Wysiadka z samolotu była ... bardzo bolesna. pięćdziesiąt stopni różnicy temperatur. w kraju tytejszym dwadzieścia na minusie. już w samolocie mnie z lekka chłodem owiało. i poczułam ucisk w płacie czołowym. i objawiła się gila. podobno to częste, nie wiem u mnie wystąpiło po raz pierwszy.
A potem już było tylko gorzej i gorzej...śmiałam się z Naczelnika, że bierze czapkę uszankę i rękawiczki...nooo mało mu z głowy nie zdarłam tej czapki...a rence sobie grzałam dwoma kawami late, w tym jedna z karmelem. zamiast rękawiczek. obogowie za co to?
*
Przywlekłam trochę suwenirów, dla nas i MJ i przyjaciół. dwa niezwykle przyjemne kaszmirowe szale, który to szal uratował mi tyłek, narzucony na kurtkę. oczywiście arafatkę, jakieś drobiazgi afrykańskie. breloki, łapacze wiatrów, biżu, bo lubię. ach no i klucz do zaświatów. ostatnim razem były to malutkie figurki bogów - amulety i niebieski alabastrowy kot. znów mnie uszczęśliwiono skorpionem. zdążyłam się pozbyć ...
i herbaty, i chałwa.
**
Siedziałam wieczorkiem przy wytwornej kolacji, smakowałam lokalne wiktuały, paliłam papierosa, piłam wino. i myślałam o kolejnym fikole w moim życiu. moim jedynym życiu jakie mam. fikoł jest pożądany. spędzanie zim tutejszych choćby w Egipcie.
Wynajem domu na kilka miesięcy a w tym czasie jeżdżenie po świecie. ???
macać skarabeusze i całować się w świątyniach egipskich.
no przecież nie dla mamony, etosu pracy i chwały rodziny ładowanie tych akumulatorów.
APDEJT.(poniedziałek, godzina 9.00)
jeszcze leżę w łóżku i gdy tylko wstaję po kawkę(najlepsza w domu) nadziewam drugi płaszcz kąpielowy...i sweter gruby, tak mi zimno. a raczej, tak odczuwam zimno. pralka chodzi jak szalona. może krótki spacer z Ciri dla rozgrzewki. ?? i żeby optymistycznie podjeść do obmierzłego tematu ?? na pewno zaraz nałożę na twarz długą maskę nawilżającą i płatki pod oczy. walizki rozpakowane. jeszcze herbaty muszę powpychać w duże słoje. auto wystawione na słońce. żeby odtaiwało.
Widoki z okien i przez ściany tarasu urrrocze.
Coś dziś jednak mus mi zdziałać pracowo. na szczęście TYLKO w teatrze. ale tylko rzeczy konieczne. wnioski premiowe i sprawdzić czy nie ma listu miłosnego od G. Urzędu Statystycznego w sprawie druków K07. Odwożę MJ na PKP. okiem pańskim przelecę obiekt Teatr: gabinet, oraz pomieszczenie na piec i kaloryfery. pogadam z poddanymi ;-) i wracam. w domowe pielesze. ale jeszcze po ciemku. u nas jak w afryce o 18 już ciemno.
oby do wiosny, a nawet tej osranej.
jutro mnątelepnie. cały dzień a placówce. ech. lekcje i rada :-(









































































