyli nasze królestwo pod chmurką.

     I po majówce...ale na szczęście maj pozostał :-)


    i tak to wyglądało przez całą majówkę poniekąd...

    a wczoraj w dzień Konstytucji, słońce grzało niemiłosiernie, My kończyliśmy ogar domostwa, i jednocześnie pokładaliśmy się na tarasie ale do pewnego momentu, mianowicie do godziny dwunastej, wtedy słońce zaczyna operować bezpośrednio na tarasie i nie da się wytrzymać tego goronca. Z gośćmi więc zasiedliśmy w cieniu pod śliwą. gdzie było chłodno i przyjemnie. Rozstawiliśmy duży niebieski stół, a na nim ciasta, i deskę serów, nadziewanych papryczek, winogron, pomidorków koktailowych, ogórków...
    Duży słój z kranikiem z wodą cytrynowo, miętowo miodową z lodem. i tak sobie gadaliśmy o sobie, o planach i o znajomych. o rzeczach przyjemnych i nieprzyjemnych. 
    Ciri się narzucała z pieszczotami a koty kręciły w bezpiecznym oddaleniu albo spały na łóżku w sypialni. 


    Gdy nadchodzi lato, dom zwiększa powierzchne mieszkalną, zyskujemy nowy pokój letni, bo żyjemy głownie na tarasie. no chyba, że mamy do czynienia z takim latem jak rok temu
     :-( żeby rozbić bezpośrednie operowanie słoneczne, na łóżko, zawiesiłam różowy len...cieniutki. ale muszę zamienić na biały. 

    i tak z dnia na dzień niemalże wybuchnęło też kwiecie









    martwię się o czereśnie i wiśnie, bo te przymrozki były a drzewa w pełni kwitnięcia

    Wracając do tarasu, zazwyczaj wisi też mandala na krzaku jaśminu ale to po zakwitnięciu jaśminowych kwiatków, ją wieszamy.

    w zeszłym roku


    Z rzeczy świąteczno-imprezowych, ostatnio, to we Wrocku wzruszyło mnie, jak zwykle granie Hendrixa, ostatnie kadry z uniesionymi gitarami no ciary na dupie.


    Gitarowy Rekord Świata to już we Wrocławiu tradycyjne święto muzyki i dobrej zabawy. W piątek 1 maja w Rynku po raz 24. w historii gitarzyści z całej Polski (i nie tylko) podjęli próbę pobicia rekordu w jednoczesnym graniu utworu „Hey Joe” Hendrixa.
    (normalnie nauczę się grać ten jeden kawałek i pojedziemy za rok :-)

     Oraz niezwykle usatysfakcjonowała Unia z przepisami dotyczącymi ochrony praw zwierząt, no i nareszcie w kraju tutejszym porządek z tą bandą wieśniaków i okrutników zrobi Unia. Tylko martwię się o egzekwowanie tych praw. 



    Jednak najprzyjemniej jest na tarasie wieczorem, po zachodzie słońca i nocą.

    Słoik prawie pusty, deska serów zjedzona, napitki wypite, rozmowy niedokończone...nigdy nie ma dość czasu.
    W nocy pokropiło, jakiś taki przelotny przeleciał, szybko schowaliśmy drewniany stół spod śliwy...niestety za krótko i za mało, i dziś znów trzeba lać z węża.

    ale łikend mieliśmy piękny. 
    za to mela się dziś nie spisała, spać poszłam za późno bo w okolicach 24ej, padłam owszem ale nie pospalam za długo. zaraz w gaciach podleję przeddomie, zaolejuję drewniany blat na tarasie i pójdę z Ciri na spacer. od jutra ma się znów ochłodzić.

    niedziela, 3 maja 2026

    LATO wybuchnęło na wiosnę.



    Nareszcie...
    i aż mnie zatkało wczoraj na plaży, bo lekką rączką w słońcu trzy dychy, jak nic.  
    Plaża w Rowach jest spora i do tej pory była pusta... tymczasem objawili się ludzie opalający i pływający w zimnym Bałtyku. Zimą cały ten piach pod górkę i z górki, potem w kierunku morza. był pokryty lodem, Naczelnik ledwo wlazł czepiając się płota a potem malowniczo zjechał na dupie w woderach, prosto do morza.

    We wsi odbywał się przełożony lany poniedziałek, dzieciarnia biegła na golasa taplając się w kurtynach wodnych i basenach. Sąsiady grillowały. motury jeździły, za głośno, w tym My. Ogólnie radocha. ale na moim tarasie cisza. grilla po zapachach czułam. że znów się mogłam zdrzemnąć w słońcu. 



     dyndały mi radośnie duże całkiem kolorowe kolczyki filcowane. podczas jazdy z otwartymi oknami w aucie a na motur musiałam je zdjąć. 

