Tomasz Misiuk. Flirt.
to bardzo wczesne prace, licealne. stoją oparte o ścianę. do wyniesienia, rozstania. tak wiem, fatalne zdjęcia a gównomnietoobchodzi.
No i się zrobiło nieprzyjemnie.
O CELEBROWANIU ŻYCIA I ŚWIATA...
Tomasz Misiuk. Flirt.
No i się zrobiło nieprzyjemnie.
Grafika co wisi u mnie na ścianie. Według mnie świetna. Anny Hesse. mam ich sporo.
Na moich ścianach wiszą prace, które lubię, i stoją prace, które lubię, dzieci, młodzieży, ludzi znanych, przyjaciół, i artystów, jak grafiki A. Jelonek Sochy. czy Małgosi Południak. Mam prace artystów lokalnych. Rzeźby, płaskorzeźby, grafiki, pastele, sztuka użytkowa, serwisy i inne gary... w tym kilka moich, dosłownie dobranych do przestrzeni, tak jak ryby w łazience, ceramiczne i w obrazie. czy martwe w stołowym. a robi się martwa na kominek. traktuje je jak wystrój wnętrza. Ceramikę moją traktuję głównie użytkowo, i to ją czasem sprzedaję.
[więc jeśli ktoś pisze, że prace na moich ścianach są brzydkie, nieprofesjonalne wedle podręcznikowych standardów i w ogóle szajas, to przede wszystkim obraża moich przyjaciół, znajomych, małych artystów i artystów profesjonalnych. obnażając swoją beznadziejną małość i głupość]
Na Prawdę?
Bardzo lubię sztukę współczesną, poszukująca, minimalistyczną, łączącą różne style, materiały, oddupystrony, łamiącą zasady ogólnie przyjęte w podręcznikach (jak kiedyś impresjoniści przeciw akademikom)). i jest kompletnie obojętne czy to malował czy lepił artysta znany czy nie znany.
*
Wszystko się wczoraj wywaliło dogórynogami. w moim prawdziwym życiu. aura mnie zmieliła koncertowo. najlepszym wyjściem było spanie...nie no trochę tam zrobiłam w domku. dziś się jedynie odmładzałam przez mezoterapię. i relax.
Cały czas leje, serio? utoniemy w kałużach i błocie. ślimory nas zeżrą, dorwałam już dwa, które obrabiały mi cukinie ...w kuchni 😮
boję się wyjść do ogrodu.
oto donica z krzewem, który to dar dostałam w prezencie, stoi na kompletnie zalanym tarasie. a że słońca brak, to kolor słabo widać.
No więc dziś nic. kompletnie nic mi robić nie wolno. po zabiegu. to oglądamy drugi sezon Dżentelmenów Guya R. i wyśmienity.
leżę też i czytam.
i tyle.
i lać przestało.
i nie wiem czemu się niektóre oburzają na starebaby,
sztuczna mi napisała :„stare baby” to bezcenny fundament naszego społeczeństwa, bez którego codzienność wielu rodzin po prostu by się zawaliła.
O!
Ryby skończone definitywnie. wiszą w łazienkowym.
Tak, zwiększyłam czcionki. nie żebym jakoś szczególnie oślepła...ale rozumiem, że niektórym lepiej, żeby literki były większe. a nie latają z lewa do prawa ekranu.
Poza tym co? no gupio tak, sieporobiło, ludzie do siebie piszą różne rzeczy w postach, aż mi się chce od razu zagadać albo Zapytać ...a tu dupa blada. panki i pankowie. Odpowiadamy sobie na komenty w postach, nadmieniamy, a ja na przykład straciłam już rozeznanie, gdzie i co i komu miałam co ??
Szybkość reakcji nadaje dyskusji aktualny kształt i dynamikę.
[Sztuko w papilotach:-) artysta to człowiek, który tworzy swoje autorskie rzeczy, szuka swojej drogi, nie kopiuje. choćby nie wiem, jak dobrze to robił. Rozumiem definiowanie ale są tacy co się wymykają definicjom, patrz nieśmiertelny Nikifor. normalnym jest, że w naszych pracach przewijają się nasi ulubieńcy, Kantor, teatr ubogi, Grotowski. Kto z nas nie chlapał farbami po płótnie, kartonie(Pollock)) niech rzuci kamieniem.
