"Trudne chwile, to lekcje, które przechodzą... tak mi napisała jedna pani na karteczce.
[noż kurwa nie do końca jestem taka pewna, że to lekcje, a jeśli już to czego? pokory? panowania nad wkurwem? nad morderczą chęcią urwania łba przy samej dupie bezczelowi?]
Wolałabym nie odbębniać takich "lekcji" ale skoro los tak chce:-) to proszę bardzo.
Dla mnie, to raczej niekończąca się historia 🙈o ludzkiej zachłanności i głupocie oraz o pysze, która niektórym podpowiada, że są zajebiści i potrafią manipulować, jak chcą, kim chcą i kiedy chcą. Zabawa w chowanego, prawda czy wyzwanie. zabawa w naruszanie granic. i przesuwanie granic, jak jesienią. jesień sprzyja porządkowaniu spraw, napisała Margo. jesień za chwilę osadzi nas w domu na dłużej. druty moje czekają z zaczętym czymś. ale ogród jeszcze nie skończony, jeszcze czekam na czas bez wiatru. bo nadal ciepło choć dziś pada ale przede wszystkim wieje. Wiatru nie lubię, przenika mnie do szpiku, wtedy nigdy nie jest mi ciepło.
Skapywanie dnia bym potrzebowała na ostudzenie emocji, nie fajerwerków. tymczasem u mnie kompatybilnie z tymi wichurami za oknem, z szarpaniem drzew, wirowaniem liści.
Wszystko przemija. na szczęście i na nieszczęście. zależy jak patrzymy. To dzieje się równolegle.
*
Czwartek ciężki. ale już wiemy więcej. Maniuś zostaje w szpitalu, na dializie. paradoksalnie brak wiadomości od veta, jest dobrą wiadomością, wysiadły mu nerki, na ile i czy da się go uratować dopiero się zobaczy, przy drugich wynikach z krwi. Stabilizują go. płuczą powoli, gdyż ma chore serce i nie mogą tego w żaden sposób przyspieszyć. na godzinę przed zamknięciem kociego szpitala jedziemy oboje, przytulamy, głaszczemy i widzimy, że Maniuś nadal słaby ... zostawiamy biedaka. Ile to potrwa? nie wiadomo, może i tydzień.
Czy wróci do domu z kolejnymi lekami do końca życia, czy już nie wróci. to jest dla nas dziś największy emocjonalny dramat.
[w efekcie znaczącego braku poprawy na łikend został w szpitalu. przykro mi i pusto.]
Sprawy służbowe załatwiam bez większych emocji. ot, załatwiam. i podejmuje decyzje. grunt to konsekwencja. powtarzam sobie. i powoli, konsekwentnie. pomimo wrzasków. histeryczek i oporników podnóżków. poza systemem się kontaktuję i ustawiam drugi skład.
Czy mnie to jakoś przejmuje szczególnie. no nie szczególnie. i nie przejmuje, tak do spodu. robię co trzeba robić.
Nie poszłam do teatru na inaugurację festiwalu. miałam ważniejsze sprawy w głowie i w działaniu.
Za to spotkanie z moimi Babami w piątek było bardzo udane. spuszczam parę. dobrze jest się pośmiać. powspominać i dobrze jest się komuś wygadać. zasięgnąć opinii bliskich osób. dawno się w takim gronie nie widziałyśmy. obietnice częstszych spotkań złożone.
Za tydzień kolejne Baby i kolejne spotkanie. rozmowy, ustalenia. zbieranie informacji. dzielenie się kłopotami i planami.
przyszedł czas na towarzyskie zaległości...
Nadeszła Sobota i z powodu tygodniowego zmielenia kompletnie przebimbana została. nie miałam siły, byłam niewyspana i wszystko mnie bolało. jedynie pranie...
Dziś teatr w planach. wczoraj zadzwonili, że chyba sobie żartuję...że mam się pojawić. że czekają.
pojedziemy więc.
dzisiejsze zabiegi kosmetyczne przesunęłam, nie chciało mi się ani ogarniać domu ani ani...jakoś mi sie dobrze spało do dziewiątej starego czasu.
ta zmiana czasu jest wygodna ale znów kłopot z Ciri, znów musimy jej mieszać w rymie dobowym. i ja jestem skołowana.
*
Do takiego pięknego domku zostałam zaproszona w razie spektaklu w terenie. domku artystów. muzyków. Pani domu twierdzi, że wzorowała się na naszej chałupie :-) miło mi bardzo.
mnie zauroczył i rozbawił bo przywołał nasze szaleństwa studenckie w pewnej meksykańskiej knajpie 🙈😃😅
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
nie musisz Czytaczu ale możesz ....