![]() |
![]() |
... tak sobie myślę, że nie dość, że mi się tydzień w praco -robocio-domu skrócił do trzech dni, a ilość spraw nie zmniejszyła... to jeszcze jakieś biesy się zawzięły i jakieś biesy się zmówiły. Pralka działa od wczoraj, więc prania lecą hurtem, nie detalem ale za to TERAZ nie ma wody we wsi... No chuj mnie strzeli niechybnie. Oddychaj, oddychaj. Dziś Ilość spraw do ogarnięcia dość spora. Wczoraj w pracy godzin 10. Teraz o 9.30 w teatrze zaczynają się warsztaty taneczne, a ja dygam do szkoły z filmem w dzień projektowy polsko-ukraiński. Z tematów załatwionych: ogarnięta sprawa premiery w przyszłą sobotę, i zapełnia się lista kolonijna... i fryzjer zaliczony. Tylko klasówki jeszcze wiszą, chciałam sprawdzić do wyjazdu. Nie wiem czy się uda. Nie lubię zostawiać na ostatni dzień, zwłaszcza po wypadzie wakacyjnym.
Dziś pakowanie wstępne, zakupy ciuchowe wyjazdowe, czekam też na kosmetyki a wieczorna joga rozładuje mi napięcie, które rośnie ...
Wieczorem, już po jodze siadamy i robimy listę zakupów jedzeniowych na wyjazd, które Naczelnik zrobi jutro rano oraz układamy trasę po Olandii. Oboje siedzimy w temacie. Nie wiem czy w obliczu zmęczenia będę cisnęła na ganianie po szwedzkich lasach z kijkami? powoli marzę o odpoczynku na pomoście zawinięta w kołdrę z czytnikiem w ręku. Chociaż jeden dzień i najlepiej ten pierwszy po przyjeździe. Kolejny to pływanie po jeziorze i trzeci to wycieczka po okolicy wokół jezior, do parku narodowego...do sklepu ze starociami... Naczelnik miał rację dwa tygodnie temu, żebym nie cisnęła, nie układała znów planów ale dała się ponieść... tylko że dwa tygodnie temu byłam zmęczona psychicznie i marzyłam o złachaniu fizycznym w pięknej szwedzkiej przyrodzie a teraz jestem też wykończona fizycznie.
ps
wpisuje w google Olandia a głównie wyskakuje mi Holandia...a przypomniał mi się taki fragment czegoś: Co to za różnica: Holand, Poland czy Oland )))
...w tym tygodniu miało być bardzo domowo - chałupowo i dość czasu do ogarnięcia się przed wyjazdem i do wyjazdu: zakupy wyjazdowe... zakupy jadwigowe, ciuchy, kosmetyki, lekarstwa, okulary... czyli znów za dużo, no za dużo kurewa na ostatni moment( lekarstwa chyba będą, kosmetyki raczej dojdą, okulary już nie, jeśli pralka dziś wreszcie zacznie prać, to będę miała gacie na wyjazd w przeciwnym razie ...całą bieliznę trzeba będzie kupić ((.
No więc jest jak zwykle: zapierdol, że nie ma kiedy taczek załadować, że się tak kolokwialnie wynaturzę. film za chwilę kończę: jeszcze jakieś dwie godziny klejenia i dobierania muzy... no ale znajduję czas na dobry początek dnia, po wczorajszym 12 godzinnym zapierdolu... z kawą w łóżku i z Werandą Country. Po powrocie ze Szwecji, robimy taras. Taras na razie mam w głowie. Jeszcze wszystkie skrzynie puste, szukam kwiatów, gdyż postanowiłam w tym roku obyć się bez bratków...chyba pierwszy raz od zamieszkania tutaj. Co do mebli, to raczej mało i prosto. Raczej przedłużenie klimatów domowych:wiklinowa kanapa, dwa wiklinowe fotele i stara ława.
i tak przeglądając Werandę C. trafiam na ulubione klimaty:
Typ który mnie zachwycił już dawno: stary młyn z połowy XIX wieku wyremontowany pod czujnym okiem architekta, przerobiony i zamieszkany. nic nie jest w nim proste i oczywiste a wszystko jest piękne z szacunkiem do oryginału i jego wykorzystaniem. Subtelne połączenie starego z nowym.