Ja nazywam siebie artystką, bo nie podchodzę do tematu na kolanach. bo w teatrze robię od zawsze swoje autorskie rzeczy. techniki zgłębiałam dekadami, studiowałam latami. i żyję tym i kocham to.
Monika dzięki za Folkal Point, wzrusza mnie bardzo]
Teraz głównie czytam, notuję w głowie i tylko zamartwiam się, jak ja dam radę wrócić do tematów, zagadać...niechybnie ucieknie. szkoda. kontakt z drugim człowiekiem jest sensem blogowania również i poszerzanie horyzontów(dziubanie postów dla siebie only mnie nie interesuje. przyjdzie blogger zrobi pstryk i nie ma, pufff.)
Niektórzy prorokują koniec bloggera.
nożeszkurwamać chyba sobie żartujecie? proszę natychmiast odpluć przez lewe ramie. już raz przeniosłam siedzibę i stary blog, dwa lata mojego życia, psu w dupę. nie tym razem, bo tym razem to lat 14
😭😭😭
*
Nadal leje.
a przed chwilą dach patio zajęczał od ulewy. taras zalany.
tymczasem u nas dożynki i koncerty...kurde. nie pojadę, gdy będzie pizgało, i lało. w aucie mam różne różności spakowane do zagrodowej chałupy, w tym obraz haftowany. prezent dla przyjaciółki.
(nie przepadam za haftem i z radością oddaje. no chyba, że to jest zwyczajnie profesjonalna robota i w dodatku miejscowy folklor)
Ten co zostaje ze mną, to jest moja Kraina w kratę :-) jeszcze nie oprawiłam ale on potrzebuje oddechu. jak każdy obraz, więc pewnie właśnie taka będzie oprawa, jaką widać na zdjęciu. tylko niebieskie passepartou wyeliminuje.
apdejt. gdy wrzuciłam post, to się okazało, że się naprawiło uff 😃ale już poszłooo i zmieniała nie będę.
noż wafankulo z tym blogspotem. wszystko się wyjebało do dna. nie ma aktualizacji a teraz nie mogę komentować na własnym blogu, nie mogę komentować u innych. nie zgadzam się z tym.
Nie ma sensu blogowanie bez kontaktu i wymiany. ???
[ tylko frustraci blogują bez komentarzy i zagonione w kozi róg sztuczne inteligencje]
Poza tym leje.
muszę też przemyśleć kilka spraw w teatrze. jak już pisałam przetasowania i pretensje w dodatku, chyba po części słuszne. wczorajszy dzień mnie jednak trochę zmielił emocjonalnie. razem z pogodą.
kilka spraw porządkowych ruszyło, teatr sprzątany do dna. wywalamy nadmiar. czyścimy przestrzeń i okadzamy szałwią.
Wentylator wrócił z reklamacji po ... dwóch miesiącach.
(nie, no ten kraj upadnie, niechybnie upadnie) więc dziś wypał sie wreszcie doczeka.
Wróciłam więc, ugotowałam makaron, gdyż też mogę jeść każdego dnia, sos już był. zjadłam i padłam. ale nie na długo. zadzwonili w sprawie wyjazdu zimowego na narty w Dolomity. czy jedziemy z firmą autokarem? 14 godzin?
jesooo przeraża mnie to, trzeba będzie podejmować decyzje już już .
czy sami wszystko organizujemy ale za to mamy auto do dyspozycji, żeby trochę pozwiedzać, nie tylko przewracać się na stokach.
Podobno jeżdżąc w polszcze i Słowacji gówno widziałam, nie stok. tak twierdzi Naczelnik. porównując osobiście Sellarodne, alpejskie i włoskie autostrady.
*
Do Innego głosu i Moniki zdążyłam tylko napisać komentarz pod poprzednim postem, zanim się zorientowłam, że chujnia z patatajnią.
więc sobie tu wklejam, żeby mi nie uciekło:
"Liczyłam na to, że się odezwiecie :-) i dziękuje Wam za info i historie. bo ja nadal uważam, że historie rodzinne najwięcej opowiadają nam o historii :-) i własne przeżycia subiektywne, są bezcennym źródłem. i rozmowy ze starymi ciotkami są bezcennym źródłem...
