niedziela, 22 marca 2026

porządki.

dlaczego kocham filmy SF ?

*


 Śniadania nie zjadłam, wczoraj...

choć sąsiad przyniósł aż dwadzieścia jajeczek od młodych kur, malutkich. i kilka od perliczek. spałam do 16ej, słuchałam nowego kryminału, wstrząsającego momentami. "Piętno. Piotrowskiego. czasem przesuwam kasetę... takie są straszne sytuacje.

Porządkowałam papiery, z pozycji łóżkowej, przeniosłam zapiski do nowego kalendarza, nanosiłam terminy, plany, i płaciłam rachunki. Naczelnik zrobił zakupy, dokumentował akcję Drony pod remizą a potem wycinał, karczował, ogarniał i palił. ogród zaczął wyglądać. ale jeszcze mu daleko do ideału. tak jak wiośnie w krainie tutejszej, nadal nocami spory mróz. 

Zwlekłam się, i nie wyszłam do ogrodu, jak miałam w planach,  tylko słaniając zajęłam się domem, górką. Glonojad oporządził 5 okien połaciowych, dał radę pod skosem. poprałam zwyczajowo. pogadałam z przyjaciółką o gilu. ból gardła towarzyszył mi cały dzień. ale dziś już dużo lepiej z gardłem, za to gil się rozkręca.

 Zobaczyliśmy sobie ciąg dalszy wyprawy transatlantykiem Szkota i Ewezubek na pustyni. i poszłam w bety dość wcześnie znów się straszyć kryminałem. może dziś wyjdę na słoneczko??

Obiadałam zupę pomidorową z kluseczkami domowymi. więcej rzadkiego niż kluseczek, dużo piłam na to gardło. Za to kolacja była bardziej wysublimowana : tortelinii ze szpinakiem i fetą a na nie malutkie jajeczko sadzone z miękkim żółtkiem. dużo czosnku podsmażonego i wszystko posypane rzeżuchą. pycha. 

Na śniadanie dziś zjadłam gotowane na miękko jajeczka od perliczek. zajajam się ostatnio. bez umiaru. może dlatego, że jajka od młodych kur mi bardziej smakują, już nie mówiąc o perlicach. puszczę paprocha, pranie już obraca się w pralce. zmienię pościel. poukładam gary w kredensie, poszły dwie zmywarki. kwiatki nadal czekają na przesadzanie, dosypanie ziemi i zasilanie. może dziś trochę zrobię. troszeczkę. jeszcze nie przesadzanie, bo to na tarasie muszę. 

Sprawia mi przyjemność porządkowanie domu. 

Właśnie teraz. gdy jeszcze zimno. lubię czysto, pachnąco, gdy brud nie załamuje światła w oknach. lubię puste wyolejowane blaty w kuchni, lubię zmianę dekoracji. czyste podłogi. świeżą pościel. kolorowe kapy. poukładane biurko. I właśnie na przednówku trzeba, bo potem nie ma na to czasu. szkoda czasu. potem plaże, spacery, wyjazdy, ogród... 

*

Blogowicze utyskują na to, że blogowanie upada. że znikają blogi, że ludzie idą dalej albo przestali odczuwać potrzebę pisania. Dla mnie To jest naturalne, zmiana jest naturalna. odchodzenie jest naturalne. przestawianie punktów ciężkości jest naturalne, rozczarowania są naturalne...u mnie dokładnie odwrotnie, ja odczuwam silną potrzebę pisania. z czasem coraz silniejszą. mam też więcej czasu na pisanie.

Całe życie obserwuję ludzi, zjawiska, tylko forma komentowania i analizowania mi się zmienia. oraz teraz bardziej analizuję siebie. niż innych. politykę jedynie omiatam wzrokiem. ale dziś znów prasówka. boszsz, jak ten czas pędzi :-DD przecież była dopieroco.

nie partycypuje, oglądam sobie Mansfield Park...znów. 

 Naczelnik na zawodach strzeleckich, sama planuję kolejny odcinek "Piekła kobiet na Canal+ i z uwagą śledzę pojawianie się w strimingu oscarowych produkcji.

[poza tym sobie rozkminiam sprawę toksyków. i dochodzę do niemiłych wniosków. choć się spodziewałam. i z bólem zarejestrowałam, że sobie nie wierzę... mojemu mózgu znaczy, bo błędnie rejestruje fakty]

Teraz poprzez wielkie okno górnej łazienki, można wyraźniej zobaczyć gwiazdy...tylko zdjęcie dobre ciężko zrobić... ech dziś ponowie próbę. 

Widok spektakularny nad głową niebo nocne :-)

i na koniec art. w Zwierciadle :

Jak usunąć z życia toksycznych ludzi, nie mówiąc ani słowa? 5 „cichych” zachowań, które ich odstraszają.

No i nie tylko toksyków odstraszają takie zachowania, w skrócie : 1. Przestań się tłumaczyć;2. Nie dziel się prywatnymi informacjami;3. Zdystansuj się;4. Stosuj taktykę ciszy;5. Skup się na sobie. (rozwinięcie w artykule).

Mnie też odstraszają takie praktyki. nie będę z tego robiła afery. nie zależy mi. [znam osoby dla których wszyscy ludzie są toksyczni a one same łatwe nie są]

za to tak praktykując można otrzymać i vice versa, oraz się obudzić w totalnej próżni, prawie kosmicznej :-)) jaka ładna klamra się zrobiła.

sobota, 21 marca 2026

Premiera światowa.

 Na ten dzień czekało wielu fanów science fiction na całym świecie: 20 marca w kinach oficjalnie zadebiutował Projekt Hail Mary. Film z Ryanem Goslingiem w roli głównej.

pippip

Projekt Hail Mary to film sci-fi na podstawie książki Andy'ego Weira. Akcja została osadzona w niedalekiej przyszłości, a historia opowiada o astronaucie, który pewnego dnia budzi się ze śpiączki w kosmosie i przypomina sobie, że wysłano go na misję, od której zależy przetrwanie całej ludzkości.

pippip

 Przede wszystkim nie zapomniano, że to nie tylko prosta opowieść o ratowaniu naszej planety, ale i o pamięci (a raczej jej wadliwości). Kiedy szkolny nauczyciel Ryland Grace (Gosling) budzi się na statku kosmicznym jako jedyny żywy astronauta misji "Hail Mary", będzie musiał naprawdę się postarać, by przypomnieć sobie: a) kim jest, b) co tutaj robi, c) czy uda mu się w ogóle przeżyć. Jak pewnie większość z was już wie, nie będzie w tej niedoli sam. Na swojej drodze spotka kogoś (lub coś), kto/co sprawi nam tyle radości, co spielbergowski E.T. Tym samym dochodzi kolejna płaszczyzna: to także rzecz o przyjaźni; a raczej o dojrzewaniu do niej i odnajdywaniu osoby, za którą moglibyśmy oddać nawet i swoje życie. 

i wreszcie ja 

LUDZIE IDZCIE na ten Projekt.

zamiast czytać książkę.

pippip

Na okładce oryginału czytamy, że to "absolute page-turner" – tytuł rzekomo "kartkuje się sam". To nie do końca prawda. Ale nie zmienia to faktu, że adaptacja powieści wypada znacznie lepiej. Niby era blockbusterów mija, ale Ryan Gosling dwoi się i troi, byśmy uwierzyli, że świat – jak to w nich bywa – faktycznie ma się ku końcowi. Natomiast sam film Phila Lorda i Christophera Millera spełnia obietnicę z okładki książki i rzeczywiście "ogląda się sam". Czy tego chcemy czy nie, stopniowo wkręcamy się w tę historię, nawet jeśli ta bazuje na kliszach i raczej niezbyt oryginalnym punkcie wyjścia. 

Zmarzłam przed kinem i zwłaszcza po seansie. wpadłam do CH Jantar na dziesięć minut przed reklamami, zakupiłam kanapkę w sabłeju, moi wjechali chwilę po mnie, zakupili cole, kawę, zestawy nachos. i poszliśmy oglądać reklamy...mieliśmy miejscówki premium. że Naczelnik, duży chłopak mógł wyciągnąć nuszki. czyli zrobiliśmy wszystko jak należy ;-)

i wbiło nas w te wygodne fotele, a ja się martwiłam, że mogę mieć kłopoty, po nieprzespanej nocy lub z powodu krótkiej obsady :-))

i wypiłam kawę. i po co? 

Uśmiałam się, popłakałam się ... i zachwyciły mnie zdjęcia i MUZA mnie zachwyciła i chyba po raz pierwszy nie było w multikinie dla mnie za głośno. Diuna wymagała zatyczek. 

pippip

Marketing robi swoje – nie dajmy sobie wmówić, że to największe wydarzenie hard science-fiction od czasu "Interstellar". Ale też nie ma co na siłę marudzić – trafiło nam się niezłe kino, które chce nam dostarczyć rozrywki na następne dwie i pół godziny. Zawsze mogło być gorzej, prawda? 

[...]

Bardzo często "Projekt Hail Mary" zmienia estetykę na teledyskową, co pozwala złapać nam oddech, kiedy fabuła zaczyna lawirować wokół upływu czasu w podróży, majsterkowania, wymyślania kolejnych planów lub rozwoju ekranowej przyjaźni. Muzyka z offu robi swoje i wprowadza wykalkulowany nastrój, raz dając nam przestrzeń do śmiechu, by za chwilę wprowadzić w bardziej kontemplacyjny stan. Niektórzy stwierdzą, że to tandetne zapychacze, natomiast cała reszta w pełni poczuje nastrój wprowadzany przez twórców. No i – na szczęście – całość nie jest deskrypcyjna niczym u Weira. Zamiast niepotrzebnej ilości słów, liczą się czyny oraz emocje, których znajdziemy tu zresztą całą masę. Zamiast lania wody, mamy co najwyżej wiadro łez. Naszych łez. 


* duże litery to recenzja Bliskie spotkania jednego Goslinga. w moim guście. z pełną zgodą. 

**

Dziś z powodu wczorajszego zmarznięcia obudził mnie o 6ej  ból gardła i jeszcze mam gila. także brałam ostatnio multiwitaminy, vit. c, piłam elektorlity. a wystarczyło się kiepsko ubrać. i jest jak zwykle. w tygodniu zimno, nocami mróz, to ja jestem zdrowa jak koń. a gdy nadciąga łikend i można pogrzebać w ziemi... towiadomo. 

ps

słuchawki się znalazły, leżały sobie na biurku moim w teatrze, jak gdyby nigdy nic...a ja dałabym sobie wszystko odciąć, że je miałam ze sobą w aucie. 

piątek, 20 marca 2026

o tym.że.znów. Equinox.

 i o tym że znów zgubiłam słuchawki, tym razem dwie...🙈






Wiosenne zmiany, ozdoby, przekwitają a wiosna nadal u nas zimna. Od dziś będzie inaczej. 


