Piątek.
Do pałacu Dolmabahce weszliśmy jedną z kilkunastu bram wiodących. Większość od strony wody. Było gorąco jak zwykle, temperatura oscyluje w okolicach trzydziestu. Gdyby nie ciągły wiaterek od Bosforu możnaby tu polec. Po bardzo dobrym śniadaniu, jak zwykle. Kuchnia hotelowa serwuje sporo tutejszych rarytasów. I słodkości i niespodzianek. Tym razem jeść nam się nie chciało. Za bardzo.
Pałac wybudowano w 19 wieku z rozmachem i przepycham, jakich mało. Luwr z Wersalem mogą czapkować. Wzorowano sie jeszcze na kilku innych. Styl europejski. Barok, rokoko i neoklasycyzm. Największa kolekcja kryształowych żyrandoli. Jeden, który jest prezentem od królowej Wiktorii waży 4,5 tony. Jest największym żyrandole na świecie. Unikatowe meble. 285 pokoi, dywany, łóżka, kolekcja obrazów, rzymskie kolumny, ogrody, skóra z niedźwiedzia - misze podarował sułtanowi car rosyjski.
Przepych i wszystko na pokaz.
no warto zobaczyć co zatopiło Osmanów.
Zwiedzaliśmy go blisko trzy godziny. W międzyczasie herbatka stokrotkowa w jednej z restauracji, kurnik z kurami, perlicami i pawiami. Niestety raz w czas coś jest wyłączone z turystycznego obiegu.
Tym razem pawilon z kryształowymi Schodami.
























































