niedziela, 13 września 2026

o Rybnym w Rybnym. Teatralnym w teatrze i o zdemolowaniu wioski.

 Ryby wklejone w ścianę górnej łazienki


te przywiozłam z Rodos.

[Jeśli nie wrzucam na bieżąco historii, to zawsze notuje, zapisuje. myśli, uczucia, odczucia. zdarzenia, żeby nie zgubić. i one wcześniej czy później się odnajdą.]

 blogger zawisł w powietrzu. gugle ma coraz większe problemy przy aktualizacjach...pytam sztucznej co się dzieje : błędne algorytmy AI i masowe blokady.
 Google przyznało, że była to gigantyczna fala tzw. false positives (fałszywych alarmów). Większość niesłusznie zablokowanych stron została już automatycznie przywrócona przez inżynierów, jednak część użytkowników nadal musi ręcznie wysyłać odwołania (Request review) w swoim panelu

Blogger nie jest dla Google usługą priorytetową (w przeciwieństwie do YouTube czy usług AI Cloud). Platforma rzadko otrzymuje nowe funkcje, a jej kod i szablony są przestarzałe. Kiedy Google wprowadza globalne zmiany w zabezpieczeniach swoich serwerów, stara infrastruktura Bloggera często na tym cierpi...
*
w teatrze
Nie ma pani sprzątającej już kolejny miesiąc. Jest zastępstwo. które to Zastępstwo wywala wszystko do spodu z każdego pomieszczenia i robi porządki i czyści przestrzeń. Ale wreszcie panizastepująca weszła do jaskini lwa, zanim zdążyłam zareagować. spóźniłam się...
i wybebeszyła ową. nie wiem czemu ludzie nie słuchają? 
[proszę nie robić tu rewolucji. to jest miejsce paniProszejaciebie. ona wraca w październiuku...ale paniZastepstwo zdaje się ma  misję. 🫣]

Zbladłam. i mało nie zemglałam, jak powiadała babka Antonina.
(aprops babki Antoniny i antenatów, oprawiam monidła i wieszam lub stawiam na belkach mojego domu)


[zapewne ani babka Antonina ani dziadek Roman, nie marzyli o platformach internetowych]

Ale jak już wybebeszyła ten kantorek właściwej panisprzątającej, to się zabrałyśmy za segregację i poszły puste puszki po farbie, kije plastikowe, stare wariatki od plast.kijów. itepe oraz znalazło się 6 pudelek jednorazowych rękawiczek...misek i wiader,wiaderek.doniczek,podstawek.. i rozpoczęła się moja  nierówna walka pozbawiona godności...żeby jednak część łupów zachować😬  
owszem szarpałyśmy się o pewne rzeczy. niemniej wynik wydaje się zadawalający. dla mnie, bo gorzej z PaniąProszejaciebie
(teraz chyba muszę wziąć wolne ja, co najmniej na tydzień, gdy wróci właściwa osoba sprzątająca, żeby jej FOCH przeszedł.)

Nowy czapter mus zacząć od wymiatania pajęczyn. 
chyba taka zasada psychologiczna. i dobrze. to ma sens. Widzę. i płaczę.
Przez cały teatr przejdzie przeciąg, bo się nazbierało. poza tym trzeba miejsce na nowe zrobić. i Stare. Powoli, bo tego armagedonu się nie spodziewałam no ale jak już zaczęłyśmy. to warto postawić kropkę nad Z. w każdym razie wiercenie i wieszanie plakatów festiwalowych, spektaklowych, zdjęć i poukładanie papierów... się odsunęło w czasie. Na razie wymiatamy pajęczyny i tak nam zejdzie do końca miesiąca. bo już 😬prawie połowa września.
 Owszem wrzesień jest zawsze ciężkim miesiącem, nawet bez szkoły...czytam sobie Siebie sprzed roku, dwóch(ot, tak, żeby mieć jeszcze większą satysfakcję))) ...nauczyciele w połowie miesiąca już ciągają nosem po ziemi. Gdybym nie robiła porządków, byłoby mi łatwiej. no ale widomo. w domu już się chyba uspokoję na ten moment. bo na wszystkich frontach zapierdolu nie dźwignę fizycznie.  
[ach i jeszcze dzieciory chorować zaczęły, więc już zaraz nauczycielstwo i instruktorstwo się też rozkładać zacznie.]

Zawsze we wrześniu byłam chora. no ale nie rozpędzaj sie Teatralna, nie rozpędzaj...jeszcze się wrzesień nie skończył. prawdaż. tfu tfu.
Obserwuję zaprzestanie mycia włosów. tak się obawiałam, że popadnę w abnegację. włosy związuję i zawiązuje kolorową chustkę na głowie, a na włosach dziś różne oleje będę nosić pod chustą. no i ubieram się jużcałkiem jak popierdolona artystka. gdyż nie ma Żadnych ograniczeń, jest teatr, sztuka i wyobraźnia. nieokiełznana.

