czwartek, 8 października 2026

o złotych ananasach.


No i kto zgadnie co mnie gniecie i za czym tęsknię? bo mi mało. Bo teraz najchętniej bym stąd uciekła. od ręki. wyleciała na miotle.
Tęsknię za Skandynawią i kamperem. okazuje się, że nie tak łatwo na jesieni wyjechać ze względu na prace. nawet, gdy się już nie tyra w placówce.

plus różne inne okoliczności.
plus do Skandynawii tylko latem
plus MJ się wykopyrtnęła. 

Wczoraj przyszła szafa na dokumenty, teraz tylko trzeba ją złożyć i zacząć porządek w stajniaugiasza. nienawidzę tego. szczerze nienawidzę papierów...ale rozumiem konieczność porządku w tychże. i mam czas, tylko mam też wrażenie jego marnowania. kurwafa.

a tego nie lubię. 

Poza tym ciągle odczuwam skutki września. w głowie, kościach i całym ciele. czasem jeszcze w braku snu. Wszystko się układa, powoli, przerabia nadal i filtruje. boli jeszcze trochę ale niektóre zmiany są konieczne, sama to wiem. więc wykorzystuję sytuację. będzie inaczej. 

Tymczasem Pomysły mi się gotują w głowie. pomysły plastyczne, dekoratorskie, a ja muszę się zajmować papierami. wkurwia mnie to. 

*

Skończyłam przedziwną ale bardzo ciekawą i śmiesznostraszną "Kos kos jeżynę Melaszwili. Zakończenie mnie tylko nie satysfakcjonuje. ale nawet lektorkę udźwignęłam, choć łatwo nie było. 

Zaczęłam Bator, zgodnie z planem, "Ucieczkę niedźwiedzicy. i bardzo bardzo mi rezonuje teraz. Bardzo mnie zachwyca.

*

Podobno już scandistyl w każdym razie jego elementy, jest obciachem, na przykład złote anansy...no a ja właśnie znalazłam takiego złotego ananasa w teatrze w kartonie z rzeczami podarowanymi. 🙄

i postawiłam ostentacyjnie na półce.

**

 Wywaliłam możliwość komentowania anonimów. zatkało kakało?

Na ten moment. Straciłam Zainteresowanie trollami. ale kto wie, może mi humor wróci i będę się chciała pośmiać, to wpuszczę te menażerie, jako materiał do obserwacji.

😂😂


wtorek, 6 października 2026

O przekraczaniu granic. i o tym, że za Twardochem nie szaleję...

Ponieważ tęsknię za teatrem bardzo... 

Opowiem Cibajkę, jak kot palił fajkę.

[To przecież nie moje doświadczenia, tylko zasłyszane. Ja mam samych fajnych ludzi dokoła😁 ]]]

Temat do przepracowania na scenie nasuwa się sam. Aktualny, modny, ważny, bo rozdziera nam serce i masakruje uczucia i co najważniejsze: sprawia, że tracimy zaufanie do ludzi. 

Przekraczanie granic nie odbywa się tylko w jedną stronę, że 

 robi to, nadczłowiek, poganiacz w korpo. to się dzieje wszędzie. robią to Również podwładni zwłaszcza "zaprzyjaźnieni", tak samo mobbingują czyli wykorzystują i przede wszystkim Okłamują. Kradną, wykonują prywatną robotę na służbowym sprzęcie. wynoszą sprzęt bez pytania. Czasem trwa to latami, zanim się szef połapie. Czasem spada to na nas, jak grom z jasnego nieba. Lubiliśmy się i szanowaliśmy, pomagaliśmy sobie ...a tu nagle atak albo mało wykwintne odejście. .. Może zbyt śmiało powiem, ale znam doskonale profil takiego podwładnego. Poznałam osobiście w życiu trzy razy. bo jestem szefem od trzech dekad. Podwładnych(ohydne określenie) traktuję, jak Współpracowników. i przyjaciół. i raz na dekadę dostaję strzała w samo serce 😒

i tak nie za często, więc może się jednak opłaca taki styl pracy ?

i już nie pozwalam na kwestionowanie autorytetu, zwiększam dystans, nie pozwalam na ignorowanie i lekceważenie moich poleceń, agresje ucinam, tylko jedno mnie zaskoczyło bardzo natenczas :  Wchodzenie w rolę ofiary: Przerzucanie odpowiedzialności za własne błędy na system, brak narzędzi lub na mnie jako złego menedżera...

 no tego się nie spodziewałam, przyznam.

Uogólniając:

Więc nie widzimy, że jesteśmy wykorzystywani, latami. Wszyscy. Myślę też, że czasem może zbyt pochopnie Oskarżamy/jesteśmy oskarżani. bo się naczytaliśmy poradników, psychopierdoletów. Zauważam, że jak nie zadasz pytania, tak każda strona ma rację! no jak wszyscy możemy mieć rację? jak rację może mieć osoba, która w żadnej pracy nie zagrzała dłużej miejsca, ma problemy z relacjami międzyludzkimi, bo każda bliższa relacja kończy się tak samo źle... ???

