wyrzuty mnie dopadły tak ok 22iej...serio, zżarłam tyle leżąc głównie, że brzuch mi wystawał. w nocy trochę sklęsło. 🫣
[pierożki malutkie z fetą i szpinakiem całe opakowanko, trzy kromki chleba z maskarpone i guakamole aby zapakować duży wielki gigantyczny jeden ząbek czosnku wielkości główki. serio. chuch potem zabijał wróble w locie. usypiał koty i psa na łóżku. no ale to nie wszystko, do tego cała tabliczka małej czekolady i frytki. no wstyd mi]
Rozmroziłam na dziś owoce, truskawki, jagody, maliny...porzeczki i będę w ramach pokuty dziś tylko to jadła. no nie tak znowu pokuty, lubię owoce z ogrodu sąsiadki. eco. i swojego. do tego jogurt i macarpone nooo to wypas będzie. przecież
oto truskawki i maliny z gałką mascarpone polane musem malinowym własnej roboty🙃
aleee żeby nie skłamać Naczelnik przywiózł świeżutkie piszyngiery z południa :-0 trzy opakowania...świnia.
Pisząc posta Wczoraj Zapomniałam o tym, że skończyłam Gorzkiego i zaczęłam ...Gorzkiego :-D "Burzę tym razem, no dziwna jakby nieco sajensfikszyn, w typie. a że zaraz skończę, to już przebiera nuszkami "Wrzenie. Janiszewskiej.
(tydzień prac fizycznych może się skończyć kilkoma pozycjami do słuchania)
poza tym jako, że wracałam złachana, podziębiona a byłam sama w domu od środy, to ze szklaneczką likieru czekoladowego z mlekiem kokosowym, pochłonęłam brytyjski serial na Applach, "Droga do prawdy z Emmą Thompson i Ruth Wilson(obie lubię). sobie łykłam no i fajny serial. lubię brytyjskie i lubię silne kobiety.
Nadal Brnę przez "Schronisko... Gortycha [oj daleko mu do "Bezcennego Zygmunta Miłoszewskiego, daleko], przez Kącką nawet brnę i nie tylko ...zapewne teraz przyspieszy, bo mam już w teatrze wygodną kanapę, fotel i w ogóle warunki. też do czytania. zmieniło mi się, że wolę w ciągu dnia czytać i rano a nie zawsze mam czas rano. więc w ciągu dnia a w ciągu dnia, to jestem w teatrze. także.
jestem zmuszona odwiedzić okulistę, bo zdaje się okulary do czytania mi szwankują...no chyba, że to zmęczenie tak silne, że nie widzę po nocy. możliw przecież.
Ale wracając do dnia wczorajszego, to przeleżałam go w łóżku, w całości.
oglądnęłam zgodnie z planem nową Agatę Ceha. trzy odcinki only. Szkoda. a po południu było dużo lepiej. i nawet czytałam. nie tylko wymienione już lektury. wygląda na to, że musiałam zwyczajnie odpocząć, odleżeć i odstresować się. i dać ciału odpocząć. wypiłam hektolitry herbat malinowych z sokami, a na koniec przed snem kieliszek nalewki malinowej na wypocenie się. pomogło.
Dziś tak się wsłuchuję i chyba gil się nie rozkręca. łeb nadal boli ale gil nie męczy. pokasłuje.
nadal mało śpię więc plan jest taki, że tabsy i dzień raczej prześpię. trudno, nie lubię takiego marnowania czasu ale organizm się domaga resetu, odpoczynku i odprężenia, a przyszły tydzień czeka z otwartymi ramionami.
[w sumie niby nic nie muszę i sama sobie narzucam jarzmo a powinnam wędzidło i prrrr.]
Przemyślałam sprawę i
do zakupu okularów doszły kolejne, otóż sandały i to nie byle jakie, wprawdzie tym razem nie będzie 60 stopni i obawy, że w Luksorze znów mi się rozpuszczą ...w Hatszepsut odpadną od stopy a w Dolinie Królów to już odpadną razem z nuszkami.
Tak, od wczoraj siedzę w Egipcie. czytam, szukam i planuję wyprawy w miejsca cudne do zwiedzania. na przykład całkiem blisko, jedynie ok 4 godzin mamy do Edfu Temple i Edfu South Pyramid a bardzo bym chciała do Abu Simbel ale nie tym razem. następnym.
*
Nie będę pisała doktoratów z zachowań i reakcji międzyludzkich. są fajne blogerki, które to robią fachowo i poetycko :-) ja poprzestanę na odczuciach i tym co mi ze świstem przez łeb przelatuje...bo po to mam bloga.
ps
Gombricha wywlekłam na wierzch i odświeżyłam sztukę na wieczność czyli Egiptu, Mezopotamii i kreteńską.





















































