poniedziałek, 22 czerwca 2026

o tym, że po co komu empatia?

Pierwszy dzień lata był.




międliło się bardzo. burza jakby wisiała nad nami ... słońce wyłaziło i chowało się ale duchota nie ustępowała. a
tu jeszcze pożar dwie wsie dalej. zakłady z dużą ilością środków wybuchowych. dosłownie. waliło tak, że byłam przekonana, iż to sztuczne ognie w Charlocie. Ewakuowano ludzi mieszkających w pobliżu. Ściągnięto wszystkie jednostki OSP z gminy i wiele pozostawało w gotowości bojowej, gdyby coś się jeszcze wydarzyło.

ale nie przeszkodziło mi to delektować się latem...

ani trochę. w sumie co mnie obchodzi jakiś pożar. 

ja byłam przebodźcowana i miałam lato i reset. w zasadzie to mam nadal.

Wisiałam pod śliwą, pachniało wszystkim kwieciem ogrodowym, które teraz kwitnie, zapachy dosłownie odurzają. czytałam. podlewałam kwiaty w donicach, przesadzałam i podwiązywałam. za dużo nie zrobiłam, bo jednak taki parny dzień wysysa energie.

Naczelnik cusz, był w pogotowiu. tyle powiem.

Pod wieczór ale zdecydowanie za wcześnie, pojechaliśmy nad morze, do Rowów z Ciri i dojechali do nas sąsiedzi. połaziliśmy,  (i tu niespodzianka) po wietrznej i chłodnej plaży, zjedliśmy lody i ...do domu, niestety. Słonce jeszcze nie zamierzało zachodzić.

nosi mnie w takie wieczory i dni.

A dziś zaczął się ostatni akt. Ostatni tydzień w placówce. Odrętwienie i niepokojące sny. Że nie widzę co za zakrętem, co się wydarzy, i brak kontroli. Do tej pory się toczyło utartym jednak torem...a teraz znów Rewolucja. zerwanie schematów. rytuał przejścia. i jakiś koniec. Nie pierwszy to raz. 

Zaczynam kolejne życie. za tydzień :-)






*

Przyglądam się ludziom, aż chyba za bardzo. i robię diagnozy dla siebie, nie dla nich.

Kręci mnie obserwacja i wyciąganie wniosków. Które zatrzymuję dla siebie ale czasem się  podzielę, na przykład dziś, gdyż sporo wisiałam pod śliwą w łikend.

[zapisuję te wnioski głównie ku pamięci i żeby nie pakować się w różne duszne sytuacje]

Ja wiem, że z wiekiem, to się wszystko kumuluje ale są jednak ludzie, którym się nic i nikt nie podoba. ... Nikt i Nic dosłownie. Przykro słuchać a najlepiej nie słychać, tylko politować się. Kiedy się tacy porobili? życie niespełnione, książę na białym koniu nie dojechał? społeczeństwo nie doskoczyło, nikt się nie poznał na talencie???

tacy ludzie mnie wysysają, wytrącają oręż z dłoni, denerwują i w dodatku najczęściej też są monotematyczni. 

Zauważam też, że niekoniecznie tacy Oni skromni i wycofani,

 uważają, że tembr ich głosu brzmi najmądrzej. obojętnie czy pisanego czy wygłaszanego. że każdą pracę mają chujową i nie płacą im geniuszom odpowiednio...że każda praca jest nieodpowiednia. dla nich arystokratów intelektu z urodzenia. 

i Oni właśnie najczęściej  nigdy nie wypowiadają się dobrze o innych NIGDY, bo chyba by im jęzor odpadł. Nigdy się nie zachwycają światem.  przyswajają tylko to co podobne, odrzucają wszystko co odmienne.

ktoś kiedyś napisał? że taka odmienność kręci. pociąga, której samemu się nie umie. niemoje życie. dlatego gawiedź kręcą celebryci :-)

mnie nie kręcą 

nie znam ich.

ja uważam nadal,

że opłaca się wychodzić ze strefy komfortu, ja bym powiedziała, że rutyny, przyzwyczajeń i urojonego bezpieczeństwa.

