sobota, 15 sierpnia 2026

O powrotach, podsumowaniu tygodnia i LEJU po bombie.

 Powroty są też przyjemne a najczęściej mi się nie chce, bo czeka nas nie tylko ta przyjemna część czyli cieszenie się prezentami dla przyjaciół czy nabytkami, dla nas ale i rozpakowywanie, pranie, i ogar domu. rozwiązywanie zaległych spraw. choć bardzo się staram, żeby nie zostawiać takowych na powrót.

Powrót trwał 12 godzin,😣 niestety dupę mi przyspawało do foteli w autokarze, samolocie, i busie. a potem przyjechał po nas sąsiad. i dowiózł pod sam dom. Ciri nie mogła się nacieszyć, piszczy, sika i postękuje i w ogóle psina jest najszczęśliwszym psem na świecie. i Maniek też. natomiast Lucynie to zwisa i powiewa :-))

Jeszcze na lotnisku w Poznaniu, to temperaturowego szoku nie przeżyliśmy ale im bliżej domu tym bardziej cebulowo się robiło... warstwy ubraniowe się nakładały wręcz odwrotnie do Rodos, gdzie najchętniej człowiek by se skórę zwinął. Szczególnie w ostatnie dwa dni... bo po prostu przestało wiać, niewiedziczeć czemu ??

i wszystko na Wyspie Stanęło. razem z powietrzem. i choć to wydało się niemożliwe, to jednak zrobiło się jeszcze gorącej. 

dlatego nie pojechałam powtórnie do Lindos. miedzy innymi. mogłabym się zdobyć na ten wysiłek przecież. 

Wtorek. przebimbaliśmy cały. Jedynie pranie włączyłam oczywiście. Przeczytałam blogi zaległe, i zaczęłam kalibrować swoje posty, uzupełniać, czyścić i wybierać zdjęcia ostatecznie. Naczelnik odwiózł MJ na pekap. Bez smutku, gdyż zaraz wraca ;-)

Dom ogarnięty, MJ się postarała, ogród też nieco zmodyfikowała. tym razem posłuchała czego nie powinna ruszać. i się dostosowała. Teraz moja kolej (z przyjemnością ale siły nie mam)).

a potem nastąpiło rytualne leżenie na kanapie i nadrabianie zaległości. Zaczęliśmy od nowego sezonu 1670 :-)) nadal Uwielbiam ten serial. Nowa Eva Zubek i Makłowicz. 

W czasie wyprawy, aż dwie pozycje Yrsy Sigurdardottir przesłuchałam, o dziwo. głównie w czasie podróży czyli w ciągu 24 godzin. Jak się okazało nie trzymając prawa serii, czyli najpierw "Wzgórze wisielców, potem "Rozgrzeszenie a wczoraj zaczęłam "Porachunki na noc... czyta Kosior i to chyba jest kluczem. Yrsa mi się podoba, bo kraj egzotyczny a problemy jakby takie same. z tym prześladowaniem i zaszczuciem w szkołach. samobójstwami dzieci. tematyka przytłaczająca. 

W kwestii egzotyki :-) Zupełnie inaczej odbieram "Japoński wachlarz. tu egzotyka prawdziwa, odmienność dominująca a nawet obcość kulturowa dojmująca momentami.  Zrobiłam sobie przerwę od Japonii ale przyjdzie czas i na "Purezento. 

*

Środa nadal bardziej nadawała się do odpoczynku, niż roboty jakiejkolwiek. 

W ciągu dnia, myślimy o wielkiej wyprawie na Bałkany. oględnie mówiąc. i robi się dziwnie, bo czytamy, że kamperem nie za bardzo do Bośni, Chorwacji, Serbii...

a do Rumunii to ja się boję. nadal. i chyba zmodyfikujemy plany i pojedziemy sobie autem znów do urokliwej Słowenii, już przetartymi ścieżkami przez Triglawski Park Narodowy. 

Tym razem już nie do Piranu, poniechując Lublanę (zjeżdżaliśmy do Chorwacji wybrzeżem wszystkimi miastami, aż na sam dół do rzymskiej Puli) a szkoda, bo Piran cudny i Istria też. 

 Tym razem przeskoczymy sobie do Włoch, no i po kolei Wenecja, Werona, Florencja nade wszystko. Taka włoska destynacja bardziej. 

ale kto wie, jak to ostatecznie wyjdzie. 

Wyskoczyliśmy nad morze do Orzechowa na Zaćmienie. a potem zaspałam Perseidy ale to już wszyscy wiedzą...

*

Czwartek. doszłam do wniosku, że po tych wakacjach potrzebne mi następne do odpoczynku. zimno mi jakoś. spać mi się chce głównie. W ogrodzie słabo mi idzie ale coś tam idzie. podlewam donice, bo ostatnio nie pada. przestawiam podpórki spod piwonii pod ogromne kule hortensji. gdy pada rzęsisty deszcz one się łamią.

Zaległości mam. 

Maluję sobie w pracowni duży obraz, poprawiam płótno, bo już patrzeć na nie, nie mogę. Patrzę więc za okno na dach obory, pokryty już czerwieniejącym winobluszczem... i Nagle mój wzrok przykuwa LEJ PO BOMBIE.

i tak namierzyłam gniazdo szerszeni. było w środku w oborze, wielkie jak cholera a ten lej po bombie wygryzły, żeby sobie wylatywać ... nic dziwnego, że mnie pożarły w pracowni. 



lej po bombie jest dobrze widoczny nawet z ulicy.

Naczelnik idzie do obory namierza gniazdo bez problemu, bo jeszcze takiego wielkiego nie widzieliśmy w naszej oborze nigdy. Osy się mogą schować ze swoimi.  i postanawiamy te szerszenie ukatrupić i wygonić. W nocy Naczelnik, głupek jeden, bez odzieży ochronnej, poszedł uzbrojony w taki specjalny sprej, i zapryskał gniazdo...się szerszenie wkurwiły, co było do przewidzenia i wypadły całym rojem z gniazda. Naczelnik nigdy tak szybko nie schodził drabiną, goniły go do domu. na szczęście nie pogryzły. Już tam nie wrócą a jak kurz opadnie, to sprawdzimy ile nie przeżyło...po ilości trupków poznamy.

*

Piątek. był przyjemny, choć dosyć nas zmielił. głównie goronc. temperatura w okolicach 30 stopni(nie narzekam). Ja cały czas coś tam dłubię w domu, coś tam dłubię w teatrze ale wczoraj nastawiłam się na zakupy. antyram i ram. następnie planowałam i przymierzałam co w co.

Teraz jest przyjemnie chłodno, zaraz idę lać kwiatki w donicach, bo wczoraj trochę zabarłożyliśmy u sąsiadów nad basenem, i już mi się na noc nie chciało. a dziś impreza u znajomych w innej wsi :-) w zasadzie powyjazdowa :-))

Padliśmy po 22iej. po dwóch odcinkach "Proud.

podsypiam każdego dnia. jak to w sjestę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

nie musisz Czytaczu ale możesz ....