wtorek, 28 kwietnia 2026

o zachodach słońca na wiosnę.


foto naczelnikowe , trochę nieostre ale za to kiczowate.

Naczelnik po nocach znów się nad morzem szwendał. i takie zachody słońca mi przesyłał. podczas gdy ja jeszcze zrażona zimnem mitrężyłam czas na kanapie...przy pierwszych dwóch odcinkach Margo co to nie ma kasy czyli jest spłukana. i podoba mi się. 

Potem się zakręciłam i nałożywszy dwa plastry na noc poszłam spać wcześniej i bez tabletki. no i nie wyspałam się jednak. ośmu godzin nie dałam rady, zaledwie sześć. ale za to w kwestii plastrów rano patrzę, nie ma zmarszczek, no cuda panie cuda. 

zamawiam te plastry. muszę do fry się zarejestrować ale to już w maju i przeciągnęłam cały kwiecień bez wizyty, odświeżając kolor samemu, tonerem vege. ha. kilka stów w kieszeni akurat na plastry)))

Taki był ten poniedziałek dziwny trochę. pełen myśli depresyjnych. i niewyspania. co skutkowało zmęczeniem wczesnym popołudniem i niechciejstwem w pracy. wymyśliłam kolejną rzecz w kwestii filcowania. i w zasadzie nic więcej nie zrobiłam. 

kuleżanka kazała łykać melatoninę. dziś zakupię. mam chwilę między lekcjami a radą, żeby wyskoczyć w miasto. muszę coś zjeść ciepłego. albo maka. albo zupę chińską wezmę ze sobą.  

zabieram do placówki tableta, bo dziś ta rada i jakieś pierdolenia nudne o egzaminach. czyli na spacer nad morze poszlajać się i zjeść dobrą kolację, nie pojedziemy po południu...

Wylazłam z kawą na taras i zaraz uciekłam, minus jeden ludzie, minus jeden kurewaaaa

ps

okulary się znalazły a słuchawka nie.

ps

już jakiś czas temu uszykowałam post o Naczelniku z racji jego urodzin baranowych, tylko muszę poczekać na lukę:-) czasową.


poniedziałek, 27 kwietnia 2026

o ogólnym przygnębieniu. i o heretykach.




To jest miejsce, gdzie nie muszę myśleć o niczym. Zwłaszcza przykrym, małym, płaskim i nieprzyjemnym. nie muszę też nic robić, tylko siedzieć się i gapić się, i słuchać szumu fal. lubię być sama. 

[wychodzi mi, że najwyższym szczęściem dziś jest dobre zdrowie. i dobre geny.]

*

Wczoraj był w miarę stabilny pogodowo nawet słoneczny ale jeszcze zimny. nie musiałam lać wody z węża, bo w nocy przeszła solidna ulewa. Odpoczywałam głównie. kiedyś trzeba. Doczytałam "Markiza. nie włączałam ani "Kawy na ławę... ani "Loży, za to na tableciku ciekawy choć nie powalający "Heretic. 

W "HereticuScott Beck i Bryan Woods – najlepiej znani jako scenarzyści "Cichego miejsca" – wykorzystują pewien dualizm jako punkt wyjścia do refleksji nad sensem wiary i jej miejscem we współczesnym świecie. mianowicie, są dwie możliwości: obserwuje nas wszechpotężny i żądny uwielbienia byt, który zna najbardziej wstydliwe sekrety każdego z nas, a swoje niezadowolenie wyraża za pomocą plag i kataklizmów. Albo jesteśmy nic nieznaczącym zbiorem atomów na wirującej w kosmosie skale. W obu przypadkach nasza egzystencja jawi się jako coś przerażającego. 

No sami se zobaczcie. recenzji nie będzie. ale pełna zgoda, że obie sytuacje Przerażające. zarówno te różne byty nazywane od tysiącleci imionami różnych bogów, mielące te same historie, mające nas podporządkować i kontrolować... albo przypadek, i pośmiertelna pustka 😮

ale za to wszystkie surowe prawa boskie oraz karmy i męki piekielne można sobie w buty wsadzić. 

Jak to zmienia perspektywę, prawda? 

Może czas już na te zmianę, i wzięcie pełnej odpowiedzialności. 

może wtedy, jako ludzkość przestaniemy się skupiać na dopierdoleniu wrogom po śmierci, i modłom, żeby sąsiada szlag trafił, Tylko na tym, jaki świat, jaką planetę zostawimy dla przyszłych pokoleń ile organizmów żywych i gatunków, znikających każdego dnia. ..

Poświęciłam też sporo czasu na Duolingo angielskiemu i hiszpańskiemu. na koniec jeden ocinek Yellowstone, więcej nie daje rady, dla mnie uniwersum dzikiego Zachodu, kowbojów i indian jest zazbyt wyczerpujące emocjonalnie.

