Bardzo mnie wzruszyło Wasze wsparcie i bardzo dziękuję za nie.
*
No i tak sobie patrzyłam na ten spektakl plastyczny w niedzielę, z przesłaniem od Papuszy, z muzyką w stylu Dikandy... patrzyłam na każdy gest i ruch aktorek i aktorów, w symbolice pojawiał się ptak, ptaki...nic lepszego nie może się pojawić dla niesprawnego, uwięzionego ciała. które jednak wykonuje robotę. stara się. i Wygrywa. nie ważne, że obrazy już były, już istniały pod moimi powiekami. ludzie z zespołemd. już w zasadzie prawiedorośli (moja Hanka ma 20lat) nie mają wielu możliwości. ale to było bardzo urocze. i reżysersko dopracowane. sama przyjemność w patrzeniu na nich. i czytaniu przesłania ze sceny.
Spotkania z moimi aktorkami, uczennicami...czułe i wzruszające...
i z ich rodzicami:-)
:
- czekam na taki czas, że Aga zmądrzeje, jak Ty też odpuści(mówi mąż Aga)... skupi się tylko na jednej rzeczy, na teatrze... z przyjemnością czytam Twoje wpisy, obserwuję Was oboje na Fb ... też tak chcę...żyć.
*
Skończyliśmy "konie kulawe i skończyliśmy też "Matki pingwinów i teraz delektujem się "Mroczną materią. wszedł kolejny sezon na applach.
Słucham Milewy, żony Einsteina. no i powoli wyłania się taki sobie obraz geniusza. przemocowca, kłamcy, bawidamka. złodzieja...
I wychodzi mi w tych różnych życiorysach geniuszy, artystów, badaczy, malarzy ... że to po prostu ludzie byli z nałogami. a już faceci, to bezkarnie korzystali z systemu i warunków tamtego świata, który ograniczał i poniżał kobiety. Rozumiem to dobrze. ale trudno mi, bo złapałam się na wizerunek fajnego, łobuzerskiego, rozczochranego dziadka z wywalonym jęzorem. a tymczasem każdy ma ciemną stronę.
Skończyłam Milvę, sprawdziłam ważne fakty z jego życia. dostępne w sieci artykuły. no cusz.
Przeszłam na inną lekturę.
*
Prawdą jest twierdzenie, że aby odciągnąć uwagę od chorej duszy należy wbić kolec w stopę. a najlepiej w samo serce.
**
Pozwoliłam sobie na rozpacz z powodu Maniusia, z powodu podjętej decyzji...którą musieliśmy podjąć. w poniedziałek po beznadziejnych wieściach telefonicznych, że dializowanie nic nie daje... podjęliśmy decyzję, żeby go jeszcze przywieść do domu. ale błyskawicznie zrozumieliśmy, że nie był to dobry pomysł, że jest w gorszym stanie, niż był przed szpitalem a jego przewracanie, się czołganie i czasem płacz... chcieliśmy dobrze. dom kochał i własne podwórko i nigdy go z domu nigdzie nie wywoziliśmy, za wyjątkiem lecznicy. nie chciałam, żeby tam umierał.
cała noc była czuwaniem. Naczelnik spał na kanapie w kominkowym, nosiłam go na rękach, stawialiśmy go na trawie, w kuwecie, a on głównie wzdychał i patrzył na nas. czasem bardziej świadomie, czasem mniej. chciał wychodzić, chciał po schodach do sypialni.
chciał, bardzo chciał ale już nie mógł. w aucie rozglądał się przytomnie, w lecznicy przytulał. patrzył mi w oczy.
potem nastąpił u mnie dwudniowy stupor w domu. płacz. smutek. i nagle zrobiło się tak cicho.
prałam wszystkie koce, chodniki.
w środę sprzątałam dół domu. żeby pozbyć się zapachu.
Zostawiam sobie pamiątki po naszych zwierzętach, które odeszły. po Maniusiu zostawiłam pudełko na leki.
*
do pracy wracam dziś.





































