sobota, 5 maja 2018

Narastanie bieszczadzkie.


Bieszczady - cisza spokój pustka, można iść godzinami i nikogo nie spotkać...
pewnie tak było wiele lat temu ... pewnie tak bywa i teraz w innym czasie i w innych miejscach ??? ...
My, będąc po raz pierwszy mieliśmy plan i się go trzymaliśmy:  rekonesans i zaliczenie popularnych tras i atrakcyjnych wizualnie - Połonina Wetlińska, Bukowe Berdo i na koniec Połonina Caryńska.
Zwiedzanie cerkwi, torfowisk, knajp z łemkowskim, bojkowskim, wielokulturowym jedzeniem. Objechaliśmy autem wszystkie pętle, od Ustrzyk do Ustrzyk, przez Cisnę, Lesko, Solinę, Jabłonki koło Baligrodu, gdzie próżno szukaliśmy pomnika Karola Świerczewskiego ...


W lutym 2018 pomnik został rozebrany. a to puste miejsce po pomniku.

Słowem wszystko na raz w pięć dni. Od napięcia tego planu łydki mi nie chcą odpuścić,
stawy mi trzeszczą i na koniec stopy mi spuchły w proteście, że to ZADUŻO.




O ile pierwsze dwie rasy jeszcze nie zabiły mnie kondycyjnie i nie doprowadziły do rozpaczy
ilością ludzi, kretynów, dzieci, drącychryja, co widać na zdjęciach, o tyle ostatnia trasa OWSZEM.
POŁONINA Caryńska jest trasą piękną, długą i ciężką i piękną pod warunkiem,
że nikt ci nie pierdzi nad głową, nie sypie dowcipów BARDZOŚMIESZNYCH i nie drze kopary.
Wybraliśmy się na nią w trakcie majowych świąt, gdy ludzi naprało w Bieszczady w chuj!!!
obserwowaliśmy to zjawisko każdego dnia od przyjazdu. że więcej i więcej i więcej...
Do tego pogoda iście afrykańska - temperatura rosła proporcjonalnie do ilości ludzi na szlakach,
w knajpach, cerkwiach, parku - do ponad trzydziestu stopni, na koniec.
Generalnie wszystko narastało - ilość ludzi, temperatura, zagęszczenie, ból w mięśniach i stawach, hałas oraz 
moja irytacja.
Niebezpiecznie spadła mi samoocena, wchodząc na Caryńską
z zakwasami jak słupy energetyczne, bólem stawów i ogólnym zmęczeniem tempem naszego zachłyśnięcia ...
otóż  uplasowałam się między kobietą w siódmym miesiącu ciąży a ciotką ponad siedemdziesięcioletnią, które owszem sapały jako i ja i marudziły ale lazły, cholera jasna.
[więc i ja musiałam]
Kilka razy gwałtownie zaprotestowałam, przypominając kilkuletnie dzieci, które nie wiedzieć czemu są wleczone w góry na trasy zbyt ciężkie i długie i potem jęczą, płaczą i negocjują...
 Chyba starzy nie mają ich z kim zostawić, jak ta kobieta, która wlekła psa, wykończonego podejściem skalistym i stromym, że wyglądał gorzej ode mnie.


 A Na  szczycie w dzień targowy,
takie toczą się rozmowy:
(matka dzieciom) - Stasiu gdzie jest Władzio, zostawiłeś Władzia, nie rób tego nie wolno zostawiać Władzia samego, tyle razy cimówiłam, zobacz jak tu niebezpiecznie [ble ble ble]
(aWładzio tymczasem postanowił ulepić bałwanka i już zamierzał zjeżdżać na trzyletnim tyłku
z górki do zalegającego nieopodal śniegu) w porę złapany na chabety nie spadł w dół,
Szkoda.
Bo rekompensował sobie niezrealizowane plany, głośnym wrzaskiem.  płosząc zapewne wszystkie misie w okolicy. ale nie szkodzi, bo podobno ich dużo, mnożą się na potęgę.

Poza tym
 - legiapany,  baśka wyglądasz fatalnie, dupa misie spociła...DAREK CIŚNIJ CHŁOPIE


czyli zmęczona byłam, nie ukrywam, bardzo głośnymi absolwentami awuefu z poznania i łodzi, którzy zwyczajnie pierdolili bez sensu i za głośno, w chórze z mamuśkami i ich dzieciakami.
A na dobicie i ku mojemu zdziwieniu, do tego chóru dołączył koleś z gitarą, się pewnie siekierezady naćpał i śpiewał NASZCZYCIE...fałszywie...znaczy fałszował. oObogowie za co??


