niedziela, 16 sierpnia 2026

Mule bardziej w Stambule. a na Rodos to ... co innego. O Hotelu i o pawiach.



Czwartek spędziliśmy głównie w hotelu nad basenem. Odpoczywając. 

ale ile można leżeć? i pływać i gadać z pawiami i robić im zdjęcia :-)  i robić zdjęcia hotelowi. 



Po objedzie poszliśmy znów do miejscowości Faliraki. Miasto, to dużo powiedziane, to wieś jest typowo turystyczna, gdzie wszelkie życie po sezonie zamiera. brzydkie i imprezowe, same knajpy, dyskoteki i sklepy z chińszczyzną. 

[teraz wyjaśniam tytuł postu : wieśniacka wyspa Rodos, otóż na wyspie są głownie wsie, jak to objaśniała przewodniczka] 

Wartością dodaną podróżowania fakultatywnego są przewodnicy, oczywiście nie wszyscy. my mieliśmy szczęście. I nie historie mnie interesują ale opowieści współczesne. Grecy lubią Polaków:  przybywają tłumnie, dają napiwki, już nie Niemcy, podróżują, kupują wyroby lokalne, są mili, na ogół uśmiechnięci... 

Podziwiają nas za skok gospodarczy, uważają za najbogatsze państwo europejskie ! Serio. No i rzecz najważniejsza: w reakcji na przyjmowanie Ukraińców, po wybuchu wojny, mówili : Co za was za ludzie, z PODZIWEM, bo przecież znali zaszłości historyczne. Tak, i jestem z tego bardzo Dumna. nadal. nie mam kompleksów, zresztą Nigdy ich nie miałam. Owszem dziwiłam się zachwytom, a zachwyty lecą ze wszystkich stron, od turystów. bo najtrudniej zobaczyć będąc w oku cyklonu. tak, jak dziwię się tym, którzy mają dystans i nie widzą.

No i jak to rasowi polacy i polki my najgłośniej będziemy psioczyć na nasz własny kraj. 

:-))

W Faliraki.



Znaleźliśmy fajną knajpkę i raczyliśmy się mrożonymi drinami pysznymi zresztą. 😂ja z menczennicą. 

Mieliśmy w planach na ten dzień, po basenie, jeździć motorem na okoliczne plaże i punkty widokowe...ale zaspaliśmy. położyliśmy się po prysznicu tylko na chwilkę. no trudno następnym razem ;-)



O tak, hotel był stylowy. wystrój mnie zachwycił, prosty połączenie bieli z drewnem, pieńkami, starymi kredensami, białymi płótnami, Kameralny i tylko dla dorosłych. Trzy baseny, jedna knajpa duża, przy głównym basenie i dwa małe bary przy pozostałych basenach. Żadnej walki o leżaki. Było dość wygodnych leżanek i foteli i worków sako. Wszędzie przechadzały się pawie z młodymi kurcackami. przysiadały przy leżakach, wdrapywały się po schodach i na dachy altan, wchodziły do hotelu, oraz spały na drzewach. Niesamowite. Pierwszy raz w życiu żyłam tak blisko nich i poznawałam ich obyczaje. 

Zakonnicy je sprowadzili na wyspę i się rozlazły. 

i jak pozowały



W hotelu White Dreams Resort. 16plus.

Najbardziej mnie zdumiał brak kołdry, koca czegokolwiek czym bym się przykryła, gdyż nie zwykłam sypiać pod prześcieradłem... i marzłam, mianowicie z własnej winy i przyczyny, że nie poszłam i nie wzięłam z recepcji...





Na co utyskiwałam, no na pewno nie na lokalizację 500 metrów od morza. plaże wąskie, ciasne i nieatrakcyjne, oraz leżak na leżaku. mieliśmy w planach sobie jeździć motorem na okoliczne plaże, czy podczas objazdu autem. 

otóż brak szafy, mnie zaskoczył ale bez przesady, żeby mi brakowało, były wieszaki i miejsca na ciuchy ale odkryte. Poza tym nie było żadnego kubka, i tyle złego. 