A za oknami sypialni dziś, słońce wreszcie. i relatywnie ciepło. Ptaszęta drą dzioby. Ostatnie noce mroziło, tej nocy nie mroziło, sprawdziłam organoleptycznie, gdy o drugiej szukałam słuchawek w aucie. i nie znalazłam 🙄 jeszcze. Uzależniłam się, to pewne. i teraz jest problem. jeśli nie znajdę mus mi kupić kolejne i to szybko. dziś. bo uwiędnę. nie podlewana dobrym, mądrym Słowem. 

 a my zostaliśmy zaproszeni przez przyjaciół na premierę filmu "Projekt Hail Mary”. i to będzie dziś. o jak się cieszę. 

[Uwielbiam książki sajensfikszyn i filmy, gdyż wiadomo, że świat podąża za nimi] 

Dziś na okoliczność Equinoxa postanowiłam sobie zrobić piątek bardzo przyjemny. oczyścić łeb w trakcie spaceru polami/bez słuchawek/ ugotować obiad, pastę, zakupiony ostatnio makaron. skroić cukinie i paprykę, posypać rzeżuchą. 

Ubrać się jeszcze bardziej, koniecznie w zakupione wczoraj Relaxy, uch nie posiadam się z radości. Nareszcie dostałam piękne, czarne i obłędnie wygodne. w trakcie poszukiwań wczorajszych za wiosennymi butami. Tej Wiosny też zamierzam chodzić w butach do tańca - jazzówki do tańca nowoczesnego. Trudno, już nie będę tańczyć jazzu...modern. już nie będę Piną. ani nawet Wycichowską ;-) Szkoda, żeby wisiały na kołku. 

Zakupiłam też kalendarze w Empiku. po taniości. oraz byłam dzielna i nie kupiłam żadnej książki w papierze, a już trzymałam biografię Konopnickiej...ech. 

Szymiczkową ściągam w pliku. podobnie jak wszystkie poprzednie. 

Pospałam dziś do 9ej. no ale padłam o trzeciej. Ponieważ po powrocie z teatru i zjedzeniu kolacji: jajko od kur szczęśliwych na miękko, posypane rzeżuchą, dwie kanapki z chrupiącego chleba posmarowane chrzanowym serkiem z rzodkiewką i ogórkiem. także po takiej wyżerce Padłam na kanapie i spałam do 24ej. no i klops. się znów popieprzyło.

a tymczasem sztuczna napisała: 20 marca o godzinie 15.46 nastąpi równonoc wiosenna. W tym momencie rozpocznie się Astronomiczna Wiosna. Słońce przejdzie wówczas przez tak zwany punkt Barana, czyli punkt równonocy wiosennej.

HURRRRA.

Apdejt.

Makaron pappardelle plus sos z oliwy, cukinii, papryki, czosnku, passaty pomidorowej. Z dodatkiem kremów balsamicznych z daktyli, fig i mango, posypane startym serem twardym i rzeżuchą.


czwartek, 19 marca 2026

o tym, że zarobiona byłam.

 i zaczytana. 

Skoczyłam Hoffmanową(szkoda, to lektura z serii, ze mogłaby się słuchać i słuchać ... choć jednak nie za wesoła) i podoba mi się klimat tej książki, sensacji w zasadzie ale z bardzo dobrym zakopiańskim tłem. (tła dla mnie nieco za mało i zdecydowanie za mało Witkacego). Przede wszystkim. sporo jest takich historii zakopiańskich i warto je w książkach przeróżnych wykorzystać. nie tylko biograficznych, czy artystycznych...

o książkach jutro napiszę osobno. 

A tydzień taki sobie, stałe problemy z nami i ze zwierzami. Tydzień w którym jesteśmy dwa razy u weterynarza, to nie jest dobry tydzień. ale bywały gorsze. i takie przed nami... 

Zaczęło się już w poniedziałek z kotemMańkiem, któremu stuknie 16 lat...w środę powtórka z usg. i najgorsze się nie sprawdziło ale możliw, że kot ma kłopoty neurologiczne oraz potrzebne echo serca ...stareńki jest. w środę do kolejnej wizyty dołączyła Ciri, jej problem się rozrósł, tłuszczak zawinął pod pachę, jest bardzo duży i w połowie kwietnia psisko ma zaplanowaną operację...

[ja sobie dziś podjadę do Empiku po kalendarz wreszcie. oraz po jedną książkę na pocieszenie. w lidlu garneczek zakupiłam, prześcieradło. oraz ekspress widziałam firmowy za 900 złotych...]

I zaoglądana byłam też, na odstres:

Podróże po Islandii perygrynujemy namiętnie. to nasz zaplanowany kierunek letnich wypraw. jest prom z Danii, płynie prawie trzy dni w jedną stronę, zahacza o Wyspy Owcze (omg to jest moje marzenie) ale cena z kamperem nas powaliła. może bez kampera? a najtaniej samolotem oczywiście. Teraz będziemy szukać wynajmu auta i hoteli, hosteli, i będziemy liczyć, jak Szkoci. odzywają się w nas Szkoci wobec rąbniętych Dunów. Serio ich przetrąciło z cenami. sama podróż w dwie strony promem z kamperem wyszła około sześciu dni i ponad dwadzieścia tysięcy...bez żarcia i drinów...Podróż bez Islandii 😂🙈😩😮

Dziś druga noc z rzędu z przymrozkiem solidnym...nie wiadomo, jak się ubrać. rano zimno po południu różnie, ostatnio słonecznie nawet. wyłazi zielenina na potęgę a tu nadal rozpierdol w ogrodzie. i zielenina piszczy z zimna nocami. 

cholera no szału temperaturowego nie ma pomimo zaklinania rzeczywistości kubkami z wiosennym dizajnem  ...


poniedziałek, 16 marca 2026

Targowisko próżności...

