wtorek, 6 stycznia 2026

o Zdzirze całej na biało, jak co roku...i o cofnięciu w czasie, jak co roku.

 wczoraj późnym popołudniem, po częściowym odgarnianiu



no więc jednak wszystko aktualnie odbywa się w związku z białą zdzirą, co to wygląda pięknie nie tylko na zdjęciach ale i w realu ale tylko Wygląda, bo życie w takich warunkach, to jednak niebezpieczne jest, i mieliśmy  dziś pełne ręce roboty, która sobie odpuściliśmy wczoraj. 

A wczoraj wiadomo nieoczekiwanie miałam urlop i przymusowe siedzenie w  domu, nie narzekam oczywiście. bo osiągnęłam balans i równowagę, wyjdzie 6 dni szlajania i 6 dni odpoczynku. w zasadzie. dzięki temu wszystko w domku będzie poukładane. przed jutrzejszym powrotem do placówki i teatru, mam nadzieję. 

Otóż byłam ciekawa, jak tam było rok temu o tej porze więc sobie zajrzałam na swojego własnego bloga i co ?  ano też był śnieg proszę sobie wyobrazić :-) booo też była zima :-D

ojejku jejku

owszem zdzira zaległa ale nie w takich ilościach, miałam PRAWIE zderzenie z piaskarką, i dokładnie rok temu  czytałam MM Perr:  W ciągu dnia słucham książek, kończę właśnie "Gdy nikt nie patrzy" drugą z serii o komisarzu Lwie. MM Perr. (pierwsza to "629 kości), i zasypiam z nimi gadającymi w mojej głowie. a rano czytam w papierze, czytniku lub telefonie. Taka już chyba pozostanie nowa świecka tradycja. ... Z wieczora w łóżku do snu gadała mi kolejna trzecia część MM. Perr  "Szepty z lasu. ...

akurat właśnie teraz skończyłam nową MM Perr, Więzi.

przypadek ? nie sądzę :-)

Od rana dziś wciągnęło mnie czytanie bloga Wspak. no ale zanim go przeglądnę , żeby zrobić sobie stosowne podsumowania, to jeszcze muszę zakończyć wyprawę świąteczną i wszystkie pozostałe wyprawy w ciągu roku oraz zaciągnąć po prawej stronie bloga.  

ale to w planach.

bo dziś reset, i ładowanie akumulatorów, Naczelnik dokończył odgruzowywanie obejścia. białego gówna nie dowaliło ale się usztywniło, gdyż przyszły spore mrozy w nocy. ponad -10. przygotowałam przetwory i słoiki do obory. czyszczę przestrzeń wokół kredensu.

Pranie już skończone i puste kosze 😜

mata czeka 🧘‍♀️🧘‍♂️🧘

myślałam o  dłuższym spacerze. ale skończyło się na krzątaniu wokół domu i wspólnym gotowaniu obiadu oraz poobiedniej drzemce. odsypiam się.

Och jakie to jest fajne, że tyle mieliśmy wolnego, na prawdę się tym podbudowałam energetycznie. i trzydniowy tydzień, to jest to, co mogłoby zostać na wieki wieków. niech tam sobie inni zapierdalają w systemie 7/7. jak wola. ja bym wolała 3/7.  

i nie chce mi się jutro w taką aurę ale jakoś dam radę te trzy dni ogarnąć.

Patrzyłam na wyprzedaże, leci do mnie zamówiona paczka ze swetrami z Benettona, i zmienia terminy dostawy...

 a ja jeszcze pogrzebie w desi, może jakieś klapki ?? jak rok temu, albo sandały ...

i czas też nam planować letni wypad zimą. myślę po cichutku, bo nie wiem czy już mam siły. owszem i atrakcyjne rejony cenowo są poza zasięgiem. na ten moment. 

jutro czeka bardzo urozmaicone a na razie kołderka i lulu.

poniedziałek, 5 stycznia 2026

ja tu pitu pitu o Słowacji a tymczasem śnieg nas przykrył...zasypał i udusił.

