Pokazywanie postów oznaczonych etykietą La Palma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą La Palma. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Los Muchachos. czyli wjazd na Rysy ponad chmurami.

 NA DACHU ŚWIATA. przynajmniej dla mnie. 

ZDJECIA NA WINIECIE I WSZYSTKIE TU ZAMIESZCZONE ROBIŁAM JA I NACZELNIK.

Będą zdjęcia głównie. bo co tu pisać. Piękno samo w sobie się broni. a opisy często bywają kiczowate. po prostu Zaglądaliśmy z zewnątrz do Caldery w której już byliśmy wewnątrz. i wędrowaliśmy ponad chmurami...

Nie opisałam tego wjazdu wcześniej, bo wymagany był osobny post, żeby wrzucić jak najwięcej zdjęć. Otóż zebraliśmy się w piątek po pysznym śniadaniu, wysoko w góry i było jeszcze bardziej niesamowicie, niż w przypadku curwas peligrosas, bo owszem i curwas peligrosas i wysokość prawie 2500 npm. 

Także łał. panowie i panie. 

Opisałam już drugą połowę tego dnia i wrażeń, podczas karnawału w stolicy: Proxima Parda w Santa Cruz De La Palma. a teraz pierwsza połowa czyli wjazd na ichne Rysy. i zjazd. oba curwas peligrosas, że japierdolę. momentami było grubo.




Na szczytach caldery znajdują się obserwatoria astronomiczne, obfitują, bo jest brak zanieczyszczenia światłem 
więc niebo przepiękne, pełne gwiazd wiszących nisko...można "spać w takich miejscach i nocą się gapić.



poniżej ułożenie tych ośmiokątów lustrzanych odbija obraz nieba ale i ziemi





Oczywiście udało się zajrzeć do caldery ale nie udało się czegokolwiek zobaczyć. Chmury piętrzyły się, jak fale Oceanu Atlantyckiego. piękne to było, choć wiało nieprzyzwoicie. i bałam się, że nas spizga z tego murku,  co go widać za mną (i w zbliżeniu na winiecie).




wysokość szczytu prawie, jak nasz Rysy prawda? i podobno po słowackiej stronie można też prawie autem wjechać...osobiście nie wiem, właziłam jakbókprzykazał po naszej.




widzimy z tej wysokości wszystkie wyspy pozostałe, choć na wprost głownie Teneryfę. chyba.






okropne ujęcie bez nużek...no ale chmury i perspektywa były ważniejsze:-)

Jak sie wjechało, to trzeba było zjechać. no zjazd był równie atrakcyjny, z wieloma zatrzymaniami po drodze aż do samego Santa Cruz De La Palma na karnawał :-)


**
To już ostatni, zapomniany przeze mnie post z wyprawy kanaryjskiej, na drugą wyspę: La Palme. wrzucam więc po prawej stornie bloga, wszystkie w kolejności adekwatnej do kolejności zdarzeń, nie czasu pisania. czym rozpoczynam i dokańczam zapis wypraw zeszłorocznych. a było ich siedem. a państw sześć. 

środa, 19 marca 2025

o ulubionej kawie, zieleninie i latarniach morskich.

Na Kanarach, na La Palmie jest oszałamiająco zielono. to wyspa, jak z filmu o king kongu. wulkany, drzewa, krzewy, czarna ziemia wulkaniczna, kwiaty, które u nas rosną w donicach domowych, i kupujemy je za ciężkie pieniądze. Trawy ozdobne - Rozplenica, robią tam za chwasty, Sosna kanaryjska. moje ulubione, piękne drzewo, drzewa laurowe dosłownie, gigantyczne drzewka szczęścia, no Raj na ziemi. Tylko te wulkany trochę niebezpieczne. i drogi. Gdy leje część jest wyłączona z ruchu. na szczęście leje rzadko. Mogłabym tam mieszkać ale to dość daleko. z drugiej strony o to chodzi, żeby się za winklem afrykańskim schować. jeszcze dalej są wyspy zielone ale tylko z nazwy. niestety.