 Nie oglądam gali oscarowej od lat...kiedyś się jarałam, dziś niekoniecznie. zwłaszcza, że to nuda panie nuda...a najsmaczniejsze kąski potem, dnia następnego można w pigułce z szacunkiem dla własnego czasu, zobaczyć. poczytać. no i prowadzący, to jest też podstawa dobrej zabawy. gdy prowadził Ricky Gervais to było coś.

i dziś od rana sobie zobaczam, czytam Vogue. nie miałam faworyta bo też nie zobaczyłam wszystkich propozycji, ale tego, który zgarnął 6 statuetek owszem zobaczyłam. I bardzo nam się Podobała "Jedna bitwa po drugiej i fabuła, i obsada i postaci : bardzo dobra rola Szona Pena, od zawsze był moim aktorskim faworytem i buntownikiem. robi rzeczy ważne. nie tylko pławi się w blichtrze i sławie. od początku wojny w Ukrainie, jest tam i tym razem również napisano, że wybrał Ukrainę zamiast Oscarów....

i oczywiście Leonardo di. (Och, jak go uwielbiam w każdym filmie absolutnie). Doceniona wreszcie Jessie Buckley, zajebista  w "Hamnecie i nie tylko, też  "Pod ciemnymi gwiazdami. i u Kaufmana "Może pora z tym skończyć. i we "Wrednych liścikach i w ogóle. Zajebista. jej Uroda, i diabelski Temperament w moim guście.

A tera trochę cytatów, z Voga: 

Oscary, czyli ceremonia rozdania Nagród Akademii Filmowej, odbyła się w 2026 roku już po raz 98. Najważniejsze wydarzenie w świecie kina, które uważnie śledzi też branża mody, przypieczętowało tegoroczny sezon nagród. Największym zwycięzcą gali okazał się film Paula Thomasa Andersona, „Jedna bitwa po drugiej”, który zgarnął sześć statuetek. Oscara dla najlepszego aktora odebrał Michael B. Jordan, natomiast wśród aktorek pierwszoplanowych triumfowała Jessie Buckley.

Popatrzyłam na listę laureatów i 5 na 8 nagrodzonych mogę odhaczyć. 

  • Najlepszy film: „Jedna bitwa po drugiej”​
  • Najlepsza reżyseria: Paul Thomas Anderson, „Jedna bitwa po drugiej”
  • Najlepsza aktorka pierwszoplanowa: Jessie Buckley, „Hamnet”
  • Najlepszy aktor pierwszoplanowy: Michael B. Jordan, „Grzesznicy” NIE WIDZIAŁAM
  • Najlepsza aktorka drugoplanowa: Amy Madigan, „Zniknięcia”
  • Najlepszy aktor drugoplanowy: Sean Penn, „Jedna bitwa po drugiej”
  • Najlepszy scenariusz adaptowany: Paul Thomas Anderson, „Jedna bitwa po drugiej”
  • Najlepszy scenariusz oryginalny: Ryan Coogler, „Grzesznicy”
  • Najlepszy casting: „Jedna bitwa po drugiej”
  • Najlepsze zdjęcia: „Grzesznicy”
  • Najlepszy montaż: „Jedna bitwa po drugiej”
  • Najlepszy dźwięk: „F1: Film”
  • Najlepsze efekty specjalne: „Avatar: Ogień i popiół” NIE WIDZIAŁAM
  • Najlepsze kostiumy: „Frankenstein”
  • Najlepsza charakteryzacja: „Frankenstein”
  • Najlepsza scenografia: „Frankenstein”
  • Najlepsza muzyka: „Grzesznicy”
  • Najlepsza piosenka: „Golden”, „K-popowe łowczynie demonów” NIE WIDZIAŁAM
  • Najlepszy film międzynarodowy: „Wartość sentymentalna” (Norwegia) NIE WIDZIAŁAM
  • Najlepszy film dokumentalny: „Pan Nikt kontra Putin” NIE WIDZIAŁAM
  • Najlepszy film animowany:„K-popowe łowczynie demonów”
  • Najlepszy film krótkometrażowy: „The Singers” i „Two People Exchanging Saliva” NIE WIDZIAŁAM
  • Najlepszy dokumentalny film krótkometrażowy: „All the Empty Rooms” NIE WIDZIAŁAM