Tylko zastanawiam się po co mi ta empatia?  przez którą nie mogę powiedzieć co na prawdę myślę. bo jak powiem, to się objawi matrona z lublina ze swoim bełkotem)):

I właśnie zazdroszczę takim co to robią vivisekcję i nic nie czują.

Dlatego przestałam być kompatybilna. to znaczy jeszcze nie przestałam, pracuję nad tym. i teraz zamiast łazić po polach, po ogrodzie, wisieć na hamaku,  to ja się spuszczam w tym poście...nie wiem po co.

Życie mamy jedno, krótkie i nie czas na zastanawianie się co autor miał na myśli. 

Czas na hamak i spacer z Ciri.

*Zdjęcia ze spaceru i ogrodu.



26 komentarzy:

  1. Rowy, byłam tam kilka razy
    Najbardziej pamiętam nieskończone ilości jerzyn!

    No dobrze jest mieć kogoś czy coś, gdzie można upuścić emocje.

    OdpowiedzUsuń
  2. No pani kochana, jakie dziś fotki cudne!
    U nas duszno było dwa dni, a dziś zupełnie inna pogoda, ale burz nie było...
    We Włocławku też pożar fabryki z chemikaliami, przypadek? nie sądzę...
    Jutro walizki wyciągam i nad morze, mówisz, że sweterek się przyda?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie każdemu się z wiekiem kumuluje, mi właśnie z wiekiem odpuściło, niby dawniej też miałam na wszystko wywalone, ale jakoś w środku byłam spięta, na zewnątrz krytyczna, nerwowa i bardziej skora do konfrontacji. Teraz robię to ciszej, spokojniej, płynę pod prąd bez demonstracji. Bardziej akceptuję świat i lubię ludzi. Mam w sobie więcej tolerancji, to chyba wynika z większej pewności siebie, nie muszę każdemu tłukowi udowadniac, że nie ma racji, niech on sobie wierzy, że ma rację, to jego problem, nie mój, dopóki nie włazi na moje podwórko. Jak wlezie, to ukatrupię gada ;). Nie przejmuję się sprawami, na które nie mam wpływu, nie cierpię za miliony ale i nie przeżywam, że ktoś gdzieś o mnie coś nagadał, nazmyślał, albo że ja coś palnęłam, no zdarza się najwybitniejszym jednostkom ;) - dawniej to bym umarła z zażenowania.
    Znam swoją wartość, ale nie mam problemu żeby przyznać, że czegoś nie wiem, nie rozumiem, nie ogarniam. Jak mi się coś nie podoba, to nie mam potrzeby powiadamiania o tym całego świata, omijam przeszkodę, odcinam się, idę swoją drogą. Trochę w życiu mi się spełniło, trochę nie, ale dla mnie szklanka jest do połowy pełna, a każda porażka jest nauką i szansą na zmianę.
    Mój zakręt i rytuał przejścia będzie za miesiąc. Ja się cieszę, że będzie tyle nowych rzeczy w moim życiu, że będę mogła zastąpić stare schematy nowymi, a najpierw jeszcze próbować, szukać, bo parę spraw zaplanowałam, ale przecież nie wszystko. Praca była fajna i satysfakcjonująca, no ale chcę jeszcze w życiu wypróbować trochę nowych ścieżek. Pesel o niczym nie przesądza, albo w moim jest duża pomyłka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie mam tal całe życie 🤣🤣🤣 wywaline ale jestem emocjonalna i mam adhd wiec jeszcze czasem mam ochote wywalać co mnie wnerwia ...

