piątek, 8 maja 2026

kafka na tarasie.



Wczoraj filcowałam przed ekranem i złamałam igłę. 

pierwszy naszyjnik, kiece i zaczęłam torbę. ha. popadam w obsesje ale tak już mam. jak mnie wciągnie to definitywnie, do urzygu. dopóki nie przestanie. w tym momencie na płasko.

*

że też akurat te chujowe prognozy się sprawdzają co do joty. miało być ochłodzenie od poniedziałkowego wieczora i Było. 

 Zimno, jak cholera i lało, jak cholera cały wtorek i środę i zimno było też w czwartek, choć już nie lało i jakby "coś drgnęło w rajstopach... ciepłoty ;-))  Akuratże leje, to dobrze. tak właściwie lało równo, metodycznie z góry na dół. a chwasty rosną jak popierdolone...

mam nadzieję, że w łikend będzie można je wyrywać. te chwasty. 

i że płotu nie przerosną, bo dźwigają się z niebytu w oczach. kwitnie też jabłoń. i piękna poniemiecka reneta.

świat kwiatów i drzew od majówki ruszył z posad dopiero. konkretnie ruszył. choć noce bardzo zimne, i kto to widział, żeby przez kilka dni była Afryka a następnie w ciągu doby spadła napysk do 5 stopni nad ranem??? w placówce też zimno a tu od poniedziałku testy. rączęta przymarzną. 

Okoliczności stały się bardzo sprzyjające więc skończyłam "Welewetkę...oraz  "Ciemność. M.M, Perr, taki cykl historii o tym, co się stanie i jak to się stanie gdy nasza rzeczywistość diametralnie się zmieni...czyli cykl Apokalipsa. wybitny nie jest i nigdy nie będzie ale można dla odświeżenia :-) i stwierdzam, zupełnie poważnie, że dzięki Naczelnikowi jesteśmy przygotowani. na ekstremalne wydarzenia i warunki. serio. raczej przeżyjemy wybuchy słoneczne i walkę o byt. przynajmniej pierwsze 72 godziny :-))

Czytam pierwszy kryminał Yrsa Sigurðardóttir i jednocześnie "Odrzanie. Rokity.


Oglądam kolejne odcinki "Margo jest spłukana. 

i "Wichrowe wzgórza, w nowym wydaniu i ... nie wiem co o nich sądzić. ??? poza tym, że Hitklif nawet smaczny, żeby nie był nieco odpychający. choć z urody to on w typie Timothee Szalameta. no kanon męskiej urody się zmienił, już nie szerokie szczęki mocno osadzone zarośnięte a takie pyszczki wydłużone, takie szczurze troszkę i takie oczęta smutne...

Oraz wczoraj zobaczyłam bardzo dobry film na HBO

"Boska Sarah Bernhardt" (tytuł oryg. Sarah Bernhardt, la divine) to francuski film biograficzny z 2024 roku w reżyserii Guillaume'a Nicloux, poświęcony legendarnej aktorce przełomu XIX i XX wieku. W rolę "pierwszej celebrytki świata" wcieliła się Sandrine Kiberlain, a film przedstawia jej artystyczne triumf.

kocham Sarę za miłość do Teatru i zwierząt.


Zaparłam się i każdego dnia ryje angielski, wiadomo, ale i hiszpański i włoski. budzę się z włoskim na ustach :-)

 każdego dnia wszystkie trzy przerabiam po kilka lekcji.... aż wylądowałam na pierwszym miejscu w rankingu 😂

**

potwierdzam, że o 20ej jeszcze jasno a o piątej już jasno. także od rana kawka na tarasie i przekonanie, że w łikend znów ciepło powróci. wyłączyłam grzanie w chałupie. wybieram się na spacer z Ciri i do fryzjera.