  • Najlepszy animowany film krótkometrażowy: „The Girl Who Cried Pearls” w reżyserii Macieja Szczerbowskiego NIE WIDZIAŁAM a to polski akcent z czego się cieszę, jak zwykle. a film jest przepiękny i warto go zobaczyć na dużym ekranie. jak "Piotrusia i wilka... 
Tytuł posta odnosi się do kreacji, pokazów i całej otoczki. i ja uwielbiam to targowisko próżności, To przecież święto filmu. lubię patrzeć na stroje, suknie i ogólnie trendy. i damskie i męskie. Toż to prawdziwy Teatr. i lubię plotki :-) 
[ale jak czytam, że aktorki się przygotowują pół roku do tej gali...odchudzanie, operacje plastyczne, kreacje...to mi smutno. tyle poświęcenia, żeby zaistnieć parę minut na czerwonym dywanie. hmmm dla mnie to bezwzględne marnowanie czasu. a mogłaby jedna z drugą coś dobrego dla świata zrobić.]
Oscarowe gale też nawiązują do ważnych wydarzeń i Oscary w pewien sposób porządkują nam to na co warto zwrócić uwagę, mówią kulturoznawcy. i ja się z tym zgadzam.
*
Niedzielka nam się udała pod każdym względem. mieliśmy gości. mieliśmy pyszne ciasto. i czytałam sobie i odpoczywałam i zobaczyliśmy naszych Fińczyków, gdy sobie wpadli do domku w lesie na łikendzik, zimą, temperatura -40 stopni... śnieg i skarpetki dla psa Nova. 
i Klangora z dwa odcinki.

A teraz zaczyna sie niespieszny poniedziałkowy ranek. jak zwykle. na spacery nie mam ochoty, jest znów bezsłonecznie, mglisto i dżdżysto i kapie. dziś masaż i Lidl 😀w planach. MJ wczoraj w rozmowie coś napomknęła o ekspresie do kawy...zobaczę co tam w Lidlu piszczy. na święta się do niej szykujmy i chyba pojedziemy w sobotę z rana prosto na obiad w dobrej knajpie do której MJ ma wołczer.

Muszę więcej spać i śnić. 

niedziela, 15 marca 2026

o tymże marzec jednak chujowy jest miesiąc.

już znów prasówka?? omg jak ten czas pędzi, jak szalony normalnie. prrrrrr szalony. prrr

Choć w zasadzie, to niech pędzi do końca kwietnia a potem, to jakoś to już będzie, w każdym razie ciepło, słonecznie i można będzie w ziemi pogrzebać. kwiatki powsadzać. i taras ogarnąć. bo jeszcze jest zdecydowanie za wcześnie i za zimno. i za mało czasu. 

W tematach politycznych to mnie już nawet nie swędzi i nic już nie zdziwi. Serio. 

nabrałam takiego obrzydzenia do motorniczych, zawiadowców, że już się chyba bardziej nie da. staram się być trzema małpami 🙈🙉🙊na raz. żeby nie zwariować i żeby mi się ciśnienie nie rozszalało. 

[Gdyby nie wstręt, to bym zerknęła do katopato z odchyłami co się tam pierdoli o decyzji zjeba apropo's SAFE ale spodziewam się winytuska wiec poco]

Jestem zdania, że należy obejść zjeba. oraz pochylić się nad tym, że to jest lobbowanie ruskie i zdrada stanu. 

Lepiej być zadłużonym, niż okupowanym. jak mawiał klasyk pisdzilski, gdy aura była sprzyjająca. dla pisdzielców oczywiście. Narracja nawrockiego jest bardzo szkodliwa, komunistyczna, i antypolska. Z racji położenia geograficznego wychodzi nam Polska samotna i niedozbrojona. a protektor pomarańczowy mówi wyraźnie, ameryka pierwsza. 

oraz przy okazji zadaję głupie pytanie:  jak się tam czujecie wyborcy i fanatyczki pomarańczowego zjeba? (Mamy tu w blogosferze kilka takich przypadków.) Bo ja bym się czuła źle, gdyby mój kraj napadał na inne, robił rozpiździaj w gospodarce europejskiej i światowej i krajowej, osłabiał i lekceważył partnerów, napierdalał w Europe. za to pomagał putnowi. NA SZCZĘŚCIE to też uderza w amerykańskich bidoków. teraz tylko czekać nam pozostaje, kiedy amerykańskie bidoki z taczkami podjadą pod biały dom? głupota administracji amerykańskiej jest piramidalna. 

zniesienie sankcji dla ruskich na ropę ...noż kurwa ta ogromna kasa idzie na drony, które atakują Ukrainę i wspierają Iran... tramp to monstrulany DEBIL. no nie ma innej opcji. 

Otóż granie pustą amerykańską kartą przez pisdzielców, i prezydentazjeba, jest dla nas bardzo szkodliwe. i jest oznaką głupoty politycznej. Zagraża bezpieczeństwu państwa. chyba czas się zacząć bać. i ja jestem zaniepokojona, choć nie chcę, bo możliwe, że nie będę mogła odejść ze szkoły. z powodów finansowych.

 Finowie, to mają szczęście. 

*

Tymczasem sobota. no była. w zasadzie spokojna. nieco leniwa i przyjemna. Naczelnik pogalopował do Lidla i zakupił MJ spieniacz oraz dla nas młynek do pieprzu. Nomnie pozostało jeszcze wybrać wreszciesię zdecydować na  czarny czajnik do wody. i przede wszystkim herbat, i mamy komplet sprzętu. chyba że się okaże, że nie mamy ;-D 

Moja kosmetyczka wczoraj zafundowała mi dwugodzinny odświerz twarzy, maski, kwasy i kosmetyki...oraz poinformowała, który Lidl jest najbogatszy w oferty. [czuję się, jak zwykle, że się dowiaduję o plotach na samym końcu. trudno.] będę zaglądała po masażach, bo to w tej dokładnie okolicy. co poniedziałek. kasę trzeba oszczędzać. na kampera ;-)

po zabiegu pospałam z dwie godziny...zaliczyłam kolejny odcinek "Piekła kobiet, HBO. Polecam, na prawdę dobry serial. poza tym dwa żenujące odcinki "Vladimira. uwielbiam.