 Często Człowiek nie wie, że przekracza granice, bo zawsze taki był. Aż tu nagle BUM wskakuje przekraczanie. I wtedy ważne jest, jak zareagujemy. Jeśli człowiek przeprosi, przytuli, ma refleksje i autorefleksję, to może jeszcze da się uratować relacje, choć nie tak łatwo zapomnieć. o personalnym ataku. i nie tak łatwo dalej wspólnie pracować. a myślę też, że wręcz niemożliwe.

*

los los gupi los...

I myślisz sobie, że oto spotkał cię dramat życiowy w tej robocie. a tu jeb jeb i plask plask. i spada cinabarki coś dużo ważniejszego. i odpowiedzialniejszego. o znacznie większym polu rażenia i dłuższym czasie rozkładu...czego nie można się pozbyć, czemu nie możesz stawiać granic.

co być może cię rozwałkuje na kawałki. choć jesteś teoretycznie przygotowana. wiesz co masz robić. wszystko masz poukładane w głowie. 

[i zaczynam myśleć, że nie udźwignę. swoich i jej demonów.]

Sprawy służbowe w tempie zamykam, domykam na ile mogę, teraz. żeby pojechać do matki. jutro neurolog. 

*

Wczoraj był już chyba ostatni taki prawdziwy letni dzień...

Naczelnik kosił, ja zbierałam jabłka, pod jabłonką i jadłam ciasto śliwkowe. wytargałam sokownik do tych jabłek, żeby spożywać na bieżąco. nie chce mi się robić musów, słoików. 

wystawię kiedyś ceramiczne dynie. widziałam drewniane, plecione w sklepie. i zakupię trochę prawdziwych. jako dekoracje teatralne.

choć teraz moja głowa nie jest w stanie delektować się dekoracjami. może w przyszłym tygodniu... albo wcale.

...

a więc Twardoch i Nike, no Twardocha lubi Naczelnik, ja zaś mam z nim problem, problem z jego narracją, gdzieś w czytniku jest Drach i Morfina... ?? 

Oczywiście mnie bardzo i mi się bardzo "Król ale nie wiem czy zaczęłam "Królestwo. leży w wydaniu papierowym, bo skoro Naczelnik lubi bardzo. więc dostaje papierowe w prezencie.

**

 wczoraj indiba na rozluźnienie.



poniedziałek, 5 października 2026

o kruchości.



 Październik mnie zachwyca, dniami słonecznie, że pościel dynda na sznurze ale noce już zimne. Dlatego zapaliliśmy kominek. Już zapomniałam, jakie to przyjemne jest. ogień trzaskający w kominku. zapach wiśniowego drewna, ciepło rozchodzące sie nawiewem na górce, gdzie rozwiesiłam pranie i teraz ono szybko wyschnie. W przyszłym roku zetniemy śliwkę, potrzebuję więcej słońca w ogrodzie. Dostałam z 10 sadzonek pięknej kwitnącej trawy z pióropuszami do nasadzeń. przyszłorocznych. Na razie stoi w dwóch donicach, a na zimę ją zakopcuję, podobnie jak inne rośliny z donic. wiosna rozpocznę robienie rabaty z traw, jeżówek i ostróżek...przy tarasie.

Dostaję rośliny od sąsiadów, którzy robią porządki na jesień i na wiosnę.
Naczelnik prepers i sąsiadkaBeata preperska już uzgadniają co jest a co trzeba jeszcze mieć w razie kataklizmu. 

W okolicach 19ej dzwoni drugi sąsiad, że przesyłka kurierska przyszła do nas. Przyszedł z nią czyli z ciepłym ciastem ze śliwkami :-)) na zakończenie dnia o smaku słodko-gorzkim.
Niedziela zaczęła się cudownie, bo kobido. z maseczkami. niestety moja spinka przełożyła się na niezbyt przyjemne doznania. głównie szczękowe.  
Telefon od MatkiJadwigi mnie sparaliżował. w zasadzie dzwoniłam do niej cały dzien. i byłam gotowa dziś jechać. przewraca się na ulicy. dziś pojedzie taxi do neurologa. zobaczymy. nie widomo czy się dostanie. od pewnego czasu już bierze tabletki na zawroty głowy. poza tym zbliża się druga rocznica.

Naszły mnie bardzo nieciekawe myśli. że może już czas nadszedł...
na gruntowne posunięcia. że mi los uszykował większe sprzątanie i porządki, niż chciałam. że przełom będzie zasadniczy. 

piątek, 2 października 2026

Ty guglu jeden...

 ...utrudniasz mi życie. gnoju. 

