poniedziałek, 26 stycznia 2026

FafaRafa.

 Taki bajer w tym hotelu, wisi w holu. Barok kapiący złotem. Oraz tutanchamony, i inne faraony.





okoliczna segregACJA ŚMIECI. 

Dzień kolejny spędzliśmy w okolicy i na pomoście. Rano prosto z pokoju do basenu na rozgrzewkę. Prysznic. Śniadanko bardzo skromniutkie, owsianka i kawa. Za karę. Po śniadaniu poszliśmy na plażę, gdzie udało mi się zamoczyć stopę. Tylko. Naczelnik bohatersko wszedl z kamerą i zasnurkował oraz nagrał rafę. 
A potem zalegliśmy na leżakach. Zero alkoholu. Po wczorajszym. Bo Wieczorem wczorajszym  posiedzieliśmy na kolacji dłużej. Smakując ile się da i zmieści. I pijąc dużo wina białego wytrawnego, które tym razem smakuje. Dobrze. 
I teraz proszę zobaczyć zwłaszcza panno Pantero czy można się oprzeć temu wszystkiemu 

Na słodko





Na przekąskowo sałatkowo. A to tylko część kolacji. Do tego dania na gorąco, na grillu, wypieki, paluchy sezamowe.




  Chlebek egipski, od pani wypiekającej na żywo dostałam w kształcie serca. Do tego pasty, makarony i pizze. Pączusie malutkie. Owoce morza.
Owoce i lodyyy na dobicie, chyba.

Owoce smakują inaczej, lepiej, zjadam ich sporo. najadam się miechunką i zawsze jest coś nowego, jakaś dziwna gruszka, świeży daktyl i obowiązkowo melon. Jestem ich fanką.
Potem obiad, och może się jeszcze zasadzę z kamerą. Powrót, Basen, pływanie do 16 czill z kryminałem w uchu w strefie ciszy. Relax. Bo po 16 robi się chłodnawo. O 17 już mi było zimno a po 18 robi się ciemno i wtedy idziemy na kolację.
Mogłabym tak żyć przez jakiś czas. Potem by mnie rozniosło. 

A teraz się szykujemy na jutro, na ostrą jazdę buggy po pustynii i ja tam nie chcę zapeszać ale oby się to nie skończyło, jak moje zapasy z kładami ongiś 
oto link do Akcji DZIEMĘŻA?
[Otóż kiedy się nie zmieściłam w bramce na tym kładzie, to aborygeni miejscowi krzyczeli do mnie DZIEMĘŻA ? Za cholere nie rozumiałam co to jest dzeimęża.  Ale Naczelnik owszem wiedział, i sie zgłosił jako ta męża]

https://teatralnaforma.blogspot.com/2024/08/u-beduinow-rajd-paryz-dakar.html

 No zwłaszcza że mnie boli paluszek duzÿ u lewej nuszki i właśnie go okładam lodem. Także ten.

niedziela, 25 stycznia 2026

Egipt po raz drugi

 wszystko ułożyło się odwrotnie, zdjęcia z dziś się wepchły jako pierwsze. Hotel jest bardzo stylowy, co uwielbiam. drewno, i naturalne materiały zamiast plastiku. pokój bardzo duży. Z tarasu widok na baseny i morze czerwone a po otworzeniu drzwi do pokoju widok na pustynię. i plac budowy kolejnych segmentów hotelowych. 

jemy na zewnątrz w temperaturze 26 stopni. 

plaża bardzo ciekawie położona i skomponowana. chyba najłdniejsza jaką do tej pory widzieliśmy. czerowna flaga łopoce dumnie na pomoście czyli na razie nie ma mowy o snurkowaniu. fale intensywnie się przelewają przez pomost. bardzo ciekawa rafa koralowa ale poza zasięgiem póki co. dziś spanie i spanie i spanie...zamawianie wycieczek. i pływanie w basenie z podgrzewaną wodą oraz zaleganie na drewnianym leżaku z materacem i ręcznikiem w strefie dla dorosłych czyli cisza i medytacja w słuchwkach z Białys.













