Z postami egipskimi wyszłam na prostą i ostatecznie zamknęłam temat. Wstawiłam formę spakowaną w kropki, po prawej stronie dając tylko jedno zdjęcie przewodnie dla wszystkich postów. gdyż wprowadzam oszczędność miejsca. prawy margines już ciągnie się w nieskończoność...
Nadal szukam w internetach potrzebnych do planowania kolejnej podróży informacji. na przykład, jak tu zajechać do Kairu na tydzień a potem samodzielnie się po nim poruszać i po okolicach(Giza, piramidy, Bubastis) BEZ biura podróży. bez pośredników. ewentualnie gdzie wynająć przewodnika egiptologa. i samochód. i jak kupić bilety do muzeum kairskiego i najlepiej kiedy?
*
Skończyłam "Gen zła. Wolwowicz. Zaczęłam "Wrzenie. Janiszewskiej. i "Sobowtóra. Siembiedy. którego to autora odnalazłam jakiś czas temu zgodnie z poleceniem i przesłuchuje...
W piątek 13ego zrobiłam sobie wolne, po dentyście, i zasnęłam na trzy godziny. przespałam całe popołudnie, zgodnie z kampanią Rossmana, żeby siebie kochać. Kocham i odsypiam. bo sen jest najlepszym lekarstwem i kosmetykiem.
Wieczorem podróżowaliśmy znów razem z Ewą Zubek, po Saharze w Maroku (200 Miles Across the Sahara, Off-Road), z Makłowiczem po Wietnamie ale mnie ten przepych żarciowy zmęczył [ja jestem na etapie zrzucania kilogramów nabytych nielegalnie w grudniu i styczniu. i lecą...już trzy w pierwszym tygodniu. chyba głownie z nerwów na te białą zdzirę].
Złożyłam zamówienie, bo aktualnie końcówki sezonu i oczywiście zamówiłam przecenione rzeczy w niekolorze czarno-biało-szarym :-D juniorki i połącznie szarej bluzy z czarną marynarką. taka niezobowiązująca elegancja. Uwielbiam to. miałam przez chwilę w koszyku juniorki w czerwonym ale...ostatecznie wywaliłam. pomarańczowe trampki mi wystarczają.
Nabrałam ogromnej chęci jeszcze na futro w bardzo moim zestawie kolorystycznym i torebkę, ech trzepie się po łapach ale no ten właśnie zestaw kolorów mnie uwodzi...więc nie wiem. Muszę chyba natychmiast poszukać okazji, bo przyzwoitość mnie ogranicza. Myślę, że Innygłos mnie zachęci do zakupu i poprze tę decyzję :-) byle szybko, bo nie wiem jak długo oba towary wytrzymają w koszyku.
Z okazji 14 lutego i Walentego hmmm nie szalejmy w tłumie nastolatków. szanujemy siebie;-)
Sobotnim wieczorem była kąpiel magnezowa. olejowanie włosów. kieliszek wina czerwonego, kadzidło z Omanu. i dwa słodkie serduszka od Naczelnika. nie wybraliśmy się do każdej obleganej akurat tego dnia knajpy, ja postanowiłam ukochać siebie w domowym SPA a Naczelnik wybył na połowy bursztynu(nie potrzebujemy sztucznej okazji do restauracji ani nie lubimy tłoku. a dom swój kocham jakniewiemco :-). muszę coś wymyślić na ten bursztyn, bo znów przytargał sporo.
Zobaczyłam "Hamneta...no i cusz ostatnia scena z muzyką Maxa Rychtera. Przepiękna. nie wyłam tym razem...bo zdarza mi się wyć. zwłaszcza przy Rychterze. Lubię, gdy obraz oddaje realia czasu, gdy jest dopracowany do najmniejszego szczegółu historycznego takiego, jak brudne paznokcie. Lubię, gdy jest odrobina magii, i kolor. Kolor, który odciska się na tle. a to była burgundowa sukienka Agnes.
*
Niedziela również była lajtowa. niestety odkąd wróciłam do kraju tutejszego z Afryki, każdy łikend spędzam w domu. bo zimno, bo pada, bo sypie, bo ślisko...bo zima. po raz pierwszy poszliśmy na spacer w słońcu z Ciri. w stroju narciarskim, żeby nie zmarznąć :-)
Zmieniam zasady, na razie łikendowych poranków : Rano rozścieliłam matę od jogi, ustawiłam klocki, pas i zaczęłam praktykę. Lewa stopa jeszcze boli. zwłaszcza palec. kurewa.
Naczelnik na zawodach strzeleckich poszalał. i dwie dwójki wpadły ze strzelby i ???
a ja wręcz przeciwnie palę kadzidła i się wyciszam.
poza tym
Dwa wieczory z zajebistym irlandzkim serialem, tak innego słowa nie użyję :-) serial irlandzki o trzech przyjaciółkach "Z Belfastu do nieba" no polecam jakniewiem co uśmiałam się jakniewiem co i w ogóle.
ps
jest poniedziałek 7.20 w domu dość chłodno. to znak, że temperatura spadła w nocy poniżej dziesięciu jakieś 15 na minusie...planuję matę za chwilę. może spacer, bo widzę słoneczko czyli w tym tygodniu słońce ale zimno. taka zmiana. nie no nie ma nudów, panie. jak nie szklanka to zamarzanka. niech to będzie dobry tydzień ...i ostatni z białą zdzirą.
ps2
mam zakwasy po wczorajszej jodze...


























