39 komentarzy:

  1. Te wybuchy słoneczne to Ci chyba niestraszne, bo Ty ciepłolubna jesteś 🤔😉

    Kubek cudo 😍

    Włoski też zaczęłam kilka miesięcy temu i... dobrze żarło i zdechło 🤦‍♀️ Czasu nie miałam, więc kilka razy olałam wściekłego kuraka, wyłączyłam powiadomienia, bo irytował tym zaczepianiem mnie, a przecież wiem lepiej kiedy mam czas, no nie? 😈😂 Ale muszę wrócić, bo porwałam się na ten język trochę od czapy, na zasadzie "sprawdzę, czy łeb jeszcze pracuje", ale powiem Ci, że sprawiało mi to sporo radochy. Tak więc uważaj, bo jak już się ogarnę i wpadnę w rytm nauki, to Cię będę gonić w wyścigu o puchar kujona 🤪

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och już się cieszę choć kujonem nie jestem z zasady :-)))
      wybuchy są niebezpieczne nie musi być wojny ani ruskich trolli, i niestety spodziewane...Najbardziej spektakularnym wybuchem słonecznym w udokumentowanej historii, który bezpośrednio uszkodził infrastrukturę telegraficzną, było Wydarzenie Carringtona (ang. Carrington Event), do którego doszło na przełomie sierpnia i września 1859 roku. Szczyt burzy magnetycznej nastąpił w dniach 1–2 września 1859 roku. Nazwa pochodzi od nazwiska angielskiego astronoma Richarda Carringtona, który 1 września zaobserwował na Słońcu niezwykle jasny błysk (rozbłysk klasy białej), poprzedzający burzę. Skutki dla telegrafów: W ówczesnej sieci telegraficznej, która była jedyną zaawansowaną technologią elektryczną, doszło do masowych awarii. Prądy indukowane w liniach telegraficznych były tak silne, że papier w przyrządach stawał w płomieniach, telegrafiści otrzymywali porażenia prądem, a urządzenia działały nawet po odłączeniu baterii.

      Usuń
  2. Kurak od włoskiego też już mnie zaczyna wkurzać, muszę przystopować. A w zasadzie to głównym problemem stała się sztywność szyi, bo jak przez parę miesięcy po kilka godzin siedziałam przyklejona do tej nauki, to mi się coś zrobiło w karku i teraz zarządziłam lekki odwyk oraz się rehabilituję czyli gimnastykuję tę szyję. A też zaliczałam podiumy z pierwszymi miejscami :))). W sumie dobra ta motywacja, ale ileż można tak ciągnać.
    Prepersami to są mój starszy syn i synowa, przygotowani na wszystko. My z mężem przeciwnie, głównie przez mężowski opór. Ja uważam, że rozsądny człowiek powinien mieć przynajmniej zapas wody do picia i generator prądu.
    Sarę Bernhard z przyjemnością sobie obejrzę.
    Odrzania mi się średnio podobała, ale czytałam ją po Poniemieckim K. Kuszyk, na której trochę się opierał Rokita. U Rokity więcej osobistych wynurzeń, u Kuszyk więcej konkretów i źródeł. Ciekawa jestem Twojej opinii, zwłaszcza jak przeczytasz obie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Sztuka, a ja wychodzę z założenia, że można mieć plecaki ewakuacyjne itp., ale jak pierdyknie z partyzanta, to człowiek nawet nie będzie miał czasu albo możliwości po ten plecak sięgnąć 🤷‍♀️ Tak, że ten...
      Ale co do wody i generatora prądu czy nawet małych power banków to się zgadzam. A w szafkach nigdy nie mam aż tak pusto, żeby nie przetrwać nawet kilku dni 🙂

      Usuń
    2. A to owszem, jakby jakiś koniec świata czy choćby atom, to wolałabym chyba jednak od razu wyparować.
      I jeszcze zapomniałam dodać, że te filcowane biżuty świetne, oczywiście też bym zaraz chciała coś sobie pofilcować, ale doba za krótka :).