pierwsze zdjęcie, które zrobiłam po zalogowaniu w hotelu o drugiej mniej więcej


wszystko tym razem było na czas co do minuty. ooo jakże mi przykro. bo wiadomo, że nudaaa panie. i nie ma co pisać. samolot był z linii enter air a nie żaden rajaner zmiętolony, używany. przeżuty i wypluty. z czipsami po poprzednikach, i smrodem. było czysto, pachnąco. cały lot oglądaliśmy " Jedna bitwa po drugiej...i to jest zajebisty film. Polecam.

a potem ponad godzinę rozwoziliśmy wakacjowiczów po hotelach. a my na końcu. spać poszliśmy ok.trzeciej...szczegóły opiszę jutro. Dziś było hotelowo, cudownie nad basensem z podgrzewaną wodą, z dużą ilością alko i po prostu wybornym jedzeniem. ogólnie odsap. poczuliśmy wakacje w lędzwiach. 


 hotelowo





widok z tarasu naszego pokoju, i wpadliśmy w panikę, że pożar a oni podobno tak robale tępią.


kolacja była dobiciem i pogrzebaniem planów utrzymania wagi.

do jutra.

sobota, 24 stycznia 2026

podejrzliwość.

Spakowana jestem. no nie było łatwo pomimo lat praktyki, bo jest ten dysonans we łbie, że my tu mamy na minusie 7 a ja muszę mieć wyobraźnie na plusdwadzieścia kilka a nawet trzydzieści. pazury pomalowane, ciało przygotowane.

aktualnie maseczka, kawka w łóżeczku, ściganie filmów i seriali na tablecik, czytanie blogów i za moment bęc. jeszcze tylko Maniuś do weta. bo znów z nim aferka a jakże przed wyjazdem.

Lubię oko press i ostatnio się zaniedbałam, bo jak już pisałam nie mam klimatu do podnoszenia sobie ciśnienia...  https://oko.press/prokuratura-zada-dokumentacji-pacjentek-po-aborcjach-na-zaspie 🙈🙈

boszsz ile ja wyparłam chujowych rzeczy, które były codziennością za pisdzielskich rządów. ludzie i bogowie.

no i taki temat sobie poruszę w wolnej chwili, bo już myślałam, że ten debil kaja p. zniknął z przestrzeni publicznej ale nie, i mus sobie zdawać sprawę, że gdy tylko pisdzielcopodobne twory dorwą się do władzy, to ten oszołom wróci...

Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi ? oto cykl który się nigdy nie kończy.

w kontekście czytania bardzo interesujących tekstów ulubionej poetki Margo w Irlandii powiem tak, a mnie czasem zaskakują manipulatorki zakompleksione...jak się potrafią rzucić do gardła...:-) serio. jak osobiście przypierdolić, i rozkręci aferę i nagonkę, to ino wióry lecą. 

w kontekście recenzji innegogłosu z kolei, wyłuskuję sobie powody...

a więc

Podejrzliwość, rzadko używane słowo. ale jakie adekwatne. podejrzliwość zawiera całe spektrum zachowań. mmhhy to musi 🤭🤔być to. a do tego zazdrość.

bo zazdrość najbardziej manipuluje człowiekiem. że niektóre, to nawet nie wiedzą, że są zazdrosne. tak, tak.

Uważajcie ludzie na takie egzemplarze. najpierw jest miła i się chce kolegować, bo niewiedzieć czemu nie ma koleżanek jakoś .. :-) przykleja się i łazi za tobą a jak cokolwiek nie po nosie, to ...robi się kanwa całkiem dobrego filmu w typie horror i kryminał czyli poczciwa starszapani morduje 🫣

ewidentnie u mnie za dużo kryminałów...


piątek, 23 stycznia 2026

apdejcik i trampowe fakapy.

 apdejt do poprzedniego posta w kwestii tytułu dla restauracji czyli "Smoke on the water


Zarobiona jestem po kokardy. zapomniałam o nietarganiu ciężkich rzeczy. przedźwigałam się. bo zaprawdę powiadam wam, że lepiej przenieść jeden kredens w czterech, niż samotnie dźwigać książki i czasopisma tysiącami : Teatr, Scena, Wysokie Obcasy...walczę z porządkami WSZĘDZIE :-( 

w realu (porządkujemy i przerabiamy jedną pracownie do spodu)

i tu też porządkuję wpisy wyprawowe. ciężko mi idzie bardzo. 

