poniedziałek, 9 marca 2026

Gdy przemawia czarnek, to umiera jedna panda.

Wiosna się rozsiadła na dobre, wyprałam kożuch z owiec, Słowa, słowa, słowa...

koniec z zimą. koniec ze śniegami postanowiłam.



Dębina

ech zaczynam się przywiązywać do tej myśli, że pojadę w Góry Świętokrzyskie :-) myślałam o majówce. bo choć majówkę planowaliśmy w Stambule...to teraz nie wiem co się do maja odpierdoli. w polityce. ☹️

Co za czasy, że sobie zaplanować lotu nie można. a właśnie złapaliśmy chrapkę, bo z portu lotniczego u Wałęsy otworzyli taką możliwość. Świat mnie rozczarowuje ostatnio bez przerwy. tą przemocą. i pogonią za kasą. już żadnych zasad moralnych, żadnego myślenia o wyczerpujących się zasobach... żadnej klasy. Wszystko na sprzedaż. i dla poklasku.

Tak więc wsiądziemy do pekapu wygodnego i ziuuu. w te góry. do czarownic. a do czerwca to się chyba sytuacja wyjaśni. no niechby.

*

Jak zwykle w niedzielę po wyspaniu porządnym, prasówka. i raczej teraz rzucam luźne frazy, niż elaboraty. a rzucam, bo jednak jakiś puls trzymać muszę...żeby wiedzieć, kiedy ruszyć po makaron i cukier. toż ja cukru nie używam, no to papier toaletowy czy cuś. 

Bezpieczeństwo nasze jest jakby zagrożone. a Kowalski jest bezbronny. a prezydencina napierdalanki uprawia i konflikty w kwestii obronności. że się będą szarpać, to było wiadomo. ale okoliczności raczej przerażające do tej szarpaniny.

No ale, jak to powiedziano ostatnio w teatrze: taki cezar jaki naród.

i jak to mówią : Gdy przemawia czarnek, 🙈 to umiera jedna panda, komórka mózgowa, ba nawet całe ekosystemy 🤮🤮

Czy czarnek to balon próbny? i prezes z pampersem ma zaćmienie. i pampers przelazł z gaci na łeb. drwię. chyba tak. płetuję. znaczy wojna na prawicy o wyborców rozpoczęta. bo

podobno polskie pokolenie Zet (wydanie męskie), jest bardziej konserwatywne niż bumerzy. Podobno ? no przecież widać gołym okiem. 

I teraz na koniec przeczytałam na okoliczność dziewczyństwa, siostrzeństwa i ósmych urodzin okopress

(oraz wspomnienia o Kąckim innegogłosu) taki fajny artykuł dla przypomnienia:

 a  Hłasko był jednym z licznych ojców założycieli dyskursu męskocentrycznego, którego spadkobiercą czy nawet innowatorem jest niewątpliwie Marcin Kącki. Co ciekawe, za uhonorowaniem w ten sposób mizantropa, seksisty i mizogina głosowało aż 449 posłów. Tylko jeden poseł był przeciw za to 3 wstrzymało się od głosu. Widać więc, że literatura męska nie traci na sile rażenia oraz powszechnym uznaniu. 

ps

otóż rozmawiamy sobie wczoraj z Naczelnikiem o kamperze hipotetycznym, że przyjdzie na niego czas, gdy będę mogła jesienią lub zimą miesiąc siedzieć w ciepłym zakątku Europy lub Afryki. Rozkminiałam, że kamperem i promem możemy zjeździć całą Afrykę. albo postać w pięknym miejscu z widokiem ( ja czytam i piszę oraz się opalam, łażę po górach i plażach...i maluję akwarelami a Naczelnik pracuje :-)

- a na razie na nasze kilkutygodniowe wypady raz w roku to musi nam wystarczyć wynajmowany. argumentuje Naczelnik. No nie do końca się z tym zgadzam, wątpię, żebym wytrzymała więcej niż miesiąc w kamperze, w podróży, nawet bardzo wygodnym. a przecież na luksusy nas nie stać. nie sprzedamy chałupy...jeszcze nie :-DD myślę o podróżach, kiedy chcę w trakcie pracy w teatrze. 

niech by se był, jak będzie musiał na ubezpieczenie zapracować, to wynajem. jeśli jestem w stanie wynająć własny dom, to tym bardziej kampera.

niedziela, 8 marca 2026

Heniek by się zdziwił.

Dzień wczorajszy był pięknie męczący.

    Teatr Muzyczny w Gdyni jest moim ulubionym miejscem na mapie Miejsc Ulubionych. W Gdyni byliśmy sobie dużo wcześniej, poszłyśmy do knajpki przy plaży na winko półwytrawne czerwone i drina, no bardzo smakował mi zestaw lekko gazowany limoncello plus proseko, woda gazowana i owoce. a potem już cztery godziny Quo Vadis. z 20 minutową przerwą na lemoniadę. Powrót po 24ej. i w pielesze od razu. Naczelnik był na bursztynie i spał na dole. i ja się nareszcie wyspałam :-)

*

Spektakl wyszedł im monumentalny, ale wiadomo Kościelniak, dla mnie reżyser wiodący:

 

„Wartka akcja, krwiste postaci, wyrazisty wątek miłosny, ciekawa polemika tego, co przemija z tym co nadchodzi oraz krwawe widowiska to mieszanka, która od lat porywa czytelników. „Quo vadis” to epopeja, która aż prosi się, aby przenieść ją na deski sceniczne. Właśnie musical - jako forma teatru totalnego - będzie w stanie poradzić sobie z jej rozmachem, wielowątkowością, licznymi bohaterami i żarliwymi uczuciami.