Kolejne dwa okna zaszczycił Glonojad oraz szklane drzwi wejściowe. och ach jak u nas teraz wszystko dobrze widać  :-) dokończyłam olejowanie blatów kuchennych. W uchu "Sprawa Hoffmanowej, jak znalazł. okazało się, że sprawę znam po prawdzie z tragedii w Tatrach w Międzywojniu. Wszystkie opisane tragedie w Tatrach znam. i mam w papierze. oraz wszystkie zakopiańskie ploty miedzy innymi zapisane w listach Witkacego do żony, cztery tomy w małym paluszku. 

Dziś mamy gości na kawce popołudniowej. siąpi. a ciśnienie pełga.

nadal dobrej niedzielki.


sobota, 14 marca 2026

Glonojad. o tym, że rodzina nam się powiększyła.

 

 Obudzam się w czwartek a tu dupa blada. 

Nie ma prądu w połowie domu i przy okazji internetu. Piszę na tablecie. Zaglądam do zielonej Kąckiej...i jednak nadal na krótko. kawałkami. Nie wiem czy doczytam. Jestem zmęczona klasami integracyjnymi. jestem zmęczona dziećmi autystycznym, z problemami. 

[i przerażona reformą pod tytułem : edukacja włączająca. posypie się wszystko co ma jeszcze poziom. inkluzja spowoduje podział na ekskluzywne szkoły i całą mierną resztę.] 

ale to innym razem.

 Bo ja miałam w czwartek taką sytuację: zajechałam po teatr, na chwilę rozłożyłam fotel w aucie, było ciepło, w uchu powieść i zasnęłam na prawie godzinę pod teatrem. znalazł mnie instruktor, zaniepokojony faktem, że auto stoi na parkingu pod teatrem a mnie nie ma...🙈

Nie walczę już ze swoim spaniem na raty. w sumie, gdy mnie zetnie a mogę, to śpię gdzie popadnie. i wzorem japońskich korpo miejsce w teatrze zrobiłam do takiego odpoczynku dla wszystkich, do wyciszenia pozbierania i odcięcia.

Obudzam się w piątek, a tu nadal ładna aura i piękne słońce ale tak pizgało, że na polu mi autem miotało dość konkretnie. a jechałam ci ja na ostatnie spotkanie w sprawie kanałowego. wyciszona tabletami. i to było dość niemiłe spotkanie...po którym natychmiast do sklepu Lidla się udałam. W lidlu bywam niezmiernie rzadko i dobrze okazujesię. w ogóle bywam niezmiernie rzadko w takich sklepach, gdyż Naczelnik robi zakupy do domu. Meandruję między półkami z szaleństwem w oku oraz determinacją w kwestii poprawienia sobie nastroju, choć wiem, że od tabletek przeciwbólowych nie ucieknę. 

i co ja widzę, ano robota do mycia okien. może nie markowy, nie najdroższy ale daje radę, no i wzięłam, bo jeden sobie leżał na półce w bardzo dobrej cenie. bardzo. jeszcze tylko poczytałam w internetach na jego temat. żeby się upewnić, iż nie gówno jakieś...

W chałupie padłam na dwie godziny, odespanie tablet, stresu jednak i ustępowania znieczulenia. a w tym czasie Naczelnik rozpakował Glonojada :-) 

(który pracował w pocie czoła na swoje utrzymanie)



Przez trzy godziny porządkowania domu Glonojad wyczyścił, całkiem dobrze, duże tarasowe okna drzwi. Dwa tygodnie temu traktowałam je parownicą. więc zabrudzenie było minimalne. ale małych okien od ulicy nie czyściłam parownicą, więc Glonojad się nimi zajął i również z doskonałym efektem,
 a następnie zabrał się za drzwi szklane między korytarzem a resztą domu. 
a na koniec dużymi lustrami w szafie przesuwanej. Tadam. 

Ja w tym czasie jedynie uzupełniałam mu wodę i przekładałam z jednej płaszczyzny na drugą oraz pilotem wrzucałam drugi, trzeci tryb czyszczenia. Olejowałam se niespiesznie blaty kuchenne :-)  i ogarnęłam górkę, bo dziś mam kosmetyczkę w domu z kilkugodzinnym seansem dla twarzy. 


Gdy tak sobie jeździł i fukał, patrzyliśmy sobie na niego z Naczelnikiem, który powiedział : wzrusza mnie to fukanie.  psik psik :-D 

Mógłby nie mieć kabla, choć ten długi sześciometrowy daje radę

 i mógłby być kwadratowy, gdyż nie wszędzie daje radę dotrzeć do rogów. 

natomiast Kwadratowy robot z górnej półki pożyczamy od przyjaciół. i wtedy zadecydujemy. Jeśli będzie duża różnica, to tego Glonojada oddamy MJ. Której na wiosenny prezent świąteczny zawieziemy. Na razie muszę jej zakupić podgrzewacz do mleka. i po niego wrócę do Lidla, bo też były w dobrej cenie :-) a nawet dziś popędzę po niego Naczelnika. Wiadomo z tym Lidlem jest tak, że jednego dnia jest na półce w dobrej okazji cenowej a drugiego już nie ma...

*

W ogarnianiu wiosennym towarzyszyła mi Janiszewska. "Nieznajomi, którą już kończę. takie kryminały są doskonałe do sprzątania. Dwa dni temu skończyłam Siembiede.

"Gołoborze mi się bardzo spodobało, zyskiwało z każdym zdaniem, choć język Siembiedy (a może to lektor? ano właśnie) trochę za prosty, początkowo wymagający skupienia, i w końcu uznałam go za przyzwoity. i się przyzwyczaiłam, wciągnęłam, gdyż lubię taką narrację i takie historie. było kronikarsko, bardzo mięsiście i okrutnie. ale i wzruszająco. 

A dziś się obudzam znów zdecydowanie za wcześnie i słucham ptactwa niemiłosiernie głośno i dobitnie śpiewającego na wiosnę i dobry początek dnia, 

Świta. 

to będzie przyjemny łikend, czego i wam życzę.

ps

no i bursztynem Bałtyk rzyga, co widać na winiecie.


środa, 11 marca 2026

o marnowaniu czasu.

 Praca mnie niepotrzebnie eksploatuje. i wkurwia. oraz nudzi. Tak wiem, że już pisałam, więc proszę nie czytać. kto nie lubi utrwalania wiedzy. jakoś zła jestem na to wszystko.

Szczególnie we wtorki. Zwłaszcza wykłady z historii sztuki. Utrzymanie uwagi przez 40minut graniczy z cudem. Wszystko musi być po wierzchu i skondensowane. i polizane zaledwie. Bo szczytująca dopamina, dziecko się nudzi, najlepiej tablet, telefon, gra jakaś. och tak, pobawmy się... a wiedza sama wlezie do główki. niedajbuk żeby myśleć. tworzyć, analizować, wyciągać wnioski.

Nie czytają !!! zwłaszcza podręczników. więc po co? nie uczą się w domach, klasówki piszą z podręcznikami, których nie czytają więc nie wiedzą, gdzie szukać ewentualnych odpowiedzi.. i teraz UWAGA hit, w szkole średniej koleżanka im pozwoliła na klasówkę z pomocą AI. skoro podręcznik to za duże wyzwanie. I Polegli, krzyżówka ich poległa, bo w krzyżówce trzeba było użyć polskich odmian 🙈 i może zadawać sztucznej inteligencji inne pytania. japrd

Co to za kulawe pokolenie? ograniczane umysłowo. 

Dla dziecka ograniczanego umysłowo wszystko będzie nudne, i za trudne, bo ono nie rozumie. i nigdy nie zrozumie zawiłości. i nie połączy kropek. rodzice mu zabraniają, zdecydowanie ograniczeni. i ministry. 

Rośnie kupa człowiekowatych, którzy instrukcji obsługi nie ogarną, może paznokcia przykleją równo, i włosy zetną. auto może naprawią?? ale co z filozofią ? nauką ? uniwersytetami? humanistyką...

ach ach qvo vadis homo sapiens sapiens idiotens??

Na każdym etapie robi się dziwnie. i zdecydowanie po wierzchu. byle zaliczyć. 

Ważne, że jest fan. i ten fan obowiązuje. 


Natomiast w pokoju nauczycielskim zawisło to:


no dobrze, bardzo to nowatorskie i innowacyjne. i są osoby które próbują wprowadzać turkusowy...świat. hmmy nie zgadniecie z jakim skutkiem.

*

Po powrocie zjadłam, padłam i spałam dwie bite godziny, po to, żeby wstać, wziąć prysznic i zalec w piernatach egen. z lapkiem zrobić sobie wieczór z  Vladem na Netflixe. Serial mi bardzo podszedł, Margo świetnie napisała to co i ja myślę, tylko mnie podoba się główna bohaterka :-)))) no i boski Leo. ofkors.

**

w uchu ""Gołoborze na ukończeniu, Ukończone "Godziny gniewu M.M. Perr. w międzyczasie "Przemienienie Twardocha. już rozpoczęte. w papierze Kącka.

wtorek, 10 marca 2026

a morze spokojne.


Mam ten przywilej, że poniedziałki są lajtowe. najczęściej się wysypiam. długie poranki, kawa w łóżku, czytanie, pisanie. jeśli nic się nie dzieje w planie...nie ma imprezy, spektaklu, próby, zakupów, afery. to najlepszy początek tygodnia. zwłaszcza po wyczerpującym łikendzie. 

Wiosna jest bardzo fajna ale zbyt gwałtowna chyba, i bardzo mnie mieli. Bardzo, w zasadzie jak nigdy. Wczoraj dostałam nieoczekiwanie i dodatkowo wstrętu na intensywne zapachy... wszystko mi podeszło pod gardło. Nadal dziwne bóle głowy i ból wędrujący po ciele...przyjaciółka straszy boreliozą.

W teatr przybyły ploteczki wraz z kursantką nową małoletnią i jej matką :-) więc posiedziałyśmy w moim gabinecie na kanapce, fotelu z ciastem jabłkowym upieczonym przez paniąHanię. pyyycha. naprzeciwko czarnej ściany z bazgrołami i było miło. 