Taaak, po polskich klimatach nawet Irlandia nie jest straszna ale w dalszym ciągu mnie to śmieszy 😂 W sumie były dwa państwa katolickie Watykan i Irlandia. ..
Tak wiem. coś tam czytałam o transformacji i sekularyzacji, i wiem co się stało i oglądałam przerażające dokumenty Dlatego dziwi mnie jednak, że po takich przejściach nadal około 70 procent( w 2022 i pewnie spada) deklaruje się katolikami w Irlandii i chodzą słuchy, że młode pokolenie wraca do duchowości katolickiej, oby to była tylko watykańska plota. ekhm.
Czekam na, aż tak głębokie zmiany w kraju tutejszym. Bez odkrywania masowych grobów dzieci ...bo widocznie pedofilia nie wystarczy."
Resztę komentarzy napiszę gdy jaśniepanicz blogspot pozwoli. chyba młodzi ludzie przejęli pałeczkę w tej firmie i dlatego tak się krzaczy
🙈
ciekawe czy nowy post puści???
ps
przyszedł do nas Wielki komar, czyli dron. na grubo z możliwością oświetlania terenu, sygnałem głosowym, że podlatujesz do gościa i mówisz:spierdalaj z mojego ogródka.
i w ogóle do poszukiwań. Teraz tylko Naczelnik musi zrobić kolejne uprawnienia. 🙄
"Ja chciałam tworzyć, nie rodzić.
to stanowi bardzo akuratne podsumowanie mojego rodzinnego życia😃 takie zdanie usłyszałam w nowym serialu, który zaczęłam sobie wczoraj.
*
2 dzień września i nie ma spinki i porannej dramy. noniemożliwe.
i znów niespieszne wstawanie, picie, kawy, bazgranie po płótnie, pisanie, czytanie. Potem dzień w teatrze i gotowanie pasty już w domu.
Najpierw pokroiłam czosnek i rzuciłam go na rozgrzaną oliwę, mięsiste pomidory bawole serca, pokroiłam w kawałki i przykryłam nimi rozgrzany czosnek. dodałam przyprawę magiczną z turcji czy bułgarii, i zabieliłam pysznym serem kozim. Już na talerzu, gdy sos znalazł się na makaronie pokropiłam balsamiko z owoców granatu i balsamiko z czerwonej pomarańczy. Ozdobiłam kwiatami bazylii ogrodowej. no i kilkoma plastrami awokado.
Danie było spektakularnie ładne i dobre.
(mogłabym ten makaron namalować)
W czasie gotowania śpiewała mi Lisa Gerard z Misterium Głosów Bułgarskich (Le Mystère des Voix Bulgares.)
koncert najlepszych połączeń wokalnych w kosmosie.
A wieczorkiem, do serialu, aby nadal tarzać się w smakowej rozpuście, taka oto kombinacja : kulka lodów mango, kulka puchatego koziego sera, świeże maliny, sos ze zmiksowanej jeżyny, i na to znów kwiaty bazylii.
i kieliszek naszej wytrawnej nalewki z wiśni.
No po prostu Odjazd. orgazm.
a serial też interesujący na Netflix, "Moja wspaniała kariera, muza w nim wymiata.
tańczyłam.
i była też : Pietruszka, szałwia, rozmaryn i tymianek. jeden z piękniejszych antywojennych protestów...ballad.
Świat jest pełen splątania. i chujowizny, trzeba sobie robić święto każdego dnia panie i panki, babki i babkowie. nawet w środę i nawet w czwartek. Tak właśnie postanowiłam, że każdy dzień będzie świętem od teraz.
Na razie słonce zaświeca, więc dziś możliw rower. ha. no chyba, że o 11.30 się podejrzanie zachmurzy.
Dzisiejszy dzień będzie też głównie dniem ogrodowym. jutro zamieszczę zdjęcia.
*
z serii dziwadeł:
coś mi się robi, gdy ktoś pisze, że nienawidził szkoły, chodzić do szkoły a teraz nienawidzi chodzić tam do pracy. no i jak ma być dobrze.🙈
nie rozumiem też, jak przed katolicyzmem można było uciekać do Irlandii. 🙄 i proszę mi tu nie tłumaczyć, że to inna odmiana...