![]() |
| zdjęcia przez mnie zamieszczone podchodzą stąd i jest tu ich więcej :-) |
A ten dom zdaje się na Mazurach, to dom szkieletowy, energooszczędny, w którym mieszka sztuka
![]() |
| zdjęcia z Werandy C |
to zupełnie, jak mój dom szachulcowy w którym mieszka sztuka :-)
Właśnie przyjechała wczoraj Matkajadwiga i na dzień dobry sprzedała mi plotę, ze świątecznych spotkań rodzinnych, że mój kuzyn chałupy mojej się czepia ...no nie cisnęłam zazbytnio. bo po co ? kuzyna lubię i jego rodzinę, ma on dość specyficzne poczucie humoru ...a Matkajadwiga zapewne nie wychwyciła niuansów hehe.
Tymczasem Chałupa nasza jest dość oryginalna, niebanalna, niestandardowa, na dwie osoby. nie spełnia żadnych norm ogólnie przyjętych. ponadto z artystycznym zacięciem, że pracownia jest w zasadzie wszędzie... co nie każdemu odpowiada, ba nawet Naczelnikowi nie odpowiada. nieco przeładowana wszystkim. co też nie każdemu odpowiada. meble mamy po przodkach i z odzysku oraz od sąsiada antykiewicza, w dodatku przeze mnie malowane...co również nie każdemu musi się podobać. talerze mamy krzywe, bo sama robię. kubki mamy też nie od parady (a ciuchy nie od Prady) i trudno sklecić jakiś serwis, bo nie serwisujemy. jakbym uparła się, że ta składność w cyklu:4, 6, 8, 12 mnie przytłacza jakoś osobiście. a co, gdy się zbije? obrusy lniane mamy pogniecione i pościel lnianą oraz ekologicznie bawełnianą też mamy pogniecioną. mamy stare lampy wyciągnięte z teatru i industrialne wyciągnięte z fabryki. wszędzie wiszą i stoją moje wykwity. oraz wszystko musi być ściorane, sponiewierane i dopiero może mieć wartość. No czy się należy komuś dziwić, że niekoniecznie chciałby żyć w takich klimatach ??
W ogóle ludzie nie mają takich ciągot, żeby na wszystkim, co ich otacza stawiać stemple i zostawiać swoje odciski palców, no ja mam.
Co mnie w życiu urzeka i inspiruje, to PRACOWNIE artystów oraz letnie szwedzkie domki, styl skandynawski i rustykalny oraz wiejskie chałupy.
Poniżej zamieszczam zaledwie ułamek tych inspiracji: pracownie znanych i nie znanych artystów, domy szwedzkie, hiszpańskie, hotele rustykalne, tarasy, otoczenie...
ale nie dam sobie uciąć palca, ze już nie wklejałam tego wnętrza, podobno dom do kupienia,
oraz inne małe inspirki
Raz w czas nachodzą mnie nieciekawe refleksje wynikające z nauczania. próbuję to zrozumieć. muszę to zrozumieć. żeby każdego dnia podejmować nierówną walkę. żeby nie zwariować.
Historia powoli staje się nauką dla wybrańców, dla elity... dla koneserów.
W procesie nauki, to Trudny przedmiot wymagający czytania !! myślenia, łączenia i analizy faktów, materiału źródłowego oraz syntezy i zrozumienia tekstów. Wymagający biegłej znajomości map, statystyk, rozumienia i wychwytywania zmian, procesu historycznego i łączenia danych z różnych dziedzin... socjologii na przykład. Historii sztuki, matematyki i fizyki. Nauka bardzo niełatwa. A tym czasem w kraju tutejszym w ogóle nieopłacalna ta nauka. Po pierwsze: dużo wysiłku a marny zysk. Po drugie, No przecież każdy teraz może sobie wszystko wyoglądać i wyczytać w internetach. [No i mamy skutki: cała banda myślących inaczej, ze sztandarami krytyki i podważania wszystkiego, ulegających propagandzie i przede wszystkim szukających skrótów].
Ale co w zamian ?
Co proponuje banda myślących inaczej?
[gdy pierwszy raz zobaczyłam foliarzy, płaskoziemców w telewizyjnym reportażu, byli to amerykanie. Oczywiście. poziom wykształcenia i zidiocenia tego społeczeństwa, przy takim zróżnicowaniu, pomieści wszelkie idiotyzmy świata i popaprańców świata].