*
ach, wioska moja przeżywa wstrząs, bo robią nam chodniki i ścieżkę rowerową i ...w związku z tym rozpierdol, że hoho. i ukazały się różne dziwności, gdy wycieli krzaki.
*

Za dwa tygodnie będę smażyć powidła śliwkowe, wczoraj zbierałam dereń. na czworaka pod krzakiem. ostatni raz. będę ślepa i głucha na sąsiedzkie nawoływania. 
[blogosławiony blog, wszystko wiem, co, gdzie, kiedy ? noo ludzie, gdyby to nagle znikło, to chyba tylko rozpacz i niewiedza.]

Zauważam, że coraz zimniej w domu. a ja mam zagwozdkę Pierwszy raz w życiu występuje ten fakt, więc mus mi go odnotować, otóż nie pakuję na leże zimowe letnich lnianych ciuchów, bo Podobno wybieramy się w październiku na wyprawę i nie wiem doprawdy, jakie ciuchy mi będą potrzebne.  to będzie chyba🙄południe Europy...możliwe, że na reszcie Florencja?? przez Słowenię ale zawsze to w okolicach 20tu?? a możliwe, że to będzie Afryka, to wtedy wiadomo. same lny. i możliwe są też Bieszczady...

W sumie ja mam głównie rzeczy miłe Teraz(podążając za Nielotką)  ale i niemiłe co bym kocem przykryła, a nie mogę, bo Rewolucja ma swoje prawa.

*
Ploteczki, zdumiewajki, podśmiechujki :

Cały czas odzywa się jakiś starygrat rodzaju żeńskiego zapewne
 :-D próbując zaistnieć. a tu spierdalawka na wstępie. nie ma i nie będzie wjazdu starygracie. i za klasykiem, Załóż sobie bloga, i tam się wytrząsaj na temat poszczególnych blogerów. 
To się zrobiło osobliwe zjawisko na marginesie blogowania. niektóre opowiadaczki historii, mają pretensje, do całej blogowni, wytykają co im się nie podoba i jak przeszkadza im komentowanie. zwłaszcza, to okropnie zauprzejme. i komplimenty dla innych. wieszczą też upadek blogów, zwłaszcza tych pisanych latami  ... z dalekimi zasięgami, w jakimś konkretnym stylu, że upadną bo ... nie są tak ładne, i poprawne jak ich. i tak ciekawe jak ich. 
🙄

no cusz piszę to w kontekście, że i ja się czepiałam baśki katopato (inaczej jej nie nazwę) ale przestałam, bo wyrosłam :-) i w dodatku baśki nie zmienię. poddałam się. odpuściłam, jak wiele rzeczy. baśka jest jak opoka, jak biblia tysiąclecia...jak kamień milowy.
Taka byłam brutalna czasem...
ale Ja już jestę dorosła. i świat mnie przestał dziwić. i nawet dziwoląg baśka mnie przestała dziwić. 

*wszoku jestę, że mnie skanują, wyznawczynie gwiazdy.

* i znów pierdololo o wojnie i że ruskie nas napadną, a ja poczytałam swojego zeszłorocznego wrześniowego bloga i co? i było to samo🙈. Znaczy ruskie trolle robią robotę. nu nu poliaki, jak nie przestaniecie wspierać Ukrainy, nu nu poliaki  i europejczyki. 
uchuchu 
cienko pierdzą już ruskie, pod siebie robią i podobno Syberię przehandlowali chinom...



rzeczony dereń, już w słoju. zasypany cukrem.

i dzisiejszy wschód słońca. A zobaczyłam sobie poruszający dramat biograficzny Ścieżki życia (The Salt Path) z 2024 roku, w którym Gillian Anderson gra główną rolę u boku Jasona Isaacsa. Zmienił mi nieco optykę.



piątek, 11 września 2026

o zepsuciu. i o blogowych frustratkach.



amerykańska jakość ich mać, blogger nadal zepsuty, nie aktualizuje. a ja nie mam czasu zwyczajnie sprawdzać, czy aby ktoś nie napisał. nie wiem czego tam jeszcze nie robi. lubię gdy życie mi się ułatwia, nie utrudnia. nie histeryzuje i wyrywam włosów z głowy ale wkurwia mnie bylejakość we wszystkim. 

*


Będę uprawiać tykwy. I malować je. 

Siedzimy na ganku z kieliszkiem różowego tym razem. i ja zostawiłam ten dzień za sobą...  w sumie nawet fajny. ale oczywiście  nie może być idealnie. Wentylator właśnie naprawiony przestał działać po 5 minutach a wypał poszedł i nie było odwrotu... Domyślam się, że dziś panisprzątająca dostanie zawału. bo piec się wyłączył i będzie wył.