      Usuń
    3. Sztuka-kurak własnie mnie poblokował z angielskim bo ciągnę najdłużej i hiszpańskim...zastanawiam sie czy nie wykupić tego duolingo i za kasę będę miała święty spokój , wydaje mi sie, że jest tez mniej powtorek , ktore i mnie doprowadzają do rozpaczy. w każdej wolnej chwili jadę z tymi językami. a z włoskim mam zabawe najlepszą. bo kurak mi tu na najwięcej pozwala.
      my tez takie prepersy w zasadzie jesteśmy. przygotowani na wszystko...zapas wody, jedzenia(w miarę rozsądnie), leków i apteczka, krótkofalówki, radio na baterie, świece, teraz przygotowujemy drewno do kominka, mamy kuchenkę na naboje i tylko musimy zwiększyć ich zapas... broń. skrzynie na warzywa.
      nie chodzi tu o wojnę ale bardziej na inne kryzysowe sytuacje. i brak prądu.

      Usuń
    4. Aśka, myślimy poważnie o generatorze takim porządnym z solarami, może on służyć na codzień. Naczelnik pracuje w domu przy komputerze. wszystkie urzadzenia, ładujemy w domu. latary na bursztyn mamy porządne ...

      Usuń
    5. To darmowe Duo odpuściłam sobie po tygodniu, bo to jest w ogóle do bani, korzystam z płatnego Duolingo Super w planie rodzinnym (dla kilku osób), nie wiem ile to kosztuje ale raczej nie majątek, syn mi użycza, bo on to dawno temu wykupił, i obdziela jeszcze chyba dwie koleżanki. Tam jest jeszcze opcja rozszerzenia na bardziej wypasioną wersję z videorozmową i czymś tam jeszcze. Za krótko ten darmowy używałam, żeby analizować różnice, ale jest o niebo lepiej, część ćwiczeń jest inteligentnie dostosowana do tego co użytkownikowi sprawia najwięcej problemów. Powtórek dużo, ale mi to pasuje, bo zmusza mnie do utrwalania, bez tego sama bym musiała nad tym siedzieć. We włoskim po 145 dniach jestem w 4 module, lekcja 32, to już sporo, każdy kolejny poziom to trudniejsze te ćwiczenia, bardziej złożone historie do słuchania, tłumaczenia i rozmawiania. Jak widzę, ze coś mi umyka, bo przeleciałam kawałek po łebkach, to wracam i powtarzam, robię pominięte wcześniej dodatkowe ćwiczenia. Trochę mało rozmawiania, samodzielnego budowania zdań, ale to uzupełnię w innej formie.

      Usuń
    6. no i ja doszłam do wniosku, ze czas już. zwłaszcza, że poważnie to zaczęłam traktować. Dzięki za info :-)

      Usuń
  3. U was leje, a u mnie tylko zimno, tych paru kropelek na trawkę nie liczę.
    Autor kryminału ma nazwisko niemożliwe do wymówienia.
    My dziś zaczynamy maraton z duńskim kryminałem, obejrzeliśmy kiedyś Kasztanowego ludzika, teraz dali ciąg dalszy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och to cudownie ja jestem fanką "Kasztanowego ludzika. a jaki tytuł i na jakiej platformie ?

      Usuń
    2. Netflix, Zabawa w chowanego!

      Usuń
    3. No i przez Was dwie wczoraj cały wieczór z Kasztanowym ludzikiem 😁

      Usuń
    4. dziękuję, znalazłam ale poczekam na Naczelnika :-)

      Usuń
    5. to przeczytałam, no i ja zapewne spędzę cały wieczór jutrzejszy i pojutrzejszy na tym samym :-)

      Usuń
  4. Maglujesz wełnę, to i łamiesz igły :P właśnie kończę kawę, przysiadłabym się pogadać, ale tyle polecasz, że muszę w końcu zejrzeć do Margo. Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. igły łamią się często, ja mam na sumieniu dopiero drugą.
      polecam polecam :-)

      Usuń
  5. A ja Colombo!
    Może też jakiegoś języka bym się poumiała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ten Colombo mnie rozbawił kochana :-) 😜, co do języków, pewnie francuski i angielski znasz dobrze.
      Ty to chyba chińskiego w takim razie. ja bym zajrzała do szwedzkiego...ale już chyba bym przesadziła. świetne ćwiczenie głowy, odciąganie uwagi od myśli niepotrzebnych.