*

Dziś inny niż zwykle. Od rana tarczyca i kolejka do usg. Czekałam na te wizytę z funduszu  ponad rok!!! 

Niesnaski w kolejce omijam bardzo zabawnym Gorzkim w uchu "Spadek po mojemu [dzięki Aśka]] poprawia mi nastrój każdym akapitem. wylewam pół kubka kawy na szczęście na podłogę a nie na sympatyczną panią siedzącą obok. sprzątam. czekam. godzinna obsuwa.  

Wracam do chałupy i zasiadam do śniadania: grzanki z pastą jajeczną. następnie do papierów. i następnie spacer z Ciri i wyjazd do Teatru. 

Ach, i żeby nie być dziadersem dowiedziałam się o co chodzi z tą akcją influencerską w celu pomocy dzieciom chorym na raka. i myślę, że to jest piękne ale strasznie mnie wkurwia, strasznie mnie wkurwia powtórzę, że stan państwa tutejszego zmusza ludzi do ratowania swoich i cudzych dzieci ... poprzez żebranie, ciągłe żebranie. kiedy to się skończy. kiedy skoczą się kolejki do lekarzy? i podejście do bezpłatnej obsługi zdrowia??

Narodzie, kiedy zdrowie i życie stanie się najważniejsze?

ps

zła jestem, od rana u mnie never endingstory, czyli szukam jednej słuchawki i okularów do czytania...🙈

                                                                                                                                                       

niedziela, 26 kwietnia 2026

o portowych zajawkach i barkach językowych.






już pisałam, że porty mnie kręcą a zwłaszcza portowe urządzenia.

*
i jakoś tak się mi nawiązało, jak to po przeczytaniu komentarzy, że na szczęście niektóre wsie muszą zostać, jak było, nienaruszone, na szczęście uczyniono z nich skanseny, na szczęście przeciw wieśniakom i chujowym miastowym chcącym burzyć, wycinać, parcelować ... 

 U naszych przyjaciół mieszkających w klasycznej wsi owalnicy, dom z tarasem patrzy na pole i las. nie mają jeszcze płotu. a w zeszłym roku grasowała wataha wilków... która wywlekała gospodarzom owce. narażony jest ich niewidomy pies. Natomiast ogromny budynek bramny odcina ich od hałasów ze wsi. a wieś jest skansenem więc sporo imprez mieszczuchy urządzają, bo połowę zagród stanowi muzeum. (na szczęście).

Zazdroszczę im tego domu i obejścia i nie zazdroszczę jednocześnie :-) wiem ile roboty wymaga to wszystko, choćby utrzymanie trawnika (choć jestem zajadłą przeciwniczką koszenia i kosiarek, kurrewa żeby je chuj strzelił, a ich czas się zbliża)...a tu remontu początek i końca nie widać. ech. ale miejsce piękne. i dom piękny szachulcowy. ogromny. dwupiętrowy, w zasadzie cała zagroda. ośmiopokojowy na razie, plus wielka sień, kuchnia, łazienka. ogromny taras. obory. dobrze, że budynku bramnego utrzymywać nie muszą. ale tam to dopiero loft byłby cudowny.

No niektórym to się darzy. :-)

i dostają w spadku domy, pałace. Tyle szczęścia na raz, że nie wiedzą, co z nim zrobić. 



bluszcz ścięty leżał sobie na środku podwórka na podjeździe dla aut.



Naczelnikowi nie przeszkadza byle wiaterek. 
podróżuje motorem po okolicy, wyprawia się nad morze, do znajomych we wsiach okolicznych. Już za chwilę będę jeździła razem z nim. jak się tylko cieplej zrobi. 

Sobota była absolutną porażką. 
Mieliło mnie do spodu. niczego konkretnego robić nie mogłam dobrze. jedynie dobrze mi wyszła kąpiel magnezowa i maseczka na noc. 
Namówiłam wprawdzie sąsiada, żeby mi szafkę przeszkloną przytargał, gdyż szukam rozwiązań dodatkowych dla moich książek. dlatego prawie zakupiłam szafkę na kieliszki. Naczelnik wrócił ze strażackich imprez i stanowczo powiedział : nie podoba mi się. i szafkę dziś zapewne odniesie.
No nic poszukiwania będą trwały nadal. a książki wylądują na jego pianinku, bezużytecznym. 
Zobaczyłam po raz niewiemktóry "Gdzie jesteś Bernadett? i wzruszył mnie dokładnie tak samo, jak za pierwszym razem.


