środa, 14 stycznia 2026

O przewlekłym zmęczeniu [przypisek o dziwnym kraju]

Wczoraj(wtorek)

wstałam o jakiejś dramatycznie spiździałej godzinie. trzeciej tym razem ... czy tam czwartej.

nie wiem dlaczego? w poniedziłek było spokojnie z dotarciem do teatru. drogi też czarne. tylko parkingi nadal pełne brei. i strach jeździć dalej od centrum w mieście tutejszym. obudziłam się i po spaniu...a dzień miałam na prawdę ciężki, osiem lekcji i rada. no to na radzie już odlatywałam.

Z drugiej strony

... jak tak urwę a raczej mój organizm urwie sen do 5 godzin, to mam czas na różne swoje przemyślenia i pisanie postów i czytanie blogów i nawet komentowanie. bo zasoby energetyczne mi już nie pozwalają na pomieszczenie wszystkiego w ciągu za krótkiej doby. 

Zalegające myśli i niedokończone walki myślowe z samą sobą odbierają mi siły. a zawalanie planu dnia, tygodnia, miesiąca, czyli głownie mojego osobistego komfortu, jogi, masaży paraliżują moje ciało. 

Wstałam wczoraj o godzinie hitlerowskiej i napisałam posta, przeczytałam blogi. pomedytowałam trochę na macie, bo dramatycznie potrzebuję równowagi w ciągu dnia. bo niektóre rzeczy nie idą, jak zwykle po sznurku. a działania mające długą historię już nie wychodzą. czasy się zmieniają, ludzie, nawyki, wygoda...(tylko dzieci z kompleksem Wrześni się nie zmieniają ;-) i popapranicy wyznaniowi.

Może się stać tak, że przyszły tydzień mnie zajmie zupełnie inaczej, niż to zwykle bywało. i nie panikuję, nie smucę a nawet już widzę pozytywy. że nadrobimy zaległości. uporządkujemy. zrobię kolejne zakupy, posegreguję.  poukładam. i odpocznę przed wyprawą do Afryki. bo dopiero co zamknęłam opisałam ostatnią z 2025 i muszę szybko porządkować ten 2025, gdyż na horyzoncie pierwszy 2026. już klepnięty, tydzień w Afryce.

*

[a teraz muszę, bo się uduszę]

Nadal, to jest dziwny kraj. połowy jego mieszkańców nie rozumiem i nie toleruję. więc unikam.

ja nie rozumiem co może być ważniejsze od człowieka? od ludzkiego zdrowia i życia. ??

ideologia? wiara? dla mnie żadna ideologia i żadna wiara ważniejsza nie jest. a już na pewno gadżety z nią związane.

Wystarczy jedna sala lekcyjna z krzyżem, do nauki religii, jeszcze (bo cały czas czekam na obietnice rządu, w kwestii usunięcia religii ze szkoły) i tam gadżety, krzyże...i po sprawie. 

Owszem jakaś tolerancja, ale na bogów nie dla wszystkich i nie całkowita. nie mam tolerancji dla głupoty.

Unia próbuje edukować w kwestii różnorodności kulturowej i w kwestii różnorodności wyznaniowej...w poszczególnych krajach to poszczególnie wygląda. owszem pewnych rzeczy się robić nie powinno: na przykład wieszać krzyży w miejscach publicznych i wrzucać ich do śmieci...ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, pisania. 

więc piszę to wreszcie i podkreślam, nie mam tolerancji dla katotalibów. oni też nie mają tolerancji ani dla innych wyznań, ani dla ateistów, ani dla lewicy, ani dla wegetarian. 

więc jesteśmy kwita. 

 Nie wiem czemu nadal przychodzą anonimy i mnie uporczywie pouczają co ja mam myśleć, kogo słuchać, jak mam pisać i mnie osądzają i oceniają, jaki to jest blog i jeszcze bezczelnie mnie tu historycznie atakują...i oczekują zmiany ?

[ja nie oczekuję zmiany po katotalibach, serio. rozumiem, że w muzgu nie styka i już.]

i snują te swoje opowieści zdupy. nadal. i obrażają mi nieanonimowych znajomych. i się oburzają, że jak to, nie myślę, jak oni...no cyrk i kupa śmiechu. 

