Wtorek.
Cisza, spokój odsłonięcie od wiatru i żywej duszy...tylko owce. Które zrobiły nam wieczór:))
Naczelnik puszczał dronda, kręcił i robił zdjęcia wieczorem i je śmiertelnie wystraszył. Choć one mi wyglądały na takie co to nie jedno już widziały, w tym drondy.
Wyszło słońce i grzało niemiłosiernie, dwa razy w ciągu dnia się przebierałam.
I normalnie ruszyliśmy najpierw na plażę z górskimi olbrzymami i kotłami, starą fortecą, czyli Eggum.
![]() |
Łazęgowaliśmy sobie.
Dron leciał za autem.
W zasadzie wszystko objeździliśmy...a zaczęliśmy od dupy strony czyli od północy, czyli zjeżdzaliśmy w dół...
A potem obraliśmy kierunek muzeum Wikingów. Odnaleziono tu osadę jakiejś wikingowej szychy, i największą halle Ever. Nie ma w całej Skandynawii tak wielkiej, długiej. No i zwiedzaliśmy to muzeum interaktywne, ze wszech miar ciekawe i godne polecenia..
Po osadzie i wielkiej halli zostało miejsce z wbitymi fundamentami a na potrzeby muzeum wybudowano obok nową halle. Dzięki temu wszystkiego można było dotknąć i żywo uczestniczyć w życiu Wikingów. karmiąc wszystkie zmysły.
Posłuchać opowieści przewodnika.Łoże śmiertelne
Ryby suszone mogły wytrzymać i 15 lat...
I wreszcie tron Jarla
Można było się przebrać, powalczyć, pojeździć konno, rzucać toporkami, strzelac z łuku, zjeść bardzo dobrą zupę, Wypić miód pitny w delikatnym szkle, poczuć sie Jarlem i wojownikiem. Tkać. Grać w gry. Potem szliśmy kilometry popływać wikingską łodzią...
I tak Wikingowie zdominowali nam dzień.
A potem znów ruszyliśmy w objazd wysp.
Długo nie mogliśmy znaleźć żadnej dobrej miejscówki, do spania. Za to zobaczyliśmy kolejny śliczny porcik.
I zapadła decyzja o campingu nad oceanem. Tuz przy pięknej piaszczystej plaży. I to był niestety zły strzał. Gdyż wlaśnie przyszły silne wiatry, które omiatały Lofoty.
Natomiast już druga plaża tak wielka i piaszczysta tego dnia.
Dojazd do campingu też niczego sobie.
cdn.






























