NIE WIEMCO TO ZA ROŚLINA, ZWISAŁA MALOWNICZO ZE SKRZYNKI W KNAJPCE PORTOWEJ ALE JEST OBŁĘDNA

Typowe krajobrazy po zachodniej stornie wyspy, to te z wulkaniczną czarną ziemią a po drugiej już mniej, bardziej zielono, bardziej południwoamerykańsko,  oraz im wyżej tym inaczej...






Latarnie morskie były zaledwie 10minut jazdy autem od hotelu pomiędzy bananowcami. W pobliżu wulkanu, który miał erupcję w 1971 roku San Antonio, czy Antonio. jakoś tak. można było się przejść na kalderę. i połazić. 

Tu film, bo chyba sobie nie zdajemy sprawy, że na wyspie wulkan wulkanem pogania i jak wygląda dokładnie krajobraz po wybuchu, w filmie dokładnie Cumbre Vieja: trasa wulkanów.


Cumbre Vieja (z hiszp. Stary Szczyt) – wulkaniczny grzbiet usytuowany jest w kierunku północ-południe oraz pokrywa 2/3 południowej strony wyspy. Na grzbiecie i zboczach Cumbre Vieja zlokalizowanych jest kilka kraterów wulkanicznych.


film  zaczyna się takim samym ujęciem, które  i my mamy na zdjęciu :-) robionym podczas lądowania


no dobrze, do wulkanów jeszcze wrócę.

Teraz krajobrazy z latarniami, oceanem i zieleniną oraz kawa. Na wyspach pija się kawę, która u nas mogłaby uchodzić za deser kawowy. Trzy warstwy co najmniej, w tym słodkie mleko skondensowane, espresso, likier i przyprawy:

Barraquito to nie tylko kawa, ale prawdziwa ikona kultury kanaryjskiej. Jej fascynująca historia sięga połowy XX wieku i jest nierozerwalnie związana z barami i kawiarniami Teneryfy.

Legenda głosi, że ten wyjątkowy napój powstał w słynnym barze Imperial w Santa Cruz de Tenerife, stolicy wyspy. Jego nazwa pochodzi od przezwiska jednego z stałych klientów, Sebastiana Rubio, znanego jako „Barraco” lub „Barraquito”. Ten dżentelmen regularnie zamawiał swoją ulubioną kompozycję kawy, mleka, likieru i przypraw. Z czasem, bar Imperial postanowił uhonorować swojego lojalnego gościa, wprowadzając jego autorski napój do stałej oferty pod nazwą „barraquito”.

Inna wersja historii sugeruje, że nazwa „barraquito” pochodzi od zdrobnienia słowa „barra”, oznaczającego bar. To podkreśla, jak ważną rolę odegrały lokalne kafejki w rozpowszechnieniu tego napoju.

Naczelnik uwiecznił każdy rodzaj, którą piliśmy: wułala. po raz pierwszy w Los LLanos, potem knajpie portowej, w stolicy na ulicy ...i najstarszym barze na wyspie.

 ta pierwsza z góry czterowarstwowa, jest tradycyjnie z likierem, więc jeśli chcesz Bez, musisz to powiedzieć przy składaniu zamówienia


Dziś barraquito to nie tylko napój, ale symbol Wysp Kanaryjskich. Odzwierciedla różnorodność i dynamikę lokalnych krajobrazów – od intensywności wulkanicznej kawy, przez słodycz mleka skondensowanego, aż po orzeźwiającą nutę cytrusów. To kawa z duszą wysp, która przenosi nas myślami w słoneczne, oceaniczne krajobrazy.











krzew przeładny w hotelu nad basenem


a poniżej grubosz dwumetrowy w dodatku właśnie kwitnący




i tak pomału czołgam sie do naszej wyprawy na dach świata.

sobota, 15 marca 2025

o sobie. i o hotelu.

