sobota, 28 marca 2026

"dużo koni zdycha podczas pełni księżyca...

zakładkę do książki z kotami przywiozłam z Bratysławy. staram sie przywozić z każdego kraju, miasta.  

 Zawsze robiłam notatki na marginesach książek ołówkiem a nawet długopisem. w końcu to są moje książki i nie zamierzałam się z nimi rozstawać. najwięcej mam nabazgrolone, podkreślone i wykreślone w lekturach na podstawie których pisałam scenariusze teatralne. Ech, zyskały one wartość dodaną. Wiele książek, tych z tamtego życia, jak mawia Olga, gdy teraz otwieram "Dom dzienny... "Prawiek..."Gra na wielu bębenkach..." Anna In w grobowcach..."Podróż ludzi księgi...."EE", "Prowadź swój pług..."Szafę i ...inne opowiadania. Oczywiście nie wszystkie jej książki teatralizowałam. 

a jest nawet jedna, której  nie mogłam doczytać, zbyt okrutna ale akurat tę należy przeczytać


najważniejszym bazgrołem jest dla mnie ten osobisty


jak już wielokrotnie pisałam, jedynie książki Tokarczuk kupuję konsekwentnie w papierze lub dostaje od przyjaciół, niektóre są przepięknie wydane



Robiłam też obrzęd Pełen guślarstwa i też mam to na piśmie w Dziadach :-) oraz Prachetta "Kot w stanie czystym. oczywiście ślad pozostał. 

Wspomnienia zalewają mnie falami. same przyjemne.  sporo też czytam o mnie samej. 

W każdym razie, podczas czytania Murakamiego, to co i rusz się zatrzymuję i dziwuje. i czytam go przy otwartym laptopie. bo zamierzam robić notatki. tym razem nie w książce.

no ale brnę.  

od góry pozycje do doczytania. i marionetki teatralne. z Bali? Indii?

Glonojad wczoraj znów pracował w pocie czoła. nie ma lekko. zasuwa. do przegrzania. może za bardzo go eksploatuje ? i cusz, kiedy to ja go kupiłam, niech popatrzę. dwa tygodnie temu. hmmm no to mu jedna fukająca dysza wysiadła 🤔Zauważyłam wczoraj, gdy go obserwowałam. jak dygał na drzwiach tarasowych. od zewnątrz. także sporo zdziałał tej wiosny. 

Nie, no nie ma tragedii, nadal fuka druga dysza, i jest fukanie ręczne a w ostateczności można i nafukać wodą z ręki ale jeśli w tym tempie będą mu wysiadać poszczególne części ciała, to tych czterech stów nie zdąży odpracować. ..

[nie ma też gwarancji, że drogi markowy nie zacznie wysiadać. Zasięgnęłam języka w tej kwestii]

 te drewniane ptaki kocham, są najbardziej w mim guście. wyglądaj na wyjęte z wykopalisk. antyglamur. 


kupiłam je dawno temu w świetnym sklepie Almidecor, podczas studiów. też dokładnie pamiętam ten moment. sklep mnie zachwycił, i gdyby nie fakt, że do Warszawy jeździłam pkp to pewnie jakiś mebel by się ze mną przejechał. Najtańsze były tam dodatki (choć w dalszym ciągu bardzo drogie)bo meble to były drogie piekielnie. i kolekcja ręcznie robionych dodatków bardzo mnie zachwyciła ale i kieliszki...do dziś mam jeden zielony z koprami, drugi się zbił. i dwie filiżanki mam jeszcze



tak więc nie interesują mnie durnostojki tylko sztuka. a najbardziej okoliczności jej nabycia. tak wiele przypominają. momenty, podróże. sytuacje...i rekwizyty teatralne. mamy też sporo instrumentów z Naczelnikiem. a co tam u Naczelnika?

Naczelnik się zaraził. boli go gardło i ma katar...przykro mi ale zdaje się to było do przewidzenia. umiera, i nie oddycha a raczej oddycha przez nos wydając takie dźwięki, że ani chybi ja zwariuję. nie będzie mógł zapewne dziś wielu rzeczy w domu zrobić...ale gdy zawyje syrena strażacka, to z gilem do pasa popędzi...tego jestem pewna. 

