środa, 14 października 2026

o wewnętrznym przymusie. i o tym, że zapomniałam o edu.

 Przymus wewnętrzny pisania każdego dnia mam. nie poradzę. wstaję odpalam expres, po domu rozchodzi się zapach, odpalam spieniacz do mleka owsianego, biere kawę i zasiadam do lapka w łóżku. piszę i czytam. Za dużo piszę...tak wiem, brzmi absurdalnie ale przez to nie robię niczego innego, każdego ranka przez kilka godzin. Wprawdzie Lubię to bardzo a przecież żyć trzeba tym co się lubi robić, prawda. [ale spacer długi nieodbyty, kwiaty niepodlane, chałupa nieogarnięta, ogród nieruszony, obrazy niepomalowane, gary nieulepione, a pranie niepoprane ...ojojoj. i dziesięć na minusie. póki co fuck.]

i mamy już połowę tygodnia panie. a dopiero co wracałam ekspresówką.

W poniedziałek 

przyszła do teatru przyjaciółka i mnie rozśmieszyła opowieściami o imprezie szkolnej wyjazdowej z okazji dnia edukacji. chyba ją z placówki wyleją 😂potem mnie rozbawiła do łez moja fizjo. opowieściami różnymi. także miałam dzień śmieszno-zabawowy, bo się dzieje w teatrze...zabawa w kotka i myszkę.

[i muszę się zastanowić czy mnie ta żałosna epopeja rodzinna już wkurwia czy już bawi]


Wczoraj za to dużo pracy w teatrze zaplanowałam... 

najpierw fachowcy zdemolowali bar w kuchni, który troszeczkę przerabiamy i będziemy go robić żywicą epoksydową. 

potem fachowcy złożyli mi szafę antywłamaniową niepalną na dokumenty. i się zaczęło grzebanie w papierach, które mam rozłożone wszędzie w moim biurze. .... 

a potem przyszła Baska i mnie odciągnęła na kilka okrążeń wokół teatru z jej psem, bo Baska się odchudza, a że dawno się nie widziałyśmy. to musiałyśmy pogadać

... i po papierach. 

Następnie wpadła przyjaciółka prosto z placówki, wypiła gorącą herbatę, przebrała się i zuuu pojechałyśmy na jogę kręgosłupa, (zamiast wykańczającej floł) na wcześniejszą godzinę. nie chce się zimą szlajać po nocach. w kompleksach sportowych i na szosach.

Dziś za to biere wolne od roboty, i trochę podgonię w domu.  przesadzę kwiaty domowe ? mam nadzieję, że padać nie będzie. choć aktualnie pada 🙄 może już zakopcuję ogrodowe doniczkowe? przynajmniej część. a może za wcześnie. nie za wcześnie jest dla cytryny i kawy, żeby je wreszcie wstawić do domu z tarasu.

Od dziś moja sytuacja teatralna zmienia się radykalnie. wraca PaniHania. uff. może się uda utrzymać obecne statusquo. jeszcze tylko rzeczy do pszoku. wywiozę, żeby definitywnie zakończyć ten etap porządków. Pani na zastępstwo była wczoraj bardzo dumna z siebie, no każdy lubi sukcesy. i ja też jej podziękowałam. 

Jutro idziemy z Naczelnikiem na pogrzeb naszej sąsiadki, białaczka ją pokonała.

*

Naczelnik znalazł kampera integrę siedmiometrową i naciska na zakup, gdyż w dobrej cenie ciona. i bardzo wygodna. ale ja mam obiekcje. za duża, za ciężka, w sam raz do stania tygodniami w jednym miejscu a przecież kamper jest do przemieszczania się...ech nie wiem sama. 

trzeba przeliczyć co się opłaca. poza tym rozumiem jego wiercenie się taraz, bo sezon bursztynowy wystrzelił. a Naczelnik chce jeździć kamperem na plaże. no w sumie, to fajny pomysł. możemy wtedy zamykać dom na cztery spusty, jeździć razem z Ciri. spać w tym kamperze i witać świt nad morzem, każdego dnia :-)

**

Uwielbiam sztukę ludową, zakupowałam jej sporo, więc zdobi ściany domu(obrazy, płaskorzeźby) i stoi na podłogach(rzeźby) w ogrodzie. 

obdarowuje nią przyjaciół, znajomych.

