Post będzie opowiadał o wyspie i warunkach w hotelu. jedzeniu i obsłudze. ALE chcę zaznaczyć na początku, że każdy lubi luksus ale wiadomym jest, że siedząc w hotelu nie poznamy ani wysp ani ludzi ani przyrody. nie dowiemy sie prawdy. ja tam wrócę na innej zasadzie. nie do hotelu ale popłyniemy w rejs katamaranem. od wyspy do wyspy. będziemy zwiedzać samodzielnie, będziemy jadać w lokalnych knajpach, pić wódkę z lokalsami i kupować od nich pamiątki i jedzenie i dokarmiać psy...
*
Tym razem pokażę głównie swoje filmy, krótkie ujęcia z miejsc w których byliśmy. które będą jeszcze w następnych postach i zdjęcia również, gdy się ogarniemy z sąsiadami. i wymienimy. i gdy zrzucimy cały materiał na kompa. i go uporządkuję.
Wyspa Sal jest maleńka i kameralna. to cudownie.
Temperatury na wyspach są AKURAT, nie przekraczają w styczniu-lutym 30 stopni. i nie ma skoków i spadków. Nie lał się z nas pot, nawet na plaży gdyż, jak to na wyspie, dość raźno, mocno i non stop wieje. co tym razem nie przeszkadza.
[w Andaluzji, Grecji, Rzymie, Turcji, Granadzie wyłaziłam spod prysznica i właziłam z powrotem i w zasadzie mogłam nie wyłazić spod prysznica. pot lał się strumieniami].
Sal – jedna z wysp archipelagu Wysp Zielonego Przylądka, zaliczana do grupy Wysp Zawietrznych. Stanowi też jeden z 22 okręgów administracyjnych Republiki Zielonego Przylądka. Powierzchnia wyspy wynosi 216 km². Ma ona 30 km długości, 12 km szerokości i w większości krajobraz pustynny.
Można ją objechać(achacha to jest za dużo powiedziane, i obić sobie tyłek zwłaszcza kościsty) wzdłuż i w szerz w ciągu jednego dnia, zaglądając prawie we wszystkie atrakcje.
Co nas ominęło? ano nie wiele i nie z naszej winy : tyrolka, której załodze się zachciało urlopu, zjawiskowa dziura w skale z efektem świetlnym i obłędnym kolorem wody, gdyż dotarliśmy tam po czasie i efektu już nie było i ...już.
a i jeszcze kłady [w zasadzie to nam się kładów po tym objeździe pikapem odechciało, tak nas wyczepało].
MOTTO wyspy : NO STRESS.
Organizatorem naszej wyprawy było biuro TUI. i jesteśmy zadowoleni. nie mogliśmy zorganizować się sami, jak zwykle, bo nie ma bezpośredniego lotu na wyspy. Czas lotu, przesiadki i Cena byłyby dłuższe i wyższe. Biuro zapewnia czarter i tylko do 7,5 godzin lotu. biuro TIU kwateruje w
HOTELACH RIU(po katalońsku rzeka)właścicielem jest hiszpańska rodzina Riu, znajdują się w Santa Maria a tak na prawdę, to nad oceanem, jakieś dwa kilometry od centrum miasteczka. Dojechać można taxi za 5 euro. ale dzięki położeniu, hotele dysponują plażą hotelową. a to wygodne, bo wszystko jest w cenie. leżaki, picie na plaży, alkohol na plaży ...
Hotele RIU są TRZY:
*RIU FUNANA,
*RIU PALACE SANTA MARIA
*RIU CABO VERDE.
Za to uczestniczyliśmy aktywnie w życiu hotelowym, aktywnie, jak na nas :-)) zwłaszcza, że taki All inclusive to ja widziałam po raz pierwszy z życiu. Serio. Cała wyspa jest All inclusive. można jeść i pić przez całą dobę.
Mieszkaliśmy w hotelu Riu Cabo Verde.
[Goście cenią ten hotel za...Lokalizację, Jakość noclegu, Pokoje, Obsługę i Czystość]
a teraz zdjęcia obrazujące hotel/nie moje/
Trzy hotele stoją jeden obok drugiego, są połączone, że można swobodnie przechodzić i mają podobny etniczny wystrój - świetny zresztą, bo to wysmakowana mieszanka z bardzo nowoczesnym stylem. My wybraliśmy opcje 18plus, czyli żadnych rodzin z dziećmi. Sami dorośli. Spokój, cisza i alkohol ogólnie dostępny.
