Dooglądnęliśmy Bodygarda na netflixu. Przeglądam garderobę pod kątem firan, zasłon, obrusów, których nigdy nie powieszę i przygotowuję do wyniesienia gdzieś, komuś.
Sortuje zdjęcia w pracowni do postawienia i powieszenia na ścianę, wbijamy gwoździe na święte obrazki i zegary.
I tak nam mija niespiesznie i bez obłędu ten dzień upiorny.
***
Ludzie, to nie mają serca dla psa, łażą pod oknami, szlajają się, węszą, rolkują, rowerują cholera a Erna dostaje pierdolca. skacze szczeka szaleje pod płotem, na płocie..a potem łapa boli.
My ją tu faszerujemy specjalną karmą i lekarstwami na dysplazję a ona nieświadomie nadwyrężając tylne łapy, krzywdę sobie robi.
**
Jest ciepło jak na listopad. Powyżej dziesięciu stopni. może nawet kilkanaście było wczoraj, gdy rozparcelowywałam donice po kwiatach, rozsadzałam ogromną agawę na trzy doniczki.
Wszystkie jeszcze stoją na tarasie. Małe do oddania.
Puste donice przygotowane do przezimowania czekają pod wiatą.
A kilka dużych, jeszcze z kwiatami [i nie są to chryzantemy], ostatnie zapewne dni spędzą
w ogrodzie. Niech stoją do ścięcia przez pierwsze przymrozki, mrozki. Są jednoroczne.
Powyrywaliśmy już część kabaczków i dyń ale jeden pęd kwitnie jak szalony...są jeszcze maliny
i mięta, która zrywałam wczoraj do suszenia i do potraw. Jutro Spodziewamy się gości.
W ciągu dnia chętnie podsypiam, zwłaszcza, że wstaję zbyt wcześnie.
Dziś jeszcze kino i zakupy, jutro ostatnie porządki i gotowanie.
Ja mam prace do sprawdzenia i postawiłam sobie twarde warunki, że do jutra.
W niedzielę chcę spędzić w spa. dla odmiany.
a i tak od poniedziałku czeka mnie ZAPIERDOL. co to nigdy się nie kończy.
Zastanawiam się, czy to roboty coraz więcej czy to ja coraz bardziej leniwa??
***
Drugie najgorsze za nami...remonty.
Czas na zdjęcia już odnalezione, czas na pierwsze porównania. Sentymentów ciąg dalszy.
Nasz dom w najstarszych dokumentach zapisano jako doppelhaus.
było ich w naszej wiosce kilka. Obok powiększona o garaż mała obórka.
Wszystko zostało przebudowane. I dobudowane.
W oryginalnej wersji wejście było na wysokości pompy.
Na zewnątrz docelowo zrobimy szachulec. Dodatkowy ale z oryginalnych belek.
Dom będzie w ten sposób docieplony. Na razie odkryliśmy ten oryginalny w środku.
Pierwszy remont domu dotyczył dachu, rozkucia betonów, którymi dom był zalany i wymiany wszystkich rynien oraz zrobienia porządków w oborze i pod wiatą.
Niestety nie są to najstarsze zdjęcia chałupy i obory, tylko już po pierwszym remoncie dość inwazyjnym.
[nadal szukam najstarszych zdjęć].
a potem dom i obora nabierają kolorów i wyglądają tak
Jak patrzę na te świerczki i sosenki oraz tujki, to mnie ściska w dołku, bo aktualnie to drzewicha
co to dachówki ściągają z obory i to dolnymi gałęziami. Wiele z nich już obcięliśmy w połowie
wysokości albo same czubki, co je jako choiny do sufitu w teatrze(3,50 wysokości)instalujemy na święta.
Podobnie ma się sprawa z czereśnią, brzoskwinką i śliwami, to aktualnie drzewicha, że bez drabiny kilkumetrowej nie podchodź.
Dom od strony ogrodu.
Razem z dachem budowaliśmy taras.
Obora od strony ogrodu zawsze mi się podobała
[do komina zamierzamy podłączyć starą kozę i zrobić drzwi szklane od strony wiaty.]
Wszędzie dokoła były tony gruzu, rozkruszonego betonu, hałdy ziemi.
Obora od strony ogrodu zawsze mi się podobała
[do komina zamierzamy podłączyć starą kozę i zrobić drzwi szklane od strony wiaty.]