i obdarowuję MJ. Uwielbiam te prymitywne dziary, prymitywne pyski i częstą asymetrię 😂 no i te niezgodność z jakimkolwiek rysem historycznym :-)))

i leżę u MJ nałóżku i patrzę na tę Czarną Madonnę, wydziaraną przez twórcę ludowego, zapewne o nazwisku Rączka i wydaje mi się, że ma dwie lewe rączki w tym jedną większą ? Jezusek takoż nieforemny. i jestem czegoś uśmiechnięta.

ps

po tej wczorajszej jodze, dziś się muszę rozciągnąć zaraz z rana, na macie. 

kalendarz się zagęszcza imprezowy. teatralny, warsztatowy...

ps

Tak zupełnie na marginesie mojego życia Zauważyłam, że nasze sejmy głosują ustawy w trybie "musztarda po obiedzie...w sumie zmiana pokoleniowa nastąpiła i spożycie alko spadło bardzo drastycznie(jak na kraj tutejszy wódą płynący przez wieki)) a tu zamykanie nocnych, przemeblowanie w pojemności flaszek stało się narodowym pospolitym ruszeniem, choć od lat problem rozwiązuje się sam... ludzieee mamy plagę ćpania leków, zwłaszcza u młodych. PLAGĘ. To teraz czekam na ustawy regulujące to narodowe ćpanie i odurzanie lekami. Na zakaz reklam wszelkich błogosławionych specyfików, na popuszczanie, bóle wszelakie i zamienników. 

Na usunięcie z wszystkich stacji benzynowych leków przeciwbólowych...

Odurzanie się nie zniknie. gdy ograniczymy alko. alko ogranicza się samo, bo głównie drogie i niemodne. a odurzanie rośnie w siłę.

ale to tak na marginesie. więc nie prowokuje tu żadnej dyskusji. 

poniedziałek, 12 października 2026

Bestfrendka.

Apdejt. Ukraińcy trafili w ruskie farmy trolli i nagle bardzo dużo kont zamilkło szczujacych w polsce na ukraincow, popierajacych nacjonalistów niemickich i trumpa. No.



To jest ważne zdjęcie, dla mnie osobiście. Dokładnie na przeciwko restauracji w której jedliśmy obiad i sernik baskijski z kawą, na mojej dawnej dzielni znajduje się blok w którym mieszkała moja najbliższa wieloletnia przyjaciółka. miałyśmy ze sobą bliski kontakt do jej wyjazdu do Kanady. czyli od drugiej klasy szkoły podstawowej, przez liceum, studia moje i jej w gdańsku na stomatologii, i sporo czasu po studiach. była gdy się przeprowadziłam do słupka, potem przylatywała jeszcze...

a potem przyszło życie, sporo życia i spore zmiany. i jakoś tak się rozlazło. mail raz na lata...śmieć jej rodziców, jej bratowej...nie wiem jak często przylatuje. Ale czas powrócić do starej dobrej przyjaźni.

Oswoiłam już na tyle latanie samolotem, że mogę wreszcie polecieć do niej, zaproszenie mam od zawsze :-) a że Kanda to piękny kraj...







dokumentacja zdjęciowa tego co zjedliśmy po kolei, Naczelnik wziął na przystawkę, tatara, i lufę wódki. Obiadowo schabowego i piwo. 

My z MJ zamówiłyśmy niokki buraczane, na deser sernik baskijski z  pysznym sosem na bazie dyni oraz ja kawę dyniową...żeby jej wreszcie spróbować ale się znów nie udało, dostałam piernikową.

Niokki były smaczne ale zalane kompletnie po sufit sosem na bazie dyni, zasypane serem, i do tego szpinak. za dużo. smacznie ale zapchałyśmy się z MJ tak, że pyszny sernik baskijski nam się już nie zmieścił. wzięłyśmy na wynos. 

Restauracja, Karczma serwuje bardzo dobre to jedzenie i ma klimatyczny wystrój a mieści się w starym młynie, który towarzyszył mi wizualnie od dziecka na dzielni. Lubię tam jadać.

z MJ kryzys zażegnany na ten moment. Będę dzwonić codziennie. posegregowałyśmy leki. to okazało siekluczowe. sześć rodzajów leków na lęki i sen. Teraz czekamy na badania i wyniki. Spokojnie.

Listopad się zbliża. i robi w głowie, to co robi. 

*

Tymczasem zaraz po powrocie w domu odpaliliśmy grzanie i wczorajsze pranie już wyschło. Prowadziłam sobie naczelnikowe auto nową ekspresówką i było ekscytująco. bo pierwszy raz. Ciri spała na tylnym siedzeniu. dwie godzinki i w chałupie. mogę autem i mogę pekpem, jak mi pasuje. już jeżdżenie po mieście rodzinnym wydaje się trudniejsze. 

