wtorek, 10 marca 2026

a morze spokojne.


Mam ten przywilej, że poniedziałki są lajtowe. najczęściej się wysypiam. długie poranki, kawa w łóżku, czytanie, pisanie. jeśli nic się nie dzieje w planie...nie ma imprezy, spektaklu, próby, zakupów, afery. to najlepszy początek tygodnia. zwłaszcza po wyczerpującym łikendzie. 

Wiosna jest bardzo fajna ale zbyt gwałtowna chyba, i bardzo mnie mieli. Bardzo, w zasadzie jak nigdy. Wczoraj dostałam nieoczekiwanie i dodatkowo wstrętu na intensywne zapachy... wszystko mi podeszło pod gardło. Nadal dziwne bóle głowy i ból wędrujący po ciele...przyjaciółka straszy boreliozą.

W teatr przybyły ploteczki wraz z kursantką nową małoletnią i jej matką :-) więc posiedziałyśmy w moim gabinecie na kanapce, fotelu z ciastem jabłkowym upieczonym przez paniąHanię. pyyycha. naprzeciwko czarnej ściany z bazgrołami i było miło. 

 Na zakończenie poniedziałku masaż, którego ostatnio dwa razy nie było...i od razu lepiej. od razu wygodniej, puściły mi plecy i ból ustąpił. taka odmieniona frunęłam do domu na zupkę pomidorową z kluseczkami :-))

a fizjo była sobie w Rzymie dwa łikendy temu i się zachwycała. upojnymi wieczorami przy Colosseum. tak jak Miśka kawką pyszną za łan euro. i klimatem wiecznego miasta. zwłaszcza na wiosnę. uśmiecham się. trzeba będzie spędzać więcej czasu w Europie...

Nadal jednak kiepsko śpię z poniedziałku na wtorek. dobrze, że popołudnie wolne. po siedmiu godzinach w placówce. Nadal nie podnoszę sobie ciśnienia zbyt poważnie traktując pracę i życie nawet. zbyt serio. serio to już tylko zdrowie i poukładany łeb traktuję. 

no to skoro wstaję zbyt wcześnie a za oknem jednak skowronki drą dzioby, to postanowienie spaceru stawia do pionu. za chwilkę pójdę. gdy tylko się bardziej rozjaśni. bo na razie dość  bladzieńkie to światło. słuchawki w uszy i trochę w pola na rozgrzewkę.] 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

nie musisz Czytaczu ale możesz ....