      Usuń
  6. Ależ Ci zazdroszczę tego deszczu, u mnie wczoraj popadało, ale po tak długim czasie suszy, to dosłownie kropla w morzu. Ziemia jak klepisko, rośliny, nawet dorosłe krzewy, bardzo słabo się zielenią, chociaż to już prawie połowa maja i powinno buchać zielonością z każdej strony :/
    Co do przygotowań na ,,w razie czego,, uważam, że w domu zawsze powinny być jakieś zapasy, przynajmniej na 2 tygodnie. Jedzenie, woda, świece, latarki, baterie, itp. Ludzie na niewielkich wsiach często są lepiej przygotowani, ponieważ tam częściej bywają problemy z prądem, czy wodą. Tak sobie myślę, że te plecaki ewakuacyjne, o których trąbią od jakiegoś czasu, to bzdura... gdzie z nimi uciekać???
    Zauroczona jestem Twoim tarasem, jest cudny, niesamowicie klimatyczny, bardzo lubię oglądać migawki z niego :)
    Pozdrawiam serdecznie, Agness:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnes, w ogole ludzie na wsi maja lepiej:-) pod każdym względem, bo maja kawałek ziemi, skrzynie na uprawy, kominki, kozy, piece, zapas drewna, wodę która mogą magazynować, pomieszczenia gospodarcze, robią przetwory, mają warzywa i owoce...na jakiś czas są samowystarczalni. no i mamy sensownych sasiadów. a których możemy liczyć.
      taras to jest cos co natychmiast dobudowaliśmy do chałupy, na pierwszym miejscu. gdy sie tu sprowadziliśmy. spędzamy na nim dużo czasu latem. i w ogrodzie ogólnie. dziękuję :-)

      Usuń
  7. Wkręciłaś się w to filcowanie że szok! Ale efekty piękne, naszyjnik bardzo mi się spodobał ;) Ja może sobie powyklejam odłonki na doniczki. Weekend ma być u nas dalej chłodny, nie wiem czy gdzieś się wybierzemy, to chociaż sobie coś tam podłubię.
    Podziwiam Cię za tą naukę aż 3 języków na raz, ja bym nie dała rady! Ale warto je znać, angielski już nie raz w życiu mi się przydał.
    Przyjemnego weekendu :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. filcowanie mnie odpręża :-) no i potrzebuję cos robić cały czas...
      myślałam, że w łikend będzie znów ciepło bardzo a tu na dzisiejsza noc przymrozki zapowiadają...noż szlag mnie trafi. na noc obowiązkowo włączam grzanie. w zasadzie grzejemy od środy. znów. co za wiosna. no ale jeszcze do zimnej Zośki trzeba wytrzymać. i wtedy zapełnię donice kwitami :-)
      w sumie to taka fajna zabawa bardziej niz nauka ale mi odpowiada. angielski ciągnę od jakiegoś czasu w różnych formach. chodziłam do szkoły prze rok po 4 godziny w tygodniu zdałam a1 ...ale nie o papiery mi chodzi. chce sie dogadywać podczas podrózy. potem kurs się skończył i wskoczyłam w taki internetowy. przez rok bo u mnie z czasem cięzko. te interentowe sa wygodne, możesz pracować kiedy chcesz. a potem duolingo. uczyłam się tezkilka lat hiszpańskiego. ale nie mam kontaktu przez dwa, trzy lata... i pojawiły się dzieci z Boliwii w szkole a to dało mi kopa.
      Przyjemnego i Wam :-)

      Usuń
    2. Dokładnie, nie chodzi o papiery, a komfortowy poziom komunikacji. Ja jestem na tym etapie, że rozumiem co się do mnie mówi i mówię w miarę płynnie, choć nieraz brakuje mi w głowie potrzebnego słowa :D Powodzenia w dalszej nauce!

      Usuń
    3. ja niestety nie mówię płynnie ...w każdym razie mam z tym problem. ale tez się wstydzę...