Z innej paczki. dostałam dwa obrazy do oprawy. oba to hafty ALE jakie? Mistrzowska praca. jeden powieszę w domu.
[ 69803 na liczniku sierpienia, magiczna cyfra, kiedyś nieosiągalna, dziś się cieszę ale jestem mile zaskoczona.]
Na tarasie boskie Buenos nadal. bo dni i wieczory ciepłe. że spędzamy sobie poniedziałek też na tarasie. w niedzielę siedzieliśmy na poprawinach do nocy. rekompensata za to dziwne lato. Prawda, że dziwne?
Które śmignęło za szybko. choć tyle się działo, że ja jestem ... zmęczona. najnormalniej w świecie zmęczona. teraz bym poszła na dwa tygodnie urlopu, już, zaraz. Poniedziałek kazał mi się błyskawicznie pozbierać i wziąć w garść.
No i oczywiście w związku z przykrym początkiem roku(nie dla każdego))) wczoraj pogoda się spierdoliła. od rana jesień. jak za posmyraniem czarodziejskiego fleta.
Załamanie pogody przyszło w poniedziałek w nocy i w nocy obserwowaliśmy z Naczelnikiem, jak pioruny waliły w Bałtyk, aż się chałupa trzęsła.
i po boskim Buenos...
W życiu tak już jest, że nie ma pustych przelotów :-) w teatrze przetasowania personalne i to mnie obciąża głównie. nawet nie chcę myśleć, co by było gdybym dygała do placówki. 🙈
a tak mam czas, żeby sytuację ratować na bieżąco. i w związku z tym wrzesień się szykuje pełen roboty. ale też przyjemnej, urządzanie, malowanie, czyszczenie przestrzeni:-), wieszanie prac, lepienie, malowanie, wypał.
[i jeszcze Naczelnik ma długi wyjazd na spotkanie z Omanem i ja mam jeden wyjazd. naprzemiennie.]
Wrzesień sresień ale dużo mniej...obciążający.
pamiętam, że zazwyczaj po wrześniu już byłam do spodu złachana, że od ręki bym poszła z powrotem na wakacje. jednym słowem dopóki człowiek pracuje dopóty ma na głowie cudze problemy i w ogóle Problemy ma. zapamiętale ćwiczę asertywność.
Także wczoraj podczas gdy inni już w blokach startowych, śpiewają hymny i inne tam, na baczność oraz przyjmują nadmierną ilość hałasu...ja długo sobie siedzę w łóżku z kawą i lapkiem i książką, czyli otwieram dzień jak lubię. Wchodzę niespiesznie na matę, idę na spacer z Ciri i rano i po południu. Delektuje się. świadomie obserwuję każdą minutę. kryzys w teatrze prawie ogarnięty. zresztą jaki kryzys?
[nad morze nie pojechałam, bo pogoda się spierdoliła, jak już wspominałam ... leje z przerwami ale po południu grzeje słońce i idziemy w pola. narwałam żółtej nawłoci do wazonu.]
Po południu, kiedy radośnie wracałam do domu, korzystać ze słońca i tak już będzie, że będę wracała, kiedy wola w zasadzie. gotować pastę, robić przetwory jesienią.
Będę sobie dziś gotować sos do pasty, z tych pomidorów, którymi zostałam obdarowana. który zamrożę? albo sposobem Agnes. jeszcze się waham.
a za chwilę nasza jabłonka nas uraczy. i znów kilka przetworów wpadnie...muszę kredens z przetworami wybebeszyć. i zamrażalnik. i dokumenty...i muszę odebrać świadectwo pracy. musów jakby całkiem sporo.
[no i ogród na nas czeka. ekhm]
maliny i jeżyny wołają z krzaków. ludzie chodzą do pobliskich lasów na grzyby. ja nie chodzę, nie znam się na grzybach i nie umiem ich robić. jedynie smażyć kurki :-P
Grafik się zapełnia powoli.
Wracam na jogę grupową. Ustawiam fizjo od przyszłego tygodnia. wracam do angielskiego i włoskiego. same przyjemności.
a jednak
...czuję się jakbym nadal żyła letnim teatralnym trybem wakacyjnym. niesamowite.