[i bardzo nie chcę bloga przenosić... odwlekam odwlekam... ale przygotować się trzeba. nic nie okazuje się przejściowe. choć się naprawiło]




Każdego słonecznego dnia łazimy po polach z Ciri. zamiast coś układać we własnym ogrodzie lub w domu. postanowiłam się wietrzyć korzystając z letniej jesieni. na jutro plany ogrodowo-domowe. ale też i plaża ???
Taką mam konstatacje, że im mam więcej pracy, obowiązków, działań, nauk języków, tym jestem bardziej zorganizowana. Więcej upycham. i więcej i więcej, wypełniam każdą lukę. a teraz gonię własny ogon i prywatnie zalegam, choć teoretycznie to czasu mam więcej. Zapomniałam/nie mam czasu dokonać rejestracji na profilaktyczne badania. Nie zrobiłam wyników z krwi w lipcu...skierowanie przepadło. Na wytłumaczenie mam to, że plany wyjazdowe też mi namieszały. i teraz, to nie wiem czy się do końca roku zmieszczę ze wszystkimi badaniami. zważywszy na czas oczekiwania. 

No to mamy październik łaskawy na tapecie. 
och jak to dobrze, że lato nie pizdnęło drzwiami z dnia na dzień, tylko tak jakoś się rozstać nie może... niechyby taki październik se cały został. że gołe stopy. że na boska, że w lnach i tiszertach z krótkim rękawem. letnich rzeczy nie układam do snu.  jeszcze. ale jednak o poranku to zimno...i w górnej łazience grzejnik se włAnaczam w trakcie ablucji wieczornych.

a poza tym co znowu?

Nadal Potrafię z niczego (mianowicie OKULARÓW)) rozpiździaj we firmie zrobić, że wszyscy ich szukają. jak wczoraj :-) i się znalazły. egen.

Poza tym co tam nowego ?

zobaczyliśmy nowym film na prajmie o Trumpie. "Wybraniec.  ciekawy.

haustami łykam kryminały, "Niegrzeczne dzieci. Moss, "Polana. Moss, "Krótka noc, długi krzyk. Małecki...

także postanowiłam zmienić klimat, ech namówiona przez Świechnę, odsłuchałam Zyty Rudzkiej "Ślicznotka doktora Josefa. Świetnie napisane, Przerażające w kontekście przyszłości, i przeszłości, Doskonałe w kontekście wniosków do życia.

i namówiona przez Margo, zaczęłam już T. Melaszwili "Kos kos jeżyna. niestety pani Elżbieta, jako lektorka mnie wkurza...już jedną świetną serię o nowej hucie przez nią odpuściłam. ale tym razem się zapre.

Wczoraj wróciłam nie za późno. więc ugotowałam późny obiad. makaron. 

Sos:  oliwa z wyspy Rodos, czosnek, pomidory prosto ze szklarni, śliwki węgierki i sok z cytryny dla przełamania smaku, pokruszona grecka feta dla zagęszczenia. a na koniec ustrojenie i dosmakowanie startym parmezanem. Mniam. 

*

Ratunkowy Kadr Teatralny:

Teraz sobie proszę wyobrazić mnie, na scenie, jak biegam z rączkami "klaskającymi głuchoniemo" (ręce nad głową i machamy od łokcia w górę dynamicznie przód-tył) w stanie wzburzenia. protestu.

klaskam do tego utworu. zatrzymuję się co jakiś czas i Tupie. bosą stopą w czarną scenę. i przez tego wkurwa nawet nie mam zadyszki...


nowa PaniH. przychodzi wcześniej do teatru i ćwiczy sobie. mamy różne fajne rzeczy, bo mamy jogę. obciążniki dla tańcujących, gumy do rozciągania. jak się zimno zrobi, to zgapię. 

Dobrego łikendowania :-)


czwartek, 1 października 2026

Wrzesień 85000.

 No i kończę wrzesień na 85 tysiącach statystycznie. I mnie to cieszy. gdyż blog mam trochę ukryty jednak i nie śledzę własnych wyświetleń. gugle robią pod górkę. a tu proszę.

[a i tak mnie namierzą jakieś mendy co drugi post, które wstępu nie mają. Ignoruję. stare zazdrośnice.]]] i to one zapewne też statystki nabijają. no senkju wery macz]


Płynę przez ten wrzesień, inaczej. On jest od pewnego momentu, piękny pogodowo: spacery, rowery, szlajania, światło, plony. ciepło, gołe stopy. słońce. ale dla mnie jeszcze mało. następny będzie dużo spokojniejszy. i na pewno wyjazdowy, jeśli latem nie skorzystamy. 

a wszystko to przez teatr.

W teatrze wrzesień był wyjątkowo ciężki. czego się nie spodziewałam. że aż tak. Zaskoczenie jednak mieli najbardziej.

