foto naczelnikowe , trochę nieostre ale za to kiczowate.
Naczelnik po nocach znów się nad morzem szwendał. i takie zachody słońca mi przesyłał. podczas gdy ja jeszcze zrażona zimnem mitrężyłam czas na kanapie...przy pierwszych dwóch odcinkach Margo co to nie ma kasy czyli jest spłukana. i podoba mi się.
Potem się zakręciłam i nałożywszy dwa plastry na noc poszłam spać wcześniej i bez tabletki. no i nie wyspałam się jednak. ośmu godzin nie dałam rady, zaledwie sześć. ale za to w kwestii plastrów rano patrzę, nie ma zmarszczek, no cuda panie cuda.
zamawiam te plastry. muszę do fry się zarejestrować ale to już w maju i przeciągnęłam cały kwiecień bez wizyty, odświeżając kolor samemu, tonerem vege. ha. kilka stów w kieszeni akurat na plastry)))
Taki był ten poniedziałek dziwny trochę. pełen myśli depresyjnych. i niewyspania. co skutkowało zmęczeniem wczesnym popołudniem i niechciejstwem w pracy. wymyśliłam kolejną rzecz w kwestii filcowania. i w zasadzie nic więcej nie zrobiłam.
kuleżanka kazała łykać melatoninę. dziś zakupię. mam chwilę między lekcjami a radą, żeby wyskoczyć w miasto. muszę coś zjeść ciepłego. albo maka. albo zupę chińską wezmę ze sobą.
zabieram do placówki tableta, bo dziś ta rada i jakieś pierdolenia nudne o egzaminach. czyli na spacer nad morze poszlajać się i zjeść dobrą kolację, nie pojedziemy po południu...
Wylazłam z kawą na taras i zaraz uciekłam, minus jeden ludzie, minus jeden kurewaaaa
ps
okulary się znalazły a słuchawka nie.
ps
już jakiś czas temu uszykowałam post o Naczelniku z racji jego urodzin baranowych, tylko muszę poczekać na lukę:-) czasową.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
nie musisz Czytaczu ale możesz ....