sobota, 21 marca 2026

Premiera światowa.

 Na ten dzień czekało wielu fanów science fiction na całym świecie: 20 marca w kinach oficjalnie zadebiutował Projekt Hail Mary. Film z Ryanem Goslingiem w roli głównej.

pippip

Projekt Hail Mary to film sci-fi na podstawie książki Andy'ego Weira. Akcja została osadzona w niedalekiej przyszłości, a historia opowiada o astronaucie, który pewnego dnia budzi się ze śpiączki w kosmosie i przypomina sobie, że wysłano go na misję, od której zależy przetrwanie całej ludzkości.

pippip

 Przede wszystkim nie zapomniano, że to nie tylko prosta opowieść o ratowaniu naszej planety, ale i o pamięci (a raczej jej wadliwości). Kiedy szkolny nauczyciel Ryland Grace (Gosling) budzi się na statku kosmicznym jako jedyny żywy astronauta misji "Hail Mary", będzie musiał naprawdę się postarać, by przypomnieć sobie: a) kim jest, b) co tutaj robi, c) czy uda mu się w ogóle przeżyć. Jak pewnie większość z was już wie, nie będzie w tej niedoli sam. Na swojej drodze spotka kogoś (lub coś), kto/co sprawi nam tyle radości, co spielbergowski E.T. Tym samym dochodzi kolejna płaszczyzna: to także rzecz o przyjaźni; a raczej o dojrzewaniu do niej i odnajdywaniu osoby, za którą moglibyśmy oddać nawet i swoje życie. 

i wreszcie ja 

LUDZIE IDZCIE na ten Projekt.

zamiast czytać książkę.

pippip

Na okładce oryginału czytamy, że to "absolute page-turner" – tytuł rzekomo "kartkuje się sam". To nie do końca prawda. Ale nie zmienia to faktu, że adaptacja powieści wypada znacznie lepiej. Niby era blockbusterów mija, ale Ryan Gosling dwoi się i troi, byśmy uwierzyli, że świat – jak to w nich bywa – faktycznie ma się ku końcowi. Natomiast sam film Phila Lorda i Christophera Millera spełnia obietnicę z okładki książki i rzeczywiście "ogląda się sam". Czy tego chcemy czy nie, stopniowo wkręcamy się w tę historię, nawet jeśli ta bazuje na kliszach i raczej niezbyt oryginalnym punkcie wyjścia. 

Zmarzłam przed kinem i zwłaszcza po seansie. wpadłam do CH Jantar na dziesięć minut przed reklamami, zakupiłam kanapkę w sabłeju, moi wjechali chwilę po mnie, zakupili cole, kawę, zestawy nachos. i poszliśmy oglądać reklamy...mieliśmy miejscówki premium. że Naczelnik, duży chłopak mógł wyciągnąć nuszki. czyli zrobiliśmy wszystko jak należy ;-)

i wbiło nas w te wygodne fotele, a ja się martwiłam, że mogę mieć kłopoty, po nieprzespanej nocy lub z powodu krótkiej obsady :-))

i wypiłam kawę. i po co? 

Uśmiałam się, popłakałam się ... i zachwyciły mnie zdjęcia i MUZA mnie zachwyciła i chyba po raz pierwszy nie było w multikinie dla mnie za głośno. Diuna wymagała zatyczek. 

pippip

Marketing robi swoje – nie dajmy sobie wmówić, że to największe wydarzenie hard science-fiction od czasu "Interstellar". Ale też nie ma co na siłę marudzić – trafiło nam się niezłe kino, które chce nam dostarczyć rozrywki na następne dwie i pół godziny. Zawsze mogło być gorzej, prawda? 

[...]

Bardzo często "Projekt Hail Mary" zmienia estetykę na teledyskową, co pozwala złapać nam oddech, kiedy fabuła zaczyna lawirować wokół upływu czasu w podróży, majsterkowania, wymyślania kolejnych planów lub rozwoju ekranowej przyjaźni. Muzyka z offu robi swoje i wprowadza wykalkulowany nastrój, raz dając nam przestrzeń do śmiechu, by za chwilę wprowadzić w bardziej kontemplacyjny stan. Niektórzy stwierdzą, że to tandetne zapychacze, natomiast cała reszta w pełni poczuje nastrój wprowadzany przez twórców. No i – na szczęście – całość nie jest deskrypcyjna niczym u Weira. Zamiast niepotrzebnej ilości słów, liczą się czyny oraz emocje, których znajdziemy tu zresztą całą masę. Zamiast lania wody, mamy co najwyżej wiadro łez. Naszych łez. 


* duże litery to recenzja Bliskie spotkania jednego Goslinga. w moim guście. z pełną zgodą. 

**

Dziś z powodu wczorajszego zmarznięcia obudził mnie o 6ej  ból gardła i jeszcze mam gila. także brałam ostatnio multiwitaminy, vit. c, piłam elektorlity. a wystarczyło się kiepsko ubrać. i jest jak zwykle. w tygodniu zimno, nocami mróz, to ja jestem zdrowa jak koń. a gdy nadciąga łikend i można pogrzebać w ziemi... towiadomo. 

ps

słuchawki się znalazły, leżały sobie na biurku moim w teatrze, jak gdyby nigdy nic...a ja dałabym sobie wszystko odciąć, że je miałam ze sobą w aucie. 

1 komentarz:

  1. Widziałam dzisiaj fragment wywiadu z Goslingiem. No trzeba iść do kina, ale chyba dopiero w kwietniu, w PL, może znajdziemy chwilkę. Oraz saga ‘szukamsłuchawek’ jest urocza😂

    OdpowiedzUsuń

nie musisz Czytaczu ale możesz ....