Byłby dużo mniejszy wysiłek porządkowy rozłożony w czasie a przede wszystkim emocjonalny... gdyby nie dwie zaistniałe okoliczności człowiecze. i choroba. w tym jeden człowiek absorbujący a drugi to Rozczarowanie. zwykły ludzki Fejk.

Drzwi zostały wczoraj domknięte ale nie zamknięte. pozostają uchylone. nie ma za to zaufania. bo jak mieć zaufanie do fejka. ???

no nie ma mowy o nudzie. ale wojna mi niepotrzebna.

[i jeszcze przyjdzie czas na teatralne kobiety. na razie układam chaos]






Najbardziej na świecie chcę teraz wyjechać. żeby złapać dystans. zmienić płytę. ale to jest właśnie ta nieprzyjemna niespodzianka jesienna...Naczelnik ma roboty i zamówienia na grube miliony, a MJ ma wizyty u lekarzy wszystkich stanów i specjalizacji. Kurwa. Mać.
i zrobiło się nieprzyjemnie.

Ale każdego wrześniowego dnia, wstaję z bananem na twarzy, serio. Niespiesznie piję kawę w łóżku, jem śniadanie albo nie, czytam, wychodzę z psem. gadam z sąsiadami. bez biegania i że nie zdążę. Każdego dnia nie pamiętam już placówki :-)

a przyjdzie też moment na znaczące prace tfurcze w spokoju. na większą skalę...

środa, 30 września 2026

82.0010,

 Kto by pomyślał, że ponad osiemdziesiąt tysięcy mi stuknie we wrześniu. a to nie koniec jeszcze odliczania, bo jeszcze dziś.


W poniedziałkowe rano wygrzebuję się długo. a że czas pracy ustawiam sobie sama, to w zasadzie nigdy się nie spóźniam a skoro za dużo, i za ciężkopracuję, to pretensje tylko do samej siebie.
Czas delegować zadania. 
Czas sobie wyznaczać jeden zadań co trzy miesiące na przykład :-)
skrupulatnie z kalendarzem w ręce. no ale najpierw porządki. I nadrabianie zaległości. 
Potem oczywiście szybko szybko w ten poniedziałek i to i tamto. i jeszcze na wtorek zostało. prawie ogarnęłam.
Bardzo wymagające popołudnie zrekompensował cudowny masaż głównie twarzy. Dlaczego nie można tak każdego dnia? pomaga.
i skończyliśmy "Lwice. no grubo z tym serialem. a i jeszcze rozmowy wieczorne z Naczelnikiem. 

Wtorek. dużo więcej zadań, kalendarz w telefonie się skończył...
pisanie, zakupy, gin (wzorowe jajniki),naprawy, zmiany zamków, zakupy, wywalanie wszystkiego na podłogę, wypał, prania...ciągle coś zalega. a tymczasem się za papiery jeszcze nie wzięłam tak do spodu. zamówienia szaf metalowych na dokumenty, przemeblowania.

Niech już paniHania wraca. nowa jest fajna i wszystko zmiecie co niepotrzebne ale wymaga Uwagi. a moja uwaga chce być już gdzie indziej przeniesiona. 
Musk nadal mieli. i choć już emocjonalnie nie szarpie, za to pojawiły się kłopoty z zaśnięciem. przetwarza dane. układa na półkach doświadczenia, tylko nie wiem po co?
a może jednak wiem. dużo czasu poświęcam budowaniu i wyjaśnianiu obrazu.
o 19 byłam już tak zmęczona, że pojechałam do domu. 
a tu kolejny telefon od MJ i kolejny termin październikowy jej kolejnego lekarza...wyjazd staje pod znakiem zapytania. 
i padłam nieprzytomna o 21.
i obudziłam sie o trzeciej. 20. 🙄
i wzięłam tabletkę. to jeszcze pośpię. 

Mija pierwszy miesiąc mojej rzekomej wolności. no ale po co ja taka wyrywna jestem, to nie wiem. wszystko na raz rozgrzebałam. i może byłoby dobrze, gdyby nie jeden chujek. co mi wszystko rozpieprzył. 
asertywność i jeszcze raz asertywność. i konsekwencja. 
Poza tym ciepło. chodziłam wczoraj z bosymi nogami. w lnach, tylko plaża nie w zasięgu, ale to się zmieni, dziś planuję rower. i popołudnie w ogrodzie. dla odmiany. może pojedziemy do Ustki na rybkę. 
za to zaniepokoił mnie wczorajszy alert, że na plaże w ustce wchodzić nie wolno ??


poniedziałek, 28 września 2026

Ogrody do snu układać trzeba.