      Usuń
  4. Z wiekiem się kumuluja nieszczescia, kto utknął i nie przerobił sobie w głowie, że rycerz nie dojedzie, to będzie nieszczęśliwy. Życie rozczarowuje, jako dzieci spodziewamy się nie wiadomo czego, a potem mamy to, co jest.
    Ale najszczęśliwsi są ludzie po 50, z badań wychodzi, pewno Ci, co potrafią być szczesliwi, hehe.
    Sny mówią i opowiadają, przerabiają co musi być przerobione, wiadomix.
    Nowe cie czeka, ale stare trzeba pożegnać, zawsze smutno trochę z tego powodu. Ja już jestem ciekawa, vco tam nowego wymodzisz!:D
    Innyglos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stare trzeba pożegnać i to jest dla mnie wyzwanie...

      Usuń
    2. No nie jest lekko Teatru - tyle lat, tyle wspomnień, tyle życia. Przecież nie wszystko było złe, więc możesz czuć, że coś tracisz. A utratę trzeba opłakać, nawet, jak zmiana jest pożądana i w dobrym kierunku.
      Innygłos

      Usuń
    3. nie było a nawet było zajebiście przez całe lata :)
      nie wiem czy aż opłakać, no chyba że się wzruszę...
      teatru

      Usuń
  5. Zmiana stresuje, ale jest dobra, courage!
    Obserwacja i wyciąganie wniosków jest jak praca detektywistyczna. Jak nie trzeba na tym zarabiać, jest to bardzo ciekawe. Kiedyś denerwowali mnie opisani przez Ciebie ludzie i dawałam temu wyraz, próbowałam interweniować, dywagować, ba, pomagać. Przestałam m.in. z powodu powtarzalnego scenariusza rozmów oraz niepotrzebnych przepychanek. Skoro wiem co usłyszę, oraz wiem, że przez otwarcie ust z przekazem adekwatnym ale innym od oczekiwanego sama siebie wpędzę w kłopoty, nie gadam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odpuszczam od jakiegoś czasu...ale nie ukrywam, że też unikam. staram się w codziennym życiu nie zaogniać. ba nawet nie mówić, bo nie chcę konfliktów i focha.
      ale tu pisałam i jeszcze czasem piszę, bo się ulewa.
      Każda zmiana jest dobra...nawet ta gorsza.

      Usuń
    2. jesoo to byłam ja Teatralna

      Usuń
  6. To, że wszelkie zmiany niosą ze sobą stres, to fakt potwierdzony badaniami. Mało rzeczy niesie ze sobą tyle stresu, co podjęcie decyzji o zmianie. Co ciekawe, to niemiłe uczucie pojawia się przed podjęciem działania, później, gdy zrobimy pierwszy krok i następne, jest już łatwiej. Ale bez zmiany nie ma postępu. Mało tego: Bez zmian zmierzamy do katastrofy, bo przecież w życiu nie przydarzają się same dobre sytuacje, są też sytuacje niszczące. Tkwić w tych ostatnich, to fundować sobie samemu tortury w oczekiwaniu na śmierć. Poza tym długotrwały pobyt w niebezpiecznej sytuacji bez możliwości ucieczki powoduje poważne zaburzenia, jak traumy, PTSD. Dlatego mimo naturalnej niechęci do zmian, powinniśmy ich od czasu do czasu dokonywać, bo inaczej sami się zabijamy, a nasze otoczenie niszczymy niejako przy okazji.
    Ogarnia mnie zniechęcenie zmieszane ze złością, gdy spotykam kogoś, kto narzeka ponad miarę na swoją sytuację, ale nie chce jej zmieniać i broni się przed wszystkim, co taką zmianę może spowodować. Wtedy odruchowo ograniczam kontakt, bo jak napisałaś: "tacy ludzie mnie wysysają, wytrącają oręż z dłoni, denerwują i w dodatku najczęściej też są monotematyczni". To źle tkwić we własnym gównie, a już wyjątkową nieroztropnością jest pakować się w cudze. Jeśli już się coś takiego zdarzy, pierwszą pomocą jest zmiana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nigdy nie tkwiłam w układzie toksycznym, nigdy nie tkwiłam w układzie niszcącym, ani zawodowo ani prywatnie.
      W moim życiu miałam już wiele etapów i zmian...zawsze na lepsze i ciekawsze :)
      także masz rację.