*

skończyłam Bator Niedźwiedzicę i jestem zachwycona. 

Skończyłam Małeckiego "Krótka noc...w wykonaniu Kosiora. pomyślałam, że Marcela będę słuchać do snu...

jeszcze raz zaczynam Mossa, pierwszego z cyklu, bo chaotycznie rozpoczęłam kilka mossów i innych. i teraz się pogubiłam w fabułach :-I

Wyspałam się co oznacza, że już mnie nie mieli. układa się. oswajam się z nowym, które nadejdzie. sytuacja w tym tygodniu wróci do normy w jednym ludzkim wymiarze, co mnie uspokoi. i pozwoli wrócić do bezpiecznych schematów. To ważne. wykolejenie mnie wyraźnie rozbiło. 

patrzę na ten tydzień...i robię jakieś plany. 

Napisałam maila służbowego z dyspozycjami. czego nigdy wcześniej nie robiłam. ale zostałam zmuszona do służbowej drogi. trudno.

coraz częściej wyrażam zgodę, zamiast buntu.

I tak zawisłam na jednym malutkim zakrętasem, bo słowo Lęk zmienia się w Lek. czasem warto usunąć taki mały zakrętas. co uwiera i zmienia perspektywę.






niedziela, 11 października 2026

Prawieczarny.

 


Dużo myśli dobrych i niedobrych a w zasadzie to spodziewanych. Odłożonych. Wcześniej Wygrzebanych z pamięci. Nie załamuje się, zwykła kolej rzeczy. Najtrudniej jest podjąć decyzję. A ja już podjęłam, że trzeba się rozglądać za mieszkaniem w słupku. A MJ powoli urabiać do tej decyzji. Choć to ona pierwsza dwa razy wspomniała. Nie spieszymy się, w miedzyczasie diagnozy. Pomoc jest na miejscu. Pani do sprzątania. Pan do wożenia autem. I do zakupów. Koleżanki do tańców. Sąsiad do drobnych robót domowych.

Matka potrafi się ustawić w życiu plus stosowna kasowo gratyfikacja. No I rodzina w razie najgorszego. 

Wyjazd obserwacyjny i interwencyjny dobiega końca. Byłyśmy w knajpie, centrum handlowym a do kina na Lalkę to niekoniecznie, bo matka nie lubi multikina. A po prawdzie, to nie wytrzyma trzech godzin i nie skupi się raczej. 

Ogarnęłam łazienkę, dom. Choć nie jest źle. Odbyłyśmy rytualne sprzeczki w stylu, mamo chowaj masło do lodówki...i takie tam. 

Ogarnęłam jej leki. I lęki.

I cusz starość dopadła moją matkę. ... smutne to ale normalne. Niezależnie od wieku. Starość dopada każdego w innym czasie... 

Nagle zaczyna się powtarzać, uciekać we wspomnienia, czuć się zagubioną, powtarzać w kółko to samo, czytać przestała już dawno, filmy też trudno jej ogarnąć. Za to ploty ze śniadaniówki owszem łyka, jak pelikan. 

Konsekwencje dopadną i nas. W każdym zakresie. 

[Myślę też o sobie i o swoim zwolnieniu, że już nie kompulsywne pracowanie, ani kompulsywne wakacje, Że czas zwolnić dla samej siebie ... że sama ze sobą chcę. Pobyć. Wiec może czas na samotny wyjazd. W celu doładowania. I Spotkania sie.]

W chwilach jej drzemek, kręcenia się po domu, tkwienia bezmyślnie przed ekranem...czytałam i skończyłam serial Kłamstwo idealne. Podoba mi się. Końcówka sugeruje cdn. Ja sama też spałam popołudniami. Żeby odreagowć, choć przez telefon wszystko wygląda gorzej.

Centrum handlowe Ogrody jest pojemne, w sklepy i multikino. Przeszłyśmy się ale MJ ma te nogę kulawą więc nie mogłyśmy poszaleć. I tak kupiłam płaszcz długi lejący wełniany miękki w dziwnym prawieczarnym kolorze, taki najciemniejszy granat heh. Nie lubię już zakupów w sieciówkach ale bywa, że coś wypadnie w oko i jest atrakcyjne kasowo. Płaszcza na teraz. Choć nie planowałam.

 W domu

MJ otwiera swoje podwoje I Zachęca do zabrania bluzek sylwestrowych, marynarek wełnianych w pepitki ...

Niestety Ikea dziś zamknięta, cholera jasna.  To jest słaby punkt jazdy pkp😅 że się nie zatrzymuje przy Ikei, człowiek nie może wyskoczyć na szybkie zakupy.