W kolejnych latach rozkopy przed domem było powtarzane, gdyż kanalizacja okazała się niezbędna.
A potem zakasaliśmy rękawy i Naczelnik zrobił tak
A potem było tak
jakieś trzy lata temu tak było a teraz jest ... więcej ? ja to nie mam umiaru, naprawdę.
Naczelnik pomalował też dom od ogrodu na biało a ja wnęki na niebiesko.
Potem były kolejne remonty.
Po dachu wymieniliśmy okna w obecnej pracowni
sami pomalowaliśmy dom, Naczelnik całą chałupę, ja wnęki okienne
oraz pompę i inne elementy płotu i skrzynki energii...
i to nie koniec.
Przed nami jeszcze metamorfozy zewnętrzne, wymiana płotu i furtki oraz bramy, bowiem w ciągu 12 lat czas zrobił swoje. Mało tego taras nam się zużył mocno i że trzeba było już wymieniać deski...
Na koniec
pejzaże, których już nie zobaczymy
stary nasz dom i rysiowa stodoła, której już nie ma oraz aleja brzozowa, której już nie ma...
gmina wycięła






Dopiero teraz dotarło do mnie, ile Wy tam pracy włożyliście...
OdpowiedzUsuńChylę czoła!
a wiesz Kalino że i do mnie... oraz nie wiem jak my to wszystko przeżyliśmy??
Usuńchyba w amoku jakimś byliśmy i jesteśmy nadal ;-)
oraz to nareszcie NASZ dom i NASZE miejsce na ziemi.
To sie nazywa Efekt "Woooow!"
OdpowiedzUsuńBo nic innego z wrazenia nie mozna z siebie wydusic, tylko to. I oczy w slupek. Szczególnie przy przejsciu od trzeciego zdjecia do czwartego, inny swiat!!!
I wszedzie widac ogrom waszej pracy, chyle czola jako i Kalina, szacun dla was! Obora piekna os tylu. Cegly ladne. I ogród, I taras. Ach.... :)
dzieki kochana)) wiedziałam, że ten akurat fragment ci sie spodoba )) mnie urzekła właśnie obora z jej możliwościami ale życie nam płata nieprzyjemne figle i chyba obory nie zrobimy już...nie wystarczy nam siły, życia i pieniędzy...szkoda. Oczywiście plany są, jakżeby inaczej )))))
UsuńNormalnie siedze ze szczeka lezaca na kolanach ze zdumienia.
OdpowiedzUsuńToz to ogromny kawal wielkiej i dobrej roboty!!! A Ty piszesz, ze to jeszcze nie wszystko, daj Ci Boziu zdrowie Dobra Kobieto.
Przecudnie tam macie, naprawde ogladalam z zapartym tchem. Bosko!!!
DZiękuję Star, za życzenia zdrowia szczególnie )))))))będzie potrzebne, ba faktycznie jeszcze nie koniec roboty na zewnątrz. W związku remontami w domu(wyprucie i wymiana wszystkich okien i drzwi) i w związku z koniecznością obrania domu z obecnego styropianowego ocieplenia chcemy zrobić szachulec czyli doprowadzić dom do stanu pierwotnego. To stara szachulcowa chałupa - oryginalny szachulec mamy w środku(belki, glina, cegły, deseczki, słoma) a ten na zewnątrz ma być też dodatkowym dociepleniem. Będzie budowany ze starych belek i wypełniany ...jeszcze nie wiem czym ? bym chciała materiał naturalny, nie styropian, bo chałupa musi oddychać. Moim marzeniem jest genialna konopia indyjska ale ona bardzo droga. Także ten.
UsuńFaktycznie trafilam z tym zdrowiem, bo widze, ze plan ambitny przed Wami.
UsuńNo nie bede oryginalna, bo i mnie zatchnelo na widok ogromu pracy, jaki wlozyliscie w ulepszanie chalupy. Jak pieknie zarasta ogrod, niedlugo bedzie potrzebna maczeta, zeby przez niego przejsc. ;) A co teraz jest na miejscu brzozowej alei i Rysiowej stodoly?
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńDrzewa trzeba sadzić. Na lewo i na prawo. Bo jak Chińczyki tajgę wytną, to co będzie produkować tlen? Fabryka państwowa pewnie, bo wtedy można kupić, sprzedać a i opodatkować jeszcze. Pozdrawiam w tę deszczową sobotę.