**

bo jak nie urok to sraczka, jak nie śniegi, to zwisy lodowe.


I dzis szklanka.

Wczoraj po powrocie z placówki oczywiście najadłam się i Padłam, jak długaaa na kanapie, gdyż siły nie miałam. pospałam do 22iej i potem ablucje, prysznice, powieść kryminalna i łóżko ....

a teraz słyszę , jak lody zjeżdżają z dachu...też niebezpiecznie.


poniedziałek, 12 stycznia 2026

o Zakopanem. swiąteczo-sylwestrowym.

Przyjazd nasz tu właśnie był konieczny, bo mnie się ckniło tak, że nie opiszesz, no nie opiszesz słowami.

*

Wstaliśmy sobie w tej Bratysławie dość wcześnie. żeby zjeść spokojnie śniadanko i wypić dwie kawy. wpadłam na trop kawy nad kawami, otóż dodaje kilka kropel mleka kokosowego do mojego owsianego i jest wypas. choć tłusty i letko słodkawy. ale wypas. 

śniadanko na warzywnie z odrobiną jajecznicy.



potem dopakowywanie kosmetyków w pokoju, oraz zapakowanie waliz do strasznej windy, ja jak zwykle zeszłam schodami a Naczelnik się zmagał.

(jeszcze zrobiłam zdjęcie windy na odchodne).

auto wyprowadziliśmy z parkingu w typie sezamie otwórzsię. i w drogę. a droga była dla mnie urokliwa, znów pomiędzy górkami w słońcu, nadal pogoda słoneczna. że na psaurok, w obliczu zapowiedzi armagedonu pogodowego. który oczywiście nastąpił, niestety. 




ale w słowackich górkach na prawdę przyjemnie się jechało. tylko w pobliżu granicy, gdy ichnia autostrada przechodzi w jeden pas...hmmm korek. i tyle. im bliżej granicy, tym więcej śniegu. do kraju tutejszego wjechaliśmy od Chochołowa, i mijaliśmy wjazdy zarówno do Doliny Chochołowskiej jak i Kościeliskiej...i już był klimat Naszych Tatr....

... tłok, busiki, i w knajpie kościeliskiej ceny, że nas z butów wymiotło a głodni byliśmy bardzo, jakoś nam się nie złożyło z jedzeniem słowackim po drodze, także haluszki mogłam zjeść dopiero w Zakopanem






O 15 ej zaparkowaliśmy pod naszym lokum, czyli starym klimatycznym pensjonatem, w typie wyjazdów na wczasy w latach siedemdziesiątych...
Pokoik ciasny i na poddaszu, oczywiście windy niet...goronc niemożebny, że nic tylko zemdleć można...
nastąpiła szybka ewakuacja i na piechotę poszliśmy szukać knajpy na Krupówkach, gdzie jak zwykle tłok był i trafiła się nam urokliwa karczma "Biały miś. i fajnie.







Naczelnik pochłonął żur, i postawił na mięcho, ja zaś cudowne pierogi z oscypem.
i grzańce oczywiście.







na zdjęciu powyżej kolejna miejscówka związana z Witkacym. kiedyś tam była knajpa z dość podłym jedzeniem, teraz jest restauracja.  
a my zasiedliśmy w podłej miejscówce tym razem, vis a vis ale jedzenie w normie. ja placuszki z oscypem ofkorsss i żurawiną. 



wałęsaliśmy się niespiesznie, śnieg na nas sypał, mróz w policzki szczypał, posiedzieliśmy na saniach na zewnątrz jeszcze innej knajpy, i wznosiliśmy toasty za stary rok głównie, bo był na prawdę dobry...powoli zamienialiśmy się w bałwany...wtedy to było piękne i było pięknie... czas się zatrzymał. 
ale nie uniknęliśmy tłumów mówiących językami, głównie słyszeliśmy węgierski. wchodziliśmy w przeceny w dobrych sklepach sportowych, i Naczelnik nabył bezrękawnik a ja kolejne gacie termiczne z merynosa. Zaś dla Ciri zakupiliśmy śfinkę.

ten spodek, latający talerz, to jest Gubałówka :-)

aż się zrobiło zimno i już zmęczono więc spokojnym spacerkiem podrepataliśmy do naszego pensjonatu, położnego blisko, bo taki był zamysł, żebyśmy się na bani w śniegu po pas i po nocy pod górkę po Zakopcu nie włóczyli...