TAk JAKBY ZACHĘcONA przez Czytającą wszystko 🙂 sięgnęłam po Marcela Prousta. W stronę Swanna.

Hmmm wytrzymałm 20 minut i zasnęłam. Może wrócę. Choć to nie moja bajka zdecydowanie jeszcze nie dorosłam a raczej wiekowo nie dojrzałam 🙃 do Marcela...nudziarza.

Do żadnego nudziarza w zasadzie ...


piątek, 9 października 2026

przykleja się do tyłka...w piździrniku.

 


tak wygląda człowiek pracujący w kulturze

Człowiek pracujacy w kulturze przykleja się do tyłka psa.

:-)

Wracam złachana, zjadam coś na ciepło i piesa Cirilla natychmiast się przytula, wywala dogórykołami albo siada mi na łbie. Czyli nogi zarzuca na szyję. 

*

No i zaczął się prawdziwy jesienny czas. Przyszedł czwartek i ostateczna decyzja o wyjeździe do MJ. bilet kupiony naprędce w pierwszej klasie przy oknie. Wrócę samochodem. ale w jedną stronę pojadę wygodnie i tanio, ze słuchawkami, tabletem i czytnikiem oraz papierową książką...na co mi przyjdzie ochota. Lubię pociągi. 

Na miejscu niepotrzebne mi auto tym razem. robię rozpoznanie. choć już się domyślam a nawet mam pewność, co się dzieje. więc jadę się upewnić i zrobić porządek z tabletkami. 

Nie spałam dziś dobrze, wiało, ale nie tak mocno, jak zapowiadali. 

[za to nie przestało wiać i trochę się martwię czy aby gdzieś w trasie nie utkniemy]

i za to o 5ej obudził mnie ulewny deszcz lub grad walący w okna połaciowe. i po spaniu. 

na szafkach nocnych ładują się słuchawki i zegarek. 

Posłuchałam opowiadań Bator, o siódmej zrobiłam kawę, poczytałam blogi. spakowałam brioszki, banana, zrobiłam herbatę do termosu, upewniłam się czy mam bilet. o ósmej wymyłam włosy. nałożyłam maseczkę na twarz. oganęłam się osobiście. i ogarnęłam sypialnię.

Zamknęłam walizeczkę samolotową. ubrałam kurtkę przeciwdeszczową czarną, czarne spodnie, czarne kozaki na platformach, czarną koszulkę termiczną i czarną bluzę z kapturem...ekhmmm no to choć chustę pod szyję wezmę kolorową. albocoś. Spoglądam za okna, przyszedł silny wiatr obok deszczu i zmieniam zdanie ubieram kurtkę przeciwdeszczową naprawdę z obrazem, Tancerki. Degas od Medicine. Deszcz przestał lać więc zmieniłam znów kurtkę na czarną ...

Targam ze sobą bagaż podręczny na kółkach: kosmeksy, szeroki półgolf fioletowy z merynosa(benetton) i cienki sweterek rozpinany z bawełniany(solar), też w tym kolorze ale melanż, piżamę, majtki, koszulkę, śliwkową spódnicę(solar), fioletową czapkę cieniutką sportową. zestaw na listopad i na gdyby się nagle wypogodziło. i tyle. Zaraz wracam przecież. no a w razie czego przeszukam szafy MJ.

I wsiadam i jadę i powiem wam, że nie ma szkody MJ jeżdżąc dwie godzinki w wygodnym wagonie na wygodnym siedzeniu pierwszej klasy przy oknie. Komfortowo...

No chyba, że się przysiądzie smark...😪🤧😷

😩😕 i jestem zniesmaczona. 

Że w dzisiejszych czasach nadal smarki publicznie jeżdżą. Ech.



czwartek, 8 października 2026

o złotych ananasach.


No i kto zgadnie co mnie gniecie i za czym tęsknię? bo mi mało. Bo teraz najchętniej bym stąd uciekła. od ręki. wyleciała na miotle.
Tęsknię za Skandynawią i kamperem. okazuje się, że nie tak łatwo na jesieni wyjechać ze względu na prace. nawet, gdy się już nie tyra w placówce.

plus różne inne okoliczności.
plus do Skandynawii tylko latem
plus MJ się wykopyrtnęła. 

Wczoraj przyszła szafa na dokumenty, teraz tylko trzeba ją złożyć i zacząć porządek w stajniaugiasza. nienawidzę tego. szczerze nienawidzę papierów...ale rozumiem konieczność porządku w tychże. i mam czas, tylko mam też wrażenie jego marnowania. kurwafa.

a tego nie lubię. 