 Na zakończenie poniedziałku masaż, którego ostatnio dwa razy nie było...i od razu lepiej. od razu wygodniej, puściły mi plecy i ból ustąpił. taka odmieniona frunęłam do domu na zupkę pomidorową z kluseczkami :-))

a fizjo była sobie w Rzymie dwa łikendy temu i się zachwycała. upojnymi wieczorami przy Colosseum. tak jak Miśka kawką pyszną za łan euro. i klimatem wiecznego miasta. zwłaszcza na wiosnę. uśmiecham się. trzeba będzie spędzać więcej czasu w Europie...

Nadal jednak kiepsko śpię z poniedziałku na wtorek. dobrze, że popołudnie wolne. po siedmiu godzinach w placówce. Nadal nie podnoszę sobie ciśnienia zbyt poważnie traktując pracę i życie nawet. zbyt serio. serio to już tylko zdrowie i poukładany łeb traktuję. 

no to skoro wstaję zbyt wcześnie a za oknem jednak skowronki drą dzioby, to postanowienie spaceru stawia do pionu. za chwilkę pójdę. gdy tylko się bardziej rozjaśni. bo na razie dość  bladzieńkie to światło. słuchawki w uszy i trochę w pola na rozgrzewkę.] 


poniedziałek, 9 marca 2026

Gdy przemawia czarnek, to umiera jedna panda.

Wiosna się rozsiadła na dobre, wyprałam kożuch z owiec, Słowa, słowa, słowa...

koniec z zimą. koniec ze śniegami postanowiłam.



Dębina

ech zaczynam się przywiązywać do tej myśli, że pojadę w Góry Świętokrzyskie :-) myślałam o majówce. bo choć majówkę planowaliśmy w Stambule...to teraz nie wiem co się do maja odpierdoli. w polityce. ☹️

Co za czasy, że sobie zaplanować lotu nie można. a właśnie złapaliśmy chrapkę, bo z portu lotniczego u Wałęsy otworzyli taką możliwość. Świat mnie rozczarowuje ostatnio bez przerwy. tą przemocą. i pogonią za kasą. już żadnych zasad moralnych, żadnego myślenia o wyczerpujących się zasobach... żadnej klasy. Wszystko na sprzedaż. i dla poklasku.

Tak więc wsiądziemy do pekapu wygodnego i ziuuu. w te góry. do czarownic. a do czerwca to się chyba sytuacja wyjaśni. no niechby.

*

Jak zwykle w niedzielę po wyspaniu porządnym, prasówka. i raczej teraz rzucam luźne frazy, niż elaboraty. a rzucam, bo jednak jakiś puls trzymać muszę...żeby wiedzieć, kiedy ruszyć po makaron i cukier. toż ja cukru nie używam, no to papier toaletowy czy cuś. 

Bezpieczeństwo nasze jest jakby zagrożone. a Kowalski jest bezbronny. a prezydencina napierdalanki uprawia i konflikty w kwestii obronności. że się będą szarpać, to było wiadomo. ale okoliczności raczej przerażające do tej szarpaniny.

No ale, jak to powiedziano ostatnio w teatrze: taki cezar jaki naród.

i jak to mówią : Gdy przemawia czarnek, 🙈 to umiera jedna panda, komórka mózgowa, ba nawet całe ekosystemy 🤮🤮

Czy czarnek to balon próbny? i prezes z pampersem ma zaćmienie. i pampers przelazł z gaci na łeb. drwię. chyba tak. płetuję. znaczy wojna na prawicy o wyborców rozpoczęta. bo

podobno polskie pokolenie Zet (wydanie męskie), jest bardziej konserwatywne niż bumerzy. Podobno ? no przecież widać gołym okiem. 

I teraz na koniec przeczytałam na okoliczność dziewczyństwa, siostrzeństwa i ósmych urodzin okopress

(oraz wspomnienia o Kąckim innegogłosu) taki fajny artykuł dla przypomnienia:

 a  Hłasko był jednym z licznych ojców założycieli dyskursu męskocentrycznego, którego spadkobiercą czy nawet innowatorem jest niewątpliwie Marcin Kącki. Co ciekawe, za uhonorowaniem w ten sposób mizantropa, seksisty i mizogina głosowało aż 449 posłów. Tylko jeden poseł był przeciw za to 3 wstrzymało się od głosu. Widać więc, że literatura męska nie traci na sile rażenia oraz powszechnym uznaniu. 

ps

otóż rozmawiamy sobie wczoraj z Naczelnikiem o kamperze hipotetycznym, że przyjdzie na niego czas, gdy będę mogła jesienią lub zimą miesiąc siedzieć w ciepłym zakątku Europy lub Afryki. Rozkminiałam, że kamperem i promem możemy zjeździć całą Afrykę. albo postać w pięknym miejscu z widokiem ( ja czytam i piszę oraz się opalam, łażę po górach i plażach...i maluję akwarelami a Naczelnik pracuje :-)

- a na razie na nasze kilkutygodniowe wypady raz w roku to musi nam wystarczyć wynajmowany. argumentuje Naczelnik. No nie do końca się z tym zgadzam, wątpię, żebym wytrzymała więcej niż miesiąc w kamperze, w podróży, nawet bardzo wygodnym. a przecież na luksusy nas nie stać. nie sprzedamy chałupy...jeszcze nie :-DD myślę o podróżach, kiedy chcę w trakcie pracy w teatrze. 

niech by se był, jak będzie musiał na ubezpieczenie zapracować, to wynajem. jeśli jestem w stanie wynająć własny dom, to tym bardziej kampera.