Dnia następnego wczesny zryw, bo wiadomo trudna trasa była przed nami. zero słońca, zdecydowaliśmy się na śniadanie w pensjonacie, niczego wyśmienitego się nie spodziewając. ale nie mieliśmy czasu na szukanie kaw i bułecek.



Rano gór nie było widać, bo mieliśmy przecież pokój z widokiem(swoją drogą świetny film) 
za to śniegu naprało i powrót był dla nas nieco niepokojący. 
Śniadanie rzeczywiście nas nie zaskoczyło, również było w stylówie pensjonu z lat siedemdziesiątych...
i wiooo




Zakopianka zawalona śniegiem i jechaliśmy w śnieżycy...ale tylko do tunelu, a potem jak rączką odjął. kłopoty się zaczęły na wysokości Łodzi a potem Trójmiasta. to już dowaliło i śniegiem i mrozem i ślizgiem i mgłą... dojechaliśmy na samego sylwestra. 

ps

dodaję, że to był ostatni wyjazd w 2025, a teraz już czas na porządki ubiegłoroczne i podsumowania.

niedziela, 11 stycznia 2026

Każdemu z nas można podpalić stos...

 przerażona średniowieczem tutejszym i nienawiścią wyznawców... nie napisałam sprawozdania z frontu zimowego. i już się poprawiam. Ale najpierw smutne podsumowanie. Gdyby to pisdzielce rządzili, to bym pomyślała, że odwracają uwagę od kolejnego złodziejstwa czy łamania prawa, a tak to nie wiem sama co mam myśleć, taka jestem skołowana. ministry wszczęły postepowanie by być świętsze od ...oraz nie stracić słupków poparcia, prokuratury wszczęły, bąkiewicze wiadomo, noż kuramać nie chce żyć w takim kraju. Serio. Skrajnie nieprzyjaznym. w którym siewcom zła brałnom się udaje, być popularnym i w dodatku poparcie rosnie...co ciekawe a zwykłemu człowiekowi, który wlazł na minę, przecież nie zaplanowała publicznego wrzucania krzyży do śmieci, jak brałn w sejmach, podpala się stos. serio??

wartość dodana, to nauczycielka ! uch jak ludność tubylcza nienawidzi nauczycieli.

Otóż każdemu z nas można podpalić stos. w takim razie. i nadal. przypominam, że nie skończyła się sprawa sądowa zwykłego Przeniesienia krzyża, 

bo w kraju tutejszym jak już raz krzyż, krzyżopodobne powiesisz, to umarł w butach, nie zdejmiesz:

Sprawa dotyczy decyzji wojewody lubelskiego Krzysztofa Komorskiego z grudnia 2023 r. o zdjęciu krzyża z reprezentacyjnej Sali Kolumnowej urzędu i przeniesieniu go do gabinetu, co wywołało protest i prywatny akt oskarżenia o obrazę uczuć religijnych i przekroczenie uprawnień. Wojewoda argumentował potrzebą neutralności światopoglądowej urzędu, a krzyż został przeniesiony, a nie usunięty całkowicie z budynku. Po listopadowym uniewinnieniu przez sąd, oskarżyciele złożyli apelację i sprawa wróciła do sądu na początku 2026

ale porzućmy to polskie piekiełko na rzecz spraw istotniejszych.

* Kronika zimowa.

W piątek było znacznie lepiej z moimi reakcjami na ślizgawice i zimno. które to zimno🥶 spadało. a temperatura rosła z minus 6 rano a minus 15 w nocy, było tylko minus 2 gdy wracałam w okolicach 20tej z teatru. 

A tam sobie cały piątunio wiłam gniazdko, znaczy robiłam nowy dizajn. Kupiłam przecenione poduchy w home. przywlokłam kocyk na kanapę, i przestawiałam, układałam... i tak sobie przysiadałam na kanapie i zaczęłam czytać znalezioną biografię van Gogha...

