wczoraj było wybitnie chujowo. BOLAŁO i BOLI. boli mnie lej po bombie i wygląda na to, że cały tydzień pójdzie się bujać. żadnych fizycznych szaleństw. żadnych szaleństw w ogóle. sprzątania żadnego i lepienia na razie. i winka i palenia...no wypada mi papiery obrabiać a na osłodę robić zakupy ceramiczne i prywatne, żeby nie odczuwać tego czasu, jako straconego i sponiewieranego i dodupy.
W przyszłym tygodniu sobie zrobię wakacje.
Z frontu praniowego to tak: już podstawowe programy w kilku wariantach przetestowaliśmy. Pozostało jeszcze kilka wyjątkowych. I zauważam, że 1600 obrotów plus para na końcu dają pożądane efekty - ciuchy są prawie suche i wyprostowane. Znaczy zagniecenia niewielkie, da się rozłożyć do wyprostu na suszarce. dla mnie kluczowe, gdyż nie prasuję z zasady.
Och, też nie prasuję. Wieczorem spryskuję sukienki wodą i wieszam w przewiewnym miejscu. Ich łagodne wyprostowanie zupełnie mi wystarcza, nie lubię rzeczy "na kant"...
OdpowiedzUsuńmądra dziewczynka :-) kto by tam marnował czas na prasowanie.
OdpowiedzUsuń