      Usuń
    2. to znów byłam ja Teatralna, pisząca w placówce :-)))

      Usuń
  7. Byłam w Rowach jako mała dziewczynka, babcia mnie na wczasy zabrała, ale nie pamiętam nic poza tym, że ta nazwa wydawała mi się wtedy baaardzo zabawna i to, że przez cały turnus mijałam ludzi z lodami, a babcia z uporem maniaka tłumaczyła, że nigdzie w pobliżu lodów nie sprzedają, z pewnością ludzie przynieśli lody z domu i umiejętnie lawirowała ścieżkami omijając budkę 🤦‍♀️😡 Po powrocie do domu i skardze rozrywającej serce pani matki, pierwszą rzeczą była nauka czytania słowa LODY 😂 Babcia ze łzami w oczach tłumaczyła, że bała się, że się rozchoruję, będzie problem z lekarzem, umrę na anginę itp. Dżizas, ja nigdy w życiu (do dziś) nie miałam anginy, a na lody chodziłyśmy z mamą przez caluśki rok, no ale babcia całe życie gdyby mogła, to by lody podgrzewała 😉🤪
    Tak mi się jakoś przypomniało.

    Coś ostatnio czasu brak, czytam Cię, ale co chcę coś napisać, to mnie jakieś licho od klawiatury odciąga.

    Niektóre ludzie gupie som i nie poradzisz. Szkoda nafty na korektę, tłumaczenia, trzeba ominąć i tyle. Wiem, nieraz rąsia sama w pięść się zaciska, ale jaka satysfakcja kiedy rzucasz idiocie na odchodne "to twój problem" 😄

    Zaczęłam "Złorzecze" Małgorzaty Kasak, z głosem Filipa 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jaa osobiście nie lubię Rowów ale trzeba przyznać, że plaże jest fajna.
      Historia z babcia świetna:-))
      Dzięki za podrzutkę literacką, jak zwykle👍👌😘

      Usuń
    2. To ja Teatru niezalogowana i stopowana przez własnego bloga :-DD

      Usuń
    3. Domyślnam 😄 Zgadłam, że to Ty 😄

      Usuń
  8. Po co komu empatia? Zeby byl czlowiek czlowiekiem. Reszty nie rozkminiam naukowo :))).
    Ladne kwiatki. Nawet piekne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie nie zgadzam się z tym...tak do końca
      człowieki to bezrefleksyjne okrutne typy
      Teatru

      Usuń
    2. Ten typ to pewnie tylko z nazwy czlowiek. :)))

      Usuń
  9. Im dłużej żyję, tym bardziej przekonuję się o tym, jak warto po prostu być sobą. Mam w sobie pewne pokłady empatii i pomagam kiedy mam taką możliwość, ale też coraz łatwiej przychodzi mi mówienie "nie" i wycofanie się, co kiedyś było jakby to powiedzieć... nie do pomyślenia? Nawet jak coś przemilczę, to przemyślę w głowie i porozmawiam z tym, z kim wiem, że mogę pogadać o wszystkim :D
    A masz rację, ludzie są ciekawi... oj są. Takich wiecznie niedocenionych geniuszy też poznałam i wolę omijać szerokim łukiem xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie to już nie mam złudzeń co do gatunku ;-) raczej przewidywalny.
      ale doceniam już gdy chociaż nie krzywdzi....ten gatunek.
      ja zaś z wiekiem ( i internetem) coraz mniej empatyczna jestem, chyba.

      Usuń

nie musisz Czytaczu ale możesz ....