      Usuń
  8. Haha, ja wloski mialam w szkole sredniej i zdawalam na studiach jako jezyk obcy, a pokochalam po Nuovo Cinema Paradiso, jeszcze pamietam jak 5 maja urodzilam moje dziecko a na porodowce mialam cwiczenia z wloskiego, bo w czerwcu egzamin. Zdalam, ale od tego czasu nie tknelam. Juz w Irl zaczelam sie uczyc hiszpanskiego, bardzo ladny. Troche czytam po hiszp, wlasciwie po wlosku tez🙂 a raczej czytalabym, jakbym sobie przypomniala😛 moze czas!
    Ale najpiękniejszy jest francuski. A tu ani w ząb!
    Innyglos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. włoski jest prosty zdaje się i bardzo podobny do hiszpańskiego :-) bardzo. może nawet trudnośc polega na tym, że zaraz mi się zacznie mieszać. Hiszpański to moja miłość. niespełniona :-)))) uczyłam sie kilka lat, jeździłam wtedy do Hiszpanii. ale zrobiła się przerwa....a teraz mam powód, w postaci dzieci z Boliwii to i zaczęłam odkopywać, przypominać. uczyłam się niemieckiego i francuskiego w szkołach. z oboma nie mam kontaktu...niemiecki ciągnęłam na krótkiej emigracji. francuski jest pierońsko ciążki. Naczelnik zna biegle i studiował w tym języku . normalnie jest poliglota .
      moim marzeniem jest mówić po angielsku. bez guli w brzuchu. i paniki :-)

      Usuń
  9. Właśnie mi przypomniałaś, że nie dokończyłam Wichrowych… zasnęłam i zapomniałam o nich. Zaś Yrsę lubię.
    Mogę potwierdzić tylko że około 9 jest już na pewno widno, tylko jak podniosę rolety 😅

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak Yrsa jest ok, przyjemnie się czyta.
      jednak ja jestem polskim kryminałem zaskoczona i bardzo mi sie podoba, dzięki Aśce. jest poziom i jest to dla mnie bardzie osadzone tu i teraz. Piotrowski, Gorzka...wiadomo. polubiłam też Siembiede.
      Szczęściara :-)

      Usuń
  10. Tydzień był do d...y :(
    w środę ja się wypi....lam w ogrodku, a że niesprawna jestem i dodatkowo barki bolą to się na rękach podnieść nie moglam, musiałam na dupce jechać do najblizszej balustrady, w związku z czym jedne spodnie poszly do śmieci, a tylne części ciała wiem, że mam :)
    dzisiaj glebę zaliczył McGyver, probowal czołem sprawdzić twardość betonu... beton go pokonał, a zakończyło sie szyciem łuku brwiowego :(
    Ale ponieważ musiałam mu towarzyszyć na pogotowie, to siedząc w poczekalni 3 godziny przeczytalam połowę książki Mężowie, która chyba ty proponowałaś że dobra,
    No i rzeczywiście dobra :)))))
    Teraz wieczór, siedzimy obolali oboje i jęczymy komu gorzej. Mamy na szczęście duzy zapas "pocieszaczy" - orzechy, daktyle, mandarynki i herbatę w dużych ilościach! Przeciwbólowe tez pomagają, więc tragicznie nie jest :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ranyjulek Basiu toz to prawdziwy armagedon sie Wam przytrafił. Pocieszam i przytulam :-***
      i popacz a mówią , że rycie w ogródku i prace na świeżym powietrzu takie zdrowe sa no no zupełnie jak sporty zimowe, deskorolki i rowery ;-))

      oraz to nie ja, jeśli myślimy o tej samej książce, to poleciła ją Barbarella a jej ufam, ma dziewczyna gust w moim guście i w ogole, nigdy sie nie zawiodłam, podobnie na filmach :-) ja jeszcze nie dotarłam do niej ale dotrę.
      Zdrowiejcie :-***

      Usuń
    2. Ogrodek zdrowy? Nigdy w życiu! Wczoraj bolały plecy, dzisiaj ręce, a jutro pewnie nogi.... ciagle coś kopie, noszę.... No dobrze, psychicznie działa dobrze :)))
      Już skierowałam podziękowanie do Barbarelli, natomiast ty na pewno zachwyciłaś się Siembieda. Próbowałam, ale jest za straszny, jakoś nie mogę słuchać 😱

      Usuń
    3. oj Siembieda jest straszny, ale też zależy który. straszny jeszcze bardziej jest Piotrowski i Widerski...i nie bardziej niż Białys, Janiszewska czy Wolwowicz...oraz nawet Gorzka. tak to już jest z tymi kryminalami.

