środa, 14 stycznia 2026

O przewlekłym zmęczeniu [przypisek o dziwnym kraju]

Wczoraj(wtorek)

wstałam o jakiejś dramatycznie spiździałej godzinie. trzeciej tym razem ... czy tam czwartej.

nie wiem dlaczego? w poniedziłek było spokojnie z dotarciem do teatru. drogi też czarne. tylko parkingi nadal pełne brei. i strach jeździć dalej od centrum w mieście tutejszym. obudziłam się i po spaniu...a dzień miałam na prawdę ciężki, osiem lekcji i rada. no to na radzie już odlatywałam.

Z drugiej strony

... jak tak urwę a raczej mój organizm urwie sen do 5 godzin, to mam czas na różne swoje przemyślenia i pisanie postów i czytanie blogów i nawet komentowanie. bo zasoby energetyczne mi już nie pozwalają na pomieszczenie wszystkiego w ciągu za krótkiej doby. 

Zalegające myśli i niedokończone walki myślowe z samą sobą odbierają mi siły. a zawalanie planu dnia, tygodnia, miesiąca, czyli głownie mojego osobistego komfortu, jogi, masaży paraliżują moje ciało. 

Wstałam wczoraj o godzinie hitlerowskiej i napisałam posta, przeczytałam blogi. pomedytowałam trochę na macie, bo dramatycznie potrzebuję równowagi w ciągu dnia. bo niektóre rzeczy nie idą, jak zwykle po sznurku. a działania mające długą historię już nie wychodzą. czasy się zmieniają, ludzie, nawyki, wygoda...(tylko dzieci z kompleksem Wrześni się nie zmieniają ;-) i popapranicy wyznaniowi.

Może się stać tak, że przyszły tydzień mnie zajmie zupełnie inaczej, niż to zwykle bywało. i nie panikuję, nie smucę a nawet już widzę pozytywy. że nadrobimy zaległości. uporządkujemy. zrobię kolejne zakupy, posegreguję.  poukładam. i odpocznę przed wyprawą do Afryki. bo dopiero co zamknęłam opisałam ostatnią z 2025 i muszę szybko porządkować ten 2025, gdyż na horyzoncie pierwszy 2026. już klepnięty, tydzień w Afryce.

*

[a teraz muszę, bo się uduszę]

Nadal, to jest dziwny kraj. połowy jego mieszkańców nie rozumiem i nie toleruję. więc unikam.

ja nie rozumiem co może być ważniejsze od człowieka? od ludzkiego zdrowia i życia. ??

ideologia? wiara? dla mnie żadna ideologia i żadna wiara ważniejsza nie jest. a już na pewno gadżety z nią związane.

Wystarczy jedna sala lekcyjna z krzyżem, do nauki religii, jeszcze (bo cały czas czekam na obietnice rządu, w kwestii usunięcia religii ze szkoły) i tam gadżety, krzyże...i po sprawie. 

Owszem jakaś tolerancja, ale na bogów nie dla wszystkich i nie całkowita. nie mam tolerancji dla głupoty.

Unia próbuje edukować w kwestii różnorodności kulturowej i w kwestii różnorodności wyznaniowej...w poszczególnych krajach to poszczególnie wygląda. owszem pewnych rzeczy się robić nie powinno: na przykład wieszać krzyży w miejscach publicznych i wrzucać ich do śmieci...ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, pisania. 

więc piszę to wreszcie i podkreślam, nie mam tolerancji dla katotalibów. oni też nie mają tolerancji ani dla innych wyznań, ani dla ateistów, ani dla lewicy, ani dla wegetarian. 

więc jesteśmy kwita. 

 Nie wiem czemu nadal przychodzą anonimy i mnie uporczywie pouczają co ja mam myśleć, kogo słuchać, jak mam pisać i mnie osądzają i oceniają, jaki to jest blog i jeszcze bezczelnie mnie tu historycznie atakują...i oczekują zmiany ?

[ja nie oczekuję zmiany po katotalibach, serio. rozumiem, że w muzgu nie styka i już.]

i snują te swoje opowieści zdupy. nadal. i obrażają mi nieanonimowych znajomych. i się oburzają, że jak to, nie myślę, jak oni...no cyrk i kupa śmiechu. 

**

bo jak nie urok to sraczka, jak nie śniegi, to zwisy lodowe.


I dzis szklanka.

Wczoraj po powrocie z placówki oczywiście najadłam się i Padłam, jak długaaa na kanapie, gdyż siły nie miałam. pospałam do 22iej i potem ablucje, prysznice, powieść kryminalna i łóżko ....

a teraz słyszę , jak lody zjeżdżają z dachu...też niebezpiecznie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

nie musisz Czytaczu ale możesz ....