 






gunera olbrzymia

Przycinanie tui i w ogóle iglaków jest sensem ich posiadania. i jest sztuką. na zdjęciu poniżej głęboko przycięte po lewej stronie tworzą  przepiękne przepierzenie. i można też z nich drzewka bonsai wycinać. ale trzeba mieć wiedzę, odwagę i fantazję. i kochać swój ogród, nie traktować, jak zło konieczne. Nie wszyscy mają. niektórzy wręcz się bulwersują :-D tak tak czytałam wywody.
(i znów to bogonarodowe pierdzenie i rozdział państwa od kościoła w kwestii posiadania tui 🙈


Wczorajszy dzień był ostatnim dniem schyłku lata, lub pierwszym dniem letniej jesieni. Układałam taras do zimy, zbierałam jabłka do kosza, i do zasilania gleby zgarnęłam w dwie duże kupy pod jabłonką. będę je przenosić pod hortensje, i rododendrony. ciągle układa mi się w głowie co wyciąć, co przenieść, co przyciąć. poza tym układa mi się historia, która mnie spotkała. Mój musk mieli dane. i wymielił całość prawie w całości. co znamienne nic mi się nie śni. kiedyś opowiem, gdy kurz opadnie...

Naczelnik od rana najpierw na szkoleniu w straży, potem zajmował miejsca na podium na zawodach strzeleckich. a po jego powrocie szybko szybko na motur, i pomknęliśmy na wystawę Szczątków ludzkich nowocześnie spreparowanych. 

zdjęcie z ulotki reklamowej "Prawdziwe ciała ludzkie.

Trochę się bałam ale "Ciekawość zabiła kota, satysfakcja go wskrzesiła. a nawet byłam nieco zawiedziona. tak spreparowane ciała ludzkie nie wzbudzają emocji. owszem płody, owszem kobieta w ciąży... może.

Potem pojechaliśmy zjeść coś pysznego.

[zupełnie jak po wyjściu z zajęć anatomii na wydziale medycznym, zachciało mi się jeść]

Włoskie klimaty we mnie rosną i pączkują. więc pomknęliśmy do "Casa Italia. My moturem, przyjaciele autem. Na stół wjechały wegańskie warzywa na gorąco, tatar z tuńczyka i z awokado, tatary mięsne i carpaccio a wszystko pięknie podane z kawiorem, balsamiko, oliwami i grzankami (i znów zapomniałam zrobić zdjęć, więc z ich strony zamieszczam).


[wystrój klimatyczny, czarnobiałe zdjęcia z włoskimi gwiazdami, ściana najlepszych win, w tle włoskie szlagiery i jedzenie wyborne. a obsługa profesjonalna]

A po uczcie ścigaliśmy się w drodze do domu (my byliśmy pierwsi)) gdyż siaty z darowanymi pomidorami wziąć na motur nie mogłam, to podwieźli je nam autem a w zamian dostali siatę naszych jabłek. 

Późne popołudnie spędziłam w ogrodzie i sadzie, gdzie 

zbierałam śliwki, jabłkogruszki, i dereń. Napawałam się zmierzchem.



Oto Krzak derenia i tym razem sąsiadkaOla rozłożyła flizelinę, żeby się lepiej i czyściej owoce zbierało. 
mam więc znów robotę...przetfurczą.




leżakowałam też na szezlongu w przerwach i słuchałam literaturę.

Dostawałam zdjęcia od Witkacego w Zakopanem, gdzie akurat rezydowała moja przyjaciółka. także teraz tęsknie na Taterkami, Zakopanem i Stachem. chyba się rozerwę w planowaniu jesiennego wyjazdu: Florencja, Bieszczady czy Tatry ???

niedziela, 27 września 2026

Echolalia.



[od tygodnia mnie gniecie. i powoli paruje. już teraz obserwuję z boku. co się wydarzy? choć to trudne bardzo. pozwolić żeby się działo...gdy człowiek powinien mieć nad wszystkim kontrolę]

🙈😬 
Marznę ogromnie. powtarzam się. ale ja ogólnie jestem z tych  że grube swetry powyciągłam, grube spodnie dzianinowe, już nie trampki nawet na nuszkach. o sandałach zapomnij. panie. kołdry zimowe na samiutkim początku września wprowadziłam w użycie. plus wełniany koc od Manduki.
i skarpety norweskie. 
nie wiem czy wspominałam, że marznę i w domu i w teatrze :-) w obu przypadkach grzeję farelami elektrycznymi. w łazience zwłaszcza. nie przekonuje mnie, że od dziś znów lato. choć cieszy, bo ogród czeka cierpliwie i pranie jeszcze zalega niecierpliwie. 



jakoś mnie kolorystycznie nie przekonują jesienne dekoracje. za dużo pomarańczy i nudnych brązów. za to hortensje dają czadu kolorami, dlatego suszę. 
Konweniujemy z Margo poetycznie kolorystycznie.