**
Skończyliśmy pierwszy sezon Pitta. i teraz czekamy, aż skapie drugi. Z niecierpliwością czekamy. okazało się, że już mogę oglądać seriale medyczne.
Wczoraj też wreszcie udało nam się zobaczyć film pełen cygańskiej magii

Peaky Blinders: Nieśmiertelny 

muzyka nie zawiodła. reszta nie doskakuje do serialu w kwestii fabuły, ale za to nie daje już nadziei na kontynuację, to jakby dobicie płęty deską.

No i chyba muszę przerwać czytanie kryminałów, albo zrobić przerwę. bo znów miałam sen okropny...wywiedziony ze strachu. że napadną, poćwiartują i torturować będą. oraz doświadczam czego przedziwnego...(proszę się nie śmiać) otóż unoszenia się nad moim śpiącym ciałem. serio. i ciarki na dupie.

dziś ostatni antybiotyk i przechodzę już do konkretnego działania. 

51 komentarzy:

  1. Nie czytam książek z okropieństwami. Nie, że nigdy nie czytałam, nawet całkiem wręcz przeciwnie, po prostu nastąpił jakis przesyt i teraz starannie omijam ciężkie lektury, gdzie torturują, znęcają się, mordują itd. No, chyba że morderstwa są opisane wstylu Christie, czyli gdzieś tam one są, ale nie o to w książce chodzi, i człowiek nie ma potem okropnych snów.
    Uwielbiam domy z licznymi pamiątkami, które coś opowiadają, są wspomnieniami, a nie tylko, jak piszesz - durnostojkami. Ptaki cudowne, też bym kupiła :). I marionetki cudne. W AlmiDecor dawno temu kupowałam, był sklep we Wrocławiu (moje rejony) i komu to przeszkadzało. Niestety to i owo też się potłukło, ceramiczna lampa, piękna misa na owoce czy tam warzywa...
    Chory facet w domu to gorzej niż wojna, wystarczy katar a już umiera, ani ręką ani nogą, podaj mi to, tamto, zrób herbatę, zamieszaj.... Ale mój też jak koledzy gwizdną, to zmartwychwstaje. Zdrowia Naczelnikowi, a Tobie siły :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i u mnie nastąpi zaraz. przesyt. oraz wczoraj byłam sama w teatrze i szkliwiłam i ...wychodziłam w okolicach 21 i miałam cykora, dwa razu sprawdzałam czy rzwi wejściowe są zamknięte. kurka wodna. nie źle nastraszona jestem
      chory facet, który w dodatku nie przyjmuje leków...bo nie lubi, to jest wyzwanie. energie traci na gupoty a poważne sprawy dla mnie poważne oczywiście, czyli ogar obory, bo ja sie musze dostac do cebul. otóż na nie nie ma siły.

      Usuń
    2. też uwielbiam, pamiątki pozwalają odwiesić pamięć z kołka :-)

      Usuń
    3. Znakiem tego, ogarki obórki poszły w las...

      Usuń
    4. O nie nie zaraz go wygonię, ciepło się ubierze i wio.

      Usuń
  2. Kolorowo tam u Ciebie 😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. staram się trzymać jakiejś jednej linii kolorystycznej ale trochę kiepsko mi idzie.

      Usuń
  3. Ile razy jestem w księgarni, to wychodzę zdołowana, bo tyle jest pięknych wydań starych książek, że chętnie wymieniłabym niektóre egzemplarze lub czytała na nowo.
    Notatki marginalne, dedykacje itp. to niezły pretekst do badań, czasami trafia się wśród darów takie perełki, a rzeczy zostawione w książkach bibliotecznych...miodzio!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a wiesz, że kiedyś tak robiłam, dawno temu... kupowałam wszystkie wydania ulubionej książki. W temacie badań notatek na marginesie, mam nadzieję, że ktoś już na to wpadł...no ale żeby to robić trzeba mieć książki z duszą, używane, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Czesi mają takie biblioteki. rodzinne. u nas natomiast wystawia się książki po przodkach na śmietnik...wydanie pięknie oprawione, kolekcje.