W pokojach barek i cztery flachy(rum,wódka,gin,łycha) wiszące na ścianie, jak dystrybutory. W lodówce zimne cola, sprajt, tonik. Wszystko uzupełniane co dwa dni. Bar wodny w basenie z alkoholem. Mogliśmy swobodnie przechodzić do innych Riu, ale oni do nas już nie. i właśnie ten ogólnie dostępny alkohol i Spokój był powodem(bo przecież nikt w gaciach od stroju nie będzie targał paszportu).
[No żyć nie umierać. Polecam to 18plus każdemu kto chce wypocząć i nieco odlecieć]
Obsługa czyli bardzo fachowi, mili ludzie z uśmiechem na twarzy. Kontaktowi. znający języki, angielski obowiązkowo. Otwarci i tańczący non stop. Niczego nam nie brakowało. niczego nam nie zabraniano, nikt w żadnej kwestii nam nie zwrócił uwagi, ANI jednego razu, mało tego Naczelnik bardzo szybko zaprzyjaźnił się z barmanką Ritą, także lała mu potem podwójne porcje wódek, likierów i rumu do kokltajlówdrinów :-)
Inna sprawa, że towarzystwo międzynarodowe, bardzo było na poziomie ;-) Wieczorem panie w sukienkach wieczorowych, nieobowiązkowo i nie wszystkie ale jednak.
Goście głównie i chyba jedynie z EUROPY: Hiszpanie, Niemcy, Francuzi, Duńczycy, Portugalczycy, Skandynawowie ...Polaków mało, dosłownie 10 sztuk w naszym hotelu(może dlatego nie widziałam ludzi spadających ze stołków barowych)
Zero ruskich. yeee
Co wieczór odbywały się występy a raz w tygodniu gruba impreza, tu filmowa zajawka
ach jakie to przyjemne uczucie, serio
już opisywałam ale pan je szczuje rybą a one jak psy za tą rybą i w poszukiwaniu i między nuszkami i sie ocierają, bo traktują nas jak element wystroju a nie obiad.
Jak obiad to nas traktują mamusia z tatusiem pływający na horyzoncie.
jest jeszcze jeden rodzaj w stylu : Na biało.
** wracam do hotelu
JEDZENIE w hotelu świeże, urozmaicone i na prawdę smaczne.
a oto miejsca akcji
/zdjęcia obrazujące hotel, nie moje/
jeden z barów z alko i sokami w którym pracuje Rita
My skorzystaliśmy raz, z restauracji włoskiej i było, jak na randce, wyśmienicie, smakowicie. Na przystawkę zjadłam makaron unurzany po kokardy w parmezanie oraz takie al la nioki z kozim serem/omatkoicorko jakie pyszne/ danie główne: lazania ze szpinakiem i truflami. i deser.
Naczelnik zjadł jakąś rybę wchuj drogą i smaczną.
(w sumie opłacało sie przebierać :-)
z widokiem na ocean.
I teraz kilka moich własnych zdjęć jedzeniowych. Ja postawiłam na jedzenie, którego na co dzień nie jadam oraz lokalne, jak zawsze. Nie jestem z tych co to jedzą sobie tylko znane. Tak więc codziennie jadłam pyszny czarny i czerwony kawior i krewetki. Codziennie jadłam ryby. oraz owoce: banany,arbuzy,mango... i warzywa, pomidory smakują inaczej. Jadłam dania kuchni ichniejszej i wschodniej. Nie zjadłam ani razu frytek ani pizzy :-)) dodam, że prawie wszystko przygotowywano na naszych oczach.
To z pewnością dobre miejsce dla chcących wypocząć, wyluzować się, oderwać, odpłynąć i potańczyć ...
*
Naczelnik mnie pochwalił ! że nareszcie coś tam mówię po angielsku. wiecie ja dużo rozumiem, ja sporo ogarniam ale jeszcze zaginionego bagażu w kulturalny sposób, żonglując czasami (Dreamu :) nie ogarnę. Nie jeszcze nie. ale dało mi to kopa i od soboty siedzę nie godzinę a dwie przy angielskim dzień w dzień. no może za wyjątkiem wtorku.
ps
nikt mi za reklamę wyspy i hotelu nie zapłacił.
PS
chce jeszcze dodać, że All inclusive jest dla nas europejczyków wybierających się w egzotyczne kraje, być może najlepszym, bezpiecznym wyjściem. woda pitna jest kluczowa i jedzenie. może też być opłacalnym w efekcie, bo jak policzysz sobie wodę, soki, alko ... w innych opcjach hotelowych płatne dodatkowo, to może być, że wyjdzie podobnie.

















