w kwestii szkliw tak się poruszam na poziomie zielono, niebiesko, toscańsko, przecierki niebieskie...sitowia zielone i zielone smoki, złoto rustykalne, turkusy...właśnie bez kosmicznych kolorystycznych fajerwerków.
a ta miska zupełnie jak moje ukochane cynamonki
te gary to są do testowania szkliw. nie tam jakieś popisowe (także proszę tu anonimy, żeby się nie wytrząsały:-D nie są ani do oddania, ani w ogóle za bardzo. i pokaleczyłam sobie ręce, gdy jeszcze gorące wyciągałam z pieca. bo nawet nie są wyszlifowane. i opisuję te szkliwa, numeruję. zapamiętuję.
*
Wczoraj było słonecznieletnio a dziś leje. dla odmiany. a po południu wychodzi słoneczko.
Najadłam się melatoniny, którą znalazłam w pudełku w postaci oranżadki. i pospałam. wywlekałam wczorajszym wieczorem ciuchy lniane letnie ostrożnie. żeby nie zapeszyć, na dziś i powoli już na wyjazd zaczynam obczajać. a tu niespodzianka, bo owszem cieplej ale pada i aura taka bardziej senna. czyli zapeszyłam. noto pojechałam do pracy w spranych czarnych spodniach o konsystencji dresowej dzianiny, trampkach i jakieś bluzce i czarnym letnim płaszczyku...zamiast w lnach. z parasolką też czarną.. Trudno. za to bezpiecznie, w czerni się nie odciskają ślady lekcji plastyki tak bardzo. no i szkliwa, bo dziś ciąg dalszy.
Powoli turlamy się w drugim sezonie Kasztanowego ludzika. tyle jest spraw, które mieszają nam wieczory. na środku kominkowego leżą kufry, w łazience cała gama kluczy w skrzynce narzędziowej, bo się coś z kranem czy tam kurkiem porobiło. zlewowym. Sprawy strażackie, sprawy sąsiedzkie...wczoraj Naczelnik wyładowywał i taszczył, zamówione przez sąsiadów wielkie i ciężkie palmy, do ogrodu :-)
blogger nadal szkodzi, robi kilkugodzinne uniki, nie podaje aktualnych stanów, nie aktualizuje się. blogownia mimo to żyje i zamieszcza.
Czas pędzi. już czwartek, jutro koniec tygodnia.
*
ach i nie chodzę na spacery po polach z Ciri, bo panicznie boję się dzików a jeszcze niedajbuk z warchlaczkami😶ostatnie prawiespotkanie wbiło mnie w chorobę, atak paniki i wybiło z głowy spacerowanie. no nie ma człowiek szans. ..
No chyba, że jest prezesem jarosławem wiecznie żywym...chrumkającym 🙈
i doprawdy gdyby taki jarosław zwany prezes zachrumkał, to będąc dzikiem sama bym zrobiła w tył zwrot i z obrzydzeniem bym pognała wpizdu.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
nie musisz Czytaczu ale możesz ....