Przy okazji pakuje się. i podsumowuje 2025, wcześniej nie miałam głowy. zapodziałam głowę. 

Z czego się aktualnie cieszę, otóż, że nie mam czasu czytać i słuchać idioty w Davos. 

Donald Trump wygłosił przemówienie na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos w Szwajcarii, którego słuchała nie tylko Europa. Padło w nim wiele kontrowersyjnych twierdzeń, które nierzadko nie miały pokrycia w rzeczywistości. Dziennikarze BBC postanowili się im przyjrzeć i wskazać najważniejsze z nich. Dotyczą one najbardziej gorących obecnie tematów, takich jak kwestia Grenlandii oraz NATO, jak również energetyki czy najnowszych gospodarczych osiągnięć prezydenta USA.

🙈🙈🙈

Wstyd mi za was amerykanie a każdy, kto głosował na pomarańczowego powinien się żywcem zakopać pod trelinkami. tak się kiedyś mówiło, gdy ktoś popełnił kardynalny fakap, Nieznajomość faktów jest porażająca ale jeszcze bardziej porażająca jest ich interpretacja, dopasowywanie do spiskowej teorii.

Ja jestem ciekawa, bo wiem, że są takie blogerki, jak one rozumiały hasło: America first. Co za nim stało...czyżby odebranie Danii Grenlandii? rozpierdolenie NATO, całowanie się  zPutinem ??????????

[Ale oczywiście znamy wielu błaznów i kretynów na wysokich stołkach, choćby Mussolini.]

japierdolę 

chyba się czas bać na poważnie. i nie tylko śpiewać "Zakazane piosenki" dla otuchy:

światem usiłują trząść dwa niezrównoważone typy, MORDERCY w chwale i glorii. tworzący równoległą rzeczywistość. 

i kurwa co, tak się wszyscy będziemy gapić aż pierdolnie ?? 

[jak już napisałam nie wejdę na blogi z wordpressa, gdzie nie ma możliwości komentowania przez anonimy...także przykro mi]


środa, 21 stycznia 2026

o "Dymie na wodzie.

oto danie Naczelnika w restauracji DYM NA WODZIE.

 Obieram dom ze świąt ale snopek jeszcze stoi. i zostawiam światełka. wszystkie prawie. jeszcze dodają otuchy. Wczorajszy dzień był, jak huśtawka emocjonalna od zaorania do euforii.

Dostałam od MJ trzy małe fikusiki, bo zapragnęłam mieć fikusa po raz pierwszy chyba. jednego fikusika dałam Sąsiadceoli w prezencie wczoraj. Byliśmy na smakowitej kolacji z okazji jej urodzin, w naszej ulubionej restauracji "Dym na wodzie. i zjedliśmy nasze ulubione dania:

Mule oczywiście. najlepsze jakie jadłam, a tajemnicą jest sos na białym winie.

Sałatkę z kurczakiem i grzanką czosnkową i tu znów sos i przyprawy czynią danie wyjątkowym. parmezan, mix sałat.

Naczelnikowe danie, uwiecznione na pierwszym zdjęciu, to szarpane żeberko uformowane w taki udziec. tylko w "Dymie spotkaliśmy się z takim podaniem, na zasmażanej kiszonej kapuście z żurawiną, popcornem z kaszy gryczanej, imbirowymi powidłami z węgierki, demi glace a osobno chrupiące pieczone ziemniaczki ze skórką w ćwiartkach. 

Oto danie królewskie, które Naczelnik uwielbia. do tego pyfko. 

Ja preferuję kluseczki marchewkowe  w sosie śmietanowym z borowikami  i młodym szpinakiem, rukolą, pieczonym słonecznikiem i innymi tajemniczymi dodatkami.

