Naczelnik powiedział : Szkot na Tahiti.
w obecnych okolicznościach, ja jestem NADAL zatkana gilem, choć decydowanie się poprawia, to nie dosłyszę a na prawe ucho jestem bardziej głucha, czasem coś się odblokuje, gdy smarkam, czyli ciśnienie działa. tymczasem Naczelnik ma duże kłopoty z dykcją, z tego samego powodu, tylko bardziej. więc gdy krzyczał z kanapy a ja byłam w łazience, ze znakiem zapytania (czy) Szkot na Thaiti?
a usłyszałam : Szkoda kobity.
to owszem zdziwiłam się nieco?
jakiej kobity ??
trzy razy się darłam z tej łazienki o co chodzi? z tą niezidentyfikowaną kobitą ale odpowiadał mi tylko naczelnikowy śmiech przerywany atakami kaszlu.
musk to jednak ciekawe zjawisko. co sobie tam ubzdura. podpowiedział mi jeszcze, że Szkoda Haiti.
i potem się upłakaliśmy z naszych rozmów, gdzie jedno nie dosłyszy a w zasadzie oboje a drugie niedogada.
uwielbiam taki poziom absurdu, abstrakcji :
ONA- dałam ci 2,40
ON- dałaś
- miałeś kupić cztery bułki
- miałem
- to gdzie te bułki są?
- Jakie bułki ??
ONA - dałam ci 2,40
ON- dałaś
.
.
.
(i tak można dyskutować w nieskończoność))
miałam te scenę kiedyś w sztuce mojej :-) próby były pyszne.
a tak na prawdę, to po cichu boję się, że z planów naszych świątecznych może być fiasko, chorego Naczelnika nie będę wlokła do MJ już za tydzień. więc oboje się musimy postarać.
*
Sześć dni antybiotyku psu w dupę ? znaczy ? no trochę się niepokoję, bo jak już wspomniałam gil nadal zapycha mi głowę, nos. i często pokasłuje. na sucho. nadal też towarzyszy mi ból głowy, zwłaszcza w dzień taki jak ten, bez słońca. Wczoraj słońce i mróz w nocy, kilka ostatnich dni rano szron na oknach. a dziś zmiana. ta piekielna wiosna mnie wykończy. i jeszcze okazało się, nagleaniespodziewanie, że cichcem podstępnie nastąpiła zmiana czasu, o której zapomnieliśmy szczęśliwie.
[jest możliwym, iż zamiast leżeć, odpoczywać rdzewieć w piernatach, to za dużo łaziłam, otwierałam okna, drzwi tarasowe...i wyleczenie całkowite nie nastąpiło]
Pod wieczór sobotni pojechałam poszkliwić nowymi szkliwami, próbki. ale i kubeczek wypróbowany nowym szkliwem spożywczym.
Słuchałam oczywiście kryminału w słuchawkach i wyobrażałam sobie, że niczego podejrzanego nie usłyszę gdyby coś 🙈 W sumie nikt mnie nie musi straszyć, sama sie wykończę.
więc byłam zaniepokojona sama w tym teatrze, wyszłam na papieroska, żeby rozprostować zgnębiony kręgosłup, i trwożliwie się rozglądałam. a patrząc na przechodniów, osobiście bym mogła już pisać kryminały osadzone w moich realiach. i mordować siebie na wiele sposobów.
niby teatr blisko budynków mieszkalnych, dobrze oświetlony, po alejkach sporo spacerujących psów z towarzyszącymi im ludziami... alee
a jak już wychodziłam w okolicach 21ej, to na parking biegłam. ... wpędzę się w chorobę. serio.
**
dziś z racji czasowego rozpierdolu jestem jakaś rozbita. poza tym poszłam spać z mokrymi włosami...bo nas Brudny Hary norweski wciągnął. na głowie mam coś strasznego.
Dobrego tygodnia. ja tylko dwa dni do placówki a potem już luz do środy.

Na papieroska? Wszystko jasne. Mimo wszystko zdrowiej nie tylko na swieta. :))) Nie nadwyrezaj sie zanatto... szept na jedno ucho.
OdpowiedzUsuńA ja mam już luz blues, znienacka zarządziłam przerwę przedświąteczną w firmie, wszyscy w firmie się ucieszyli, klienci pewnie trochę mniej.
OdpowiedzUsuńRozbawiły mnie małżeńskie rozmówki, u nas bywa podobnie i nie potrzeba do tego choroby. Mąż dużo i głośno gada, a tryb słuchania ma zepsuty przez ADHD połączone z lekkim niedosłuchem (według mojej diagnozy), ja natomiast nie mam zwyczaju wrzeszczeć, więc jak ja jestem w kuchni a on przed włączonym telewizorem w pokoju, to dochodzi do piramidalnych nieporozumień w komunikacji werbalnej.
Miłego tygodnia i zdrowia!