wtorek, 25 sierpnia 2026

We give a fuck.

Świat się toczy i telepie, straszą wojną i obchodzą rocznice  a ja a my w totalnym oderwaniu. w procesie sztuki absolutnej. W radości, przetwarzaniu i oparach absurdu i alkoholu. 

Za tym tęskniłam bardzo. 

Znam ten spektakl bardzo dobrze ale i tak mnie trzepie. może właśnie dlatego. Pieśni zwłaszcza. Wolałam wersję z pierwszą ekipą. A teraz mały chłopak mówi : nie rusza mnie, że pięćdziesiąt procent narodu mówi, że nie jestem człowiekiem.  

I strzał. Między oczy.

[Czy ja dobrze odczytałam, że różnica pokoleniowa jest aż tak ogromna. no jest jest i jeszcze się tutaj o tym zająknę] 

Bo ja też tak twierdzę, obserwuję, potwierdzam, że tak. Oni mają jednak bardziej w dupie. Dokoła zresztą same dopochrony. Rodzice, szkoła, banda psychologów, prawo...a samobójstw jakby więcej.

We give a fuck.

Dawno nie spaliśmy w takim hotelu. I pomyśleć, że kiedyś to był luksus. Obogowie. festiwalowy ofkors.

W sobotę kolejny dzień festiwalu. I kolejny świetny spektakl "Sen nocy letniej. Uśmiałam się prawdziwie. I serdecznie. a że ludu się nalazło, to siedzieliśmy na scenie. i potem tyłki nas bolały. i ekhm wstać nie mogliśmy. 



i znów posiadówy i balety do rana. Trzeźwości nie utrzymałam ale trzeźwy umysł owszem.
Niedosypiam. 

W niedzielę gęsto : pan Jan Peszek



się pan Jan zakamuflował. czapeczka, dresik, parasolka. przycupnął na ławeczce za nami.





Najpierw się przygotowywał z drabiną i rekwizytami a potem zagrał.  I to pięknie zagrał a ja niezwykle lubię ten wiecznie aktualny spektakl.

I mam z nim wspomnienie niezwykle silne i radosne, otóż dawno temu na festiwalu w jakimś mieście, graliśmy "Miedzy dzieckiem a dzieckiem i oczywiście na scenie stała ogromna drabina i była balia z wodą i szmaty i jedna biała szmata...
a tuż po nas owszem zagrał pan Jan😂😂😂 z podobnymi rekwizytami. no i wiadomo kto śmiał się najgłośniej w trakcie jego "Scenariusza dla aktora nieistniejącego .... a potem sobie bardzo fajnie porozmawialiśmy.

Tymczasem zgarnęliśmy pana Jana, po jego spektaklu, na spektakl dwóch takich co ukradli nasze serca :
Jeden Włoch z pochodzenia, drugi sefardyjski Żyd, prawdopodobnie, artystycznie się spełniają w Norwegii. przyjechali tą przyczepą ze sztucznymi kwiatkami😂i narobili zamieszania. itojakiego. 




znęcając się nad widownią, balansowali na krawędzi :-)

Wyskoczyliśmy do znajomych oglądać dom na wsi, zamiast na kolację, zjedliśmy pyszne ciasto, wypiliśmy herbatę malinową, pogłaskaliśmy psa Grandę i wróciliśmy na koncert Antoniny K. z perłowej łodzi.


owszem nadal lubię jej stylówę ale już mnie nie rusza, i nie uważam tego za magię. od przerobienia rządów pisdzielców, niczego co mi sie kojarzy z kościółkiem katolskim nie uważam za magiczne, tylko chujowe. 

(zdjęcia moje, Naczelnika i gospodarzy)

No i znów rozmowy po koncercie, tylko tym razem już nieco szerszy zasięg. nie tylko o teatrze, sztuce, historiach przykrych i nieprzykrych. o przeszłości ale i o przyszłości.

gorzki post mi się szykuje też. 