No nic nie proponuje ciekawego.
siedzenie na dupie i karmienie się idiotyzmami. Nie ogląda świata, nie analizuje go, bo nie potrafi, nie podróżuje, nie zwiedza, nie szuka, nie zobaczy na własne oczy... siedzi na wersalce i napierdalala te swoje idiotyzmy. posiłkując się "niezależnymi źródłami". Takie coś przedziwnego, w nic nie wierzy, wszystko podważa ale samo nie pojedzie i nie zweryfikuje, nie sprawdzi. ale wszędzie węszy spisek. To jest kpina. To są jednostki, które zwyczajnie wszystko muszą upraszczać, bo nie potrafią ogarnąć więcej... tylko co takie typy robią w szkole ?? że też hipokryzja nie pokręci ich od środka. przecież uczą nie w zgodzie ze swoim "światopoglądem"??
A żeby uszczegółowić profil, to jest to bardzo często niedowartościowana ekipa z kompleksami, a jakże o bardzo wysokim, chuj wie z jakiego powodu, mniemaniu, podcierająca dupy stulatkom we świecie. taki skrót myślowy. ale wiadomo zapierdalala na zmywaku a powinna leżeć i pachnieć w pałacu )))))))) w kraju ojczystym naparza na Niemców a potem tam jedzie i zapierdala na budowie...
Tymczasem szykuje się coś znacznie gorszego... następnym pokoleniom nie chce się nawet oglądać i czytać internetowych idiotyzmów(może to i lepiej), nie przyswajają już nawet pogryzionej papki ... Przez rodzicieli idących na łatwiznę, Nie mają żadnego wzoru i parcia, zwyczajnie nie chce im się. Nie potrafią. Nie mogą, Nie wiedzą jak ?? oczekują nagrody za nic, za mierny wysiłek. Za to kombinują, jak by tu zarobić a się nie narobić ?? przypomina to komunę, jak nic.
Czas już na bardzo kategoryczną zmianę systemu nauczania. Bo popłyniemy. ale nie w duchu fanatyzmu i prawicowego zaprzaństwa, o nie. Rządy starych dziadów i fanatyków nie mogą pchnąć społeczeństwa ku świetlanej przyszłości. ku zmianom na lepsze. albo chociaż na uczciwe i przyzwoite. rzetelne i dobrze wykonane.
Ostatni dzień wolnego i miało być: na luzie kończone sprzątanie i spacery z psem i byłoby cudownie, bo słonecznie i ciepło no ale ja to potrafię sobie dzień psierdolić. Właśnie wróciłam z leczenia kanałowego, i jeszcze mi się nogi trzęsą. Ostatnim razem, to było półtorej godziny znęcania się w czasie którego dostałam dwa poważne ataki paniki... tym razem ustaliłam warunki, że max 45 minut, głowa wyżej, a w tej cholernej gumie, która zatyka mi otwór gębowy, dziura do oddychania ustami. I dałam radę bez paniki ale teraz Muszę odpocząć psychicznie i fizycznie, możliwe, że się prześpię - Ciało mam spięte, że rekami ruszać nie mogę...dziś na jodze się nieco rozciągnę i mam nadzieję też zrelaksuję podczas medytacji. Naczelnik wyprał auto po Lucynce(zesikała się radośnie na siedzenie pasażera)), zrobił zakupy i zajechaliśmy do naszych Ukraińców(przypominam 120 matek z dziećmi) ze słoikami dżemów własnej roboty. Widzę śliczną młodą kobietę, uśmiechniętą, która zajmuje się tymi matkami z dziećmi. mówi, że potrzeby mniejsze, bo znajdują pracę...ale właśnie rozmawiała z kobietą, która przesiedziała 38 dni w piwnicy... że śpi Ona tylko 2 godziny na dobę a pracuje po 12 godzin... że to wszystko jest straszne. Podpowiadam kontakt z psychologiem, wiem przecież, że nasze ukraińskie matki w szkole nic nie mogą, w takim są fatalnym stanie psychicznym. Pytam co potrzeba. Zostawiam namiary i wiem już sama, co potrzeba. Za chwilę wielikidzień prawosławna wielkanoc. No więc przywieziemy jajca ze wsi i jeszcze słoiki z ekologicznymi przetworami ... i kosz słodyczy dla dzieci.
NADAL Czytam na blogach i na Fb oraz rozmawiam z różnymi, że z tą pomocą, to już bez przesady, że się co niektóre star-e i młodsze zdziry z tej pomocy nabijają, rozwalone wygodnie na wersalkach, że cała ta "ukraińska szopka" czytam, że przecież nikt nie odróżnia rosyjskiego od ukraińskiego i to wewnętrzna sprawa rosji, że ojoj Czechow i ojojoj dostojewski i jakże to tak? że nie powinno się mieszać kultury z wojną, bo co winni tfurcy wybitni, że są ruskimi i tworzą wielką ruską kulturę. i przecież nie żyją. że ruskich chłopców szkoda. że nie wiadomo komu wierzyć? czytam, bo wszystko jest nieprawdą, cała wiedza świata i przekaz wizualny(no tym to współczuję, bo to choroba psychiczna, jak nic) i że teraz wiosna jest najważniejsza. i własne zasoby i własna dupa.
