... wykrakali to zjebanie pogody.
W sobotnią noc tańczyłam boso na trawniku, do Dikandy i Greka Zorby, w ogrodzie z którego widać było pola hen hen. i jadłam pyszności i piłam białe wino. a już w niedzielę chmury przywiało. niestety. temperatury spadły ale chociaż nie padało.
tak sobie rozmawialiśmy o tym i tamtym, omijając skrzętnie tematy przykre i smutne, opowiadaliśmy historie z mchu i paproci. i trochę tematy szkolne bo afera na aferze i aferą pogania 😂 i ploty powyjazdowe też były.
(nic nie stracę rzucając robotę, bo mam stały kontakt z ciałem pedagogicznym i od czego jest telefon )))
nie dało się tak do konca ominąć pożarów... i wysnuliśmy teorie, że tu gdzie jesteśmy, to na prawdę nie ma co narzekać na aurę, nie ma anomalii, huraganów, pożarów, tarantuli ...czasem słońce czasem deszcz.
no w zasadzie trudno się nie zgodzić. ale jak na moje parametry i gusta pogodowe, to jednak za dużo deszczu. i pizgania.
Czytam słucham Modrzejewskiego "Oni. jakiś czas temu przeczytałam dwie poprzednie części. kończę go w niedzielę i zaczynam "Gorzko, gorzko. Bator. dobrze się słucha zwłaszcza, że owszem już czytałam. i jestem tą trylogią Bator zachwycona.
Niedzielka była. niestety niechciej mnie nie opuszcza, plany niezrealizowane. za to zobaczyliśmy "Norymbergę z gladiatorem. I powiem wam, że warto sobie zobaczyć. to takie aktualne.
Z niedzieli na poniedziałek Maniek, którego rozdarcia i wrzasków od dawna mam dość. obudza mnie o 3.40. i w efekcie rozpierdolił mi cały dzień. cały plan. Cztery godziny siedziałam w pracowni ze słuchawkami na uszach. i malowąłam. padłam o 8ej i Naczelnik zaniepokojony przyniósł kawę o 11ej. do łóżka, potem pół dnia byłam nieprzytomna. albo i cały. Stary kot, to jest utrapienie, doceniam autystyczną Lucynę, która ma swoje życie i dupy nam nie zawraca.
Coś tam gmerałam w teatrze, szwendałam się po wyprzedażach, ponieważ szukam prezentu gdyż na 30lecie teatru się wybieramy :-)
zanabyłam śliczne kieliszki do wina, do wody. w Home. dla nas. za prawiedarmo.
nazabyłam dzbanek uroczy na prezent dla kogoinnego. i szukam dalej. nie mam pomysłu.
Rozbicie mnie mieliło. niebezpiecznie: wzięłam tacę i usiłowałam nałożyć sałatkę...bez talerza. prowadziłam dziesięciominutowe utyskiwania na fakturowe sprawy z księgowymi, że sklep wystawił termin płatności w dniu zakupu, skandal, bo powinien 7 dni minimum dać na przelew, po czym się okazało, że owszem bez sensu to bicie piany, bo zapłaciłam gotówką...
i takie tam. więc w teatrze tylko przesuwałam meble w gabinecie. szukając fengszłi.
no przykro mi z powodu śmierci Janka Frycza. niestety spodziewam się już tylko takich wieści w kontekście ikon teatru i kina. aktorów, reżyserów...
a dziś obudziła mnie ulewa z Mańkiem do spółki. 🙈
Dziś wchodzę na mate. od tego zaczynam dzień. pierwszy dzień swojego nowego stylu.
Dziś wybieramy się wreszcie na Odyseję. Dziś życzę sobie nadal intensywnego życia ale inaczej. Dziś pomaluję szkolne krzesła(metal i gięta sklejka) i drewniane biurko z lat 70tych w teatrze. którego nie mam serca wywalić, choć nie mam miejsca. bo ma charakter. bo jest znów modne?
Dziś postanowiłam zabrać krzesła sufitowe do teatru. po ostatniej radzie.
czyli same przyjemne rzeczy. spotkają mnie Dziś.
No dobra jednak skomentuje


















































