Rzecz w tym, że fascynują mnie kury, koguty, i perlice sąsiada. są wdzięcznymi obiektami do malowania. i bazując na zdjęciach będę mogła je uwieczniać akwarelkami.
Jednak zdecydowanie najpiękniejsze do malowania i lepienia są perlice.
towarzystwo było zamknięte w kojcu, przy kurniku, z naszego powodu. normalnie łażą i grzebią robale na dużej przestrzeni.
*
Całą sobotę porządkowaliśmy ogród od strony tarasu. ustawiałam donice pod ścianą łazienki. żeby w maju po napełnieniu ich świeżą ziemią, zasadzić w nich kwiaty. jednoroczne. i umieścić zakopcowaną w skrzyni na zimę, róże. Odkryłam, że mój wielki bukszpan, nie przeżył ataku ćmy...więc Naczelnik ściął go z żalem, bo ćma, zrobiła z niego rzeszoto... ściął też Naczelnik, zerwany przez śnieg ogromny stary bluszcz, który rozpościerał się na całej ścianie i dachu obory. a teraz leży na środku podwórka. Szkoda, bo zaczął wreszcie po 19 latach kwitnąć. ale zmieciony przez śnieg i lód spadł i zmiażdżył kwiaty. połamał hortensje.
Dokończyliśmy wycinanie traw. ale jeszcze nie skończyłam tematu... porządkowania finalnego ogrodu. czyli grabienia każdego okruszka i oporządzania grządek do samej ziemi. Wszędzie leżały suche stosy traw, zeszłorocznych ziół, bukszpan i bluszcz do spalenia.
Pojechaliśmy do wsi obok po cztery wory ziemi z glizdami :-) w okazyjnej cenie. znajomy pan profesor właśnie się szykował do erazmusa - wylotu do Malagi ze swoimi uczniami, na praktyki, Niektórzy mają na prawdę fajnie : Trzy tygodnie w Andaluzji...
W domu standard łikendowy jednak nie nastąpił, za wyjątkiem prania. wieczorem byliśmy zmęczeni. Odłożyliśmy rytualne ogar chałupy na niedzielę. zwłaszcza, że zapowiadano zachmurzenie i opady.
*
Tymczasem opady nie wystąpiły, wiatru nie było a dzień wczorajszy był przyjemny i w sam raz do dokończenia ogrodowych porządków.
lubię patrzeć w ogień, lubię fotografować ogień, to zdjęcie na winiecie najbardziej oddaje magię.
Więc stosy do spalenia znikły. ogród został zagrabiony. jeszcze jakieś ostatki dopieszczające nam zostały. nie ma powodu do rozpaczy, wegetacja u nas powolna. z powodu nocnych przymrozków. zaledwie pączki na wiśni, czereśni a z ziemi wyłazi głównie zielenina (liście zimowitów, tulipanów) gdzieniegdzie plamy żółte, fioletowe...czyli w całej okazałości żonkile. i inne takie małe różne w tym krokusiki. i takie żółte okrywowe kwiatuszki. Nadal króluje w naszym ogrodzie kwiat lutowy: Ciemiernik. który też swoje przeżył i późno się wydobył spod lodu. Piękne te ciemierniki. fioletowe, białe, limonkowe.
*
Wieczorem, kompletnie padnięci weszliśmy w uniwersum obrazu "Yellowstone. cztery odcinki. bo już się ledwo ruszaliśmy oboje. Co nam więc pozostało? jak nie zagryzanie japońskimi orzeszkami i figami, pięknych ruchomych obrazów. i kieliszek czerwonego wytrawnego na rozluźnienie.



















