taką cudowna książkę do angielskiego znalazłam.
i kubek już z jajcowym entouragemdostałam ją w prezencie lata temu od chłopaka, wtedy kochanka i przyjaciela. i nauczyciela. w celu nauki angielskiego właśnie. i teraz z ochotą przeczytam. Alicję w oryginale :-)
*
Poukładane biurko bardzo mnie kręci, szkoda, że zaraz się znów zapełni...
Nadal wciągam gila, w głowie dudni, kaszle i bolą mnie stawy pomimo żarcia tablet przeciwbólowych i zapalnych. kurewa. jak ja pojoguje w takim stanie??
[tymczasem pogoda fatalna, leje, wieje i zwyczajnie się cieszę, że siedzę w ciepłym domu.]
Przygryzam wargę, oglądam i czytam...w łóżku głównie. "Ptaka nakręcacza zaledwie zaczęłam, bom jeszczem chorobowo zafaflana i łeb jeszcze nie ten. Za to z łatwością dooglądałam se "Zniknięcia" hehe dobry i rola oscarowa ciotki Gladys. niech będzie. uśmiałam się. zrozumiałam nareszcie początek gali oscarowej, i polecam.
Znalazłam też serial BBC "Próba niewinności, na podstawie Agaty C. który znika z końcem marca, (canal+) więc rozpoczęłam. Pod naciskiem Naczelnika, późnym wieczorkiem, gdy już zamulam na kanapie, po tabsach wszelkich, rozpoczęliśmy The Pitta. bo ma bardzo wysokie noty. ja nie lubię już takich seriali...owszem byłam fanką "Ostrego dyżuru ale już "doktora Hausa oglądałam z opóźnieniem i bez ekstazy św. Teresy, choć lud piał i wył z zachwytu. nie lubię się babrać w ludzkich flakach i mam przesyt na okoliczność kryminałów.
Z drugiej strony miło jest popatrzeć na amerykański syf na sorze, i ten ich dobrobyt 😂😂w kraju ropą i biedą płynącym, gdzie korporacje kręcą wszystkim i wszystkimi, a systemu własnego ubezpieczenia nie rozumie nawet obywatel w wyższym wykształceniem a co dopiero ciemny amerykańsku lud. japrd gdyby ktoś mi powiedział dwadzieścia lat temu, że wpadnę w socjalistyczną retorykę apropo,s usa to bym się zdziwiła, no ale to był bardzo inny kraj wtedy.
*
Szkoda, że mam nadciśnienie... piłabymkawę na okrągło, mieloną ekspresem. zapach mi się rozpyla po chałupie. plus mleko owsiane. ale i tak gdy wieczorem zasypiam, to śni mi się zapach świeżo zmielonej kawy :-)
i gdy tak przebywam w piernatach głównie, oglądam, słucham (na tym etapie choroby)
to popatrzam na niedokończone dzieła plany domowe. remontowe. i widzę, że po pierwsze nowy taras potrzebny już za niedługo i wtedy zrobimy tarasik na dachu łazienki dolnej, że przez wielkie drzwiowe okno łazienki górnej będzie się wychodzić. w sumie teraz nie wiem po co? ale taki był plan. i może warto do niego wrócić. Były różne plany a życie zweryfikowało nasze nastawienie. tylko niezbędne roboty. a najlepiej fcale. za to podróże. i codzienne przyjemności. i emocje. oczywiście, że nie żałuję. trudno pracowni w oborze nie będzie.. ewentualnie na płot trzeba będzie zarobić ;-) jest wygoda w domu i o tym marzyłam.
nie marzyłam o domu skarbonce i pułapce, żeby ładować kasę egen i egen. ale właśnie, żeby już nigdy tego nie robić. Ten nasz dom zaprojektowałam z myślą o powolnym życiu i delektowaniu się...ale zwolniłam tylko trochę. .. i na chwilę. a potem przyszła zaraza i mieniła wszystko, całe myślenie o życiu. doceniłam dom, dom z ogrodem w zarazie, to był luksus. ale odstąpiliśmy od kontynuowania remontów.
Pomimo nadal chujowego samopoczucia już widzę, że zaraz odleżyn dostanę. także z bólem serca to pisze ale dobrze, że się pogoda zrąbała, bo pewnie mycie okien bym jutro wymyśliła...a podobno ma się ta aura zrąbać jeszcze bardziej. że śnieg, zima i kambek na święta akurat. no to niech mnie ktoś zabije, bo ja nie wiem, jak się ubrać (a kożuchy wyprane i pochowane), żeby znów w choroby nie popaść. stan w którym aktualnie jestem nabyłam dlatego, że przemarzłam w piątek a przemarzłam, bo nie ubrałam bielizny termicznej pod dżinsy...i w wiosennym płaszczyku paradowałam dni kilka.
dziś od rana już zestawiam kwiatki i donice z pędzlami na podłogę w pracowni. kwiatki do mycia. pod prysznicem. i zniesienia na dół. przygotowuje okna w pracowni dla Glonojada. niech se chłopak w środku popaprochuje trochę. na zewnątrz chyba przed świętami się nie uda skoro leje, zima nadciąga i w ogóle. no trudno.




Otóż taki sam egzemplarz A A in W zaposiadam....( w podobnych okolicznościach dostanięty) i wielce go z okazji wartości sentymentalnej lubię:)
OdpowiedzUsuńŻM
I ostry dyżur i House i Pit
OdpowiedzUsuńOj znam taką blogerke z Ameryki ci by dostała zajadów od komentarza o Ameryce😄😄😄
A raczej znałam...
I niech wraca zdrowie!
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuń