sobota, 29 listopada 2025

Odliczanie.

 trzy tygodnie do wolnego. do świętowania i Nowego. 


a tymczasem w chałupie się miesza jesienne listopadowe z przyoblekanym nowym, jeszcze lampiony dyniowe i gęsi wiszące a już w kuchni kubki świąteczne...

*

[jednak śpię. wczoraj osiem godzin, dziś siedem, zamiatam ten burdel w głowie na różne sposoby. czytam, oglądam, praktykuję, masuje. przede wszystkim nie panikuje. co będzie to będzie.] 

Zaczynam Odliczanie. odliczanki sasanki, sanki. i zamyśliwanki. zamyśluje się w temacie czy narty. czy na ciepło. czy w ogóle, bo nie wiem czy zawodowo nadążę ze wszystkim. ???.

(poza tym akurat w grudniu mi obcięli kasę w wypłacie...i wpadłam w wyższe oprocentowanie. no co za pech. oczywiście będą ekstra dodatki świąteczne. i wyrówna się w styczniu trzynastkami ale trzeba doczekać)

 taka sytuacja. dziś zamówienia kolejne. wypał w teatrze leci od wczoraj. szlajam się po sklepach wielkopowierzchniowych i szukam i mierze i ustawiam. i spisuję. co i gdzie. 

co ja robię? no klasycznie wydaję kasę w końcówce roku.

Współpraca z niektórymi uświadamia mi, że letko nie będzie: pan wykonawca się umówił, przesiedział w fułaje na kanapce, nawet powiedzieliśmy sobie Dzień dobry, dzwonił ale miałam gdzieś ciepnięty telefon, zorientowałam się, że coś go nie widać, oddzwoniłam, powiedział, że był, czekał, oboje się nie rozpoznaliśmy, on nie zapytał...jprd 🙈 i seposzedł wpizdu.

to sama pomierzyłam te ścianę i litery. teraz jesteśmy umówieni na poniedziałek...w innym miejscu, w półteatrze, jest szansa, że znów się nie spotkamy ? 

Wczoraj sobie dodatkowy masaż fundnęłam. fundnęłam sobie też powtórkę z Łudiego. "Manhattan oraz "Hannah i jej siostry. choć jeden za drugim nie polecam. No jestem nieco uleczona ale i zaniepokojona. jednak odbieram go za każdym razem nieco inaczej, ten intelektualny, egzystencjonalny bełkot... i strach przed nicością. który mnie gniecie i mamy to wspólne z allenem (słabiejsłysze na prawe ucho i widzę na prawe oko...kurde muszę zrobić tomograf głowy))

Przycinam moje świerki, daglezje, bo ludzie wianki robią. zbieram gałęzie modrzewia z szyszkami. a potem cały dzień chodzę z tym całym małpim gajem we włosach. 

i ja się szykuję do wystroju pracowni i teatru. zdecydowanie w skandynawskim stylu, jak na mnie minimalistycznym. mam już pomysły i decyzje podjęte. 

a dziś już chodzi zmywarka, Naczelnik włączył w nocy, gdy wyjeżdżał. pieniądze zarabiać. za chwilę włączę pierwsze pranie. paproch będzie dygał na górce w pocie czoła a ja na dole w kuchni dziś posortuję i odświeżę. lodówka czeka zwłaszcza. może wyolejuje blaty. kto wie. raczej nie fetujemy andrzejek dziś. Naczelnik wróci zmęczony. ja muszę jeszcze odespać. a nawet nadespać z nawiązką. grudzień będzie ciężki, od pierwszego tygodnia. 

jeszcze sobie z Crilką leżymy w łóżeczku, kawkujemy i jemy sernik swieży.

za chwilkę zasiądę na macie. w pracowni, wysprzątanej. z widokiem na trzy strony świata. żeby się nastawić niespiesznie. na ten ciemny, mglisty i deszczowy dzień. i andrzejkowy wieczór z wróżbami. nawet i 10 stopni na Pomorzu. 

fajnych andrzejek. 

ps

przypominam sobie teraz dokumentalnie Dlaczego cały świat nienawidzi Allena W.

piątek, 28 listopada 2025

Gorzki Gorzki.

no ja tu dochodzę, co mnie tak ostatnio przywaliło i jak wpłynęło na moje postrzeganie, i brak snu. i wychodzi mi, że nie tylko robota...i dlaczego ja się boję tego określenia : wypalenie zawodowe ? przecież w kraju tutejszym /nie ma litości/  to ja się powinnam SPALIĆ jak czarownica na stosie.  już dawno. 

jakiś czas temu Skończyłam Gorzkiego "Śnieg przykryje a tu przemoc, wóda i patologia. Czytam "Od jednego Lucypera i przemoc, wóda i patologia... przemocowe rodziny. i w tym wszystkim kobiety. bite, i poniżane. właściwie, to znęcanie się było do niedawna czymś zupełnie normalnym. i nadal jest w niektórych kręgach. 

i tak mi się właśnie Przelało. w każdą stronę. 

[Oczywiście, że odium prehistorii tysiącami lat mierzone nadal nad nami wisi. 
Potrzeba równoważyć, i kolejne tysiące muszą na to pracować, by zmieniać mentalność. podczas, gdy świat staje się coraz bardziej chujowym miejscem, taki paradoks. 
co i rusz jakaś znana i mniej znana postać wyskakuje z szafy albo szczerze wyznaje, że była molestowana albo przemocowana psychicznie...albo uzależniona od czegoś, że rodzina patologiczna. i w zasadzie nie do końca wiem o chuj chodzi, czy to moda? usprawiedliwienie się czy krzyk rozpaczy, czy ku przestrodze ... serc pokrzepieniu.]

No wychodzi mi, że wedle niektórych norm współczesnych, Wszyscy żyliśmy w przemocowym świecie i w zasadzie za dużo się nie zmieniło, bo jak nie kijem go, to pałą.
 i teraz przewrotnie zacytuję klasyka : no i był i jest i nachuj drążyć. i się pogrążyć. i niemóc spać. i żyć przeszłością...rozpamiętywać, nie dać sobie szansy. gorzknieć. 
W każdym razie nie polecam. 

Dokończyłam te literaturę, tym razem, choć miałam ochotę rzucić w cholerę. jak ostatnio dwie inne, zatrzymane w połowie. bo tam rak i masakrowani rdzenni mieszkańcy ...wszystko jest jakieś zjebane i Brzydkie. ostatnio. nie chcę się kortyzolowo stymulować. ponad normę. i tak u mnie przekroczona. podobno. taka jest "diagnoza" domorosłej psycholożki. ale faktycznie mam przesyt złego. i świadomości ile tego złego. a do tego aktualne zajawki w polszcze i na świecie. które omijam dużym łukiem. 

Co najgorsze, to wszystko złe rezonuje we mnie wszystkie moje lęki. kurewa. już nie ważne skąd one. Ważne, że się budzą i wrzeszczą. 

i jak tu żyć? 

Ręka do góry, kto lubi, gdy mu się na siłę udowadnia, ze wszystkich stron, 

że na pewno jego życie TU było chujowe, i też był umoczony, bo wszystko wokół było raczej chujowe, aż do teraz. a teraz to nie jest chujowe, bo teraz się o tym mówi. 

No nie. Rośnie we mnie bunt. i chyba żyłam na innej planecie.

Nie byłam nieszczęśliwa i nadal nie jestem (nie mylić z przemęczona, nawet wypalona, zestresowana).

Zwłaszcza, gdy popatrzę z dystansu. jak to zrozumiałam, to jestem wdzięczna za kochanki mego męża, za nieszczęśliwe miłości, za "patologiczną" rodzinę wedle dzisiejszych standardów ;-) bo byłabym dziś kimś zupełnie innym. przecież. i za covida też jestem wdzięczna, gdyż w przeciwnym razie nigdy bym się nie zdecydowała na zmiany. które okazały się zbawienne. i za chujowe przyjaciółki, bo mnie przeczołgały w dobrym kierunku...nie czuje żalu, złości, tylko zwyczajnie zdarza mi się tęsknić. i za wszystkie moje emocje jestem wdzięczna. inaczej nie byłoby Teatru. mojego. 

Dostałam dwa dni temu piękną wiadomość z Belgii, od mojej aktorki dawnej, bardzo już dorosłej i sławnej: Słuchaj myślałam sobie o Tobie ostatnio, o naszym teatrze. który stworzyłaś. Dziękuję. Uratowało mi to dupę, byłam w depresji i nie wiem, jak to by się skończyło, gdyby nie Ty. 

NO LOJTE, dla takich wiadomości WARTO ŻYĆ. nes pa? 😃

Byłam i jestem Szczęśliwa [dopóki się konfiguracja polityczna nie spierdoli. wtedy na powrót będę sarkać. zapewne. i pluć jadem]. 

oraz bym stąd wyjechała oczywiście. wchuj. ale to inna bajka. wyjechałabym pozostawiając tu dom, lub mieszkanie. i nie na stałe ale w kamperze. po europie i po świecie. 

[bo pamiętam, że w obcym kraju, to jednak tak sobie ale teraz, to ja jestem w zupełnie lepszej sytuacji.]

ps

no lubię Mietka, i czytam kolejną gorzką powieść kryminalną.

i jeszcze zielony kurczak miny strzela i złośliwie komentuje moje dwa dni przerwy w lekcjach...

jesosie bym zapomniała napisać, że Naczelnik wygniótł bardzo dobry pasztet z fasoli, och rozpływam się, zaraz sobie zjem na późne śniadanko. 

ps

podobno gdzieś tam śnieżyce, prondu brak

a u na wiosna. normalnie wiosna na plusie. 

środa, 26 listopada 2025

o sobie. i o smrodku.

 no znalazły się okulary ...pod łóżkiem. już zaczęłam szukać w miejscach kompletnie od czapy, tropiąc swój własny ogon. że w lodowce, choć nie udało mi się jeszcze zrobić w niej ordnungu, w garderobie, pracowni...no i pod łóżkiem. bo zmienialiśmy pościel i się mogły zaplątać. ale wcześniej przeryłam teatr. Naczelnik zwala winę na Ciri, ponieważ kradnie nasze rzeczy.

miło z jego strony.

W Ostatnie trzy dni zamieniliśmy się w tropicieli. sprzątaczy. Co ma efekt pozytywny w postaci generalki. otóż śmierdzi nam. między kuchnią a kominkowym w samych przejściu między belkowaniem, gdzie stoi lodówka, kanapa, skrzynia. tak że zaczęliśmy od odsuwania kanapy w poszukiwaniu źródła smrodu, a przy okazji odkurzanie i mycie podłóg. potem padło na skrzynię i to samo, następnie na lodówkę, odsuwanie grzmota i powtarzanie czynności i dobrze, bo sieokazało, że zbiór kłaków cirininych zatkał jej wentylator, jakoś tak się tam elektryzuje szczególnie a my się zastanawialiśmy dlaczego ona tak się grzeje i wyje...hmmm rychło w czas, inaczej by padła.

źródła nie znaleźliśmy, wszystkie kąty są za to  odkurzone i umyte. i teraz mamy dopiero zagwozdkę. czy jakaś mysza nie padła między belkami. smrodek nienachalny wprawdzie i się zawęził do jednego miejsca malutkiego. jednego kroczku wręcz...kurde nawet wąchaliśmy sufit wczoraj.  i lokalizacji nadal brak. czas na dalsze kroki czyli szukanie za kredensami i generalnie wszędzie. bo oczywiście bierzemy pod uwagę kompletne popierdololo ciągi w starej chałupie. co finalnie oznacza, że jesteśmy w dupie. i .

Drogi pamiętniczku Moja doba się kompletnie pochrzaniła. poskładała, że mnie to jusz śmieszyć zaczyna. z wkurwu oczywiście. 

Mówię o spaniu. dziś obudziłam się i w zasadzie wstałam o 3.30 :-( kurewa. 

(apdejcik malutki robię, że jednak pospałam ponad godzinę do ósmej)

W łikendy odsypiam, dosypiam, gdy nie mam roboty, to po prostu organizm się wyluzowuje. 

Jeszcze w poniedziałek spałam do ósmej dokładnie osiem godzin. ale już wczoraj przed placówką pobudka o 5,30 po pięciu godzinach snu !? no to padłam miedzy 21 a 22. bardzo się starałam przeciągnąć te dobę w obawie, że się obudzę w środku nocy...  czyli aktywność przejawiałam, zamiast kanapy. mianowicie obwąchiwanie chałupy i poszliśmy na spacer po nocy. nawet jeden odcinek Kulawych zarejestrowałam. Zgadzam się w pełni z ŻonąMietka, że ekranizacja bardziej mnie kreci od literatury.

 i co ? i sro, i tak pobudka w środku nocy. i ostatnio już nie wyglądam...z tego też powodu. wyglądam na przemęczoną i wykończoną i klapniętą. 

Czy ktoś ma podobnie? i czy ja mam brać tablety na spanie, czego bym absolutnie nie chciała. choć mam na podorędzu ale nielegalnie nabyte. bez konsultacji z lekarzem. 

{oczywiście, że mam swoje prywatne przemyślenia, w temacie. oczywiście, że robota w placówce mi szkodzi i nadzór artystów sfochanych w teatrze, za to na wyjazdach śpię świetnie. przypadek. niesadzę}

oraz funkcjonowanie mnie to utrudnia. bo godziny aktywności zmienia. wprawdzie mam czas na czytanie, pisanie i oglądanie...a nawet dużo czasu. wiele notek sobie siedzi w poczekalni. jednak zanim dotrę dziś do placówki na 11tą, to już będę po ośmiu godzinach funkcjonowania w pieleszach. i spacerze, po którym najchętniej z powrotem do łóżeczka hyc hyc ...zmęczona tam zatem pojadę, żeby się słaniać przez sześć godzin. a w teatrze to już się poskładam na podłodze...wracam do domu ok 20ej. 🙈

ps

Wkurza mnie, że nie mogę teraz pochłonąć polecanego przez ZM dokumentu, o GuciuZamoyskim. za to przeglądając 35mm zobaczyłam sobie dokument "Na planie, ulubionego mojego filmu Wajdy "Wszystko na sprzedaż...i zaplanowałam kilka innych.

ps

Ratunku.

wtorek, 25 listopada 2025

Trzy maupy.

 Palmę pierwszeństwa w byciu maupą ma PannaLucynka.


Zawsze mnie kręciły szklane koraliki. Mam ciuchy wyszywane. Ostatnio się zafiksowałam szczególnie na biżu w takich klimatach, nabywam, noszę i będę robiła. sama. 



Na szyi wisi mi ostatnio nabyta Sztuka Wchodu, przywieziona z berlińskiego muzeum, wykonana ze szklanych koralików. na drucianym stelażu. 


czyli Druga maupa, małpa z czerwonym nosem, chyba muzą była ta poniżej właśnie



a trzecia, to wiadomo...

*
Okulary się nie znalazły...jeszcze ale nadziei nie tracę. ona jak wiadomo umiera ostatnia🙈
noż dramat, muszę używać myszy przy lapku...
to już drugie zaginięte ostatnio...nie wiem co się dzieje. 
[wkurza mnie to, i chyba trzeba mi szybko zamawiać drugie a przy okazji sprawdzę wzrok. i wyskoczę ze sporej kasy. powinnam być przyzwyczajona, całe życie gubię okulary. i coraz więcej mnie to kosztuje, oraz niektóre były wyjątkowe.]

Poczytałam u Li, że kupuje dom w Kalabrii i pomyślałam, że może na sylwestra do kalabrii?
ciekawe jak tam z temperaturami. zimą. 
Zycie jest bardzo krótkie, i bardzo kruche wiadomo. nie planuję nadmiernie się przejmować się.  

Zaczęliśmy wczoraj "Kulawe konie...odsuwaliśmy lodówkę czym rozpoczęliśmy kuchenne porządki. w teatrze też porządkuję gabinet i planuję co gdzie. kończę zabawę z papierami. 
poza tym wywlekam ozdoby. a dziś planuję wydziergać dwie gliniane choinki. 
Dzień się zapowiada, jak to zwykle. wtorek. ale cusz zrobię wszystko, żeby był interesujący. co tam. niebanalny. szczęśliwy.

dobrego wtorku ludzie. 

poniedziałek, 24 listopada 2025

się przecież.

Dzień sobotni był długi i pełen roboty oraz pomysłów. roboty generalnie porządkującej przestrzeń. i wywlekającej różne tam dziwne szpargały. zaglądaliśmy w zakamarki i kąty. nie nazywam tego generalnym sprzątaniem, przed świętami, tylko po prostu. czasem trzeba ;-)

na zakończenie dnia planowany od dawna seans kinowy 

"Prawdziwe życie Tamary Łempickiej, Julie Rubio. dokument bardzo mi się podobał (najpierw zawsze piszę o uczuciach, odczuciach) i zrobiony był też ciekawie, fabularnie nawet. Teraz sobie myślę, że z chęcią pójdę na coś co mnie Zachwyci. rozważam "Błękitny szlak...

Niedzielka wyspana. i rano na poprawę nastoju i wyglądu, odleżałam wygodnie ponad dwugodzinny seans z kosmetolożką, w mojej sypialni ze świecą i kadzidłem: zabiegi łączone na pysk. potem dospałam się. i skończyliśmy  serial "Bestia we mnie. 

Odtajałam po ciężkim tygodniu.


*

 Tak się dzieje czasem, że tematy postów układają się w głowie lub wynikają z rozmów pod postem. interakcja z czytającymi jest ważna dla mnie inaczej po co pisać bloga...

czasem pięknie rezonuje u innych blogerów, tak jak w najnowszym poście Margo  :  "To pisanie kompulsywne, nie z potrzeby opowiedzenia świata, tylko z potrzeby zduszenia w sobie ciszy. Z dystansu wygląda jak kreatywność: zeszyty pełne słów, codzienne muszę zapisać, kolejne akapity, kolejne oddechy. Ale z bliska przypomina raczej nałóg, społecznie akceptowalny. Tekst zamiast kieliszka.""

Czyli teraz na tapecie temat uzależnień, który w ogóle mnie nie kręcił, aż do czasu. kiedy to bliska mi osoba, rozpoczęła krucjatę. a kolejna bliska mi osoba wylądowała na odwyku. Oczywiście, że usłyszałam sugestie osobiste. a jakże. tylko akurat to mnie nie rusza w ogóle. wiem co robię. od 19roku życia jestem Odpowiedzialna za siebie i innych. w tym za własną matkę. nikt mnie nie zabezpieczył. Zawsze wiedziałam, że mogę liczyć tylko albo przede wszystkim na siebie. Gdy teraz czytam bardziej i mniej naukowe książki, przyznam się, że nie przykładam ich, jeden do jednego do własnego przypadku. Doświadczenie i intuicja mną kierują przede wszystkim. słucham też z zaciekawieniem innych, staram się. 

 Temat rozciągnął mi się życiowo ponad miarę. i zapewne jeszcze do niego powrócę. rozmowy bardzo są inspirujące, czasem pomocne. Uzależnienia, wracają do mnie jakoś ostatnio. jako straszak na przykład: oj, uważaj, bo to też uzależnienie...no i właśnie takie teksty powodują u mnie różne reakcje. no i co z tego?? lubię swoje uzależnienia. i rytuały nawet gdy mnie czasem irytują. i gdy irytują innych. pozwalam sobie na myślenie : to Twój problem, nie mój. nie muszę spełniać Twoich oczekiwań. 

A dziś zimno. mróz bez śniegu, choć czasem płatki wirują w oknie połaciowym. na blacie cztery na minusie a ja odczuwam -20. leżę jeszcze w łóżku, jak to w poniedziałkowe dopołudnie, piję drugą kawę. Czytam. Odbieram maile. dzwonię, ustawiam tydzień, planuję.

jest dobrze, dziś jeszcze masaż u fizjo. na zakończenie dnia.

zaraz zjem pyszną jajecznicę z jajek od szczęśliwych kur:-) 

a z rzeczy niedobrych, które się przecież zdarzają, to zagubiłam okulary do czytania... i jest afera.

sobota, 22 listopada 2025

szeptem...


No to przywaliło mrozem. 

nie wiem czy mała hortensja w doniczce nie oberwała.

nocą wracałam z teatru już ostrożnie. żeby się nie poślizgnąć.

Ostatnio coś wspominałam, że nie śnię. nooo to mi się musk odwdzięczył z nawiązką. obudziłam się drąc ryja wniebogłosy... ciemne zaułki miasta, niewiadomoktórego. grupa złych ludzi, zbity telefon, tablet...zagrożenie...przerażenie...ucieczka. i nie mogę wydobyć głosu. znów. 

*

Apropo,s uzależnienia od życia. lubię je, lubię wszystkie moje uzależnienia. nawet, gdy są niezdrowe (to znaczy przez niektórych zwłaszcza uznawane za niezdrowe, szkodzące, itepe)

[i tu wyjaśnię, że nie jestem pracoholiczką, w myśl zasady: kto kocha swoją pracę, nie przepracował ani jednego dnia]

Lubię, bo są przyjemne. a ja z natury jestem sybarytką. lubię, gdy jest mi przyjemnie i lubię rozpustę. i adrenalinę. jakniewiemco. i lubię mieć wolność wyboru. i wolność w ogóle to priorytet. moje życie jest na dwóch planetach. 

Rozumiem też różne bunty na pokładzie w kwestii nakazów i zakazów. Och, gdym się stosowała do tych zakazów, panie drogi. nie byłabym tym kim jestem i nie byłabym szczęśliwa Nigdy. gdyby się naród tutejszy inteligencki stosował do zakazów, zapewne komuna by nie runęła. nie byłoby całej alternatywnej kultury !!! przede wszystkim, teatru.

Uogólniam, pierońsko uogólniam, tylko KTO ma decydować za mnie, co jest dla mnie dobre, a co nie. i Dlaczego akurat ten czy tamten polityk, skoro oni wszyscy są dodupy.

obojętnie z jakiej strony. beznadziejne typy kłamiące i konfabulujące. skupione na własnej korzyści. uprawiający politykę. nic szczerego. nic autentycznego. nic od siebie. 

i zmieniające historie oraz definicje. 

W placówce na przykład nigdy nie realizowałam żadnych wydumanych programów. politycznych, ideologicznych i każdych innych. Bo nie. Zmierzanie do wzoru : równowaga, harmonia, logiczne myślenie. oraz empatia. Bezpardonowe obnażanie głupoty i obnażanie  fanatyzmu.

Mój teatr jest miejscem dla każdego. nie wisi w nim żaden symbol. nawet zakaz palenia ;-)

[owszem stoją buddy. kupione w supermarkecie. tak, jak choinki. baranki. obrazy, ceramika, szkice, kartki samoprzylepne...]

i tak szeptem powiem, że 

Paraliżują mnie natomiast ludzie stosujący się do wszystkich nakazów, zakazów. Rozkazów. Bezrefleksyjnie podporządkowani. grzeczni, uporządkowani...stawiający buty równo na wycieraczce. biedni oni. musieli mieć straszne dzieciństwo. 

jak widzę takie dziecko w szkole, to już wiem, że coś jest głęboko nie tak. i takie dziecko mnie niepokoi. bardziej, niż to rozkrzyczane, biegające. ostatnio taka wymiana refleksji skończyła się widomością, że z domu dziecka...

Nosimy swoje traumy głęboko ukryte albo ostentacyjnie na wierzchu. 

Dla mnie najważniejszym jest aby te traumy nie zdominowały nam życia. Żeby nami nie rządziły. nie uczyniły z nas paplające wiecznie o tym samym kukiełki. reagujące tylko i jedynie w jednym temacie. 

zimnaaa ta sobota. dlatego w domu a wieczorem kino z Łępicką. 

dobrej soboty.

 

piątek, 21 listopada 2025

Nic się nie da zrobić.

[ moja doba funkcjonowania wczoraj miała 20 godzin. obudziłam sie o 4 a padłam o 24.]

dniem wczorajszym jestem zmasakrowana. bo nie miałam czasu pospać i odsapnąć po południu. między placówką a teatrem. a dziś znów pobudka o 6.25. chyba zacznę zażywać tablety nasenne. a sen miałam na tyle głęboki, że śniłam nawet. to może jednak nastąpiła regeneracja. 

A teraz o uzależnieniach będzie. bez żadnych podtekstów pretekstów, tylko uogólniając.

Odczuwam taką myśl ostatnio, że ludzkość się uzależnia. od Wszystkiego w zasadzie. a jednocześnie jedni drugim zarzucają te uzależnienia. nieswoje. i wartościują. że złe są i normalne. i dobre? czy są dobre uzależnienia? skoro to stan chorobowy.

Czy książki są dobrym uzależnieniem, gdy się zgodnie z definicją zaniedbuje inne dziedziny życia

[AI :Uzależnienie to choroba charakteryzująca się silnym przymusem zażywania substancji psychoaktywnej lub wykonywania czynności, co prowadzi do utraty kontroli i zaniedbywania innych obszarów życia, mimo świadomości negatywnych konsekwencji. Wyróżnia się uzależnienia od substancji (np. alkohol, narkotyki) i uzależnienia behawioralne (np. hazard, zakupy, praca). Problemy z uzależnieniem wpływają negatywnie na zdrowie fizyczne, psychiczne i relacje społeczne] 

na przykład sprzątanie. spotkania z przyjaciółmi, czyli relacje społeczne zawala? powoduje wypadki samochodowe słuchając powieści w uchu...nie może bez tego ciągłego gadania w głowie funkcjonować a nawet żyć. czy bez szeleszczenia kartek a drzew coraz mniej...

I występują nagminnie różne paradoksy,

 bo jeśli korpoludek jest pracoholikiem, to obciach, gdy nauczyciel, to frajer  a jak artysta muzyk czy reżyser, to zajebiście. i kultowo.

(ale w pandemii, to już nikt nie połączył kropek, że im płacić trzeba, jak nie mogą koncertować czy grać w teatrze.)

No i alko, na przykład taki szampan, to nie tylko alkohol ale przede wszystkim świętowanie. Nowego roku, kolejnych rocznic, nowej roboty, urodzin, imienin...wygranej na torze. A wszystko przez jednego mnicha o nazwisku Dom Perignon w XVII wieku. drożdży, cukru i bąbelków. który powiedział : ja piję gwiazdy. czyli znów wszystko co złe przylazło, to z kościoła.

Gdy ideologia nam przykrywa wszystko, że stajemy się monotematyczni i przez to dla niektórych już prawe niestrawni, to chyba nie jest ważne jaka, to ideologia, ale jednak wartościujemy. nadajemy sens. etykietujemy. mówimy sobie i innym, że moja jest mojsza. 

tak sobie układam i wychodzi mi, że ...

nic się z tym nie da zrobić.

A podobno tak pięknie się różnimy.

achuja tam pięknie.

Zależy od nastroju. i pogody. bo teraz na przykład wszystko widzę prze tony brei lecącej z nieba na okna połaciowe. to nie mam nastroju na pitu pitu tylko na dopierdlanie. i sarkazm. i złośliwości i depresję. i wszystkowdupiemanie. 

*

Dziś zaplanowałam przyjemności, jak tylko wstanę z łóżka w którym zamierzam poleżeć dłużej z kawą, z herbatą z fajnym filmem. i dobrym śniadaniem na ciepło. a potem se pójdę poszukać kanapy do gabinetu i różnych dupersznitów typu ciepły (kolejny) miękki kocyk i lampki lampioniki w dużych ilościach. i kubek w kształcie dyni (w Empiku przeceniony o 70 %)) bo jestę uzależniona od dobrego nastroju i dupersznitów i zakupów na poprawę nastroju. i łażąc tak wśród wystrojów i kanap będę słuchała kryminału Gorzkiego, bo jestem co ? no widomo : uzależniona.

włączę też wypał. bo jestem uzależniona od wypałów,

a w sobotę włączę pranie 😁 bo ... i paprocha i wyczyszczę lodówkę, bo ...

Dobrego łikendu. jakbyśmy się nie zobaczyli.

ps

ja to chyba PRZEDE WSZYSTKIM  jestem niewyspana-przepracowana, bo nie zakumałam, że Duolingo jest ...darmowe. i mnie ten zielony kurczak prześladował przez dwa miesiące? gdy akurat nie miałam czasu dopiąć konta. w telefonie. Fakt, że mnie przede wszystkim rozwalał, i robił mi dzień. 

Gdy ktoś chce sprawdzić, co się dzieje, jak zawalasz lekcje...to polecam bardzo 😂🤣

czwartek, 20 listopada 2025

Gorzko.

We wtorek zobaczyłam "One to One: John i Yoko" (2024) w reżyserii Kevina Macdonalda, który skupia się na życiu Johna Lennona i Yoko Ono w latach 1971-1972, kiedy mieszkali w Nowym Jorku. Film wykorzystuje prywatne archiwa, nagrania telefoniczne podsłuchane przez FBI, a także materiały z charytatywnego koncertu "One to One.

i podobał mi się. oczywiście. 

wczoraj natomiast łykłam przed snem, dwa odcinki brytyjskiego serialu detektywistycznego na  Apple, „ Down Cemetery Road ” z Emmą Thompson i Ruth Wilson w rolach głównych.

no i też git.

a w ogóle, to skapały wreszcie kultowe Konie kulawe i tak dalej.

A teraz drogi pamiętniczku.

Trochę uciekam od pewnych relacji. zmęczona jestem i ... zniesmaczona. [piszę tu o życiu moim prawdziwym. nie o internetowych bytach. absolutnie wymyślanych, kreowanych a ostatnio pisanych sztuczną inteligencją. więc jakby jeszcze bardziej fejkowych.] 

Staram się monitorować swoje życie bardziej. i uciekać od stresu i niedobrych emocji. też bardziej dbać o swój dobrostan. nie obrażam się na rzeczywistość i ludzi, no cusz tacy już są. niedoskonali i szukający winnych. wiem to. 

i nie chcę się konfrontować w żadnym obszarze. mi szkoda energii. Nagle ona stała się dla mnie najistotniejsza. jej sensowny podział i zużycie.

oraz w absolutnym już poważaniu mam wykwity tradycji międzyludzkiej. będzie wtedy gdy ja mam ochotę. i wczoraj powiesiłam lampki na drewnianej choince w pracowni. bo robi klimat.

i nadal eksponuje fajne prace. 


Tymczasem pogodę pojebało.
we wtorek sypało pół dnia na plusie, więc breja pośniegowa sięgała mi kostek, gdy wracałam z placówki. i zastanawiałam się jak ja z górki zjadę... oczywiście nie kupiłam jeszcze opon zimowych. myślałam, że mi rence odpadną, gdy ściągałam gołymi rencami to gówno z auta przez pół godziny.

W środę planowałam ubrać kalosze z ciepłymi skarpetami. czapkę i rękawiczki. 
ale się uspokoiło. zero śniegu. za to temperatura odczuwalna na minusie sporym a przy gruncie mrozi, choć w powietrzu na plusie...🥶😵‍💫

morze nasze morze rozhuśtane, i może nasze morze bursztynem rzygać będzie.

*

nie poszłam we wtorek na jogę, bo mam : silne obite lewe ramię, mam nadzieje, że nie uszkodzone, siniola giganta na prawym goleniu, wybroczyny na drugim po dużym palcu prawej stopy i boli mnie lewa kostka ... może być, że to jeszcze nie koniec. otóż spierdolilam się ze schodów we własnym domu. rano, przed wyjazdem do placówki. taka ze mnie akrobatka. i gorącą kawę też wylałam, w tym na siebie...

wtorek, 18 listopada 2025

O hipsterskej stolicy Europy i namiętnym pocałunku.

 i to już ostatni post z berlińskiej epopei. 

No więc zachwycił nas Alternatywny Berlin. podobają mi się wchuj klimaty anarchistyczno, hipstersko lewicowe. Wiadomo.