[cieszyłam się, że nareszcie włączę wypał i zobaczymy co się wydarzy. ach już by się mogło to niekończące się never ending story skończyć. 
bo mnie wkurwia.]

Spotkałam się z Miśką, która właśnie wróciła z Rzymu, Madrytu, Barcelony. w cukierni nowo otwartej. było słodko-gorzko. Zostawiam sobie już niewiele osób do przejmowania się nimi, ich życiem i problemami, wśród nich jest Miśka. młoda dzielna dziewczyna. po łódzkiej filmówce. która walczy o siebie, o pracę, o marzenia i z dramatami rodzinnymi. 
- Miśka, czy ty też gubisz się na centralnym w Warszawie, pytam
- tak, cały czas...
- jak to jest do diabła, że człowiek lata po świecie, ogarnia biglotniska a na warszawskim pekapie czuje się, jak w labiryncie, czy to szaleniec projektował? czy co.



Siedzimy więc wśród obficie kwitnących kwiatków, w powietrzu czuć jesień. ciepło choć wietrznie a wieczór powoli zapada...


Dostałam szczepkę tej niezwykłej hoi o sercowatych liściach. 




a na stole w kominkowym stoją łupy czyli jabłka z dzikiej jabłonki polnej i słodkie winogrona.

 i teraz idę na spacer, bo znów przyjemnie letnio i ciepło. i szybka decyzja, jadę na rowerze:-) do teatru.
[a o blogowych frustratkach będzie następną razą i to absolutnie nie w kontekscie ostatniej dyskusji o telefonach]


środa, 9 września 2026

nie było nas, był las...

 


Poszłyśmy na długi spacer z Cirillą. księżniczką Cintry. dzień był wyjątkowo letni, piękny, ciepły. a las pachniał i dawał chłód. to było dzikie miejsce. teraz w związku z budową domów w dolince, którą przyrodniczo zdewastowano, las jest rozjeżdżany rowerami, kładami, moturami...chujwi czym.

taka sytuacja.





Ciri biegała, jak szalona z góry na dół i odwrotnie. z kijem. 

Dzień był wyjątkowy, suchy słoneczny, ciepły. obogowie co to był na dzień letni...Ostatki. zimowity wyłażą na potęgę. aż nie mogłam się ogarnąć. ciśnieniowo chyba też, pościel schła na sznurze, dom napełniał gorącym suchym powietrzem i teatr. 

W teatrze zrobiłam zasadniczy porządek z książkami. jeszcze nie ostateczny ale poszłooo sporo do oddania do biblioteki wiejskiej i na półki w punktach brania za darmo. 
[tylko teraz muszę namierzyć woła, który mi to wszystko wyniesie.]

Wieczorkiem wizyta w innym ogrodzie


i dwa przytulasy.

a dziś znów zimno. rozniesie mi łeb.

wtorek, 8 września 2026

stan umysłu.

Tomasz Misiuk. Flirt.


Hłasko.
to bardzo wczesne prace, licealne. stoją oparte o ścianę. do wyniesienia, rozstania. tak wiem, fatalne zdjęcia a gównomnietoobchodzi.

No i się zrobiło nieprzyjemnie. 

zmieniłam kołdrę na zimową, razem z pościelą. Odpoczęłam w niedzielę, aż dostałam odcisków na tyłku. 
wiało. do południa i lało a potem mi się nie chciało. 
ja chyba nie lubię deszczu, a już gdy pada długo, to popadam w melancholię i następnie szaleństwo. I wręcz widzę i słyszę proces gnilny. w domu pachnie wilgocią. i słabo schnie. Tan międzyczas przedjesienny i jesienny oraz przedwiosenny i wiosenny jest najgorszy. zanim odpalimy grzanie. 

w teatrze podobnie.

W teatrze generalka nam wyszła w kuchni, kilka siatek wyniesione na śmietnik...i dobrze. teraz czas na moje pomieszczenie, garderoby i niestety książki...cięgiem poszukuję inspiracji(To przeczytałam), co z nimi zrobić, jak przerobić. dosłownie. albo bardziej wyeksponować, co przestawić? gdzie ułożyć? żeby wystąpiła funkcja: do poboru, zabrania przytulenia. adoptowania.. niestety niektórych się już nie da.

Wczoraj odpaliłam piec elektryczny w gabinecie, bo przy kompie, to już nie dałam rady. ubrałam się zbyt letnio choć w skarpetkach. w dupkę było zimno.
Potem Fizjo i opieprz, że spięcie straszne. dziś ramiona mnie bolą bardzo. no nic pójdę na jogę, to rozciągnę.

Ogród w tym roku deszczowym z zasady, przeplatanym ciepłem, bujnął się obficie. i lelije około trzy metrowe i motyli krzew budleja, krzewuszka w kilku kolorach, hortensje, hibiskusy i inne. 
i zwane chwastami też.