*
Zajrzałam do niejakiej Gosi ze Szkocji, kilka osób do niej zagląda i To przeczytałam...ostatnio ją cytuje. I powiem Wam, że oczekuję odpowiedzi na zupełnie serio zadane pytanie : czy ona tak na poważnie, czy beka? znaczy się stylizuje? 

nie, no ona fajna jest ale

No jednak nic z tego nie będzie, nie mogie, słuchać mowy polskiej niechlujnej z cyku : w S(Ł)upsku, supski, supskiem, chodzeM, robieM... fatalny akcent, jakieś zakrzyki...i takie różne podobne wykroczenia językowe. Już kurwy i chuje są dla mnie autentyczne bardziej. gdy emocjonalne i zwłaszcza poprawie wymawiane. Rozumiem konwencje, że bez blichtru :-) ale dla mnie za swojska ciona (choć niewątpliwie wygląda na sympatyczną), Za dużo wokół takich ludzi tutejszych, żebym się jeszcze prawdą czasu i ekranu miała dopieszczać. Że do rozpaczy mnie niechlujstwo językowe doprowadza, to sobie nie zafunduje dodatkowo. Ale wszystko inne okey, zapewne. Autentyzm (za)daleko posunięty. Nie, no musi być okey skoro ponad 400 subskrybentów, nie? ale ja to już taka jestem purystka językowa, analogowa do szpiku. są dla mnie bariery nie do przeskoczenia. 
Naczelnik ogląda swojaków Ślązaków kanały o detektorystach. i oni tak źle mówią i takie gupoty, zwłaszcza demaskujące luki we wiedzy, że się za nich wstydzę normalnie...i też nie mogę uczestniczyć. wystarczy, że czasem dobiegają do mnie odgłosy w kuchni... 
także Trudno. 


* w temacie celowa jest zamiana liter, że o barkach językowych zamiast brakach językowych. Już tłumaczę, otóż zlepiłam sprytnie dwa tematy, portowy i językowy.

także żadna przypadkowa literówka.

sobota, 25 kwietnia 2026

przy sobocie o piątku.


Wstałam dziś a tu pizga, że łeb urywa. Spodziewałam się, gdyż wczoraj przyszły alerty. ale się już przyzwyczaiłam, co łikend tak jest, prawie. No nic to, dziś więc w domu, w pracowni, z książką. z serialem, raczej bez spaceru. joga też w domu. i długa kąpiel magnezowa. choć się wczoraj nasłuchałam, że tak skokowo z tym magnezem, to nie bardzo i że lepiej codziennie. bo niedobory i nadużycia mają te same objawy.

I w tej pianie z kieliszkiem wina, świecą i powieścią, bendom maseczki, nabyte ostatnio, zachęcona przez Esterę. gdyż na operacje plastyczne mnie nie stać. Zaplanowałam sobie wczoraj przy kolacji "Alfę z nadal piękną ale oraz mniej siebie przypominającą Charlize Theron. ..

a film owszem zobaczyłam, bo lubię takie ale skłaniam się ku opinii krytyków, że To kolejny typowy film prosto z taśmy produkcyjnej Netflixa. Alfa nie oferuje zbyt wiele nowości i świeżości w gatunku. Całość jest do bólu typowa i okraszona kliszami. Fabuła pozostawia wiele do życzenia, a osadzenie akcji w australijskiej dziczy choć powinno być intrygujące, to w rzeczywistości jest tylko wydmuszką i nie wykorzystuje w całości swojego potencjału.

a szkoda, bo australijska dzicz i krajobrazy powalają,

i pierwsze zdjęcia z norweskich gór.

*

Za to wczoraj to połaziłyśmy z Ciri. nie miałam zamiaru się szlajać niewiadomogdzie i za daleko, ubrałam się owszem raczej sportowo ale za to w długą spódnicę... gotowa po powrocie natychmiast do wyjazdu do pracy. Na otwartym polu zaczęło wiać...więc skręciłyśmy w wąwóz.



W małym wąwozie blisko domu, dawno nie byłam i gdy do niego wchodziłyśmy, to się zastanawiam dlaczego? bo tam tak pięknie z zawilcami i sarny można spotkać w stadzie...zresztą właściciele je dokarmiają zimą.

Po chwili już wiedziałam dlaczego, otóż wejście jest zakrzaczone jeżynami. długie wąsy wiją się po ziemi i czepiają ubrań, butów i skarpetek. a ja ubrana w sylwestrową spódnice Matkijadwigi i nowe skarpetki w groszki dla Angine de... klęłam na czym świat stoi, że mi się oczka porobią i dziury.



Trudno uwierzyć ale i nas dopada cywilizacja... te piękne pola, miejsca wieloletnich spacerów i biwakowania zostały rozparcelowane i będą budować domy...to bardzo przykre dla mnie. 






tu była kiedyś piękna łąka

tu była kiedyś piękna łąka z całym dobrodziejstwem kwiatostanu, ziół i traw. Lubiłam na niej leżeć. i gapić się w niebo. lubiłam zrywać kwiaty do letnich bukietów...zrywałam też owoce czarnego bzu. teraz mam własny bez. A łąkę zaorano pod uprawy. obecnie zaś sprzedano pod zabudowę. domu. i małej stadniny?

