czwartek, 29 października 2026

Zbierająca wrażenia...

 Bardzo mnie wzruszyło Wasze wsparcie i bardzo dziękuję za nie. 

*

No i tak sobie patrzyłam na ten spektakl plastyczny w niedzielę, z przesłaniem od Papuszy, z muzyką w stylu Dikandy... patrzyłam na każdy gest i ruch aktorek i aktorów, w symbolice pojawiał się ptak, ptaki...nic lepszego nie może się pojawić dla niesprawnego, uwięzionego ciała. które jednak wykonuje robotę. stara się. i Wygrywa. nie ważne, że obrazy już były, już istniały pod moimi powiekami. ludzie z zespołemd. już w zasadzie prawiedorośli (moja Hanka ma 20lat) nie mają wielu możliwości. ale to było bardzo urocze. i reżysersko dopracowane. sama przyjemność w patrzeniu na nich. i czytaniu przesłania ze sceny.

Spotkania z moimi aktorkami, uczennicami...czułe i wzruszające...

i z ich rodzicami:-) 

:

- czekam na taki czas, że Aga zmądrzeje, jak Ty też odpuści(mówi mąż Aga)... skupi się tylko na jednej rzeczy, na teatrze... z przyjemnością czytam Twoje wpisy, obserwuję Was oboje na Fb ... też tak chcę...żyć.

*

Skończyliśmy "konie kulawe i skończyliśmy też "Matki pingwinów i teraz delektujem się "Mroczną materią. wszedł kolejny sezon na applach. 

Słucham Milewy, żony Einsteina. no i powoli wyłania się taki sobie obraz geniusza. przemocowca, kłamcy, bawidamka. złodzieja...

I wychodzi mi w tych różnych życiorysach geniuszy, artystów, badaczy, malarzy ... że to po prostu ludzie byli z nałogami. a już faceci, to bezkarnie korzystali z systemu i warunków tamtego świata, który ograniczał i poniżał kobiety. Rozumiem to dobrze. ale trudno mi, bo złapałam się na wizerunek fajnego, łobuzerskiego, rozczochranego dziadka z wywalonym jęzorem. a tymczasem każdy ma ciemną stronę.

Skończyłam Milvę, sprawdziłam ważne fakty z jego życia. dostępne w sieci artykuły. no cusz.

Przeszłam na inną lekturę.

*

 Prawdą jest twierdzenie, że aby odciągnąć uwagę od chorej duszy należy wbić kolec w stopę. a najlepiej w samo serce.

**

Pozwoliłam sobie na rozpacz z powodu Maniusia, z powodu podjętej decyzji...którą musieliśmy podjąć. w poniedziałek po beznadziejnych wieściach telefonicznych, że dializowanie nic nie daje... podjęliśmy decyzję, żeby go jeszcze przywieść do domu. ale błyskawicznie zrozumieliśmy, że nie był to dobry pomysł, że jest w gorszym stanie, niż był przed szpitalem a jego przewracanie, się czołganie i czasem płacz... chcieliśmy dobrze. dom kochał i własne podwórko i nigdy go z domu nigdzie nie wywoziliśmy, za wyjątkiem lecznicy. nie chciałam, żeby tam umierał.

cała noc była czuwaniem. Naczelnik spał na kanapie w kominkowym, nosiłam go na rękach, stawialiśmy go na trawie, w kuwecie, a on głównie wzdychał i patrzył na nas. czasem bardziej świadomie, czasem mniej. chciał wychodzić, chciał po schodach do sypialni.

chciał, bardzo chciał ale już nie mógł. w aucie rozglądał się przytomnie, w lecznicy przytulał. patrzył mi w oczy.

potem nastąpił u mnie dwudniowy stupor w domu. płacz. smutek. i nagle zrobiło się tak cicho. 

prałam wszystkie koce, chodniki. 

w środę sprzątałam dół domu. żeby pozbyć się zapachu. 

Zostawiam sobie pamiątki po naszych zwierzętach, które odeszły. po Maniusiu zostawiłam pudełko na leki.

*

do pracy wracam dziś. 


wtorek, 27 października 2026

Maniuś, Dorszu, Maniana, Maniutek.