Refleksje, podsumowania, wizje bez teatru, z teatrem. nie mogę się zdecydować.

Nadal tkwię w tym świecie odrealnionym. z ogromną przyjemnością. I wiem przecież, że jedyną liną cumowniczą, która mnie ściągała w dół Była placówka.

i trzeba wracać, bo rada końcowa, się szykuje 🤮i mus przeciąć line.

 

sobota, 22 sierpnia 2026

Kurdypiełki zafągane.







Dojechaliśmy na ostatni moment. Za pięć minut spektakl.  Gra nowa młoda ekipa. Pierwszy raz widzimy spektakl w Rampie. Potem spotkania z dawno nie widzianymi ludźmi. Rozmowy w noc. Koncert Dikandy.  Istna Wieża Babel. Gwar międzynarodowy. Języki Do wyboru do koloru.

Mocne przyjacielskie uściski. Wzruszenie i radość. Co u was słychać ?

Potańcówka. Picie toastów. Młody Szkot "umiera od bimbru. Adela też No quiero. Ale pozostali owszem Me gusta. 

Nie piję, chcę na trzeźwo to przeżywać. Nie uronić ani kropli. Żadnej rozmowy, żadnej sytuacji. Zdarzenia.  




Zyta.


zwana Ziutą.



Nie piję, chcę na trzeźwo to przeżywać. Nie uronić ani kropli. Ni uścisku.

piątek, 21 sierpnia 2026

1. Zachodnia wyspa Rodos. Prasonisi

 W sobotę wypożyczyliśmy auto, znaczy Naczelnik załatwiał wszystkie formalności w piątek, podrzucał możliwości wynajmu innym uczestnikom naszej wycieczki.  nikt inny nie skorzystał. ale podobno wszyscy chcieli i znów się narobiło ...

[a moturem, to nikt się nie zainteresował i nikt nie pytał czy było fajnie, i gdzie byliśmy ;]

Wstaliśmy tylko nieco wcześniej, zjedliśmy śniadanko i ziuuu na objazd wyspy, po jej zachodniej stronie. Zaczęliśmy od Zatoki A. Quinna, do punktu widokowego. Gdyż rozpoczęliśmy tę część wyprawy, gdzie widoki będę spektakularne. 

Nie chciało nam się dygać w ukropie do Antoniego. i słusznie. A historia jest ładna, otóż państwo Greckie odwdzięczyło się aktorowi za "Greka Zorbę i darowało mu te zatokę ale przyszli komuniści i zabrali...Rodos przeżywało biedę i załamanie gospodarcze, potrzeba było dopływu gotówki, na przykład z turystyki. i wtedy bogacz, Grek z pochodzenia, Onasis, wymyślił, że jego przyjaciele z Hollywood pomogą i nakręcono "Działa Navarony. z gwiazdorską obsadą i pomogło.  



Już pierwszego dnia po przylocie grupka naszych poszła tam,  na piechotę z hotelu, bo mapy googla mówiły, że przeważnie po płaskim...😂😂😂
wrócili a niektórzy ledwo żywi(ukrop, w pełnym słońcu o 12ej w południe, przeważnie pod górkę i to stromo), więc hasło : Przeważnie po płaskim, stało się lajt motivem wycieczki. 

Następnego dnia Naczelnik obstalował motorówę i jeszcze wpłynęliśmy w te zatokę.

["Działa Navarony" : Sceny przedstawiające fortecę były kręcone w jednej z zatok (zatoka Quinna) na wyspie Rodos, nazwanej później na cześć jednego z aktorów grających w filmie[3]. Skała zamykająca zatokę po dodaniu efektów specjalnych stała się miejscem, w którym znajdowała się działobitnia.]



Tymczasem my jedziemy dalej, ku cyplowi. gdzie dwa morza składają sobie pocałunek :-)

Prasonissi oddziela Morze Egejskie od Morza Śródziemnego. Podczas lata, gdy poziom wody jest odpowiednio niski, Prasonisi jest półwyspem, gdy w sezonie zimowym przesmyk zalewany jest przez fale.


