Sobota jeszcze była offline.
dlatego udało nam się skończyć pierwszy sezon "Sióstr na zabój. fantastico.
i trzeba było zostawić i napawać się tym pięknym zakończeniem. ale mi się czereśni rwać nie chciało. i zaczęliśmy sezon drugi i się kurwa rozpętało... piekło i szatani :-)
nooo powiem wam, że nie można się oderwać za cholerę. czego też doświadczyliśmy w niedzielę. muza świetna. napięcie rośnie.
Zrobiłam małosolne i już dziś zamierzam jeść :-)
apropo,s mało zjadłam, ogólnie mnie z jedzenia wysadziło. nobo skoro mdli, to wiadomo.
(w ciągu 2 tygodni 4 kilogramy, plan zakłada do wyjazdu minimum 8kg a wszystko idzie zgodnie z planem)
"Imię róży" w papierze a nawet uchu, tak, zdecydowanie Tak, niemniej film zdecydowanie bardziej Tak :-) Tak. może tytułem pierwszeństwa? a nie, po prostu był Znakomity. pod każdym względem, no i nie będąc dziadersem nie uważam, że literatura jest zawsze wyższa od obrazu. bo to gówno prawda.
Tak się żachnęłam, że Literaturę trzeba czytać. i szkoda mojego życia na chłam. choć po prawdzie robię wszystko a nawet więcej, żeby gonić, gonić i żeby litery przez większą część dnia ganiały po mojej głowie. wyobrażam sobie i wchłaniam wszystko, wiedzę, krajobrazy, mądrości ludowe, okropieństwa wojenne, mordy rytualne i zwyczajne mordy, płaczę ze śmiechu, wyjaśniam sobie siebie, zabawiam w psychologa a chciałabym się też delektować częściej : finezją i poezją. i tak zrobię.
Och, staram się unikać.
na przykład polityki. ale nie unikniesz do końca ...Naczelnik mi pewien film komentujący pokazał i już się przestraszyłam. już mi się w sercu ciężej zrobiło a w nocy dusiły koszmary, że uciekać musimy...sąsiedzi po 70ce mówią : my nigdzie nie będziemy uciekać w razie czego. no ja będę. w razie czego. przede mną jeszcze sporo. życia. ja planuję żyć do setki. jak MJ.
[przesadziłam kliwie do starej ceramicznej donicy po agawie.]
Ponieważ zamierzam sobie ten przedsionek wakacji uczynić z całego mojego życia :-) zawodowego. a potem oczywiście wakacje. :-))
dlatego żadnych propozycji pracy w placówkach nie przyjmuję. nawet najbardziej intratnych. KONIEC to koniec. no chyba, że zatęsknię...ale wątpię.
**
niedzielka srelka.
poniedzialek srałek
wtorek potworek
środa ...
no tak to sobie można zesraćprzesrać cały tydzień. grunt to nastawienie. wiadomo. a ja nastawienie mam wyśmienite.
Wielbię Lato za morze pod nosem :-) nad które mogę wyskakiwać każdego dnia, gdy gorąco, choć po prawdzie basen sąsiada jest bliżej. za możliwość zmiany pościeli co tydzień a nawet i codziennie, i że pościel pachnie latem. bo dynda na sznurach. aktualnie kosze z ubraniami opróżnione.
W niedzielę słońce od rana i nie zamierza padać, za to wieje przyjemnie, to piorę dywany kilimowe wełniane. bieżniki wełniane. wschodnie klimaty dynadają na sznurach.
W chałupie zmieniłam wystrój na letni rybny.
Naczelnik się z wsiowymi motorzystami spiknął i pojechali do Śledziowej Zagrody i dalej w chaszcze. ja się nie wybrałam, ja miałam plan do wykonania i szlus. poza tym Ciri, wiadomo. jeszcze nie może zostawać sama... może tylko na rowerek wyskoczę.
Zbierałam maliny i zrywałam czereśnie a w trakcie atakowała mnie Lucyna. niespiesznie sie powłóczyłam po domu i ogrodzie słuchając przygodowej powieści w stylu "Bezcennego, powiedzmy albo Knoxa ale dużo słabiej napisanej(na czas migreny wystarczająco).
Rozgrzebałam pracownię do spodu. dawno tego nie robiłam, i utknęłam. zdaje się, że się przedłuży. Nie pojechałam ani nad morze, ani na rower. Zajęta byłam domem. i grzebaniem.
oglądałam zdjęcia i prace do oprawienia. Nie zapomniałam też odpocząć. lenić się. pospać po południu ... uch. co za komfort.
Wieczorkiem delektujemy się czyli wciągamy kilka odcinków "Sióstr na zabój.
Dziś planuję pojechać do teatru na rowerze ale jakoś pogoda nie pewna... a teraz właśnie leje.
[no współczuję wczasowiczom nad morzem. tak zupełnie szczerze. jeśli prognozy się sprawdzą i rzeczywiście będzie lało cały tydzień...i mnie posypią się plany rowerowe.]
Nadal przy łóżku waruje stos książek ...





