Pokój w sam raz, prysznic też. taras wystarczający i nawet widok nam odpowiadał. Już dawno przestaliśmy się przejmować, przecież w pokoju nie siedzimy. Oczywistym jest, że wolałabym mieć Widok i ciszę. Ale wakacji mi to nie spierdoli. Natomiast bywają hotele, zwłaszcza w miastach, w których pokoje wybieramy po uprzednim dokładnym wywiadzie. Żeby nie było za głośno czy, żeby nie widzieć śmietników, bo śmieciara zazwyczaj przyjeżdża o 6ej i  Czasem dopłacamy do widoków, na przykład na La Palmie, czy wyspie Hvar. gdzie były one spektakularne. 

[no ale gdybym w Rzymie miała wybór, na koloseum czy na śmietnik? to wiadomo.]

wschód słońca na naszym tarasie

Nieco inny ten all inclusiv w Grecji, niż znamy z Turcji czy Egiptu. na przykład. Wysp Zielonego Przylądka, La Palmy a nawet Albanii. 

Nie ma żarcia pomiędzy posiłkami. w każdym razie ewentualnie kanapki i jogurty. Za to posiłki bardzo smaczne i urozmaicone. Wystarczające. 

kelner nie nosi drinów z palemką do basenu... Bary czynne do 23ej, potem już trzeba płacić za alkohol. 

Dlatego taka niezwykła była ta środowa impreza do pierwszej w nocy. po której większa część grupy leczyła kaca w czwartek :-)) ale podobno warto było. i ja to rozumiem.

Bar główny.






Jak to się stało? ano zwolnili barmana, który dzień wcześniej lał wszystkim za free w tym głównym barze. a więc potrzebowali na cito zastępstwo na jeden wieczór. Zaprosili barmana z sąsiedniego hotelu, któryyy nie mając żadnej siekiery nad głową ;-)) pozwolił na impre do pierwszej w nocy booo lał wszystkim za darmo, w dodatku, gdy zabrakło mu tekili, to poszedł do swojego hotelu 🙈po kolejne flaszki a za bar wpuścił dwie młode przesympatyczne Niemki, które to znów lały alko bez opamiętania i rozkręciły bibę na całego. Podobno, cała knajpa szalała, tańczyła, śpiewała. ściskała się w braterskiej przyjaźni międzynarodowej 😂😂

... Gdy wyszłam sobie na taras zapalić, przed snem usłyszałam ...Zenka Martyniuka i zdębiałam. wiedziałam już, że nasi się obrazili na barmana w naszym barze przy basenie gdyż mu zabrakło tekili i poszli do głównego baru. bo tam jeszcze była...do czasu. ale potem znów była. Bawili się wszyscy obecni tam turyści... i nie przeszkadzało im zupełnie słabe opanowanie języków obcych 😂

[oczywiście jestem pewna, że następnego dnia całkiem spora ilość skarg została zaordynowana na te nocne hulanki i swawole ale Barmana to zupełnie nie interesowało)))) 

Obsługę hoteli na wyspie stanowią Azjaci i Ukraińcy. Mam nadzieję, że zadowoliłam zaciekawionych, potrzebujących informacji. hotel polecam. 

No i zostały mi jeszcze jakieś trzy posty głównie o podróżowaniu po zachodniej Rodos, dużo piękniejszej. Na winiecie już kolejne zdjęcie z zachodniej strony.

[zdjęcia moje i Naczelnika]

cdn

sobota, 15 sierpnia 2026

O powrotach, podsumowaniu tygodnia i LEJU po bombie.

 Powroty są też przyjemne a najczęściej mi się nie chce, bo czeka nas nie tylko ta przyjemna część czyli cieszenie się prezentami dla przyjaciół czy nabytkami, dla nas ale i rozpakowywanie, pranie, i ogar domu. rozwiązywanie zaległych spraw. choć bardzo się staram, żeby nie zostawiać takowych na powrót.

Powrót trwał 12 godzin,😣 niestety dupę mi przyspawało do foteli w autokarze, samolocie, i busie. a potem przyjechał po nas sąsiad. i dowiózł pod sam dom. Ciri nie mogła się nacieszyć, piszczy, sika i postękuje i w ogóle psina jest najszczęśliwszym psem na świecie. i Maniek też. natomiast Lucynie to zwisa i powiewa :-))

Jeszcze na lotnisku w Poznaniu, to temperaturowego szoku nie przeżyliśmy ale im bliżej domu tym bardziej cebulowo się robiło... warstwy ubraniowe się nakładały wręcz odwrotnie do Rodos, gdzie najchętniej człowiek by se skórę zwinął. Szczególnie w ostatnie dwa dni... bo po prostu przestało wiać, niewiedziczeć czemu ??

i wszystko na Wyspie Stanęło. razem z powietrzem. i choć to wydało się niemożliwe, to jednak zrobiło się jeszcze gorącej. 

dlatego nie pojechałam powtórnie do Lindos. miedzy innymi. mogłabym się zdobyć na ten wysiłek przecież. 