Widoki rekompensowały ten burdel oraz świadomość, że w tatrach jest dramat
 i pańcie w laczkach.
A we wszystkich pozostałych górach w kraju tutejszym zagęszczenie kretynów jeszcze większe. 

 Za to w cerkiewkach trafiliśmy na profesjonalnych przewodników a w jadłodajni łemkowskiej
 profesjonalne jedzenie. zajebiste.

klimatyczne łemkowskie jadło
  A poza tym Sanok, Wielopole Wielopole kantorowskie...
Sanok

plebania w której wychowywał się T. Kantor


A wszystko to dzięki uprzejmości i w towarzystwie mojego Wikinga
 Solina.
ps
proszę zwrócić uwagę, że ani razu nie padło słowo ROZCZAROWANIE.

15 komentarzy:

  1. No bo jakze byloby mozliwe rozczarowac sie Bieszczadami? Oczarowac raczej.
    A w ogole to wygladasz zachwycajaco, okolicznosci tez zachwycaja i tylko te samochodowe koleiny do samego zalewu (ostatnie zdjecie) nieco irytuja. Pal licho pseudoturystow, Bieszczady sa tak duze, ze to towarzycho sie rozmywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ))))) prawdę prawisz Pantero i dlatego jeszcze tam wrócę, gdy będzie spokojniej ))

      Usuń
    2. a i dziękuje za komplimenty a to zapewne klimat bieszczad ;-) o jednak przewietrzenie łba pomogły na zmarszczki ))

      Usuń
  2. Nigdy nie byłam w Bieszczadach. Kurcze, prawie nigdzie nie byłam. Ale nic to, nawet jakbym zwiedziła całą kulę, cóż to wobec wszechświata ;))) Nasza maleńka kulka ziemska.

    OdpowiedzUsuń
  3. W przypadku, gdy mówimy o Bieszczadach nie ma mowy o takim rzeczowniku, jak rozczarowanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. A napisz proszę, gdzie spaliście i czy matka z dziećmi normalnymi może się tam zatrzymać (jedno już nie dziecko, nie mogę się przyzwyczaić...)?
    I co zobaczyć, gdy lubi się nieoczywiste miejsca, bez tablic kupa mięci, ale za to z energią do zapamiętania na długo?
    Jeden z planów wakacyjnych to jazda wzdłuż granicy, prawdopodobnie zaczęłybyśmy na północnym wschodzie i potem w dół. Bieszczady nam się łapią na kilka dni. :-)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kalina my spalismy w Park Natura, miejsce fajne na wypierduchowie w pobliżu niczego pełne atrakcji ale te atrakcje mogą byc kłopotliwe. Jest stadnina można jeździć konno, są takie zewnętrzne sauny, basenik zewnętrzny, kłady...rozumiesz, atrakcje dodatkowo płatne. i niestety miejsce z możliwym przyjazdem wycieczek...i to mnie dobiło. My w zasadzie tam tylko spaliśmy. Drugi raz tam nie pojadę. Będziemy szukać małych pensjonatów albo prywatnych kwater, jest ich całkiem dużo w Cisnej, w Ustrzykach... musicie sprawdzić trasę swojego wyjazdu, bieszczady sa rozległe.
      My będziemy szukać na wypierduchowie. Omijam miejsca gdzie sa turyści i głośno.
      Mam takie jedno na oku ale musimy panią zlokalizować dokładniej. Dom stoi przy wejściu na Bukowe Berdo dom z letnikami - piękne miejsce, spokojne i pani dobrze karmi. Połoniny trzeba zobaczyć, poza tym wioski bojkowskie opuszczone do których my już nie zdążyliśmy...

      Usuń
  5. :)) Bieszczady są cudne i nie dziwota, że tłumy na połoniny walą. Szczególnie w majówkowe dni. Mus jest przetrawić co trudno strawialne i cieszyć oko ze stoperami w uszach:) Moja majówka zgoła inna jak wiesz, ale też strasznie się cieszę, że dupsko z domu ruszyłam w świat:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, Bieszczady, jakie cudne.... Kiedy zobaczyłam Ciebie, na dobrze znanym mi szlaku w białych spodniach, to... Z wypiekami na twarzy czytałam, bo...wspomnienia ożyły i... błoto, i... I moje białe spodnie już nigdy białe nie były. Ale za to jakie wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś widzę, że moje komentarze się nie dodają :) jednak musicie się wybrać do Irlandii, moż enie na Arany, bo tam też tłumy, ale są miejsca, gdzie na szlakach nie ma zbyt wielu ludzie a w Donegalu bywa wręcz pusto na długiej plaży. Kisses

    OdpowiedzUsuń

nie musisz Czytaczu ale możesz ....