[szkoda, że nie było pchlich targów w miejscach w których byliśmy i one się tam odbywają. i że jeszcze nie było świątecznego. bo podobno wyjątkowy.]

istnieją na świecie dwa kultowe pocałunki : Klimta i Breżniewa.

zdjęcia z internetu

Po wystawie Vincenta

przeszliśmy Spacerkiem pod mostem w kierunku Friedrichshain - Kreuzberg i sam Kreuzberg, czyli przejście w kierunku koncertu z dzielnicy hipsterskiej przez jeszcze bardziej hipsterską do kolejnej hipsterskiej na maxa :-)

Dzielnica artystyczna Friedrichshain-Kreuzberg słynie z budynków z czasów NRD, Muzeum Żydowskiego zaprojektowanego przez Libeskinda oraz pokrytego malowidłami fragmentu muru berlińskiego określanego jako East Side Gallery. Kottbusser Tor otaczają bary i lokale z kebabem, a w Markthalle Neun znajdują się stoiska z jedzeniem z całego świata. W położonej niedaleko Victoriapark dzielnicy Bergmannkiez znajdują się sklepy z używanymi rzeczami i kawiarnie, a kultowy klub techno Berghain jest głównym obiektem słynnej sceny klubowej.

... a po drodze knajpki, knajpeczki, restautracyjki z każdego zakątka świata. Naczelnik wybrał bardzo wyczesaną kulturowo z winnersznyclami jedynie. 




nie no proszę się nie obawiać, były też vege i z indyka.

Na Kreuzbergu już byliśmy ale z drugiej strony, doszliśmy do niego piechotą dnia poprzedniego. 

zdjęcie z pizzagirlpatrol.com 

cytaty:

Kreuzberg, emblematyczna dzielnica niemieckiej stolicy, łączy w sobie wszystkie cechy, które sprawiają, że Berlin jest tak atrakcyjny: imprezowe przestrzenie mieszczące się w dawnych budynkach przemysłowych, tarasy okupowane przez kosmopolityczną młodzież, fasady pokryte sztuką uliczną, butiki projektantów mody ukryte na wewnętrznych dziedzińcach, rozległe parki, gdzie całe rodziny z różnych środowisk urządzają grilla…

Co może zaskakiwać, w ciągu ostatnich dziesięciu lat Kreuzberg stał się jedną z najatrakcyjniejszych dzielnic stolicy, chociaż na początku XXI w. cieszył się złą sławą, a w okresie istnienia muru był zaniedbany. Mur znajdujący się w amerykańskim sektorze Berlina Zachodniego z trzech stron otaczał wschodnią część Kreuzbergu, nazwaną SO36, w nawiązaniu do kodu pocztowego (Süd-Ost, district 36). Ta opuszczona przez większość pierwotnych mieszkańców dzielnica ‑ ślepy zaułek ‑ od lat 60. XX w. zaczęła przyjmować tureckie rodziny zapraszane do pracy w Niemczech Zachodnich przez rząd RFN. Wielu młodych ludzi – zwabionych stypendiami studenckimi oraz zapomogami socjalnymi przyznawanymi mieszkańcom Berlina Zachodniego – osiadło w tym zamkniętym mieście, a zwłaszcza w dzielnicy Kreuzberg, bo tutaj z łatwością mogli znaleźć puste mieszkania i je zająć.

Dzielnica Kreuzberg ma dwa oblicza. Jej zachodnią część przecina spokojna Bergmannstraße, nad którą unosi się duch mieszczaństwa i cyganerii. Leżąca na wschodzie Oranienstraße to z kolei raj kultury kreatywnej i alternatywnej.

Leżąca pomiędzy stacjami Moritzplatz a Görlitzer Bahnhof Oranienstraße również zachowała większość historycznej zabudowy. Jednak w przeciwieństwie do Bergmannstraße, jej fasady są pokryte graffiti i banerami protestacyjnymi. W czasach, gdy mur dzielił Berlin, opuszczona przez mieszkańców dzielnica przyjęła anarchistów oraz zaangażowanych squatterów. Dziś polityczne księgarnie i kawiarnie z witrynami oblepionymi plakatami wzywającymi do mobilizacji świadczą o tym, że duch sprzeciwu wciąż tu żyje.

Między niezależnym kinem a kebabem można znaleźć witrynę z projektami lokalnej projektantki mody. Późnym popołudniem tarasy knajp zapełniają się kolorowym tłumem. Trzeba umiejętnie lawirować pomiędzy stolikami rozstawionymi na wąskim chodniku, tureckimi mamami pchającymi wózki i punkami okupującymi schody starych kamienic. Czasem jedynym wyjściem jest wejście na jezdnię – ale i tam tłoczno: samochody, rowerzyści, autobus M49 nadrabiający opóźnienie....


Rzeźba potrójnego manna molekularnego na środku Sprewy mnie zachwyciła
, poszliśmy jej poszukać jeszcze przed koncertem, była bardzo blisko.

"Molecule Man", zaprojektowana przez Jonathana Borofsky'ego, znajduje się na rzece Sprewie w Berlinie. Jest to jedna z serii aluminiowych rzeźb, które znajdują się w różnych miejscach na świecie. Rzeźba przedstawia trzy postacie, które symbolizują jedność trzech dzielnic Berlina: Friedrichshain, Kreuzberg i Treptow. 

jedyne zdjęcie Naczelnika z okolic hal produkcyjnych, gdzie teraz mieści się FESTSAAL

Zła jestem, jak cholera, że nie zrobiliśmy zdjęć dokumentujących ten zachwycający zakątek. ani jednego zdjęcia tętniącego życiem knajpek i klubów jak i samego miejsca koncertu. no ale od czego są internety :

Nowa „Festsaal Kreuzberg” znajduje się w samym sercu dzielnicy Kreuzberg, ale wciąż na obrzeżach Treptow. Od 2004 roku to miejsce wydarzeń kulturalnych i eventowych jest nierozerwalnie związane z życiem kulturalnym stolicy, a od 2017 roku znajduje się w nowej lokalizacji na terenie Areny. 

siedzieliśmy dokładnie po prawej stronie na drugiej kanapie.

