Piszę w niedzielę o dniu wczorajszym. Cały czas zauroczona jestem miejscem w którym spaliśmy a z którego ciężko nam było wyjeżdżać.
Sami w takim dużym meandrującym fiordzie u wrót Atlantyku. Coś pięknego.
To zdjęcia z drona, którego puszczaliśmy o ..22.iej. Siedzieliśmy sobie długo w noc
🤣🤣
na krzesłach okutani kocami i gapiliśmy się w nasz telewizor, czekając na wieloryby.
A więc sobota.
Wyjeżdżamy z campa dość późno, zabarłożyliśmy dnia poprzedniego i ogarniamy auto i siebie. Przed nami przede wszystkim Langøya.
No i w zasadzie nie piszę dziś za dużo, bo jesteśmy znów w fajnym miejscu, siedzimy nad jeziorem z winem. Za chwilę ciepła kolacja, za nami wrażenia widokowe, że klapki spadają. Może wreszcie poczytam książkę, bo od początku tempo jest takie, że nie otwarłam żadnej.
Tak więc dziś zdjęcia. Dużo. Aura była nierówna to i zdjęcia też będą. Padało, mżyło, świeciło słońce. jak to na Lofotach ;-)
