Od wieków podlegamy temu samemu mechanizmowi dziejów, tak dobrze przedstawionemu w „Quo vadis”: powstań z kolan, zyskaj wolność, zdobądź władzę, stwórz dyktaturę, upadnij, bądź gnębiony, powstań z kolan... Taki filtr nałożony na dzieło polskiego noblisty umiejscawia akcję powieści nie tyle w Rzymie, co jakby na odwiecznej cyrkowej arenie...Efektowny taniec, oszałamiające partie wokalne, dynamiczne chóry i oczywiście powalające zadania zbiorowe! „Quo vadis" - do zobaczenia w teatrze!”


... ze wszystkim się zgadzam, co napisał reżyser.

Miejsce akcji, to współczesny monumentalny minimalizm na scenie, przeplatany Kabaretem. Cyrkiem. Areną. z efektami łał bo i maska lwa świetna i byk z gołą Ligią, też spektakularny. Mundury i skojarzenia rodem z faszystowskich Włoch, niż starożytnego Rzymu. zresztą Neron był podobnym bufonem, jak Mussolini. tylko bardziej ... utalentowanym, owszem mordował, wchodził w kazirodcze związki, ale nie był w tym odosobnionym Cesarzem. Historyczniekronikarsko dostaje mu się od chrześcijańskich autorów, którzy zakrzywiają rzeczywistość, w tym Heńka, za wrzucanie chrześcijan na arenę. no ale okrucieństwo było stałym elementem wiecznego miasta i imperium. generalnie Neron nie był taki, jakim go wykreowano, i wykreował też nasz rodak. a chrześcijanie znów nie byli tacy lukrowani, to już na prawdę przesada.

i w spektaklu tylko akcja sienkiewiczowska troszeczkę przeszkadzała. ale reżyser zrobił co mógł, żeby był jak najmniej Heńka w Henryku. i jego swobodnej i tendencyjnej interpretacji historii. 

[Owszem Neron był uzdolnionym aktorem i poetą, owszem nie spalił Rzymu dla kaprysu artystycznego a w każdym razie nie jakoś specjalnie. pożary były normą w tamtych czasach. iatakdalej. ale ja nie z wykładem historycznym dziś przyszłam]. 

otóż Sroka, no sroka była przezabawna. to jakby kościelniakowa alegoryczna postać, która funkcjonuje jako obserwator i uczestnik rzymskiej społeczności.Sroka wpisuje się w nowoczesną, dynamiczną wizję świata przedstawionego jako arena, na której toczy się walka o władzę i przetrwanie.

Gdyż w naszych głowach wizja Rzymu jest mocno skrzywiona przez katolicki filtr. tymczasem z ust Pertoniusza podło sporo dobrych cytatów. i wreszcie poita:

 uniwersalna refleksja nad odwiecznym mechanizmem dziejów, w którym ludzkość nieustannie powtarza ten sam cykl: powstanie z kolan, zdobycie władzy, stworzenie dyktatury, upadek i ponowne...

Serdecznie polecam

*

Lofoty wrzuciłam. po prawej, jako kontynuację wyprawy kamperowej. która zaraz skończę wrzucać w całości. i zabiorę się za pozostałe w 2025.

Czy już pisałam, że bym kampera kupiła? i  w zasadzie kasa jest...na małego. Akurat w naszym przypadku, to by się przydał i sprawdził. Wprawdzie dużo latamy no ale po Europie to sobie można pojeździć i po kraju tutejszym. 

Jadziemy w przyrodę, bo warto. teraz 18 na blacie. dobrej zabawy.

sobota, 7 marca 2026

home sweet home. o najsłabszym filmie Smarzowskiego. prawie w dzień kobiet.

*

[kto się w polsce urodził, tego Smarzol nie rusza,

o historii pompowanego balona, który pękł jak sflaczała dętka]

Zobaczyliśmy wczoraj "Dom dobry. Smarzowskiego i mam wrażenie, że to najsłabszy jego film, jaki widziałam. Nie to nie jest zarzut, bo wiem dlaczego. bo albo sztuka albo kampania społeczna w moim ulubionym kraju, pod tytułem przemoc i patologia. i dostało się wszystkim a zwłaszcza winnym. 

W tym przypadku kampania społeczna wzięła górę nad sztuką.

 Zabieg wielu ścieżek w zależności od wyboru "bohaterki", Przypadku Kieślowskiego, mnie zmęczył. wprowadził za duży chaos, konwencjonalną sieczkę. przez co paradoksalnie rozcieńczył ? temat ... taki zabieg techniczny, gdy się ma słaby scenariusz. lub nie ma pomysłu. 

Rozumiem doskonale i podoba mi się nielinearne ułożenie czasowe, rozumiem, że dysocjacja...że możemy się pogubić, że wchodzimy w głowę ofiary...która jest pogubiona. 

Pomimo różnych pomysłów ratujących dominuje bolesna przewidywalność tego obrazu. nic nowego mi nie powiedział o świecie dorosłych ludzi, patologii i związków międzyludzkich. Poza tym gdyby się nie rozdwoiła(mało subtelnie)) to już w ogóle cliche. choć to też już zdarta płyta. Rozumiem że film działa, jak tabletka, która się rozpuszcza powoli. ale zadziała. bo musi. walor społeczny powinien zadziałać. jeśli artystyczny taki sobie. 

i nie, Schuchardt nie był przesadzony ale ta kobieta - każda jej wersja. Bezwolna. uległa, jej brak reakcji i osuwanie się... stupor, i wyparcie. brak odruchu obronnego. i ja nie mam pewności czy Samrzol przypadkiem nie wyolbrzymił zanadto, żeby nieco ofuknąć. 