Poza tym ciągle odczuwam skutki września. w głowie, kościach i całym ciele. czasem jeszcze w braku snu. Wszystko się układa, powoli, przerabia nadal i filtruje. boli jeszcze trochę ale niektóre zmiany są konieczne, sama to wiem. więc wykorzystuję sytuację. będzie inaczej. 

Tymczasem Pomysły mi się gotują w głowie. pomysły plastyczne, dekoratorskie, a ja muszę się zajmować papierami. wkurwia mnie to. 

*

Skończyłam przedziwną ale bardzo ciekawą i śmiesznostraszną "Kos kos jeżynę Melaszwili. Zakończenie mnie tylko nie satysfakcjonuje. ale nawet lektorkę udźwignęłam, choć łatwo nie było. 

Zaczęłam Bator, zgodnie z planem, "Ucieczkę niedźwiedzicy. i bardzo bardzo mi rezonuje teraz. Bardzo mnie zachwyca.

*

Podobno już scandistyl w każdym razie jego elementy, jest obciachem, na przykład złote anansy...no a ja właśnie znalazłam takiego złotego ananasa w teatrze w kartonie z rzeczami podarowanymi. 🙄

i postawiłam ostentacyjnie na półce.

**

 Wywaliłam możliwość komentowania anonimów. zatkało kakało?

Na ten moment. Straciłam Zainteresowanie trollami. ale kto wie, może mi humor wróci i będę się chciała pośmiać, to wpuszczę te menażerie, jako materiał do obserwacji.

😂😂


wtorek, 6 października 2026

O przekraczaniu granic. i o tym, że za Twardochem nie szaleję...

Ponieważ tęsknię za teatrem bardzo... 

Opowiem Cibajkę, jak kot palił fajkę.

[To przecież nie moje doświadczenia, tylko zasłyszane. Ja mam samych fajnych ludzi dokoła😁 ]]]

Temat do przepracowania na scenie nasuwa się sam. Aktualny, modny, ważny, bo rozdziera nam serce i masakruje uczucia i co najważniejsze: sprawia, że tracimy zaufanie do ludzi. 

Przekraczanie granic nie odbywa się tylko w jedną stronę, że 

 robi to, nadczłowiek, poganiacz w korpo. to się dzieje wszędzie. robią to Również podwładni zwłaszcza "zaprzyjaźnieni", tak samo mobbingują czyli wykorzystują i przede wszystkim Okłamują. Kradną, wykonują prywatną robotę na służbowym sprzęcie. wynoszą sprzęt bez pytania. Czasem trwa to latami, zanim się szef połapie. Czasem spada to na nas, jak grom z jasnego nieba. Lubiliśmy się i szanowaliśmy, pomagaliśmy sobie ...a tu nagle atak albo mało wykwintne odejście. .. Może zbyt śmiało powiem, ale znam doskonale profil takiego podwładnego. Poznałam osobiście w życiu trzy razy. bo jestem szefem od trzech dekad. Podwładnych(ohydne określenie) traktuję, jak Współpracowników. i przyjaciół. i raz na dekadę dostaję strzała w samo serce 😒

i tak nie za często, więc może się jednak opłaca taki styl pracy ?

i już nie pozwalam na kwestionowanie autorytetu, zwiększam dystans, nie pozwalam na ignorowanie i lekceważenie moich poleceń, agresje ucinam, tylko jedno mnie zaskoczyło bardzo natenczas :  Wchodzenie w rolę ofiary: Przerzucanie odpowiedzialności za własne błędy na system, brak narzędzi lub na mnie jako złego menedżera...

 no tego się nie spodziewałam, przyznam.

Uogólniając:

Więc nie widzimy, że jesteśmy wykorzystywani, latami. Wszyscy. Myślę też, że czasem może zbyt pochopnie Oskarżamy/jesteśmy oskarżani. bo się naczytaliśmy poradników, psychopierdoletów. Zauważam, że jak nie zadasz pytania, tak każda strona ma rację! no jak wszyscy możemy mieć rację? jak rację może mieć osoba, która w żadnej pracy nie zagrzała dłużej miejsca, ma problemy z relacjami międzyludzkimi, bo każda bliższa relacja kończy się tak samo źle... ???

 Często Człowiek nie wie, że przekracza granice, bo zawsze taki był. Aż tu nagle BUM wskakuje przekraczanie. I wtedy ważne jest, jak zareagujemy. Jeśli człowiek przeprosi, przytuli, ma refleksje i autorefleksję, to może jeszcze da się uratować relacje, choć nie tak łatwo zapomnieć. o personalnym ataku. i nie tak łatwo dalej wspólnie pracować. a myślę też, że wręcz niemożliwe.

