wtorek, 28 kwietnia 2026

o zachodach słońca na wiosnę.


foto naczelnikowe , trochę nieostre ale za to kiczowate.

Naczelnik po nocach znów się nad morzem szwendał. i takie zachody słońca mi przesyłał. podczas gdy ja jeszcze zrażona zimnem mitrężyłam czas na kanapie...przy pierwszych dwóch odcinkach Margo co to nie ma kasy czyli jest spłukana. i podoba mi się. 

Potem się zakręciłam i nałożywszy dwa plastry na noc poszłam spać wcześniej i bez tabletki. no i nie wyspałam się jednak. ośmu godzin nie dałam rady, zaledwie sześć. ale za to w kwestii plastrów rano patrzę, nie ma zmarszczek, no cuda panie cuda. 

zamawiam te plastry. muszę do fry się zarejestrować ale to już w maju i przeciągnęłam cały kwiecień bez wizyty, odświeżając kolor samemu, tonerem vege. ha. kilka stów w kieszeni akurat na plastry)))

Taki był ten poniedziałek dziwny trochę. pełen myśli depresyjnych. i niewyspania. co skutkowało zmęczeniem wczesnym popołudniem i niechciejstwem w pracy. wymyśliłam kolejną rzecz w kwestii filcowania. i w zasadzie nic więcej nie zrobiłam. 

kuleżanka kazała łykać melatoninę. dziś zakupię. mam chwilę między lekcjami a radą, żeby wyskoczyć w miasto. muszę coś zjeść ciepłego. albo maka. albo zupę chińską wezmę ze sobą.  

zabieram do placówki tableta, bo dziś ta rada i jakieś pierdolenia nudne o egzaminach. czyli na spacer nad morze poszlajać się i zjeść dobrą kolację, nie pojedziemy po południu...

Wylazłam z kawą na taras i zaraz uciekłam, minus jeden ludzie, minus jeden kurewaaaa

ps

okulary się znalazły a słuchawka nie.

ps

już jakiś czas temu uszykowałam post o Naczelniku z racji jego urodzin baranowych, tylko muszę poczekać na lukę:-) czasową.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

nie musisz Czytaczu ale możesz ....