Niemniej, Doceniam Samrzola i że znalazł oddech  dla tego co się zaczęło walić na łeb widzowi. nie wprost tym razem: scena z Domem złym w tv, że to chujowy film jest...oraz OBSADA :-D (odkrycie Naczelnika) to biskupy jeden w drugiego : Głódź, Dziuba, Natalia z nazwiskiem Gulbinowicz, adwokat Jędraszewska...

To apogeum nazwiskowe brzmiące znajomo, wystąpiło szczególnie w moim ulubionym pokrzywdzonym kółku różańcowym, z dziewczyną bez zęba na przedzie... jej "bardzo śmieszną historią porodu. 🙈

[no i ja nie wiem czy sobie reżyser w tym przypadku jednak łacha nie pociągnął z towarzystwa różańcowego, bo tam jedna w drugą same oryginały i znane przypadki Jadźki z Powiśla, co to melinę prowadzi]

*

a tymczasem

wyniki z krwi, i inne wporzo że hoho. no to czas pomartwić się czym innym. 

Dzień wczorajszy był zaplanowany do ostatniej minuty. i prawie wszystko poszło zgodnie z planem. i owszem spotkaliśmy się z Naczelnikiem o 18.30 pod miejscem planowanego koncertu... ale koncert to DZIŚ będzie.

 oboje mamy chyba namieszane na głowie. 

Nie ruszam się ostatnio. Niedobrze. sobie właśnie wytłumaczyłam, że wręcz fatalnie. postanowienie poprawy mnie dopadło więc dziś spacer z Ciri, skoro bardzo piękny dzień zapowiadają. I wracam na grupową jogę, bo jeszcze nie wróciłam. po kontuzji stopy w Egipcie. Do 14- ej mam czas dla siebie, na kąpiele, spacery, maseczki a potem wyjazd do Teatru Muzycznego w sumie całodniowy z koleżankami a więc i jakieś winko będzie blisko teatru. jeden mąż nas zawiezie i a drugi przywiezie 😜

a w niedzielkę może jakieś wypad tym razem z Naczelnikiem. bardziej spa i bąbelki sugeruję. w każdym razie żadna knajpa :-D

Dzień kobiet, to nie moje klimaty zupełnie, nie jestem i nigdy nie byłam fanką goździka i rajstop. no ale każda okazja jest dobra, żeby poszaleć, i pławić się w luksusie robieniasobiedobrze. 

najlepiej, żeby każdy sobie robił, jak mu tam pasuje. i w duszy gra. 

piątek, 6 marca 2026

Rejs po Nilu. planuję. a tu wojna.

 Marzą mi się rejsy transatlantykami. lubię bardzo pływać promami a teraz marzę o rejsie dokoła świata i trochę krótszym po Nilu. od kilku lat intensywniej marzę. najpierw od przeczytania w podstawówce kryminału Agaty :-)) a potem pięknie wydanej książki o Batorym. 



Na zdjęciach zrobionych przez mnie w czasie pływania po Nilu w Luksorze, uwieczniłam statki hotelowe, którymi można popłynąć w kilkudniowy rejs po Nilu. i zobaczyć w krótkim pięciodniowym rejsie Luksor, Karnak, Hatszepsut, grobowce, i Abu Simbel...Asuan. Czyli powroty i odkrycia. Ja bym sobie przyleciała wcześniej do Luksoru pobyła w nim kilka dni i zwiedziła jeszcze raz swoim tempem i to czego nie zdołałam będąc tam dwa razy a potem wsiadła na statek w rejs po Górnym Egipcie. I to na przykład w listopadzie. gdy u nas glątwa i depresja. a tam temperatury i czas idealny pod każdym względem. do tego czasu wojna się skończy ? mam nadzieję.

Na rejs dokoła świata transatlantykiem jeszcze nie mam czasu, bo to kilka miesięcy potrwa. na razie taki 22 dniowy byłby w zasięgu moich wakacji. i możliwości finansowych. czas zacząć odkładać pieniądze. 

*

O wojnie nie wiem za dużo ale wukrwia mnie, że rezydenci żądają pomocy od państwa, któremu nie płacą, z którego uciekli i umościli swoje wygodne dupy w raju bez podatków: 

Rezydencja w Dubaju (ZEA) to szansa na życie bez podatku dochodowego, osiągalna głównie poprzez zatrudnienie, założenie firmy, inwestycję w nieruchomości (min. 750 tys. AED dla wizy 2-letniej) lub uzyskanie 10-letniej "Złotej Wizy". Aby uzyskać rezydencję podatkową, zazwyczaj wymagane jest przebywanie w Emiratach przez co najmniej 183 dni w roku lub udowodnienie centrum interesów. koniec cytatu.

totak jakby ktoś się zwolnił z pracy a nagle zażądał pomocy finansowej od pracodawcy...no nic nas już chyba nie łączy? tylko fakt żeśmy z tej samej pracy byli.

No to teraz kasa na stół za ewakuację albo sobie radzisz celebryto, infuencerze. i jeszcze bym zaordynowała spłacanie zaległości podatkowych. bo inaczej to ja wychodzę na frajera. to mnie okradasz, a nie wyimaginowane państwo, bo ja podatki płacę. i to moje pieniądze.  więc jeśli antyprezydencina sutener czy ktokolwiek inny chce zafundować pomoc owym rezydentom, to proszę bardzo z własnej kieszeni. 