    Sezon na rybę został otwarty ale nie w Ustce tylko zupełnie gdzie indziej.


    niestety mięcho :-(z ziemniakami :-) przepysznymi, jak z parownika.



    a chałupa już prawie przygotowana na przybycie gości. ja znów leję z węża wodę w kwiatki. łażąc w piżamie po ogrodzie, uch jak ja to lubię :-) dopinamy zadania. pomiędzy odpoczynkiem, polegiwaniem na tarasie i na kanapie.
    *
    W uchu skończyłam już "Klątwę a szkoda. nie zaczynam albo przerywam lektury smutne, poważne, męczące. chcę być tu teraz zadowolona. radosna. optymistyczna.
    Popatrzyliśmy sobie na Szkocję. razem ze Stevem Marshem tym razem wyprawa na Północ i promem na wyspy. a dopiero co wróciliśmy z nimi z Nowej Zelandii. oraz z rejsu transatlantykiem. 
    No i nasza ulubiona para fińczyków z psem też wrzuciła nowy film. Juho Karhu i dr Sohvi, a kanał to Alluring Arctic

     Juho zajmuje się żeglarstwem i filmowaniem, a Sohvi, która jest pracownikiem naukowym (postdoctoral researcher) w Arktycznym Centrum Uniwersytetu Lapońskiego, dołącza do niego w podróżach, łącząc pasję do outdooru z pracą.

    Fajne życie prowadzą obie pary. 
    chyba bym w tym kierunku dryfowała w swoim życiu... coraz bardziej mnie pcha. i pcha. 



    a conwersy oryginalne moje z lat 90 tych w bardzo dobrym stanie... jak zobaczyłam po ile chodzą, na Vintage stronach, to się chyba postaram odkopać, w archiwum teatralnym  te które tam pozostały :-))

    sobota, 2 maja 2026

    o majówce. ULOT owej głównie.

     

    Ja bym w tę rzekomo słoneczną a nawet upalną majówkę, na przykład przykucnęła w piasku, w tych wydmowych szuwarach. z klasyczną papierową książką. oczywiście na pustej plaży. i kubkiem kawy z termosu. och. Aleczy tak się stanie? kto wie. Na razie tarasowa ta majówka.

    *

    naj sampierw chcę znów godbelsju Aśka, bo ten Gorzki, to był po prostu Najlepszy. Ludzie, jak ja się ubawiłam. a nawet prawie nie straciłam życia, powodując wypadek samochodowy. Smutno mi, że to koniec, choć obiecujący, co mnie pociesza i daje nadzieję...na potem. z rozpędu czytam "Klątwę. która totalnie w typie moich ulubionych bajek dla dorosłych czyli fikszyn, czary mary, magia, smoki, kruki i kury z diabłami. w spektrum Sapkowskiego. w typie Madsa Voortena. nooo jest zabawa. 

    *

    [pisane w piątek skoroświt, po zaledwie 5 godzinach snu]

    Filcowałam w czwartek biżu i zrobiłam kolczyki oraz zaczęłam korale. wyrywam czas na to filcowanie. bo mnie odpręża. 

    no i 

    Gapa ze mnie, już następnego wieczoru czyli w czwartek, nie wzięłam melatoniny, ale udaję, że eksperymentuję🫣  i okazało się, że jednak error ze spaniem. Nie mam wyjścia, muszę brać ogni giorno. Zaczęłam naukę włoskiego :-) i tu jestem świeżak. całkowity. Rację ma każdy, kto pisze, że na duo ilość powtórzeń jest zabójcza, można skisnąć. ...z nudy, gdy się ćwiczy każdego dnia. no trudno. teraz już każdego dnia trzy języki albo choć dwa. a trzeci z doskoku [w zasadzie, gdy się zna hiszpański, to włoski wchodzi jak dobre wino]

    [A po co mi włoski, to nie wiem, chyba się w snach proroczych snuje tęsknota za Rzymem. za kawą w Rzymie: un caffe, per favore.]

     Ja bym w tę rzekomo słoneczną a nawet upalną majówkę, na przykład przykucnęła w piasku, w tych wydmowych szuwarach. z klasyczną papierową książką. oczywiście na pustej plaży. i kubkiem kawy z termosu.  w planach motur...wyjazd nad morze...długi spacer z Ciri.

    No i w planach było też dokańczanie ogaru ogrodu, tarasu i przygotowanie domu na przyjęcie gości jutrzejszych. 

    Piąteczek pierwszomajowy:

     Naczelnik porządkuje garaż, doprowadza samochód do błysku szczoteczką do zębów. Ja Pilnuję, żeby proporce były niezachwiane: i ogar i odsap. i celebrowanie chwili 

    II dolce far niente.

    Nastąpiło więc wczoraj : Uroczyste Letnie Otwarcie Tarasu, czyli wywlekłam parownicę, wyczyściłam łóżko i fotele, oraz deski tarasowe. parapety. Wyniosłam materace na łóżko i kapy oraz dywan. Słońce i niedospanie mnie skosiło, a kiedy zaczęłam się przewracać, to sobie ucięłam bardzo przyjemne spanko na tarasie w słońcu. na wygodnym łóżku. Taka cudowna sielanka : pranie dyndało na sznurach, Naczelnik robił swoje, koty spały obok, pies się dotleniał towarzysząc swemu panu, No nareszcie :-)

    Wieczorem jeszcze zajęłam się parowaniem kabiny prysznicowej, no i stwierdzam, że parownica to najlepiej wydany piniondz. na świecie. 

    a kiedy poszliśmy pod prysznice, w wanny zmywając trud i pył bitewny, to z kubkiem herbaty, czy kieliszkiem wina, zasiedliśmy sobie z maseczką na twarzy przed ekranem i zobaczyliśmy CUDOWNY film na Netflix 


    i po zażyciu meli padłam snem sprawiedliwym.

    Dziś od rana leje w grządki, bo susza okropna. 

    cdn...