      Usuń
  4. Wcale się nie śmieję i nie dziwię... Niepokojące zjawisko, choć znane.
    Też kocham sztukę, to rozumiem Cię jak nikt... Tylko miejsca na nią nie mam w moim mieszkanku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda miejsce jest kluczowe w tym temacie. i ja sie muszę teraz już oszczędzać. albo...wyremontować oborę :-D

      Usuń
  5. Miałam AlmiDecor we Wrocławiu, prawie za winklem, więc często wstępowałam. Fakt, cenowo to tam kogoś poniosło. Do dziś mam od nich figurkę Mikołaja, droga była jak diabli, ale za każdym razem przed świętami kiedy biorę ją do ręki śmiać mi się chce, że "odrobina luksusu" cieszy już kilkadziesiąt lat 😂 Więc chyba było warto?... 🤔

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o cenowo Pani to im sie faktycznie poprzestawiało. ale meble mają świetne. trzeba przyznać. pamietam że wtedy były inspirowane afryką, kolonialne...ech. wiesz ja wychodzę z założenia, że drogie i porządne na lata...a nie chłam co sie po roku rozwali.

      Usuń
  6. Almi Decor kiedyś w wielu miejscach, dziś chyba tylko na Wiertniczej...fajny sklep...takie solidne, nie mylić z nudne, kolonialne z lekka.
    Wczoraj Przegląd Piosenki Aktorskiej. Zachwycajace Kozakowska, Padewska, Pamuła.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z Tokarczuk dopiero nadrabiam, ale nie jest to tak ścisły plan jak u Hjorth, więc "Moment niedźwiedzia" jeszcze przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zazdroszczę. Nie wiem czy wrócę do czytania osobiście wątpię.

      Usuń
  8. Pokazałaś cudowności. Raanysiu, zachwyciłam się.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie się nie śnią koszmary, a Piotrowskiego czytałam 5-6 tomów jeden po drugim. Wyszły kolejne, jak będą w bibliotece to może wypożyczę, choć po ostatniej przeczytanej książce miałam mieszane uczucia, gdyż za mocno była odrealniona.

    Fajne te ptaki.

    I dużo zdrówka dla WAS!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten Piotrowski mnie wykończy powiadam Ci. Ale słucham , już nawet mi lektor nie przeszkadza. Zresztą nawet dobry jest.
      I dla Was.

      Usuń
    2. Teatru, ale przecież Piotrowskiego czyta Kosior 🤔

      Usuń
    3. no jakby nie, bo Piętno - Hycnar, Sfore i Bagno Żołądkiewicz...potem na zmianę z Kosiorem.

      Usuń
    4. Kurcze, to ja już nie pamiętam 😲 Tak dawno temu to czytałam? 🤔😄

      Usuń
    5. pamiętasz końcówkę a te chyba głównie Kosior czyta.

      Usuń
  10. w tych almi decorach to duzo takich ptakow na metalowych nogach było..u nas byl bardzo ładny sklep w industrialnych wnętrzach starej kopalni.To nie był bardzo dawno, na pewno w latach 2000 .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był?to znaczy że już nie ma tak...Szkoda. och industrialny klimaty starej kopalni, zapewne dodawały klimatu jeszcze. Piękne.

      Usuń
  11. U mnie też wszystko zapisuje się w przedmiotach, nie jako rzeczy, raczej jako momenty. Mam tkany obrus z Almidecor, kupiłam go ponad 25 lat temu, to dokładnie to samo uczucie, które opisujesz przy tych ptakach i filiżankach. Nie kupuję rzeczy, tylko chwilę. I chyba dlatego te wszystkie 'bazgroły' w książkach są najważniejsze. Nie tekst, tylko ślad bycia przy... I też zostawiam, czasami słowa, często liście, albo coś zupełnie przypadkowego. Książka robi się wtedy trochę jak ciało pamięci. U Ciebie Teatru trochę jak u Pratchetta, rzeczy mają charakter, duszę i swoje małe dramaty. A Olga Tokarczuk, wiadomo papier. niektóre książki po prostu muszą mieć ciężar, zapach, margines. inaczej nie działają. Książki ilustrowane przez Joannę Concejo... zawsze, wielbię kobietę i obserwuję na IG, jestem fanką, kupuję. Unoszenie się nad sobą… nie będę się śmiać. raczej pomyślałam, że ciało i wyobraźnia czasem tracą granice, zwłaszcza kiedy tyle rzeczy naraz pracuje, czytanie, sny, obrazy. może to po prostu przeciążenie wrażliwości, która nie chce się wyłączyć. Dbaj o siebie trochę pomiędzy tym wszystkim abyś nie była tylko 'w trakcie', ale też 'w spokoju'. I współczuję Naczelnikowi, niech się wykuruje zanim wróci do ratowania świata. 