[och miło będę tu spędzała czas, gdy tylko się do końca urządzę...]

a w miedzy czasie odtańcowywałam papierologię i wkurzałam się na drukarkę. i kartę graficzną, która nie ogarnia nowego komputera z nowym monitorem, wielkim i zagiętym po bokach. na burku tylko on i klawiatura się mieści, więc czysto. ale gdzieś te rzeczy poupychać trzeba, także książki z regału na razie wylądowały na podłodze...

planuję wieszania prac, plakatów na ścianie. i wiercenia. zakleiliśmy też wentylator w pomieszczeniu piecowym. zabiorę się za chwilę za książki we fułaje leżące na starej szafie, i malowanie na czarno drzwi tejże, i czeka nas układanie pomieszczenia dla instruktorów. czekają czarne metalowe regały. a wcześniej muszę zlikwidować komisyjnie stare meble.

Przywykłam do warunków jazdy. a tu wczoraj znów dosypało i dziś ma znów dosypywać. na narty w związku z tym niekoniecznie.  na pewno mamy dziś sąsiadów na kolacji, bo obgadujemy wyjazd w ciepłe klimaty. 

ach i jednak znalazłszy miejsce na parkingu osiedlowym, zaliczyłam czyszczenie ząbków na dobry początek dnia piątkowego (brrr) za jedyne 600 złotych. taaak. 

[A teraz jeszcze siedzę w piernatach, pralka mruczy, paproch paprosi sypianie. czytam wieści blogowe, piję pyszną kawę z mlekiem owsiano kokosowym, dziś ogarniemy chałupę. potem przyjdą goście. wczorajszy ranek zdecydowanie bardziej mi sie podobał.] 

Wczoraj był spokojny dzień, do południa, Naczelnik pojechał na zakupy, pospaliśmy do 9ej. było dobrze i czułam, jak odpuszcza. w zasadzie już piątkowy wieczornik był miły. z kieliszkiem białego chardoneya. i Makłowiczem na Malcie. czy oni muszą jeść króliki ?? 😟

a potem sytuacja sie rozkręciła, 

od 14ej zaczęło sypać, jak cholera, oraz wiać jak cholera, i ma tak sypać do poniedziałkowego rana, w dodatku temperatura zerowa i to jest ciężki śnieg. .. Naczelnik zepchał z daszku naszego patio zaległy, bojąc się o zarwanie, gdy ten aktualny dowali. 

a ja boję sie, że w poniedziałek znów nie wejdziemy do teatru.

 i jak tu człowieku żyć normalnie bez spinki i czilautować łikendowo ? no jak? w potrzasku, że z jednej strony krzyż a z drugiej zima. i pewnie dlatego dziś spałam źle. i za krótko. 

za oknem sypie nierówno ciężki mokry śnieg.


Sztuka jest drogą do samego siebie ...takie fajne zdanie przeczytałam na stronie Hygge.

ps

jest granica mojego czasu na blogowanie. już kiedyś o tym pisałam. lubię czytać z uwagą. zwlaszca poezje. lubię czytać codziennie. zauważam że nie mam już przestrzeni na nowe...i opuszczam niedlamnie.

pss

zapalam kadzidła, świece, puszczam muzykę relaksacyjną i siadam na matę. odpuszczam. zamierzam i praktykować i medytować. za oknem nadal sypie ciężki mokry śnieg.

sobota, 10 stycznia 2026

od usuwania ciąży jedynie usuwanie krzyża w kraju tutejszym jest gorsze 🙈

a linia obrony pani od angielskiego powinna być taka : za wzór mam przywódcę partii i eurodeputowanego brałna, bowiem przykład idzie z góry.

a na poważnie, to jest jakiś kompletny cyrk. takiej gupoty w obronie plastiku i butelki z lichenia nie widziałam. o dziwo. 😂

 Dzięki Klarce wiem, bo napisała komentarz i sobie przeczytałam o tej kaszubskiej wsi, o nauczycielce, otóż ja już dawno wywaliłam* krzyż. ale bez świadków :-)

psy na łańcuchach owszem niech zamarzają ....ale krzyżyk jest przecież świnty. dla wieśniaka. jak i jego podróbka, zabawka, kawałek plastiku... okazało się.

[i na prawdę prokuratura ? z powodu kawałka plastiku ?? serio ?? niech ją jeszcze powieszą, zlinczują, bo już sukienkowe gnoje i pisdzielce rozpalają stosy.]