Zmienia się, niekoniecznie na lepsze. Umierają starzy właściciele a progenitura sprzedaje ziemię na potęgę, łasa na pieniądze... I my musimy pewne myśli przedsięwziąć. bo czas leci ... i albo stąd spierdlalać. albo. nie chce o tym myśleć na wyrost, nie chcę już decydować, czasem czas przynosi niespodziewane rozwiązania, ale też nie chcę się z ręką w nocniku obudzić...kiedyś. taka sytuacja z tymi zmianami. chujowymi. 

*

W teatrze wczoraj filcowałam sukienkę, to było drugie podejście dopiero, roboty jest dużo. bo i plan ambitny. jak zacznie już wyglądać jakoś to zamieszczę zajawkę. Siedziałyśmy więc we trzy w kuchni, dwie z nas filcowały. piłyśmy herbatę, gadałyśmy, jak szeptuchy. tylko jeszcze trzeba nam było pieśni białe śpiewać do kompletu. Za ścianą ekipa praktykowała jogę w zen. Mogłabym tak dzień w dzień. w domu jednak wolę coś innego. a jeszcze lepiej, gdym sobie siedziała sama z książką w uchu i filcowała. 

*

Zaczęliśmy drugi sezon Yellowstone. na drugim odcinku padliśmy oboje...

w uchu zaczęłam "Markiza. zobaczyłam sobie też dość długo wyczekiwany odcinek innej Benetonówny. szkoda, że tylko pół godziny. 

 ... i kontynuując fiksacje, przy szafie babki Antoniny w teatrze stanęły krzesła szkolne w ilości 5 sztuk. 

i one zostaną wyczyszczone, oparcia odmalowane na czarno, razem z metalowymi konstrukcjami. Finalnie wstawione do domu. styl skandynawski proszę państwa. mam już starą czarną tablicę. która zawiśnie na ścianie, bo na razie stoi na sztaludze. taki kącik szkolny, gdybym gwałtownie zatęskniła :-))))

ps
strasznie mnie mieli pogodowo, że książki udźwignąć nie mogę.

piątek, 24 kwietnia 2026

o drzwiach, którymi się nie wchodzi i o krzesłach na których się nie siada.

 No więc minął już czwartek a nawet środa. a dziś pobiegnie piątek. całkiem przyjemnie pobiegnie.

były całe tłumy, w placówce, na zakupach, w Empiku. na szybkim jedzonku. 

Wiele spotkań, opowieści, kolekcje kropek na ubraniach i skarpetach. wątpliwości. 

Decyzje wiszą w powietrzu: czy pojedziemy razem w majówkę. zostało niewiele czasu.  trzeba dziś. kawka w Krakowie, Beskid wyspowy...może Budapeszt. czy ja bym chciała 7 godzin w pendolino?

*

Każdy ma chyba jakieś zafiksowania. moim są drzwi i krzesła. gdybym tylko miała odpowiedni dom. ale nie mam. drzwi byłby takie właśnie, Tajemnicze, duże, z niesioną w powietrzu historią. drewniane, rzeźbione, wysokie, przekornikowane, z półokrągłym oknem, i kolorowe. w całym domu.



Upolowane w stodole krzesło jest podnoszone i ma sprężynę, można się wyginać przy biurku, stole. myślę o nim intensywnie. Naczelnik, jak zwykle kręci nosem. i ma rację...dwa piękne drewniane rzeźbione krzesła wywiozłam do teatru. gdyż krzeseł mamy nadmiar. kolejne dwa po babce Antoninie przygotowane do renowacji stoją w oborze. a następne drewniane na sprężynach z giętymi nóżkami stoją w kulisach teatralnych...i zapewne by się znalazły kolejne i kolejne. ciągle też dostajemy różne meble od ludzi.



cały czas pracuję nad swoim teatralnym miejscem. stylem mieszanym. ostatnio pojawiły się kwiaty, doniczki, i półka na kaloryferze.


Czasem myślę, że moim głównym życiowym zadaniem jest przynoszenie, wywożenie, renowacja, targanie, ustawianie, dopasowywanie, ratowanie, ... i ciągła Zmiana. 

*

Siedzę, w łóżku z kubkiem kawy na szafce, kotemLucynką przytuloną do lewej nogi na kołdrze. dziś jest łaskawa. pozwala się głaskać. czytam i piszę. Czytam w papierze. zasnęłam wczoraj na samej końcówce ostatniego Brudnego w odliczance. Piątki uwielbiam, podobnie jak poniedziałki. dopołudnia mam elastyczne. moje własne. A dzień dziś łaskawy pogodowo, więc będzie długi spacer. obiad w domu i drobne rzeczy.

Wczoraj postanowiliśmy odpocząć od Yellowstone, po pierwszej serii. zobaczyliśmy taki film o notorycznym złodzieju, który zakamuflował się w sklepie zabawkarskim przed policją.