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i powiedz KTO by mógł tak pięknie i czule napisać Margo ?? ano widomo, Margo!
      chyba se insta założe albo już mam nawet ale nie wiem zapomniłam którędy wejść. kurcze.
      Nie umiem Margo, nie umiem tego bycia w spokoju.
      Uściski mocne.

      Usuń
    2. Kiedyś u Ciebie napisałam, że mam koszmarne sny w odcinkach, ale nabrałam do tego dystansu i takiego spokoju, budzę się rano, strzepuję z ramion i dalej w życie. Jakoś tak ta umiejętność do mnie przyszła i jest. I nawet jak jak Innygłos napisała u siebie o snach, pomyślałam, raju... ale wszystko z nami dobrze, możemy spać spokojnie, mimo tych nocnych bajek. Jak kiedyś założyłaś konto, to odzyskaj hasło, a jak nie, to ściągnij aplikację i zarejestruj się, nie musisz łączyć konta z FB. Szczerze, to wolę IG od FB, ale się trochę promuję, no wiesz jak to działa.

      Usuń
    3. znajdę chwilkę na ten instagram tylko boję sie, że już nie ogarnę tego wszystkiego...
      chyba mam podobnie, martwi mnie to w nocy gdy sie budzę i rano...ale często bywam tymi snami zmęczona a wtedy to sie rozciąga na cały dzien.

      Usuń
    4. Tak, tak, zakładaj! 🙂 Też tam czekam na Ciebie 😃

      Usuń
    5. :-) )) ok to mam presje.

      Usuń
  12. Czytając ten wpis stwierdzam sporo pokrewieństwa rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) czyli mamy podobnie.

      Usuń
    2. i gdzieżeś Ty znów tak długo sie podziewasz Wuszko ?? pisz

      Usuń
    3. Jestem zajęta robotą, to niezmiennie :D

      Usuń
  13. Bosz też pamiętam AlmiDecor z Wrocka! Zawsze byłam biedna i nigdy nic tam nie kupilam, nawet mi to nie wpadło do głowy, heh.
    Przedmioty to przypominajki. Ale też przedmioty, a nie kawałki duszy, pomimo że w każdym z nich możemy zostawić kawałek siebie, trzeba umieć te kawałki zbierać jak przyjdzie potrzeba.
    Innyglos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no prawda to, że drożyzna okrutna...ale dla mnie też ikea jest droga w zasadzie.
      zbieram zbieram...

      Usuń
    2. Innyglosie, ja dopiero teraz po latach doczytałam, że AlmiDecor to była wrocławska firma 🫣😄

      Usuń
    3. a ja sie tak zastanawiałam, że wszystkie osoby z wrocka tak się tu w kontekście objawiły hurtem :-))))

      Usuń
    4. Niczym plagi Breslau 😈😜

      Usuń
  14. Też mam kocią zakładkę, ale Twoja podoba mi się bardziej. I bardzo w moim guście są te flamingi, lubię takie elementy wystroju jakby nagryzione zębem czasu:-)
    No mało jest gorszych przypadków niż chory chłop;-) Mój też miał gila i ból gardła po ognisku ubiegłoniedzielnym na otwarcie sezonu RODOSowego. Jest już lepiej ale teraz ja muszę odchorować tę jego chorobę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) biedna, współczuje.
      Naczelnik jest typem, który bagatelizuje jednak...za bardzo. i to mnie wkurza. gdyz sie ciągnie i ciągnie.
      nadgryziole sa najlepsze .

      Usuń
    2. Dam radę:-) Najwyżej się położę i niech się wali i pali wkoło:-)

      Usuń
  15. Taka ręcznie robiona ceramika i pamiątki z historią są naprawdę wyjątkowe :) A ptaszury fajne! Na tej dedykacji zaciekawiła mnie miejscowość :D Nie wiem czy może jesteś z tych okolic, bo jeśli tak to mieszkamy całkiem blisko siebie haha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jestem, niestety, jam znad morza :-)
      tam moi przyjaciele grali spektakl na podstawie EE Tokarczuk w trakcie fjesty na jej cześć.

      Usuń
    2. Ach, rozumiem :) Lubię Dolny Śląsk, ale jeśli mam być szczera, to o wiele bardziej wolałabym mieszkać nad morzem.. zazdroszczę :D

      Usuń
    3. i ja lubię dolny Śląski, ma urok i potencjał. możliwości. i do gór blisko...
      wole góry.

      Usuń

nie musisz Czytaczu ale możesz ....