      Usuń
  11. Kawa na tarasie jest zawsze kusząca. A kanon męskiej urody mam w lustrze i faktycznie się zmienił, ale inny nie chce być ;-)
    Swoją drogą, to niezbyt rozumiem kanony w sensie mody. Moda na taką, a nie inną urodę, moda na takie a nie inne ubranie. Dla mnie albo coś mi się podoba, albo nie. Ktoś wygląda dobrze lub źle. i niewiele ma to wspólnego z modą. Weźmy takiego Davida Bowie lub Keitha Richardsa. Chłopacaki coś na siebie wrzucili, popatrzyli w lustro, powiedzieli że fajnie jest i tyle, nie sprawdzali jak się ubierają inni. Zresztą świetnie to opisuje anegdotka o Micku Jaggerze, opowiedziana przez Davida Bowie. Gdy jakiś dziaders zwrócił się do Micka, nakazującym tonem mówiąc, by sobie obciął włosy, ten mu odpowiedział: "ŻEBYM WYGLĄDAŁ JAK TY?!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moda jest bardzo historyczna, osadzona w danej epoce i czasie. a nawet klimacie. Moda na rubensowskie kształty u kobiet wynikała z docenienia dobrobytu, podkreślała status. jak ludzie głodowali czy byli biedni, to raczej nie wyglądali za obficie. w kwestii ciuchów.
      w XX wieku po wojnie, gdy nastały czasy dobrobytu, względnego spokoju, wyrównanych szans, wybuchnęła moda wynikająca z buntu, młodych przeciwko starym ...po całości...a teraz to sam wiesz. jest uniwersalizm po całości , różne kierunki, typy, i celebryci narzucają styl, jak kiedyś domy mody, aktorki, piosenkarki...moda jest przereklamowana ;-)
      w kwestii urody...no cusz, też to wynika z czasów, dziś taki wydelikatniony kochanek w modzie ;-) bo czasy spokojne, i wiesz sa dwa typy mężczyzn kochanek i wojownik :- ja wolę wikingów 😜 ale grubo osadzonych w inteligencji.

      Usuń
  12. O, przeczytałam wszystkie książki Yrsy, ciekawa jestem Twoich wrażeń po lekturze tej. 'Boską Sarę' też obejrzałam i bardzo, bardzo mi się podobał ten film, a od nowych 'Wichrowych wzgórz' wolę jednak te starsze z Binoche i Finnesem.
    Wizytę u fryzjera już zaliczyłam i znów jestem blondi:-)
    Zazdroszczę tarasu i kawki na nim... Chyba napadnę na siostrę i jej taras tylko pogoda nie tarasowa niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och ja te Wichrowe z Binoche i Finnesem uwielbiam, i zdaje się też wole gdybym miała wybierać...niemniej choć i te mają klimat.
      no i tez jeszcze niezbyt tarasowo strana...rano zimno.
      Podoba mi się bo ja bardzo lubię skandynawskie klimaty kryminalne ;-) i zdaje się ta część była sfilmowana ?

      Usuń
  13. Teatru... Jak zabić smutek i lęk? Pytam, bo jesteś specjalistką od radości życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och Frau, kochana. nie jestem zaś specjalistką od leczenia ludzi... są specjaliści im trzeba powierzyć swoje leki i smutki.
      Ja natomiast szukam małych przyjemności w życiu codziennie, dosłownie każdego dnia. nawet trudnego, bo oczywiście mam takie :-)
      całe życie przy życiu trzyma mnie sztuka, lektura, tworzenie, i drugi człowiek, który zawsze przy mnie jest i przyjaźnie....i jedzenie ;-)
      i praca, która pracą bywa.

      Usuń

nie musisz Czytaczu ale możesz ....