*

Decyzja zapadła, Nie jedziemy na majówkę, odpoczywamy i nadrabiamy zaległości spotkań przyjacielskich. niestety będzie zimno więc w hamaku nie powiszę...no chyba, że się opatulę. chciałabym też skończyć ogród i powiesić parę rzeczy w domu. Naczelnik ma ciężki początek roku w pracy więc myśli o odsapie. Mówi, że przy wyjeździe będzie lekka nerwówka, bo zakupy, Jadwiga, sprzątanie...

Ja myślę, ale gdy zostaniemy też będzie gęsto :-) nie umiemy odpoczywać nic nie robiąc. w domu jest zawsze coś do roboty. i w obejściu. na przykład zamierzam wykorzystać parownicę w górnej łazience. i puszczać glonojada na połaciowych. o pracowni litościwie nie wspomnę.

Wczoraj wpadłam na szybkie zakupy obiadowe, miedzy placówką a teatrem. i wzięłam pierogi vegge z ziemniakiem i toffu, bardzo fajne oraz dwa kotlety buraczane do buły z musztardą i surówką. zjadłam w teatrze. a potem w domu. pierogi zostały na dziś. I dostałam opierdol, że świeże stoi w lodówce i czeka na zjedzenie więc chyba pierogi zamrożę. Tylko na lodówce zrobię przypinkę z aktualnymi mrożonkami, że są i do kiedy zjeść. bo się mnoży tam i miejsca brak. 

ps

cholerka nie mam jeszcze pita złożonego. do skarbówki. księgowa naczelnikowa coś czasu nie posiada...

ps

znam jedną taką starą w peruce, co bym ja gołymi rękoma udusiła. co za babsztyl. chamski, niewychowany, krzykliwy z wieczną pretensją i zwyczajnie tępy.

czwartek, 23 kwietnia 2026

Angine de Poitrine. Rzecz o dusznicy w kropki.

 no więc szykujemy się na koncert 

juhu.

Ubieram się w kropki. 

i dziś też się ubieram w kropki.


SZALEŃSTWO w kropki ogarnęło świat. 

środa, 22 kwietnia 2026

o uniwersum Wypraw nad morze.

 O tymże wpadliśmy wczoraj w uniwersum dreptania po plaży, wyjazdów nad morze, do lasu i na kolacje. albo zupełnie bez kolacji. 

Wracałam do domu, po siedmiu godzinach tyrania w placówce, zmęczona psychicznie. ale rozochocona fizycznie do skorzystania ze słońca. które jest każdego dnia a niebo usiane gwiazdami wisi nad moją głową nocami. i pewnie dlatego każdej nocy mrozi. i każdego ranka szyby pokrywa lód.

.. wyszła nam kolacja w Meduzie usteckiej, choć planowaliśmy tylko rybę z frytami na nabrzeżu...ale okazałosie za wcześnie. Sezon jeszcze nie otwarty.




MEDUZA. wnętrze meblował mój sąsiad. są więc piękne stare stoły, kredensy, krzesła. Cegła, drewniane bele, czarne sufity, kryształowe lustra, klimatyczne oświetlenie. synkretyczny styl w ceglanym, stylizowanym budynku.

ok 17ej zapakowaliśmy Ciri do auta i wyruszyliśmy nad morze. takie wyprawy są dla nas możliwe jedynie przed sezonem i w środku tygodnia, wtedy nadmorskie miejscówki jeszcze sennie się przeciągają, żyją swoim spokojnym rytmem i świecą pustkami ale Ustka już niekoniecznie, długo szukaliśmy parkingu.


Ciri podąża za swoim ukochanym człowiekiem, i nie potrzebuje smyczy. 
Ja uwielbiam fotografować porty. z kutrami, statkami dziwnymi z dziwnymi ustrojstwami (zdjęcia wrzucę innym razem, bo ilość w tym poście przekracza możliwości percepcji).


najpierw z racji zaparkowania w porcie, przy kanale, Kanał portowy ma powierzchnię 45 669,13 m² – od główki Ostrogi Helskiej do mostu przy ul. Dworcowej. Sprawdziliśmy stan robót ostrogi. gdyż ją całkowicie rozpieprzyli.

Po spacerze plażą, obczajaniu materiału z bursztynem, przesypywaniu się piachu w naszych butach i rozważaniach, gdzie tu zjeść, i co tu zjeść : czy przegrzebki w Columbusie czy gruzińskie w Meduzie? Skoro fisz end czips nie wypaliło, postawiliśmy na Meduzę. Nazywanie jej knajpą gruzińską, jest nadużyciem. Bar serwuje między innymi gruzińskie dania. ale ma fajną, bogatą ofertę rybną i vegańską. Zastanawiałam się nad pierogami z rybą ale w efekcie zamówiłam chaczapuri anżaruli (gruziński zapiekany placek z serem. Jedno z tradycyjnych dań kuchni kaukaskiej. Występuje w licznych różniących się od siebie odmianach) z twarogowym serem i jajkiem, do tego sos w typie salsa. 
Najpierw wjechało wino domowe czerwone wytrawne i pyszna herbata, potem przystawka w postaci tatara z łososia (tak byłam głodna, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia. to była moja obiadokolacja, po 2 bananach i kanapce)