Rozkręca się już powoli ta maszyna strachu i przedsiębiorczości. tankowanie na zapas, za chwilę ruszy tłum do sklepów po zapasy...bo jak ropa, benzyna poszybuje cenowo, to każdy gupi wie, że wszystko poszybuje. coraz bardziej mam serdecznie dosyć tego świata współczesnego. serio. nie można żyć wygodnie, bezpiecznie i przejmować się tylko pogodą i gupotkami? oraz planować wyprawy? i pilnować swojego zdrowia? już samo zdrowie bywa mocno stresujące. Tylko wiecznie jakieś fakapy, zafundowane przez idiotów, zjebów i fanatyków. i układanie klocków pod bożedyktando. lub inne dyktando. 

*

w środę Ostatni akord wybrzmiał, spać nie mogłam, bo do pracy marsz...niesamowite :-) pięć godzin i po spaniu. za to wczoraj padłam o 21. 

Wczoraj pies Ciri była cały dzień w przedszkolu i sama w domu. Naczelnik pojechał do klienta, ja umyłam winogronka, rozgniotłam avocado z oliwą, spakowałam zupę z młodej kapusty. obok banana. Na umyte włosy nałożyłam odżywkę a na twarz maseczkę. długo się zastanawiałam, jak się ubrać, rano w futrze było dobrze, za to w po południu mało się w nim nie udusiłam. zanim wyjechałam szyby w aucie dały radę się rozpuścić. a potem włączałam klimę. w placówce dzieci się radośnie uśmiechały. w teatrze pomór...wracam a tam połowy pracowników nie ma. mają za to po 39 stopni i leżą plackiem. Sprzedaliśmy sobie zaraza wzajemnie i "podaj dalej. Jacenty miał urodziny, których się już nie obchodzi, więc zjedliśmy torta. poplotkowaliśmy. wymieniliśmy się zajawkami filmowymi i już wiem, że sobie pójdziemy na premierę "Hail Mery. do kina. Czekam też na "Odyseję. i też w kinie.

ach i wbiłam kolejną pieczątkę w dowodzie rejestracyjnym auta.  

*

Zobaczyliśmy wreszcie Dom dobry. Smarzola i mam wrażenie, że to najsłabszy jego film, jaki widziałam. może później napiszę a może nie.

Czytam polecane przez Aśkę kryminały i dostaję z liścia co pięć minut. nie, nie jest to rozkoszna Agata i morderstwo w Orient expresie. świat jest pełen złych ludzi. chujowych, przemocowych facetów i kobiet. rozmnażają się i płodzą podobne wersje siebie.

a "Gołoborze. Siembiedy dotyczy mnie osobiście. zarówno Góry Świętokrzyskie uwielbiam, jak i Ziemie Odzyskane są mi bliskie. Pojechałabym na kilka dni do pracowni ceramicznej przyjaciół w Góry Świętokrzyskie...na dziewczyński wypad. Naczelnik robi sobie wyprawę motocyklową a ja mogłabym w magiczne krainy na miotle polatać ... 

środa, 4 marca 2026

Obyśmy zdrowi byli, reszta to fraszka...

 Apdejcik for Aśka:  Tara do prania😃


no to przewaliłam całą górkę i słuchawki niet. mogła się zaplatać w moje włosy(jak dziś) i spaść wszędzie. a to już chyba nie do odnalezienia. Trudno pozostanę z jedną. widocznie istnieją jednak małe wchuj złośliwe krasnoludki, które wpierdalają nam jedną skarpetkę w pralce, i diablim ogonem przykrywają okulary i słuchawki. trzeba to brać na klatę i nie histeryzować.🧐

i tak miałam zakupić sobie nowe słuchawki, całkowicie odcinające mnie od dźwięków świata. placówki i ... Naczelnika.

Nie oglądam i nie przeglądam wiadomości, choć przecież mam czas. Skupiam się na sobie, nareszcie się nauczyłam, że jeśli nie mam wpływu, to nie będę poświęcała zdrowia na przerabianie tematu. 

apropo,s zdrowia:

Chyba już jestem całkiem zdrowa, bo rozgrzebałam cały dom...

a dziś muszę dokończyć dzieło, bo jutro do fabryki i teatru... a  łikend spędzę poza domem. kulturalnie świętując.

ale też regenerowałam się, kąpielowałam magnezowo, maseczkowałam na twarzy...i przespałam pół poniedziałku, po kolejnym kanałowym, padłam o 16 a wstałam o 21. i potem się zastanawiam, kiwając na kanapie nieprzytomna, sierota, co dalej? i czy iść spać czy jednak coś zobaczyć.

Zobaczyliśmy ostatniego Makłowicza w Wietnamie. tyle mogłam ogarnąć intelektualnie i kabaret tak niezobowiązująco. skumulowało się w ten poniedziłaek: druga wizyta u dentysty, dwa kanały, ból zęba, ból głowy...

[taki jeden wolny tydzień powinnam mieć raz w miesiącu] 

Nasza parowa maszyna się sprawdza że hej. wymiotła złogi w kaloryferach, ścianę tarasowych okien i drzwi, także teraz pięknie widać pozimowy rozpierdol w ogrodzie. w związku z tym nie wiem czy konieczny jest robot do mycia okien. ??? chyba jeszcze nie. jak zostanę zgrzybiałą staruszką, bez siły...to kupię. no ale i tak go pożyczę od koleżanki, żeby sprawdzić. 

[jeszcze łazienkę górną trzeba pomęczyć tą naszą parownicą. może jednak planowany remont prysznica niekonieczny jest? Ale mnie się już chce zmian w tej łazience 🙄]

Dziś słońce i w oczach zwały topnieją a mój sąsiad wczoraj pakował śnieg na taczkę i zawoził do szklarni w celu nawodnienia. piach się pcha do Wszędzie. tony piachu. dzień w dzień odkurzanie.