*

los los gupi los...

I myślisz sobie, że oto spotkał cię dramat życiowy w tej robocie. a tu jeb jeb i plask plask. i spada cinabarki coś dużo ważniejszego. i odpowiedzialniejszego. o znacznie większym polu rażenia i dłuższym czasie rozkładu...czego nie można się pozbyć, czemu nie możesz stawiać granic.

co być może cię rozwałkuje na kawałki. choć jesteś teoretycznie przygotowana. wiesz co masz robić. wszystko masz poukładane w głowie. 

[i zaczynam myśleć, że nie udźwignę. swoich i jej demonów.]

Sprawy służbowe w tempie zamykam, domykam na ile mogę, teraz. żeby pojechać do matki. jutro neurolog. 

*

Wczoraj był już chyba ostatni taki prawdziwy letni dzień...

Naczelnik kosił, ja zbierałam jabłka, pod jabłonką i jadłam ciasto śliwkowe. wytargałam sokownik do tych jabłek, żeby spożywać na bieżąco. nie chce mi się robić musów, słoików. 

wystawię kiedyś ceramiczne dynie. widziałam drewniane, plecione w sklepie. i zakupię trochę prawdziwych. jako dekoracje teatralne.

choć teraz moja głowa nie jest w stanie delektować się dekoracjami. może w przyszłym tygodniu... albo wcale.

...

a więc Twardoch i Nike, no Twardocha lubi Naczelnik, ja zaś mam z nim problem, problem z jego narracją, gdzieś w czytniku jest Drach i Morfina... ?? 

Oczywiście mnie bardzo i mi się bardzo "Król ale nie wiem czy zaczęłam "Królestwo. leży w wydaniu papierowym, bo skoro Naczelnik lubi bardzo. więc dostaje papierowe w prezencie.

**

 wczoraj indiba na rozluźnienie.



poniedziałek, 5 października 2026

o kruchości.



 Październik mnie zachwyca, dniami słonecznie, że pościel dynda na sznurze ale noce już zimne. Dlatego zapaliliśmy kominek. Już zapomniałam, jakie to przyjemne jest. ogień trzaskający w kominku. zapach wiśniowego drewna, ciepło rozchodzące sie nawiewem na górce, gdzie rozwiesiłam pranie i teraz ono szybko wyschnie. W przyszłym roku zetniemy śliwkę, potrzebuję więcej słońca w ogrodzie. Dostałam z 10 sadzonek pięknej kwitnącej trawy z pióropuszami do nasadzeń. przyszłorocznych. Na razie stoi w dwóch donicach, a na zimę ją zakopcuję, podobnie jak inne rośliny z donic. wiosna rozpocznę robienie rabaty z traw, jeżówek i ostróżek...przy tarasie.

Dostaję rośliny od sąsiadów, którzy robią porządki na jesień i na wiosnę.
Naczelnik prepers i sąsiadkaBeata preperska już uzgadniają co jest a co trzeba jeszcze mieć w razie kataklizmu. 

W okolicach 19ej dzwoni drugi sąsiad, że przesyłka kurierska przyszła do nas. Przyszedł z nią czyli z ciepłym ciastem ze śliwkami :-)) na zakończenie dnia o smaku słodko-gorzkim.
Niedziela zaczęła się cudownie, bo kobido. z maseczkami. niestety moja spinka przełożyła się na niezbyt przyjemne doznania. głównie szczękowe.  
Telefon od MatkiJadwigi mnie sparaliżował. w zasadzie dzwoniłam do niej cały dzien. i byłam gotowa dziś jechać. przewraca się na ulicy. dziś pojedzie taxi do neurologa. zobaczymy. nie widomo czy się dostanie. od pewnego czasu już bierze tabletki na zawroty głowy. poza tym zbliża się druga rocznica.

Naszły mnie bardzo nieciekawe myśli. że może już czas nadszedł...
na gruntowne posunięcia. że mi los uszykował większe sprzątanie i porządki, niż chciałam. że przełom będzie zasadniczy. 

piątek, 2 października 2026

Ty guglu jeden...

 ...utrudniasz mi życie. gnoju. 