Wtorek. przebimbaliśmy cały. Jedynie pranie włączyłam oczywiście. Przeczytałam blogi zaległe, i zaczęłam kalibrować swoje posty, uzupełniać, czyścić i wybierać zdjęcia ostatecznie. Naczelnik odwiózł MJ na pekap. Bez smutku, gdyż zaraz wraca ;-)

Dom ogarnięty, MJ się postarała, ogród też nieco zmodyfikowała. tym razem posłuchała czego nie powinna ruszać. i się dostosowała. Teraz moja kolej (z przyjemnością ale siły nie mam)).

a potem nastąpiło rytualne leżenie na kanapie i nadrabianie zaległości. Zaczęliśmy od nowego sezonu 1670 :-)) nadal Uwielbiam ten serial. Nowa Eva Zubek i Makłowicz. 

W czasie wyprawy, aż dwie pozycje Yrsy Sigurdardottir przesłuchałam, o dziwo. głównie w czasie podróży czyli w ciągu 24 godzin. Jak się okazało nie trzymając prawa serii, czyli najpierw "Wzgórze wisielców, potem "Rozgrzeszenie a wczoraj zaczęłam "Porachunki na noc... czyta Kosior i to chyba jest kluczem. Yrsa mi się podoba, bo kraj egzotyczny a problemy jakby takie same. z tym prześladowaniem i zaszczuciem w szkołach. samobójstwami dzieci. tematyka przytłaczająca. 

W kwestii egzotyki :-) Zupełnie inaczej odbieram "Japoński wachlarz. tu egzotyka prawdziwa, odmienność dominująca a nawet obcość kulturowa dojmująca momentami.  Zrobiłam sobie przerwę od Japonii ale przyjdzie czas i na "Purezento. 

*

Środa nadal bardziej nadawała się do odpoczynku, niż roboty jakiejkolwiek. 

W ciągu dnia, myślimy o wielkiej wyprawie na Bałkany. oględnie mówiąc. i robi się dziwnie, bo czytamy, że kamperem nie za bardzo do Bośni, Chorwacji, Serbii...

a do Rumunii to ja się boję. nadal. i chyba zmodyfikujemy plany i pojedziemy sobie autem znów do urokliwej Słowenii, już przetartymi ścieżkami przez Triglawski Park Narodowy. 

Tym razem już nie do Piranu, poniechując Lublanę (zjeżdżaliśmy do Chorwacji wybrzeżem wszystkimi miastami, aż na sam dół do rzymskiej Puli) a szkoda, bo Piran cudny i Istria też. 

 Tym razem przeskoczymy sobie do Włoch, no i po kolei Wenecja, Werona, Florencja nade wszystko. Taka włoska destynacja bardziej. 

ale kto wie, jak to ostatecznie wyjdzie. 

Wyskoczyliśmy nad morze do Orzechowa na Zaćmienie. a potem zaspałam Perseidy ale to już wszyscy wiedzą...

*

Czwartek. doszłam do wniosku, że po tych wakacjach potrzebne mi następne do odpoczynku. zimno mi jakoś. spać mi się chce głównie. W ogrodzie słabo mi idzie ale coś tam idzie. podlewam donice, bo ostatnio nie pada. przestawiam podpórki spod piwonii pod ogromne kule hortensji. gdy pada rzęsisty deszcz one się łamią.

Zaległości mam. 

Maluję sobie w pracowni duży obraz, poprawiam płótno, bo już patrzeć na nie, nie mogę. Patrzę więc za okno na dach obory, pokryty już czerwieniejącym winobluszczem... i Nagle mój wzrok przykuwa LEJ PO BOMBIE.

i tak namierzyłam gniazdo szerszeni. było w środku w oborze, wielkie jak cholera a ten lej po bombie wygryzły, żeby sobie wylatywać ... nic dziwnego, że mnie pożarły w pracowni. 



lej po bombie jest dobrze widoczny nawet z ulicy.