Oraz oligarchowie coś tam skamlają, że nad morze Śródziemne na wakacje nie pojadą i czy to się godzi? że trzeba putinkowi dać wyjść z twarzą z tej wojny... !!! że co kurwa wasza mać???
Możecie żyć we własnej bańce z daleka od zła, nie widzieć cierpienia zwierząt i ludzi, nie widzieć chińczyków z ich rytualnym ubojem psów, zabijaniem tysięcy zwierząt w czasie covida czyli nadal, Możecie nosić futra z lisów i nie wiedzieć okrucieństwa obozów koncentracyjnych dla zwierząt, Możecie wyprzeć te ukraińską wojnę i nawet sobie żartować, jak w przypadku obelżywych dowcipów o Żydach z czasów II wojny, Możecie nie reagować na krzywdę dziecka, i głodzonego psa na łańcuchu u sąsiada, Wszystko Możecie, jesteście wolnymi ludźmi podobno.
Ale KARMA wraca. i mam nadzieję, choć jestem niewierząca, że WRÓCI do was szybko,
bo jesteście najgorsi.
Wiosenny stół do spożywania i goszczenia, obfitował w śmierdzące krzaki bukszpanu i urocze gliniane stworzonka, wyklepane małymi rączkami oraz malutkie świeczki dostane.
(biedronka na pierwszym planie - to moja absolutna ulubienica a zaraz po niej maniuni zajączek )))
Wczorajszy lany poniedziałek uczciłam myciem okien tarasowych i podłóg, i goszczeniem sąsiadów. Nade wszystko był to dzień planowania wyprawy: Śpimy też na Olandii i ją zwiedzamy. Znalazłam dużo ciekawych miejsc w
Smalandii do zobaczenia w drodze
do Olandii z okolic Jonkoping(jezioro, gdzie stacjonujemy trzy dni). A potem z Olandii powrót wybrzeżem południowym do Ystad na prom. i do domu.
Dziś doprowadzam do błysku korytarzowe okno i dwie pary drzwi ... i górną łazienkę, jutro wszystko spinamy do kupy, i chałupa po-zarazowo, i po-zimowo opanowana, tadam !! i hurra. Tylko taras i ogród zostały do dokończenia w maju - gdyż w dalszym ciągu za zimno. Wczoraj wystawiłam kliwie na taras ale na noc zabieram, właśnie przymrozek zmielił piękne kwitnące kliwie sąsiadki Oli. Przymrozki co noc a w dzień zimny wiatr.
***
... w Szwecji zamieszki na tle wiadomojakim, nadziejam, że się skończą do naszego wyjazdu.
z informacji bieżących: trwa zmasowany atak na Ukrainę. to piekło jest już trudne do wytrzymania... w każdym wymiarze, z daleka, z bliska, z relacji. Paradoksalnie wieści coraz straszniejsze a ciężar współodczuwania spada... za chwilkę już na koniec wiadomości. ja nadal nie mogę się skupić. i nadal nie mogę zrozumieć... jest progres w stosunkach polsko-ukraińskich ale to chyba tyle. i czy na zawsze?
Urwało to morze wszystko co mogło urwać... plaże ogrodzone, bo niebezpiecznie jest nawet chodzić utartymi ścieżkami, grozi to wszystko osunięciem. Poza tym Zimno tak cholernie, że wczoraj tam zamarzłam. Nie myłam z tego powodu ściany tarasowej, dziś podobno ma być lepiej. Zobaczymy. Aktualnie Naczelnik gotuje jaja na jego chrzan. i do zjedzenia (jedyny dzień w roku, kiedy jemy tych jaj sporo) Ja piję se kawkę w łóżku... we wiosennej pościeli... dokoła bajzel - wszystko wywleczone na środek, poodsuwane, bo wczoraj Naczelnik mył okna połaciowe na górce a ja zaglądam w żady kont sypialni, garderoby i łazienki [pracownie odpuściłam, przyjdzie na nią kolej dopiero latem]. Targam kwiaty pod prysznic, wycinam suche, przestawiam. nie spodziewamy się żadnych gości.
Dziś spacer po polach w poszukiwaniu wilków...