Maniuś 2009 - 2026 października 27, godzina 11.42



ostatnie dwa lata, kiedy już chorował ale ostatniego zdjęcia mu nie zrobiłam...
do końca był ura bura. SZEF
.
.
.
dlatego nie mogłam patrzeć, jak się czołga po podłodze. 







😭😭😭😭

niedziela, 25 października 2026

Mgliste Trudne lekcje? Dziękuję nasram.

    "Trudne chwile, to lekcje, które przechodzą... tak mi napisała jedna pani na karteczce. 

[noż kurwa nie do końca jestem taka pewna, że to lekcje, a jeśli już to czego? pokory? panowania nad wkurwem? nad morderczą chęcią urwania łba przy samej dupie bezczelowi?]   

Wolałabym nie odbębniać takich "lekcji" ale skoro los tak chce:-)  to proszę bardzo.

Dla mnie, to raczej niekończąca się historia 🙈o ludzkiej zachłanności i głupocie oraz o pysze, która niektórym podpowiada, że są zajebiści i potrafią manipulować, jak chcą, kim chcą i kiedy chcą. Zabawa w chowanego, prawda czy wyzwanie. zabawa w naruszanie granic. i przesuwanie granic, jak jesienią. jesień sprzyja porządkowaniu spraw, napisała Margo. jesień za chwilę osadzi nas w domu na dłużej. druty moje czekają z zaczętym czymś. ale ogród jeszcze nie skończony, jeszcze czekam na czas bez wiatru. bo nadal ciepło choć dziś pada ale przede wszystkim wieje. Wiatru nie lubię, przenika mnie do szpiku, wtedy nigdy nie jest mi ciepło. 

Skapywanie dnia bym potrzebowała na ostudzenie emocji, nie fajerwerków. tymczasem u mnie kompatybilnie z tymi wichurami za oknem, z szarpaniem drzew, wirowaniem liści. 

Wszystko przemija. na szczęście i na nieszczęście. zależy jak patrzymy. To dzieje się równolegle. 

 

*

 Czwartek ciężki. ale już wiemy więcej. Maniuś zostaje w szpitalu, na dializie. paradoksalnie brak wiadomości od veta, jest dobrą wiadomością, wysiadły mu nerki, na ile i czy da się go uratować dopiero się zobaczy, przy drugich wynikach z krwi. Stabilizują go. płuczą powoli, gdyż ma chore serce i nie mogą tego w żaden sposób przyspieszyć. na godzinę przed zamknięciem kociego szpitala jedziemy oboje, przytulamy, głaszczemy i widzimy, że Maniuś nadal słaby ... zostawiamy biedaka. Ile to potrwa? nie wiadomo, może i tydzień. 

Czy wróci do domu z kolejnymi lekami do końca życia, czy już nie wróci. to jest dla nas dziś największy emocjonalny dramat.

[w efekcie znaczącego braku poprawy na łikend został w szpitalu. przykro mi i pusto.]

Sprawy służbowe załatwiam bez większych emocji. ot, załatwiam. i podejmuje decyzje. grunt to konsekwencja. powtarzam sobie. i powoli, konsekwentnie. pomimo wrzasków. histeryczek i oporników podnóżków. poza systemem się kontaktuję i ustawiam drugi skład. 

Czy mnie to jakoś przejmuje szczególnie. no nie szczególnie. i nie przejmuje, tak do spodu. robię co trzeba robić. 

Nie poszłam do teatru na inaugurację festiwalu. miałam ważniejsze sprawy w głowie i w działaniu. 

Za to spotkanie z moimi Babami w piątek było bardzo udane. spuszczam parę. dobrze jest się pośmiać. powspominać i dobrze jest się komuś wygadać. zasięgnąć opinii bliskich osób. dawno się w takim gronie nie widziałyśmy. obietnice częstszych spotkań złożone.

 Za tydzień kolejne Baby i kolejne spotkanie. rozmowy, ustalenia. zbieranie informacji. dzielenie się kłopotami i planami.

przyszedł czas na towarzyskie zaległości...