[poszłam do mojego ulubionego sklepu z włoskimi ciuchami, lnianymi po czarne szerokie spodnie od Wandy...i co? wyszłam Też z Czarnym sztruksowym cienkim płaszczykiem wiosenno-letnim i szarą cudowną lnianą sukienką. to wszystko w nagrodę i akonto nadchodzącej trzynastki w placówce]  

 Obrabiam i Wklejam wyprawę Szwecja, Norwegia, Laponia, Lofoty, już prawie, prawie, jeszcze końcówka. i zostaje Albania, Macedonia, Berlin...🙈

Nie no muszę się jednak bardziej skupiać na pisaniu w trakcie wyjazdu, trudno. bo potem to czasu nima.

*

z aktualności serialowych i innych wzrokowych, to pyknęliśmy wczoraj serial "Rycerz siedmiu królestw, no bardzo na niego czekałam. i zachciało mi się znów "Gry o tron.

A także do nocy oglądaliśmy Rejs statkiem dookoła świata, naszej fajnej pary szkocko-polskiej. na Queen Mary 2 linia Cuncard 

Marzenie moje, żeby popłynąć Transatlantykiem w taki rejs. do Kandy, USA do Nowej Zelandii...po Karaibach.

Transatlantykiem właśnie, nie gigantem wycieczkowcem pływającym miastem, których serdecznie nienawidzę. 

niech się spełni.

dziś pobranie krwi srana. odbiór okularów, przede mną niestety przyzwyczajanie się, bo wszystko krzywe...teraz już w domu, tartaletka śliwkowa od Grycana i dobra kawa. 

i w planach, to słowo na "p

co to się Aśka nabija już bez krępacji 😜

ps

zima zrujnowała mi hortensje.. :-((

*

Tym razem Apdejt dla Małgosi w papilotach: parownica.



poniedziałek, 2 marca 2026

Marzec w poniedziałek.

PS

Drogi pamiętniczku, 

chciałabym wyjaśnić, w razie czego, że pisząc w poprzednim poście o tym, że ŻARTUJĘ miałam na myśli Tylko i wyłącznie projekt naukowy, bo Anżeja jestem pewna. że sztuczny :-))

[a jak ktoś ma wątpliwość, to niech przeczyta komentarz Moniki pod poprzednim postem.]

No tak się wyspałam, że nie wiem co z dobrym samopoczuciem zrobić. 😊

ból głowy się uspakaja. pilnuję tabletek. odzyskałam jasność myślenia...wiosna się mości. na razie jest dobrze. spieprzy się gdy przyjdą zmiany w aurze. Cały czas jestem w oderwaniu od świata pomimo wiadomości z Dubaju. czy Cypru. ja bym nie pojechała na wakacje w strony zagrożone wojną...no ale są ludzie i turyści (w stylu kowalski się dystynuje na Dubaj ;-) podobno prestiż. 🙈 a także co mi tam wojna, ja mam wycieczkę wykupioną do Izraela...no i teraz klops. ale powinno się tych ludzi ratować bezapelacyjnie. w końcu każdy z nas ma prawo do popełniania błędów. i nieznajomości geografii. geopolityki i stron rządowych. 

*

"Ministrantów polecam, bardzo. Tylko z pozoru zabawny...Netfix. jakby co.

Oglądamy też Fińczyka, który recenzuje jachty, na wystawie w Duseldorfie, bo się szykują na kolejną wyprawę arktyczną i szukają nowego jachtu. w tle gadająca Nova :-) czyli pies przywieziony w poprzedniej wyprawy. cudna.

Misza kończy swoją perygrynację  po rosji, na Kołymę. Sachalin. trzy miesiące w tym dzikim kraju i można zwariować. Samo jego podróżowanie nie jest takie pasjonujące ale to co mówią rosjanie i to co z nich wyłazi przy okazji a czego byłam pewna, to jest masakra. i nie daje nadziei, Niestety. Z jednaj strony ciebie ugości a w tym samym czasie na ciebie doniesie bezpiece. widząc że możesz dostać 15 lat...

ruskie to stan umysłu. homo sowieticus wiecznie żywy. jest taki zestaw narodów, który nie daje nadziei na ucywilizowanie. głupota zapisana w genach. i okrucieństwo. i gen samozagłady, samozadowolenia, oraz przekonanie o własnej wielkości. 

Byłam wychowywana w pogardzie do ruskich. nawet gdy znałam już historię na tyle, żeby mieć świadomość potęgi swego czasu tego kraju. dziś ...nie ma żadnej potęgi. dziś rosja a zwłaszcza rosjanie są żałośni, pokraczni, to bezguście cywilizacji, zacofanie i bieda. a ich armie można porównywać do dzikich hord wschodu. które kradną, gwałcą, palą i pierwszy raz pralkę na oczy widzą. 

Nieżyjąca już mama mojej koleżanki, widziała te bolszewicką swołocz w Wilnie ? bodajże,  gdy w nocnikach na głowie chadzali, i koszulach nocnych, myśląc, że to cylinder i suknia balowa.  i nic się nie zmieniło. od carskich czasów. niewielki procent "arytstokracji partyjnej, oligarchów bryluje na europejskich dworach ... reszta wiadomo w nocnikach na głowie łazi. 


niedziela, 1 marca 2026

i luty sieskończył.

ps

Drogi pamiętniczku, 

chciałabym wyjaśnić, w razie czego, że pisząc w poprzednim poście o sztucznej inteligencji o imieniu anżej, i rzekomym projekcie naukowym ŻARTUJĘ. i dodam też że ja bardzo często mam beke, ciągnę łacha i puszczam oko...i prowokuje. no tak już mam. 