Ploteczki, zdumiewajki...

*w placówce dyra zabroniła nauczycielom używać tel. kom. w związku z zakazem dla uczniów. chyba siękomuś coś ten.
kto tu jest dorosły a kto jest niedorosły??
[nauczycielstwo to stan umysłu. niektóre nigdy nie wyjdą łbem z nauczycielstwa, ciągle by poprawiały. podkreślały na czerwono. i jak dyra mojej byłej placówki, stosowały zasadę: uczeń nie może, to nauczyciel też nie powinien. a już, jak mają kija w dupie, to Dramat Panie.] 

*co byśmy nie napisali o artystach, to będziemy bić pianę, bo już chyba wszystko zostało przerobione i powiedziane w każdą stronę. niejako.
* poza tym dziwię się i dziwić nie przestanę, że ludzie potrafią się tak oszukiwać. no no. i wystawiać na śmieszność 🙈

*w końcu do mnie dotarło : bożeboże jestem maniaczką posiadania rzeczy niepotrzebnych 🙈

*jakaś fatalna sytuacja polityczna się robi w europie. jeszcze nie panikuję. to co się wydarza było do przewidzenia. ludzie to potfory. 


Zaczęłam słuchać Wiedźmina, "Rozdroże kruków. dla czystej przyjemności. bo czytałam już przecież w papierze, gdy się tylko ukazała. i z ogromną przyjemnością słucham Englerta. natomiast owszem młody Geralt mnie zaskoczył i śmieszy. bo w papierze nie słychać. 

na koniec Ciri księżniczka Cintry z kotkiem w łóżku :-) cudowne przebudzenie.




Apdejt.


niedziela, 6 września 2026

Głupość odziedziczona.

Grafika co wisi u mnie na ścianie. Według mnie świetna. Anny Hesse. mam ich sporo.

Na moich ścianach wiszą prace, które lubię, i stoją prace, które lubię, dzieci, młodzieży, ludzi znanych, przyjaciół, i artystów, jak grafiki A. Jelonek Sochy. czy Małgosi Południak. Mam prace artystów lokalnych. Rzeźby, płaskorzeźby, grafiki, pastele, sztuka użytkowa, serwisy i inne gary... w tym kilka moich, dosłownie dobranych do przestrzeni, tak jak ryby w łazience, ceramiczne i w obrazie. czy martwe w stołowym. a robi się martwa na kominek. traktuje je jak wystrój wnętrza. Ceramikę moją traktuję głównie użytkowo,  i to ją czasem sprzedaję.

[więc jeśli ktoś pisze, że prace na moich ścianach są brzydkie, nieprofesjonalne wedle podręcznikowych standardów i w ogóle szajas, to przede wszystkim obraża moich przyjaciół, znajomych, małych artystów i artystów profesjonalnych. obnażając swoją beznadziejną małość i głupość] 

Na Prawdę?

Bardzo lubię sztukę współczesną, poszukująca, minimalistyczną, łączącą różne style, materiały, oddupystrony, łamiącą zasady ogólnie przyjęte w podręcznikach (jak kiedyś impresjoniści przeciw akademikom)). i jest kompletnie obojętne czy to malował czy lepił artysta znany czy nie znany. 

*

Wszystko się wczoraj wywaliło dogórynogami. w moim prawdziwym życiu. aura mnie zmieliła koncertowo. najlepszym wyjściem było spanie...nie no trochę tam zrobiłam w domku. dziś się jedynie odmładzałam przez mezoterapię. i relax.


Cały czas leje, serio? utoniemy w kałużach i błocie. ślimory nas zeżrą, dorwałam już dwa, które obrabiały mi cukinie ...w kuchni 😮

boję się wyjść do ogrodu. 

oto donica z krzewem, który to dar dostałam w prezencie, stoi na kompletnie zalanym tarasie. a że słońca brak, to kolor słabo widać.


No więc dziś nic. kompletnie nic mi robić nie wolno. po zabiegu. to oglądamy drugi sezon Dżentelmenów Guya R. i wyśmienity. 

leżę też i czytam. 

i tyle. 

i lać przestało. 

i nie wiem czemu się niektóre oburzają na starebaby,

sztuczna mi napisała :„stare baby” to bezcenny fundament naszego społeczeństwa, bez którego codzienność wielu rodzin po prostu by się zawaliła.

O!

sobota, 5 września 2026

Nie straszcie.


szukam tego obrazu ...każdego dnia.



Ryby skończone definitywnie. wiszą w łazienkowym.


 Tak, zwiększyłam czcionki. nie żebym jakoś szczególnie oślepła...ale rozumiem, że niektórym lepiej, żeby literki były większe. a nie latają z lewa do prawa ekranu. 