Nadeszła Sobota i z powodu tygodniowego zmielenia kompletnie przebimbana została. nie miałam siły, byłam niewyspana i wszystko mnie bolało. jedynie pranie...

Dziś teatr w planach. wczoraj zadzwonili, że chyba sobie żartuję...że mam się pojawić. że czekają.

pojedziemy więc.

dzisiejsze zabiegi kosmetyczne przesunęłam, nie chciało mi się ani ogarniać domu ani ani...jakoś mi sie dobrze spało do dziewiątej starego czasu. 

ta zmiana czasu jest wygodna ale znów kłopot z Ciri, znów musimy jej mieszać w rymie dobowym. i ja jestem skołowana. 

*

Do takiego pięknego domku zostałam zaproszona w razie spektaklu w terenie. domku artystów. muzyków. Pani domu twierdzi, że wzorowała się na naszej chałupie :-) miło mi bardzo. 


wucet w stylu meksykańskim

mnie zauroczył i rozbawił bo przywołał nasze szaleństwa studenckie w pewnej meksykańskiej knajpie 🙈😃😅



otwarty dół z kuchnią

ale prawdziwym sztosem są kafelki w kuchni😂😂😂
tematycznie powiązane. z muzyką.
Byłam zachwycona












Pigead Oconnor  w swym spektakularnym geście, zwłaszcza.



piątek, 23 października 2026

2.Zchody na zachodniej Rodos. Kamiros

 czas kończyć wycieczkę po Zachodniej Rodos.


... i szukaliśmy winiarni, żeby spróbować i kupić flaszki do domu. W jednym z miasteczek, była profesjonalna i całkiem spora ale już zamknięta. więc zasiedliśmy w mniejszej i też było sympatycznie. Próbowałam różnych win, Pani lała szczodrze...hehe. dawała smakowite własnoręcznie dziergane przegryzki a to oliwki a to sery a to prosciutto...ale najpiękniejsze było to, że trafiłam na Malwazję, nieco zmieszaną ale jednak. kupiliśmy jedno czerwone bardzo kwalitne wino i kilka białych. Przyjaciele też, nooo pani była zadowolona. 
Naczelnik dostał znów w nagrodę bimber...japierdykam. 


no i pognaliśmy niespiesznie na zachód słońca w Pompejach. bardzo też zadowoleni 🫣

KAMIROS o zachodzie słońca smakuje najlepiej. TU.










Po zwiedzaniu zjechaliśmy serpentynami nad morze i obserwowaliśmy, jak czerwona kula znika na naszych oczach. za wyspą :-) najpierw a potem za horyzontem.
a potem w aucie śpiewał Zorba :-) gdy wracaliśmy do hotelu.
Następnego ostatniego już dnia, mieliśmy zaplanowaną motorówę i opłynięcie wyspy.





cdn czyli część ostatnia.

czwartek, 22 października 2026

o wytrącaniu...oraz kiedy to się stało?

 13 kwietnia 2012 roku przeniosłam się tutaj. 

kiedy to się stało? że już tyle lat minęło?

a teraz przestaje mi się podobać ten burdel oraz sztuczna, która miesza dodatkowo. Tamtego kwietnia były młode koty Maniuś i Edzio oraz stary kot Idiota. dziś został już tylko Maniek z tego towarzystwa i ... dziś dowiemy się czy i jego czas nie przyszedł.

*

z cyklu Przeplataniec: sprawy załatwiane i do załatwienia:

Wiercenia przebiegły sprawnie, bez porażenia prądem, co w naszym małym fułaje jest wyczynem nie lada. wszędzie biegną jakieś kable, przewody w ścianach...wszędzie bzyczy, odbicia paraliżują, podejmujemy ryzyko i udaje się. wszystko co zaplanowałam na tenczas wisi lub będzie wisiało: plakaty teatralne, wydarzenia ważniejsze w teatrze, udział w festiwalach. zdjęcia ze spektakli. ale jeszcze sporo zostało. to potem przy następnym zrywie. który przyjdzie na wiosnę. i pójdzie z górki. 