zdjęcia głównie na zachętę dla ŻonyMietka i Mietka :-**

Naczelnik zamówił mięso nadziane na sztylecik, w towarzystwie sałatki z granatem i ziemniaków opiekanych a do tego dwa sosy: czosnkowy i salsa. Ciri zamówiła wodę w miseczce ceramicznej.
Wszystko razem 180zł. plus napiwek dla kelnerki, za miła obsługę ale głównie za to, że z miejsca zaproponowała wodę dla Ciri. 


Bardzo mi się podoba, możliwość uczestniczenia naszego zwierza w szlajaniu się po naszych ulubionych restauracjach, barach, knajpach. niestety już ani do biedry ani do piekarni u Jakubowskich wejść nie mogła. Zrobiliśmy jeszcze szybkie zakupy na powrocie i ziuuu do domu. Bardzo mam ochotę na pojechanie świetną ścieżką rowerową do Ustki. kiedyś, sprzed epoki psów i pomiędzy, robiliśmy to często z Naczelnikiem ale psa na taką wycieczkę nie weźmiemy...więc wybieramy inne opcje. Wyrzut mam, że robimy to, jak na możliwości, które tu mamy, za rzadko. Zdecydowanie obiecałam sobie poprawę. Poprawa nastąpi zaraz po rzuceniu roboty w placówce. 

*
Poniedziałek był, jak zwykle leniwy i słodki. ze spacerkiem z Ciri wokół komina, długą rozmową z sąsiadem w jego ogrodzie. potem odbębniłam wysiłek w postaci zakupów minimizerów ulubionych, choć przymierzanie kilkunastu innych opcji mnie zaorało. no nie lubię rozbierania, ubierania. ech. jak zwykle pani przemiła wcisnęła mi jeszcze gatki dwie pary. i po sprawie. 
Herbatka w teatrze, rozmowy, układanie listy do ubezpieczenia, i na koniec dnia masaż. i tak może wyglądać każdy dzień... w tym wypady nad morze po południu i do południa. 



poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Kurzedupki.

 Rzecz w tym, że fascynują mnie kury, koguty, i perlice sąsiada. są wdzięcznymi obiektami do malowania. i bazując na zdjęciach będę mogła je uwieczniać akwarelkami.

Jednak zdecydowanie najpiękniejsze do malowania i lepienia są perlice.




kurze dupki i absolutne problemy z enfacami :-) 


towarzystwo było zamknięte w kojcu, przy kurniku, z naszego powodu. normalnie łażą i grzebią robale na dużej przestrzeni.

*

Całą sobotę porządkowaliśmy ogród od strony tarasu. ustawiałam donice pod ścianą łazienki. żeby w maju po napełnieniu ich świeżą ziemią, zasadzić w nich kwiaty. jednoroczne. i umieścić zakopcowaną w skrzyni na zimę, róże. Odkryłam, że mój wielki bukszpan, nie przeżył ataku ćmy...więc Naczelnik ściął go z żalem, bo ćma, zrobiła z niego rzeszoto... ściął też Naczelnik, zerwany przez śnieg ogromny stary bluszcz, który rozpościerał się na całej ścianie i dachu obory. a teraz leży na środku podwórka. Szkoda, bo zaczął wreszcie po 19 latach kwitnąć. ale zmieciony przez śnieg i lód spadł i zmiażdżył kwiaty. połamał hortensje. 

Dokończyliśmy wycinanie traw. ale jeszcze nie skończyłam tematu... porządkowania finalnego ogrodu. czyli grabienia każdego okruszka i oporządzania grządek do samej ziemi. Wszędzie leżały suche stosy traw, zeszłorocznych ziół, bukszpan i bluszcz do spalenia.

Pojechaliśmy do wsi obok po cztery wory ziemi z glizdami :-) w okazyjnej cenie. znajomy pan profesor właśnie się szykował do erazmusa - wylotu do Malagi ze swoimi uczniami, na praktyki, Niektórzy mają na prawdę fajnie : Trzy tygodnie w Andaluzji...

W domu standard łikendowy jednak nie nastąpił, za wyjątkiem prania. wieczorem byliśmy zmęczeni. Odłożyliśmy rytualne ogar chałupy na niedzielę. zwłaszcza, że zapowiadano zachmurzenie i opady. 

*

Tymczasem opady nie wystąpiły, wiatru nie było a dzień wczorajszy był przyjemny i w sam raz do dokończenia ogrodowych porządków.



lubię patrzeć w ogień, lubię fotografować ogień, to zdjęcie na winiecie najbardziej oddaje magię.

