Całkiem niedawno Tablica Odjazdów pisała o zawiści : Zawiść to chyba jedno z najgorszych uczuć jakie w ogóle są, nie dość, że jest bardzo destrukcyjna, o wiele bardziej niż gniew, to często jeszcze mniej uświadomiona i w ogóle nie da jej się pozbyć tak łatwo jak gniewu. Aktywna zawiść niszczy przyjaźń, miłość, dobre relacje z ludźmi i zadowolenie z życia. ..
od jakiegoś czasu, to obserwuję. aktywną zawiść w czystej żywej postaci podwójnej nawet😲 i co tu zrobić?
i coś co mi się jeszcze zgadza : Zawiść bardzo często się ubiera w szaty walki o równość i sprawiedliwość – jak w Rewolucji Francuskiej– gdzie tak naprawdę chodzi o to, żeby ściąć im głowę.
[w sumie cała horda aktywistek wszelkiej maści tak ma. ma DDA. lub ADHD. Teksty, że "napluje komuś w pysk" bo ... miała rację. i uważa się za bohaterkę🙈w swoim własnym domu.]
Gniew ogarniał mnie wielokrotnie w życiu. ostatnio byłam zdrowo wkurwiona w czasie rządów pisdzielców. ale zawiść? chyba nigdy nie doświadczyłam tego uczucia...
Bywam zazdrosna o ludzi, bo tylko relacje mają/miały w moim życiu znaczenie, a nie posiadanie dóbr. czy stanowisk. i tu jednak się zmienia. Ostatnio przemyślałam sprawę, że ludzie mnie Rozczarowują. coraz częściej, i nudzą odgrywaniem teatrzyku wkoło tego samego. w sumie te same sytuacje, dramaty tylko aktorzy się zmieniają. więc chyba czas przerzucić się na dobra materialne. (zawistnicy są wśród nas, Normalnie stadami ;-)
Nie karmię się tymi zdarzeniami negatywnie. śpię dobrze ale krótko. a nawet mam sny. na fb wrzucam same fajne posty ... nie wytrąca mnie to z równowagi. nie mazgaje się. nawet nie wkurwiam.
Delektuje się podkurwianiem zawistników. tak, podkurwiam ich świadomie. niech ja też mam z tego fan. niech mi adrenalina szybuje.
Karmię swoje uzależnienie. tak w ogóle to świadomie. zamieniam dotychczasowe ryzykowne sytuacje na mniej ryzykowne ale dające poczucie ulgi. no chyba, że mnie ktoś sprowokuje. gram w te grę do czasu. aż mi się znudzi albo poczuje się zmęczona. albo mam inne plany. ale najczęściej już mi sie nie chce...
*
Czytam o ludziach, niechcący wynoszących drobiazgi ze sklepu w kieszeniach, bez zapłaty, bo zapomnieli. a ja pamiętam, jak znana mi osoba pracująca ze studentami, w ramach podniesienia sobie adrenaliny, oraz szlifowania charakteru ukradła z Ikei na moich oczach kota drewnianego w paski, który mi się podobał...i mam go do dziś.
*
W czwartek byliśmy na pogrzebie świeckim, i ...załamałam się. może jak ochłonę, to coś więcej napiszę. w każdym razie 1,5 godziny stania i słuchania upajania się własnym głosem pana prowadzącego ceremonię. 🙈
*
W teatrze przyszedł czas na kolejny krok. WYSTRÓJ. Bar został przygotowany do malowania i zbieramy roślinność, żeby zalać ją żywicą epoksydową. We fułaje malowanie drzwi, szafy i wieszanie plakatów teatralnych. ..potem sala widowiskowa i na końcu ja. bo u mnie właśnie trwa epopeja papierzana.
ps
chyba już stara jestem, skoro zauważam powtarzalność. sekwencje układają się tendencyjnie. i wiem co nastąpi.
aż mnie korci, żeby wykoleić ten pociąg.
*
Skończyłam z jednym Marcelem - Mossem drugiego Prousta podsłuchuję ale mnie usypia. Poza tym zaczęłam Matyldę. Shelley. czyta AM Buczek, którą bardzo lubię dzięki Bator, no i skoro o Bator mowa, to zaczęłam. W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
nie musisz Czytaczu ale możesz ....