Trwają negocjacje z teatrem, który ma u nas gościć w listopadzie. 

ja wybieram się dziś i w sobotę oraz niedzielę na spektakle i koncerty. w piątek się nie wybieram, gdyż mam spotkanie przyjacielskie w teatrze. przyjdą Moje Baby. Pogadamy i pomogą w podejmowaniu decyzji. kolejne moje baby zapowiadają się na następny piątek... 

Wtorkowa joga była bardzo bolesna dla mnie. ale za to jaka potrzebna. nadal wożę przyjaciółkę na praktykę i potem do domu wioskę dalej. wycięłam w jej ogrodzie dorodne hortensje do zasuszenia w kolorze limonkowo fioletowym. 

do domu i teatru. Pięknie wyglądają w wazonach.

Nie mam głowy do helołinów w tym roku. na razie wystawiłam dwie ceramiczne dynie i tyle. nie wiem czy będę kupowała prawdziwe. robiłam to zawsze, bo mieliśmy konkurs wokalny w październiku/listopadzie. dynie stały i stały a potem je wywalaliśmy...

Nie mam głowy do niczego poza tym do czego akurat mam głowę. 

Poza tym byłam wkurzona, bo nic nie idzie tak jak powinno. nie tak  jak sobie zaplanowałam. Na wkurwie zazwyczaj robię dużo pożytecznych rzeczy. ale już przeszłam do kolejnego etapu zimnego wyrachowania i planowania oraz układania klocków na zgliszczach :-))

Teraz dopiero widzę z perspektywy, po fakcie, ile mam w sobie cierpliwości do ludzi. i jak trzymam się swoich zasad, pomimo kilku nerwowych sytuacji. i tak się toczyłam i nadal toczę emocjonalnie wykończona, z rozpędu. planując kolejne kroki, układając scenariusze ale nie mam już siły, widzę, jak kula zaczyna wytracać prędkość. ale czy wszystko trzeba zrobić teraz?

niemniej cały czas Czuję wewnętrzny przymus na robienie generalnych porządków. Dostałam zielone światło i nieoczekiwanie sytuacja się odmieniła na moją korzyść. jako dyrekcji cyrku w budowie. 

*

i jak to w życiu że się przeplata. : z MJ dobrze jest, po Dopplerze a nawet bardzo dobrze i czekamy na wynik TK. 

.

.

za to kotManiek siedemnastoletni kot, gwałtownie nam osłabł, i bardzo z nim źle. wysiadły mu nerki. zatruty cały organizm. od wczoraj go płuczą w lecznicy...został na noc, badania kompleksowe, diagnostyka... przed nami dziś ciężki dzień. być może dzień decyzji. nie jest łatwo ...

[po cichu tak sobie myślę, że w porę nie zareagowałam, jak nigdy wcześniej i wiem, że to przez jednego gnojka i mu tego nie zapomnę]

taka to chujowa jesień tego roku.

**

Kończę Enerlich i ...nooo taka Kalicińska, czytanka na bardzo słabe dni. chyba po więcej nie sięgnę. za to oczywiście A. M. Buczek, jako lektorka i tym razem podeszła mi bardzo. i jak zwykle w takich okolicznościach wyjęłam na półkę inne książki, które czyta.

I zaczynam "Panią Einstein" Marie Benedict.

Dziś dzień mglisty, więc spałam dobrze. 

gdzieś pomiędzy deszczem, który nadciąga muszę pozbierać pigwę.

wczoraj skończyliśmy "Kulawe konie. dobry serial idzie, jak po maśle.

dziś zaplanowane "Matki pingwinów :-) super.

***

Pisanie codziennie, prawie, ale publiczne, to nie jest pisanie dziennika do szuflady a potem wydanie tych dzienników, po latach i częściowym wylizaniu. a już gęstniejący chłód emocjonalny w takim dzienniku, to może być mało atrakcyjne. dla odbiorców publicznych.

[Za wyjątkiem kilku frustratów, którzy żyją nudno i ubogo i dlatego nurzają się w cudzych emocjach i najczęściej mają swoje chujowe zdanie o tym w czym się zapalczywie nurzają, Takie Upośledzenie. Margo twierdzi że można coś z tym zrobić prawnie, gdy się już cierpliwość skończy].


wtorek, 20 października 2026

jestem dla siebie najważniejsza.