Głównie sos jest podstawą smaku wszystkich serwowanych dań. i podstawą sukcesu :-)

i wino hiszpańskie wytrawne czerwone z ich winnic.


a następnie Wszyscy, za moją namową zjedli deser prześwietny z Crumblami. czyli podstawą jest kruszonka. Deser nazywa CREME PATISSIERE  może i on nie wygląda ale zapewniam, że to jest Wyborne na najwyższym poziomie. zwłaszcza "krem z pieczonej dyni hokkaido o smaku, jakiego jeszcze nie znałam, na nim karmelizowany plaster cukru, cieniutki i chrupiący, jak drobny fragment lodu, Kruszonka z orzechów pecan, gałka lodów waniliowych w sosie butterschotch z mrożoną truskawką...

o bogowie. 



Jak napisałam, dzień był, po tej koszmarnej nocy, ambiwalentny...mało się nie przewróciłam, ze zmęczenia a zrobiłam na prawdę sporo. Porządki z książkami wedle planu: do oddania, do wyniesienia do zostawienia. do wywalenia. gabinet rozgrzebany. dziś ciąg dalszy.

Zakupy czyli bieganie na wyścigi z czasem, zapomniałam portfela, przeżyłam horror przy zakupie okularów, chcąc już płacić. .. tymczasem zostawiłam go w teatrze i musiałam wracać do centrum handlowego. ganiałam za klawiaturą do tableta i w końcu zakupiłam za 30 zł. dla przetestowania, zanim się zdecyduję na samsunga.  

A dziś jestem nareszcie wyspana. prawie 9 godzin. no ja myślę, że zwieńczenie dnia, czyli kolacja mnie tak wyluzowała i pięknie spokojnie uśniła.

wtorek, 20 stycznia 2026

ciotka Aurora o nazwisku Borealis...dała spektakl za darmo.

 czy ja już pisałam, że kocham film "Czułe słówka. a w nim Shirley MacLaine.


[Zorza polarna (Aurora Borealis) to zjawisko świetlne na nocnym niebie, widoczne w rejonach okołobiegunowych, spowodowane zderzeniem naładowanych cząstek ze Słońca z gazami w atmosferze Ziemi, tworzące tańczące na niebie zasłony i promienie w kolorach zieleni, różu i fioletu.]

Naczelnik wyszarpał mnie ze snu boleśnie.

[łazi i jeździ od kilku dni po nocach bo lodowisko robią pod remizą...chyba zacznę żałować, że łyżew nie posiadam.]

- wstawaj, zobacz co mamy na niebie...(tu podetknął mi zdjęcie w telefonie) do Norwegii na Lofoty za podbieguny chcesz jeździć, żeby ją zobaczyć a tu proszę.

Po zaprotestowaniu, dałam się namówić ...i pojechałam autem nieprzytomna, i owszem aurorka była...ale nie ma porównania wiecie, rozumiecie i trzeba jednak jechać za te podbieguny znów. i zobaczyć w pełnej krasie. no ale też nie ma co znów narzekać. bo przecież bywa coraz częściej. Tylko mamy jednak niebo w pobliżu miasta sporego więc...nie wystarczyło wyjechać na pole. niestety.  



czasem się rozkręcała 


tak życiowo, to okazało się, że podkręcam swoje adhd głównie ale ostatnio się wyciszam z konieczności, z przesilenia, z choroby ale i łeb mi skręca we właściwą stronę, gdy już ciało daje oczywiste znaki. ciało odkąd mi się poprawiło chorobowo czyli od poniedziałku, wrzucam na matę jogową ...i nareszcie wczoraj fizjo z masażem relaxacyjnym indibą. po kilku tygodniach już czas był. bym też namówiła Naczelnika na sauny w tym tygodniu. ale nie wiem czy czasowo damyradę. obsesyjnie pilnuję, żeby się think pad nie rozładował do zera. i zeby to był przyjemny tydzień. Wczoraj byłam w juzku, po roku chyba, nabyłam kilka rzeczy do teatru...i myślę o kolejnej zmianie mebli. w domu też.