*
Nie odetnę się od placówki, choćbym chciała, i od szkolnictwa wyższego, mamy w teatrze studentów, licealistów, dzieci...i ich problemy. i z nimi problemy. Mamy w planie spotkania z dziefczętami, najbliższe już we wrześniu. więc się nasłucham.
ps
na śniadanie tortilla wieloziarnista z serem kozim i kwiatkami bazylii. niestety sera koziego nam zostało co niemiara po imprezie i choc sera unikam, to jeść teraz muszę...
Sobota.
Tyle się dzieje jakoś teraz, że mam wrażenie, iż od wczoraj do dziś minęło 5 dni. nie jeden wieczór. ale oboje jesteśmy przebodźcowani i zmęczeni fizycznie. A ile żarcia zostało. o matkoicorko normalnie poprawiny szykujemy :-))
Dom ogarniam, jak wspominałam ale też patrzę co bym chciała. a co muszę. i nie muszę.
Już mnie cieszy, że rano wstaję a na sztaludze stoi sobie duży format a ja sobie podchodzę i poprawiam, dodaje, bazgram... z kubkiem kawy w ręku i w piżamie.😃
[owszem nie odpierdoliło mi drobnomieszczańsko. never. po prostu musiałam wreszcie posprzątać... :-D i to nie koniec]
Towarzystwo imprezowe się rozlazło po domu, zaglądając wszędzie, duża część została przytłoczona nadmiarem, co doskonale rozumiem. jestem nadmiarem ;-)
Naczelnik się sprawdził w roli gospodarza, jak cholera. Goście opuszczają dom po pierwszej w nocy w dobrym nastroju, weseli i głośni i zadowoleni. Dopiero, gdy znoszę ze stołów, pakuję jedzenie do lodówki, widzę, że Naczelnik na bieżąco ogarniał gary, i że od siedemnastej poszły trzy zmywarki a pakujemy czwartą...grubooo
Ruszyłam zastawy świąteczne, po babce Antoninie i w ogóle. dobrze, że sztućców nie zabrakło😅
Miałyśmy z En, jako solenizantki, w zasadzie wszystko załatwione, uszykowane i przygotowane. Palcem nie ruszyłyśmy obie w kwestii gotowania: cztery sałatki zrobiła jej teściowa, koreczki Naczelnik, przepyszną zupę ze świeżych pomidorów, makaron z oliwą i pietruszką i kwiatkami bazylii ugotowała Sister a Naczelnik zrobił do zupy kulki z indyka. En naniosła dobrodziejstw z własnej szklarni, pomidory, ogórki...sałata, bazylia ogrodowa w dużym wiechciu. Do tego faszerowane papryczki, talerz serów zakupiony przez En, to taka fajna sprawa, bo regionalne tam zajawki i nie tylko sery. Do tego bagiety podgrzewane z czosnkiem i masłem. Moja tortilla na słodko, już nie doszła do skutku, podobnie, jak zakupione przez Naczelnika gotowe fajne garmażeryjne dania...ale się nie zmarnował mus ze świeżych jeżyn z miodem, bo podłam do ciasta z kruszonką...i ciasta z galaretką. no i czipsy, orzeszki, winogrona...
Była solidna baza pod solidne picie. że tak podsumuje.
(w pewnym momencie grano na pianinie a ja chyba rzuciłam, o zgrozo, że jest jeszcze akordeon i bębny mamy)
Stoły były nawet trzy, dwa w domu w kominkowym, a trzeci na tarasie. uch. i tak w nocy wyleźliśmy wszyscy na taras, na kanapie leżeć w kupie i na worach sako i szezlongu :-D a i jeszcze Naczelnik rozpalił ognisko w misie prawie pod tarasem.
No było cudnie. i noc ciepła, i nie padało. i lampioniki świeciły.
Dostałyśmy w prezencie ogromne donice ceramiczne, moja szkliwiona w zieleni, z krzewami...kurewa gdzie ja to postawię. teraz.
*
Niedziela.
Zrobiliśmy poprawiny pod wieczór.