 Na pierwszą pozycję w ostatniej prawie prostej wysforował się fiat ducato, używany(cena spada) ale w bardzo dobrej tapicerce, i rozmiarach. oraz przyjaznemu rozkładowi.

no to się skupiamy. na sprawach istotnych. na ile mogę skończę w październiku etap porządkowy a nawet jak nie, to mam dosyć. natenczas. od połowy listopada szlusss i fistaszki. letka spinka w grudniu ale taka przyjemna. 

[do chłodu emocjonalnego przywyknę przecież. nie ma co bić piany.]

sytuacja z MJ dobiła pointe deską w kwestii spieszcie się realizować marzenia, spełniać życie, żyć, cieszyć życiem bo tak szybko przemija ;-)


Wczoraj jeszcze kontynuowałam oprawianie, nie wszystko poszło zgodnie z planem, nie wszystko oprawiłam a dziś pierwsze wiercenia. i to dopiero początek...  będą następne jutro ...i następne po jutrze. zamówiliśmy epoksyd i grunt. drzwi do wc ozdabiają się plastycznie. 

(oraz muszę się udzielać kulturalnie w regionie i szukać ludzi do współpracy. a nawet pracy :-)

także najpierw jeden festiwal, potem drugi...uch porzygam się tym teatrem. 

Kończę czytać jeszcze coś innego, tak trochę wskoczyłam w trakcie czytania innych pozycji, na chwilkę i zostałam, bo mnie uspakaja i akurat mam podobnie w robocie. hmm.

"Prowincja pełna marzeń. Enerlich. se pyka w tle.

owszem dostrajam czytanki, muzykę i działania do sytuacji i nastroju. w apllach "Kulawe konie wczoraj rozpoczęliśmy...tęskniłam.

Za oknem kapie. dziś sennie ale ciepło, że spałam jak suseł. ciśnienie zapewne pełga. bursztyn bursztyniarzy robi w wała. i w nocy i srana.

ale woda w Bałtyku podobno ciepła. nad ranem u nas już poniżej 5ciu. jutro gdy aura pozwoli kopcuję kwiaty i trawy. nie ma co czekać. zaraz przymrozki. 


poniedziałek, 19 października 2026

sens życia.

 od razu mam skojarzenie z Monty Pythonem :-))))

Trudne te pytania o sens życia nam się porobiły. Prawdopodobnie zaprzęgnięci w kierat życia, każdy jakiś ma, odciągamy się od myśli ponurych. nieprzyjemnych i destrukcyjnych. 

bo jaki jest sens? szarpania się po to, żeby finalnie zgnić w ziemi. czy w ogóle warto się szarpać? 

Jedni zaczynają zmieniać optykę patrzenia na swoje życie wraz z wiekiem i doświadczeniami, chorobą, inni uciekają w pracę, obowiązki i rodzinę wzorem przodków a jeszcze inni wyciskają je jak cytrynę w innych obszarach uciekając przed myślami o wiecznej pustce.  brrrr.

Byleby nie zostać samotnie oko w oko z tą czarną dziurą, która nas czeka, bo przecież wszyscy przeminiemy. ..😰


Coraz częściej, gdy mnie coś dopadnie niefajnego, myślę, jak to się ma do wieczności w pustce i po co mi to szarpanie, gdy czas można spędzać przyjemnie, twórczo i wykorzystywać głównie dla siebie. 

przewartościowuję sobie to życie każdego dnia, tylko teraz ten proces przyspieszył. 

Takie oto oczywistości mi przychodzą do głowy od rana. może żeby odciągnąć uwagę od spraw służbowych :-) 

Wczoraj była całodniowa laba. 

choć może nie całkowita, odkurzanie i pranie. a podłoga nadal niedokończona w kominkowym. uch. 

Skończyliśmy serial "Lucky. Zaczęliśmy sobie nowy sześcioodcinkowy "Legendy, z 2026. Netflix. no i dobry.

