Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Las Manchas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Las Manchas. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 lutego 2025

Żywioły i schody.

 O przyrodzie będzie osobno. Bo jest moc.  Góry oblepione rozplenicą.  Wszelakim krzewem kwitnącym no i drzewa i sosny Kanaryjskie.



Z zalanego Las Manchas pomknęliśmy kabrio przez góry do Los Llanos. Na kawkę tutejszą Barraquito Na słodko warstwami ułożoną. Pyszna. uch.


I potem wyżej I wyżej  I dalej na północ do Puerto de Puntagorda. No to poczytajcie sobie ludzie wujka Google, bo mnie jednym palcem w telefonie ciężko pisać ale i tu była moc i płacz: 460 schodów w dół dość stromo, żeby poleżeć w naturalnych oceanicznych basenach. Wykutych w skałach. Zawinęliśmy ręczniki i schodzimy. 

Do oceanu na najniższe piętro nie zeszliśmy a o basenach mogliśmy zapomnieć. Ocean ryczał jak popierdolony i napierdalał falami kilkumetrowymi o klify.

 To zdjecia z gory I widać jak się fale piętrzą I wypełniają skaluste dziury.






Fale zwyczajnie by nas zmiotly i utłukły. Ale warto było dla tych widoków. Niemniej wejście na górę było wykańczające. Z zadyszką.






I widzicie tu drzwi okienka w tej skale. No nie wierze że ktoś tu mieszka i dyga tych 460 schodów po zakupy. 

Wracaliśmy tą samą trasą. Serpentynami. Zachaczylisny na jedzonko do lokalnej knajpki.

I uparlismy się żeby zjeść coś bardzo tutejszego. Przyjaciele zjedli zupę z soczewicy, ja ser w typie hallumi kozi, a Naczelnik gofio czyli taką pulpe zbożową. Hmmm

Zdjec nie zrobiłam. 

A teraz do portu i w góry.

Pulpa.

Przepraszam że nigdzie nie bywam ale nie mam czasu. Wrócę to nadrobię. Kto.ma mojego fb to tam wrzucam też filmy.


Żywioły. Ocean. I wulkan.

 Dzień dzisiejszy muszę robić na dwa posty, bo wyprawa trwała 9 godzin. 

Wyspa jest górzysta i dojazd zajmuje wiele godzin. Ruszyliśmy naszym czerwonym kabrioletem.

rano do Las Manchas, żeby zobaczyć mały wulkan, który przelał się przez środek miasta w 2021 roku. Wrażenie "na żywca robi. ogromne.



Podjechaliśmy pod samą caldere wulkanu Cumbre vieja, to czarne za płotem, to jest zastygła lawa. 


PROSZE POWIĘKSZAĆ zdjęcia.

Ci ludzie mieli szczęście, lawa dosłownie zawisła nad ich domem. Widać przy zbliżeniu.

Lawa przepołowiła miasto i trzeba objechać ją nową już drogą, żeby zobaczyć z drugiej strony. Jedziesz po lawie a po jednej i drugiej stronie widzisz szkielety domów przez które  się przelała...

Z drugiej strony widok zupełnie inny. widać wyraźnie jak lawa spływała.



To na prawdę malutki wulkanik. Widać to dobrze z punktu widokowego w drodze do Los Llanos. Na pierwszym zdjęciu Od lewej wulkan i następnie zastygła lawa, aż do samego oceanu. 

I  zbliżenie na caldere.



Zanim zdecydowaliśmy się objechać wulkan, i przebijać się przez góry do największego miasta na wyspie, zjechaliśmy nad ocean do latarni morskiej i zobaczyć, jak język lawy powiększył wyspę. 









A tam kipiel i ryk fal i tęcza :-)



I ja na tle oceanu

A na koniec dzisiejszy zachód słońca też zbyt późny, szlag by.


Dokończę jutro rano, bo jestem pafnieta napysk.

powiem tylko że pół godziny rozczesywałam kołtuna po tym kabriolecie ...

Ale jazda świetna. juchu.