🙈🙈🙈

ale najfajniejsze jest to, jak to można fajnie gupimi ludźmi rozgrywać c,nie? wystarczy zrobić szum o krzyżyk...rozdmuchać, pierdolnąć tytułem nie mającym nic wspólnego z okolicznościami, bo przecież dziennikarstwo też zjechało na mordę w kraju tutejszym, oraz gupi naród nie czyta, nie chodzi na filmy, spektakle ale wie !!! i ocenia. 

poczytałam sobie komentarze w Wyborczej pod art. i mnie się ten, który jest tytułem mojego posta spodobał najbardziej  :-))) 

bo rozpaliła się znów dyskusja zapalczywa, w temacie urągania katolom i krzyżom w miejscach publicznych,

i jak widać doszło też i butelkom plastikowym w kształcie maryjki. z lichenia. 😂😂😂

wyrzucanie ich do kosza na odpady plastikowe będzie ścigane przez prokuraturę (poważnie pytam))OBUCHACHA. a majtki w maryje święte wywalane na pszok też będą ścigane ???


* krzyżyk zdjęłam ze ściany i schowałam w szufladzie. 

piątek, 9 stycznia 2026

piątek. na szczęście.

 gdybym nie pracowała tu gdzie pracuję, poszłabym na zwolnienie właśnie teraz ...

i wszystkie zimowe niespodzianki miała serdecznie w dupie. no ale już piątek uff.

Doceniam takie poranki, jak dziś, że wyspana jestem, mniejsza spinka, mam czas na czytanie przeglądanie blogów i nawet odpowiedzi, mam czas na siebie rano, na Ciri rano i nie jestem już taka zestrachana...gdy myślę o dojeździe i zaparkowaniu. 

a nawet mam czas na krótkiego posta. ale już bez filozofii :-)

Wczoraj  sytuacja wydawała się być ogarnięta bardziej, choć błoto pośniegowe nadal zalega i nadal się można wpierdolić bezlitośnie i buksować w miejscu. lub wywalić z rozbryzgiem na chodniku, na przejściu dla pieszych etcetera. Zaparkowałam pod szkołą. dostawiłam resztę ocen w 16 klasach, które uczę. sprawdziłam czy wszystkie. Dwa razy. ogarnęłam moje szkolne Jasie pierdoły. co to same się w życiu nie upomną o nic. ech. dałam szansę, podbudowałam i wszyscy malowali zimę...z relacji na żywo a nie z internetów ;-) 

[jest dziś cicho, nawet listek i gałązka nie drgną, jakby świat zamarzł, a wczoraj widzieliśmy klucz gęsi jak odlatywał]

paczka od Benettona dotarła, sweter, kardigany i golf piękne ciepłe, delikatne i kolorowe ale dwa czarne ;-)

zapakowałam zamarzniętą glinę do auta i szkliwa. w oborze kompletnie na sztywno zamarzła nasza stara agawa...nie wiem czy przeżyje. 


widok z okna sypialni

Sytuacja wydaje się być nieco opanowana. parking przy szkole odśnieżony, w mieście pracują i ogarniają te tony i breję. nie podglądam fb i fundacji, nie chce wiedzieć  i widzieć psów zamarzniętych na łańcuchach...kurwa pierdolony kraj. pierdolone wiśniaki i zjeby. 

podczas gdy ty mieszkasz ze swoimi zwierzakami w domu,  śpią z Tobą w łóżku...

Niedobrze sie robi. 

na ten moment Niedobrze się też robi od Rytualnej, corocznej napierdalanki na Owsiaka ...i tego ględzenia, że on polityczny, jedna opcja, że nachalny, że to, że sro.

no nic się nie zmienia. mental pisdzielski wiecznie żywy, jak lenin.

ps

przypomniała mi się tele przychodnia stomatologiczna z czyszczeniem zębów, zaplanowana na dziś. oczywiście z miłą chęcią ale pod warunkiem, że jest u was gdzie zaparkować, inaczej się nie zjawię. wizytę przekładam. na lepsze czasy.