Będzie o tym, że nas zasypało, i o tym, że śniegu napierdoliło po kokardy. także nie wiem, jak się odgrzebiemy. ale chill. nie jadę dziś do pracy, natenczas. taka moja decyzja. może pod wieczór ale niekoniecznie. Trudno. to jest ten moment w którym trenuję asertywność. bo mogę. to jest moment dla administratora budynku. 

[napadało ok 80cm, a że wiało, to i zaspy, na dachu nawisy, które mogą spowodować lawinę]

 Jprd niech przestanie, myślałam wczoraj pod wieczór, gdyż cały dzień bezlitośnie sypało,  a wieczorem wpadłam w panikę. w sprawie teatralnego dachu też.

do 24 ej Naczelnik szuflował, żeby rano można było otworzyć drzwi. wypuścić psa i koty.

A dziś taki widok z okna pracowni:


po lewej nieśmiało wystaje moje auto

Widok po otwarciu drzwi wejściowych:


Widok z kominkowego na taras:


na taras się cały czas sypie... z dachu. 

a oto Auto Naczelnika wczorajszym wieczorem i dzisiejszym rankiem zapewne w jeszcze gorszym stanie, auto, które miało go dowieść do remizy w razie "W
zanim by się odkopał, to by się ognisko dopalało ... nie myślcie, że się nie odkopywał na bieżąco...
[i to jest teraz tutaj ten moment edukacji dla idiotów, którzy plują na Tuska, bo śnieg napierdala 5 cm na godzinę. możesz se szuflować dla zdrowia jedynie BUCHACHA]

... na szczęście nie było żadnych wezwań. 


Wczoraj mnie jeszcze wszystko cieszyło, że zima, że klimat, że Zakopane, robiłam zdjęcia domu w świątecznym anturażu z zimą w tle. a teraz wynoszę kwiatki z sypialni do pracowni, bo ciemno. bowiem gdyż mamy okna połaciowe, śnieg je zasypał i zalodział te okna. i dupa blada. oraz ciemno. także górki domu nie pokazuję, bo ciemno.

zdjęcia z wczoraj



Jedynie Ciri jest zachwycona.






Planowałam spacer z Ciri ale w trakcie by mnie zasypało i zamroziło. więc nie. nie pojechałam na masaże. nie wyszłam z chałupy poza obręb płota i ewentualnie ulicy. pod tym płotem. Zobaczyliśmy sobie trochę grzebiąc w platformach, na przykład dla miłośników HYDROZAGADKI, polecam film "Krwawa łaźnia w domu śmierci.... czy jakoś tak. Netflix.

no ale gwoździem dnia był Ricky Gervais. Mortality. 

Zaczęliśmy sobie też serial szwedzki "Kraina grzechu.
 
Czytam w papierze prezent, polecane "Schronisko, które przestało istnieć. 
Na szafce nocnej Naczelnika zalega drugi prezent "Kronika ptaka nakręcacza :-) polecany przez Kalinę.

*

Nie dokańczam tego posta, będę robiła edyty na bieżąco, bo sytuacja jest mobilna.
Na razie tyle, jest godzina 9,08 jeszcze nie wyszłam na zewnątrz. ale w związku z groźbą zawalenia się dachu w teatrze, mam zakaz roboty dziś, bo go od ósmej powoli odkopują...czyli zwalają te tony śniegu, zasypując przy okazji wszystko dookoła. tak więc sprawa urlopu się rozwiązła sama. 

Edit. godzina 12ta, 
odbębniłam kilka rozmów telefonicznych, służbowych ale i z przyjaciółką ze wsi obok, obieśmy zakopane na ament. i mamy już stracha przed środą.

ale najważniejsze, że jest prund. 
leżę w pieleszach i czytam. całkiem miło. 
niemniej z tyłu głowy...