Cały dzień oboje leżeliśmy odłogiem(za wyjątkiem prań ofkorss) jeden odcinek Teda Lasso, ech nie znoszę piłki nożnej ale ten serial chrupię, jak świeże bułeczki. mniam.
poza tym w uchu "Postrach. Śmielaka, bo mi lektor podszedł. chyba nadchodzi czas na długie i nudne lektury...w papierze. które stoją i łypią.
system powiesił mi bloga w niebycie. system się krzaczy coraz częściej.
Umarła artystka Dolly. kawał historii umarło razem z nią.
Przynależność pokoleniowa nie jest jedynie ciekawostką. Dotychczasowe tradycyjne podejście nakazywało myśleć, że istnieją trzy pokolenia: dzieci, rodzice i dziadkowie. Świat jednak przyspieszył i bardzo się skomplikował. I co najważniejsze, rozwój technologii w sposób dotychczas niespotykany, wpłynął na zmiany społeczne.
po szaleństwach festiwalowych najbardziej mnie mieliło niewyspanie.
emocje też robiły swoje... pisałam na bieżąco ale jeszcze się muszę z tym skonfrontować. Miska, która teraz w Rzymie sobie pije kawkę za jedno euro, bardzo chętnie by się zamieniła miejscami, tak było. BOSKo. wysyłałam jej filmy i zdjęcia.
Najbardziej wartościowe są spotkania z ludźmi z którymi się nadaje w tych samych rejestrach, ma się wspólne wspomnienia, można wspólnie zaśpiewać i historie przejmujące opowiedzieć i wysłuchać. Przemyślenia sobie zostawię na potem. No i spotkania ze sztuką, z którą nie jest dane spotkać się każdemu śmiertelnikowi, powiem więcej, jest to sztuka dla wybranych : Spektakle offowe. i typowo festiwalowe.
Powróciliśmy niestety za szybko, jak dla mnie, i od razu pod rynnę...
[a delegacja papierowa została. i kurde teraz nie mogę się rozliczyć do końca jeszcze, i pozostaje nadzieja, że kiedyś, jak wytrzeźwieją, to mi ją wyślą]
Powód szybszego powrotu z festiwalu, który trwa do końca tygodnia. to nawet nawet dwa powody : rada i impreza.
Wczoraj odbyła się Ostatnia w moim życiu rada pedagogiczna zamykająca mój Ostatni rok pracy w placówce. I teraz dopiero nastąpił koniec. Wcześniej na grupie odbywały się przygotowania, podział obowiązków i zakupy ciast i owoców. i nastała ta wiekopomna chwila, że Dostałam śliczny wisior, wzruszającą kartkę i wiele pięknych słów, które ze mną zostaną na zawsze. Nie płakałam.
Bo i po co? to moja decyzja. czas już był najwyższy :-)
Poza mną owszem prawie trzy dekady naprawdę fajnych wspomnień( ale i częstego wkurwa) i różnych przygód głównie teatralnych. układu wiązanego. obie roboty się przeplatały. a czasem trzy się przeplatały. ale czas przynosi Zmiany. chwałabogom za te zmiany, inaczej bym zdechła z nudów i Wykończenia organizmu. Bo organizm nie jest studnią bez dna. a zasoby się wyczerpują...a życie mam jedno. a możliwości wiele.
[już w zasadzie pierwsza pięciolatka zaplanowana 😂😃😜]
Nie znam bardziej wykańczającej roboty, niż nauczycielski fach. Serio. ludzie wychodzą pokaleczeni, sfrustrowani, znerwicowani, wypaleni zawodowo. ja miałam zdrowy dystans, i zdrowy balans(choć nie do konca, bo całe życie z wariatami) gdyż byłam zatrudniona głównie na pół etatu, a i tak oberwałam solidnie.
No i nie ma odsapu, zapierdalam w chałupie, bo w sobotę impreza na 14 fajerek, czyli nauczycielki przychodzą wódkę pić. 🙈
więc dom należy przygotować, i w sobotę czekają zakupy i gotowanie, przyjadą dwie pomagać a przy okazji się nagadamy. potem przyjadą pozostałe. ..
A następnie się zacznie robota i ustawianie zajęć w teatrze. ale na razie tak daleko, jak przyszły tydzień nie sięgam ;-) muszę przeżyć ten oto. i się nie rozchorować z powodu tempa i przeżyć i emocji. serio, serio.