*

 Teraz piję kawkę w vangogowych słonecznikach i zaparzam herbatę też w butelce van gochu trzymającej ciepło. i stawiam przy łóżku w sypialni. kupiłam sobie ten komplet z radością. stara butelka jest sfatygowana bardzo. kubki zimowe i świąteczne już pochowane. gdy zmienia się aura, zawsze zmienia się anturaż stosownie do aury. Wywlekłam lniane zasłony. szaro fioletowe. wzory graficzne są ziołowo kwiatowe, myślę, które kwiaty przesadzić na wiosnę. a którym tylko dosypać ziemi. zbieram ostatnie rekwizyty zimowe w chałupie.

W ogrodzie burdel. Ziemia w skrzyniach zamrożona, mogę zapomnieć o cebulach i karpach. które zapewne puszczają w oborze bladozielone rachityczne wypustki ostrożnie macając świat. spod zwałów lodu nie widać hortensji i ciemierników...a w słońcu błocko do pasa. pies Ciri wnosi na łapach to błocko...kapa na łóżku w sypialni do prania i być może dywan. jeszcze sprawdzę czy się da odkurzyć. wokół pachnie wiosną. i żurawiny drą się niemiłosiernie. 

Omawiamy sprawę tarasu, na tarasie burdel i fistaszki a cała kupa lodowa nadal wisi na krzaku jaśminu. otóż mamy w nim malowniczą dziurę dzięki pnączu. taras jest bardzo stary, bardzo drewniany, robiliśmy go prawie dwadzieścia lat temu. razem z dachem. i czas pomyśleć o nowym. podobnie czas robić płot. .. 

(ale z tym płotem to chyba poczekamy aż się całkowicie rozpadnie a jakieś wilki wpierdolą nasze koty)

Od tego odpoczywania z chorowaniem miesza mi się spanie. także od trzeciej robię porządki z Lofotami. spać poszłam po 22iej.  po długiej magnezowej kąpieli zaległam w piernatach.  słuchałam jeszcze kryminału. no i dziś zapewne będę miała zwiechy.  i spanie na raty. Padałam o siódmej i spałam do 12ej. 

Ach zrobiłam sobie wczoraj dzień z Jane Austen, popatrzyłam na "Rozważną i romantyczną w świetnej obsadzie z 1995 roku.  i pomyśleć, że to czasy napoleońskie. oraz "Dumę i uprzedzenie. z 2005. z Keirą, która była Anną Kareniną w najlepszej ever ekranizacji  z 2012. Majstersztyk. teraz mam jeszcze ochotę na Dumę serialową. z 1995 z Kolinem Firth. ale nie wiem.

Robię plan działania. nawet jak choruję muszę mieć plan. 🙈

hałda pod płotem rozmarzła prawie a okularów nie widać ... i nie znalazłam jeszcze słuchawki.

*

Iran, zabawka mocarstw. Iran sojusznik rosji.

nie żyje irański przywódca. Ajatollah Ali Chamenei. i co teraz? co dalej z irańskim reżimem?

i tym narodem. państwem...

Nie trzeba być rewolucjonistą islamskim, Ajatollachem, żeby nienawidzić amerykanów. 

uderzenie bez zgody ONZ. bez zgody kongresu...

 Sikorski mówi rzeczy niepokojące. ale i rosja traci wiarygodność. Ukraina traci...uwagę. bardzo niepokojące, zatrważające. 

każda wojna jest agonią dla planety. i każda wojna jest nasza...i tu logika konfy leży i kwiczy, że wojna w Ukrainie to nie nasz interes a w Iranie owszem nasz.

Czyli odbębniam prasówkę.

reszta jest milczeniem. no i szkoda turystów. ale też niektórzy to na prawdę czytać ze zrozumieniem nie potrafia.

kaczyńskie przystawki pieją cienkim głosem. i już nie wiem co gorsze, ruskieonuce, ameryńkańskieonuce i katotaliby, które nota bene też pieją cienkim głosem... i porażają agresją na swoich blogach.  


sobota, 28 lutego 2026

o pozbawionej duszy sztucznej inteligencji.

Cały dzień piątkowy odpoczywałam fizycznie i psychicznie. za oknem słońce. dobrze i źle. piszę w komentarzach, że głowa nadal boli, bo mnie ta wiosna mieli. i głównie przeleżałam go w łóżku i na kanapie...

choć wiosna wybuchła i mogłam iść na spacer(nie mogłam) na pola po to by malowniczo utonąć w błocie...jednak zbyt szybko się topią te zwały śniegu. No trudno, pomimo wody i błocka po kokardy, niech teraz kilka dni deszcz leje, bo sól zeżre nam wszystko co przydrożne. trawę, płoty, kwiatki, żywopłoty i robaczki i glizdy...

Naczelnik miał interwencje zalaniową we wsi. żuberska przesiąka i tworzy się jezioro.

Dziś jeszcze cieplej, słyszę klucze gęsi i dinozarły wrzeszczą na polach, bo jakoś ostatnio przyleciały a wczoraj na tarasie latała, jak pijana,  otóż pszczoła. 

więc dziś dom wywietrzę i zacznę układać go do wiosennych porządków :-) w miarę sił i możliwości chorobowych, ze słuchawką w uchu. tak, SŁUCHAWKĄ jedną, zgubiłam drugą w domu, w sypialni przy łóżku...??? 

[kurewa coś się dzieje ze mną, najpierw okulary, teraz słuchawka. śpię z jedną i zawsze się rano znajduje w betach...aż raz się nie znalazła, trzy dni temu dokładnie]

i to ona mnie zmusza do bardzo szczegółowego, zaglądnięcia we wszystkie kąty sypialni, suszarni, garderoby, łazienki i pracowni. Wkurzyłam się...