Idę zaraz po śliwki węgierki do sadu obok mojego domu. Ubieram gumiaki i idę. czas smażenia powideł nadchodzi. zapach się będzie snuł po chałupie cały tydzień...
i w naszym ogrodzie spadają jabłka ze starej jabłonki. mus zbierać, przetwarzać, jeść, kompostować, pod hortensje i różaneczniki układać. 
I rowerować się planuję. podobno to będzie ostatni ciepły słoneczny tydzień. 
jeżdżę i się cieszę. lubię czuć skutki wysiłku fizycznego. i wreszcie mam czas i na jogę w grupie i w domu i na rower. uch.uch. 
a wiecie, że na elektryku można jechać off? tak, tak i wtedy ten rower jest cięższy i trudniejszy w obsłudze niż zwykły. zwłaszcza pod górkę. poza tym jest dość twardy. i raczej nie dla mnie ścieżki offroadowe. dupa nie boli(siodełko) ale pipkaboli i idzie też w kręgosłup. 
aby to zmienić wczoraj otrzymałam do wypróbowania specjalne długie gacie z żelową wkładką. bo chyba się nie obejdzie. jednak. mam wokół siebie zawodowych rowerzystów. którzy podpowiadają rozwiązania.
*
W piątek odbyło się nasze cykliczne babskie spotkanie, jak wspominałam zapewne.
Pierwsze po miesiącu tyrki w placówce. 
[no jest tam źle. i nie zanosi się na poprawę nigdy.]
 teraz spotykamy się w 11tkę, w tym powrócił chłop marnotrawny. cztery z nas nie pracują już w placówce. i chyba proporcje będę się cyklicznie zmieniać.. aż wszyscy uciekną. ament.
zjadłam makaron z borowikami i oliwą, choć wolałam nioki z  kurkami ale nie było. wypiłam dwie duże limonczelle. i fajnie. a potem przyjechał po nas Naczelnik i jeszcze wylądowaliśmy we wsi obok. do północy. ..
A wczorajszą sobotę przespałam dokumentnie😵‍💫naprzemiennie z czytaniem i praniem. musiałam odespać stres, niewyspanie, imprezę i gilka, jak się okazało maniuniego, dziś nie ma po nim śladu. Wszedł nowy Ted Kaczyński na netfliksach. dobry, to sobie zobaczyliśmy.
W planach to i owo może wyciągną nas znajomi na wystawę. i pewnie obiadek w knajpie. okaże się.
*
Oglądamy na bieżąco na Applach "Teda Lasso. bardzo lubię ten serial. ostatnio lubię optymistycznie. ale nie ma letko.
 zaczęliśmy kolejną rzeźnię czyli 3 sezon "Lioness na skay. no zobaczyłam front ukraiński i przyznaje, że to skrzyżowanie I wojny z Gwiezdnymi wojnami. kurrwaa mać. Przerażające. 
czytam se uchem "Oćmę. Białys. i też nie ma letko. a okiem ryje powtórkę z ADHD. 
i metodycznie planuję dokańczać wszystkie zaczęte książki...w papierze. 
Zostałam obdarowana poezją :-)
Za co pięknie dziękuję paniFrau.

ps
chyba kupimy dom w Kalabrii :-) bardzo bym chciała, żeby finalnie tam zamieszkać. tylko bym kolejnego remontu nie przeżyła zapewne. bo to jest śmieszne tylko, gdy się czyta u kogoś na blogu. ale przecież można kupić dom nieco drożej i mieć mniejszy remont albo tylko kosmetyka....

piątek, 25 września 2026

Jestem gotowa na konfrontacje...

[Pisałam w środę wypuszczam w eter w czwartek]

Apdejt, po przeczytaniu posta u Wolanda i komentarzy, cytuje mój: 

Natomiast pojęcie o historii to doprawdy niektórzy krytycy mają chujowe. podobnie jak spora część narodu tutejszego. a sam Prus owszem też niekoniecznie miał, umówmy się. podobnie jak wymieniony przez ciebie Sienkiewicz :-)))) tylko można się pochlastać, że niektórzy się historii uczyli na tych produkcjach a teraz rozpaczają, że na "Lalce Maślony młodzież źle się historii nauczy 🙈jprd


Na fejsbuczku, ludzie sobie żartują.

Przeczytałam na przykład na tablicy: Obejrzałam "Lalkę, podobała mi się i jestem gotowa na konfrontację. obuchachacha.

skończyliśmy serial.😃

No bardzo mi się podoba, BARDZO. jako osobny Byt oczywiście. nie jednemu psu na imię burek.

a zakończenie to jest dopiero fajne. normalnie. Śmiałam się od pierwszego odcinka w głos, że mnie sąsiadRysiu z pewnością słyszał.

uch cusz za żywy język, i jaki zwrot akcji, jestem Zachwycona. 

dla mnie Lalunia Maślony, jest...parodią wszystkich Lalek i podejścia netflixa do poprawności politycznej. podobnie jak 1670. taka ostatnio moda. Maślona geniusz. normalnie. 