Po koncercie Naczelnik dostał ten plakat wiszący w trakcie koncertu, na pamiątkę.




Czekaliśmy godzinę na otwarcie drzwi, tak jakoś wyszło i żeby zająć dobre miejsca...i miejsca siedzące w ogóle. jednocześnie kręcąc się po okolicy, bo ciekawa. weszliśmy w pierwszej dziesiątce.
a tu dokumentacja foto, żeśmy siedzieliśmy na tych kanapach. z drinami w ręku z fajnym towarzystwem i czekali wygodnie.





zapomniałam już jaki fajny jest koncert klubowy, gdzie artyści są na wyciągnięcie ręki.

Dwie godziny bitego koncertu Lawrence i jeszcze godzinny support. czyli trzy godziny muzy na żywo, godzina asymilacji i oczekiwania na kanapach ... przyglądania się ludności, podsłuchiwania języków, razem wszystko 5 godzin. 

Było bardzo a nawet Bardzo. 
Zleciało mi, aż za szybko. dwie godziny tańców przy koncercie, niezbyt wyrafinowanych i bez rozmachu, gdyż miejsca nie było :-D
Zachwycona byłam i zespołem i miejscem i ludem, rodziny z dwójką dzieci w wieku drobnym: czterolatka z tatą, która tańczyła i śpiewała... no miodzo. i fajerwerki. 
Po wszystkim przeżyliśmy nocny powrót do hotelu komunikacją miejską. 
ok 24 byliśmy już w hotelu. 
Bezpiecznie. szybko. smacznie. tanio ;-)

*
Obudziliśmy się 11 listopada nie w kraju tutejszym biało-czerwonym. ale w kraju winnym wszelkiego zła, według retoryki pisdzielskich patriotów. zaspaliśmy wręcz, zjedliśmy dobre śniadanko i potem jeszcze poleżeliśmy, spakowaliśmy się... nie planowaliśmy już żadnych zwiedzań. byłoby ciężko, pogoda się zjebała koncertowo :-) 

No to wyspani, zachwyceni, i pełni wrażeń
w auto i nachhauze. 
 

ziuuuuu

poniedziałek, 17 listopada 2025

Społeczność artystyczna.

 ech, lubię tak mieszkać i żyć. lubię swoje życie.

jedną nogą w mieście a drugą we wsi. miejscówka wyśmienita. 

kino, teatr, nasze małe alternatywne działania, i działanie poza głównym nurtem. Pod prąd. 

blisko Trójmiasto, już za chwilkę na tyle blisko, że na zakupy będziemy śmigać...do knajp i teatrów oczywiście przede wszystkim. co tydzień :-)

(koleżanka prowadzi Stację Główną w Gdyni a ja nie byłam na żadnym spektaklu. Wstyd)

W świecie, gdzie sprzedawcy, dilerzy, telemarkerzy i korpoludki są szkoleni do "sztucznych rozmów" z klientami, jedynie społeczność artystyczna potrafi rozmawiać, gadać i wymieniać poglądy, siać ferment w głowach i społeczeństwie oraz żyć na własnych zasadach. Pod prąd. formować nowe sposoby na życie...no owszem jeszcze by się znalazło parę grup na przykład alpiniści, zdobywcy dachu świata, żeglarze...ludzie na ciągłym haju. 

[taki mam też kontekst poberliński, że najciekawsze są miejsca, dzielnice, które nie żyją pobożemu, wywalają tradycje w powietrze, buntownicy, anarchiści, wolnomyśliciele]

Oglądamy fińczyków pływających jachtem po Grenlandii, z psem. lubimy ich podglądać. podglądamy też Misze, polaka podróżującego na stopa po wschodnich rubieżach Rosji. Teraz. ekstremalne życia nas kręcą. i tak skrajnie inne od naszego. 

Przypomniałam sobie Wczoraj film "the family stone. Netflix. bo przecież coraz bliżej święta i platformy się zapełniają...ale ten film bardzo polecam.

Zaczęliśmy serial mini rzekomo a tu osiem godzinnych odcinków : Bestia we mnie. Netflix.

poświęcam czas na duolingo po hiszpańsku. 

Wcześniej się położyłam (choć pół niedzieli przespałam) i dokończyłam wreszcie "Los, który dziedziczysz. nie odkładam go jednak do biblioteczki, zostaje na stosie szafki nocnej. A zaczęłam dawno kupioną "Od jednego lucypera. Dziewit Meller. surowa i głęboka saga o śląskich kobietach. dobrze się czyta. tak już jest, że papierowe muszą zaczekać do listopadowych i zimowych długich wieczorów...

Dziś zimno. raz jaśniej, raz ciemniej.  usiłuję się wstrzelić w okienko pogodowe, żeby wyjść z Ciri choć na 15 minut. przed teatrem. ten tydzień i już każdy do świąt mam zapełniony po brzegi. działaniami, konkursami, zakupami...właśnie ogarnęłam kalendarz do końca roku. 

Aktualnie leje deszcz z gradem. wyciągam kurtkę zimową od Pantuniestał. kurtkęśpiwór, jak ją nazywa  Naczelnik. nie ma znaczenia, że dużo za duża. ciepła i przeciwdeszczowa, to ma znaczenie. 

nadal szukam pomysłu na grudniowo-styczniowy przełom. 

Dobrego dnia i tygodnia.