Naczelnik idzie do obory namierza gniazdo bez problemu, bo jeszcze takiego wielkiego nie widzieliśmy w naszej oborze nigdy. Osy się mogą schować ze swoimi.  i postanawiamy te szerszenie ukatrupić i wygonić. W nocy Naczelnik, głupek jeden, bez odzieży ochronnej, poszedł uzbrojony w taki specjalny sprej, i zapryskał gniazdo...się szerszenie wkurwiły, co było do przewidzenia i wypadły całym rojem z gniazda. Naczelnik nigdy tak szybko nie schodził drabiną, goniły go do domu. na szczęście nie pogryzły. Już tam nie wrócą a jak kurz opadnie, to sprawdzimy ile nie przeżyło...po ilości trupków poznamy.

*

Piątek. był przyjemny, choć dosyć nas zmielił. głównie goronc. temperatura w okolicach 30 stopni(nie narzekam). Ja cały czas coś tam dłubię w domu, coś tam dłubię w teatrze ale wczoraj nastawiłam się na zakupy. antyram i ram. następnie planowałam i przymierzałam co w co.

Teraz jest przyjemnie chłodno, zaraz idę lać kwiatki w donicach, bo wczoraj trochę zabarłożyliśmy u sąsiadów nad basenem, i już mi się na noc nie chciało. a dziś impreza u znajomych w innej wsi :-) w zasadzie powyjazdowa :-))

Padliśmy po 22iej. po dwóch odcinkach "Proud.

podsypiam każdego dnia. jak to w sjestę.

piątek, 14 sierpnia 2026

Wieśniacka wyspa Rodos.

Punkt widokowy na Wzgórzu św. Stefana: na miasto, północno-zachodni czubek wyspy, Morze Egejskie i wybrzeże tureckie.

A tymczasem Miasto Rodos.

zwiedzaliśmy w drugiej kolejności tego dnia.

(nadal środa)

mianowicie jednego dnia mieliśmy kilkanaście godzin zwiedzania dwóch miast. Także powiem Wam, że odebrano mi połowę przyjemności. bo złachałam się jak niewiemco. 

W mieście Rodos byliśmy drugi raz. Tym razem dłużej i z obiadem. 

i od obiadu zacznę.

Był.

:-)))))

nie no był całkiem dobry, kompletnie nieobiadowy, bo tylko sałatkę zamówiłam, z pitą. taka byłam zmenczona. ale za to sałatkę dla konia :-D

Gigantyczną. i jej nie zjadłam. szkoda, bo była pyszna z orzeszkami piniowymi i sosami... w życiu nie jadłam lepszej. serio. (wstydziłam się wziąć na wynos)


na wierzchu to jest pomidor, nie tatar🙄 

a Naczelnik wygrał konkurs i swój dostał za darmo. do tego zamówiliśmy karafkę białego wina i następnie zwiedzałam ten Rodos na bani, ten Rodos. ten. Niestety. 

Także dużo nie poopowiadam....tym razem.

 Najlepiej pamiętam to, co widzieliśmy przed obiadem ;-) otóż na wjeździe do Rodos od strony portu istnieje koczowisko Cyganów, znaczy oni mówią romskie...okropne miejsce do którego lepiej nie podchodzić, bo można w bańkę zarobić i wszystko ci zabiorą, jak naszej przewodniczce. ale jej oddali i portfel i pieniądze i telefon, bowiem się rozbeczała, rycząc wniebogłosy, że za co ona teraz piątkę dzieci wyżywi...i oddali Cygany wszystko, bo nie wiedzieli, że nie ma ani jednego...  i jeszcze dorzucili ;-)

[przytomna kobita. Kurde, że też ja tak nie potrafię. mnie to tylko całkiem łatwo oszwabić.] 

Takie porządne Cygany się okazali, poza swoją profesją. więc bez rasizmu tu proszę. 



o kolosie rodyjskim pisała nie będę bo to każdy wie.

 chraktrystyczne wiatraki



Włoskie klimaty.


W porcie obstrykaliśmy dwie kolumny po kolosie rodyjskim, który jak wiadomo stał ale krótko. I poszliśmy uliczkami bardzo ładnej starówki, i koło pałacu Joannitów a potem okupantów włoskich, który to rozbudowano dla Mussoliniego ale on nigdy w nim nie był.