Poza tym co? no gupio tak, sieporobiło, ludzie do siebie piszą różne rzeczy w postach, aż mi się chce od razu zagadać albo Zapytać ...a tu dupa blada. panki i pankowie. Odpowiadamy sobie na komenty w postach, nadmieniamy, a ja na przykład straciłam już rozeznanie, gdzie i co i komu miałam co ??

Szybkość reakcji nadaje dyskusji aktualny kształt i dynamikę.


[Sztuko w papilotach:-) artysta to człowiek, który tworzy swoje autorskie rzeczy, szuka swojej drogi, nie kopiuje. choćby nie wiem, jak dobrze to robił. Rozumiem definiowanie ale są tacy co się wymykają definicjom, patrz nieśmiertelny Nikifor. normalnym jest, że w naszych pracach przewijają się nasi ulubieńcy, Kantor, teatr ubogi, Grotowski. Kto z nas nie chlapał farbami po płótnie, kartonie(Pollock)) niech rzuci kamieniem.

Ja nazywam siebie artystką, bo nie podchodzę do tematu na kolanach. bo w teatrze robię od zawsze swoje autorskie rzeczy. techniki zgłębiałam dekadami, studiowałam latami. i żyję tym i kocham to.

Monika dzięki za Folkal Point, wzrusza mnie bardzo]

Teraz głównie czytam, notuję w głowie i tylko zamartwiam się, jak ja dam radę wrócić do tematów, zagadać...niechybnie ucieknie. szkoda. kontakt z drugim człowiekiem jest sensem blogowania również i poszerzanie horyzontów(dziubanie postów dla siebie only mnie nie interesuje. przyjdzie blogger zrobi pstryk i nie ma, pufff.)

Niektórzy prorokują koniec bloggera. 

nożeszkurwamać chyba sobie żartujecie? proszę natychmiast odpluć przez lewe ramie. już raz przeniosłam siedzibę i stary blog, dwa lata mojego życia, psu w dupę. nie tym razem, bo tym razem to lat 14 

😭😭😭

*

Nadal leje.

a przed chwilą dach patio zajęczał od ulewy. taras zalany. 

tymczasem u nas dożynki i koncerty...kurde. nie pojadę, gdy będzie pizgało, i lało. w aucie mam różne różności spakowane do zagrodowej chałupy, w tym obraz haftowany. prezent dla przyjaciółki.

(nie przepadam za haftem i z radością oddaje. no chyba, że to jest zwyczajnie profesjonalna robota i w dodatku miejscowy folklor)

Ten co zostaje ze mną, to jest moja Kraina w kratę :-) jeszcze nie oprawiłam ale on potrzebuje oddechu. jak każdy obraz, więc pewnie właśnie taka będzie oprawa, jaką widać na zdjęciu. tylko niebieskie passepartou wyeliminuje.


Wczoraj miałam kolejny pracowity dzień. wizyta w placówce, 🙈 i potwierdzenie słuszności decyzji 😂

Potem teatr i ciąg dalszy fizycznej roboty. przepracowywanie tematów w głowie. wróciłam znów bardzo zmęczona. fizycznie i psychicznie. ale zgodnie z postanowieniem, znalazłam czas na festen.
leżałam na kanapie w moim gabinecie i czytałam :-) oraz zapisywałam planowane zmiany, zmieniałam ustawienia...zawieszenia. meblowałam. opiłowywałam mebel któremu nadaje nowy wygląd i przeznaczenie.
Uwielbiam to. 


apdejt. gdy wrzuciłam post, to się okazało, że się naprawiło uff 😃ale już poszłooo i zmieniała nie będę. 

piątek, 4 września 2026

no ale teraz to się porobiło 🫤

noż wafankulo z tym blogspotem. wszystko się wyjebało do dna. nie ma aktualizacji a teraz nie mogę komentować na własnym blogu, nie mogę komentować u innych. nie zgadzam się z tym. 

Nie ma sensu blogowanie bez kontaktu i wymiany. ???

[ tylko frustraci blogują bez komentarzy i zagonione w kozi róg sztuczne inteligencje]

Poza tym leje.

muszę też przemyśleć kilka spraw w teatrze. jak już pisałam przetasowania i pretensje w dodatku, chyba po części słuszne. wczorajszy dzień mnie jednak trochę zmielił emocjonalnie. razem z pogodą. 

kilka spraw porządkowych ruszyło, teatr sprzątany do dna. wywalamy nadmiar. czyścimy przestrzeń  i okadzamy szałwią.

Wentylator wrócił z reklamacji po ... dwóch miesiącach. 

(nie, no ten kraj upadnie, niechybnie upadnie) więc dziś wypał sie wreszcie doczeka.