[i bardzo nie chcę bloga przenosić... odwlekam odwlekam... ale przygotować się trzeba. nic nie okazuje się przejściowe. choć się naprawiło]




Każdego słonecznego dnia łazimy po polach z Ciri. zamiast coś układać we własnym ogrodzie lub w domu. postanowiłam się wietrzyć korzystając z letniej jesieni. na jutro plany ogrodowo-domowe. ale też i plaża ???
Taką mam konstatacje, że im mam więcej pracy, obowiązków, działań, nauk języków, tym jestem bardziej zorganizowana. Więcej upycham. i więcej i więcej, wypełniam każdą lukę. a teraz gonię własny ogon i prywatnie zalegam, choć teoretycznie to czasu mam więcej. Zapomniałam/nie mam czasu dokonać rejestracji na profilaktyczne badania. Nie zrobiłam wyników z krwi w lipcu...skierowanie przepadło. Na wytłumaczenie mam to, że plany wyjazdowe też mi namieszały. i teraz, to nie wiem czy się do końca roku zmieszczę ze wszystkimi badaniami. zważywszy na czas oczekiwania. 

No to mamy październik łaskawy na tapecie. 
och jak to dobrze, że lato nie pizdnęło drzwiami z dnia na dzień, tylko tak jakoś się rozstać nie może... niechyby taki październik se cały został. że gołe stopy. że na boska, że w lnach i tiszertach z krótkim rękawem. letnich rzeczy nie układam do snu.  jeszcze. ale jednak o poranku to zimno...i w górnej łazience grzejnik se włAnaczam w trakcie ablucji wieczornych.

a poza tym co znowu?

Nadal Potrafię z niczego (mianowicie OKULARÓW)) rozpiździaj we firmie zrobić, że wszyscy ich szukają. jak wczoraj :-) i się znalazły. egen.

Poza tym co tam nowego ?

zobaczyliśmy nowym film na prajmie o Trumpie. "Wybraniec.  ciekawy.

haustami łykam kryminały, "Niegrzeczne dzieci. Moss, "Polana. Moss, "Krótka noc, długi krzyk. Małecki...

także postanowiłam zmienić klimat, ech namówiona przez Świechnę, odsłuchałam Zyty Rudzkiej "Ślicznotka doktora Josefa. Świetnie napisane, Przerażające w kontekście przyszłości, i przeszłości, Doskonałe w kontekście wniosków do życia.

i namówiona przez Margo, zaczęłam już T. Melaszwili "Kos kos jeżyna. niestety pani Elżbieta, jako lektorka mnie wkurza...już jedną świetną serię o nowej hucie przez nią odpuściłam. ale tym razem się zapre.

Wczoraj wróciłam nie za późno. więc ugotowałam późny obiad. makaron. 

Sos:  oliwa z wyspy Rodos, czosnek, pomidory prosto ze szklarni, śliwki węgierki i sok z cytryny dla przełamania smaku, pokruszona grecka feta dla zagęszczenia. a na koniec ustrojenie i dosmakowanie startym parmezanem. Mniam. 

*

Ratunkowy Kadr Teatralny:

Teraz sobie proszę wyobrazić mnie, na scenie, jak biegam z rączkami "klaskającymi głuchoniemo" (ręce nad głową i machamy od łokcia w górę dynamicznie przód-tył) w stanie wzburzenia. protestu.

klaskam do tego utworu. zatrzymuję się co jakiś czas i Tupie. bosą stopą w czarną scenę. i przez tego wkurwa nawet nie mam zadyszki...


nowa PaniH. przychodzi wcześniej do teatru i ćwiczy sobie. mamy różne fajne rzeczy, bo mamy jogę. obciążniki dla tańcujących, gumy do rozciągania. jak się zimno zrobi, to zgapię. 

Dobrego łikendowania :-)


czwartek, 1 października 2026

Wrzesień 85000.

 No i kończę wrzesień na 85 tysiącach statystycznie. I mnie to cieszy. gdyż blog mam trochę ukryty jednak i nie śledzę własnych wyświetleń. gugle robią pod górkę. a tu proszę.

[a i tak mnie namierzą jakieś mendy co drugi post, które wstępu nie mają. Ignoruję. stare zazdrośnice.]]] i to one zapewne też statystki nabijają. no senkju wery macz]


Płynę przez ten wrzesień, inaczej. On jest od pewnego momentu, piękny pogodowo: spacery, rowery, szlajania, światło, plony. ciepło, gołe stopy. słońce. ale dla mnie jeszcze mało. następny będzie dużo spokojniejszy. i na pewno wyjazdowy, jeśli latem nie skorzystamy. 

a wszystko to przez teatr.

W teatrze wrzesień był wyjątkowo ciężki. czego się nie spodziewałam. że aż tak. Zaskoczenie jednak mieli najbardziej.