Pałac Wielkiego Mistrza Zakonu Joannitów w Rodos to potężna, XIV-wieczna forteca i dawna siedziba władców zakonnych, położona w najwyższym punkcie średniowiecznego, wpisanego na listę UNESCO Starego Miasta. Zbudowany po zajęciu wyspy w 1309 roku, słynie z potężnych wież, monumentalnej bramy oraz wnętrz mieszczących dziś muzea historyczne.

a jak ktoś chce poczytać więcej i dogłębniej to KLIK 

Taki piękny potężny bajkowy a ja na tej bani będąc tylko jedno zasrane zdjęcie zrobiłam

o

🙈



widok ze Wzgórza św. Stefana. widowiskowy. i pachnący, bo tam wszędzie rośnie tymianek.

Na wzgórzu św. Stefana (znanym jako Monte Smith) w mieście Rodos znajduje się starożytny akropol. To ważne historyczne miejsce z czasów antycznych, hellenistycznego okresu III - II w pne.
Zwiedzanie zaczęliśmy od greckich korzeni i poszliśmy na ichni akropol, gdzie ostał się fragment świątyni Ateny...ale im się sypie.




Odeon. który wygląda jak teatr. na którym retoryki uczył się Cyceron i Juliusz Cezar.



[Gimnazjon - publiczny zespół obiektów sportowo-edukacyjnych w starożytnej Grecji. Służył do ćwiczeń fizycznych i biegów, a także do nauki i spotkań towarzyskich. Nazwa pochodzi od greckiego słowa gymnasion (od gymnos – nagi)]
 
stadion tuż obok...




a tak to wyglądało.

Bowiem akropol rodyjski aktualnie posiada ruiny lub rekonstrukcje:  Świątynia Apollina: Częściowo odrestaurowana grecka świątynia z doryckimi kolumnami. Starożytny stadion: Dobrze zachowany kamienny stadion z III wieku p.n.e., na którym odbywały się igrzyska. 
Raczej Odeon, choć wygląda na teatr: Niewielki, zrekonstruowany  w którym dawniej szkoliły się chóry i odbywały występy. Natomiast wygląda, jak malutki grecki teatrzyk z okrągła orchestrą. ? (gdyż odeony były zazwyczaj zadaszone) i ja bym go tak zaklasyfikowała po wyglądzie ale skoro greccy archeolodzy i historycy piszą, że to Odeon, to wiedzą, że nie odbywały się tam żadne dionizje czyli nie wystawiano tragedii, komedii. dramatów satyrowych. Zresztą jak? skoro on taki malutki. 

[Marmurowy odeon w Rodos (mieszczący zaledwie około 800 widzów) był częścią kompleksu tamtejszego gimnazjonu i służył głównie do mniejszych występów muzycznych, recytacji oraz ćwiczeń retorycznych. Z kolei wielkie antyczne święta ku czci Dionizosa (dionizje) w rejonie wyspy Rodos wiązały się z przestrzeniami o charakterze religijno-teatralnym – na przykład w starożytnym miasteczku Lindos na tej samej wyspie zlokalizowano teatr oraz sanktuarium powiązane bezpośrednio z kultem Dionizosa.]

Bardzo proszę nie ulegać internetowej dezinformacji, i ludzkiemu niechlujstwu, oraz niewiedzy : Odeon to nie jest Teatr !!!
 
Akropol. Świątynie i sanktuaria: Ruiny innych dawnych budowli kultowych poświęconych bogom. i rozrywkom cielesnym i kulturalnym.

No i średniowieczna starówka, na którą już nie miałam siły... a piękna, wpisana na liste UNESCO. 





No nic, To już drugie miejsce obliguje do powrotu na wyspę.

Widziałam pewnej nocy spadającą gwiazdę i pomyślałam życzenie, żeby tam wrócić :-)

Następną wycieczkę zrobiliśmy już po swojemu. Wynajęliśmy auto i objechaliśmy całą Zachodnią przepiękna część wyspy. o tym następnym razem. 

Tymczasem wróciliśmy wszyscy zmęczeni ponad siły, co jednak nie przeszkodziło gronu pedagogicznemu imprezować do pierwszej w nocy🤣🤣🤣

ale tego opisać nie mogę, nie powinnam ? 

no szkoda.

może później😜