Wróciłam więc, ugotowałam makaron, gdyż też mogę jeść każdego dnia, sos już był. zjadłam i padłam. ale nie na długo. zadzwonili w sprawie wyjazdu zimowego na narty w Dolomity. czy jedziemy z firmą autokarem? 14 godzin? 

jesooo przeraża mnie to, trzeba będzie podejmować decyzje już już .

czy sami wszystko organizujemy ale za to mamy auto do dyspozycji, żeby trochę pozwiedzać, nie tylko przewracać się na stokach.

Podobno jeżdżąc w polszcze i Słowacji gówno widziałam, nie stok. tak twierdzi Naczelnik. porównując osobiście Sellarodne, alpejskie i włoskie autostrady. 


*

Do Innego głosu i Moniki zdążyłam tylko napisać komentarz pod poprzednim postem, zanim się zorientowłam, że chujnia z patatajnią. 

więc sobie tu wklejam, żeby mi nie uciekło: 

"Liczyłam na to, że się odezwiecie :-) i dziękuje Wam za info i historie. bo ja nadal uważam, że historie rodzinne najwięcej opowiadają nam o historii :-) i własne przeżycia subiektywne, są bezcennym źródłem.  i rozmowy ze starymi ciotkami są bezcennym źródłem...

Taaak, po polskich klimatach nawet Irlandia nie jest straszna ale w dalszym ciągu mnie to śmieszy 😂 W sumie były dwa państwa katolickie Watykan i Irlandia. .. 

Tak wiem. coś tam czytałam o transformacji i sekularyzacji, i wiem co się stało i oglądałam przerażające dokumenty Dlatego dziwi mnie jednak, że po takich przejściach nadal około 70 procent( w 2022 i pewnie spada) deklaruje się katolikami w Irlandii i chodzą słuchy, że młode pokolenie wraca do duchowości katolickiej, oby to była tylko watykańska plota. ekhm. 

Czekam na, aż tak głębokie zmiany w kraju tutejszym. Bez odkrywania masowych grobów dzieci ...bo widocznie pedofilia nie wystarczy."


Resztę komentarzy napiszę gdy jaśniepanicz blogspot pozwoli. chyba młodzi ludzie przejęli pałeczkę w tej firmie i dlatego tak się krzaczy 

🙈

ciekawe czy nowy post puści???

ps

przyszedł do nas Wielki komar, czyli dron. na grubo z możliwością oświetlania terenu, sygnałem głosowym, że podlatujesz do gościa i mówisz:spierdalaj z mojego ogródka. 

i w ogóle do poszukiwań. Teraz tylko Naczelnik musi zrobić kolejne uprawnienia. 🙄

czwartek, 3 września 2026

o tym, że Pietruszka, Szałwia, Rozmaryn i Tymianek.

"Ja chciałam tworzyć, nie rodzić. 

to stanowi bardzo akuratne podsumowanie mojego rodzinnego życia😃 takie zdanie usłyszałam w nowym serialu, który zaczęłam sobie wczoraj.

*

2 dzień września i nie ma spinki i porannej dramy. noniemożliwe.

i znów niespieszne wstawanie, picie, kawy, bazgranie po płótnie, pisanie, czytanie. Potem dzień w teatrze i gotowanie pasty już w domu. 

Najpierw pokroiłam czosnek i rzuciłam go na rozgrzaną oliwę, mięsiste pomidory bawole serca, pokroiłam w kawałki i przykryłam nimi rozgrzany czosnek. dodałam przyprawę magiczną z turcji czy bułgarii, i zabieliłam pysznym serem kozim. Już na talerzu, gdy sos znalazł się na makaronie pokropiłam balsamiko z owoców granatu i balsamiko z czerwonej pomarańczy. Ozdobiłam kwiatami bazylii ogrodowej. no i kilkoma plastrami awokado. 

Danie było spektakularnie ładne i dobre. 

(mogłabym ten makaron namalować)

W czasie gotowania śpiewała mi Lisa Gerard z Misterium Głosów Bułgarskich (Le Mystère des Voix Bulgares.)

koncert najlepszych połączeń wokalnych w kosmosie.

 A wieczorkiem, do serialu, aby nadal tarzać się w smakowej rozpuście, taka oto kombinacja : kulka lodów mango, kulka puchatego koziego sera, świeże maliny, sos ze zmiksowanej jeżyny, i na to znów kwiaty bazylii. 

i kieliszek naszej wytrawnej nalewki z wiśni.

No po prostu Odjazd. orgazm. 

a serial też interesujący na Netflix, "Moja wspaniała kariera, muza w nim wymiata. 

tańczyłam.

i była też : Pietruszka, szałwia, rozmaryn i tymianek. jeden z piękniejszych antywojennych protestów...ballad. 


Świat jest pełen splątania. i chujowizny, trzeba sobie robić święto każdego dnia panie i panki, babki i babkowie. nawet w środę i nawet w czwartek. Tak właśnie postanowiłam, że każdy dzień będzie świętem od teraz. 