Widocznie my byliśmy w sezonie zimowym, bo jak uwieczniłam na poniższych zdjęciach, nie ma przesmyku...czyli wyspa.
ale plaża nas zachwyciła. Ogromna. Z prawej falujące Morze Egejskie, pełne 
kajtów i w nim się chłopaki wyczochrali a my miałyśmy pilling, że hoho.
A potem przeszliśmy na lewą stronę do spokojnej tafli Morza Śródziemnego :-) Albo wszystko z tymi morzami odwrotnie, już straciłam rozeznanie :-))) bo takie rzeczy czytam w internetach, że już nie mam pewności, co sama widziałam. 
 Ogólnie raj dla fanów windsurfingu i kitesurfingu. miejsce niezwykłe.



Pojechaliśmy dalej wzdłuż Morza Egejskiego o trzech kolorach i dziesiątkach wysp Dodekanezu.. Taką właśnie drogą wzdłuż wybrzeża a potem  pomiędzy górami, och.





I w górach Naczelnik znalazł duże jezioro z bardzo sympatyczną hipisowską  miejscówką. Usiedliśmy na zimne pyfko z zamiarem popływania ale poziom wody był tak niski, że z łagodnego zejścia zrobiła się wysoka i mało wygodna skarpa...więc odpuścili. 




Jechaliśmy krętymi serpentynami w górach cały czas widząc morze i wyspy i takie miejsca jak to
Zamek w Monolithos
a w środku biały Monastyr. i widoki z tego zamku powalające. Warto się wdrapać.
nie będę piać o tej fortyfikacji więc jeśli ktoś chce więcej informacji i zdjęć to TU

(zdjęcie z internetów)

Nad brzegiem morza, na wysokiej, samotnej skale znajdują się niezwykle malowniczo położone ruiny zbudowanego w 1476 r. zamku joannitów





Zatoki, zatoczki, ukryte plaże. Nie jest to wyprawa na jeden dzień, to jest wyprawa na kilka dni, żeby wszędzie dojechać i zabarłożyć i wszystkiego posmakować.

Apropos posmakować, to zgłodnieliśmy, zwłaszcza po próbowaniu oliwy z chlebem i nalewek. W małym uroczym miasteczku, albo raczej wiosce, bo tylko takie istnieją po zachodniej stronie wyspy. Pustym w zasadzie, aż dwie knajpy z dobrym i o wiele tańszym jedzeniem. Żadnych tłumów, nerwowych kelnerów. Zjadłam doradę. a z wrażenia zapomniałam zrobić zdjęcia...i dlatego, że miałam do wykarmienia koty i psa.



Zatrzymaliśmy się nie tylko z powodu punktu widokowego ale też, że bardzo sympatyczny starszy pan stał ze swoim kramem a przecież chcieliśmy kupić oliwę i wino i nalewki. I kupiliśmy a jakże. oliwy można było spróbować z chlebem, podobnie nalewki anyżowo kawowa, z opuncji, z granatu. wszystkie pyszne. Wszystko tanie. Pan też pokazał nam madonnę na skale.
Dokładnie w tym miejscu zaczęłam liczyć wyspy, wysepki, które mijaliśmy i naliczyłam jedenaście.





i nagle słońce zaczęło zachodzić a my w planach mieliśmy jeszcze tyle miejsc...i szukaliśmy winiarni.

Po drodze Zamek Kastellos w Kritinia, 

(zdjęcie z internetów)

Jeśli kogoś interesuje więcej informacji i zdjęć to
TU

Na szczęście można było podjechać po sam zamek. warto znów wejść, bo widoki spektakularne ale już nie mamy czasu...niestety albo zdjęcia albo rodyjskie Pompeje.



cdn w części drugiej.