Patrzę na świerka za oknem, bo wreszcie coś widać))) Zdaje się, że gołębie albo synogarlice cholerawie jakie ?? bo gatunków gołębiowatych i synogarlic od groma i jeszcze jakieś cukrówki... w każdym razie chyba zajęły wewiórkom gniazdo ?? albo próbują. bo nam w sypialniane okno bez przerwy zaglądają. Na pewno na dużych świerkach za chałupą gniazdują co roku ale żeby się wpierdalać w czyjeś pielesze ?? wypraszam sobie, chcę mieć wewiórki.
Z tematów aktualnych zadyma się zrobiła z powodu 13 stacji w koloseum. Ja też jestem zdania, że jeśli już, to obok Ukrainki powinna iść Polka... w końcu, to właśnie te dwa narody dźwigają krzyż ... wojny. W zasadzie, to powinna iść sama Ukrainka. Nie wiem, czy się Franek pogubił, czy wręcz przeciwnie, nie wiem czy bogowie są tylko od pilnowania i czynienia dobra, czy karania i sprawiedliwości ??? w imię sprawiedliwości ?? w końcu Dekalog zawiera informacje, jakim okropnym narodem byli Żydzi. Papieski jakiśtam urzędas mówi, że niepotrzebnie Europa wysyła broń Ukrainie(?!), franek nie może wydukać potępienia dla morderców ... i czy mnie to dziwi ?? otóż fcale. Bo mówić to se można i kazaniować, gorzej, jeśli przychodzi czas, gdy ludzkość mówi: Sprawdzam. Gdy trzeba działać. Za każdym razem ZA KAŻDYM PIEPRZONYM RAZEM jest tak samo, kościół powszechny nigdy nie zachował się godnie i po ludzku, bo przecież papież nie jest politykiem OBUCHACHACHA. i fszysko się zgadza.
My troje na spacerze wiosennym, podczas którego łeb urywa, okulary zamarzają a psinie dmucha pod ogon.
Na koniec dodam, że łykłam dobry polski serial na HBO - Odwilż z genialną muzą. A z Naczelnikiem naparzamy se Billions, trzeci sezon...nadal nie mogę się skupić na czytaniu. Może lektury mam do czasów niedopasowane... zaraz zakupię nową Tokarczuk. a po drodze coś lżejszego. Tylko co ?
Słowiańskie powitanie Wiosny rozpoczęliśmy po 20 marca. powoli, bo zimno i się rozkręca...
to trawa właśnie ścięta zeszłoroczna i wydmuszki pomalowane akrylem... i mam nadzieje, że ta trawa odrasta, bo bym się chyba zasmarkała.
Ozdoby stare wywlekłam, znaczy zakupioną kurę, kamienne jaja etniczne i barany. Pozostałe: wianki, pisanki, i ceramiczne ptaszki i kwiaty z krepy i doniczki i misy, to własne artystyczne wykwity lub wykonane w teatrze. Niczego w tym roku nie kupiłam, zgodnie z założeniem. Tylko gdzieś mi zając zaginął ceramiczny.
Z jednej strony chałupy okna już umyte, dziś druga strona, bo słońce świeci i żyć się chce. i chce się myć i kurze przeganiać i kompozycje kwiatowe robić i tulipany z biedry na stół postawić i nad wystrojem popracować, obrazy i zdjęcia powiesić i duży dywan do pralki wepchać i posiać ... rzeżuchę, bo zapomniałam wcześniej, i bukszpanowe wianki ...WIOSNA. Jutro sobie będziemy hurtem odpoczywać a dziś jeszcze robota i w poniedziałek robota nadal. i we wtorek i w środę. Rozciągnęłam ten tryb prac domowych, bo mogę i wszystko zależy od aury.
Z tematów aktualnych: na zatopionym krążowniku Moskwa miała znajdować się relikwia z krzyża pańskiego(?) warta 40 milionów dolarów. Choć podobno jej autentyczność nie jest do końca potwierdzona... Zadziwia mnie ten świat nieustająco. Czterdzieści milionów !!?? za kawał drzazgi SERIO. a zwierzęta i ludzie głodują, nie mają dostępu do wody, susza, wojny... a ludzie wydają kasę na jakieś gusła i rytuały i plastikową chińszczyznę.
Sama uderzam się w pierś, za te wszystkie kurewskie świństwa, które robią chińczycy zwierzętom i ludziom, już nigdy niczego made in china nie zakupię. nie mam wpływu na podzespoły, bebechy sprzętu elektronicznego...niestety ale ma wpływ na dupersznity i na ciuchy.