W ogrodzie usypaliśmy kopczyki z jabłek pod rododendronami i hortensjami. 

Naczelnik zdobył kolejne medale w zawodach strzeleckich. 

Długa rozmowa z MJ przed jej dzisiejszymi badaniami. 

Nadal monitorujemy rynek kamperów, coraz ciekawsze propozycje odkopujemy a my znajdujemy coraz więcej powodów do zakupu. 

Także w kontekście tej przeklętej dziury, trzeba robić rzeczy nowe, spełniać zachcianki, próbować wszystkiego na co mamy ochotę.

Może od dziś koniec z planowaniem. koniec z szarpaniem się i z robotą ponad miarę. 

Poza tym rzeczywiście okazuje się, że pewne legendy z cyklu : wszystko jest po coś i że z każdej sytuacji można coś wycisnąć dla siebie i się czegoś nauczyć, okazują się zwyczajnie prawdą 😁

Pozornie cios może okazać się bolesny tylko na początku, przez zaskoczenie. a potem nagle Eureka, i Ulga. Nagle procedury rozwiązują nam sytuację. Otrzepujemy się z fałszywych przyjaźni. i po sprawie. a procedury zdejmują z nas odpowiedzialność. z którą, jak się okazuje, szarpaliśmy się latami. bo byliśmy naiwni?

i po sprawie...


niedziela, 18 października 2026

z jednej strony podziwiam Dżolin a z drugiej jej nienawidzę...

 "Nasz mózg jednak nadal korzysta ze starych, ewolucyjnych skryptów. Kiedy widzimy cudze powodzenie (bardzo mocno podbijane dziś przez algorytmy mediów społecznościowych), prymitywne struktury mózgu odczytują to jako zagrożenie dla własnego statusu, wywołując frustrację i chęć ściągnięcia kogoś "w dół".

Sugerowanie, że mnie ekscytuje/czerpię przyjemność/ podkurwianie zawistników, jest sugestią nieprawdziwą. podkurwianie świadome dokładnie znaczy tyle, że wreszcie mam świadomość, że kogoś mogę podkurwiać zwyczajnie ciesząc się z mojego życia. tyle. oraz że nie mam zamiaru niczego umniejszać, czy pompować/no może trochę /jest jak jest. a że to ością w gardle oraz, że się to komuś innemu należy. bardziej. no cusz. niech się postara i włoży wysiłek we własny rozwój a nie siedzi na wersalce i knuje, jak tu dopierdolić. przypierdolić. wykorzystać. oraz dziamga na wszystkich. zawistnik jeden. 

Przypominam też uprzejmnie, że blog jest podkręcany literacko i proszę tej lektury nie traktować, jak konfesjonału i nie wymagać po literce, jak przekładu Lalki jeden do jednego, w kinie.

*

Byliśmy więc na spektaklu młodych ludzi. studentów, którzy boją się dorosłości, co będzie dalej ? jak to będzie ? nie chcą żyć, jak dorośli ale jednocześnie nie mają propozycji własnych. buntują się ale jakoś tak niemrawo. i grzecznie. generalnie są wiotcy. szarpani i trudno się oderwać od cycka. ciemno wszędzie głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie.

Technicznie też się zrobiła jakaś katastrofa. wysiadły światła na rampie, także dostawaliśmy trupioniebieskim po oczach. a młody człowiek z gitarą fałszował, jak cholera. może strun nie widział?

Przypominają mi się wszystkie amerykańskie filmy, seriale, jak to wyglądają teatry studenckie egzaltowane i offowe dramatycznie chujowe, ostatnio chyba widziałam to zjawisko w serialu "Cztery pory roku. Netfix. 😂

Nie ma jednak tego złego, poszliśmy do wiejskiej restauracji z przyjaciółmi. i zjedliśmy naPrawdę dobry obiad. przed wszystkim ogromne porcje. ale też smaczne wszystko i świeże. wypiliśmy herbatę zimową.  i kieliszek wina. 

w sumie bardzo sympatyczny dzień. 


sobota, 17 października 2026

zawiść i thrill-seeking addiction.

