środa, 2 września 2026

69803 i już wrzesień?

[ 69803 na liczniku sierpienia, magiczna cyfra, kiedyś nieosiągalna, dziś się cieszę ale jestem mile zaskoczona.]


U sąsiada w kurniku są jaskółki ale fajnie.

(Agniecha, tak zaświeca lampa po nocy.)

Na tarasie boskie Buenos nadal. bo dni i wieczory ciepłe. że spędzamy sobie poniedziałek też na tarasie. w niedzielę siedzieliśmy na poprawinach do nocy. rekompensata za to dziwne lato. Prawda, że dziwne? 

Które śmignęło za szybko. choć tyle się działo, że ja jestem ... zmęczona. najnormalniej w świecie zmęczona. teraz bym poszła na dwa tygodnie urlopu, już, zaraz. Poniedziałek kazał mi się błyskawicznie pozbierać i wziąć w garść. 

No i oczywiście w związku z przykrym początkiem roku(nie dla każdego))) wczoraj pogoda się spierdoliła. od rana jesień. jak za posmyraniem czarodziejskiego fleta.

Załamanie pogody przyszło w poniedziałek w nocy i w nocy obserwowaliśmy z Naczelnikiem, jak pioruny waliły w Bałtyk, aż się chałupa trzęsła. 

i po boskim Buenos...

W życiu tak już jest, że nie ma pustych przelotów :-) w teatrze przetasowania personalne i to mnie obciąża głównie. nawet nie chcę myśleć, co by było gdybym dygała do placówki. 🙈

a tak mam czas, żeby sytuację ratować na bieżąco. i w związku z tym wrzesień się szykuje pełen roboty. ale też przyjemnej, urządzanie, malowanie, czyszczenie przestrzeni:-), wieszanie prac, lepienie, malowanie, wypał.  

[i jeszcze Naczelnik ma długi wyjazd na spotkanie z Omanem i ja mam jeden wyjazd. naprzemiennie.] 

Wrzesień sresień ale dużo mniej...obciążający.  

pamiętam, że zazwyczaj po wrześniu już byłam do spodu złachana, że od ręki bym poszła z powrotem na wakacje. jednym słowem dopóki człowiek pracuje dopóty ma na głowie cudze problemy i w ogóle Problemy ma. zapamiętale ćwiczę asertywność. 

Także wczoraj podczas gdy inni już w blokach startowych, śpiewają hymny i inne tam, na baczność oraz przyjmują nadmierną ilość hałasu...ja długo sobie siedzę w łóżku z kawą i lapkiem i książką, czyli otwieram dzień jak lubię. Wchodzę niespiesznie na matę,  idę na spacer z Ciri i rano i po południu. Delektuje się. świadomie obserwuję każdą minutę. kryzys w teatrze prawie ogarnięty. zresztą jaki kryzys? 

[nad morze nie pojechałam, bo pogoda się spierdoliła, jak już wspominałam ... leje z przerwami ale po południu grzeje słońce i idziemy w pola. narwałam żółtej nawłoci do wazonu.]

Po południu, kiedy radośnie wracałam do domu, korzystać ze słońca i tak już będzie, że będę wracała, kiedy wola w zasadzie. gotować pastę, robić przetwory jesienią.

Będę sobie dziś gotować sos do pasty, z tych pomidorów, którymi zostałam obdarowana. który zamrożę? albo sposobem Agnes. jeszcze się waham. 

a za chwilę nasza jabłonka nas uraczy. i znów kilka przetworów wpadnie...muszę kredens z przetworami wybebeszyć. i zamrażalnik. i dokumenty...i muszę odebrać świadectwo pracy. musów jakby całkiem sporo.

[no i ogród na nas czeka. ekhm]

maliny i jeżyny wołają z krzaków. ludzie chodzą do pobliskich lasów na grzyby. ja nie chodzę, nie znam się na grzybach i nie umiem ich robić. jedynie smażyć kurki :-P 

Grafik się zapełnia powoli.  

Wracam na jogę grupową. Ustawiam fizjo od przyszłego tygodnia. wracam do angielskiego i włoskiego. same przyjemności.

a jednak

...czuję się jakbym nadal żyła letnim teatralnym trybem wakacyjnym. niesamowite.

*

Nie odetnę się od placówki, choćbym chciała, i od szkolnictwa wyższego, mamy w teatrze studentów, licealistów, dzieci...i ich problemy. i z nimi problemy. Mamy w planie spotkania z dziefczętami, najbliższe już we wrześniu. więc się nasłucham. 

ps

na śniadanie tortilla wieloziarnista z serem kozim i kwiatkami bazylii. niestety sera koziego nam zostało co niemiara po imprezie i choc sera unikam, to jeść teraz muszę...

5 komentarzy:

  1. Uwielbiam jabłka prosto z drzewa, rolniczką nie mogłabym być, ale sad, owoce zrywać....marzenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uwielbiam jabłka prosto z drzewa...ale konkretne najlepiej moje własne:-) odmiana poniemiecka.
      teraz mnie sąsiadka goni po śliwki i pigwy i jabłka właśnie i pomidory...jutro idę. kurde kiedy ja to wszystko przerobię?? nie wiem.

      Usuń
  2. Taką wagę jak na oknie wyniosłam do piwnicy, bo nie mam dla niej miejsca (kiedyś miałam, też stały na niej kwiatki), hm. Może jeszcze kiedyś wróci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja właśnie przyniosłam z jakiegoś zakamarka, bo ona piękna jest i mi było szkoda aleee zajmuje dużo miejsca no i musiałam postawić na desce, żeby nie uszkodzić blatu...nie wiem jak długo postoi choć może coś jeszcze wymyślę.

      Usuń
  3. Popatrzyłabym na takie pioruny

    OdpowiedzUsuń

nie musisz Czytaczu ale możesz ....