jest, owszem, odpowiedziała uprzejmie zatroskana pani, najlepiej pod biedronką...🙈

ps

a tak se teraz pomyślałam, ze może na narty skoczymy ?? tu blisko na Kaszuby, skoro już jest tyle śniegu, Panie, i skoro narty i buty stoją gotowe oraz wywleczone spodnie narciarskie i kurtki we wszystkich rozmiarach :-))

czwartek, 8 stycznia 2026

wkurwiam się...

 bo jest na co. 

i nie myślę tu ani politycznie, politykę odstawiłam, tak samo jak kiedyś odstawię R1, bo pójdę z torbami. odstawiłam też strebaby w garsonkach. dość już poznawania wrogiej bańki  :-D

natomiast wkurwia mnie, gdy słyszę, że dawniej, to dopiero były zimy, i nikt nie ostrzegał alertami i auta były chojowe a przeżyliśmy, proszę bardzo a teraz to jakieś takie te ludzie miętkie są. 

a w stanie wojennym panie to choho

nooo 80 lat po wojnie, [to dopiero było cienżko za okupacji, zimę przeżyć]

36 lat po upadku komuny...

polak podobno na księżyc poleciał 

a za każdym razem, gdy zima śniegiem przypierdoli, to służby miejskie w mieście tutejszym, zaskoczone są. i nie wykorzystano dnia 6 króli, żeby odgarnąć parkingi, bo sobie mogę auto spakować do kieszeni i wziąć ze sobą do placówki. no przecież. jak mam iść do pracy, do dziatek naszych kochanych, gdy nie mam gdzie auta zaparkować. szpitale, szkoły, żłobki i instytucje użyteczności publicznej ale nade wszystko parkingi powinny być odkopane na wczoraj, bez gadania.

Tak jestem zmaltretowana dniem wczorajszym, że spać nie mogę. serio o godzinie 5 dziś pobudka, choć mam na 10. i będę też zmaltretowana dniem dzisiejszym, choć bardzo się staram psychicznie nie być. ale głowy nie oszukasz a przede wszystkim ciała nie oszukasz. poskładało mnie bardzo. 

Tak więc Wczoraj, 

trzeci dzień po armagedonie i śnieżnej napierdalance (o poniedziałku nawet nie wspomnę, jak miasto wyglądało łącznie z zafajdanym parkingiem pod szpitalem), 

wyjechałam godzinę wcześniej niż zwykle, do placówki, turlałam się z innymi autami przez miasto ( i dobrze, że kryminału słucham nie marnując czasu i odwracając uwagę), 20 minut szukałam miejsca niedaleko szkoły razem ze sporą grupą ludzi. jeździłam, jak wariatka po chodnikach, mało nie rozjechałam swojej osobistej dyrekcji, zaparkowałam pod biedronką. i nie wiem czy za to zapłacę, żadnego mandatu za wycieraczką nie znalazłam. zobaczymy dziś ale nie liczę, że będzie lepiej. 

ja wiem, że ciężko ale skoro było wiadomo, że front idzie, to można było łbem ruszyć a nie tylko brylować na kulturalnych miejskich imprezach. zakład penitencjarny w mieście funkcjonuje, to chyba tyle mogą osadzeni dla miasta i ludzkości zrobić? 

i nie, nie wszyscy się mogą przesiąść na transport publiczny, bo po pierwsze nie wszyscy się zmieszczą i po drugie transport też nie funkcjonuje. 

i jeszcze

mróz dopierdolił do tego wszystkiego. jedyny pożytek ze śniegu, to osłona dla hortensji i innych kwiatków. 

i już mnie spina dodatkowo, jak pomyślę o rachunku za prąd. 

Tymczasem oby do łikendu. w łkend nigdzie się nie ruszam. odtajam. no może na masaż, bo mi potrzebny bardzo. 

W teatrze chyba muszę dziś zakleić kartonem wylot wentyl. w pomieszczeniu na piec, bo nam pizga po nogach normalnie.

 i tyle w temacie wkurwa zimowego. 


ps

i wyjaśnię, rozjaśnię, że nie wkurwiam się na zimę ale na ludzką ignorancję. bylejakość i chamstwo. W mojej gminie pługi dojeżdżają wszędzie, parkingi odśnieżone...

a miastotutejsze pcha łapy po cudzie nie dając sobie kompletnie rady z tym co ma. 

