środa, 9 września 2026

nie było nas, był las...

 Poszłyśmy na długi spacer z Cirillą. księżniczką Cintry. dzień był wyjątkowo letni, piękny, ciepły. a las pachniał i dawał chłód. to było dzikie miejsce. teraz w związku z budową domów w dolince, którą przyrodniczo zdewastowano, las jest rozjeżdżany rowerami, kładami, moturami...chujwi czym.

taka sytuacja.





Ciri biegała, jak szalona z góry na dół i odwrotnie. z kijem. 

Dzień był wyjątkowy, suchy słoneczny, ciepły. obogowie co to był na dzień letni...Ostatki. zimowity wyłażą na potęgę. aż nie mogłam się ogarnąć. ciśnieniowo chyba też, pościel schła na sznurze, dom napełniał gorącym suchym powietrzem i teatr. 

W teatrze zrobiłam zasadniczy porządek z książkami. jeszcze nie ostateczny ale poszłooo sporo do oddania do biblioteki wiejskiej i na półki w punktach brania za darmo. 
[tylko teraz muszę namierzyć woła, który mi to wszystko wyniesie.]

Wieczorkiem wizyta w innym ogrodzie


i dwa przytulasy.

a dziś znów zimno. rozniesie mi łeb.

1 komentarz:

  1. Za duzo tych przytuLASow w tym LASku pewnie. :))))
    Ja bym te zbyteczne ksiazki wreczala kazdemu, ktory kupil bilet na spektakl, jako pamiatke! Przy wyjsciu! :).

    OdpowiedzUsuń

nie musisz Czytaczu ale możesz ....