Edyta o 17.55
no czy my musimy mieć teraz góry właśnie tutaj?? ja się pytam.
W okolicach 15ej mnie poinformowano, że dachu teatru, który jest wielki i śniegu na nim zalegającego tonami. nie udało się dziś ogarnąć...więc akcja przesunięta na środę.
i w związku z tym jutro nie wejdę do budynku i nie wiadomo czy wejdziemy w środę. itako.
Poszłyśmy na spacerek z księżniczką Cintry i było pięknie w obiektywie. że aż nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. z wrażenia.
skończyłam MM. Perr. Więzi.
Czytam Schronisko w łóżku z herbatą wiśniową i piernikami, a co tam jeszcze świętujemy. 


niedziela, 4 stycznia 2026

Braty Sława. Nad pięknym modrym Dunajem.

 Na winiecie oraz jako pierwsze pójdą zdjęcia Bratysławy robione przez nas z obiektu na moście zwanego UFO.  

[Most SNP(Słowackiego Powstania Narodowego) – most nad Dunajem w Bratysławie z charakterystycznym pylonem, zwieńczony położonym na wysokości ponad 84 metrów „latającym spodkiem”, w którym znajduje się restauracja ze 130 miejscami siedzącymi. Wewnątrz lewego filaru pylonu umieszczono windę, w prawym filarze znajdują się schody ewakuacyjne. Powstał w latach 1967 - 1972]


Przeszliśmy się tym mostem a po drodze sporo już zwiedziliśmy, miedzy innymi zamek, który widać za nami. a położony również na wzniesieniu ale takich widoków to z niego nie ma. most ma dwa poziomy, dla pieszych i rowerów znajduje się poniżej poziomu aut, i cały się trzęsie...widać z niego cumujące jednostki w tym hotelowe, mieliśmy przez chwilę pomysł, żeby w takim hotelu spać. ale to może latem.

poniżej nasze wariacje foto w temacie UFO. nie zdjęłam kolejki po bilety i koszmarnej windy, na 10 osób. no ale jakoś dałam radę.

odbitka w szybach centrum handlowego




Zawsze ale to zawsze relacjonuje ciekawe toalety. najwięcej ich w Norwegii wiadomo ale i ta w UFO całkiem fajna z portretem witkacowskim zwielokrotnionym, vułala



a tu męska zdjęta przez Naczelnika


a poniżej widoki na Bratysławę z zewnątrz, aż nam łby urywało, tak pizgało, że musiałam se ten łeb rękawiczkami trzymać, co widać na pierwszym zdjęciu :-))


Widoki z góry powalające zwłaszcza, gdy pogoda dopisze a nam dopisała że hoho

i widać przycumowane jednostki na nabrzeżu w tym hotelowe


tu patrzę w stronę Wiednia

Naczelnik miał teorię, że widać Wiedeń z tego pylona... no widać, że nie widać :-) 



z góry zobaczyliśmy to co już zwiedzaliśmy, przeszliśmy i to gdzie zmierzaliśmy oraz bardzo blisko mostu Naczelnik zlokalizował wielkie centrum handlowe w którym szukaliśmy pewnej marki sportowej...  ja ryłam w przecenach...ale krótko...i bez efektu.


Wejście na jarmark świąteczny w ciągu dnia od drugiej strony, przez bardzo fajną kolorową bramę udaliśmy się na drugie śniadanko i wspomaganie rozgrzewającym grogiem wiśniowym, tym razem. Naczelnik zjadł kiełbasę o której marzył wieczorem a której już by nie wcisnął...ja z ochotą zjadłam rohalika z makiem. na którego miałam ochotę również dnia poprzedniego, ale jak widomo plany zrujnował nam langosz. 
 


Pierwszym co widzimy, gdy wychodzimy z hoteliku Le Petite jest Pałac Prezydencki a następnie po skręcie w prawo, rozpościera się ten widok placu, z pięknie oplatanym świecidełkami drzewem, i kościołem, do którego oczywiście weszliśmy



a następnie maszerujemy cały czas pod górkę do Zamku. i Parlamentu, który znajduje się obok.


