Mam ostatnio tak, że nie biorę do siebie. że to u mnie na blogu ktoś coś przeczytał, czy zobaczył albo ktoś skomentował. Zwłaszcza, jeśli nie miałam tego złego na myśli. a z myśleniem i odczytywaniem intencji na blogach, to wiemy jak jest. Różnie, Nieadekwatnie i zazwyczaj chojowo. [Mnie się zdarzyły fackapy w stosunku do boguducha winnych blogerek i nie zamierzam ich powtarzać]. czyli zmieniłam podejście. Diametralnie. ani się nie zamierzam tłumaczyć nigdy więcej, ani nie zamierzam w ogóle. oraz w dupie mam zdanie nieprzychylnych mi osób, których nawet nie znam 😜
[Bywają takie osobniki, którym wprost piszesz, że nie było o Tobie myślane, i pisane do ciebie i o tobie... i nie ma efektu. ale za to jest bezczeszczenie wizerunku na różnych blogach
🙈🤣ech]
Z drugiej strony, blogownia, to miejsce w którym nie odkrywamy wszystkich kart. można pisać całkiem miłe komentarze i zwyczajnie nie lubić autora. i tylko czekać na okazję, aż się potknie...prawda?😂
a także kilka frustratek się lansuje na blogach.
Dlatego komentarza anonima, że się w dupie poprzewracało nie odnoszę do mojej dupy. 😃
filiżanka po prawej, to jest moje rękodzieło. w ulubionych kolorach.
zrobiłam kilka takich na kawkę czy espresso i zaprzestałam. rozdałam, sprezentowałam i sobie zostawiłam tę jedną. zamierzam wrócić do tematu.
Otóż w tym tygodniu będę lepić i wypalać oraz szkliwić. tak sobie zaplanowałam. Zaczynam dziś. Od dwóch platform do dolnej łazienki. zamieszczę materiał wizualny. i wyjaśnię, w stosownym czasie.
*
A na dziewczyńskiej imprezie piątkowej było fajnie, tak, to dobre określenie.
Głównym zajęciem, było picie wina i zjadanie suszi, ogórków małosolnych, ciasta francuskiego, sałatek. Zaś najprzyjemniejszym ofkorsss obrabianie wiadomokogo. co nam się nie znudzi...nigdy. bo to bardzo wdzięczny temat. choć tak jakby coraz mniej śmieszny a bardziej straszny. i popierdolony. rytualnie.
Odchodzę z placówki Nieodwołalnie, czego raczej nie przyjmują ludzie do wiadomości. a gdy o tym słyszą, to myślą, że rozumieją. Otóż nie rozumieją. problemy szkolne, to najmniejszy problem i umiejscowiony na samym końcu kolejki przyczyn.
Ja zwyczajnie chcę zmienić moje życie, wywalić dogórynogami. Robić więcej sztuki. wziąć udział w artystycznym, teatralnym projekcie moich przyjaciół z goleniowa. chcę połazić spokojnie po Bieszczadach w październiku. i zachwycać się kolorami.
oraz może się do OSP zapiszę 😜
[no nie wierzę, że to piszę. normalnie.🤣🤣🤣]
jesooo jak płaskoZa to wczoraj przez pół dnia byłam rozbita i nieco niewyspana. Naczelnik wyjeżdżał w nocy...może dlatego nie od razu zauważyłam, jaki ładny dzień się zrobił. słoneczny. choć w ciągu dnia wiał zimny wiatr. Najpierw odbębniłam swoje lekcje, dosłuchałam Siembiedy do końca, zaliczyłam dwa nowe odcinki seriali, zaaranżowałam taras na nowo, puściłam prania, a dopiero pod wieczór, gdy wiatr ustał to poszłyśmy z Ciri na długi spacer polami.
I ona znów ganiała zające po tych polach...byłyśmy czujne po ostatnim prawiespotkaniu z dzikiem. A tymczasem na polach Jest pięknie. zieloność buchnęła obficie i zapachy, od dzikich kwitnących jabłoni. A gdy wracałam, to mnie sąsiady zaciągnęły na swój taras i wystawili owoce morza, sery i truskawki oraz szampana...
Przypadek??
Dobrze, że to już dziewiętnasta była. no ale plany samotnego obchodzenia wieczoru z językami i filmem, spaliły na panewce. Rozmowy, o sztuce, o książkach(są właścicielami księgarni), o pogrzebie, o historiach rodzinnych, bo On z Kaszubów a Ona z Wielkopolski (ach mogę słuchać godzinami))
i o podróżach obowiązkowo, nam zdominowały wieczór.
Może pojedziemy pod te Wenecję do kuzynostwa. kto wie ? ja bym pojechała z mety.
Lubię takie nie planowane spotkania.










