UsuńPantero Jak się domyślasz akcja dzięki pisiorom się stała kurwa ich mać(uwielbiałam tę aleję zwłaszcza na wiosnę!!)i oczywiście na miejscu brzozowej nic...na miejscu stodoły pokaże w następnym poście. Gmina sie dopatrzyła, że te brzóski ludzie sadzili na lewo(nie tylko te brzóski)bo DRZEWA trzeba sadzić, nie wycinać. kurwa. Ale się gminie nie spodobało oraz ludzie się budowali na dawnym rysiowympolu...i coś tam coś tam...nie wiem dokładnie. wiem, że się awanturowałam na darmo.
UsuńDuuuużo pracy! Ale na szczęście macie koniec i trzeba się cieszyć. Jest pięknie.
OdpowiedzUsuńEch Dorota, problem w tym, ze na zewnatrz jeszcze nie koniec w domu owszem koniec ))))) na szczęście. Dzięki.
UsuńNajważniejszy dom.
Usuńracja
UsuńJest zielono i kolorowo, a wy jeszcze zyjecie.... to dobrze :)
OdpowiedzUsuń))) owszem i to całkiem fajnie )) juz po remontach w domu ))
UsuńŁał.... Znam ten ból :) nasza chałupina była w jeszcze gorszym stanie :) Na starym blogu miałam metamorfozy - wrzucę znów jak było a jak jest :) radość przednia. Mimo zmęczenia niewyspania chronicznego braku czasu upierdliwości całego świata - uwierz warto
OdpowiedzUsuńwrzuć koniecznie Jago, tak wiem, ze warto a poza tym robienie ogrodu sadzenie to sama radośc )))
Usuńa wiesz, że jak się wprowadzałam w planach był sam trawnik i na środku JEDEN iglak, bo twierdziłam, że nie jestem kurą i w ziemi grzebać się nie będę . Teraz już nie mam gdzie co wcisnąć, tu rabatka tu skalniaczek tu pomidorki a tam jeszcze drabina z kwiatkami.... Obłęd, ale tylko krowa poglądów nie zmienia.
Usuń)))) znam to choc ja od początku mówiłam, że mam ziemię moją i nie zawaham się jej użyć ))))
UsuńAleż pięknie i wspomnieniowo. Brawo! Wykonaliście grom pracy.
OdpowiedzUsuńa dziękujemy ))potrzebne nam jeszcze parcie, bo to nie koniec w łaśnie dom na zewnątrz i płot i ogród nam pozostał do roboty ..))
UsuńTa praca nigdy się nie kończy. Jesteś tego świadoma, Teatralno? Pewnie, że jesteś.
OdpowiedzUsuńMy sobie wybudowaliśmy nowe, w błogiej nadziei, że unikniemy wiecznych remontów. Ale. Zawsze coś można zmienić.
Tu daszek, tu płotek, tu murek a tu piec chlebowy. Drewno gnije, farba się łuszczy... Konserwator powierzchni wszelkich.
A wziąść zapuścić futro i pójść żyć do lasu z wilkami.
))) wiem wiem ale to decyzja, którą owszem podjęliśmy wraz z przeprowadzka tutaj...ale po prawdzie, to chyba nikt się nie spodziewał, że aż tyle roboty i że nie kończy się naprawdę !!! a nie w bajkach...
UsuńToż ja teraz rozumiem, czemu narzekałaś na tę niekończącą się pracę.. ale efekt powala
OdpowiedzUsuńWszystko faje , piękne, wycackane, ale te okna niebieskie z aniołami od zewnątrz, no normalnie zatchło mnie dokumentnie zachwytem ogromnym :)
... już ich nie ma ... są nowe ale też niebieskie))) tylko anioły odfrunęły)))na razie i tymczasem ))
Usuńogromna robota, która wykonaliśmy głównie dotyczy wnętrza...tak myślałam ale masz rację, jak teraz patrzę na zdjęcia i ogarniam czas od 2007 roku, to ogrom roboty dotyczy też zewnętrza... nasadzeń, dosadzeń, budowy kojców, furtek...zakupów, sprzątania i układania w oborze(wybudowaliśmy dwie kotłownie)pod wiatą, zwłaszcza, że robiliśmy SAMI...