 APDEJT

Dotyczy hotelu, bo mnie Naczelnik sprawnie skorygował, w kwestii porównania do RIU na Wyspach Zielonego Przylądka. otóż tam był osobny hotel dla 16plus. do którego bez opaski nie weszłaś z innego RIU. a tu w La Palma Princess jedynie część wydzielona dla dorosłych bez dzieci. no i mocno zredagowałam tekst, jednak. dla zainteresowanych. 

*

no kto by pomyślał, że mnie znów rozłoży...

Spadło na mnie nagle, nagle poczułam się chora, podziębiona, było mi zimno i miałam dreszcze...boo przemarzłam we wtorek i doprawiłam się w czwartek. i pozamiatane. długo nie czekałam. w zasadzie. Wczoraj wróciłam wcześniej, pochłonęłam tony wit. C i  zakutana w pielesze zasnęłam na 2 godziny. Na noc zaaplikowałam teraflu zatoki, bo kaszel, kichanie i gil.  mój ulubiony zestaw. normalnie. zapewne mnie dopadło bo złym człowiekiem jestem i wysyłam w kosmos dużo złej energii. to mi kosmos oddaje :-D

[jak słyszę, i czytam takie pierdolenia, to nawet mojemu nożowi w kieszeni cyce opadają]

i nie ma to nic wspólnego ze spadkiem wagi(przybrałam na wyjeździe a teraz spadam) nadal kiepską odpornością jednak,  mimo probiotyków, oraz tym, że mnie zwyczajnie przepizgało. 

a Przecież już swoje chorowanie zimowe odbębniłam, przeleżałam z zarazą cały tydzień lutego, przełaziłam dwa, potem dbałam o siebie, żeby mnie do samolotu wpuścili. Potem była Wyspa i nie było klimy. dużo dobrego ciepła i słońca, owszem w tym kabriolecie parę razy nas wyszarpało ale nic nam nie było. pomimo zmęczenia. i dużej ilości wina, które odstawiłam przecież pół roku wcześniej, Bo przygoda, bo wakacje, bo WYBITNIE dobre jedzenie. Jadłam na prawdę dobrze i dużo. byłam szczęśliwa i miałam dużo dobrych emocji. Jedzenie zapewne czyni nas odpornymi na sporo zaraz. Teraz nie jem za dużo, waga która przybrałam leci...to i odporność spadła. kalorie wyliczone a dieta urozmaicona i pomimo to. ech.

*



Hotel LA PALMA PRINCESS

Jedzenie w tym hotelu podobnie, jak warunki były zbliżone do naszej ulubionej sieci RIU z Wysp Zielonego Przylądka. dokładnie z wyspy Sal. ale tak sobie myślę, że nic jej nie przebije.

nie będę sie rozpisywać, że jedzenie było urozmaicone, pyszne, świetnie podane...i powiem tylko, że na koniec pojawiły się krewetki, wreszcie, nareszcie i że każdego dnia obok innych owoców jadłam banany w końcu, to bananowa wyspa.


i było dużo szparagów.

Hotelowe klimaty, bo serdecznie ten właśnie hotel polecam : La Palma Princess

Hotel La Palma Princess




widok z tarasu, gdzie głównie jedliśmy



a tu dwa ujęcia z dziedzińca, przed główną restauracją, 
widać z niego dokładnie krętą drogę, która pokonywaliśmy każdego dnia. Na zbliżeniu widać autobus. Tak wiem, że kadrowanie fatalne :-))




przyłapane na plotach podczas degustacji srana



Zarówno architektura, pokój, jak i widok, oraz miejsce posiłków, że na tarasie z pięknym widokiem na Ocean, wulkan i bananowce, wszystko było z wysokiej półki. 