Na razie słonce zaświeca, więc dziś możliw rower. ha. no chyba, że o 11.30 się podejrzanie zachmurzy. 

Dzisiejszy dzień będzie też głównie dniem ogrodowym. jutro zamieszczę zdjęcia. 

*

z serii dziwadeł:

 coś mi się robi, gdy ktoś pisze, że nienawidził szkoły, chodzić do szkoły a teraz nienawidzi chodzić tam do pracy. no i jak ma być dobrze.🙈

nie rozumiem też, jak przed katolicyzmem można było uciekać do  Irlandii.  🙄 i proszę mi tu nie tłumaczyć, że to inna odmiana...

Z innej paczki. dostałam dwa obrazy do oprawy. oba to hafty ALE jakie? Mistrzowska praca. jeden powieszę w domu. 


środa, 2 września 2026

69803 i już wrzesień?

[ 69803 na liczniku sierpienia, magiczna cyfra, kiedyś nieosiągalna, dziś się cieszę ale jestem mile zaskoczona.]


U sąsiada w kurniku są jaskółki ale fajnie.

(Agniecha, tak zaświeca lampa po nocy.)

Na tarasie boskie Buenos nadal. bo dni i wieczory ciepłe. że spędzamy sobie poniedziałek też na tarasie. w niedzielę siedzieliśmy na poprawinach do nocy. rekompensata za to dziwne lato. Prawda, że dziwne? 

Które śmignęło za szybko. choć tyle się działo, że ja jestem ... zmęczona. najnormalniej w świecie zmęczona. teraz bym poszła na dwa tygodnie urlopu, już, zaraz. Poniedziałek kazał mi się błyskawicznie pozbierać i wziąć w garść. 

No i oczywiście w związku z przykrym początkiem roku(nie dla każdego))) wczoraj pogoda się spierdoliła. od rana jesień. jak za posmyraniem czarodziejskiego fleta.

Załamanie pogody przyszło w poniedziałek w nocy i w nocy obserwowaliśmy z Naczelnikiem, jak pioruny waliły w Bałtyk, aż się chałupa trzęsła. 

i po boskim Buenos...

W życiu tak już jest, że nie ma pustych przelotów :-) w teatrze przetasowania personalne i to mnie obciąża głównie. nawet nie chcę myśleć, co by było gdybym dygała do placówki. 🙈

a tak mam czas, żeby sytuację ratować na bieżąco. i w związku z tym wrzesień się szykuje pełen roboty. ale też przyjemnej, urządzanie, malowanie, czyszczenie przestrzeni:-), wieszanie prac, lepienie, malowanie, wypał.  

[i jeszcze Naczelnik ma długi wyjazd na spotkanie z Omanem i ja mam jeden wyjazd. naprzemiennie.] 

Wrzesień sresień ale dużo mniej...obciążający.  

pamiętam, że zazwyczaj po wrześniu już byłam do spodu złachana, że od ręki bym poszła z powrotem na wakacje. jednym słowem dopóki człowiek pracuje dopóty ma na głowie cudze problemy i w ogóle Problemy ma. zapamiętale ćwiczę asertywność. 

Także wczoraj podczas gdy inni już w blokach startowych, śpiewają hymny i inne tam, na baczność oraz przyjmują nadmierną ilość hałasu...ja długo sobie siedzę w łóżku z kawą i lapkiem i książką, czyli otwieram dzień jak lubię. Wchodzę niespiesznie na matę,  idę na spacer z Ciri i rano i po południu. Delektuje się. świadomie obserwuję każdą minutę. kryzys w teatrze prawie ogarnięty. zresztą jaki kryzys? 

[nad morze nie pojechałam, bo pogoda się spierdoliła, jak już wspominałam ... leje z przerwami ale po południu grzeje słońce i idziemy w pola. narwałam żółtej nawłoci do wazonu.]

Po południu, kiedy radośnie wracałam do domu, korzystać ze słońca i tak już będzie, że będę wracała, kiedy wola w zasadzie. gotować pastę, robić przetwory jesienią.

Będę sobie dziś gotować sos do pasty, z tych pomidorów, którymi zostałam obdarowana. który zamrożę? albo sposobem Agnes. jeszcze się waham. 

a za chwilę nasza jabłonka nas uraczy. i znów kilka przetworów wpadnie...muszę kredens z przetworami wybebeszyć. i zamrażalnik. i dokumenty...i muszę odebrać świadectwo pracy. musów jakby całkiem sporo.

[no i ogród na nas czeka. ekhm]

maliny i jeżyny wołają z krzaków. ludzie chodzą do pobliskich lasów na grzyby. ja nie chodzę, nie znam się na grzybach i nie umiem ich robić. jedynie smażyć kurki :-P 

Grafik się zapełnia powoli.  