 

wtorek, 6 stycznia 2026

o Zdzirze całej na biało, jak co roku...i o cofnięciu w czasie, jak co roku.

 wczoraj późnym popołudniem, po częściowym odgarnianiu



no więc jednak wszystko aktualnie odbywa się w związku z białą zdzirą, co to wygląda pięknie nie tylko na zdjęciach ale i w realu ale tylko Wygląda, bo życie w takich warunkach, to jednak niebezpieczne jest, i mieliśmy  dziś pełne ręce roboty, która sobie odpuściliśmy wczoraj. 

A wczoraj wiadomo nieoczekiwanie miałam urlop i przymusowe siedzenie w  domu, nie narzekam oczywiście. bo osiągnęłam balans i równowagę, wyjdzie 6 dni szlajania i 6 dni odpoczynku. w zasadzie. dzięki temu wszystko w domku będzie poukładane. przed jutrzejszym powrotem do placówki i teatru, mam nadzieję. 

Otóż byłam ciekawa, jak tam było rok temu o tej porze więc sobie zajrzałam na swojego własnego bloga i co ?  ano też był śnieg proszę sobie wyobrazić :-) booo też była zima :-D

ojejku jejku

owszem zdzira zaległa ale nie w takich ilościach, miałam PRAWIE zderzenie z piaskarką, i dokładnie rok temu  czytałam MM Perr:  W ciągu dnia słucham książek, kończę właśnie "Gdy nikt nie patrzy" drugą z serii o komisarzu Lwie. MM Perr. (pierwsza to "629 kości), i zasypiam z nimi gadającymi w mojej głowie. a rano czytam w papierze, czytniku lub telefonie. Taka już chyba pozostanie nowa świecka tradycja. ... Z wieczora w łóżku do snu gadała mi kolejna trzecia część MM. Perr  "Szepty z lasu. ...

akurat właśnie teraz skończyłam nową MM Perr, Więzi.

przypadek ? nie sądzę :-)

Od rana dziś wciągnęło mnie czytanie bloga Wspak. no ale zanim go przeglądnę , żeby zrobić sobie stosowne podsumowania, to jeszcze muszę zakończyć wyprawę świąteczną i wszystkie pozostałe wyprawy w ciągu roku oraz zaciągnąć po prawej stronie bloga.  

ale to w planach.

bo dziś reset, i ładowanie akumulatorów, Naczelnik dokończył odgruzowywanie obejścia. białego gówna nie dowaliło ale się usztywniło, gdyż przyszły spore mrozy w nocy. ponad -10. przygotowałam przetwory i słoiki do obory. czyszczę przestrzeń wokół kredensu.

Pranie już skończone i puste kosze 😜

mata czeka 🧘‍♀️🧘‍♂️🧘

myślałam o  dłuższym spacerze. ale skończyło się na krzątaniu wokół domu i wspólnym gotowaniu obiadu oraz poobiedniej drzemce. odsypiam się.

Och jakie to jest fajne, że tyle mieliśmy wolnego, na prawdę się tym podbudowałam energetycznie. i trzydniowy tydzień, to jest to, co mogłoby zostać na wieki wieków. niech tam sobie inni zapierdalają w systemie 7/7. jak wola. ja bym wolała 3/7.  

i nie chce mi się jutro w taką aurę ale jakoś dam radę te trzy dni ogarnąć.

Patrzyłam na wyprzedaże, leci do mnie zamówiona paczka ze swetrami z Benettona, i zmienia terminy dostawy...

 a ja jeszcze pogrzebie w desi, może jakieś klapki ?? jak rok temu, albo sandały ...

i czas też nam planować letni wypad zimą. myślę po cichutku, bo nie wiem czy już mam siły. owszem i atrakcyjne rejony cenowo są poza zasięgiem. na ten moment. 

jutro czeka bardzo urozmaicone a na razie kołderka i lulu.

poniedziałek, 5 stycznia 2026

ja tu pitu pitu o Słowacji a tymczasem śnieg nas przykrył...zasypał i udusił.

Będzie o tym, że nas zasypało, i o tym, że śniegu napierdoliło po kokardy. także nie wiem, jak się odgrzebiemy. ale chill. nie jadę dziś do pracy, natenczas. taka moja decyzja. może pod wieczór ale niekoniecznie. Trudno. to jest ten moment w którym trenuję asertywność. bo mogę. to jest moment dla administratora budynku. 

