W sobotę wypożyczyliśmy auto, znaczy Naczelnik załatwiał wszystkie formalności w piątek, podrzucał możliwości wynajmu innym uczestnikom naszej wycieczki. nikt inny nie skorzystał. ale podobno wszyscy chcieli i znów się narobiło ...
[a moturem, to nikt się nie zainteresował i nikt nie pytał czy było fajnie, i gdzie byliśmy ;]
Wstaliśmy tylko nieco wcześniej, zjedliśmy śniadanko i ziuuu na objazd wyspy, po jej zachodniej stronie. Zaczęliśmy od Zatoki A. Quinna, do punktu widokowego. Gdyż rozpoczęliśmy tę część wyprawy, gdzie widoki będę spektakularne.
Nie chciało nam się dygać w ukropie do Antoniego. i słusznie. A historia jest ładna, otóż państwo Greckie odwdzięczyło się aktorowi za "Greka Zorbę i darowało mu te zatokę ale przyszli komuniści i zabrali...Rodos przeżywało biedę i załamanie gospodarcze, potrzeba było dopływu gotówki, na przykład z turystyki. i wtedy bogacz, Grek z pochodzenia, Onasis, wymyślił, że jego przyjaciele z Hollywood pomogą i nakręcono "Działa Navarony. z gwiazdorską obsadą i pomogło.
Już pierwszego dnia po przylocie grupka naszych poszła tam, na piechotę z hotelu, bo mapy googla mówiły, że przeważnie po płaskim...😂😂😂wrócili a niektórzy ledwo żywi(ukrop, w pełnym słońcu o 12ej w południe, przeważnie pod górkę i to stromo), więc hasło : Przeważnie po płaskim, stało się lajt motivem wycieczki.
Następnego dnia Naczelnik obstalował motorówę i jeszcze wpłynęliśmy w te zatokę.
["Działa Navarony" : Sceny przedstawiające fortecę były kręcone w jednej z zatok (zatoka Quinna) na wyspie Rodos, nazwanej później na cześć jednego z aktorów grających w filmie[3]. Skała zamykająca zatokę po dodaniu efektów specjalnych stała się miejscem, w którym znajdowała się działobitnia.]
Tymczasem my jedziemy dalej, ku cyplowi. gdzie dwa morza składają sobie pocałunek :-)
Widocznie my byliśmy w sezonie zimowym, bo jak uwieczniłam na poniższych zdjęciach, nie ma przesmyku...czyli wyspa.
ale plaża nas zachwyciła. Ogromna. Z prawej falujące Morze Egejskie, pełne
kajtów i w nim się chłopaki wyczochrali a my miałyśmy pilling, że hoho.
A potem przeszliśmy na lewą stronę do spokojnej tafli Morza Śródziemnego :-) Albo wszystko z tymi morzami odwrotnie, już straciłam rozeznanie :-))) bo takie rzeczy czytam w internetach, że już nie mam pewności, co sama widziałam.
Ogólnie raj dla fanów windsurfingu i kitesurfingu. miejsce niezwykłe.
Pojechaliśmy dalej wzdłuż Morza Egejskiego o trzech kolorach i dziesiątkach wysp Dodekanezu.. Taką właśnie drogą wzdłuż wybrzeża a potem pomiędzy górami, och.
I w górach Naczelnik znalazł duże jezioro z bardzo sympatyczną hipisowską miejscówką. Usiedliśmy na zimne pyfko z zamiarem popływania ale poziom wody był tak niski, że z łagodnego zejścia zrobiła się wysoka i mało wygodna skarpa...więc odpuścili.
Jechaliśmy krętymi serpentynami w górach cały czas widząc morze i wyspy i takie miejsca jak to
Zamek w Monolithos
a w środku biały Monastyr. i widoki z tego zamku powalające. Warto się wdrapać.
nie będę piać o tej fortyfikacji więc jeśli ktoś chce więcej informacji i zdjęć to TU
(zdjęcie z internetów)
Nad brzegiem morza, na wysokiej, samotnej skale znajdują się niezwykle malowniczo położone ruiny zbudowanego w 1476 r. zamku joannitów
Zatoki, zatoczki, ukryte plaże. Nie jest to wyprawa na jeden dzień, to jest wyprawa na kilka dni, żeby wszędzie dojechać i zabarłożyć i wszystkiego posmakować.
Apropos posmakować, to zgłodnieliśmy, zwłaszcza po próbowaniu oliwy z chlebem i nalewek. W małym uroczym miasteczku, albo raczej wiosce, bo tylko takie istnieją po zachodniej stronie wyspy. Pustym w zasadzie, aż dwie knajpy z dobrym i o wiele tańszym jedzeniem. Żadnych tłumów, nerwowych kelnerów. Zjadłam doradę. a z wrażenia zapomniałam zrobić zdjęcia...i dlatego, że miałam do wykarmienia koty i psa.
Zatrzymaliśmy się nie tylko z powodu punktu widokowego ale też, że bardzo sympatyczny starszy pan stał ze swoim kramem a przecież chcieliśmy kupić oliwę i wino i nalewki. I kupiliśmy a jakże. oliwy można było spróbować z chlebem, podobnie nalewki anyżowo kawowa, z opuncji, z granatu. wszystkie pyszne. Wszystko tanie. Pan też pokazał nam madonnę na skale. Dokładnie w tym miejscu zaczęłam liczyć wyspy, wysepki, które mijaliśmy i naliczyłam jedenaście.
i nagle słońce zaczęło zachodzić a my w planach mieliśmy jeszcze tyle miejsc...i szukaliśmy winiarni.
Po drodze Zamek Kastellos w Kritinia,
(zdjęcie z internetów)
Jeśli kogoś interesuje więcej informacji i zdjęć to TU
Na szczęście można było podjechać po sam zamek. warto znów wejść, bo widoki spektakularne ale już nie mamy czasu...niestety albo zdjęcia albo rodyjskie Pompeje.