Doprawdy naiwność dominuje u wyznawców teorii Świętej arystokracji co to bąków nie puszcza, nie uchla się, jak świnia, nie gwałci, nie poniża, chłopów nie wiesza, szubienic nie stawia...że niby arystokracja miała takiego kija w dupie, że ani kurwa ani chuj ani ani i w ogóle??

😂😂😂

wystarczy posłuchać Beaty Tyszkiewicz. 

apropos Beaty.

Naczelnik włączył nam w ramach niewiemczego?? bo ja Lalkę Pana Prusa pamiętam doskonale, taki krótki rys porównawczy między dwiema adaptacjami wiadomojakimi, dotyczył jednej sceny i ...Skisłam. 

Braunek i Kamas potrzebują diagnoz oboje :-)))) od psychiatry a następnie psychoterapii, tacy rozedrgani. nadmiernie. irytujący, że zęby bolą. nie dała bym już rady tego oglądać. serio. 

W sumie Tyszkiewicz jest arystokratką więc ...nie mam jej nic do zarzucenia. zresztą film jest zbyt odległy, żeby się teraz czepiać. przypomina mi Historię żółtej ciżemki...albo Krzyżaków...nie do przejścia aktualnie.

Naczelnik nie czeka na kinową "Lalkę, Naczelnik twierdzi, że jak dojdzie trzecia wersja porównawcza, i kolejny dyskurs narodowy, to zwymiotuje...

mła osi.

to znaczy osi na dyskurs narodowy i fochy, natomiast na "Lalkę po literce owszem czekam Bardzo :-) kocham Lalkę. panPrusa. i uwielbiam aktorkę, która grała również w moich ulubionych nowoczesnych "Chłopach. za których bym się dała pokroić normalnie.

*

Jesień przyszła wczoraj. jak na złość taka letnia jesień. to znaczy niech będzie taka jak najdłużej. jak Wczoraj.





Wybraliśmy się na rowery z Naczelnikiem dość późno, raczej ku zachodowi słońca. gdyż ja muszę rozchodzić tego garba co aktualnie noszę go na plecach. nie pić winka, nie żreć tabletek ale właśnie Rozchodzić. taką metodę przyjęłam. jedynie słuszną. Postanowiłam też uczestniczyć w wprawach bursztynowych Naczelnika. Rozchodzić.
rozchodzić.
Rozchodzić.

[poza tym co? spawy nagłych rozstań się jednak odwlekają w czasie. nie wiem czy to dobrze? już sobie układałam w głowie inny scenariusz.
"Tu i teraz jesteśmy ślepi. i nigdy nie wiemy co jest naprawdę ważne"
O. Tokarczuk "EE.]

Zimno na chacie i w teatrze. akurat się zabieram za przekładanie papierów. wszyscy kaszlą i smarkają...a ja nie :-) odpukać w niemalowane. nooo możliw, że się moja teoria przemęczenia i bachorów roznoszących zarazę sprawdza. aniechby.

Wtorkowa joga dała mi w kość ale dałam radę...tylko na krzesełka patrzeć nie mogę.🙄

dziś mam nieco obolałe plecy po jodze i nuszki ... po 10 km.

Nadal w stronach tutejszych głównie pada, ślimory wielkości psów popylają po ogrodzie, drony wielkości pterodaktyli latają nad naszym morzem. 

ale mnie to nie przejmuje fcale.




(bo mam też metodę malowania, mam na tego całego garba.) 

Z aktualności to mam to, że znalazłam niechcący okulary🙈🫣  w grubych czarnych oprawach, które zgubiłam rzekomo, około roku temu. moje ulubione. Owszem mam nowe. nie szkodzi:-) jest zapas.

W związku z tym, że blogger nadal siepierdoli, nie widomo co tu robić? i czy robić porządki z podróżami?? boże po blogach łazęguję to wiadomo, i że mi umyka też wiadomo...:-(

środa, 23 września 2026

Nudy nie ma panieśnięty. (Wspomnienia z AT).

 zmiany, Zmiany, zmiany.. 

się szykują. niezależnie ode mnie. kiedyś bym była przerażona. Że mi się coś rozsypuje, ktoś Znika. dziś znajduję diagnozę dla tegokogoś, kogosi i wiem, że to nie o mnie :-) 

 Przychodzą nowi ludzie, nowe historie ze sobą przynoszą. Zmiana jest dobra. wprawia w ruch sytuacje. zdarzenia nowe uruchamia. ludzi zapoznaje. coś zamyka i otwiera.

Teraz jestem na innym etapie, nie muszę się zadręczać, ot pójdą, przyjdą nowi :-)) tylko mnie wkurwia, że jakieś manewry trzeba zrobić i irytujące dialogi prowadzić. bo ja od pewnego czasu jestem, jak ten kapitan Wagner grany przez Zapasiewicza w "CK Dezerterach.