Strefa 16plus bez rodzin z dziećmi, to jest komfort nie do przecenienia. Cisza, śpiew ptaków i zero animatorów! tak było tu. Przejścia oddzielające naszą strefę były normalnie zamykane na kartę. w Riu, owszem nie były, bo RIU był osobnym hotelem dla dorosłych ;-)

Wszystkie baseny były częściami wspólnymi, czyli animatorzy darli ryje ale animatorzy dla dorosłych ... bo Sal to Zabawa, Taniec, Taniec Taniec. Na la Palmie w hotelu mieliśmy w naszej strefie kilka basenów do dyspozycji tylko dla 16plus, bary z alko i przekąskami. Ale większa część hotelowa była wspólna z rodzinami z dziećmi. 

no i nie mieliśmy plaży. po tej stronie wyspy raczej dominowały klify. nie mogliśmy więc spędzać godzin nad Oceanem. Byłoby to marnowanie czasu, trzeba zwiedzać wyspę, chodzić po wulkanach, jeździć serpentynami...



 urządzono więc sztuczną plażę z białym piaskiem, bo na wyspie tylko czarne plaże

Tu widać dobrze ten komfort basenowy z pozycji śniadania przy basenie, na wiklinowych kanapach, bo pod koniec pobytu tutaj lubiliśmy zaczynać dzień



dwa ujęcia z nadbasenu z podgrzewaną wodą na góry i na ocean późnym popołudniem


Miejsca wspólne czyli plaża, boiska do siatkówki, nożnej, tenisa, skwery z jogą czy strefa SPA z masażami, siłownia...





[zdjęcia ze strony hotelu]

Wszędzie czysto, superczysto, wszystko zadbane, na poziomie. nie mam żadnych uwag. i pomimo, że to jest na prawdę duży kompleks hotelowy, to było bardzo kameralnie i dużo ciszej niż na Sal. no ale Sal to też taniec i szaleństwo :-)

oraz odnoszę wrażenie, że jednak żaden hotel nigdy nie odbierze RIU palmy pierwszeństwa.

powiem więcej, żaden hotel nie ma startu. ale co kto lubi.  Jedynie specyfika miejsca może wpływać na odbiór i wpływa, na Sal Taniec jest bogiem więc w hotelu też imprezy taneczne, tańce do rana, koncerty, występy. wszystko na poziomie.

W La Palma Princess dużo spokojniej, ALE za to wyspa znacznie ciekawsza. w hotelu siedzieliśmy dużo mniej. a i tak wszystkiego nie zobaczyliśmy. 

[Na obie wyspy bym wróciła teraz zaraz, ale na La Palmę bardziej. pojechałabym za to na inną wyspę Zielonego Przylądka i tym razem rejsem katamaranem.]

Do pokoju z widokiem na zachody słońca musieliśmy dopłacić.

i nie żałujemy...


Ostatni i Pierwszy zachód słońca


i jeszcze kilka ujęć w dniu wyjazdu, kiedy to bardzo skiepściła się pogoda. Potem cały tydzień lało....no współczuję serdecznie tym którzy przyjechali w sobotoniedzielę, głównie dunom :-p Przez ich wysoki sezon na Kanary, w ostatni wieczór i ranek musieliśmy odstać w długiej kolejce do jadalni.







Podsumowując, wybieramy zawsze hotele i części wydzielone dla 16plus, właśnie od wyjazdu na Sal. komfort odpoczynku jest nieporównywalnie większy. a jeśli chcesz poszaleć na zjeżdżalniach, to zawsze możesz. Owszem ceny są wyższe. ale coś za coś.
[mnie wystarczyło lecieć w samolocie z rodzinami polskimi przez 5 godzin]
 
Jeśli ktoś jest zainteresowany hotelem RIU na wyspie Sal, po prawej stronie bloga są zdjęcia i posty, i jest opis całej wyprawy a dokładnie TU hotel.


Jeszcze została mi do opisania nasza wyprawa na szczyt wulkanu.

ps

no więc leżę...i zdaje się tak spędzę łikend.

Ostatnio myślę intensywnie o tatuażu, chcę mandalę.