Zamek i widoki na Dunaj i Bratysławę.


nowoczesny budynek Parlamentu w tle za rzeźbą


Wejście na zamkowe wzgórze, nie było jakieś wykańczające, całkiem przyjemny spacer pod górkę w mroźny słoneczny piękny dzień. przez mosty nad ulicami z widokiem na Katedrę i dalej na most SNP z UFO. 



a tu już schodzimy ze wzgórza zamkowego do Katedry i w stronę mostu


do Katedry królewskiej prowadzi droga królewska, bo mamy zaprezentowany cały poczet 22 władców i władczyń, którzy byli w niej koronowani, od bitwy pod Mohaczem, wygranej przez Turków co wiązało się z przeniesieniem miejsca koronacji, ze względów bezpieczeństwa. 
[W XVI wieku Bratysława (ówczesna Pressburg/Pozsony) należała do Królestwa Węgier, a po zdobyciu Budy przez Turków (w 1541 roku) stała się nawet stolicą Królestwa Węgier (do 1867) oraz miastem koronacji węgierskich królów, wchodząc w skład dominium Habsburgów.]



no i wnętrza Katedry św. Marcina 
[Szent Márton-dóm, Koronázó templom lub Szent Márton Székesegyház) – największy i najważniejszy kościół w stolicy Słowacji Bratysławie, położony w centrum miasta, tuż przy ruchliwej ulicy Staromiejskiej. Przez 300 lat była kościołem koronacyjnym monarchów węgierskich.]
 bo jestem fanką katedr i mnie kręcą, dlatego zdjęć sporo, a to i tak się musiałam trzepać po łapkach, bo detali cała masa...się pchała w obiektyw. 








św Marcin na koniu 
według mnie ubrany po madziarsku



pierwszy władca koronowany w katedrze Maxymilian teraz dobrze widoczny 

museum art. 


i ostatni obiekt do którego zmierzaliśmy, czyli niebieski kościółek. no cusz ...niebieski. do wewnątrz nie mogliśmy już wejść. niestety.




a droga nasza znów pod górkę, wyboista wiodła otóż do renomowanej knajpy restauracji, ze słowackim jadłem. bardzo popularnej i obleganej, także doszliśmy, zobaczyliśmy gigantyczną kolejkę oczekujących pod knajpą...i poszliśmy sobie szukać innej.
i dokładnie na przeciwko trafiliśmy do całkiem fajnej wyklejonej gazetami a dokładnie komunistyczną Prawdą.
też musieliśmy poczekać na miejsca.


moje bardzo sycące placuszki ziemniaczane w środku z oscypem i do tego peczene ziemniaczki, sos, surówka.
Naczelnik jakąś polewkę najpierw zjadł rozgrzewająca mięsną, a potem kaczkę, do tego taki jeden lokse, czyli placuszek ziemniaczany cieniutki z warzywem i oczywiście knedliczki.


kolejki do knajp to jest jednak sytuacja nie żadna wyjątkowa, proszę tu widać, jakie tłumy się kłębią


Na zakończenie dnia bardzo już przebodźcowani i najedzeni, z przelewającymi się wrażeniami, znów trafiliśmy na jarmarki. trzeba było zakupić pamiątki, czyli piękne ceramiczne magnesy i zakładki do książek. Nie mieliśmy już siły na jedzenie, ani szwendanie się, jedynie wypiliśmy grzańca na rozgrzewkę, zrobiliśmy prawie dwadzieścia tysięcy kroków. czułam podeszwy. powoli zamarzałam...ze zmęczenia. wiadomo. 

Powrót do hotelu był bardzo przyjemny, gorący prysznic, łóżko, zdjęcia, książka, Naczelnik...

i pakowanko.

bo rano ziuuu w Tatry.

**

A  w czasie rzeczywistym jest 10.40 niedziela 4 sty i nas aktualnie zasypało, podobno ma spaść do 70cm śniegu, nooo to jutro nie pojadę do teatru, zapodam telefonicznie urlop na życzenie. i przeczekam ten armagedon do środy. może posprzątają ten burdel. Natomiast pomimo strachu przed kotami siadają nam ptaki na tarasie więc po raz pierwszy dokarmiamy tej zimy. zostawiłam im dynie, jabłka i teraz sypię ziarna.

Naczelnik w gotowości bojowej,

nadal sypie...