Byłby dużo mniejszy wysiłek porządkowy rozłożony w czasie a przede wszystkim emocjonalny... gdyby nie dwie zaistniałe okoliczności człowiecze. i choroba. w tym jeden człowiek absorbujący a drugi to Rozczarowanie. zwykły ludzki Fejk.

Drzwi zostały wczoraj domknięte ale nie zamknięte. pozostają uchylone. nie ma za to zaufania. bo jak mieć zaufanie do fejka. ???

no nie ma mowy o nudzie. ale wojna mi niepotrzebna.

[i jeszcze przyjdzie czas na teatralne kobiety. na razie układam chaos]






Najbardziej na świecie chcę teraz wyjechać. żeby złapać dystans. zmienić płytę. ale to jest właśnie ta nieprzyjemna niespodzianka jesienna...Naczelnik ma roboty i zamówienia na grube miliony, a MJ ma wizyty u lekarzy wszystkich stanów i specjalizacji. Kurwa. Mać.
i zrobiło się nieprzyjemnie.

Ale każdego wrześniowego dnia, wstaję z bananem na twarzy, serio. Niespiesznie piję kawę w łóżku, jem śniadanie albo nie, czytam, wychodzę z psem. gadam z sąsiadami. bez biegania i że nie zdążę. Każdego dnia nie pamiętam już placówki :-)

a przyjdzie też moment na znaczące prace tfurcze w spokoju. na większą skalę...

środa, 30 września 2026

82.0010,

 Kto by pomyślał, że ponad osiemdziesiąt tysięcy mi stuknie we wrześniu. a to nie koniec jeszcze odliczania, bo jeszcze dziś.


W poniedziałkowe rano wygrzebuję się długo. a że czas pracy ustawiam sobie sama, to w zasadzie nigdy się nie spóźniam a skoro za dużo, i za ciężkopracuję, to pretensje tylko do samej siebie.
Czas delegować zadania. 
Czas sobie wyznaczać jeden zadań co trzy miesiące na przykład :-)
skrupulatnie z kalendarzem w ręce. no ale najpierw porządki. I nadrabianie zaległości. 
Potem oczywiście szybko szybko w ten poniedziałek i to i tamto. i jeszcze na wtorek zostało. prawie ogarnęłam.
Bardzo wymagające popołudnie zrekompensował cudowny masaż głównie twarzy. Dlaczego nie można tak każdego dnia? pomaga.
i skończyliśmy "Lwice. no grubo z tym serialem. a i jeszcze rozmowy wieczorne z Naczelnikiem. 

Wtorek. dużo więcej zadań, kalendarz w telefonie się skończył...
pisanie, zakupy, gin (wzorowe jajniki),naprawy, zmiany zamków, zakupy, wywalanie wszystkiego na podłogę, wypał, prania...ciągle coś zalega. a tymczasem się za papiery jeszcze nie wzięłam tak do spodu. zamówienia szaf metalowych na dokumenty, przemeblowania.

Niech już paniHania wraca. nowa jest fajna i wszystko zmiecie co niepotrzebne ale wymaga Uwagi. a moja uwaga chce być już gdzie indziej przeniesiona. 
Musk nadal mieli. i choć już emocjonalnie nie szarpie, za to pojawiły się kłopoty z zaśnięciem. przetwarza dane. układa na półkach doświadczenia, tylko nie wiem po co?
a może jednak wiem. dużo czasu poświęcam budowaniu i wyjaśnianiu obrazu.
o 19 byłam już tak zmęczona, że pojechałam do domu. 
a tu kolejny telefon od MJ i kolejny termin październikowy jej kolejnego lekarza...wyjazd staje pod znakiem zapytania. 
i padłam nieprzytomna o 21.
i obudziłam sie o trzeciej. 20. 🙄
i wzięłam tabletkę. to jeszcze pośpię. 

Mija pierwszy miesiąc mojej rzekomej wolności. no ale po co ja taka wyrywna jestem, to nie wiem. wszystko na raz rozgrzebałam. i może byłoby dobrze, gdyby nie jeden chujek. co mi wszystko rozpieprzył. 
asertywność i jeszcze raz asertywność. i konsekwencja. 
Poza tym ciepło. chodziłam wczoraj z bosymi nogami. w lnach, tylko plaża nie w zasięgu, ale to się zmieni, dziś planuję rower. i popołudnie w ogrodzie. dla odmiany. może pojedziemy do Ustki na rybkę. 
za to zaniepokoił mnie wczorajszy alert, że na plaże w ustce wchodzić nie wolno ??