[ Kapitan Wagner (w tej roli Zbigniew Zapasiewicz) w kultowym filmie C.K. Dezerterzy w reżyserii Janusza Majewskiego to zmęczony życiem i wojną dowódca węgierskiego garnizonu, który reprezentuje postawę głębokiego dystansu do wojskowego absurdu]

*

Po dwudziestym października powinnam znów pojechać do stolycy na Pieśń Leara. Brala. Powinnam. to jest Wybitny spektakl. to jest wybitny Teatr.

Kiedyś, kiedy jeszcze bywałyśmy u nich w domu, Kacper Kuszewski wejściówkę mi załatwiał, bo sam opracowywał i przygotowywał pieśni do spektaklu i teraz mam już zaproszenie na miejscówkę (Powinnam w warszawce studiować podyplomowo cokolwiek :-)

 ale przecież ja nie miałam jeszcze prawdziwego wakacyjnego wyjazdu...tyle się odpierdala w tym wrześniu. 🙈i prawdopodobnie taka huśtawka do połowy października.

W piątek impreza z dziewczętami, tym razem w knajpie. więc będzie gadane. i pite. 

Dużo się dzieje ale tym razem rzeczy ważnych i ulubionych. ale też dużo schiz emocjonalnych, no nie ma kiedy taczek załadować. Postanowiłam się nudzić zimą.

*

Nie pamiętam w ogóle egzaminu z Wielkim Ptakiem, czyli profesor Anną Kuligowską-Korzeniewską, zajęcia z historii teatru owszem pamiętam, Uwielbiałam ją. Napisała teraz do nas piękny list wspomnieniowy. 

ale koleżeństwo pamiętało:

1. Siedzę w sali i czekam na egzamin indywidualny, i czekam na spóźnioną panią profesor, która wpada jak szalona, od progu krzyczy, Och, och mamy mało czasu, za półtorej godziny premiera w Narodowym a ja włosy nie zrobione i kreacja nie uszykowana, więc szybko szybko, pytanie brzmi: Czy ? ...i tu podpowiem pani, że zazwyczaj na tak zadane pytanie, odpowiedź brzmi TAK. no więc Czy ?(pada pytanie) Pytanie mnie zaskoczyło nieco, więc uwiedziona takim wstępem, i wydawało mi się podpowiedzią, odpowiadam TAK, choć pewności nie mam i dobrze wiem, że za tym pójdą dalsze pytania szczegółowe.

Na to pani profesor rzecze, z rozbrajającym uśmiechem : no niestety odpowiedz brzmi NIE. 😃dziękuję Pani spotkamy się na egzaminie poprawkowym, ...zakręciła się na pięcie i uciekła. Nawet nie usiadła. Spieszyło jej się, przecież Premiera w Narodowym zobowiązuje 😂

2. Wchodzimy z Dorotką na egzamin, opowiada Michał, uknułem sobie taki sprytny manewr, wiedząc od starszych roczników, że ona taka emocjonalna jest, i takie różne teatralne zagwozdki lubi. Lubi gdy studenci ciekawe pytania zadają, świadczące o obyciu w temacie ;-) teatralnie więc zacząłem ten egzamin, dramatycznie wykrzykując : Och Pani profesor a Dlaczego ? (i tu padło jakieś niedorzecznie naciągane pytanie, na które sam nie znalazłem odpowiedzi).

Wielki Ptak z szybkością błyskawicy odparowała: No panie Michale, to jest świetne pytanie, na które odpowie Pani Dorota😃

a pani Dorota 😮...jakoś wybrnęła, choć łatwo nie było. I, co najważniejsze, nie zabiła Michała zaraz po wyjściu z egzaminu, jakoś.

Profesory znały nas z imienia i nazwiska obligatoryjnie, bo było nas mało, kilkanaście osób. i generalnie na uczelni obowiązywały  dość kordialne obyczaje. Przywitanie, uściski, rozmowy przy kawie, papierosku, poklepywanie, wygłupy nawet... i egzaminy w trybie indywidualnym zazwyczaj. Co nie przeszkadzało im również w bardzo kordialny sposób nas odsyłać na poprawki...ale bez wstawiana pał do indeksu.

Zato

Wszyscy, jak na komendę, pamiętaliśmy, egzaminy wstępne. bo panieśnięty co to były za egzaminy 🙈😂😂ale to następnym razem.

Echo oto w okularach.

Koń rekwizyt, stał w holu budynku senackiego, gdy go tylko zobaczyłam postanowiłam dosiąść, i owszem wdrapałam się a potem zobaczyłam na zdjęciu, jak go wszyscy skrzętnie zasłonili. to im twarze zasłoniłam w ramach rewanżu ;-)

*

Była sobie równonoc, i dziś pierwszy dzień jesieni astronomicznej...