Całkiem niedawno Tablica Odjazdów pisała o zawiści : Zawiść to chyba jedno z najgorszych uczuć jakie w ogóle są, nie dość, że jest bardzo destrukcyjna, o wiele bardziej niż gniew, to często jeszcze mniej uświadomiona i w ogóle nie da jej się pozbyć tak łatwo jak gniewu. Aktywna zawiść niszczy przyjaźń, miłość, dobre relacje z ludźmi i zadowolenie z życia. ..

 od jakiegoś czasu, to obserwuję. aktywną zawiść w czystej żywej postaci podwójnej nawet😲 i co tu zrobić? 

i coś co mi się jeszcze zgadza : Zawiść bardzo często się ubiera w szaty walki o równość i sprawiedliwość – jak w Rewolucji Francuskiej– gdzie tak naprawdę chodzi o to, żeby ściąć im głowę.

[w sumie cała horda aktywistek wszelkiej maści tak ma. ma DDA. lub ADHD. Teksty, że "napluje komuś w pysk" bo ... miała rację. i uważa się za bohaterkę🙈w swoim własnym domu.]

Gniew ogarniał mnie wielokrotnie w życiu. ostatnio byłam zdrowo wkurwiona w czasie rządów pisdzielców. ale zawiść? chyba nigdy nie doświadczyłam tego uczucia...

Bywam zazdrosna o ludzi, bo tylko relacje mają/miały w moim życiu znaczenie, a nie posiadanie dóbr. czy stanowisk. i tu jednak się zmienia. Ostatnio przemyślałam sprawę, że ludzie mnie Rozczarowują. coraz częściej, i nudzą odgrywaniem teatrzyku wkoło tego samego. w sumie te same sytuacje, dramaty tylko aktorzy się zmieniają. więc chyba czas przerzucić się na dobra materialne. (zawistnicy są wśród nas, Normalnie stadami ;-)

Nie karmię się tymi zdarzeniami negatywnie. śpię dobrze ale krótko. a nawet mam sny. na fb wrzucam same fajne posty ... nie wytrąca mnie to z równowagi. nie mazgaje się. nawet nie wkurwiam. 

Delektuje się podkurwianiem zawistników. tak, podkurwiam ich świadomie. niech ja też mam z tego fan. niech mi adrenalina szybuje. 

Karmię swoje uzależnienie. tak w ogóle to świadomie. zamieniam dotychczasowe ryzykowne sytuacje na mniej ryzykowne ale dające poczucie ulgi. no chyba, że mnie ktoś sprowokuje. gram w te grę do czasu. aż mi się znudzi albo poczuje się zmęczona. albo mam inne plany. ale najczęściej już mi sie nie chce...

* 

Czytam o ludziach, niechcący wynoszących drobiazgi ze sklepu w kieszeniach, bez zapłaty, bo zapomnieli. a ja pamiętam, jak znana mi osoba pracująca ze studentami, w ramach podniesienia sobie adrenaliny, oraz szlifowania charakteru ukradła z Ikei na moich oczach kota drewnianego w paski, który mi się podobał...i mam go do dziś.

*

W czwartek byliśmy na pogrzebie świeckim, i ...załamałam się. może jak ochłonę, to coś więcej napiszę. w każdym razie 1,5 godziny stania i słuchania upajania się własnym głosem pana prowadzącego ceremonię. 🙈

*

W teatrze przyszedł czas na kolejny krok. WYSTRÓJ. Bar został przygotowany do malowania i zbieramy roślinność, żeby zalać ją żywicą epoksydową. We fułaje malowanie drzwi, szafy i wieszanie plakatów teatralnych. ..potem sala widowiskowa i na końcu ja. bo u mnie właśnie trwa epopeja papierzana. 

ps

chyba już stara jestem, skoro zauważam powtarzalność. sekwencje układają się tendencyjnie. i wiem co nastąpi.

aż mnie korci, żeby wykoleić ten pociąg.

*

Skończyłam z jednym Marcelem - Mossem, drugiego Prousta podsłuchuję ale mnie usypia. Poza tym zaczęłam Matyldę. Shelley. czyta AM Buczek, którą bardzo lubię dzięki Bator, no i skoro o Bator mowa, to zaczęłam. W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski. 