Więc stosy do spalenia znikły. ogród został zagrabiony. jeszcze jakieś ostatki dopieszczające nam zostały. nie ma powodu do rozpaczy, wegetacja u nas powolna. z powodu nocnych przymrozków. zaledwie pączki na wiśni, czereśni a z ziemi wyłazi głównie zielenina (liście zimowitów, tulipanów) gdzieniegdzie plamy żółte, fioletowe...czyli w całej okazałości żonkile. i inne takie małe różne w tym krokusiki. i takie żółte okrywowe kwiatuszki. Nadal króluje w naszym ogrodzie kwiat lutowy: Ciemiernik. który też swoje przeżył i późno się wydobył spod lodu. Piękne te ciemierniki. fioletowe, białe, limonkowe. 

*

Wieczorem, kompletnie padnięci weszliśmy w uniwersum  obrazu "Yellowstone. cztery odcinki. bo już się ledwo ruszaliśmy oboje. Co nam więc pozostało? jak nie zagryzanie japońskimi orzeszkami i figami, pięknych ruchomych obrazów. i kieliszek czerwonego wytrawnego na rozluźnienie. 

niedziela, 19 kwietnia 2026

Tematyczny kolażyk w kolorystycznej symbiozie.

Wczoraj nadawałam o czwartej i pomyślałam, że

 konieczny jest remont. muszę sobie uwić legowisko w pracowni...a następnie, zafundować dzwiękoodporną ścianę. która zamknie pracownię i odetnie mnie od chrapania Naczelnika. bo się mnie wykończy. Zresztą córunia tatunia też chrapie.

o 3.30 wzięłam tabletkę. Zeszłam na dół i oczywiście drzwi rozsuwane na górę otwarte na oścież a prosiłam, żeby zamykał koty na dole...raz bym chciała się wystarczająco wysapać. od kilku dni Maniek urządza koncerty pretensji, wyrzutów i ogólnie starczego gderania. mam dosyć. 

[a potem ścina mnie w teatrze. a w placówce ledwo dźwigam tony hałasu.]

Kiedy będzie goronc ? 

gdy jest gorąc a spać nie mogę, idę sobie na taras, albo wsuwam się w rozpostarty między śliwami hamak i tam zasypiam. jednym okiem obserwując wschód słońca. w mojej wsi jest cicho. i bezpiecznie. zresztą ludzie w Szwecji Norwegii w taki sposób śpią w lesie. na parkingach, podróżując. 

gdy to zobaczyłam w Szwecji po raz pierwszy, pomyślałam sobie, że nigdy w życiu !! jeszcze by mi jakiś niedźwiedź tyłek odgryzł. 

[a że Aśka ma obawy robalowe, to donoszę, iż :  i ja na widok pająka truchleje, bardziej niż niedźwiedzia :-)  ale To zdjęcie robiłam ja więc widziałam ten podróżny hamaczek z bliska i on jest na komary i robale zabezpieczony. Zwróć uwagę, że śpiących nie widać !!! powiadam ci a na niedźwiedzie owszem nie jest.]


A my tu dodatkowo schowani. wyizolowani. 

[słuchawki z książką w ucho i drugie podejście. Zasnęłam o 6.]

wstałam o 9ej. 

Pierwsze pół dnia miałam skutki uboczne tabletki a potem dopadł mnie silny ból głowy, skutek zmiany aury. Ciśnienie zaczęło mielić, późnym popołudniem. Z pięknej słonecznej pogody powoli zaczęła się robić znów gówniania. 🙈 bosze bosze 

*

Nawiedził nas w piątek dzielnicowy. dawno nie był. teraz znam wszystkie ploty. na dzielni :-)

i przez niego nie dokończyłam roboty biurowej a takie miałam plany. muszę zapisywać na swojej tablicowej ścianie wszystko to co lęgnie mi się w głowie w temacie : do zrobienia. przemeblowania. pomalowania. 

Ja tu sobie się izoluje w mojej wsi a tymczasem w słupku więcej ludzi gadających w obcych narzeczach, niż białego słupskiego człowieka. podobno. takie wieści. obok Ukraińców,  przybywa tłumnie Ameryka łacińska do pracy. od kilku lat. i to się nazywa, że nie wypełniamy dyrektyw unijnych. i "polska dla polaków a przynajmniej only dla białych uchodźców, poszła się bujać. od ilu lat ja mogę mówić po hiszpańsku w szkole, niech no policzę. 🤔

*

Skończyłam "Bagno. i bez komentarza. oczywiście jestem w stu procentach z autorem a nawet żałuję, że nie znalazł się jakiś zakapturzony Sędzia i zrobił porządków w kraju tutejszym... 

