wczoraj późnym popołudniem, po częściowym odgarnianiu
no więc jednak wszystko aktualnie odbywa się w związku z białą zdzirą, co to wygląda pięknie nie tylko na zdjęciach ale i w realu ale tylko Wygląda, bo życie w takich warunkach, to jednak niebezpieczne jest, i mieliśmy dziś pełne ręce roboty, która sobie odpuściliśmy wczoraj.
A wczoraj wiadomo nieoczekiwanie miałam urlop i przymusowe siedzenie w domu, nie narzekam oczywiście. bo osiągnęłam balans i równowagę, wyjdzie 6 dni szlajania i 6 dni odpoczynku. w zasadzie. dzięki temu wszystko w domku będzie poukładane. przed jutrzejszym powrotem do placówki i teatru, mam nadzieję.
Otóż byłam ciekawa, jak tam było rok temu o tej porze więc sobie zajrzałam na swojego własnego bloga i co ? ano też był śnieg proszę sobie wyobrazić :-) booo też była zima :-D
ojejku jejku
owszem zdzira zaległa ale nie w takich ilościach, miałam PRAWIE zderzenie z piaskarką, i dokładnie rok temu czytałam MM Perr: W ciągu dnia słucham książek, kończę właśnie "Gdy nikt nie patrzy" drugą z serii o komisarzu Lwie. MM Perr. (pierwsza to "629 kości), i zasypiam z nimi gadającymi w mojej głowie. a rano czytam w papierze, czytniku lub telefonie. Taka już chyba pozostanie nowa świecka tradycja. ... Z wieczora w łóżku do snu gadała mi kolejna trzecia część MM. Perr "Szepty z lasu. ...
akurat właśnie teraz skończyłam nową MM Perr, Więzi.
przypadek ? nie sądzę :-)
Od rana dziś wciągnęło mnie czytanie bloga Wspak. no ale zanim go przeglądnę , żeby zrobić sobie stosowne podsumowania, to jeszcze muszę zakończyć wyprawę świąteczną i wszystkie pozostałe wyprawy w ciągu roku oraz zaciągnąć po prawej stronie bloga.
ale to w planach.
bo dziś reset, i ładowanie akumulatorów, Naczelnik dokończył odgruzowywanie obejścia. białego gówna nie dowaliło ale się usztywniło, gdyż przyszły spore mrozy w nocy. ponad -10. przygotowałam przetwory i słoiki do obory. czyszczę przestrzeń wokół kredensu.
Pranie już skończone i puste kosze 😜
mata czeka 🧘♀️🧘♂️🧘
myślałam o dłuższym spacerze. ale skończyło się na krzątaniu wokół domu i wspólnym gotowaniu obiadu oraz poobiedniej drzemce. odsypiam się.
Och jakie to jest fajne, że tyle mieliśmy wolnego, na prawdę się tym podbudowałam energetycznie. i trzydniowy tydzień, to jest to, co mogłoby zostać na wieki wieków. niech tam sobie inni zapierdalają w systemie 7/7. jak wola. ja bym wolała 3/7.
i nie chce mi się jutro w taką aurę ale jakoś dam radę te trzy dni ogarnąć.
Patrzyłam na wyprzedaże, leci do mnie zamówiona paczka ze swetrami z Benettona, i zmienia terminy dostawy...
a ja jeszcze pogrzebie w desi, może jakieś klapki ?? jak rok temu, albo sandały ...
i czas też nam planować letni wypad zimą. myślę po cichutku, bo nie wiem czy już mam siły. owszem i atrakcyjne rejony cenowo są poza zasięgiem. na ten moment.
jutro czeka bardzo urozmaicone a na razie kołderka i lulu.

























