[napadało ok 80cm, a że wiało, to i zaspy, na dachu nawisy, które mogą spowodować lawinę]

 Jprd niech przestanie, myślałam wczoraj pod wieczór, gdyż cały dzień bezlitośnie sypało,  a wieczorem wpadłam w panikę. w sprawie teatralnego dachu też.

do 24 ej Naczelnik szuflował, żeby rano można było otworzyć drzwi. wypuścić psa i koty.

A dziś taki widok z okna pracowni:


po lewej nieśmiało wystaje moje auto

Widok po otwarciu drzwi wejściowych:


Widok z kominkowego na taras:


na taras się cały czas sypie... z dachu. 

a oto Auto Naczelnika wczorajszym wieczorem i dzisiejszym rankiem zapewne w jeszcze gorszym stanie, auto, które miało go dowieść do remizy w razie "W
zanim by się odkopał, to by się ognisko dopalało ... nie myślcie, że się nie odkopywał na bieżąco...
[i to jest teraz tutaj ten moment edukacji dla idiotów, którzy plują na Tuska, bo śnieg napierdala 5 cm na godzinę. możesz se szuflować dla zdrowia jedynie BUCHACHA]

... na szczęście nie było żadnych wezwań. 


Wczoraj mnie jeszcze wszystko cieszyło, że zima, że klimat, że Zakopane, robiłam zdjęcia domu w świątecznym anturażu z zimą w tle. a teraz wynoszę kwiatki z sypialni do pracowni, bo ciemno. bowiem gdyż mamy okna połaciowe, śnieg je zasypał i zalodział te okna. i dupa blada. oraz ciemno. także górki domu nie pokazuję, bo ciemno.

zdjęcia z wczoraj



Jedynie Ciri jest zachwycona.






Planowałam spacer z Ciri ale w trakcie by mnie zasypało i zamroziło. więc nie. nie pojechałam na masaże. nie wyszłam z chałupy poza obręb płota i ewentualnie ulicy. pod tym płotem. Zobaczyliśmy sobie trochę grzebiąc w platformach, na przykład dla miłośników HYDROZAGADKI, polecam film "Krwawa łaźnia w domu śmierci.... czy jakoś tak. Netflix.

no ale gwoździem dnia był Ricky Gervais. Mortality. 

Zaczęliśmy sobie też serial szwedzki "Kraina grzechu.
 
Czytam w papierze prezent, polecane "Schronisko, które przestało istnieć. 
Na szafce nocnej Naczelnika zalega drugi prezent "Kronika ptaka nakręcacza :-) polecany przez Kalinę.

*

Nie dokańczam tego posta, będę robiła edyty na bieżąco, bo sytuacja jest mobilna.
Na razie tyle, jest godzina 9,08 jeszcze nie wyszłam na zewnątrz. ale w związku z groźbą zawalenia się dachu w teatrze, mam zakaz roboty dziś, bo go od ósmej powoli odkopują...czyli zwalają te tony śniegu, zasypując przy okazji wszystko dookoła. tak więc sprawa urlopu się rozwiązła sama. 

Edit. godzina 12ta, 
odbębniłam kilka rozmów telefonicznych, służbowych ale i z przyjaciółką ze wsi obok, obieśmy zakopane na ament. i mamy już stracha przed środą.

ale najważniejsze, że jest prund. 
leżę w pieleszach i czytam. całkiem miło. 
niemniej z tyłu głowy...

Edyta o 17.55
no czy my musimy mieć teraz góry właśnie tutaj?? ja się pytam.
W okolicach 15ej mnie poinformowano, że dachu teatru, który jest wielki i śniegu na nim zalegającego tonami. nie udało się dziś ogarnąć...więc akcja przesunięta na środę.
i w związku z tym jutro nie wejdę do budynku i nie wiadomo czy wejdziemy w środę. itako.
Poszłyśmy na spacerek z księżniczką Cintry i było pięknie w obiektywie. że aż nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. z wrażenia.
skończyłam MM. Perr. Więzi.
Czytam Schronisko w łóżku z herbatą wiśniową i piernikami, a co tam jeszcze świętujemy.