Po nocnych zorzach polarnych w mrozie, znów padłam bliżej 23iej. minusy się u nas niestety po nocach szwendają. zmarzłam chyba.

iii

jednak obudził mnie znów ból gardła i bulgotanie w brzuchu🥴😟😫  i generalnie coś na kształt kaca...ok 3iej. no masakra jakaś. w dodatku upocona. zjadłam meltoninę, potężną dawkę ibuprom sprint, wit.D, wyipłam herbatę malinową i zasysam isle i pije kawkę słabą.  i zobaczymy jaki to będzie dzień, bo plany mam dość konkretne: klawiatura, okulary, krem do opalania...układanie książek i czasopism w teatrze. pranie. 

poza tym szwendam się i wrzucam do walizko toto totamto. 

*

tempo ogarniania siedmiu wyjazdów, i pięciu stolic, bez Warszawy. jest nader wolne...nie zdążę do wyjazdu.

apdejcik

że pospałam jeszcze dwie godziny...do 8.30 to razem do kupy będzie z 6 ...mało...i rozbita jestem. 

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Los Muchachos. czyli wjazd na Rysy ponad chmurami.

 NA DACHU ŚWIATA. przynajmniej dla mnie. 

ZDJECIA NA WINIECIE I WSZYSTKIE TU ZAMIESZCZONE ROBIŁAM JA I NACZELNIK.

Będą zdjęcia głównie. bo co tu pisać. Piękno samo w sobie się broni. a opisy często bywają kiczowate. po prostu Zaglądaliśmy z zewnątrz do Caldery w której już byliśmy wewnątrz. i wędrowaliśmy ponad chmurami...

Nie opisałam tego wjazdu wcześniej, bo wymagany był osobny post, żeby wrzucić jak najwięcej zdjęć. Otóż zebraliśmy się w piątek po pysznym śniadaniu, wysoko w góry i było jeszcze bardziej niesamowicie, niż w przypadku curwas peligrosas, bo owszem i curwas peligrosas i wysokość prawie 2500 npm. 

Także łał. panowie i panie. 

Opisałam już drugą połowę tego dnia i wrażeń, podczas karnawału w stolicy: Proxima Parda w Santa Cruz De La Palma. a teraz pierwsza połowa czyli wjazd na ichne Rysy. i zjazd. oba curwas peligrosas, że japierdolę. momentami było grubo.




Na szczytach caldery znajdują się obserwatoria astronomiczne, obfitują, bo jest brak zanieczyszczenia światłem 
więc niebo przepiękne, pełne gwiazd wiszących nisko...można "spać w takich miejscach i nocą się gapić.



poniżej ułożenie tych ośmiokątów lustrzanych odbija obraz nieba ale i ziemi





Oczywiście udało się zajrzeć do caldery ale nie udało się czegokolwiek zobaczyć. Chmury piętrzyły się, jak fale Oceanu Atlantyckiego. piękne to było, choć wiało nieprzyzwoicie. i bałam się, że nas spizga z tego murku,  co go widać za mną (i w zbliżeniu na winiecie).




wysokość szczytu prawie, jak nasz Rysy prawda? i podobno po słowackiej stronie można też prawie autem wjechać...osobiście nie wiem, właziłam jakbókprzykazał po naszej.




widzimy z tej wysokości wszystkie wyspy pozostałe, choć na wprost głownie Teneryfę. chyba.






okropne ujęcie bez nużek...no ale chmury i perspektywa były ważniejsze:-)

Jak sie wjechało, to trzeba było zjechać. no zjazd był równie atrakcyjny, z wieloma zatrzymaniami po drodze aż do samego Santa Cruz De La Palma na karnawał :-)


**
To już ostatni, zapomniany przeze mnie post z wyprawy kanaryjskiej, na drugą wyspę: La Palme. wrzucam więc po prawej stornie bloga, wszystkie w kolejności adekwatnej do kolejności zdarzeń, nie czasu pisania. czym rozpoczynam i dokańczam zapis wypraw zeszłorocznych. a było ich siedem. a państw sześć.