*

Wyłączyliśmy grzanie wczoraj. jest w okolicach dwudziestu stopni. dom się wietrzy. Dziś w planach festiwal teatralny a w listopadzie Scena wolności czyli sporo spektakli tu na miejscu, już bukuje bilety.

czwartek, 15 października 2026

Ja się chciałam napić tylko...

 Przestałam być aktywistką już jakiś czas temu. i mam teraz tak, jak poniżej Środkowa na rysunku 😃 Jesooo ja się chciałam tylko napić. bez zbawiania świata, polityki i bez pierdolenia o sprawach istotnych i bez tego zadęcia, że och och och i ach ach ach. 

że równouprawnienie, że dziaderski świat, że i w ogóle. bo nie mam już na to siły i ochoty, i czasu i przestrzeni. nie mam energii, żeby marnotrawić na wszelkie bolączki światatego. 


*

Ku mojej wewnętrznej radości w środę nie robiłam nic poniewierającego. same przyjemne: czytałam, pisałam, prałam, podlewałam, wymyłam malutki kawałek podłogi...oglądałam serial przy którym posypiałam w sypialni. jadłam, rozmawiałam, spacerowałam z Ciri. a ogród nadal czeka.

[odpoczynek byłby już całkiem słodki, gdyby nie uwierało. w głowie. dziś kolejny mail służbowy. no trudno. mozolnie z klasą i spokojem ustawiam te klocki. dając sobie czas na reakcje] 

Codziennie dzwonię do MJ i oczywiście jest bardzo dobrze :) po ogarnięciu leków. Moja diagnoza się sprawdziła. czekamy na badania. idąc za ciosem. wszystkie. choć wyniki z krwi wykazały, że MJ jest zdrowa jak kuń. od dawna mam teorię, że matkę pokona nieistniejąca choroba. ale wcześniej, to ona mnie wykończy. No ale uspokoiłam się, że na narty pojedziemy do Włoch, bo już zaliczka wpłacona a może i do tego czasu odbiorę wczasy pod gruszą jeszcze w tym roku....

[choć sieć pajęcza przeróżnych wizyt lekarskich MJ oplotła październik i listopad, że nie wciśniemy 12 dniowego wypadu. pozostaje grudzień w afryce. albo w kamperze]]]

*

Kamper, taaak gęsto rozmawiamy w temacie, że mi się kampery śnią po nocach. Naczelnik przekonuje, ja oponuje. i też przekonuje. choć coraz słabiej ...

Ja chcę nowego kamperwana od GiottiVan  i że dołożymy brakujące w kredycie, bo nie mamy żadnego. stać nas. 

Naczelnik chce kampera używanego ponad siedmiometrowego, z uprawnieniami kierowcy ciężarówki, (które, jako jedyny w okolicy posiada), w cenie domu w Kalabrii. Wygodnego. ponad miarę. nie wiem co mu się stało?? że nagle duża kanapa ma znaczenie, duża łazienka z prysznicem, wygodne łóżko, dużo przestrzeni. Możliwość spędzania czasu w kamperze, gdy na zewnątrz zimno, leje lub zima.

Oczywiście Pamiętam, doskonale naszą wyprawę na Lofoty przez Kirunę, Narwik, koło podbiegunowe, Arktykę... tym cholernym kurduplem z namiotem na dachu. Kalifornią 🙈która to wyprawa była Piękna i Wyjątkowa ale nas zmiotła fizycznie i chorobowo.

Rozchorowaliśmy się finalnie, Oczywiście z powodu piękna, które nas otaczało Zewsząd. zupełnie nie z powodu niewygody, i zimna grożącego zwianiem namiotu z dachu pewnej nocy na campingu nad Morzem Norweskim na Lofotach. Wracałam po raz pierwszy zasmarkana z gorączką z wyprawy, fakt, że prawie trzytygodniowej.  

Bajdełej Wróciłam z przytupem do języków. wszystkich czterech. z naciskiem na angielski i włoski. 

* pokaż, że nie jesteś robotem, zaznacz okienko z kamperem ;-)