Wracam na jogę grupową. Ustawiam fizjo od przyszłego tygodnia. wracam do angielskiego i włoskiego. same przyjemności.

a jednak

...czuję się jakbym nadal żyła letnim teatralnym trybem wakacyjnym. niesamowite.

*

Nie odetnę się od placówki, choćbym chciała, i od szkolnictwa wyższego, mamy w teatrze studentów, licealistów, dzieci...i ich problemy. i z nimi problemy. Mamy w planie spotkania z dziefczętami, najbliższe już we wrześniu. więc się nasłucham. 

ps

na śniadanie tortilla wieloziarnista z serem kozim i kwiatkami bazylii. niestety sera koziego nam zostało co niemiara po imprezie i choc sera unikam, to jeść teraz muszę...

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Stan przejściowy.

Sobota. 

Tyle się dzieje jakoś teraz, że mam wrażenie, iż od wczoraj do dziś minęło 5 dni. nie jeden wieczór. ale oboje jesteśmy przebodźcowani i zmęczeni fizycznie. A ile żarcia zostało. o matkoicorko normalnie poprawiny szykujemy :-))

Dom ogarniam, jak wspominałam ale też patrzę co bym chciała. a co muszę. i nie muszę.

Już mnie cieszy, że rano wstaję a na sztaludze stoi sobie duży format a ja sobie podchodzę i poprawiam, dodaje, bazgram... z kubkiem kawy w ręku i w piżamie.😃

[owszem nie odpierdoliło mi drobnomieszczańsko. never. po prostu musiałam wreszcie posprzątać... :-D i to nie koniec]

Towarzystwo imprezowe się rozlazło po domu, zaglądając wszędzie, duża część została przytłoczona nadmiarem, co doskonale rozumiem. jestem nadmiarem ;-) 

Naczelnik się sprawdził w roli gospodarza, jak cholera. Goście opuszczają dom po pierwszej w nocy w dobrym nastroju, weseli i głośni i zadowoleni. Dopiero, gdy znoszę ze stołów, pakuję jedzenie do lodówki, widzę, że Naczelnik na bieżąco ogarniał gary, i że od siedemnastej poszły trzy zmywarki a pakujemy czwartą...grubooo

Ruszyłam zastawy świąteczne, po babce Antoninie i w ogóle. dobrze, że sztućców nie zabrakło😅

 Miałyśmy z En, jako solenizantki, w zasadzie wszystko załatwione, uszykowane i przygotowane. Palcem nie ruszyłyśmy obie w kwestii gotowania: cztery sałatki zrobiła jej teściowa, koreczki Naczelnik, przepyszną zupę ze świeżych pomidorów, makaron z oliwą i pietruszką i kwiatkami bazylii ugotowała Sister a Naczelnik zrobił do zupy kulki z indyka. En naniosła dobrodziejstw z własnej szklarni, pomidory, ogórki...sałata, bazylia ogrodowa w dużym wiechciu. Do tego faszerowane papryczki, talerz serów zakupiony przez En, to taka fajna sprawa, bo regionalne tam zajawki i nie tylko sery. Do tego bagiety podgrzewane z czosnkiem i masłem. Moja tortilla na słodko, już nie doszła do skutku, podobnie, jak zakupione przez Naczelnika gotowe fajne garmażeryjne dania...ale się nie zmarnował mus ze świeżych jeżyn z miodem, bo podłam do ciasta z kruszonką...i ciasta z galaretką. no i czipsy, orzeszki, winogrona...

Była solidna baza pod solidne picie. że tak podsumuje.

(w pewnym momencie grano na pianinie a ja chyba rzuciłam, o zgrozo, że jest jeszcze akordeon i bębny mamy)

Stoły były nawet trzy, dwa w domu w kominkowym, a trzeci na tarasie. uch. i tak w nocy wyleźliśmy wszyscy na taras, na kanapie leżeć w kupie i na worach sako i szezlongu :-D  a i jeszcze Naczelnik rozpalił ognisko w misie prawie pod tarasem. 

No było cudnie. i noc ciepła, i nie padało. i lampioniki świeciły. 

Dostałyśmy w prezencie ogromne donice ceramiczne, moja szkliwiona w zieleni, z krzewami...kurewa gdzie ja to postawię. teraz.

*

Niedziela.

Zrobiliśmy poprawiny pod wieczór. 

Cały dzień oboje leżeliśmy odłogiem(za wyjątkiem prań ofkorss) jeden odcinek Teda Lasso, ech nie znoszę piłki nożnej ale ten serial chrupię, jak świeże bułeczki. mniam.

poza tym w uchu "Postrach. Śmielaka, bo mi lektor podszedł. chyba nadchodzi czas na długie i nudne lektury...w papierze. które stoją i łypią.

system powiesił mi bloga w niebycie. system się krzaczy coraz częściej.