...oczywiście nie skończyłam niczego, filcowanego. .. ale mam nowe pomysły. znów się zalęgły się. no i szkliwiłam w międzyczasie oraz zajmowałam się ogrodem. i lekko taplałam w depresji.
Przyjaciółka, mówi telefonem, rób to, wystawiaj, sprzedawaj swoje prace...pokazuj. wszystkie pomysły filcowane, gliniane, malowane na płótnach.
[coś tam czasem sobie wystawię. sprzedaje się. ale przymus mógłby mnie zabić]]
Gadamy dwie godziny albo i dłużej. ja w tym czasie wieszam poszwy i prześcieradło. na noc zapominam zdjąć. więc wiszą dwa dni. i przesiąkają zapachami ogrodu.
Dwa słowa: słonecznie i wietrznie. w niedzielę. i w poniedziałek.
Fajnie jest pogadać z przyjaciółką.
Zupełnie jeszcze inna fajna historia się wydarzyła w niedzielę, w przeciwieństwie do rozgrzebania tematu prysznica. poszło dobrze.
Mianowicie Jazda żółtym motorem do teatru,
i potem powrót o zachodzie słońca malowniczymi wioskami. włosy mi luźno spływały do pasa spod kasku i malowniczo furkotały na wietrze...nie nałożyłam kominiarki. bo z tym pierdoleniem o wietrze we włosach i muchach miedzy zębami, to już na prawdę niektórzy mogli by przestać.
tylko interkom szwankował.
Niedziela była bardzo upalna ale jednak zmarzłam. ubrana w kurteczkę, bojówki i buty do tańca. Jedynie kask z interkomem mam na poziomie. cała reszta to fraszka. ale dość niebezpieczna.
wiec Naczelnik zaplanował wypad do Gdańskiego sklepu z ciuchami motocyklowymi. a ja poczułam ciężar wyglądu, bo w tym obcisłym stroju muszę jakoś wyglądać. no i nie wiem czy warto...wywalać grube tysiące. mam opór.
ta moda motocyklowa niezupełnie w moim typie: jedynie czarność kusi, czarna kurtka, czarne spodnie....nie chce wyglądać, jak gladiator. wystarczy, że wyglądam jak dziewczynka z wodogłowiem, hehe
[przed wylotem będzie czas na sklep. zobaczymy. rozumiem, że mus wyglądać i czuć się bezpiecznie, jeżdżę na nartach]
Poniedziałek bardzo słoneczny nadal, letni wprost ale to wczoraj rano poczułam lato w powietrzu, rano o 8.15 gdy wyjeżdżałam do pracy, zamiast iść w pola lasy. pożałowałam.
Ubrałam szerokie lniane spodnie, i koszulkę z krótkim rękawem. oraz trampki konwersy. stópki mam wrażliwe na zimno. więc jeszcze nie chadzam w sandałach.
We wtorek nadal w chałupie stan rozgrzebania, choć kartony znikły(hurra) więc schemat Hanki Mostowiak już mi nie grozi. Rozgrzebanie tematu prysznica. ma się dobrze. Nadal rozgrzebany. podobnie ma się kran w dolnej łazience.
Lałam z węża wieczorem wczorajszym, głownie w donice i skrzynie. bo podobno ma padać...
bardzo ciężki tydzień. pod każdym względem. zakończony piątkiem na wycieczce szkolnej. ostatniej. już się wkurzam....wyjazd o 6.30😮🙄
*
Zaczęliśmy czwartą serię Yellowstone. potem zaliczyłam tradycyjnie to co kapie : "Margo jest spłukana..."Wdowia zatoka....dziś "Bennetonównę.
Polecono nam na odstres "Pępek świata.
Ja sama po raz niewiemktóry odświeżyłam "Pocztówki znad krawędzi. nadal bardzo dobry, tylko bohaterki książkowe mi się pomyliły.
Myślę coraz intensywniej o wyjeździe. miedzy wierszami. czasem tylko to trzyma mnie w dobrym nastroju.
ten tydzień ciężki. ze względu na decyzje ostateczne. i nawał roboty. która się przerzuciła automatycznie, skoro nie będzie nas cały tydzień. a po powrocie od razu dostajemy z liścia, impreza gruba w teatrze, goście motocykliści i wyjazd na Hel...
Wczoraj w szkole młodzież namówiła mnie na japoński :-)) w Duolingo. no to spróbowałam...owszem zabawa przednia, jak to z językami ale japrd nie mam cija zdolności językowych do krzaków, zdaje się 😂
Nie zapamiętałam ani jednego słowa...


