*
Apropo,s kłamania, to po co mówić rzeczy przykre, na koniec ...nie jest to miejsce i czas.
więc powiedziałam im, że ich kocham a co tam, niech mają.
Naczelnik się dopytywał, jak się czujesz, ijak sieczujesz... No jeszcze nie wiem?? pewnie już w pierwszym tygodniu poczuję różnice, a może w drugim a może wcale a może ... są w lesie.
Bo ja, tak po prawdzie nigdy nie byłam na prawdę jedną z nich, ja tylko tak ładnie kłamałam 😛
PS
Po wyminie w komentarzach pod poprzednim postem, chyba muszę coś wyjaśnić.
Nie uważam, że młode pokolenie jest głupsze, gorsze czy całkiem do dupy. jest diametralnie inne. i ja jeszcze nie oceniam, choć mam refleksje. ale kijem Wisły zawracała nie będę.
Ja się dostosowuję do sytuacji. Bo umiem 😂posiadam zdolność zawaną w skrócie inteligencją.
(Inteligencja to ogólna zdolność umysłowa do rozumienia, uczenia się, myślenia abstrakcyjnego oraz efektywnego radzenia sobie i adaptacji w nowych lub zmieniających się sytuacjach.)
Otóż ja uważam, że bardzo szybki rozwój technologii ma związek z ogromną przepaścią pokoleniową aktualnie. Tempo zmian technologicznych po raz pierwszy w historii ludzkości wyprzedziło naturalny cykl wymiany pokoleń.
i nie będę tu pisała o kłopotach seniorów...wynikających z odwrócenia ról.
Tylko skopiowałam kilka ważnych faktów, nawet nie wszystkich Tylko dla mnie ważnych :
Najpierw Ja.
mianowicie ja czerpie wiedzę z książek i opracowań naukowych oraz sama wyciągam wnioski. sama piszę !! nie wyręcza mnie AI, sama czytam ze zrozumieniem :-)) niepokoi nieumiejętność budowania relacji, rozluźnienie więzi, wkurwia mnie ubogizacja języka i ta skrótowość...i ekshibicjonizm na FB, brak lojalności, hipokryzja, zakłamanie, oraz egocentryzm.
Teraz co napisała AI:
Świat się toczy i telepie, straszą wojną i obchodzą rocznice a ja a my w totalnym oderwaniu. w procesie sztuki absolutnej. W radości, przetwarzaniu i oparach absurdu i alkoholu.
Za tym tęskniłam bardzo.
Znam ten spektakl bardzo dobrze ale i tak mnie trzepie. może właśnie dlatego. Pieśni zwłaszcza. Wolałam wersję z pierwszą ekipą. A teraz mały chłopak mówi : nie rusza mnie, że pięćdziesiąt procent narodu mówi, że nie jestem człowiekiem.
I strzał. Między oczy.
[Czy ja dobrze odczytałam, że różnica pokoleniowa jest aż tak ogromna. no jest jest i jeszcze się tutaj o tym zająknę]
Bo ja też tak twierdzę, obserwuję, potwierdzam, że tak. Oni mają jednak bardziej w dupie. Dokoła zresztą same dopochrony. Rodzice, szkoła, banda psychologów, prawo...a samobójstw jakby więcej.
We give a fuck.
Dawno nie spaliśmy w takim hotelu. I pomyśleć, że kiedyś to był luksus. Obogowie. festiwalowy ofkors.
W sobotę kolejny dzień festiwalu. I kolejny świetny spektakl "Sen nocy letniej. Uśmiałam się prawdziwie. I serdecznie. a że ludu się nalazło, to siedzieliśmy na scenie. i potem tyłki nas bolały. i ekhm wstać nie mogliśmy.
No i znów rozmowy po koncercie, tylko tym razem już nieco szerszy zasięg. nie tylko o teatrze, sztuce, historiach przykrych i nieprzykrych. o przeszłości ale i o przyszłości.
gorzki post mi się szykuje też.
Refleksje, podsumowania, wizje bez teatru, z teatrem. nie mogę się zdecydować.
Nadal tkwię w tym świecie odrealnionym. z ogromną przyjemnością. I wiem przecież, że jedyną liną cumowniczą, która mnie ściągała w dół Była placówka.
i trzeba wracać, bo rada końcowa, się szykuje 🤮i mus przeciąć line.