Wciągnął mnie ten "Madison. jednak. tak emocjonalnie mną manipulował. cały czas gula w gardle. Nie, nie jest jakiś wyjątkowy, a nawet przewidywalny, kiczowaty. tylko traktuje o żałobie. i ma piękne krajobrazy Montany. Pykam te drugą Bennet. po odcinku. Skończyliśmy Pitta. nono. 

a wieczorem już oglądaliśmy różne przewodniki po Stambule : co robić, czego nie robić, jak się przygotować, jak się nie dać oszukać ..gdzie dobrze zjeść, czy uliczne jedzenie jest bezpieczne, w jakiej dzielnicy sobie szukać hotelu. czy jeździć taxi czy lepiej uberem. w jakich okolicznościach możemy zostać oszukani...o transporcie publicznym i dostępie do internetu. Czyli kluczowe rady dla takich jak my. bo my sami sobie organizujemy ten wyjazd. i już widzę, że łatwo nie będzie ;-)

ale za to jak cudownie. bo Stambuł wart jest mszy.

no chyba, że Oslo?


piątek, 17 kwietnia 2026

znów o tych amerykanach między innymi.

 


No proszę i już łikend  w zasadzie...najtrudniejsze trzy dni minęły. jeszcze tylko dziesięć takich trzydniówek, jprd🙈 myślałam, że mniej.

No dobra. Wytrzymam. Natenczas inwentaryzuje swoją pracownię. powoli wynoszę swoje rzeczy, w pierwszej kolejności drobne, i nie ciężkie. potem reszta: książki na których mi zależy... obrazy i kwiatki, gary. Naczelnik przyjedzie autem i już. jeśli będzie trzeba, to strażackim. ;-)

Moja szkoła wizualnie pięknieje z każdym dniem. to trzeba oddać nowej dyrekcji, że umie. Jak tylko przestanę uczęszczać do palcówki, to zmieszczę zdjęcia. teraz nie mogę, wiadomo. Zaraz zacznie się dochodzenie typiar i donosy :-))))

Zastanawialiśmy się w teatrze wczoraj, bo czwartek to dzień rozważań politycznych i życiowych, otóż, kto głosuje na konfederację ??

i jeden instruktor mówi, że jego uczniowie piątej klasy technikum. NA POWAŻNIE. Takie typki, co to twarz mają gładką, bez cienia myśli, czy refleksji. a że Ukraińcy prace zabierają, a że unia to i sro. że podatków płacić nie chcą i nigdy chorzy nie będą. popularny bełkot nie schodzi im z usteczek, wykrzywionych grymasem niezadowolenia. Najlepiej, gdyby nie trzeba było za dużo robić, bo nie umiom a pieniążki same wskakiwały na konto. No i ten instruktor im przemawia do rozsądku i tłumaczy i przekonuje i właściwe pytania zadaje. Ale nic nie skutkuje, bo nie może. Gdy typ nie ma musku i nie łączy kropek i nie wyciąga wniosków i nie ma elementarnej wiedzy a podatny jest na bajki i gusła to...nic nie poradzisz. i tak to społeczeństwo nam durnieje w tempie. z pewnością kolejne "reformy oświaty się do tego walnie przyczyniają. 

Za chwilę usłyszę o żydach robiących macę z polskich płodów 🙈a hameryka, to kraj mlekiem i modem płynący. bo nie kumają, jakim nieogarem jest stara pomarszczona pomarańcza. albo co gorsza wyją bezmyślnie w internetowym chórze hejterów. 

Czego tu wymagać od typów. którym się logicznie nie składa prawa z lewą. i nie potrafią nawet przeliterować słowa logika, nie mówiąc już o definicji. a zastosowanie, to jak lot na księżyc. nie dla każdego.

bajdełej Artemis wróciła uff.

**

Wracam wczoraj do domu bardzo późno, bo i placówka i teatr i na koniec masaż  fizjo. a tu wita mnie Naczelnik tymi słowy, że koniec cukru i jedzenia na kanapie przed ekranem po 20ej. Chyba wszedł przypadkiem na wagę myślę sobie po cichutku 🫣

Oczywiście Naczelniku, mówię głośno, pełna zgoda też zaobserwowałam u siebie tendencje wagowo wzrostową a przecież nie zamierzam znów kupować nowych ciuchów, więc STOP.

Nie chcemy przecież wyglądać jak zapasieni amerykanie. 

[nagle Naczelnik pyta, czy chcę wiedzieć co powiedział tramp, i już mam stracha]

Grzecznie poprosiłam o zgodę na zjedzenie jedynego ciepłego posiłku w postaci zupy jarzynowej cieniutkiej. bez zaciągania śmietaną i zasmażką, po dwudziestej. 

No i skoro ta hameryka z powodu starej pomarańczy męczy nas w tym tygodniu, to włączyłam sobie serial "Madison z obsadą gwiazdorską  Michelle Pfeiffer, Kurt Russell i pięknymi krajobrazami Montany. hmmm dupy mi nie urwało. ale brnę. taka jestem zawzięta.

ach, piąteczek. 

ps

był taki moment w teatrze, że się wściekłam i zniosłam kolejne jajko filcowane...