*

A teraz z innej mańki. zaciekawiona wymianą zdań u Nat, zajrzałam w hipotetyczną sztuczną inteligencję 🫣😜🙈i komentarze. hmm ja się nie zawieszałam nad tym, bo po co? czasu nie mam, zarobiona jestem :-) ot typ sobie wrzuca mało ciekawe posty, typowe bicie piany, pełno takich ludzkich wykwitów w blogowni, żadne novum i żadna atrakcja. Niewiedzieć czemu posty wyprodukowane, żeby brzmiały gładko. za gładko. 

 Następnie przebiega po blogowni i nagania towarzystwo czułym słowem :-D uwodząc. to też nie pierwsza taka akcja. podobne już widziałam, bez udziału AI.

Potem, to towarzystwo czuje się zobligowane(ja się czułam), jak zwykle, i mu tam komentuje. Byłam. widziałam i sama komentowałam kilka postów...ostrożnie, aż do czasu, kiedy to zakwilił o jałmużnę. bo choroba go męczy. no i do widzenia. nie wchodzę, nie czytam i nie interesuje mnie. on też już coraz rzadziej komenty zostawia. No i też nie pierwszy to raz taka historia. przecież.

Pytanie brzmi, po co? ludzie robią takie rzeczy ?

Myślę, że to może być jakiś projekt naukowy, :-) badający : na ile ludzie są naiwni, zakomleksieni, złaknieni uwagi, pochwał, przyjaźni, przychylności czy zainteresowania, na ile są samotni, co ich może poróżnić, jak ich można zwabić...i co ich uruchamia. serio. 

lubię eksperymenty. 

inaczej sobie nie mogę wyjaśnić, powodu dla którego zdrowy psychicznie człowiek, sięga po maszynę, żeby pisała za niego jego przemyślenia...o świecie, bo on chce uczestniczyć w dyskusji blogowej. no chyba, że to osoba głęboko zaburzona. lub cwana chcąca wyciągnąć kasę. na leczenie. ale może przesadzam i jestem niesprawiedliwa?

i nie, nie odrzucam AI, tak jak i nie odrzucam komputera, programów, gier, tłumaczeń, tłumaczy, korzystam z nich, z ich wiedzy z interenetów itakdalej, to zwyczajnie są kolejne narzędzia. i tyle. nie wydaje mi się to uzależnieniem. bo w takim razie wszystko jest uzależnieniem i popadamy w kolejny absurd.

rozwój technik wszelakich, które mają nam życie ulepszyć, zawsze miał plusy i minusy.

Pisanina AI jest Beznadziejna, śmierdzi fałszem i sztucznością, jest wylizana do granic i pozbawiona DUSZY. jest kurwa NUDNA. może znów jestem okrutna?

Lubię za to ruchome obrazy wymyślane, łączone przez AI, to w końcu ludzkie obrazy. ale podoba mi się "opowiadana w absurdalny sposób prosta historia obrazkowa. tylko...już mi się znudziła, bo ileż można tę samą historię obrazkową przyswajać. liczę na to, że wejdą nowe programy....

*

 "Perswazje netfixowe mi wpadły w oko. warto. lubię ten rodzaj narracji. Dakota wyśmienita w tym rodzaju.  i "Wredne liściki  jeszcze raz i dziesiąty raz "Prometeusz ??...chyba. natomiast polecam "Przesilenie zimowe, właśnie weszło. ja polubiłam. 

Co za pech, że nie mogę książek w papierze czytać, bo nie mam okularów. akurat gdy dysponuje czasem.
w końcu zaczęliśmy "Ministrantów. czego innego się spodziewałam ale może być.

*
Dlaczego my nie możemy dostać tanich biletów na trzy dni do Alicante...kurde. i polecieć gdy zimno, ciemno, i chujowo.
a teraz to mam u siebie Alicante i właśnie boli mnie głowa.
nic sie nie układa jak trzeba. no. 
buuu

piątek, 27 lutego 2026

tydzień w domu.

 Siedzę w poczekalni monstrualnie spóźniona. miałam na 12, przybyłam o 13.40. ..i znów, tradycyjnie afera. no ale mnie przyjęła, pożegnałyśmy się serdecznie, bo odchodzi na emeryturę. ucałowałyśmy się nawet. Ona mi nakreśliła na czole znak krzyża. moja lekarka. ponad dwadzieścia lat mnie leczy. ła... dostałam skierowania, na badania i ...zwolnienie. Muszę odespać, odpocząć i zrobić sobie przerwę. w pracach (to dobry czas w placówce, bo rekolekcje. w teatrze też nie ma imprez. ani ważnych pilnych rzeczy :-) muszę o siebie dbać na przednówku...organizm mi wariuje, ciśnienie mi szybuje i ból głowy ciora, że oczami nie mogę ruszać. wiosna wybuchła jej mać. piętnaście na plusie i wiatry, że łeb urywało, to mnie zmieliło do spodu. 

[ale obligatoryjnie to świetnie, że wieje, gdyż od razu wysusza te kałuże. i błota. i nie zapada się człowiek i auto po kolana]

ale ja nie o tym. ja siedzę w tej poczekalni i w gronie ludzi od siedemdziesiąt wzwyż.. nie ma nikogo poniżej...tematy wiadomojakie: choroby, badania, lekarze, tablety, bóle, 🙈skisnąć można. a mnie łeb napierdalala. że ho ho. wkładam słuchawkę do ucha i czytam Siembiedę, znaczy kończę 444. no fajnie się słuchało, bez głębszej analizy :-) a na końcu pan się jeszcze tłumaczy. Zaczęłam wcześniej Gołoborze i teraz czytam. do TegoBonaszewskiego się raczej przyzwyczaiłam, okrzepłam, to muszę ciągnąć Siembiedę ile się da, zanim wrócę do Kosiora :-)

Po powrocie do chałupy pykłam Bridżertonów, tylko do tego się nadawałam i tylko dlatego dałam radę zobaczyć( w innych warunkach brzegowych bym zarzuciła z niesmakiem)

oraz żeby zapomnieć o bólu głowy, ale była taka płaczliwa końcówka serii, że mnie jeszcze bardziej rozbolała A swoją drogą, to za chwilę się tego oglądać nie da, nawet dla rozrywki. Bo przecież nie dla anatomii historii, buchacha czarna królowa angielska i arystokracja....netflixowa poprawność nadal zdumiewa. ale nie przeszkadza, wszak takie seriale nie do nauki służą, jak to niektórzy profesorowie historii by chcieli. więc ciskają piorunami w twórców, no cusz ludzie z kijem w dupie. dziadersy. 

Tymczasem u Bridzów scenarzystom wyraźnie zabrało pomysłów i tak oto Weszliśmy w klimat ulubionej Bajki o Kopciuszku. infantylnej do bólu. a kontynuacja nastąpi. niech sobie "Wielką (carową Katarzynę :-) zobaczą.

*

Także tydzień w domu.

no to leżę z kawką w łóżku, nadrabiam zaległości, czytam i piszę. za oknem słonecznie. ale myć okien nie zamierzam jeszcze 😜 * Głowa nadal boli. niestety może się rozkręcić. czekam, aż przejdzie to mieszanie się mas, dziadowanie i przesilenie...nic innego zrobić nie mogę. 

Kiedyś w takim stanie dygałam do roboty, z gilem do pasa. ale te czasy mam chwała bogom za sobą,  to zwyczajnie niebezpieczne jest. i zarażam innych. skoro nawet najbardziej oporni rodziciele, zrozumieli, że dziecko z gilem do szkoły chodzić nie powinno ...

Z cyklu analizy.

i tak Odchodzę z placówki, bo zrozumiałam też, że nikt tam po mnie płakał nie będzie. 

Odeszłam od bardzo intymnej pracy teatralnej, bo zrozumiałam, że to jest pył na wietrze...ślad nie zostanie zbyt długo...

ale brakuje mi bliskości i takich kontaktów, brakuje mi śpiewu.

o snach pisze Innygłos, wyraźnie się z czymś żegnasz. Niekoniecznie z tym, co na wierzchu - teatrem, ale z czymś, co ci się z tym kojarzy. Poczucie żalu i straty - coś tracisz, przerabiasz te uczucia...

Piszę, żeby nie zniknąć, napisała Margo...

i ja.

zaczynam dopiero robić rzeczy, żeby nie zniknąć. całe życie myślę o przemijaniu z przerażeniem. ... analiza dramatów szekspirowskich, książek Tokarczuk czy nauczanie historii nie pomagało. a pogłębiało. ten stan. 


*na wiosenne prezenty robot do mycia okien taki solidny. co sam se chodzi po oknie.

czwartek, 26 lutego 2026

Osobna.

 Jak to dobrze, że mogę mieć swój osobny świat. nie jestem skazana na na papkę. prawicowe odchyły. pierdolenie. jak to dobrze, że nie jestem uzależniona. że nie wypełniam pustki krążeniem, od jednego odchyłu do drugiego. jak to dobrze. że nie mam czasu i nie marnuję czasu. planuję podróże. Podróżuję. jak to dobrze, że są książki, które odcinają dopływ prawicowej poprawności. tradycji, boha, ojczyzny i honoru. i że nie muszę tropić blogowych kretynizmów ... i niczego nikomu udowadniać. nie mam obligatoryjnego obowiązku. jak to dobrze, że Wszędzie istnieje taki przycisk, że można WYŁĄCZYĆ. i nie muszę wszystkich szanować, w zasadzie to niewiele osób zasługuje...że mogę powiedzieć stop i odwrócić się na pięcie. i odejść. i nie muszę się już męczyć i tłumaczyć...

ufff

sama sobie dałam to prawo :-)

*

Oczywiście jazda autem jest nadal pasjonująca. dziś ma być apogeum czyli 10 na plusie. a więc szybsze tąpnięcie. i większe kałuże. Z rzeczy pozytywnych, to jasno się robi w okolicach 6.20 a ciemno bliżej 18. no, to jest już bardzo dobrze. za chwilkę będę prowadzać psa na spacery po polach :-)  wprowadzać się w dobry nastrój. 

ale wczoraj w placówce się zmęczyłam, (robię siedem tysięcy kroków),  ale bardziej mnie boli psycha. powoli pakuję manele. słucham w słuchawkach, maluje obrazy. wieszam trupie czachy na drzwiach...przesadzam kwiatki. decyduje które zostawiam, które zabieram.

w Teatrze tylko rozmawiam. bo jestem wykończona placówką. wracam, i szybko idę pod prysznic, potem z książką w uchu zasypiam...

ach bym zapomniała, w teatrze zamawiam perukę z czerwonymi włosami. będę chodziła. look i dizajn mnie wciąga wiosenny. za tydzień Teatr Muzyczny i już mam fajny kubraczek z Desi teraz tylko czarne szerokie spodnie zakupiam jutro.

a dziś wdziewam czarne ogrodniczki od Hultaja :-) i kolorową bluzkę od gogena. 

(jadę tylko na cztery godziny do placówki) w teatrze niestety zaległe sprawozdania, faktury. gdyż koniec miesiąca. bleee ale mus. i pomyśleć, że niektórym życie na tym schodzi 🙈

jutro wypał. 

i już tydzień się kończy. i miesiąc siękończy. i nadciąga marzec srarzec.